Dodaj do ulubionych

Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O

03.10.07, 15:51
No wiec, mam przyjaciol, ktorych nie lubie ;-O. I wlasnie dzisiaj
sie z nimi spotykam.

Ale po kolei.
Jak wiecie, moje poprzednie wcielenie bylo troche inne. Inne rzeczy
byly dla mnie wazne, w innych srodowiskach sie obracalam. Od
dwudziestu lat znam pewna grupe ludzi, w wiekszosci starszych ode
mnie o 5-10 lat, z ktorymi kiedys bylam bardzo zzyta -
pomieszkiwalismy, w roznych konfiguracjach, razem, zwierzalismy sie
sobie nawzajemn z roznych intymnosci, ba, bywalismy tych intymnosci
swiadkami... Z czasem kontakty sie troche oslabily - ludzie sie
rozproszyli po swiecie (w wiekszosci to muzycy, ktorzy trafili do
roznych orkiestr, albo i nie orkiestr...).

Teraz spotykamy sie raz do roku, mniej wiecej w rocznice smierci
jednego z naszych przyjaciol. W tym roku bedzie dziesiata. Spotkanie
organizuje ja - jakos tak sie utarlo (zreszta, jestem w tym gronie
jedyna kobieta). Chyba, poza jego partnerem, ktory przed kilkoma
laty zmarl za granica, ja bylam z nim najblizej.
No, ale to dawno temu bylo.

Z kazdym rokiem trudniej mi do nich dzwonic. W porownaniu z naprawde
niewiarygodna bliskoscia, jak nas laczyla te kilkanascie lat temu,
teraz to sa ludzie dla mnie zupelnie obcy. Ze wzgledu na styl zycia,
poglady... A jednoczesnie, nie moge zaprzeczyc, wiele rzeczy we mnie
uksztaltowali.

No i tak sobie mysle glosno, ze chyba czas skonczyc obchodzenia
zaloby po wlasnej mlodosci wink)).

Macie takich ludzi - waznych, ale obcych?
Obserwuj wątek
    • brucha Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 03.10.07, 17:24
      ja tak na zimno...
      jak cię to męczy to sobie odpuść. przyjaciel dla któego to robiłaś
      jest już w innym wymiarze i ma zupełnie inny pogląd na rzeczywistość.
      no chyba, że mimio wszystko jaka odobina ochoty istnieje w tobie.

      mamy znajomych, których spotykanie barzdo mnie łączyło. zupełnie na
      innej fali naajemy. właściwe sa to bliscy znajomi męża. nie lubiłam
      ich i już, ale spotykałam się, bo mąż ich lubił. no i po latach ta
      niechęć przeszła. nie są tacy bezpłciowi jak myslałam. no nadajemy
      na róznych falach, ale interferencje które powstaja nie są takie nie
      do wytzrymania.
    • kulinka3 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 03.10.07, 18:09
      Isma, raz do roku to wysiedzisz na jeżuwink).
      Potraktuj te spotkanie jako zadanie apostolskie.
      Czasami tak bywa. Nie zawsze nam łatwo z przyjaciółmi, którzy są z innej bajki,
      a z którymi dzieliliśmy kiedyś kawał naszego życia.
      Też takich mam.Nie widuję ich zbyt często i jakoś nie dążę do spotkań na siłę
      .Jeśli jesteś główny KO to może oddaj pałeczkę organizacji komuś innemu?
      • isma Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 08:35
        Siostro!
        Ja wiem, ze gdyby na lono Kosciola powrocilo za moja przyczyna tych
        czterech gejow, to by mi ze czterysta lat czysca z rachunku spadlo,
        no, ale jednak smiem watplic w realnosc takiego zdarzenia...wink))

        A powaznie - z tym jezem, to tez nie do konca tak. Porozmawiac o
        muzyce zawsze jest fajnie, wytanczyc sie za caly rok - tez. Ale
        jednak uwiera.

        No, coz. Kiedy wrocilam do domu, jakies cztery godziny temu wink)),
        moj slubny otworezyl jedno oko i wyrzekl: "O, wrocilas. To dobrze. A
        teraz mam nadzieje, ze przez rok bedziemy mieli z tym [tu nastapilo
        niepoprawne politycznie okreslenie odmiennosci seksualnej] spokoj."
        I tyz racja wink)).
        • kulinka3 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 08:54
          Siostro Ismeno od jeża blond wink)),
          czasem wszak nie chodzi o to, by do kościoła za włosy przyciągnąć i preferencję
          zmienić, ale by być znakiem sprzeciwu po prostu będąc sobą.
          No chyba,że siostra nie ma okazji ujawnić swoich chrześcijańskich,że tak powiem
          preferencji,nie daje sygnałów czem siostra obecnie żyje i rzec sama sprowadza
          się do danców.Wtedy to rzeczywiście lepiej przytulić się do ślubnego i przespać noc.
          • isma Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 09:05
            Eeeech... Bycie soba w takich sytuacjach - to troche tak, jak dla
            wlasnej babci czlowiek jest zawsze ta mala szczerbata dziewczynka z
            warkoczykami wink)).

            Ale jesli idzie o preferencje, to moje od zawsze dotyczyly mezczyzn,
            tu sie nic nie zmienilo wink)).
            • mader1 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 09:11
              no tak... smile)) to jesteście w tym zgodni smile))
    • samboraga Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 03.10.07, 21:38
      > Macie takich ludzi - waznych, ale obcych

      niespodziewanie dla mnie samej - mam, dawniej bliskich, tuż przy skórze,
      dziś...ja zmieniłam kurs, oni są jacy byli, jacy byliśmy...
      nie zastanawiałam się nad tym co bym zrobiła gdybyśmy dalej mieszkali niedaleko
      siebie, wtedy pewnie bym potrzebowała jakoś rozwiązać tę sytuację, a tak...ja
      zostałam, ich rozwiało co 'sprzyja' nieformalnemu odejściuwink

      chyba masz rację, problemem głównym nie jest różnica poglądów, ale trzymanie się
      wspomnień z młodości, a nawet dzieciństwa w niektórych przypadkach...
      • isma Folguj szczatkom swej mlodosci ;-))) 04.10.07, 08:30
        O, wlasnie, Samborago. Uchwycilas dokladnie to, o co mi idzie.
        Oni sie nie zmienili.

        A mnie - z jednej strony milo, jak slysze "Ismeno - slicznie
        wygladasz, nic sie nie zmienilas od czasu, kiedy sie pierwszy raz
        spotkalismy", no, ale wiem, ze to nieprawda. I nie tylko dlatego, ze
        Ismena lat 15 nosila bure spodnice do kostek z wlasnorecznie
        ufarbowanej pieluchy flanelowej i czarne swetry do kolan, a na
        glowie miala centymetrowego jeza blond...

        Wrazenie deja vu, wejscia do rzeki, ktora sie opuscilo. Pytanie,
        gdzie bym byla, gdybym z niej nie wyszla?
        • kann2 Re: Folguj szczatkom swej mlodosci ;-))) 04.10.07, 09:13
          isma napisała:

          > Ismena lat 15 nosila bure spodnice do kostek z wlasnorecznie
          > ufarbowanej pieluchy flanelowej i czarne swetry do kolan, a na
          > glowie miala centymetrowego jeza blond...

          Kyrie eleison!
          • isma Re: Folguj szczatkom swej mlodosci ;-))) 04.10.07, 09:29
            No, prosze ja Ciebie, tego okrzyku to zupelnie nie rozumiem.

            Przeciez sam apelowales, azeby niewiasty skromnie zakrywaly co sie
            da. No, to w tamtych czasach ja bylam opakowana w garderobe jak
            zakonnica. Co jednakowoz w zaden sposob sie nie przekladalo na inne
            sfery wink)).
            • kann2 Re: Folguj szczatkom swej mlodosci ;-))) 04.10.07, 09:54
              Nie cierpię niewieściej fryzury "na jeża", niezależnie od koloru
              (tego jeża).
    • tres_ka Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 08:25
      Mam, ale nie utrzymuję na siłę kontaktu.
    • mader1 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 09:47
      Ja się rzadko widuję nawet z tymi, co ich kocham smile)) Przyjaciółmi.
      W dodatku swojej osoby nie traktuję poważnie jako misjonarki smile)) -
      trudno być prorokiem między swymi - chyba, że Bogu to się spodoba,
      ale to wielka niewiadoma...
      Mogę się narazić na opinię , że mi odbiło zupełnie smile)))
      I kto wie, co jeszcze w życiu wymyślę ?
      Trudno mi napisac, właściwie, że ich nie lubię.
      O jednych, jedną trochę się martwię i mam sporo czułości. Widujemy
      się rzadko, więc to jest do przeżycia. Chciałabym być, jak będę
      mogła w czymś pomóc.
      Dla jednej jestem chyba znakiem.To uczucie, które żywię do niej,
      jest chyba najbliższe nielubienia. Mowiła jakiś czas temu, przed
      porzuceniem męża, że nie szanuje ludzi słabych, poddających się, ze
      słabym charakterem. Pokłociłysmy się smile)), choć się z reguły nie
      kłócę. Na dobranoc, wyjeżdżając powiedziała mi, że jestem dobra.
      Usłyszała, że dobra to chyba nie, ale wychodzi na to, że jestem
      silna , więc może mnie szanować sad Mam wrażenie, ze moje istnienie
      jest dla niej dużym problemem.
      Na jednego mojego przyjaciela jestem wściekła sad(( To się nie
      kwalifikuje do nielubienia. Ale nie zatańczyłabym z Nim.
      • isma Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 09:54
        mader1 napisała:

        >> Na jednego mojego przyjaciela jestem wściekła sad(( To się nie
        > kwalifikuje do nielubienia. Ale nie zatańczyłabym z Nim.


        A, to wlasnie akurat ten, co sie na niego niedawno personalnie
        wscieklam, to najlepiej tanczy. A ja sobie nie moge podarowac
        dorocznej okazji, bo, ekhm, taniec nie jest mocna strona slubnego,
        zas na ewentualnych moich partnerow do tanca gustujacych w
        kobietach, to on patrzy wilkiem wink)).
        • mader1 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 10:43
          smile)) nie mam dylematu, bo nie dość, że tańczy tak sobie, to
          heteroseksualny do bólu sad
        • kulinka3 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 10:53
          Jeśli nie możesz się oprzeć tym dancom,to tańcz dziewczyno noc całą i nie szukaj
          dziury;_)))
      • kulinka3 Re: Misjonarka 04.10.07, 10:26
        A to jest pytanie czy w przyjaźniach to światełko i sól nas nie obowiązują? Nie
        wypada, bo nas znają, widzą nasze wady, bo .....
        • mader1 Re: Misjonarka 04.10.07, 10:46
          nie no, szczera jestem, dlaczego nie ? Ja zawsze " jestem sobą".
          Ale mam na tyle autoironii, że wiem , że nie musi to być przyjęte ze
          zrozumieniem. Mogą myslec " a kiedyś to była normalna" albo "
          całkiem Jej odbiło, to chyba wiek, czy co ? albo " zawsze była z
          lekka trzepnięta " smile)) no takie życie, Kulinko, takie życie...
          • kulinka3 Re: Misjonarka 04.10.07, 10:51
            A kto mówi,że ze zrozumieniemwink)).W dzisiejszych czasach moher to jest hardcorwink))
            • mader1 Re: Misjonarka 04.10.07, 10:59
              smile)))
              • isma Re: Misjonarka 04.10.07, 11:06
                Widze, ze wszystkie dostalysmy malpiego rozumu wink)). Wy tez
                spalyscie dwie godziny, czy jak?
                • mader1 Re: Misjonarka 05.10.07, 10:13
                  dzisiaj spałąm , to już nie będę pisac, bo śmiesznie nie będzie.
                  Ci przyjaciele,o których napisałam, to mało smiesznie się
                  zachowują...
        • twoj_aniol_stroz Re: Misjonarka 04.10.07, 21:09
          Wiesz, to chyba jest kwestia także drugiej strony. Można rozmawiać
          na temat wiary z każdym, tyle, że są ludzie, którzy tej rozmowy nie
          chcą. Kompletnie inne dowcipy ich śmieszą, nie rozumieją o Ci
          chodzi, bo po prostu dla nich to co mówisz jest kompletną
          abstrakcją. Mam do czynienia z bardzo wieloma ludźmi na zasadzie
          znajomości, koleżeństwa (przyjaźń to jednak zbyt dużo) i z niekórymi
          można pogadać o wartościach, życiu wewnętrznym, wręcz sami szukają
          rozmów o Bogu, bo wiedzą, że ja chętnie na takie tematy rozmawiam,
          nie wstydzę się, że jestem wierząca. Są jednak również osoby, które
          po prostu nie bardzo wiedzą o czym mówię, uciekają od tematu, bo nie
          chcą go ciągnąć. Nie wnikam dlaczego, może jeszcze nie dojrzeli,a
          może dojrzeli ale się boją. Trudno, ich sprawa. Wiedzą, że zawsze
          mogą przyjść pogadać, przyjdą to super, nie przyjdą - trudno.
          Z dawnymi przyjaciółmi jest o tyle gorzej, że oni znali nas w innej
          roli i mają jakiś obraz naszej osoby. Spotykamy się a tu nagle
          bach!!! Kompletnie inny człowiek, niby ten sam, ale zupełnie inne
          wartości, zupełnie inne zasady. No niełatwo wtedy o porozumienie.
          • kulinka3 Re: Misjonarka 04.10.07, 21:20
            Zgadzam się,że nic na siłę. Trzeba taktu i okoliczności, wyczucia sytuacji i
            odwagi,by mówić, być sobą, a czasem zamilknąć.
    • rycerzowa Ismo! 04.10.07, 11:14
      Tak z czystej intelektualnej ciekawości spytam:
      Jaką masz satysfakcję z tańca, jeśli twoim partnerem jest facet o
      "odmiennych preferencjach"?
      • isma Re: Ismo! 04.10.07, 11:20
        Nie rozumiem pytania. Rownie dobrze mozna byloby spytac, jaka mam
        satysfakcje z rozmowy z facetem o odmiennych preferencjach.
        • rycerzowa Re: Ismo! 04.10.07, 11:33
          isma napisała:

          > Nie rozumiem pytania. Rownie dobrze mozna byloby spytac, jaka mam
          > satysfakcje z rozmowy z facetem o odmiennych preferencjach.

          Serio?
          Czyli tak samo zaakceptujesz rozmowę twego męża z jakimś facetem jak i jego
          taniec z nim?
          Taniec a rozmowa to dwie różne sprawy.

          Ps. Zejdźmy z tematu, bo się robi niepoprawnie politycznie.wink
          • isma Poufalosc 04.10.07, 12:44
            A, ja sobie moge na niepoprawnosc swobodnie pozwolic.
            Zwlaszcza, ze rzecz dotyka, chyba, tematu troche glebszego.

            Otoz, ja jestem osoba, ktora dobrze sie czuje w poufalych relacjach.
            Tak sie sklada, ze to dotyczy glownie mezczyzn - bo ja lubie meski
            sposob patrzenia na swiat, meskie poczucie humoru, meskie tematy do
            rozmow. Ta poufalosc moze byc roznie okazywana - pisalam tam gdzies
            wyzej o mowieniu o intymnosciach, ale czasem bywa tak, ze kogos sie
            klepie w ramie albo przytula. Albo sie z nim kima na lawce na
            dworcu. Albo sie tanczy.

            Ale ta poufalosc nie ma z definicji konotacji seksualnej, no.
            I jeszcze - poufalosc niekoniecznie jest tozsama z przyjaznia. Tak
            bym chyba zreszta najtrafniej opisala moja aktualna relacje
            z "przyjaciolmi, ktorych nie lubie" - jestesmy spoufaleni.

            A slubny niechze sobie tanczy, z kim chce.
            • rycerzowa Re: Poufalosc 04.10.07, 14:40
              isma napisała:

              > A, ja sobie moge na niepoprawnosc swobodnie pozwolic.

              A czemu?

              > Zwlaszcza, ze rzecz dotyka, chyba, tematu troche glebszego.

              Dokładnie tak.

              >
              > Otoz, ja jestem osoba, ktora dobrze sie czuje w poufalych relacjach.
              > Tak sie sklada, ze to dotyczy glownie mezczyzn - bo ja lubie meski
              > sposob patrzenia na swiat, meskie poczucie humoru, meskie tematy do
              > rozmow.

              Na forum udatnie dyskutujesz zazwyczaj z "babami", zatem twoje "lubię"
              absolutnie nie znaczy "preferuję".

              Ta poufalosc moze byc roznie okazywana - pisalam tam gdzies
              > wyzej o mowieniu o intymnosciach, ale czasem bywa tak, ze kogos sie
              > klepie w ramie albo przytula. Albo sie z nim kima na lawce na
              > dworcu.

              I kima się , i przytula, i klepie - niezależnie od płci - zgoda.

              > Ale ta poufalosc nie ma z definicji konotacji seksualnej, no.

              No, nie ma.

              >Albo sie tanczy.

              O, nie!
              Gadać można ze wszystkimi, jeśli mają coś ciekawego do powiedzenia.
              Interesujący jest i męski , i babski punkt widzenia, i męskie, i babskie, i
              angielskie poczucie humoru.
              Fajne jest,że istnieją różne sposoby widzenia świata.

              Ale do tańca potrzebny jest kobiecie mężczyzna, i to tylko taki, który jest
              interesujący, intrygujący, którego obecność porusza strunę delikatnego erotyzmu;
              wobec którego kobieta czuje się kobietą.
              To wynika z samej natury tańca.

              Dlatego tak ciekawa jestem, jak się tańczy z facetem, wobec którego kobieta nie
              czuje się atrakcyjna.

              >
              > A slubny niechze sobie tanczy, z kim chce.

              A tu "niewierna" jestem, niczym Tomasz.
              • isma Re: Poufalosc 04.10.07, 18:35
                Jesli idzie o forum, to nie mam specjalnie wyboru wink)). Zreszta,
                taka juz chyba specyfika tematow "dzieciowych", ze biegli w nich
                mezczyzni sa raczej nieliczni... Natomiast, hmmmm, poza tematami
                dzieciowymi jest jeszcze pare sfer, w ktorych, nie da sie ukryc,
                jednak raczej w meskim towarzystwie bywam - politykowanie np.

                O tym tancu. No, nie, nie. Jakos mam tak, ze jak z kims przebywam, w
                dowolnych okolicznosciach, w ktorych przebywa sie z osobami, ktore
                nie sa wlasnym mezem, to zakladam, ze ta osoba nie traktuje mnie po
                pierwsze jak potencjalny obiekt do "poruszania strun delikatnego
                erotyzmu". Czy to jest facet hetero czy homo, czy tez kobieta (bo
                przeciez moglaby byc les wink)).

                Dalej: to, ze taniec jest erotyczym ersatzem, to wymyslono
                stosunkowo niedawno. Ale "z samej swej natury" to taniec jest
                swietem, jest manifestacja radosci (w swoim czasie kultu).
                W zwiazku z tym, jakos bardziej mnie w tancu interesuje, czy on
                sprawia mnie i partnerowi przyjemnosc, niz to, czy sie komus
                podobam, czy nie wink)). No i nadmienic musze w tym miejscu, ze
                chociaz moj osobisty slubny porusza we mnie niejedna... strune, to
                jakos, hmmm, w tancu wprost przeciwnie wink)).
                • marzek2 Re: Poufalosc 04.10.07, 19:19
                  To nie tak, Is - ja myślę, że gdybym została z tym facetem, to JA byłabym
                  nieszczęśliwa, bo gdybym została przy zmienionych poglądach to byłoby to
                  klasyczne małżeństwo podążające w dwóch innych kierunkach.
                  A jako że facet nadal jakoś tam mi bliski, to bym wolała żeby (nawet beze mnie
                  wink szczęśliwy i spełniony w życiu był. A chyba nie jest.
    • rycerzowa Ad rem 04.10.07, 11:24
      Młodość - to poszukiwanie swego miejsca. Mamy wtedy wielu znajomych,
      przyjaciół; akceptujemy ich (prawie) wszystkich, bo oni tworzą ten świat,w
      którym prowadzimy nasze poszukiwania.

      Wiek dojrzały - to czas działania, czas dokonań. Wtedy potrzebujemy tych, z
      którymi nam po drodze. Na innych szkoda czasu.

      Starzenie się - to czas wspominek. Wtedy wracają ci z części pierwszej i jest OK.

      Zatem poczekaj jeszcze 20 lat.
      Będzie wam miło spotkać się i udawać, że znów macie po 16 lat.wink
    • anndelumester Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 12:08
      Ja tez tak mam.
      Dwie osoby niegdyś mi bardzzo bliskie postanowily zmienic swoje
      zycie o 180 stopni. I zmieniły. Sentyment do lat młodosci burzliwej
      pozostal, pozostały wspomnnienia, ale teraz średnio jest o czym
      rozmawiac. I to nie jest tak, ze ja tych osob nie lubie.
      Nie. Oni są raczej dla mnie kompletnie z innej bajki i dla reszty
      dawnego towarzystwa też.
      • alex05012000 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 12:57
        no, ja raczej nie bardzo rozumiem, dla mnie słowo przyjaciel zakłada
        kogoś z kim sie przyjaźnimi, lubimy, lubimy być ze sobą, jak ktoś
        jest moim przyjacielem, choć ja wolę słowo znajomi, to go lubię, jak
        nie lubie to sie nie kontaktujemy, albo naprawdę minimalnie,
        sporadycznie, przypadkowo... dla mnie jedno drugie wyklucza ...
        p.s. sprawa Ismy: nie organizowałabym spotkania z osobami, z którymi
        nie miałabym ochoty sie spotykać... mamy/przynajmniej ja/ tak mało
        czasu, że byłoby zbrodnią spotykać się z osobami, na spotkanie z
        którymi nie mam chęci!
      • samboraga OT 04.10.07, 13:28
        Anndelumester, miło Cię czytaćsmile
    • marzek2 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 17:13
      Hmmm tak myślę, że jest ktoś, kto jest mi ciągle bliski, choć jednocześnie
      bardzo daleki - to mój były z czasów licealnych.

      Otóż w tym samym czasie, gdy Is chodziła po korytarzach liceum okutana w te
      oryginalne ciuchy (swoją drogą zamaszysta spódnica to mi się jakoś kojarzy, jeża
      już nie pamiętam) - w tym samym liceum parę klas obok Marzek wystawała na każdej
      przerwie ze swoim lubym - równo od II klasy aż do matury.

      I choć facet się zupełnie nie sprawdził, bardzo skrzywdził i w ogóle - nie mogę
      udawać, że 7 lat razem jakby nie było. Bardziej mi go żal, niż go nie lubię, Bóg
      i przebaczenie przykryli rany, ponieważ mi bliski, chciałabym, żeby był
      spełniony w życiu a chyba nie jest. Kontaktu żadnego nie mamy - gdy się zdarzył,
      był bardzo sztywny, wymuszony z jego strony. I też zawsze w tle rozmowy moje
      pytanie w głowie "co by było, gdybym nie poznała Boga, co by było, gdybym
      została z tym chłopakiem" - cóż, źle i nieszczęśliwie by było sad
      • isma Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 18:14
        A, bo jeza to Is. miala zanim Ty sie pojawilas w V Zakladzie, w
        Twoich czasach, zaraz, niech ja pomysle - wygolona glowa z lewej
        strony, grzywka za ucho z prawej?

        Zle i nieszczesliwie, powiadasz - a ja wlasnie bardzo bym chciala
        takiego myslenia uniknac, ze oni sa nieszczesliwi. Bo to by
        znaczylo, ze uwazam sie - taka, jaka teraz jestem - za kogos
        lepszego. A tymczasem, mojej zaslugi przeciez w tym niewiele...
    • mader1 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 22:26
      Wiesz, ja myślę, że do tych naszych wynurzeń pasowałby raczej
      temat " Przyjaciele, których lubimy za bardzo :0 "
    • babie_lato1 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 22:57
      Twa wczesna młodość, Ismo, w kwestii estetycznej zaczyna mnie intrygować smile
      Jeśli chodzi o starych kumpli ja myślę tak:
      1. poufałość nie musi być na całe życie. Zawsze mogę się zdystansować, mam prawo
      po temu i wolną drogę. Nawet przyjaźnie czasami się kończą. Dla mnie to jest
      proces naturalny, występujący w przyrodzie.
      2. cenię szczerość (to takie zdanie z anonsów matrymonialnych, ale musiałam je
      tu zamieścić). Nie chciałabym spotykać się z człowiekiem, któremu nie pasuję,
      moim zdaniem to strata czasu. Wspomnienia przecież i tak zostaną w naszych
      głowach, po co ciągnąć przez całe życie jakiś za przeproszeniem zaśmiardły
      kotlecik... Wywalić i tyle. Zakończyć znajomość.
      3. Ja również miałam wielu kumpli za młodu, m.in. dlatego że śpiewałam w
      zespołach (punk)rockowych. Miło ich wspominam. Tyle. Byłam też w paczce
      licealnej mocno zażyłej i utrzymującej kontakty długo po liceum (część z nich
      trwa do dziś). Dwóm braciom z tej paczki nie udało się zaakceptować mojego
      nawrócenia, zaczęli mnie traktować dziwnie. Kontakt się poluzował. Kilka lat
      później wzięłam ślub, na który ich zaprosiłam. Nie przyszli (nawet nie złożyli
      mi życzeń), bo pominęłam ich na liście gości weselnych. Bo przecież tyle nas
      łączyło! I cóż z tego - pomyślałam - skoro dziś nie łączy nas nic? Trzymajmy się
      faktów (także tych wewnętrznych) i nie psujmy starych wspomnień.
      4. jestem przeciwna towarzyskim męczarniom "żeby się nawrócili". Myślę, że
      modlitwa za nich wystarczy.
      Tyle moich przemyśleń na ten temat smile Pozdrawiam serdecznie moje drogie forum na
      którym ze sto lat samotności nie byłam!
      • mader1 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 04.10.07, 23:15
        dobrze, że wróciłaś smile)) do " starych przyjaciół"
      • isma Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 05.10.07, 09:35
        babie_lato1 napisała:

        > Twa wczesna młodość, Ismo, w kwestii estetycznej zaczyna mnie
        intrygować smile

        Nie, nie spiewalam w zespolach punk(rockowych) wink)).
        Mniejsza o to, ze ja w ogole spiewac nie umiem - ale nie, to byly
        czasy snobowania sie na muzyke zupelnie innego rodzaju. Symfoniczna,
        a w tym wspolczesna - Warszawskie Jesienie dorocznie
        obowiazkowo. "Czarna Maska" Pendereckiego, moj Boze.
        Zreszta do dzis muzyke tzw. powazna lubie, ale we wspolczesnej juz
        dawno au courant nie jestem.

        > Jeśli chodzi o starych kumpli ja myślę tak:
        > 1. poufałość nie musi być na całe życie. Zawsze mogę się
        zdystansować, mam praw
        > o
        > po temu i wolną drogę. Nawet przyjaźnie czasami się kończą. Dla
        mnie to jest
        > proces naturalny, występujący w przyrodzie.

        Prawo mam. Pytanie, czy mmusi byc po temu jakis konkretny powod.

        > 2. cenię szczerość (to takie zdanie z anonsów matrymonialnych, ale
        musiałam je
        > tu zamieścić). Nie chciałabym spotykać się z człowiekiem, któremu
        nie pasuję,
        > moim zdaniem to strata czasu. Wspomnienia przecież i tak zostaną w
        naszych
        > głowach, po co ciągnąć przez całe życie jakiś za przeproszeniem
        zaśmiardły
        > kotlecik... Wywalić i tyle. Zakończyć znajomość.

        No, ale ja - albo raczej, szczatek mojej mlodosci - panom pasuje. I
        gdybym ja ich traktowala tez tylko - przez te kilkanascie godzin raz
        do roku - jak ow szczatek, to wszystko byloby OK.
        Tyle ze - z ta szczeroscia masz racje, chyba to jest sprzeczne z
        traktowaniem czlowieka jako integralnej osoby (a nie jak funkcji
        spedzania czasu).

        > 4. jestem przeciwna towarzyskim męczarniom "żeby się nawrócili".
        Myślę, że
        > modlitwa za nich wystarczy.

        To w ogole nie wchodzi w rachube. Tzn. ja moge w cztery oczy
        skrytykowac np. pewna publiczna wypowiedz jednego z moich
        przyjaciol, ktorych nie lubie, na tematy okolokoscielne, i to
        wszystko. Nie zamierzam nikogo nawracac, zwlaszcza, ze jak sama
        bywalam swego czasu forsownie nawracana, to sie we mnie sprzeciw
        gotowal, az kipialo!
    • otryt Drogi się rozchodzą 05.10.07, 00:48
      Życie jest jak droga. Czasem idziemy z kimś, a później nasze drogi
      się rozchodzą. To naturalne, nie trzeba na siłę przedłużać wspólnego
      marszu. Potem spotykamy na naszej drodze innych ludzi. Dawnym
      znajomym życzymy szczęścia na ich drodze i rozstajemy się. Miałem
      koleżankę w liceum, którą ciągnąłem za uszy do matury z matmy.
      Każdego tygodnia spędzałem wiele godzin w jej domu na wspólnej
      nauce. Ona - osoba bardzo obrotna i energiczna, wciągnęła mnie z
      kolei do socjalistycznego harcerstwa, grała w nim pierwsze skrzypce.
      Dzięki niej byłem w grupie, uczyłem się organizacji imprez. Dziś
      widzę, że był to rodzaj symbiozy. Jednak po latach poczułem się w
      jakiś sposób wykorzystany, potraktowany narzędziowo. Nie wtedy,
      kiedy to się działo. Ona poszła szybko w dyrektory, jak w piosence o
      Kardynale Richelieu. Nasze spotkania na kolejnych imprezach
      klasowych po latach pokazywały coraz większy rozdźwięk między nami.
      Myślę, ze ja się od tego czasu bardzo zmieniłem. Odrzuciłem kłamstwo
      w jakim wtedy żyliśmy. Wyjechalem, wszedłem w nowe środowisko i
      całkiem inne wartości. Paradoksalnie zbliżyłem się do ludzi z mojej
      klasy, z którymi w okresie szkolnym byłem dosyć daleko a oddaliłem
      się od tych, z którymi byłem wtedy blisko. Mówię to z perspektywy 30
      lat po maturze. Wcale nie tęsknie za spotkaniami z tą koleżanką,
      choć wtedy była bardzo ważną osobą w moim życiu.
    • mamalgosia Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 08.10.07, 15:26
      Dla mnie oksymoron. Znajomi, koledzy/kolezanki, ale nie przyjaciele.

      A tańczyć też mogłabym z homoseksualistą, nie widzę problemu
      • otryt Jedno zdanie... 09.10.07, 11:44
        mamalgosia napisała:

        >Dla mnie oksymoron.

        Dla mnie też. Może to celowy zabieg artystyczny autorki. Pamięć mi
        wyrzuciła historię, kiedy z miejsca zerwałem znajomość. Podkreślam,
        że to był kolega a nie przyjaciel. Moje przyjaźnie są raczej trwałe
        i opierają się na wspólnych wartościach.

        Dzień po spotkaniu z Papieżem spotkałem kolegę. Powiedziałem mu o
        tym. On na to, że szkoda, że go nie zastrzelili. To jedno zdanie
        zakończyło znajomość raz na zawsze. Potem długo myślałem, czy mogłem
        inaczej? Czy jako chrześcijanin, katolik, powinienem odrzucać
        człowieka, o któym wiedziałem wcześniej, że jest mocno pokręcony
        wewnętrznie? Czy mogłem dać jakieś pozytywne świadectwo?
        • isma Konkurs 09.10.07, 11:54
          Celowy, celowy.
          To parafraza pewnego znanego z literatury zdania jest.

          Kto zgadnie, skad, dostanie pol litra wlasnorecznie przez nas
          zrobionej nalewki malinowej, zgoda?
          • otryt Re: Konkurs 09.10.07, 12:14
            isma napisała:

            >To parafraza pewnego znanego z literatury zdania jest.

            To lustrzane odbicie: "miłować nieprzyjaciół"

            • isma Re: Konkurs 09.10.07, 12:20
              Nie! Chociaz ciekawe.
              Odnotowuje tez rozwiazanie przyslane SMS-em: Kaczmarski -
              Przyjaciele, ktorych nie mialem.
              Ale to tez nie to.

              Probujcie dalej wink))
              • otryt Od przyjaciół Boże strzeż... 09.10.07, 12:33
                Od przyjaciół Boże strzeż - to fragment refrenu piosenki "Czerwonego
                Tulipana." "Sekret kardynała Richelieu"


                Niegdyś przyjaciel dobry mój
                Dziś długów nie oddaje
                Nic złego nie zrobiłem mu
                A on mnie nie poznaje

                Innego znów za uszy
                Ciągnąłem do matury
                On w dyrektory ruszył
                I patrzy na mnie z góry

                Kardynała Richelieu sekret wam dziś zdradzę
                Od przyjaciół Boże strzeż z wrogami sobie poradzę

                Raz kumpel brał na raty
                Adapter radio daczę
                A ja będąc żyrantem
                Do dziś te raty płacę

                Przyjaciel miał trudności
                Postawiłem go na nogi
                On teraz mi z wdzięczności
                Przyprawić pragnie rogi

                Bo z przyjaciółmi często
                Podobne są układy
                Przyjaciel cię roluje
                Nic na to nie poradzisz

                Zjawisko dziś powszechne
                Nie warto się tym smucić
                Najlepiej się uśmiechnąć
                I tak sobie zanucić

                • isma Re: Od przyjaciół Boże strzeż... 09.10.07, 12:36
                  Nie!
                  Podpowiem, ze parafraza nie jest daleka - w zasadzie jest to tylko
                  modyfikacja formy gramatycznej.
                  • isma I jeszcze jedno rozwiazanie 09.10.07, 12:39
                    Tez sms: Osiacka - Kobiety, ktorych nie ma.
                    Ziiiiiimno!
                    • mamalgosia konkurs 09.10.07, 13:31
                      Nic mi nie przychodzi do głowy!
                      • mamalgosia czy nikt nie rozwiązał? 09.10.07, 17:18
                        jesli nie, to czy można prosić o jakąś podpowiedź?
                        • isma Podpowiedz 09.10.07, 18:19
                          Nikt. Ale licze na to, ze moze liczba uczestnikow sie powiekszy.
                          No wiec, to jest tekst mi bardzo bliski, bo z Krakowem zwiazany. I
                          nie tylko wink)).
                          • mamalgosia :( 09.10.07, 20:51
                            U mnie w głowie nadal pustka, żadnego skojarzenia.
                            Ale może po prostu tego nie znam, a z próżnego i Salomon...
                          • mader1 Re: Podpowiedz 09.10.07, 21:44
                            to pewnie zbyt daleko :
                            " jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy..."
                            ale na temat tongue_out
                            • isma Re: Podpowiedz 09.10.07, 22:08
                              Mader, nalezy sie punkt za Grechute, bo lubie wink)), ale nieeee, to
                              klasyk, kochani, jest. Omalze taki, co to "wielkim poeta byl".
                              • anndelumester Re: Podpowiedz 10.10.07, 14:40
                                jak klasyk to pewnikiem Wyspiański wink)))
                                • isma Re: Podpowiedz 10.10.07, 14:43
                                  Dobrze!
                                  Jestes bliska naleweczki (nie bede musiala jej pcozta wysylac, he,
                                  he)!
                                  • anndelumester Re: Podpowiedz 10.10.07, 14:45
                                    tak, tak, nalewkę (jeszcze nie moją) widze ogromną big_grin
                                    • anndelumester "My jesteśmy tacy przyjaciele, co się nie lubią." 10.10.07, 15:14
                                      Wesele,
                                      kwestia Żyda.
                                      • mamalgosia Re: "My jesteśmy tacy przyjaciele, co się nie lub 10.10.07, 15:24
                                        Brawo!
                                        W życiu bym nie zgadła, z klasyki jestem zupełna noga, aż wstyd.
                                        Widzisz? Zawsze mówiłam, że masz pisać dużo, nie wolno chowac wiedzy
                                        pod korcemsmile
                                      • isma "Wesele" 10.10.07, 15:32
                                        To ja moze dam w kontekscie, bo to bardzo aktualne jest. Nie tylko w
                                        odniesieniu do moich homoprzyjaciol wink)):

                                        "PAN MŁODY
                                        Przyszedł Mosiek na wesele...

                                        ŻYD
                                        Nu, ja tu przyszedł nieśmiele.

                                        PAN MŁODY
                                        No, jesteśmy przyjaciele.

                                        ŻYD
                                        No, tylko że my jesteśmy
                                        tacy przyjaciele, co się nie lubią.

                                        PAN MŁODY
                                        A tak, jak są tacy, co skubią,
                                        to i są tacy, co się boczą.

                                        ŻYD
                                        Niech się boczą, a jak oni potrzebują,
                                        to ich u mnie jest bardzo wiele.

                                        PAN MŁODY
                                        W zastawie.

                                        ŻYD
                                        No, to tak, jak w kieszeni; -
                                        pan dzisiaj w kolorach się mieni;
                                        pan to przecie jutro zruci ? ?

                                        PAN MŁODY
                                        Narodowy chłopski strój.

                                        ŻYD
                                        No, pan się narodowo bałamuci,
                                        panu wolno - a to ładny krój -
                                        to już było.

                                        PAN MŁODY
                                        No, to jeszcze wróci.

                                        ŻYD
                                        Jak będzie każdy patrzeć przed nos swój,
                                        może co z tego będzie na inkszy raz.

                                        PAN MŁODY
                                        Oto właśnie teraz taki czas."
                                        • isma PS 10.10.07, 15:35
                                          Nawiasem mowiac, ten fragment, ktory bardzo lubie, jest dla mnie
                                          wyrzutem sumienia w kwestii pewnych moich nawykow jezykowych.
                                          Otoz ja, podobnie jak osoby tego dramatu, zaczynam co drugie zdanie
                                          od: "No, ..."
                • rycerzowa Poza konkursem, optymistycznie 09.10.07, 18:24
                  "O przyjaciołach, którzy pośród burz
                  I trudów życia świat ci rozjaśnili,
                  Nie mów ze smutkiem,że ich nie ma już
                  Ale z radością : BYLI!"
      • twoj_aniol_stroz Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 09.10.07, 11:57
        > A tańczyć też mogłabym z homoseksualistą, nie widzę problemu

        Pewnie też bym mogła, a już na pewno bym nie zwiała z parkietu. To
        byłoby coś w rodzaju tańca z wujkiem, czy własnym tatą. Niestety
        jestem skażona mężem, który był najpierw moim partnerem na zajęciach
        tanecznych, w tym właśnie tańcu rodziła się bliskość, kokieteria,
        prowokowanie i miłość. Taniec zawsze dla mnie był bardzo intymnym
        przeżyciem. Może właśnie dlatego, że mój związek zaczął się od tańca.
        Kasia
        • alinaw1 Re: Przyjaciele, ktorych nie lubimy ;-O 15.11.07, 16:10
          A myślałam, że tylko ja mam taki problem. Oprócz tego, że moja
          jedyna i najwspanialsza (kiedyś) przyjaciółka już takową nie jest to
          męczy mnie, ze ją srogo oceniam (bo niby swoich zawsze się każe
          bardziej niż cudzych, np. dzieci). Ona twierdzi, że to ja się
          zmieniłam (gdzie ten mój niegdysijszy luz? Gdzie tolerancja?), a ja
          twierdzę, że środowisko ją zmieniło, I wyrzucam jej przywary i
          krytykuję (nie cierpię radia w którym gada, nie aprobuję jej
          liberalnych poglądów w kwestii obyczajowej również). Nie mogę
          pogodzić się z faktem, że obie wyrastałyśmy z tego samego pnia, obie
          słuchałyśmy tych samych nauk (neokatechumenalnych), a tak mocno
          rozdzieliłyśmy się. Spotykamy się rzadko i w złej atmosferze. A
          sentyment do lat minionych nie pozwala mi pogrzebać tej znajomości...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka