Dodaj do ulubionych

nadzieja matką głupich

09.01.09, 09:55
Skąd to powiedzenie?
co ono ma oznaczać?
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 11:30
      właśnie zauważyłam, że rzadko rozmawiamy o nadziei...

      ... jest jeszcze druga część tego powiedzenia " ... ale lepiej mieć matkę niż
      być sierotą"
      • justyna.ada Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 12:12
        I jeszcze, ja znam: "... a każda matka kocha swoje dzieci" smile
        • malla.mi Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 16:02
          justyna.ada napisała:

          > I jeszcze, ja znam: "... a każda matka kocha swoje dzieci" smile

          ale ładne, nigdy nie słyszałamsmile
          • thorper Re: nadzieja matką głupich 10.01.09, 07:17
            Jan Pietrzak kiedyś śpiewał:
            "Matką głupich cię nazwali, nadziejo,
            ludzie podli, ludzie mali, nadziejo.
            Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją,
            Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo."
            • mamalgosia Re: nadzieja matką głupich 10.01.09, 14:01
              już poniżej śpiewałyśmy to sobie wczoraj z katrielsmile
      • mamalgosia Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 12:29
        No ale całkiem poważnie.
        Mnie nadzieja nie raz utrzymała przy życiu.
        Utrata nadziei - czy jest coś gorszego?
        Dlaczego więc jest matką głupich?
        Może naiwność, a nie nadzieja?
        • mader1 Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 14:10
          o co im chodzi... może o to, że lepiej już coś realnie mieć, niż mieć nadzieję
          na to, że będzie się to miało ? że plan, planowanie to jakiś konkret ( który i
          tak potem może upaść), a nadzieja... to taka niekonkretna jest ?

          Ale jeżeli nadzieja trzyma przy życiu ? Jeżeli jedynie nadzieja pobudza do
          jakichś działań ? Czy to może być głupie ? Mądrzej byłoby się załamać , stracić
          nadzieję i nie starać się ?
          • mamalgosia Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 15:39
            No więc właśnie od zawsze to przysłowie wydawało mi się najgłupsze
            ze znanych mi.
            Ale ja rozumiem je trochę inaczej niż Ty (i Twoja interpretacja mnie
            zaciekawiła). Tak mianowicie: że głupotą jest mieć jakieś plany na
            przyszłość, łudzić się że coś się dobrze powiedzie.
            To dopiero straszne, prawda?
            • mader1 Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 15:53
              Tak mianowicie: że głupotą jest mieć jakieś plany na
              > przyszłość, łudzić się że coś się dobrze powiedzie.
              > To dopiero straszne, prawda?

              Nie wiem... jakoś od początku, w rodzinie uczyłam się, że nadzieja to cenna
              rzecz. Potem ( chyba w szkole, bo gdzieżby ?) usłyszałam o tej " nadziei to..."
              i traktowałam to raczej jako żart, nawet nie zastanawiałam się na tym, co on
              oznacza...
              No jasne... wiele zamierzeń się nie powiedzie... planujemy, krzątamy się i
              czasem nic z tego nie wychodzi. Ale to nie oznacza, że NIC nigdy nie wychodzi ?
              Czasem coś się udaje ?
              • mamalgosia Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 17:47
                mader1 napisała:


                > i traktowałam to raczej jako żart, nawet nie zastanawiałam się na
                tym, co on
                > oznacza...
                A ja właśnie się zastanowiłam. Przysłowia są różne, ale wbywa, że
                jest w nich jakaś ciekawa prawda. A to jest wyjątkowo popularne.
                Dlaczego? Przecież chyba nikt tak naprawdę nie myśli?



                > Czasem coś się udaje ?
                A nawet jeśli nie - czyż głupi jest ten, który ma na to nadzieję?
    • mader1 o nadziei 09.01.09, 16:02
      zajrzałam w wikicytaty, a tam dużo o nadziei :

      Nadzieja umiera ostatnia.
      * Autor: Halina Birenbaum

      albo

      Nadzieja – siostra lęku, matka prośby, kornej niemocy starca opiekunka.
      * Autor: Leopold Staff

      albo

      Nadzieje ludzi mądrych są pewniejsze niż bogactwo nieuków.
      * Autor: Demokryt

      Nigdy, nikomu nie zabieraj nadziei, bo możliwe, że to wszystko, co posiada.

      Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem.
      * Autor: Dante Alighieri

      Nadzieja chlebem biednego.
      Autor: Zbigniew Herbert

      Nadzieja jest dobrym śniadaniem, lecz kiepską wieczerzą.
      * Autor: Francis Bacon

      a z tego " nadzieja chlebem biednego" wydaje mi się najbardziej smutnym
      • verdana Re: o nadziei 09.01.09, 16:26
        Ja zawsze rozumiałam to przyslowie w takim duchu, ze nadzieja sama
        nie wystarczy, trzeba cos robić, aby się nadzieje spełnily. Uczeń
        może miec nadzieję, że nic nie robiac nie dostanie jedynki, ale
        mądre to nie jest. Można miec nadzieję, ze dziecko wyzdrowieje, ale
        do lekarza iść trzeba. Można mieć nadzieje, ze w małżenstwie kryzys
        minie, ale trzeba popracować nad zwiazkiem. Jesli będziemy liczyli
        tylko na nadzieję, to nie na wiele to się zda.
        • mamalgosia Re: o nadziei 09.01.09, 17:49
          o, verdano, chyba Twoja interpretacja jest bardzo sensowna
      • isma Re: o nadziei 09.01.09, 17:25
        Dlaczego "nadzieja chlebem biednego" Ci sie nie podoba? Moze poeta mial
        faktycznie cos ponizajacego na mysli, ale...

        "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Nie: "my sie o swoj chleb
        zatroszczymy i wiemy, ze bedziemy mieli", tylko: "daj nam".
        Pokladamy ufnosc w Kims poza nami.

        Mnie sie bardzo podoba wink)).
        • mader1 Re: o nadziei 09.01.09, 17:35
          no dobra... przekonałaś mnie wink)))
        • mamalgosia Re: o nadziei 09.01.09, 17:49
          a jej się nie podoba?
      • mamalgosia Re: o nadziei 09.01.09, 17:48
        mader1 napisała:

        > zajrzałam w wikicytaty, a tam dużo o nadziei :
        >
        > Nadzieja umiera ostatnia.
        > * Autor: Halina Birenbaum

        Ona chyba nie jest autorką tego cytatu. Napisała natomiast książkę
        pod tym tytułem - niesamowitą książkę...
        I jej nadzieja nie umarła...
        >
        >
    • kasiagleb Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 16:32
      ja to widzę tak - bez nadziei żyć się nie daje i często jest ona jedynym motorem
      działania, często uskrzydla, często ratuje w trudnych sytuacjach, i wtedy - no
      właśnie - wtedy taka matkę warto mieć

      ale czasem jest tak że człowiek łapie się tej nadziei na przekór wszystkiemu i
      brnie uparcie do przodu wbrew rozsądkowi, przez kolejne upadki i w końcu - w
      końcu dalej już nie może
      i tu - albo się pogrąży - albo zrozumie że tak właśnie miało być i zaufa Komuś
      kto wie lepiej
      jeśli zaufa to dobrze, ale jeśli ta nadzieja doprowadzi na skraj przepaści to
      już gorzej
      no bo właśnie - czy zawsze się nie udaje - nie
      ale może się nie udać, może się okazać że to był niewłaściwy kierunek
      • mader1 Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 17:40
        > ale czasem jest tak że człowiek łapie się tej nadziei na przekór wszystkiemu i
        > brnie uparcie do przodu wbrew rozsądkowi, przez kolejne upadki i w końcu - w
        > końcu dalej już nie może
        > i tu - albo się pogrąży - albo zrozumie że tak właśnie miało być i zaufa Komuś
        > kto wie lepiej
        > jeśli zaufa to dobrze, ale jeśli ta nadzieja doprowadzi na skraj przepaści to
        > już gorzej

        To dobry trop...
        ...bo ja teraz dużo nastolatków widuję i one często słowa "nadzieja "używają w
        kontekście nieodwzajemnionej miłości do kogoś... i wtedy, choć ona umiera
        ostatnia, mam wrażenie, że dobrze, jak już umrze, bo daje szansę na nowe życie.
        dobre życie, choć nieszczęśliwie zakochanemu wydaje się to końcem świata. Może "
        nadzieja jest matką głupich" nastolatki wymyśliły ?
      • mamalgosia Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 17:51
        Być może.

        Ale myślę, że chyba nie o to chodziło autorowi powiedzenia i tym,
        którzy je powtarzają.

        Jakoś wątpię, żeby osoba wierząca w jakiejkolwiek formie chciała
        obrazić nadzieję
    • justyna.ada Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 17:13
      A ja jeszcze pamiętam, bardzo dawno, jeszcze w czasach podstawówki,
      zdanie wyczytane w którejś książce x. Malińskiego: "Grzechy
      przeciwko nadziei są tak wielkie jak grzechy przeciwko miłości".
      i nie mogę się jakoś od tego uwolnić... smile
      • mamalgosia Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 17:52
        znam to zdanie - choć nie pamiętałam (lub nie wiedziałam), że
        Malińskiego.
        Bo odebrać komuś nadzieję, to trochę jakby zabić. Wielki grzech
        • katriel Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 20:46
          mamalgosia napisała:
          > znam to zdanie - choć nie pamiętałam (lub nie wiedziałam), że
          > Malińskiego.

          Bo ono chyba, ekhm, nie jest Malińskiego (choć mógł je Maliński
          cytować). To z wiersza innego księdza: Twardowskiego. Wiersz nosi
          tytuł "do kaznodziei", a inkryminowany dwuwiersz brzmi dokładnie tak:

          "i że grzechy przeciwko nadziei
          są tak ciężkie jak przeciw miłości".

          A skoro już się bawimy w cytaty, to jeszcze Pietrzak - taki refren,
          który mi się zawsze i nieodmiennie przypomina, gdy ktoś przy mnie
          użyje przysłowia "nadzieja matką głupich":

          "Matką głupich cię nazwali, nadziejo
          Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo
          Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją
          Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!
          Prowadź nas, nadziejo
          W ciemny czas, nadziejo
          W mrocznej mgle wyczaruj
          Iskrę wiary"

          • mamalgosia Re: nadzieja matką głupich 09.01.09, 22:25
            katriel napisała:


            > Bo ono chyba, ekhm, nie jest Malińskiego (choć mógł je Maliński
            > cytować). To z wiersza innego księdza: Twardowskiego.
            eee tamsmile Księdza wszystkie takie samesmile



            > A skoro już się bawimy w cytaty, to jeszcze Pietrzak - taki refren,
            > który mi się zawsze i nieodmiennie przypomina, gdy ktoś przy mnie
            > użyje przysłowia "nadzieja matką głupich":
            Ojej, ale się wzruszyłam! Jak ja to lubiłam śpiewać z gitarą!
            Zupełnie o tym zapomniałam, dzięki, katriel za przypomnienie!

            To ja sobie jeszcze pozwolę drugą zwrotkę (bo tę baardziej lubięsmile ):

            Gdy fałszywych fanfar dźwięk
            Zgaśnie w dali tak, jak żagiel
            I wypełni głuchy jęk
            Zakamarki duszy nagie
            Gdy już tylko walić w mur
            Z dziką pasją pozostaje
            Nie rozpaczaj, odłóż sznur
            Ona istnieć nie przestaje
            >
    • mamalgosia :) 09.01.09, 17:53
      jak na zawołanie:
      republika.pl/blog_xa_1174741/2397056/tr/nadzieja_matka.jpg
    • mamalgosia tylko na teraz 09.01.09, 18:00
      Pewnie nic odkrywczego, ale nadizeja to tylko potrzebna nam tutaj na
      ziemi. Zresztą tak samo jak wiara, prawda? Na "tamtą stronę"
      przejdzie tylko miłość.
      To takie ułatwienia? Coś co ma sprawić, że w ogóle damy radę na tym
      świecie żyć? Czyżby sama miłość była niewystarczająca?

      Bzdury znowu gadam - ale dziś niech mnie usprawiedliwi fakt, że
      jutro do pracy, a w dodatku jestem po wizycie duszpasterskiej
      księdza z Malezjismile (Ciędzia tego osiadzienie w zieciwiśtości
      ziaiste moćne - "a te dwa to chopciki ci dziewcinki?")
      • franula Re: tylko na teraz 09.01.09, 18:18
        ksiadz mocnysmile

        a mnie się przypomniało Dziewońskiego:
        "wprawdzie nadzieja jest matka głupich ale lepiej być głupim z
        nadziejąniż bez nadziei niemądrym. Człowiek się swobodniej czuje..."
        • mamalgosia Re: tylko na teraz 09.01.09, 22:21
          O, bardzo mi się podobasmile

          A mądry bez nadziei?
          • minerwamcg Re: tylko na teraz 10.01.09, 00:18
            Ojjj. To musi być strasznie zgorzkniały typ. Pesymista, mizantrop,
            znakomicie wykształcony, a zarazem mało ciekawy świata, bo jak tu
            być ciekawym czegoś, do czego jest się całkowicie rozczarowanym?
            Taki trochę świętej pamięci Stanisław Lem smile

            Aczkolwiek zastanawiam się, czy określenie "mądry bez nadziei" w
            pewnych okolicznościach nie pasowałoby też do diabła.
      • minerwamcg Re: tylko na teraz 10.01.09, 00:27
        Ksiądz z Malezji zapytał niefortunnie:
        >"a te dwa to chopciki ci dziewcinki?"

        i kazał mi się zastanowić, co mógł pomyśleć ksiądz odwiedzający po
        kolędzie moją rodzinę dzieści parę la temu. No bo dzieci są, a
        jakże, dwoje. To starsze bez niedomówień chłopak, nie można się
        pomylić. Ale to młodsze? Obcięte na pazia, w portkach na szelkach i
        kraciastej koszuli, wydaje się, że też chłopak, ale jakiś mało
        ewidentny... "Ty pewnie jesteś Andrzej, a ty jak masz na imię?"
        Aaaa. Jednak dziewczynka. Cóż, dobrze było zapytać smile
        • mamalgosia Re: tylko na teraz 10.01.09, 09:36
          moi tez mają raczej długie włosy, zupełnie inny typ urody niż
          ksiądz, i niż jego ziomkowie. niech będzie - mógł sie pomylić.
          A, jeszcze pytał, co to jest zerówka
      • malla.mi Re: tylko na teraz 10.01.09, 19:23
        To tak a proposwink Bardzo znana bajka, ale wkleję(autora nie znam):

        "Cztery świece płonęły powoli. Było tak cicho, że prawie usłyszałbyś
        ich rozmowę. Pierwsza rzekła:

        - Ja jestem pokój! Jednak nikt nie troszczy się o to, abym płonęła.
        Dlatego odchodzę.

        Płomień stawał się coraz mniejszy, aż w końcu zupełnie zgasł...

        Druga rzekła:

        - Ja jestem wiara! Najmniej z nas wszystkich czuję się potrzebna,
        dlatego nie widzę sensu dłużej płonąć.

        Gdy skończyła mówić, lekki podmuch wiatru zgasił płomień...

        Trzecia ze świec zwróciła się ku nim i ze smutkiem rzekła:

        - Ja jestem miłość! Nie mam siły dłużej świecić. Ludzie odsunęli
        mnie na bok, nie rozumiejąc mojego znaczenia. Zapominają kochać
        nawet tych, którzy są im najbliżsi.

        I nie czekając ani chwili zgasła...

        Nagle dziecko otworzyło drzwi i zobaczyło, że trzy świece przestały
        płonąć.

        - Dlaczego zgasłyście? Świece powinny płonąć aż do końca.

        To powiedziawszy dziecko rozpłakało się. Wtedy odezwała się czwarta
        świeca:

        - Nie smuć się. Dopóki ja płonę, od mojego płomienia możemy zapalić
        pozostałe świece. Ja jestem nadzieja!

        Z błyszczącymi od łez oczyma, dziecko wzięło w dłoń świecę nadziei i
        od jej płomienia zapaliło pozostałe świece.


        Płomień nadziei nie powinien nigdy zgasnąć w Twoim życiu... Każdy z
        nas powinien podtrzymywać płomienie Pokoju, Wiary, Miłości i
        Nadziei!"

        Co prawda nie zgadzam się z tym, co mówi druga świeca, ale bajkę
        bardzo lubię.
        A ksiądz... o jejku:]
        • mamalgosia Re: tylko na teraz 10.01.09, 21:00
          Nie znałam tej bajeczki (co wcale nie oznacza, że nie jest ona
          znana).
          A taka fajna, że nic tylko na kazaniu ją wykorzystaćsmile

          Trochę nie widzę związku wiary, nadziei i miłości z pokojem. to
          równie dobrze można by tych świec kilkanaście poustawiać - radość,
          szacunek, wierność itd.

          Ale ciekawe jest to, że są ludzie, którzy wiary nie potrzebują, lub
          przynajmniej tak twierdzą.
          Słyszałam też jak ktoś mówił, że miłości nie potrzebuje (co być moze
          prawdą nie było, ale wypowiedziane zostało).
          Nigdy nie słyszałam ani nie czytałam, żeby ktoś nie chciał mieć
          nadziei

          • malla.mi Re: tylko na teraz 10.01.09, 22:57
            Z tym pokojem to się zgadzam. Bo dla mnie to w tym kontekście pokój
            bardzo wiąże się z miłością, ja to tak odbieramsmile
          • aetas Re: tylko na teraz 10.01.09, 23:03
            co do tej nadziei i optymizmu, to się zgadzam z Mader,
            a przysłowie otwierające wątek, nie wiem, czy je dobrze rozumiem,
            dziwne jest, wymyslił je chyba jakiś bardzo mocno stojący na ziemi
            cżłowiek, który musiał mieć wszystko zaplanowane, poukładane i bez
            niespodzianek,
            dla mnie nadzieja jest takim troche lekarstwem na głowę, w sensie
            przysłania mi jakąś straszną perspektywe do tego stopnia, że dopóki
            fizycznie nie dostanę w łeb, nie dowierzam, że cos strasznego się
            dzieje, to pomaga nie zwariować, poza tym wydaje mi się, że myślenie
            z nadzieją o przyszłości, nawet jeśli nic nie zapowiada, że będzie
            dobrze, jakos "katalizuje" ruch spraw w dobrym albo chociaż trochę
            lepszym kierunku, a jak juz całkiem idzie źle, to taż jest gdzieś
            nadzieja, że przeciez to się kiedyś skończy i nawet jeśli nie będzie
            lepiej, to chociaż inaczej, to tez coś, zapętliłam się, myślę w
            kontekście obecnej mojej sytuacji o nadzie, która trzyma mnie przy
            życiu i chwilami wydaje się, że rzeczy niemożliwe okażą się
            prawdopodobne i może coś się jednak zmieni na lepsze?
            nie potrafiłabym żyć bez nadziei... chyba... dlatego mam nadzieję,
            że zawsze będzie sie gdzieś we mnie tlić, jakkolwiek się będzie
            działo, poza tym nadzieja w przypadku osoby wierzącej wydaje mi się
            też wypływać z jakiegoś wewnętrznego przekonania, że Bóg nie da nas
            skrzywdzić, czasem dzieją się nam złe rzeczy, któych nie rozumiemy,
            ale to jest tajemnica, Bóg nie chce dla nas źle, dlatego też chyba
            mamy nadzieję nawet w najtrudniejszych i najbardziej bolesnych
            sytuacjach


            już jestem cicho bo sama przestaję rozumieć, co piszę... uncertain
            • mamalgosia Re: tylko na teraz 11.01.09, 12:25
              aetas napisała:

              poza tym wydaje mi się, że myślenie
              > z nadzieją o przyszłości, nawet jeśli nic nie zapowiada, że będzie
              > dobrze, jakos "katalizuje" ruch spraw w dobrym albo chociaż trochę
              > lepszym kierunku,

              myślisz, ze tak jest rzeczywiście?

              Kiedyś mówiliśmy o pozytywnym myśleniu i wyszło nam, ze to pic na
              wodę
              • minerwamcg Re: tylko na teraz 11.01.09, 12:39
                > Kiedyś mówiliśmy o pozytywnym myśleniu i wyszło nam, ze to pic na
                > wodę

                Jak komu. Mnie nie wyszło smile))
                • mamalgosia Re: tylko na teraz 11.01.09, 12:51
                  tak ogólnie.
                  Ale może maika powinna podliczyć procentowosmile
              • aetas Re: tylko na teraz 11.01.09, 17:44
                mamalgosia napisała:

                > aetas napisała:
                >
                > poza tym wydaje mi się, że myślenie
                > > z nadzieją o przyszłości, nawet jeśli nic nie zapowiada, że
                będzie
                > > dobrze, jakos "katalizuje" ruch spraw w dobrym albo chociaż
                trochę
                > > lepszym kierunku,
                >
                > myślisz, ze tak jest rzeczywiście?
                >
                > Kiedyś mówiliśmy o pozytywnym myśleniu i wyszło nam, ze to pic na
                > wodę


                Woesz, Kasik, może i tak nie jest, ale mnie to na głowę pomaga, więc
                wolę myśleć, że pomaga, zresztą mam jakąś taką skłonność w sobie, że
                z jednej strony boję się wsyzstkiego i co dzień myślę o śmierci,
                zwłaszcza bliskich, a z drugiej, jak przychodzi realne zagorżenie,
                to instynktownie do końca nie dopuszczam do siebie złych myśli, taka
                trochę schizofrenia, ale może własnie to pomaga mi całkiem nie
                sfiksować, ja w każdym razie jestem za pozytywnym myśleniem smile
            • aetas Re: tylko na teraz 11.01.09, 17:47
              znaczy może jeszcze inaczej, może niekoniecznie wiem, że katalizuje,
              ale mnie pomaga myślenie, że katalizuje, czy tak jest naprawde nigdy
              się nie dowiem, bo to poza sferą możliwości mojego poznania, hybris
              jak wróżenie ze szklanej kuli, ale wolę myśleć, że katalizuje ... wink
              • mamalgosia Re: tylko na teraz 11.01.09, 20:06
                smile

                Właśnie zażywam to - jak to pięknie określiłaś - lekarstwo na
                głowę...
    • a_weasley Nadzieja jest matką wielodzietną n/t 10.01.09, 00:29
    • mader1 ? 10.01.09, 12:36
      no nie wiem, dlaczego głupich... i już smile Mogę zastanawiać się, ale
      tak naprawdę nie czuję tego.
      "Mieć nadzieję" - jest w tym coś optymistycznego, coś co pociąga za
      sobą aktywność, działanie...
      Zajrzałam do słownika. "obudzić czyjąś nadzieję" - to przecież
      piękne, to jakby pobudzić go do działania, do życia, tchnąć trochę
      optymizmu... "Karmić się nadzieją" to dla mnie bardziej smutne niż
      wesołe, coś jak herbertowskie " nadzieja chlebem biednych" - nie to,
      że nie lubię- ale wydaje mi się, że wtedy nadzieja jest zamiast
      właściwego pokarmu i że wtedy człowiek jest w gorszej sytuacji od
      innych... (Isma trochę mnie uspokoiła co do tego, ale nie
      całkiem wink)))
      "ziścić nadzieję" - o ileż to jest bardziej cudownie, niż to, że coś
      się po prostu w naszym życiu wydarza.Albo "być przy nadziei" smile
      Ale dopiero jak się przeczyta antonimy słowa " nadzieja" czyli "
      rezygnacja", " zwątpienie", " beznadzieja", zrozumiałe jest, że
      dobrze jest ją mieć, tę nadzieję głupich...

      No chyba, ze "mądrzy" mają żyć tylko i wyłącznie tym, co jest tu i
      teraz i powinni zaniechać wszystkich spekulacji dotyczących
      przyszłości ?
      • mamalgosia Re: ? 10.01.09, 14:02
        mader zajrzała do słownikasmile No, to dopiero budzi nadziejęsmile))

        A uważasz, że nadzieja = optymizm?

        • mader1 Re: ? 10.01.09, 14:33
          mamalgosia napisała:

          > mader zajrzała do słownikasmile No, to dopiero budzi nadziejęsmile))

          smile)))) a żebyś wiedziała smile)))

          > A uważasz, że nadzieja = optymizm?

          mam odczucie, że jakaś szczypta tego optymizmu jest, zwłaszcza gdy
          ma się nadzieję w rozpaczliwej sytuacji... To znaczy, że człowiek
          się jeszcze nie poddał wink
    • mader1 ks.dr K. Stola o nadziei mądrych i głupich ;) 10.01.09, 12:43
      Nawigacja nadziei
      „Głos wołającego na pustyni. Przygotujcie drogę Panu, prostujcie
      ścieżki dla Niego. Wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże” (Łk 3,5-6).

      Prawdopodobnie już nieraz słyszeliśmy z ust wielu sceptyków, iż
      nadzieja jest matką głupich. Jeśli mamy na myśli jedynie statyczną,
      duchową dyspozycję, która czyni z nas błędnych rycerzy, pomaga nam
      bujać w obłokach i konstruować nierealne światy, to chyba
      powiedzenie to nie rozmija się z prawdą. Marzycielstwo i rojenie
      niewiele mają wspólnego z chrześcijańską nadzieją. Bo jeśli
      uchyliliśmy jej odrzwia naszego serca i umysłu, na pewno będzie nas
      motywowała przede wszystkim do czynu. Mimo że w Liście do
      Hebrajczyków czytamy o nadziei jako bezpiecznej i silnej kotwicy
      duszy (Por. Hbr 6,19), to jednak autor używa takiego porównania, aby
      podkreślić, że nadzieja zapadła w stabilny i twardy grunt, którym
      jest królestwo poza zasłoną, gdzie rządy sprawuje sam Jezus
      Chrystus. Dzięki temu, że nadzieja łączy się ściśle z wiecznością,
      nie ogranicza nas jedynie do ludzkich rozwiązań i możliwości oraz
      uzdalnia nas do podążania naprzód.

      Jednak Bóg nie każe nam zarzucać kotwicy na ziemi, osiadać gdzieś na
      mieliźnie lub płynąć z prądem, gdziekolwiek by nas wiatr nie
      poniósł. Czyż można sobie wyobrazić, aby jakiś okręt zacumował na
      zawsze w porcie i w ogóle się z niego nie ruszał? Cóż to za statek,
      który nie wybierałby się w rejs, nie sunął przed siebie w blasku
      wschodów i zachodów słońca, nie opierał się sztormom i wichrom, by
      ostatecznie dobić do zamierzonego portu? Czy można być marynarzem
      pozostając wciąż na brzegu? Jeśli naprawdę uchwycimy się Jezusa, to
      on ukazuje nam również zadania do wykonania. Zadania, których siłą
      napędową jest służba innym, a celem udoskonalenie siebie. Prawdziwa
      nadzieja nie zachęca do przeciętności, spoczywania na laurach i
      promowania gnuśności. Nadzieja jest także motorem działania, iskrą
      zapalną naszej twórczości, wiatrem, który dmie w żagle statku
      naszego życia i wzywa do wypłynięcia na pełne morze.

      Człowiek nadziei wie, że do czegoś zmierza, że na kogoś lub na coś
      czeka. Wpatrzony w cel, pomnaża jednak wysiłki, aby go osiągnąć.
      Kiedy Krzysztof Kolumb wyruszał w kierunku nieznanego Nowego Świata,
      większość uznała go raczej za mało rozgarniętego śmiałka, który
      postradał zmysły i wystawił siebie oraz innych na niechybną śmierć.
      Może niektórzy mówili: „To idiotyzm. Po co się wygłupiać? I tak nic
      z tego nie wyjdzie”! A jednak Kolumb zwyciężył, chociaż podczas
      długiej i męczącej podróży cała załoga prawie zwątpiła, była o włos
      od buntu, gdyż doświadczyła głodu i pragnienia. Gdyby nie nadzieja,
      która ożywiała odkrywcę, nie wybierałby się nawet w drogę i nie
      zdołał przekonać królowej Izabeli.

      Jan Chrzciciel zwiastuje ludowi bliskość Pana, który pragnie przejść
      po naszych drogach i zaprosić do podążania za Nim. Zarówno w skali
      całego życia, jak i jego krótszych okresów, nie robimy nic innego,
      jak przygotowujemy się na zbawcze wkroczenie Boga w naszą osobistą
      historię. Nie użyje on przemocy, aby wtargnąć do naszego serca. Nie
      wymusi na nas posłuszeństwa lub, co gorsza, nie zniewoli nas. Nie
      rozgości się tam, gdzie panuje nieład i duchowy zastój. (Ameryka
      również nie przyszła sama do Kolumba, lecz to on przeszedł żmudną
      drogę okupioną wysiłkiem, aby do niej dotrzeć). Prostowanie ścieżek
      dla Pana oznacza odpowiedzialne zaangażowanie w życie: szukanie
      własnego powołania; wierność obranym ideałom i wartościom; bycie w
      ciągłym odwrocie wobec naturalizmu i niezdrowej spontaniczności;
      docenianie i dobre wykorzystywanie danego mi czasu; równowaga
      pomiędzy pracą a odpoczynkiem; refleksja nad tym, co robię;
      przeciwstawianie się oportunizmowi itd. Takie życie zakłada
      ukierunkowany ruch. Wtedy jest ono podobne do okrętu, który
      przemierza morza i oceany z wytyczoną dla niego misją, a nie
      niszczeje zakotwiczony u brzegów, lub dryfuje, zdając się na ślepy
      traf. Ci, którzy na tej ziemi aktywnie zdążają ku wyraźnemu celowi,
      potwierdzają, że nadzieja jest matką mądrych, którzy nie tracą czasu
      na życzeniowe myślenie czy fantazjowanie, lecz biorą ster życia w
      swoje ręce.
    • minerwamcg Arthur nie lubi tego określenia... 10.01.09, 13:21
      ...bo jest strasznie staroświeckie, ale mnie się podoba: BYĆ PRZY
      NADZIEI, tzn. być w ciąży, spodziewać się dziecka smile Ileż wtedy w
      człowieku nadziei, rozmaitej...
    • mamalgosia nadzieja a lęk 10.01.09, 14:13
      Lęk nie może istnieć bez nadziei, ani nadzieja bez lęku. holenderski
      filozof 1632-1677 Baruch Spinoza

      A to co ma do rzeczy?
      Naprawdę: im dłużej żyję, tym mniej rozumiem i tym głupsza jestem.
      Nadzieja coraz bardziej zasługuje na miano mojej matkismile
      • mader1 Re: nadzieja a lęk 10.01.09, 14:40
        z lękiem ? z lękiem jej nigdy nie łączyłam, bardziej z lekiem smile))
        może z lękiem, że się nie spełni ( choć nie spełni, to raczej
        dotyczy marzenia).
        Lepiej mi zdecydowanie pasuje
        "Powiadają, że nadzieja matką głupich, ale lepiej jest być głupcem i
        mieć nadzieję, niż być beznadziejnie głupim"

        ale pod tym nikt się nie podpisał wink)))
        • mamalgosia Re: nadzieja a lęk 10.01.09, 17:41
          mader1 napisała:

          > z lękiem ? z lękiem jej nigdy nie łączyłam, bardziej z lekiem smile))
          > może z lękiem, że się nie spełni ( choć nie spełni, to raczej
          > dotyczy marzenia).
          Może,. Ale tym bardziej wydaje mi sie twierdzenie odwrotne - że nie
          ma lęku bez nadziei.
          No zagmatwane to wszystko okrutniesmile



          > Lepiej mi zdecydowanie pasuje
          > "Powiadają, że nadzieja matką głupich, ale lepiej jest być głupcem
          i
          > mieć nadzieję, niż być beznadziejnie głupim"
          >
          > ale pod tym nikt się nie podpisał wink)))
          To ja sie też pod tym nie podpiszę. Bo myślę, ze beznadziejnie
          głupim być i nie zdawać sobie z tego sprawy może być całkiem miło i
          wygodnie



      • katriel Re: nadzieja a lęk 10.01.09, 15:46
        Bo kto oczekuje, że będzie dobrze, ale nie jest tego pewien - ten ma nadzieję.
        A kto oczekuje, że będzie źle, ale nie jest tego pewien - tego dręczy lęk.
        A kto już niczego nie oczekuje - albo ma pewność, co będzie - w tym nie ma ani lęku, ani nadziei.
        Przynajmniej mnie się wydaje, że o coś takiego chodzi.
        • mamalgosia Re: nadzieja a lęk 10.01.09, 17:43
          katriel napisała:

          > Bo kto oczekuje, że będzie dobrze, ale nie jest tego pewien - ten
          ma nadzieję.
          > A kto oczekuje, że będzie źle, ale nie jest tego pewien - tego
          dręczy lęk.
          No tak - czyli to znaczy, że lęk jest bez nadziei - czyli dokładnie
          odwrotnie niż w tych słowach



          > A kto już niczego nie oczekuje - albo ma pewność, co będzie - w
          tym nie ma ani
          > lęku, ani nadziei.
          Nie wiem. We mnie jest zawsze i lęk i nadziej. Faktycznie nieodłączne
          • malla.mi Re: nadzieja a lęk 10.01.09, 19:12
            Ja tam rozumiem to zdanie. Może dlatego, że generalnie pełno we mnie
            lęku? Dla mnie rzeczywiście lęk i nadzieja istnieją razem, nie tyle
            chodzi o to, że jedno jest konieczne dla drugiego(jak może wynikać z
            cytatu), tylko po prostu współistnieją, w jakiś sposób
            się "uzupełniają"(to nie do końca dobre słowo, ale tych mi ostatnio
            ciągle brakujewink). No bo możemy mieć nadzieję, a równocześnie lękać
            się, że to tylko nadzieja głupich właśnie, takie marzycielstwo. A
            gdy się boimy życia, jakiś sytuacji, to... zawsze jest nadzieja.
            Wlaśnie ta Matka, co przytuli i pocieszy, powie, że wszystko będzie
            dobrze, na przekór wszystkiemu i wszystkim.
    • synkowamama Re: nadzieja matką głupich 10.01.09, 19:00
      a ja sobie zawsze mówie: "żywieni nadzieją zawsze są syci"
      bo skąd brać siły do walki jeśli nadziei brak.....
    • mary_ann Teolog przy nadziei 13.01.09, 09:02
      wyborcza.pl/1,75480,6147464,Teolog_przy_nadziei.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka