Sobieski cz.II

20.02.09, 22:17
Dziś była poprawka. Masakra. Tym razem studenci wspięli się na
poziom Mniszkówny, która - jak stwierdził pewien recenzent -"rzucała
słowami na oślep".
A zatem:
"Hitler po koalicji z komunistami likwiduje opozycję za pomocą
organizacji Białe Koszule. Dokonujac to w "noc bialych noży".
"Józef Stalin to osoba ordynarna".
"Komunizm odrzucał w pełni inteligencję"
"Komitet Obrony Robotników powołany został by bronic za tych i to co
słuszne. Przede wszystkim za strajkujacych i broniących i walczących
o dobro siebie, bliskich."
"Hitler i jego ludzie tak zmanipulowali panstwo ze uwazano go za
Boga i że jest jedna religia."
ZSRR "Po przyłaczeniu III rzeszy nakazał inwazję na Polskę.
Stalinowi dopisuje sie ogromny mord polskich oficerów w Katyniu."
Bardzo ciekawie rysuje się historia Włoch pisana z pozycji sklepu
meblowego - Mussolini "zorganizował marsz na Rzym gdzie wyniósł
fotel premiera w celu pokazania jak faszyści dochodza do władzy"
(jego kolezanka nie zgodziła by się - jej zdaniem "Jego dojscie do
wladzy bylo spowodowane siłą. Mussolini we Wloszech wyniósł krzeslo
premiera i zdobył wladzę - i teraz nie wiem, co Mussolini wynosił i
czy siłą...).
Żałosne są losy Niemców, albowiem w przypadku Hitlera "wielu Niemców
zaufało mu jednak on zakazał wielu żeczy (pisownia oryginalna)".
No i źle na tym wyszli, bo "ci, co się nie sluchali lub stawiali mu
się zostawali odesłani na daleka Syberie."
Historia pynie tez dla studentow zdecydowanie za
szybko. "Konstytucja marcowa - marzec 1925, konstytucja kwietniowa -
kwiecień 1925"
Stalin "Podpisuje pakt z bolszewikami" i to raczej niedobrze, bo
wydaje "nawet wyroki smiertelne".
Jest innymi słowy ponuro. Nie słuzy ludziom nawet zakonczenie stanu
wojennego. "Po odwieszeniu stanu wojennego zwolniono internowanych i
zniesiono częściowo amnestię".
Fakt, ze Stalin był twórca nazizmu, faszyzm nie stosował żadnych
represji, w marcu 1968 mnóstwo Polakow wywieziono na Syberię już
nawet nie cieszy.
Zastanawiam się, czy nie miał racji Mussolini, który "Wyciągnął z
kryzysu Włochy dzięki m.in. ograniczeniu wolności słowa" Tez mam
ochotę ograniczyć.
    • maadzik3 Re: Sobieski cz.II 20.02.09, 22:46
      Verdano, please, napisz ze to nie jest powszechnie reprezentowany poziom. Humor
      zeszytow szkolnych wyborny, tylko, ze gdyby to byla powiedzmy 4-ta klasa szkoly
      to bym uznala za zabawny lapsus (a niektore z cytatow za kompromitacje).
      Poniewaz chodzi o studentow jestem przerazona. Co studiuja ci wybitni znawcy
      historii?
      Doprawdy byloby to smieszne gdyby nie bylo straszne (co niezmienia faktu ze moj
      maz podczytujacy mi przez ramie tego posta omal nie poplakal sie ze smiechu
      zwlaszcza przy Mussolinim)
    • minerwamcg Z mojej ulubionej lektury 20.02.09, 23:42
      "Kapitan zdjął czapkę z głowy, złożył obie ręce na piersiach i
      wznosząc oczy do nieba powiedział:
      - Chryste! Znaczy, cierpliwości!"

      Karol Olgierd Borchardt, Znaczy Kapitan
    • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 08:49
      Ja też jestem przerażona - c hoć nie zdziwiona. Koleżanka wykłada na
      ekonometrii (studia bardziej matematyczne niż ekonomiczne) i w tym
      roku trafiła jej sie grupa któa ma problemy z kolejnością
      wykonywania działań. A zsumowanie kolumny zajmuje im pół wykładu. Na
      jej przerażone pytanie: jak udało im się zdać maturę odpowiedzilei,
      ze oni są rocznikiem, który nie musiał zdawać matematyki. Tylko po
      jakie licho poszli na stuia matematyczne...

      Jeszcze parę lat temu dziwili mnie absolwenci kierunków
      ekonomicznych nie potrafiący samodzielnie wypełnić własnego PIT-u
      czy policzyć odsetek od kredytu, który chcieli zaciągnąć. Teraz już
      sie przyzwyczaiłam sad
      • verdana Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 10:35
        Zwracam tylko uwagę na dwie rzeczy
        a. Ci, co wypisywali te bzdury, to ci sami, co wypisywali bzdury
        poprzednio - nie kolejna grupa idiotów.
        b. To są osoby , które studiują. Nie wykluczone, ze studiów nie
        ukończą z powodu oblania historii na roku II.
        • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 10:49
          Verdana - ja wszystko rozumiem. Nigdy nie potrafiłam nauczyć sie
          dat. ALe powiedz mi jaką ignorancją trzeba sie wykazać, by nie znać
          podstawowych faktów z okresu II wojny światowej? Nie rozróżniać
          Hitlera od Stalina a Niemiec od ZSRR? Przecież ci studenci - w
          wiekszości - mają dziadków, którzy wojnę przeżyli. Naprawdę nikt już
          o tym nie rozmawia? nie uczy w szkole?

          b) jak coś sie raz oblało, to za drugim razem wypadałoby chociaż
          przeczytać.

          c) zawsze mi sie wydawała, że aby iść na studia trzeba sie wykazać
          przynajmniej przecietną inteligencją

          d) ci ludzie mają maturę (skoro studiują). Jak w takim razie udało
          im sie uzyskać pozytywne oceny z historii w gimnazjum i liceum? Bo
          przeciez nie zgłupieli tak pod wpływem twoich wykładów. No i nie
          wierzę, że tylko z histori są takimi idiotami. A I rok (podobno
          najtrudniejszy) jakoś zaliczyli.
          • verdana Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 11:02
            Mają maturę, alw chyba nie z historii. Niestety, swietnie wiem, jak
            można zaliczyć historie w liceum czy gimnazjum nic z niej nie
            rozumiejąc. Po prostu nauczyciele nie uczą historii, a uczą
            kalendarium. Mój własny syn ma słabe oceny z historii, chociaż ja
            zna i rozumie, bo nie zna dat wojen XVIII wieku. Fakt, ze zna ich
            przyczyny i skutki nikogo nie interesuje, tego nie ma na testach...
            Kolejny problem - studenci juz nie mają dziadków, którzy pamiętaja
            wojnę, wg. oich wyliczeń dziadkowie byli najczęściej wówczas
            dziećmi, a czasami urodzili się już po wojnie. I tak sobie myślę, że
            podobne bzdury w odniesieniu do I wojny były pewnie równie częste w
            nazym pokoleniu. Bo to już naprawdę historia, nie współczesność.
            Kolejna sprawa - przeładowanie programu powoduje, ze 80% osób, ktore
            uczyłam na kursach nie miało historii XX wieku ani w gimnazjum, ani
            w liceum, a jesli miało - to pobieznie, w ostatniej chwili, w
            momencie uczenia się do egzaminów. I w dodatku wahadło tak się
            wychyliło, ze rzeczywiściwe w wielu szkołach uczą o zbrodniach
            sowieckich, pomijając niemieckie. Więc co najmniej polowa studentów
            sadzi, ze Niemcy są dobrzy i byli dobrzy.
            • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 11:24
              a ja trafiłam na świetna historyczkę w liceum - miałam najlepsza
              ocenę z historii, choć pamietałam ze 4 daty wink)

              A przeceiż to nie daty są najważniejsze.

              A w nowych programach historii bedzie jeszcze mniej sad Mniej
              polskiego, mniej matematyki, mniej historii... moze od razu po
              przedszkolu zróbmy zawodówki ;/
              • verdana Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 12:21
                Jako historyk i autor podrecznikow jestem goraco za tym, zeby
                historii było mniej. Teraz program historii jest po prostu nie do
                nauczenia się, nudny, faktograficzny, przeladowany szczegółami.
                Odchudzenie programu o 1/3 + rezygnacja z wielu faktow na rzecz
                wyjasnienia i opisu IMO przyczynilo by się do lepszej, a nie
                gorszej znajomosci historii.
                Podobnie jestem przekonana, ze łatwiejszy program matematyki w
                podstawowce i gimnazjum spowodowałby to, ze mlodzież lepiej
                matematyke by umiała niż dziś. Bo teraz już w podstawowce dzieci
                ucza się tego, ze matemaytyka jest za trudna, maja zaleglosci i
                zniechęcają się na zawsze.
                Nie sposób nauczyć się 14 przedmiotów na raz.
                • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 12:38
                  Verdana - z tego co sie zroientowałam, to to mniej dotąd zawsze
                  oznaczało bardziej szczegółowo i o wiekszych drobiazgach...

                  Ja też uważam, ze lepiej nauczyć o kilku WAŻNYCH rzeczach porzadnie
                  niż o wielu drobiazgach pobieżnie.

                  ALe... zawsze ukończone studia oznaczały człowieka z pewną wiedzą
                  ogólną. Już matura powinna mieć pewien poziom. A dziś - odniosłam
                  takie wrażenie - studenci mają mniejszą wiedzę tzw ogólna niż
                  jeszcze nie dawno uczniowie zawodówki. Z tego co piszesz wynika, ze
                  można zostać inżynierem, czy lekarzem i nie wiedzieć kto to był
                  Hitler - Historia jest tylko na kilku kierunkach studiów - to
                  porażające.

                  > Nie sposób nauczyć się 14 przedmiotów na raz.

                  racja. Zwłaszca, ze w naszej szkole oznacza to głównie kucie na
                  pamieć, a nie koniecznie myśłenie czy szukanie wiadomosci. A
                  przecież już od paru lat nie ma problemów z zakupem encyklopedii, a
                  nasze dzieci ucza sie jej niemal na pamieć. Po co?

                  Trzeba by ustalić co powinien wiedziec maturzysta czy mgr. Szkoła
                  powinna nauczyć podstaw i tego jak sie uczyć i szukać wiedzy. Im
                  wyżej tym wiecej szczegółów. Bardziej sprofilowane. Za moich czasów
                  szkoła miała sporo błędów, ale teraz jest raczej gorzej niż lepiej.

                  Bo teraz już w podstawowce dzieci
                  > ucza się tego, ze matemaytyka jest za trudna, maja zaleglosci i
                  > zniechęcają się na zawsze.

                  Ja w 4 kl podstawówki miałm trygonometrię. Moja córka w piątej
                  klasie doszła dopiero do ułamków. I na każdym zebranie rodzice
                  zgłaszają pretensje do wychowawcy- po co ta matematyka,przecież to
                  im do nieczego się w życiu nie przyda sad
                  • verdana Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 13:45
                    Bo rodziców tez nie nauczono, po co jest matematyka. Oni się
                    nauczyli do matury matematyki, jako wierzy oderwanej od zycia. Nie
                    wiedza, po co im ciągi, logarytmy itd - może wiedza, ak obliczyc,
                    ale nie wiedza po co.
                    W ten sposób nikogo się naprawdę niczego nie nauczy - bez
                    zrozumienia to sie naprawde nie przydaje, bo zostaje zapomniane
                    dzień po ukończeniu szkoły.
                    • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 13:58
                      ale w podstawówce dzieci ucza się na konkretach: licza tony jabłek,
                      procenty, reszte z zakupów. I tez nie rozumieją.

                      Ciagi, logarytmy to dopiero później. I faktycznie wielu osobom do
                      nieczego w życiu niepotrzebne. Ja bym zostawiła co najwyżej
                      matematykę finansową. Te wszystkie pity, procenty, wartość w czasie
                      i stopy procentowe. Moze potem nie nabiorą się na kredyt 6%* (* rrst
                      42%) wink
                      • verdana Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 14:06
                        Nie rozumieją, bo podstawówka przestała być podstawowką - program
                        tez jest przeladowany, a dziecko musi pare razy powtorzyć to, co już
                        przerabiało, aby sobie utrwalić.
                        I nie na konkretach - już w pierwszej czy drugiej klasie wprowadzany
                        jest x. "W naszych czasach" tez byly takie dzialania, ale zamiast x
                        było puste okienko. dziecko doskonale rozumie, ze puste okienko
                        trzeba wypełnić, ale dla bardzo wielu dzieci zrozumienie, ze x raz
                        jest rowny 2, a raz 13 to czyta abstrakcja. Wprowadzono znak za
                        wczesnie.
                        Podobnie jest z rozwiązywaniem zadań - nie jest ważne, czy sie
                        rozwiaże, tylko jak. Grafy miały ułatwic dzieciom liczenie,
                        tymczasem doprowadziły rzecz do absurdu. I potem jabłuszka już nie
                        pomoga, bo dziecko wie, ze matematyka jest ZA TRUDNA.
                        Ja bym uczyla procentów, rachunku prawdopodobienstwa i podstaw
                        statystyki (podstaw, czyli nie wyliczania wariancji, ale rozumienia
                        tabelek, znajomości tego co to jest np. srednia wazona, mediana itd)
                        do wypęku. Bo to wszystko reczy konieczne do normalnego
                        funkcjonowania A rzeczy bardziej skoplikowane, na wyższym poziomie -
                        owszem, jak najbardziej, dla zainteresowanych w liceum.
                        Tak samo jak watroba przewraca mi się za kazdym razem, gdy moje
                        dzieci uczą się granic rozbicia dzielnicowego. tego nawet na
                        historii uniwersyteckiej nie uczą, bo a. po co, b. nikt nie wie, jak
                        przebiegaly - oprocz autorow podręcznikow, oczywiscie.
                        • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 14:16
                          verdana napisała:

                          > Tak samo jak watroba przewraca mi się za kazdym razem, gdy moje
                          > dzieci uczą się granic rozbicia dzielnicowego. tego nawet na
                          > historii uniwersyteckiej nie uczą, bo a. po co, b. nikt nie wie,
                          jak
                          > przebiegaly - oprocz autorow podręcznikow, oczywiscie.
                          >

                          Ostatnio dzieckaiki przygotowały nam test z przyrody (5 klasa
                          podstawówki) Wszystko na podstawie podręcznika. W życiu o takich
                          rzeczach nawet nie słyszałam, nie mówiąc o uczeniu sie tego na
                          pamięć. Własnie: po co? To były ciekawostki przyrodnicze, a nie
                          WIEDZA potrzebna 11-tolatkowi.

                          Przy okazji - robiliśmy ostatnio test dojrzałosci szkolnej.
                          Moje :zdolne: dziecko wysiadło na pytaniach: co to jest piec i co ma
                          wspólnego węgiel i drzewo. I jeszcze parę takich.

                          Może warto wrócić do paru podstaw: że kurczak to wykluwa się z jajka
                          (a nie dinozaur czy kosmita), że krowa aby dawać mleko musi być
                          cielna, że komputer potrzebuje prądu, a ten prąd to z... że wody
                          mamy mało i nalezy ją szanować, a nie puszczac strumieniami z kranu,
                          że makulatuy nie wystarczy zbierać, ale trzeba też do końca
                          wykorzystać zeszyt, a nie wyrzucać w połowie pusty itp itd.
                          • verdana Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 14:27
                            Otóż to własnie.
                            Zawsze najpierw wściekam się na syna, jak dostanie słaby stopień,
                            potem pytam z czego ten stopień dostał i ... i przestaję sie dziwić.
                            Ostatnio dostał akurat przypadkowo dobra ocene z rodzajów nóg u
                            ptaków. Każdej chwili zycia szkoda na uczenie sie czegos takiego.
                            Problemem szkoły jest encyklopedyczne uczenie się o trzeciorzednych
                            sprawach, bez zadego oglądu całosci, uczenie do testów, no i nuuuda.
                            Dlaczego podreczniki muszą być nudne???
                            Nie jestem zwolenniczką tezy, ze nalezy się uczyć tylko rzeczy
                            pożytecznych, ale w szkole modziez uczy się o wiele za duzo rzeczy
                            zbednych.
                            A potem dyrektorzy ogromnych firm nie wiedza, co to sa opcje, i ze
                            na nich można stracić. Bo na WOS-ie uczy się nazwisk dzialaczy i
                            zasad funkcjonowania wladz lokalnych 9ktore to nazwiska i zasady
                            zmienią się, zanim dziecko dorosnie), a nie uczy podstaw ekonomii.
                            na "przedsiębiorczosci" tez nie.
                            mam przykre wrazenie, ze szkola kompletnie oducza ludzi odrózniania
                            wiadomosci waznych od nieważnych. I stad tez część kretyńskich prac -
                            ludzie ucza się dat, nazwisk, ale juz nie przyczyn i skutków.
                            • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 14:43
                              no - córka - chyba nawet w 4 kl - przyszła do nas z ćwiczeniem,
                              gdzie miała rozpoznac ptaki po dziobach. Kretynizm. Nie inaczej.


                              > A potem dyrektorzy ogromnych firm nie wiedza, co to sa opcje, i ze
                              > na nich można stracić.
                              Mi bardzo podobała się dyskusja o winnych obecnego kryzysu. Ludzie -
                              co sie zadłużali jak głupi czy banki. Padło tam fajne stwierdzenie.
                              Że ludzie zawsze chcieli robić głupie rzeczy, ale jak kiedyś taki
                              człowiek - bez majątku, wykształcenia, pracy i perspektyw - wszedł
                              do banku i powiedział, ze chce dostać kredyt, to bankier łapał sie
                              za brzuch ze smiechu i wołał ochronę. A w ostatnich latach bankierzy
                              sami urządzali łąpanki na bezrobotnych, ciągnęli ich do oddziału,
                              podejmowali z honorami i ... podalwali do podpisu gotowy wniosek
                              kredytowy.
                          • luccio1 Re: Sobieski cz.II 22.02.09, 00:03
                            nati1011 napisała:
                            > Moje :zdolne: dziecko wysiadło na pytaniach: co to jest piec i co ma
                            > wspólnego węgiel i drzewo. I jeszcze parę takich.

                            Ilu ludzi w miastach ma jeszcze stare poczciwe piece kaflowe - bez wstawionych
                            grzałek elektrycznych?

                            Rzucę pytanie:
                            kiedy wolno najwcześniej zaśrubować rozpalony piec kaflowy (tj. zaśrubować oboje
                            drzwiczek: od paleniska i od popielnika) - aby z jednej strony stracić jak
                            najmniej ciepła, a z drugiej - co jest tysiąckroć ważniejsze: nie zaczadzieć?
                  • luccio1 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 21:20
                    nati1011 napisała:
                    > Ja w 4 kl podstawówki miałam trygonometrię. Moja córka w piątej
                    > klasie doszła dopiero do ułamków. I na każdym zebraniu rodzice
                    > zgłaszają pretensje do wychowawcy - po co ta matematyka,przecież to
                    > im do niczego się w życiu nie przyda sad

                    Pamiętam to nieco inaczej. Ułamki zwykłe jako pojęcie i pierwsze działania na
                    nich (dodawanie, odejmowanie) przyszły pod koniec kl. IV szkoły podstawowej (w
                    moim przypadku: r.szk. 1964/65). W kl. V: dalsze działania na ułamkach zwykłych:
                    ich mnożenie i dzielenie - przy tym nauka sprowadzania do wspólnego mianownika -
                    i niejako na uboczu wrzucony fakt, że ułamek jest innym zapisem dzielenia
                    (kreska ułamkowa odpowiada znakowi ":"). W kl. VI: wejście ułamków dziesiętnych
                    - i przy sposobności (dopiero tutaj) wyjaśnienie istoty zapisu pozycyjnego w
                    systemie dziesiętnym - w tym: co to jest zero i skąd się wzięło.
                    Z geometrii:
                    kl. V: obliczanie pola najprostszych figur (prostokąt, kwadrat);
                    kl. VI: obliczanie pola trójkąta;
                    kl. VII: konstrukcje z wykorzystaniem twierdzenia Talesa (podział danego odcinka
                    na daną ilość równych części przy użyciu linijki, ekierki i cyrkla);
                    kl. VIII: twierdzenie Pitagorasa - i stąd do trygonometrii.
                    Natomiast matematyka w czterech klasach liceum wydawała mi się wielkim grochem z
                    kapustą, i to podaną niestrawnie (czytając podręcznik niepodobna było dowiedzieć
                    się czegokolwiek samodzielnie);
                    ciągi, silnie, rachunek różniczkowo-całkowy - to wszystko weszło w kl. II - nie
                    oparte o nic, czego uczyliśmy się przedtem!
                    (nasi poprzednicy, zaliczający liceum systemem kl. VIII. IX, X, XI - po VII
                    klasach podstawówki - kończyli matematykę na trygonometrii, czyli twierdzeniach
                    sinusów, cosinusów etc.(.
                    • nati1011 Re: Sobieski cz.II 22.02.09, 09:45
                      to teraz jest chyba powrót do tego. Faktycznie liceum to już
                      zupełnie niestrawna matematyka.

                      Do dziś pamietam jak moja mama tez mówiła, ze ona trygonometrię to
                      tuż przed maturą miała. Ale ona jest rocznik 48 wink
            • a_weasley Re: Sobieski cz.II 22.02.09, 17:30
              Dziadka w Wehrmachcie nie miałem, bo się nawojował w Reichswehrze, wojnę wcześniej.
              Dziadkowie tego towarzystwa faktycznie są pewnie przeważnie w wieku moich
              rodziców, bom późnym dzieckiem, a i sam pospieszywszy się mógłbym być ich ojcem.
              Powojennych jest raczej niewielu, urodzić się po 1945 i mieć teraz wnuka na
              studiach, to się trzeba było trochę pospieszyć.
              To, kto miał dziadka z jakiej warstwy geologicznej, mogłoby coś wyjaśniać.
              Mogłoby. Gdyby chodziło o test przeprowadzony z marszu na losowo wybranych
              studentach różnych kierunków. Tutaj jednak mowa o ludziach zdających na studiach
              egzamin z historii. Czyli po pierwsze - jeśli nie będą się w tym specjalizować,
              powinno to być apogeum ich wiedzy historycznej, po wtóre - mówimy o ludziach
              zdobywających zawód, w którym znajomość historii odgrywa jakąś rolę.
              Troszku smiszno, troszku straszno.

              > wahadło tak się wychyliło, ze rzeczywiściwe
              > w wielu szkołach uczą o zbrodniach
              > sowieckich, pomijając niemieckie.

              O Oświęcimiu chyba było? O Powstaniu było? Jak Mołotow się z Ribbentropem
              zmawiał, to co reprezentował Mołotow, Chanat Tuwiński?
              To raz, a po wtóre szkoła szkołą, a jest jeszcze polityka i media. Kaczyński nie
              pomijał żadnej okazji, żeby przypomnieć Niemcom, gdzie się wojna zaczęła i kto
              ją rozpętał, od pewnego czasu to samo robi Tusk, więc trudno przeoczyć.
              Już nie mówię o specyficznej sytuacji Warszawy, gdzie co kawałek widzi się
              "rozstrzelali około 150 osób cywilnych... rozstrzelali 27 powstańców... w
              szpitalu powstańczym zamordowali około 50 sanitariuszek i rannych...".
              • nati1011 Re: Sobieski cz.II 22.02.09, 19:21
                o tych dziadkach, to ja tak symbolicznie. Moi rodzice urodzili się
                po wojnie. Dziadkowie wojnę spędzili na wsi, wiec sporo ich ominęło.
                ALe ten temat przecież ciagle sie w Polsce przewijał. Filmy,
                literatura, rocznice.... naprawdę trzeba być całkiem oderwanym od
                rzeczywistosci, by pomylić Stalina z Hitlerem. Ja jestem inżynier,
                liceum też kończyłam zawodowe, maż to wogole szkioły robił zaocznie
                od technikum poczynając. ALe przecież pewne rzeczy po prostu trzeba
                wiedzieć. I to wina szkoły, ze można skończyć studia a nie
                wiedzieć.... Bo nasi rodzice kończyli co najwyżej technikum, a moi
                dzidkowie to wogóle 3-4 klasy szkoły powszechnej tylko mieli. Wielu
                rzeczy nie mogli nas nauczyć. Bo smai tego nie wiedzieli.

                Rozmawialiśmy już na tym forum, ze szkoła przestała wychowywać, a
                nawet czesto psuje to co zrobili rodzice. Skoro też uczyć nie
                potrafi, to w takim razie po co ta szkoła????
        • a_weasley Przypomnienie poprzedniego odcinka 23.02.09, 10:08
          Verdana napisała:

          > a. Ci, co wypisywali te bzdury, to ci
          > sami, co wypisywali bzdury poprzednio

          Szczegóły tutaj.

          > Niewykluczone, ze studiów nie ukończą
          > z powodu oblania historii na roku II.

          Moim skromnym zdaniem to właśnie powinno nastąpić. Być może jestem staroświecki.
    • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 14:36
      Tu widać wiecej braków:
      > "Komitet Obrony Robotników powołany został by bronic za tych i to
      co
      > słuszne. Przede wszystkim za strajkujacych i broniących i
      walczących
      > o dobro siebie, bliskich."

      Mussolini we Wloszech wyniósł krzeslo
      > premiera i zdobył wladzę -

      jakie braki w słownictwie i jego rozumieniu - studenci !! I to chyba
      kierunku humanistycznego. sad

      "Po odwieszeniu stanu wojennego zwolniono internowanych i
      > zniesiono częściowo amnestię".

      Czy oni wogóle wiedza co piszą?


      ci, co się nie sluchali lub stawiali mu
      > się zostawali odesłani na daleka Syberie."

      Ciekawe czy wiedzą gdzie ta Syberia?
      • verdana Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 14:42
        No, ci akurat to dno dna.
        Ale mam i lepszych studentów. Wiele lat mialam mlodziez na kursach
        przygotowujących do matury, mlodziez z elitarnych liceów.
        Oni pisali i mowili trochę lepiej. Ale tez do momentu, gdzy trzeba
        było wyciagnąć wnioski. Nie będa mieli takich brakow w słownictwie,
        ale braki w rozumieniu tekstu - ogromne. Mimo, ze oczytani.
        I za to winie szkołę, ktoa m.in. uczy "czytania ze zrozumieniem" -
        czyli dosłownego powtarzania tego co w tekscie, pozwala na jedyna
        słuszną interpretacje utworów literackich czy tekstów historycznych.
        • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 14:47
          verdana napisała:

          > I za to winie szkołę, ktoa m.in. uczy "czytania ze zrozumieniem" -

          Szkoła - już w I kl - uczy czytania na prędkośc. Dzieci ucza sie
          czytać jak najszybciej, bo im szybciej przeczytają zadany fragment
          tym dostają wyższa ocenę. Moja córa czytała z prędkościa karabinu
          maszynowego. Tylko nikt nie sprawdził czy cokolwiek z tego rozumie,
          lub pamieta sad

          Nie zwraca sie już tez uwagi na dykcję, wymowę, interpretację... Ja
          przynajmniej raz w miesiącu uczyłąm się wiersza na pamieć. I nie
          wystarczyło go potem wyklepać.

          A teraz? Jak potem taki pan kierownik ma coś powiedzieć do mikrofonu
          czy przed 3-ma osobami to jest tylko: ekh, eeeee, yyyyy
        • nati1011 Re: Sobieski cz.II 21.02.09, 14:48
          I chyba najwiekszy bład leży w pierwszych 3 klasach. Tu każdy bład,
          niedouczenie ciagnie się już latami.
    • nati1011 Logika 21.02.09, 14:58
      Mnie chyba najbardziej brakuje w programie naucznia zasad logiki.
      Uczy sie tego niekiedy na studiach - ale przeważnie wykłady to
      koszmar. A ja bym takie zajęcia z logiki wprawadziła w połowie
      podstawówki. Jak dziecko raz załapie, to już potem dalej sobie
      poradzi. I z historią i matematyką.
      • verdana Re: Logika 21.02.09, 15:11
        Też bym wprowadziła.
        I przywrocila szkole podstawowej funkcje bcia rzeczywiscie
        podstawową. Z niej dzieci powinny wychodzic z biegłą znajomoscia
        czytania , pisania i liczenia, reszta jest drugorzędna.
        Przed wojna dla dzieci w 4 klasie nie było kursu historii tylko
        opowiastki historyczne, legendy. Może nie do konca prawdziwe, ale
        zachęcające do poznania przeszłosci. I zapamiętywane, w
        przeciwieństwie do genealogii pierwszych Piastów.
        A mój syn niegdyś dostał 1 z czytania ze zrozumieniem, bo w tekście
        dziecko szło i wsłuchwało się w szum opających lisci. Dokladnie nie
        pamietam co dalej, ale dziecko bylo smutne i teskniło.
        Na pytanie co opisuje dany fragment moj syn
        odpowiedział "nostalgię", a trzeba było "dziecko idace na spacer".
        • mmk9 Re: Logika 21.02.09, 18:40
          odpowiedział "nostalgię", a trzeba było "dziecko idace na spacer".

          hehehehehehehehehehe ciekawe, czy pani wiedziała, co to
          znaczy "odwiesić" i "amnestia"
          • nati1011 Re: Logika 21.02.09, 18:45
            pani wiedziała tylko to co miała w kluczu. Smutne, ale prawdziwe sad

            To chyba na tym forum ktoś pisał, ze chłopak oblał póbną maturę, bo
            zadanie rozwiazał zbyt madrą metodą, nieprzewidziana w kluczu.
            Tragedia.
            • ann_a30 Re: Logika 21.02.09, 20:23
              W LO (oj, dawno...)chłopak zapytał polonistkę, 'jak będzie przeciwieństwo
              egoizmu', bo wiedział, ale zapomniał. A pani powiedziała, że nie wie, i że chyba
              nie ma takiego słowa...
        • a_weasley Historia i obrazki z przeszłości 21.02.09, 23:26
          verdana napisała:

          > Przed wojna dla dzieci w 4 klasie nie
          > było kursu historii tylko opowiastki
          > historyczne, legendy.

          I to niekoniecznie przed II światową. Wystarczy przed polsko-jaruzelską,
          chodziłem do podstawówki za Gierka i pamiętam, że w IV klasie na polskim raz w
          tygodniu przerabialiśmy kolejny rozdział książki "Opowiadania z naszej
          przeszłości", częściowo zresztą opartej na zbiorze "Przez stulecia". Pierwsze
          było piastowskie - przedchrześcijańskie, ostatnie nie pamiętam, okupacja w
          każdym razie była.

          > Może nie do konca prawdziwe,

          A nie, nie. Historia Polski bez Kościoła, okupacja bez AK (ale z PPR), no ale to
          już takie czasy, jak powiedział sowiecki żołnierz zabierając zegarek siódmemu
          Niemcowi (o tym też w tej książce nie było).

          Z drugiej jednak strony na późniejszym etapie dobrze jest znać fakty, nazwiska,
          a i daty się przydają, choćby dlatego, że trudno powiązać ze sobą różne
          wydarzenia nie umiejąc ich wzajemnie umiejscowić w czasie.

          Z trzeciej zaś, i to chyba jest główny problem - najwyraźniej mam, i nie ja
          jeden na tym forum, jakąś niedzisiejszą wizję szkoły jako miejsca, które ma dać
          podstawy wykształcenia i przygotować do zdobycia wykształcenia, gdy tymczasem
          istnieje trend, by szkoła przygotowywała ludzi do przyuczenia do zawodu.
          Nam się marzą ludzie wykształceni, a system jest ukierunkowany na produkcję
          wykształciuchów - tak, jak ich rozumiał Sołżenicyn, pisząc o
          "obrazowanszczinie", a nie jak to pojęcie wykręciły salonowe media.
          W mojej wizji, jakem przedkładał →przy innym ogniu, w inną noc, przeciętnie wykształcony człowiek posiadać
          powinien niezależnie od zainteresowań. Tygrysy żyją w Indiach, a nie w Polsce i
          w Kanadzie też nie, Transylwania nie graniczy z Pensylwanią, trolejbus nie jest
          konnnym środkiem spławiania ładunków sypkich, a Ilja Erenburg to nie była
          kochanka Hitlera.
          Fakt, że się jest prawnikiem, nie uprawnia do twierdzenia, że Jugosławia
          powstała po II WŚ, wymyślił ją Stalin i dzięki temu miał z niej najwierniejszego
          satelitę. Autentyk. Dana obywatelka miała dużo do powiedzenia na temat
          integracji europejskiej, a wygłaszała takie farmazony. To zresztą o niej
          pisałem, że jej zdaniem GG powstała po wybuchu Wielkiej WOjny Ojczyźnianej.
          I co, myślicie, że wykazanie głębi ignorancji ją zawstydziło? Ona nie jest
          historyczką, ona się nie musi znać.
          • a_weasley Errata 21.02.09, 23:27
            *istnieje wiedza, jaką przeciętnie wykształcony człowiek...
          • luccio1 Re: Historia i obrazki z przeszłości 21.02.09, 23:55
            a_weasley napisał:
            > Fakt, że się jest prawnikiem, nie uprawnia do twierdzenia, że
            > Jugosławia powstała po II WŚ, wymyślił ją Stalin i dzięki temu miał > z niej
            najwierniejszego satelitę.

            Że Jugosławia powstała po II wojnie - jest w tym coś na rzeczy. Była to "Nowa
            Jugosławia", nie mająca nic wspólnego z poprzednią (Serbia z nabytkami okresu
            wojen bałkańskich, do której w 1918 r. zgłosiły akces ziemie zamieszkałe przez
            Chorwatów i Słoweńców - nad całością dalej panował serbski dom królewski:
            Karadżordżewicze).
            Sami komuniści podczas II WŚ podkreślali "nowość" Jugosławii, którą chcieli
            zbudować (por. fundamentalne dzieło czołowego ideologa Jugosłowiańskiej Partii
            Komunistycznej/Związku Komunistów Jugosławii, Edwarda Kardelja: "Pat Nove
            Jugoslavije" = "Droga Nowej Jugosławii").
            Ta nowa Jugosławia, skonstruowana jako swoista miniatura ZSRR
            (6 republik związkowych, skrupulatnie wyszczególnionych na banknotach dinarowych
            w obu alfabetach - prócz tego republiki autonomiczne: Kosowo i Wojwodina, obie w
            obrębie Serbskiej Republiki Socjalistycznej), miała ze starą wspólny obrys
            granic zewnętrznych - za wyjątkiem granicy z Włochami, gdzie nowa Jugosławia
            objęła całą dolinę Soczy, cały półwysep Istria, i otoczyła granicą z trzech
            stron miasto Triest, które Tito co prawda zajął w r. 1945, ale nie utrzymał się
            przy nim. (Gwoli ciekawości: przed wojną jaskinia w Postojnej: die Adlersberger
            Grotte/la Cave di Postumia/Postojanska Jama - należała do Włoch!).

            W kwestii głośnego gniewu Stalina na Tito i kampanii zwalczania "Titoizmu" - nie
            znamy wszystkich szczegółów; może się jeszcze okazać, że ów spór był tylko
            spektaklem odgrywanym na użytek Zachodu
            (pojawiają się już takie interpretacje odnośnie sporu radziecko-chińskiego).
            • a_weasley Jugosławia, ideologia, ignorancja 22.02.09, 00:06
              Wiem, że to oftop, i nie pogniewam się za skasowanie (oczywiście jeśli w tym
              samym ruchu poleci do kosza bzdurna notka mego szanownego skądinąd Przedmówcy).
              Jeśli jakieś państwo istnieje na tym samym terytorium co dziesięć lat wcześniej
              i żyje tam ta sama ludność, to to jest to samo państwo. Nie była to natomiast
              wymyślona przez Titę Wielka Jugosławia, która miała objąć jeszcze Bułgarię.

              > > W kwestii głośnego gniewu Stalina
              > na Tito i kampanii zwalczania "Titoizmu"
              > - nie znamy wszystkich szczegółów; może
              > się jeszcze okazać, że ów spór był tylko
              > spektaklem odgrywanym na użytek Zachodu

              wyreżyserowanym przez rabina Nowego Jorku.
              • luccio1 Re: Jugosławia, ideologia, ignorancja 22.02.09, 02:01
                a_weasley napisał:
                > Jeśli jakieś państwo istnieje na tym samym terytorium co dziesięć lat wcześniej
                > i żyje tam ta sama ludność, to to jest to samo państwo.

                Idąc tym tropem:
                Rzeczpospolita Polska istniejąca w latach 1918-39, oraz
                Polska Rzeczpospolita Ludowa:

                są to dwa różne państwa, czy też jedno i to samo?

                (Jugosławia po II wojnie conieco powiększyła terytorium - bez strat;
                Polska - powiększyła terytorium od zachodu - tracąc bez porównania więcej na
                wschodzie;
                ani w przypadku Polski, ani w przypadku Jugosławii - nie wrócił z uchodźstwa
                rząd legalny - komuniści nie dopuścili do tego;
                z ludzi - i tu, i tam - sporo ubyło).
                • a_weasley Re: Jugosławia, ideologia, ignorancja 22.02.09, 14:45
                  Z emigracji nie wrócił również król Albanii, co jednak nie upoważnia do
                  twierdzenia, że Albania powstała po II wojnie światowej na żądanie Stalina.
                • verdana Re: Jugosławia, ideologia, ignorancja 22.02.09, 15:17
                  Jedno i to samo. mam w kazdym razie nadzieję, bo jesli nie, to
                  historia II Rzeczypospolitej nie jest nasza historią - ostatecznie
                  mieszkamy na terytorium PRL, a większość obywateli byla obywatelami
                  PRL - czyli, jesli to dwa rózne państwa, to teraz mieszkamy nie
                  wiadomo w czym. Na pewno nie w Polsce.
                  II Rzseczypospolita to tez chyba nie Polska, biorac pod uwage, o ile
                  mniejsze bylo jej terytorium od terytorium w niektorych okresach
                  Rzeczypospolitej szlacheckiej...
                  Rzad to nie panstwo, na szczęście.
                  • luccio1 Re: Jugosławia, ideologia, ignorancja 28.02.09, 16:01
                    verdana napisała:

                    > Jedno i to samo. mam w kazdym razie nadzieję, bo jesli nie, to
                    > historia II Rzeczypospolitej nie jest nasza historią - ostatecznie
                    > mieszkamy na terytorium PRL, a większość obywateli byla obywatelami
                    > PRL - czyli, jesli to dwa rózne państwa, to teraz mieszkamy nie
                    > wiadomo w czym. Na pewno nie w Polsce.

                    Moja domowa tradycja historyczna widziała rzecz nieco inaczej:
                    historia II RP była nasza.
                    To PRL była nie wiadomo czym. Rodzice czynili bardzo proste zestawienie: Jałta i
                    Poczdam razem były powtórką kongresu wiedeńskiego - polityczną historię Polski
                    cofnięto w tym momencie równe 130 lat (1945-1815); w obu przypadkach
                    prowadziliśmy własną wojnę (o przywrócenie niepodległości)- w ramach konfliktu
                    globalnego; w obu przypadkach mocarstwa zadecydowały o nas - bez nas i za nas.
                    Zaś porównanie PRL i Królestwa Kongresowego w jego "epoce konstytucyjnej"
                    wypadało korzystniej dla tego ostatniego: w końcu to Królestwo miało wojsko,
                    które było w stanie przez pół roku toczyć regularną wojnę z Wielkim
                    Niedźwiedziem, i nawet odnieść kilka zwycięstw...
                    • verdana Re: Jugosławia, ideologia, ignorancja 28.02.09, 16:12
                      Ale Twoja rodzina to jeszcze nie cała ludność Polski. To raz. Dwa -
                      jesli PRL była nie wiadomo czym, to w takim razie wszystko to, co
                      Polacy zrobili w PRL - łącznie z osbudową warszawy - zrobili jako
                      kto? Obywatele obcego mocarstwa?
                      • a_weasley Re: Jugosławia, ideologia, ignorancja 28.02.09, 16:42
                        Verdana napisała:

                        > jesli PRL była nie wiadomo czym,

                        Ależ dokładnie wiadomo czym. Terytorium zależnym, cieszącym się pewną - raz
                        większą, raz mniejszą - autonomią.

                        > zrobili jako kto? Obywatele obcego mocarstwa?

                        A gdyby nawet, cóż stąd? Wszystko, co Polacy zrobili w XIX wieku, zrobili bez
                        niedomówień jako obywatele obcych państw, i co z tego?
    • a_weasley Cel ogólny 21.02.09, 23:33
      "Zapomnieć wojny i powstania,
      Jedynie słuszny szarpać dzwon
      Narodowego byle-trwania
      W zgodzie na namiestniczy tron..."
      (J. Kaczmarski)
      • verdana Re: Cel ogólny 22.02.09, 14:48
        O, widzę kolejna wspólną łączacą nas cechę, oprócz milosci do Harry
        Pottera i niecheci do inwigilacji mlodych ludzi. Czyli znajomość
        Kaczmarskiego.
        Co do Jugoslawi zgadzam się z Twoim zdaniem co do joty.
        I co do przygotowania do zawodu - zdecydowanie. Rodzicom zalezy, aby
        dzieci znały języki (slusznie), informatykę (też słusznie), ale
        czasem mam wrażenie, że te jezyki sa nie jako narzedzie, ani nie
        jako podstawa do mozliwosci czytania czy pogadania, ani tez rozwoju
        intelektualnego - ale tylko w celu wpisania do CV.
        Gorzej, ze przygotowanie zawodowe dosieglo już wyzszych uczelni,
        przy czym mało kto rozumie, ze kierunki humanistyczne nie tyle maja
        przygotowywac do jednego, konkretnego zawodu, ile umożliwić taki
        rozwój inelektualny, aby wiele róznych zawodów dało się wykonywać.
    • a_weasley Język 22.02.09, 17:32
      W cytowanej tfurczości oprócz treści śmieszy i przestrasza także forma. Język
      politruka z chęci szczerej czy innego dyrektora z awansu, cztery klasy i kurs
      dla aktywu, z którego delikwent wyniósł pewien zasób mądrze brzmiących słów,
      których nie umie prawidłowo użyć w zdaniu.
      Tego już żadne przeładowanie programu nauczania historii ani żadne wahadła nie
      tłumaczy. Rozważano tu, czy szkoła uczy myśleć i dlaczego nie, a ja pytam, czy
      szkoła uczy formułować myśli i dlaczego nie.
      • verdana Re: Język 22.02.09, 18:37
        Tego nic w ogóle nie tłumaczy.
        Chociaz sama nie wiem. Uczenie mlodzieży do testów, które są IMO
        formą Familiady, na pewno nie pomaga. W szkole nie pisze się
        dłuzszych wypracowań (są wrecz tępione, bo na egzaminach trzeba
        krotkie), nie promuje sie oryginalnosci jezyka, za to zmusza do
        używania obco brzmiących słów, trzeba czy nie trzeba (bo trzeba
        użyć słów obecnych w kluczu). Pamietam,że ze cztery lata temu trzeba
        było w wypracowani maturalnym na temat wiersza użyć
        slowa "oniryczny". Mój syn dostał zero punktow na próbnej
        maturzezastwierdzenie, ze Żydów po wojnie w Polsce niemal nie było,
        bo ich w czasie wojny wymordowano. Zapytalam nauczycielki, dlaczego -
        otóż dlatego, ze Żydzi zginęli z powodu Holocaustu. Kropka.

        Ostatnio mlodszy syn pisał wypracowanie na temat "Malego
        Księcia" "Uzasadnij, dlaczego najpiekniejsze jest niewidoczne dla
        oczu". Pomysł, ze młody czlowiek mogłby się nie zgodzić z tym
        twierdzeniem, nikomu przez myśl nie przeszła. W zeszłym roku pisał
        opowieść fantastyczna z zycia klasy. Obnizono mu ocene za uzywanie
        jezyka potocznego...
        Podane przeze mnie wyżej przypadki naeżą do grupy, ktorym chyba nic
        nie pomoże. Ale innym, nieco inteligentniejszym, szkoła szkodzi -
        nie uczy pisać zwyczajnie, potoczyscie, poprawną polszczyzna, tylko
        językiem urzędowym poprzetykanym słowami ze słownika wyrazow obcych.
        Szkoła więc uczy formułowac cudze mysli w języku pseudourzędowym.
        • nati1011 Re: Język 22.02.09, 19:10
          przyznam bez bicia, ze nie mam pojęcia co to znaczy oniryczny. Chyba
          powinnam oddać maturę wink

          Tego kto wymyślił testy na maturze z polskiego (i całą jej obecną
          formę) to powinni związać, posmarowac miodem i w mrowisko wrzucić.
          Może następnym razem ktos by sie chwile zastanowił przed
          kolejnym "genialnym " pomysłem
          • luccio1 Re: Język 22.02.09, 19:47
            Oniryczny: widziany niewyraźnie, nie do końca - jak w marzeniu sennym;
            inaczej: nierealny, nie istniejący naprawdę, a tylko tak, jak gdyby we śnie...
            • nati1011 Re: Język 22.02.09, 20:06
              dzięki.
              Ale widze to słowo pierwszy raz - a naprawdę sporo czytam. Chyba nie
              jest niezbedne maturzyście smile))
              • a_weasley Re: Język 22.02.09, 21:17
                Nati1011 napisała:

                > widze to słowo pierwszy raz -

                Chała.
                Skoro

                > naprawdę sporo czytam.

                to od czasu do czasu niezawodnie się po tym słowie wzrokiem prześliznęłaś, jenoś
                nie zwróciła uwagi. Jeśli mam rację, w najbliższych tygodniach odkryjesz, że to
                słowo czasem występuje w tekstach, które czytasz - a mało prawdopodobne, by się
                nagle rozpleniło.

                > Chyba nie jest niezbedne maturzyście

                Myślę, że może się obejść. Na początek niech przestanie mylić efektowne z
                efektywnym.
                • nati1011 Re: Język 22.02.09, 22:22
                  a_weasley napisał:

                  > Nati1011 napisała:
                  >
                  > > widze to słowo pierwszy raz -
                  >
                  > Chała.
                  > Skoro
                  >
                  > > naprawdę sporo czytam.
                  >
                  > to od czasu do czasu niezawodnie się po tym słowie wzrokiem
                  prześliznęłaś, jeno
                  > ś
                  > nie zwróciła uwagi. Jeśli mam rację, w najbliższych tygodniach
                  odkryjesz, że to
                  > słowo czasem występuje w tekstach, które czytasz - a mało
                  prawdopodobne, by się
                  > nagle rozpleniło.
                  >


                  Niekoniecznie - kwestia co sie czyta. A mnie bliższa jest tematyka
                  ekonomiczna, prawnicza czy techniczna. A w literaturze też szukam
                  raczej prostoty jezyka niż bardzo kwiecistych określeń (nad Niemnem
                  było dla mnie całkowicie niestrawne, a co do poezji zatrzymałam sie
                  na Słowackim wink)
          • a_weasley Re: Język 22.02.09, 21:14
            nati1011 napisała:

            > przyznam bez bicia, ze nie mam pojęcia
            > co to znaczy oniryczny. Chyba
            > powinnam oddać maturę wink

            Ewentualnie zajrzeć do słownika wyrazów obcych, jakom i ja uczynił, spotkawszy
            to słowo w recenzji filmu, dłuuugo po maturze. Zresztą słowa "peryfraza" też
            wtedy nie znałem, choć już miałem sporą skłonność do używania takowych.
            Podobnie jak musiałem przy lekturze Sapkowskiego sprawdzić, co to promiskuityzm,
            a przy Bułhakowie zapoznać się z turnikietem.
            A skoro już mówimy o SWO, to mnie w podstawówce uczono posługiwać się tym
            wynalazkiem. Pamiętam, że wypisałem w ramach pracy domowej słowo "tranzyt".
            Ciekawe, czy teraz tego uczą.
            (nie muszę dodawać, że trafiło to na mnie w czasie, gdy od lat umiałem się SWO
            posłużyć i często z tej umiejętności korzystałem)
            • nati1011 Re: Język 22.02.09, 22:30
              w słowniku jest duuużo słów, które zna zaledwie garstka ludzi. A
              przecież chodzi o to, by ktoś nas jeszcze zrozumiał. Staram się by
              moja czynna znajomość słownika nie przekraczała znacznie biernej
              znajomosci moich rozmówców wink

              Swoja drogą, to dobrym sprawdzianem na bogactwo jezyka są własne
              dzieci. Jak słucham jak kwieciście i fajnie mówią moje dzieci, to
              jestem pewna, ze i nasz jezyk jest bogaty. W stopniu zadowalającym.
              W mojej rodzinie, dopiero moje pokolenie poszło na studia smile))
            • madziaq Re: Język 23.02.09, 10:42
              O matko kochana, jakem zagorzała fanka Sapkowskiego, do mniej więcej 5 minut
              temu nie miałam pojęcia o istnieniu słowa "promiskuityzm" smile Może po prostu
              pochłaniałam z wypiekami na twarzy kolejny tom i nie chciało mi się szukać
              słownika... Albo uznałam, że to fragment straszej mowy wink))
              • a_weasley OT: Promiskuityzm 23.02.09, 11:48
                Madziaq napisała:

                > do mniej więcej 5 minut temu nie miałam pojęcia
                > o istnieniu słowa "promiskuityzm" smile Może po prostu
                > pochłaniałam z wypiekami na twarzy kolejny tom

                W to akurat wątpię, zważywszy, że to tom (z Sagi) pierwszy, i blisko początku, a
                i fragment mało dynamiczny:
                "Jeżeli chodzi o życie erotyczne, Triss Merigold miała prawo uważać się za
                typową czarodziejkę. Zaczęło się od kwaśnego smaku zakazanego owocu,
                podniecającego wobec surowych reguł akademii i zakazów mistrzyni, u której
                praktykowała. Potem przyszła samodzielność, swoboda i szalony promiskuityzm,
                zakończony, jak to zwykle bywa, goryczą, rozczarowaniem i rezygnacją." (KE II,
                58-59).
                Raczej spodziewałbym się zadziałania dokładnie tego mechanizmu, o którym pisałem
                przy okazji "onirycznego". Ja też niezawodnie kiedyś wcześniej o takim izmie
                usłyszałem, jenom jednym uchem wpuścił, drugim wypuścił.
                Podobnie jak nie przy pierwszej ni drugiej lekturze Sagi zauważyłem cytat żywcem
                wyjęty z "Casablanki" i skojarzyłem młodego studenta fizyki Alberto Solpietrę.
            • magdalaena1977 Re: Język 23.02.09, 15:06
              a_weasley napisał:

              > Ewentualnie zajrzeć do słownika wyrazów obcych, jakom i ja uczynił, spotkawszy
              > to słowo w recenzji filmu, dłuuugo po maturze.
              To ja przyznam, że od lat nie korzystam ani z SWO ani SJP. W zasadzie jedyne
              nieznane słowa jakie napotykam, to specjalistyczna terminologia konkretnych zawodów.
        • luccio1 Re: Język 22.02.09, 22:11
          verdana napisała:
          > Ostatnio mlodszy syn pisał wypracowanie na temat "Malego
          > Księcia" "Uzasadnij, dlaczego najpiekniejsze jest niewidoczne dla
          > oczu". Pomysł, ze młody czlowiek mogłby się nie zgodzić z tym
          > twierdzeniem, nikomu przez myśl nie przeszła.

          Najkrótsza i najprostsza odpowiedź:
          o czymś, co jest niewidoczne dla moich oczu, nie mogę sądzić, czy jest piękne,
          czy brzydkie.
          Ale nawet taka odpowiedź wymaga myślowego uzupełnienia pytania - przez domyślne
          przyjęcie, że pytającemu chodzi o rzecz, której nigdy nie widziałem. To jest
          uzupełnienie najprostsze, pierwsze narzucające się - ale przecież nie jedyne.
          Idąc dalej, należałoby rozebrać pytanie na części składowe i dowieść, że
          sformułowano je źle, nieprecyzyjnie.
        • a_weasley To się nadaje do "Szpilek" 22.02.09, 22:56
          Verdana napisała:

          > Mój syn dostał zero punktow na próbnej
          > maturze za stwierdzenie, ze Żydów po
          > wojnie w Polsce niemal nie było,
          > bo ich w czasie wojny wymordowano.
          > Zapytalam nauczycielki, dlaczego -
          > otóż dlatego, ze Żydzi zginęli z powodu
          > Holocaustu.

          I co było dalej? Znając Ciebie wątpię, byś się nie zainteresowała, na czym
          zdaniem ob.
          nauczycielki polegał Holocaust, jeśli nie na mordowaniu Żydów...
          • verdana Re: To się nadaje do "Szpilek" 23.02.09, 12:33
            Zainteresowałam się, a nawet dyskretnie zwrócilam uwage, ze termin
            Holocaust nie powinien byc obowiązkowy, jako że część historykow
            uwaza go za niedopuszczalny. I co z tego? W kluczu stało "Holocaust"
            i tylko za to otrzymywało się punkty.
            Z CKE korespondowałam juz parę razy - m.in. w spraie następoujacej -
            były trzy odpowiedzi na pytanie a- jest tak, b. jest inaczej, c.
            obie możliwosci sa dopuszczalne. Uznawano tylko odpowiedź a i c -
            mimo udawadniania CKE, ze jest to logicznie niemozliwe, oraz, ze w
            podrecznikach dopuszczonych przez MEN, bardzo znanego wydawnictwa,
            autorstwa bardzo wybitnego profesora czarno na białym jest napisane,
            że bylo jak w odpowiedzi b - CKE nie uznało, ze popelnilo błąd.
            Albowiem "miało dobrych recenzentów".
            • madziaq OT - Holocaust 23.02.09, 13:25
              Moja ciekawość się uaktywniła, więc skoro historyk jest "pod ręką" to spytam.
              Czemu część historyków uważa, że termin Holocaust jest niedopuszczalny? Jeśli
              właśnie wykazałam się ignorancją to z góry przepraszam i proszę o wyrozumiałość
              (jestem informatykiem z wiedzą historyczną prawdopodobnie poniżej minimum
              akceptowalnego dla historyka, ale jednak powyżej poziomu opisanych wyżej
              studentów smile)
              • verdana Re: OT - Holocaust 23.02.09, 14:25
                Bo Holocaust oznacza dobrowolna ofiarę całopalną. Trudno tu mowic o
                dobrowolnej ofierze. Dlatego oficjalnie, szczególnie gdy przyjezdża
                jakis historyk z Izraela uzywa sie terminu Zagłada, Szoah.
                • minerwamcg Re: OT - Holocaust 23.02.09, 16:49
                  Z jednej strony to prawda, a z drugiej często się zdarza, że jakieś
                  słowo odrywa się od swego literalnego znaczenia i staje nazwą dla
                  innego zjawiska.
                  Z podobnej dziedziny: hekatomba - ofiara ze stu wołów składana
                  Zeusowi przez starożytnych Greków. Obecnie tak się mówi o każdej
                  sytuacji (katastrofa, rzeź) gdzie ginie gwałtowną śmiercią dużo
                  ludzi. Giną ludzie, nie woły, a jednak nazwa służy dalej, tylko na
                  określenie czegoś innego.
                • elwinga Re: OT - Holocaust 23.02.09, 17:19
                  Ale Verdano, nie wiem, czy wiesz, że termin "Holocaust" był używany w języku
                  angielskim na długo przed Zagładą Żydów i w zupełnie innym kontekście. Służę
                  ewentualnymi danymi bibliograficznymi.

                  Poza tym jako hebraistka z podstawowego wykształcenia ośmielam się zauważyć, że
                  jeśli już, to Szoa, a nie Szoah.
                  • verdana Re: OT - Holocaust 23.02.09, 17:59
                    Oba terminy w książkach historycznych stosowane wymiennie (jako nie-
                    hebraistka nie wiem dlaczego).
                    Oczywiscie, że tego terminu uzywano wczesniej, ale wielu Żydów jest
                    przeciw uzywaniu go w tym kontekscie.
                    • elwinga Re: OT - Holocaust 28.02.09, 12:41
                      Bo w mediach bezmyślnie spolszczono angielską/francuską transkrypcję słowa Shoah
                      jako Szoah, w związku z czym nie-hebraista ma prawo sądzić, że trzeba to czytać
                      tak, jak się pisze - Szoah, z wyraźnym ostatnim h.

                      Hebraista zaś rwie włosy z głowy, świadom, że w hebrajskim nie ma słowa Szoah z
                      wyraźnym ostatnim h. Jest słowo Szoa, z akcentem na "a".

                      Niby drobiazg, ale trochę dziwnie zastępować nieadekwatne do wydarzenia słowo
                      "Holocaust" nieistniejącym słowem "Szoah". Co gorsza, niektórzy zaczynają "ten
                      Szoah" odmieniać przez przypadki...
                      • verdana Re: OT - Holocaust 28.02.09, 14:34
                        Nie wiem. Mnie spolszczenia obcych słów jakos nie rażą, przeciwnie.
                        Ostatecznie radio tez juz odmieniamy przez przypadki.
                      • a_weasley Re: OT - Holocaust 28.02.09, 14:58
                        Elwinga napisała:

                        > Niby drobiazg, ale trochę dziwnie zastępować
                        > nieadekwatne do wydarzenia słowo
                        > "Holocaust" nieistniejącym słowem "Szoah".

                        Przede wszystkim nie przesadzajmy z tą nieadekwatnością. Słowo to, w języku
                        polskim już odleżałe, bez względu na źródłosłów znaczy po prostu zagładę Żydów w
                        czasie II WŚ i nic ponadto.
                        W końcu kto sobie zaprząta głowę pierwotnym znaczeniem takich słów, jak
                        faryzeusz albo oprawca?
                • a_weasley Holocaust a żelazko 24.02.09, 21:53
                  Verdana napisała:

                  > Bo Holocaust oznacza dobrowolna ofiarę
                  > całopalną. Trudno tu mowic o dobrowolnej
                  > ofierze.

                  Ustrojstwo, które w tej chwili posługuje się Minerwa, jest wykonane głównie z
                  aluminium, niemniej nazwę ma urobioną od zupełnie innego metalu (nie tylko po
                  polsku zresztą). Sanacja też znaczy trochę co innego niż po prostu uzdrowienie.
                  Takie już są losy słów.
                  Mnie się w pomyśle, że Holocaust jest prawidłowy, a wymordowanie nie, nie podoba
                  zupełnie co innego. Wymordowanie, urobione od czasownika przechodniego, oprócz
                  ofiary nieuchronnie kieruje naszą myśl ku sprawcy. Obcojęzyczne słowo
                  określające zdarzenie brzmi jak nazwa kolejnej epidemii. Wszystko jedno, czy to
                  będzie Holocaust czy Shoah i jak będzie pisane.
                  Podobnie zresztą ma się sprawa z "tragedią" II WŚ i wieloma innymi wydarzeniami,
                  których sprawcy - lub ich spadkobiercy - chętnie by się zrównali z ofiarami.
                  • nati1011 Re: Holocaust a żelazko 25.02.09, 08:14
                    a_weasley napisał:

                    > Mnie się w pomyśle, że Holocaust jest prawidłowy, a wymordowanie
                    nie, nie podob
                    > a
                    > zupełnie co innego. Wymordowanie, urobione od czasownika
                    przechodniego, oprócz
                    > ofiary nieuchronnie kieruje naszą myśl ku sprawcy. Obcojęzyczne
                    słowo
                    > określające zdarzenie brzmi jak nazwa kolejnej epidemii. Wszystko
                    jedno, czy to
                    > będzie Holocaust czy Shoah i jak będzie pisane.

                    To ciekawe spostrzeżenie,
                    od tego już krok, do myślenia, że ci Żydzi to wcale nie zostali
                    wymordowani, tylko zgineli w wypadku podczas dezynsekcji w komorze
                    gazowej. Przeceiż byli tylko na obozie ;/
    • minerwamcg Jeszcze jeden cytat dzisiaj... 22.02.09, 22:59
      Wiecie co? Nie oprę się, żeby nie wrzepić jeszcze jednego cytatu.
      Przypomniało mi się ze wspomnień ś.p. Szymona Kobylińskiego o jego
      ojcu, który i przed i po wojnie był działaczem oświatowym i
      organizował różne kursy, m.in. doskonalenie zawodowe dla
      nauczycieli.
      Mały Szymon zainteresował się, co robi tata. Powiedziano mu, że jest
      nauczycielem.
      "- To tata uczy dzieci?
      - Nie, dorosłych.
      - Aha.. To dracego one głupie, jak dorosłe?"

      No więc właśnie zastanawiam się czasem, dracego.
    • justyna.ada Re: Sobieski cz.II 23.02.09, 15:45
      Dobrze jeszcze, że nie napisali że Stalin "zrobił kuku tym co byli
      niegzecni" bo to mniej więcej na takim poziomie smile

      Mój syn będąc w IV klasie, korzystał z podręczników wydawnictwa
      Żak, gdzie dziecko rozpoczynając naukę historii, najpierw ma w
      programie"poznajemy własną okolicę i środowisko" OK. "poznajemy
      ciekawych ludzi" OK. "poznajemy samego siebie" - ups...
      I tak: przynosimy do klasy lusterka, oglądamy się w nich. Potem
      odrabiamy ćwiczenia: Wypisz swoje silne i słabe strony.
      Potem: gdybym był kolorem... gdybym był rośliną, gdybym był
      owocem... byłbym... (niech zgadnę? jak cymbał brzmiący??)

      A potem przy starożytności: pomaluj wazę grecką wg uznania.
      Pamiętaj, że Egipcjanie mieli ciemną skórę, Pomaluj Egipcjanina
      jasnobrązową kredką.

      Ale za to, na polskim, napisz recenzję, scenariusz, reportaż,
      fraszkę, no niemalże epopeję. Błogość mnie ogarnia jak się trafi
      zwykłe wypracowanie.
      • madziaq Re: Sobieski cz.II 23.02.09, 16:25
        > I tak: przynosimy do klasy lusterka, oglądamy się w nich. Potem
        > odrabiamy ćwiczenia: Wypisz swoje silne i słabe strony.
        > Potem: gdybym był kolorem... gdybym był rośliną, gdybym był
        > owocem... byłbym...

        Hmmm... to zakrawa na jakiś trening psycholgiczny wink I jakoś nijak nie rozumiem,
        jak się ma do historii, ale cóż... Natomiast malowanie, lepienie itp, jeśli nie
        w nadmiarze, to jest fajne. Sama pamiętam jak poszliśmy z klasą do muzeum
        archeologicznego (chyba?) i lepiliśmy z gliny jakieś naczynia a potem robiliśmy
        z drutu ozdoby podobne do tych, które wykopano w Biskupinie smile Całkiem ciekawe
        to było dla dziesięciolaktów. Ale nie analizowaliśmy kwestii "co by było, gdybym
        był owocem" wink
      • nati1011 Re: Sobieski cz.II 23.02.09, 17:43
        justyna.ada napisała:

        > Dobrze jeszcze, że nie napisali że Stalin "zrobił kuku tym co byli
        > niegzecni" bo to mniej więcej na takim poziomie smile
        >
        > Mój syn będąc w IV klasie, korzystał z podręczników wydawnictwa
        > Żak, gdzie dziecko rozpoczynając naukę historii, najpierw ma w
        > programie"poznajemy własną okolicę i środowisko" OK. "poznajemy
        > ciekawych ludzi" OK. "poznajemy samego siebie" - ups...
        > I tak: przynosimy do klasy lusterka, oglądamy się w nich. Potem
        > odrabiamy ćwiczenia: Wypisz swoje silne i słabe strony.
        > Potem: gdybym był kolorem... gdybym był rośliną, gdybym był
        > owocem... byłbym... (niech zgadnę? jak cymbał brzmiący??)
        >


        A co to miało na celu???

        > A potem przy starożytności: pomaluj wazę grecką wg uznania.
        > Pamiętaj, że Egipcjanie mieli ciemną skórę, Pomaluj Egipcjanina
        > jasnobrązową kredką.
        >
        > Ale za to, na polskim, napisz recenzję, scenariusz, reportaż,
        > fraszkę, no niemalże epopeję. Błogość mnie ogarnia jak się trafi
        > zwykłe wypracowanie.

        smile))
    • ewa_anna2 i ja coś napiszę 23.02.09, 17:52
      "Jan Paweł II miał szczęśliwe dzieciństwo, bo wcześnie stracił
      matkę..." - zdanie napisane przez ucznia 3 klasy gimnazjum.
      Komentarz nauczycielki (ironiczny). No tak, bo się nie czepiała.
      • luccio1 Re: i ja coś napiszę 23.02.09, 20:46
        Nie wiemy, jak przeżył odejście Matki i Brata, i jak się czuł żyjąc tylko z
        Ojcem i pod jego kuratelą (a był to reżym być może łagodny w formie, ale
        stanowczy w treści; np. Wojtyła-senior wolał przenieść dom do Krakowa, niż
        puścić Syna samego na studia do miasta) - aż i Ojciec nie odszedł...
        Po prostu dlatego, że nigdy nie mówił o tym.

        Kardynał Wyszyński również stracił wcześnie Matkę - ale u Niego obraz Matki
        nawraca co i rusz - a ileż razy zjawiają się w Jego kazaniach "macierzyńskie
        ramiona Maryi".
        • minerwamcg Re: i ja coś napiszę 23.02.09, 23:25
          luccio1 napisał:

          >np. Wojtyła-senior wolał przenieść dom do Krakowa, niż
          > puścić Syna samego na studia do miasta)

          Ja twierdzę raczej, że dwaj panowie Wojtyłowie zamieszkali w
          Krakowie razem, bo wojskowa emerytura ojca nie była zbyt wysoka,
          zatem prowadzenie dwóch domów - ojca w Wadowicach i syna w Krakowie -
          było nieracjonalne ekonomicznie. Na dokładkę, jak sądzę, Karol-
          junior chciał móc się opiekować coraz starszym i bardziej
          schorowanym ojcem, tym bardziej, że jak twierdzą wszyscy
          biografowie, kochali się bardzo. Więc ja tu widzę raczej normalną
          troskę i więź, a przy tym zwykłe ludzkie bytowe sprawy, niż jakąś
          kuratelę ojca.
    • mkw98 Wywiad a propos we wczorajszej GW 24.02.09, 21:44
      Verdana! Siostro! wink Zupełnie, jakbym moich studentów czytała!
      Wrzucę Wam jutro trochę kwiatków z moich tegorocznych zbiorów, żebyście
      zobaczyli, że zjawisko jest powszechne.

      A we wczorajszej gazecie przeczytałam wywiad, który mnie załamał. Będzie jeszcze
      gorzej:
      Doczego służy Marszałek
      • a_weasley Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 24.02.09, 22:13
        20 lat temu Norman Davies pisał:
        "Każdy, kto choć trochę zna Polaków, zdumiewa się ich niebywałą pamięcią
        historyczną".
        I stąd właśnie kłopoty. Po co narodowi pamięć historyczna, gdy - jak o tym pisał
        Geremek, a także redaktor naczelny pewnego plugawego tygodnika - państwa
        narodowe stają się przeżytkiem?

        > 8 proc. Oczywiście każdy inne 8 proc. Już dziś niektórzy zapamiętują
        Piłsudskiego, a inni nie.
        <ciach>
        - Czyli nie ma sensu uczyć np. o Piłsudskim, bo i tak uczniowie nie zapamiętają?
        - Z pewnością nie ma sensu uczyć o nim dwa razy, a tak było dotychczas

        Podziwiam tę logikę. Nie rozumiem, ale podziwiam. "Skoro mało ludzi zapamiętuje
        to, co im powiedziano dwa razy, wystarczy powiedzieć raz".

        - Że każdy uczeń, wychodząc ze szkoły, będzie wiedział, że fajnie jest być
        Polakiem...
        - ...ale już nie Polką, prawda? Bo tylko o mężczyznach się dowie.

        Ciśnie się na usta pytanie, jakim cudem w takim razie pokolenia Polek,
        dysponując panteonem narodowym złożonym głównie z mężczyzn, jednak się
        patriotyzmu nauczyły. Mnie się ciśnie. Dziennikarzowi Wybiórczej najwyraźniej nie.
        • nati1011 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 08:18
          "Ideałem jest to, żeby oni po szkole lubili i chcieli czytać. Jeżeli
          wyjdą z taką postawą, wtedy kanon nie będzie im potrzebny."

          Ciekawe jak polubią czytać, skoto uczy sie czego zupenie odwrotnego.

          "Nowa podstawa programowa nadal jest zresztą pod wieloma względami
          potwornie anachroniczna. Nie ma tam np. praktycznie historii kobiet.
          Nie ma miejsca na historię opowiadaną z perspektywy tych warstw
          społecznych, które były wykluczone, a więc w polskim wypadku - np.
          na historię chłopów i wsi."

          No i nie ma nic o gejach surprised


          "Może powinno służyć patriotyzmowi? Przekazywaniu poczucia, że
          polska wspólnota jest istotną wartością. Że każdy uczeń, wychodząc
          ze szkoły, będzie wiedział, że fajnie jest być Polakiem...

          - ...ale już nie Polką, prawda? Bo tylko o mężczyznach się dowie."

          No to pan dziennikarzyna też słabo na lekcjach uważał, jak nie
          dostrzegł kobiet w historii Polski ;/

          Pomijając już drobną oczywistość, ze tych wszystkich wspaniałych
          mężczyzn, których raczył zauważyć, tez kobiety zrodziły i
          wychowały ;/
          • a_weasley Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 10:12
            nati1011 napisała:

            > No i nie ma nic o gejach

            Któryś król polski miał ponoć taki wyrafinowany gust, ale nie pamiętam, który.

            >> - ...ale już nie Polką, prawda? Bo
            >> tylko o mężczyznach się dowie."

            > No to pan dziennikarzyna też słabo na
            > lekcjach uważał, jak nie dostrzegł
            > kobiet w historii Polski ;/

            Hrymps, gdyby to powiedział dziennikarz, tobym się nie zdziwił, głupsze rzeczy
            dziennikarze mówią, ale to są własnie słowa jego rozmówczyni.
            • luccio1 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 11:36
              Królem o odmiennej orientacji był Henryk Walezy.
            • nati1011 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 18:01
              a_weasley napisał:

              > >> - ...ale już nie Polką, prawda? Bo
              > >> tylko o mężczyznach się dowie."
              >
              > > No to pan dziennikarzyna też słabo na
              > > lekcjach uważał, jak nie dostrzegł
              > > kobiet w historii Polski ;/
              >
              > Hrymps, gdyby to powiedział dziennikarz, tobym się nie zdziwił,
              głupsze rzeczy
              > dziennikarze mówią, ale to są własnie słowa jego rozmówczyni.

              Spieszyłam się rano wink To o obu stronach "dobrze" świadczy ;/
          • minerwamcg Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 18:23
            > Nie ma miejsca na historię opowiadaną z perspektywy tych warstw
            > społecznych, które były wykluczone, a więc w polskim wypadku - np.
            > na historię chłopów i wsi."

            Super. Czyli np. zamach majowy nie z perspektywy polityków i wojska,
            tylko Walentego Trybulca z Wólki Duleckiej, który w pamiętnych
            dniach okopywał kartofle i martwił się, czy nie będzie deszczu i
            buraki nie zmarnieją. O wydarzeniach w Warszawie dowiedział się po
            tygodniu z gazety, wzruszył ramionami, gazetę pociął starannie i
            część powiesił w wychodku, z części skręcił sobie papierosy.
            • nati1011 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 18:39
              minerwamcg napisała:

              > Super. Czyli np. zamach majowy nie z perspektywy polityków i
              wojska,
              > tylko Walentego Trybulca z Wólki Duleckiej, który w pamiętnych
              > dniach okopywał kartofle i martwił się, czy nie będzie deszczu i
              > buraki nie zmarnieją. O wydarzeniach w Warszawie dowiedział się po
              > tygodniu z gazety, wzruszył ramionami, gazetę pociął starannie i
              > część powiesił w wychodku, z części skręcił sobie papierosy.
              >
              >

              Minerwa, jakiej gazety? Na wsi niewiele osób czytac umiało, a co
              dopiero gazety czytało. Jeszcze przed II wojną swiatową dzieci miały
              góra 3-4 klasy podstawowki.
              • verdana Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 18:47
                Hm, całe zycie zajmuje sie wizją historii z punktu widzenia
                Walentego Trybulca (nie, wróć, to moj szef sie tym zajmuje, ja
                zajmuję sie historią z punktu widzenia Icka Rozencwajga, a kolezanka
                Zoffi Trybulcowej). Zajęcie to nazywa się historia spoleczna, jest
                bardzo zajmujące, twórcze i nie mniej mowi o historii niż zwycięstwo
                ksiecia Siemaszko nad wojewodą Wojciechem pod tąże Wólką.
                Naprawde nie wiem, dlaczego nie warto by uczyc mlodzież, ze historia
                to nie tylko historia szlachty i wojen.
              • a_weasley Walenty Trybulec i gazeta 25.02.09, 19:37
                Nati1011 napisała:

                > Minerwa, jakiej gazety?

                Prawdopodobnie PSL-owskiej.

                > Na wsi niewiele osób czytac umiało, a co
                > dopiero gazety czytało.
                > Jeszcze przed II wojną swiatową dzieci miały
                > góra 3-4 klasy podstawowki.

                Gdzie? W zachodniej Galicji, w której właśnie leży Wólka Dulecka? Czy może w
                Poznańskiem?
                • luccio1 Re: Walenty Trybulec i gazeta 26.02.09, 14:18
                  a_weasley napisał:
                  > Gdzie? W zachodniej Galicji, w której właśnie leży Wólka Dulecka?

                  Optowałbym jednak za Małopolską Zachodnią (i odpowiednio Małopolską
                  Wschodnią - jako synonimem historycznej Rusi Czerwonej).

                  Nazwa "Galicja" jest 1. tworem administracji zaborczej i 2. nie ma
                  nic wspólnego z historyczną Ziemią Halicką, czy też z historycznym
                  Księstwem Halicko-Włodzimierskim (Włodzimierz Wołyński przetrwał
                  cały okres od III rozbioru pod władzą imperium rosyjskiego; I
                  rozbiór zachował go jeszcze w granicach Rzeczypospolitej).
                  • a_weasley Galicja to Galicja, a Małopolska to Małopolska 26.02.09, 15:19
                    Luccio1 napisał:

                    >> Gdzie? W zachodniej Galicji, w której
                    >> właśnie leży Wólka Dulecka?

                    > Optowałbym jednak za Małopolską Zachodnią
                    > (i odpowiednio Małopolską Wschodnią

                    W Małopolsce to leżą Kielce i Piotrków. Zwłaszcza jak ktoś chce posługiwać się
                    geografią średniowieczną.

                    > Nazwa "Galicja" jest 1. tworem
                    > administracji zaborczej

                    Niech sobie będzie czyim chce. Funkcjonuje jako synonim zaboru austriackiego z
                    czasów Franza Josefa (czyli z Krakowem), podobnie jak Kongresówka oznacza byłe
                    Królestwo Polskie.

                    > nie ma nic wspólnego z historyczną
                    > Ziemią Halicką, czy też z historycznym
                    > Księstwem Halicko-Włodzimierskim

                    I nic to nie wnosi do sprawy. Nie jedyna to nazwa, która oznacza co innego niż
                    oznaczała kiedyś. Równie dobrze można by się czepiać, że dzisiejsza Litwa to tak
                    naprawdę historyczna Żmudź i Auksztota, język litewski jest rozwinięciem
                    żmudzkiego (jakoż sam słyszałem litewskiego szofera klnącego "Padłas!"), a
                    człowiek, który po polsku napisał "Litwo, Ojczyzno moja", nosił nazwisko
                    patronimiczne urobione od wschodniosłowiańskiego Dymitra.
                    Co nie zmienia faktu, że Litwa to jest Wilno i Kowno, a Mińsk Białoruski nie.
                  • minerwamcg Re: Walenty Trybulec i gazeta 26.02.09, 15:31
                    Wólka Dulecka i okolice były galicyjskie do szpiku kości. Nie
                    małopolskie - zresztą, gdybyś Walentemu Trybulcowi powiedział, że
                    mieszka w Małopolsce, zdziwiłby się okropnie smile Na pewno wiedział,
                    gdzie jest Lwów, a może tam nawet i był - a Kielce, jak podejrzewam,
                    stanowiły dla niego terra incognita. To samo, podejrzewam, mógłby
                    powiedzieć jego sąsiad Icek Bałamut, który w Galicji czuł się u
                    siebie, a w Kongresówce, choćby we wspomnianych Kielcach, znacznie
                    mniej.
                    • luccio1 Re: Walenty Trybulec i gazeta 27.02.09, 10:55
                      Mam nieco inne doświadczenie.
                      Babcia macierzysta i dziadkowie cioteczni z tej strony - to byli
                      ludzie z roczników 1890 i kilka lat później - zdążyli więc zdać
                      maturę pod zaborem austriackim.
                      Od nikogo z nich nie słyszałem o żadnej "Galicji" - a punktem
                      odniesienia w ocenie rzeczywistości PRL była II Rzeczpospolita - to
                      ona była mityczną Arkadią, światem idealnym a przepadłym na zawsze.
                      Jeszcze silniej odczuwał to Tato - maturzysta z maja 1939.
              • minerwamcg Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 20:02
                Nati napisała:

                > Minerwa, jakiej gazety?

                Prawdopodobnie były to "Radomyskie Wieści" wydawane w pobliskim
                miasteczku Radomyśl Wielki.

                >Na wsi niewiele osób czytac umiało, a co
                > dopiero gazety czytało.

                W Galicji stosunkowo dużo umiało, we wspomnianym Radomyślu szkoła
                ludowa była już za moich prapradziadków i chodziło do niej ok. 70%
                dziatwy z "miasta" i okolicznych wsi. A gazeta skoro w miasteczku
                wychodziła, to znaczy, że ktoś ją czytał a nawet abonował - takie
                małe gazetki wychodziły na ogół za pieniądze z prenumerat.

                Re Verdana: Zofia Trybulcówna to była moja ciotka smile
                Historia społeczna na pewno jest pasjonująca, osobiście uwielbiam
                książki w rodzaju "Życie codzienne za króla Gwoździa" - generalnie
                jednak na historię narodu i państwa w znacznej mierze składa się
                polityka... Jeżeli mam wybierać, co ważniejsze - desant
                cichociemnych w Radomyślu i akcje wywiadowcze AK (w których brał
                udział m.in. mój dziadek) czy historia wieprza, którego tenże
                dziadek nielegalnie ubił pod samym nosem esesmanów (akcja nie mniej
                brawurowa!), to jednak wybiorę desant.
                • paszczakowna1 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 26.02.09, 12:53
                  > Historia społeczna na pewno jest pasjonująca, osobiście uwielbiam
                  > książki w rodzaju "Życie codzienne za króla Gwoździa" - generalnie
                  > jednak na historię narodu i państwa w znacznej mierze składa się
                  > polityka...

                  Nie jesteś odosobniona w tym 'uwielbianiu', a polityka to przecież nie całość
                  historii. Wszystko jest kwestią proporcji. Mnie osobiście bardzo przeszkadzało,
                  że na historii o istotnych zagadnieniach społecznych (ot, choćby ten poziom
                  analfabetyzmu - Nati pewnie miala myśli zabór rosyjski, średnia długość życia,
                  poziom zamożności poszczególnych warstw społecznych, prawa kobiet) praktycznie
                  nic nie było. Przyznam się, że w swoim czasie z przyjemnością powitałam historię
                  ruchów robotniczych (skądinąd zafałszowaną), bo to w końcu było coś, co mi się
                  wydało jakoś związane z życiem (w przeciwieństwie do dat i ustaleń tych czy
                  innych traktatów, które i tak mi z głowy błyskawicznie wyleciały). Teraz pewnie
                  i ruchów robotniczych nie ma.
                  • nati1011 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 26.02.09, 13:07
                    pewnie były różne wsie. Moja babcia pochodziła z okolic Piotrkowa
                    Trybunalskiego - z malutkiej wsi, tam było źle. Dziadek z obecnych
                    terenów Ukrainy, też kiepsko.
                  • a_weasley Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 26.02.09, 17:28
                    paszczakowna1 napisała:

                    > Nati pewnie miala myśli zabór rosyjski,

                    Powiedziałbym, że wręcz Ziemie Zabrane. Ewentualnie coś jest na rzeczy w
                    przypadku Galicji Wschodniej.
                    W każdym razie to też jest dość istotny element (i klucz do zrozumienia
                    niektórych problemów istniejących dzisiaj) - że właśnie wtedy, kiedy powstawały
                    nowoczesne narody, historia Polski to są trzy, w porywach cztery historie bardzo
                    różne.

                    > w swoim czasie z przyjemnością
                    > powitałam historię ruchów robotniczych
                    > (skądinąd zafałszowaną), bo to w końcu
                    > było coś, co mi się wydało jakoś związane
                    > z życiem (w przeciwieństwie do dat i
                    > ustaleń tych czy innych traktatów,

                    Szczerze mówiąc mnie pierwsze wydaje się bliźniaczo podobne do drugiego.
                    Historię ruchu robotniczego pamiętam mgliście jako pochód (pierwszomajowy?)
                    rozmaitych -owów, -inów, -sonów i -feldów.
                    Pasjonująca to ona się robi dopiero potem, kiedy to towarzystwo dorywa się do
                    władzy i zaczyna ten raj na ziemi budować. Ale o tym wtedy w szkole nie mówili.

                    A swoją drogą dla XIX - XX w. historię społeczną w znacznym stopniu załatwiała
                    literatura polska. Ale z tym to się inny urzędas w MEN rozprawia.
                    • verdana Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 26.02.09, 23:33
                      Nie, nie załatwia w zadnym razie.
                      Historia społeczna i literatura to dwie zupełnie różne rzeczy.
                    • paszczakowna1 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 27.02.09, 16:08
                      > > Nati pewnie miala myśli zabór rosyjski,
                      >
                      > Powiedziałbym, że wręcz Ziemie Zabrane. Ewentualnie coś jest na rzeczy w
                      > przypadku Galicji Wschodniej.

                      W zaborze rosyjskim w ogóle analfabetyzm był ogromny. W Galicji, nawet Galicji
                      Wschodniej, było już lepiej, mimo większej nawet biedy (no ale tam szkoły,
                      szkółki sezonowe i towarzystwa oświatowe mogły działać).

                      > Szczerze mówiąc mnie pierwsze wydaje się bliźniaczo podobne do drugiego.
                      > Historię ruchu robotniczego pamiętam mgliście jako pochód (pierwszomajowy?)
                      > rozmaitych -owów, -inów, -sonów i -feldów.

                      No, rozmaitych -skich też nie brakowało. (Co poniektórzy Rosjanie święcie
                      wierzą, że komunizm to im Żydzi na spółkę z Polakami zafundowali.) A i wśród
                      autentycznych polskich działaczy robotniczych sporo było ludzi pochodzenia
                      szlacheckiego (być może dlatego, że oni minimum oświaty wynosili z domu, i
                      przynajmniej czytać potrafili).

                      Ale ja nie o tym. Te rozmaite rozłamy, zmiany nazw i daty deklaracji
                      programowych faktycznie były nudne do bólu, ale strajki, postulaty strajkowe -
                      o, to to było ciekawe. Może i dlatego, że ja maturę zdawałam w 1992, i mnie już
                      tego inaczej uczono.

                      > A swoją drogą dla XIX - XX w. historię społeczną w znacznym stopniu załatwiała
                      > literatura polska. Ale z tym to się inny urzędas w MEN rozprawia.

                      Że wyleciały ze szkoły podstawowej nowelki pozytywistyczne w rodzaju 'Janka
                      Muzykanta' (dla mnie koszmar), to akurat IMO bardzo dobrze. 'Anielkę' mi to tego
                      stopnia w szkole obrzydzono (to jakoś obłędnie wcześnie było), że do tej pory
                      boję się sięgnąć, choć Prusa bardzo lubię.
                      • minerwamcg Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 27.02.09, 16:25
                        Paszczakówna napisała:

                        > No, rozmaitych -skich też nie brakowało. (Co poniektórzy Rosjanie
                        > święcie wierzą, że komunizm to im Żydzi na spółkę z Polakami
                        > zafundowali.)

                        No ba, Dzierżyński był postacią dość wyrazistą smile Ale żeby widzieć
                        go wszędzie, to lekka przesada.

                        >'Anielkę' mi to tego stopnia w szkole obrzydzono (to jakoś obłędnie
                        > wcześnie było), że do tej pory boję się sięgnąć, choć Prusa bardzo
                        > lubię.

                        A bo wtedy w ogóle panowała jakaś kretyniczna moda, że co jest o
                        dzieciach, to jest też dla dzieci. A "Anielka" to w ogóle IMHO
                        kiepski utwór jest... Za to "Placówka"!!! O mój Boże, ile tam
                        było "historii społecznej", ile realiów, jak się to cudnie czytało!
                        • nati1011 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 27.02.09, 16:36
                          Bo ambicja niektórych nauczycieli tez może być szkoliwa - choć
                          intencje mają jak najlepsze. Moja córka na poczatku 5 klasy miała
                          przeczytać CAŁĄ "starą baśń". Dzieciaki próbowały przez 2 tygodnie
                          po czym sie poddały smile
                      • a_weasley -feldy, -scy, -dze, -ili... 28.02.09, 16:44
                        Paszczakówna napisała:

                        > poniektórzy Rosjanie święcie wierzą,
                        > że komunizm to im Żydzi na spółkę
                        > z Polakami zafundowali.

                        I jeszcze się tam jacyś Gruzini plątali po wydarzeniach.
      • nati1011 Re: Wywiad a propos we wczorajszej GW 25.02.09, 08:08
        perosze, nie załamuj mnie zupełnie. Verdana obiecywała, zę to
        wyjątek matołkówbył....
    • a_weasley Naści jeszcze kwiatków 26.02.09, 12:06
      Z dyskusji nt kanonu lektur, pisze nauczyciel akademicki ps. "Eryk2":

      "studenci studiów
      humanistycznych NIE MAJĄ POJĘCIA o tym, jaką częścią mowy
      jest "twój" (odpowiedź najczęstsza: czasownik albo rzeczownik), nie
      wiedzą, na czym polega różnica pomiędzy rewolucją lutową a
      październikową (nie pytam nawet o rok, bo boję się zejścia na serca,
      gdy usłyszę w odpowiedzi nieśmiałe szepnięcie: "Siedemnasty
      wiek?..."), uznają Słowację za imperium środkowoeuropejskie w XVIII
      wieku, Wielka Brytania jest republika prezydencką, a Sobieski pobił
      pod Wiedniem ...Napoleona."
      "Czy te 20, 30 lat temu też tacy
      byliście, że szukaliście na studiach
      Karpat pod Donieckiem, mając maturę
      z geografii? I uważacie to za pożądany
      wzorzec? Też omawialiście tylko II akt
      "Kordiana"?"

      więcej
      • nati1011 Re: Naści jeszcze kwiatków 26.02.09, 12:25
        Wielka Brytania jest republika prezydencką,

        za to oczywiście czytają wszystkie plotki dotyczące ksiecia Karola
        czy Wiliama ;/ Tylko, ze nie nauczono ich logicznie łaczyć tych 2
        faktów.

        a Sobieski pobił
        > pod Wiedniem ...Napoleona."

        Czepiasz się, była jakaś bitwa, Sobieski z kimś walczył, a Napoleon
        przecież gdzieć poległ (co ra róznica, ze w przenośni) ;/


        > "Czy te 20, 30 lat temu też tacy
        > byliście, że szukaliście na studiach
        > Karpat pod Donieckiem, mając maturę
        > z geografii?

        eee matura to był test, a tam nawet małpka 30% odpowiedzi strzeli


        polecam ksiażę prof Górskiego - fajnie opisuje jak wyglądała
        przedwojenna matura i wogóle sposób kształcenia młodziezy. czy
        naprawdę trzeba wymyślać coś nowego, jak ma się stare sprawdzone
        wzorce.
      • ruda_kasia słowa trudne - zaimki 26.02.09, 13:43
        JA co prawda maturę zdawałam lat temu 16, nie zaś 20-30 i pewnie czytałam
        więcej, niż kanon lektur (np. z racji olimpiady polonistycznej całego dostępnego
        w jagiellonce Witkacego). Zdawałam sobie więc sprawę, że może wiem więcej niż
        rówieśnicy. Ale zdębiałam, gdy na 3 roku prawa będąc spotkałam się na lektoracie
        z niemieckiego ze studentkami polonistyki, które oświadczyły, że tu i tam nie są
        zaimkami przysłownymi, bo taka część mowy nie istnieje... No tom się zamknęła na
        chwilę, by spotkawszy się z koleżanką polonistką upewnić się...
        Natomiast moja córka (klasa 2) ostatnio miała obniżoną ocenę z testu, bo na
        polecenie - zaznacz przymiotniki, zaznaczyła słowo "moje". I pani wyjaśniła, że
        to zaimek, którego nie znają... ale ocena została... No ale moje dziecko już do
        końca życia zapamięta, że zaimki różnorakie istnieją.
        • a_weasley Re: słowa trudne - zaimki 26.02.09, 15:24
          Wg "Milionerów" "jeden" jest przymiotnikiem.
          Jeśli telewizja publiczna w ten sposób spełnia misję edukacyjną, to doprawdy
          tylko wegetarianizm powstrzymuje mnie przed zaproponowaniem zjedzenia takich
          misjonarzy...
    • nati1011 "dobry" przykład z góry 26.02.09, 19:52
      Biskup lefebrysta Richard Williamson przeprosił ofiary holokaustu i
      Kościół katolicki za swe wypowiedzi, w których zanegował istnienie
      komór gazowych w hitlerowskich obozach śmierci.
      Oświadczenie hierarchy z Bractwa św. Piusa X opublikowała w czwartek
      watykańska komisja Ecclesia Dei do spraw dialogu z lefebrystami.

      Wyjaśnił, że w wywiadzie podzielił się swą wiedzą sprzed 20 lat i od
      tamtego czasu nie zajmował się sprawą holokaustu.
      -----------------------------

      Skoro biskup może nie wiedzieć nic o obozach koncentracyjnych, to
      moze przestańmy czepiać sie studentów sad
Pełna wersja