mamalgosia
12.10.08, 17:13
"Ci, którzy ów dzień widzieli, nigdy go nie zapomną.
Ściśnięty obręczą placu Świętego Piotra tłum, którego wielobarwne
fale sięgały prawie Tybru, czekał na papieża. I wtem ujrzał
wyłaniającego się rybaka ludzi, w każdym calu podobnego do tych,
których Chrystus wezwał do Siebie na brzegu Morza Tyberiadzkiego.
Rzekłbyś, że nowo przybyły przyszedł nie z Polski, ale z Galilei, z
siecią na ramieniu i z Ewangelią pod pachą, i że pomiędzy nimi a
skrycie obecnym pod bazyliką grobem świętego Piotra czas został
unieważniony. Często opowiadałem o moim pierwszym wrażeniu: jakby
spod marmurów Świętego PIotra podnosił się cyrk Nerona, a historia
porzucała nagle swój wymiar horyzontalny na rzecz wertykalnego.
Człowiek w białej szacie, którego mieliśmy przed sobą, miał posturę
apostołów, a jego pierwsze słowa, rzucone głosem, który zdawał się
budzić odzew wszystkich dzwonów Rzymu: "Nie lękajcie się!" - wzywał
nas do dania świadectwa. Rzekłbyś, iż zostały wypowiedziane w dzień
katakumb, zachęcające wiernych, by szli za nim w paszczę lwa. Tłum
za barierkami na placu był wstrząśnięty, zwinięte palce ukradkiem
przesuwały się po wilgotnych, jak sie mozna było domyślić, powiekach.
(...) Ja także płakałem jak wszyscy, nie bardzo wiedząc dlaczego.
Miałem wrażenie, że uczestniczę w rzadkim wydarzeniu niewątpliwej
koniunkcji planu Opatrzności i momentu historii ludzkiej, co
nieczęsto daje się przyłapać na gorącym uczynku"