mamalgosia
03.04.09, 09:53
Rachunek sumienia jest bardzo delikatną sprawą. Stajemy w nim przed
samymi sobą i przed Bogiem.
I nic mi do czyjegoś rachunku sumienia. I nic komuś do mojego.
Ale...
Jutro mój Starszy przystąpi do pierwszej Spowiedzi. Wczoraj
zamknęliśmy się w sypialni, pomodlili do Ducha Świętego i pomogłam
mu w rachunku sumienia. Swój rachunek sumienia robię według
przykazań i grzechów głównych. Podoba mi się ujęcie katechizmowe.
Tak więc też zrobiłam z nim.
Ale Starszy ma książeczkę, skarbczyk zalecany dla dzieci
przystępujących do I Komunii w naszej parafii. I trochę chciał
według tego.
No wiec i ja zajrzałam. Przyznam, że do tego rozdziału po raz
pierwszy, choć i ja mam tę samą książeczkę już od 1999 r (jest to
chyba najpopularniejszy modlitewnik na Śląsku od wieeelu lat, wydany
przez Księgarnię św. Jacka, "Skarbiec modlitw i pieśni")
Taki długi wstęp (jak zwykle), dopiero teraz dochodzę do sedna.
Otóż bardzo zdziwiło mnie (na niekorzyść) ujęcie niektórych
grzechów, pewne sformułowania (przestarzałe). O ile przestarzałe
słowa jeszcze jakoś przełykam (choć 7-latkowi bym ich nie polecała),
o tyle niektóre grzechy mocno mnie zastanowiły. Wiem, że
kształtownaie sumienia jest bardzo ważną rzeczą, chcę widzieć grzech
tam gdzie jest on w rzeczywistości (co czasem przychodzi mi z
trudem) i chcę nie widzieć grzechu gdzie go nie ma (co również się
zdarza).
Czy więc patrzę źle? Proszę, przeanalizujcie ze mną poniższe:
"Ulegać depresjom i załamaniom po stratach i niepowodzeniach" -
rozumiem, że chodziło o zbytnie troskanie się, martwienie na zapas,
zaprzątanie swoich myśli problemami - rozumiem, bo to mój największy
grzech. Ale czy można napisać, że grzechem jest "uleganie
depresjom"? I co to są te "depresje"? Bo jeśli mówimy o depresji
jako chorobie, to nie raz już stwierdziliśmy, że nie można jej
podciągać pod grzech. A jeśli chodzi właśnie o martwienie się,
przygnębienie - to dlaczego użyto tej nazwy? Dla mnie to jakieś
lekkomyślne potraktowanie depresji. I dalej - czy naprawdę uleganie
załamaniu po stracie i niepowodzeniu jest grzechem? Czy tutaj chodzi
o to trwanie w załamaniu, nie podnoszenie się?
To mnie najbardziej uderzyło, a inne zaraz dopiszę.