Dodaj do ulubionych

"ciche dni"

04.04.09, 21:34
Czy można się nie odzywać do współmałżonka?
Czy uwazacie, że taka metoda może być czasem dobra, wręcz konieczna?

Ujawnię się ze swoim poglądem - bardzo jestem przeciwna tego
typu "metodzie", uważam ją wręcz za niedopuszczalną. I to nie tylko
z powodu "niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce".

Ale może nie mam racji, chętnie poczytam Wasze opinie
Obserwuj wątek
    • fiamma75 Re: "ciche dni" 04.04.09, 21:59
      zgadzam się z Tobą, moja droga imienniczko smile
      • verdana Re: "ciche dni" 04.04.09, 22:08
        Nie rozumiem w ogóle "cichych dni" - pomijajac wszystko inne, to
        teatralne i beznadziejnie sztuczne.
        Ale , choc wiem, ze "noc nie powinna zachodzic nad gniewem" (to
        zawsze mowila mi mama) jestem w stanie zrozumieć, a nawet poprzeć
        takie sytuacje, gdy gniew nie ustaje przez dłuzszy czas. Nie zawsze
        mozna udawać, ze nic się nie stało - i chyba nie zawsze trzeba.
        Ale nie milcząc.
        • skrzynka-3 Re: "ciche dni" 04.04.09, 22:24
          Nigdy nie uznawalismy "cichych dni". Choc zdarzalo sie ze na kilka
          godzin zapadalo milczenie - czasem zal i bol byly za duze i wymagaly
          uciszenia choc troche, czasem trzeba bylo przemyslec co sie chce
          powiedziec, czasem zwyczajnie ochlonac zeby umiec powiedziec o co
          chodzi nie raniac drugiej strony.

          Tak zdarzalo nam sie sporadycznie, ze nad "naszym gniewem zaszlo
          slonce" i podobnie jak Verdana mysle ze nie zawsze dobrze jest za
          wszelka cene ulagodzic wszystko przed wieczorem. Czasem sprawa jest
          na tyle powazna i bolesna, ze wymaga glebszego siegniecia,
          przemyslenia na osobnosci, przedyskutowania. Czasem taka bezsenna
          noc w ciszy pozwala pouswiadamiac sobie rozne rzeczy.
          • mamalgosia Re: "ciche dni" 04.04.09, 22:45
            No więc my jednak "za wszelką cenę" nie kładziemy się spać bez
            wyjaśnienia. Nigdy na milcząco. Nawet jeśli boli
            I jak dotąd zawsze wychodziło to na dobre.
    • mader1 Re: "ciche dni" 04.04.09, 23:02
      nie potrafię milczeć zbyt długo... choć niekiedy nie mam siły mówić. Ale nigdy
      by chyba nie wyszedł z tego dzień - kto mnie widział ( nie musi nawet znać), wie
      o czym piszę wink
      • isma Re: "ciche dni" 05.04.09, 00:16
        wink))).
        Taaaaak, takie ciche dni to tak. Slubny zarzadza: "kobieto, pomilcz chwile, daj
        sie zastanowic" wink)).
    • ula27121 Re: "ciche dni" 05.04.09, 10:25
      Słyszałam od znajomych, których rodzice coś takiego praktykowali, że to
      koszmarne jest. Ja nie umiem, nie wyobrażam sobie. Pomijam, że mam przekonanie,
      że trzeba przegadać, przekrzyczeć czasem. Mam przekonanie, że milczenie ,
      niedomówienia są niedobre dla małżeństwa ( przynajmniej naszego). To jeszcze mam
      taką rozgadaną, rozkrzyczaną naturę....mąż miewał zapędy, żeby się obrazić ale
      ja pasji wtedy dostaję. Obrażają to się dzieci w przedszkolu. Natomiast może są
      małżeństwa, które potrzebują takiej ciszy, dłuższego czasu? Tyle, że dzieci
      wspominają to koszmarnie, każda z tych osób mówi że wolała kłótnie....
      • mamalgosia Re: "ciche dni" 05.04.09, 12:03
        Kłótnie u nas też nie wchodza w grę. Z krzykiem i pyskówką to
        zdarzyło nam się raz i było to bez sensu.
        Nie chciałabym porównywac, czy wrzeszcząca kłótnia gorsza czy
        milczenie, nie wiem czy to się w ogóle da porównać. Kłótnia to
        jednak jakiś kontakt międzyludzki, a milczenie to odcięcie się,
        zamknięcie w swoim myśleniu, w swojej wersji, niedopuszczanie
        drugiej osoby do wyjaśnień, usprawiedliwień, przeprosin, niedawanie
        szansy. Ale i podczas kłótni trudno o porozumienie, jedyne co, to
        jednak wie się, co ta druga strona myśli.

        Moi rodzice stosowali niestety obie "metody". Są po rozwodzie.
        Znam dużo małżeństw, które uważam za dobre, a kłótnie im się
        zdarzają. Natomiast bardzo mnie zdziwiło, że małżeństwo, które
        uważałam za dobre, miało właśnie takie "ciche dni", nie odzywali się
        do siebie i już, taki sposób na problem. I to niejednokrotnie
        • mader1 Re: "ciche dni" 05.04.09, 12:29
          bo to.. trochę takie alogiczne jest, ale te małżeństwa, które się ze zostają,
          trwają, są czy ja tam zwał, to wcale nie są te " najlepsze". Moi rodzice się nie
          rozwiedli mimo dużych różnic, ogromnych problemów. Bardzo często się kłócili.
          Wypełniali swoimi problemami całą przestrzeń.
          Mieli potem, przed śmiercią taty, kilka dobrych, spokojnych, wspólnych lat smile
          Wtedy, kiedy dzieci odchodzą i inni przeżywają kryzys, dla nich wraz z cukrzycą
          tay, przyszły " miodowe" lata.
        • ula27121 Re: "ciche dni" 05.04.09, 20:18
          Chyba w zły sposób zastosowałam słowo kłótnia.....właśnie sobie uświadomiłam, że
          nie znam ani kłótni ani cichych dni....znam za to bardzo głośne wymiany zdań ale
          te zawsze kończą się porozumieniem (zazwyczaj głośniejszym).
          • mamalgosia Re: "ciche dni" 05.04.09, 20:42
            To własnie to mam na myśli - zdarzyła się u nas taka "głośniejsza
            wymiana zdań", ale miłe to nie było. I chyba do niczego budującego
            nie doprowadziło - jakiś ład i porządek wprowadziła dopiero
            późniejsza spokojna juz rozmowa.
            No, ale co zrobić,czasem człowiek wrzasnąć musi (inaczej się udusi)
            • nikaa818 Re: "ciche dni" 06.04.09, 07:46
              O ja nie jestem w stanie znieść chocby jednego cichego dnia, toteż
              nie miewamy takich.To taka dziecinada właściwie. Natomiast głośna
              wymiana zdań, co nam sie zdarza , rzadko prowadzi do czegos
              dobrego,co najwyzej do rozładowania emocji.Rozwiązania przychodzą
              zwykle w spokojnej rozmowie. Ale z tym wrzaskiem to ja niestety tak
              mam-chyba bym sie udusiła ,ale to sprawa , z którą walczę z marnym
              niestety skutkiem sad ale jak nie wrzasnę tylko sie opamiętam to
              jestem z siebie dumna.W tej chwili nie jestem , bo huknęłam na
              córkę, która przed wyjściem strasznie sie guzdrała.No i teraz mi
              przykro...sad(
              • mamalgosia Re: "ciche dni" 06.04.09, 19:19
                Ja też mam z tym wrzeszczeniem na dzieci wielki problemsad

                Natomiast celowo piszę o relacji między małżonkami. Choć znam mamę,
                która i wobec dziecka potrafiła stosowac "ciche dni"sad
    • mama_kasia Re: "ciche dni" 06.04.09, 08:55
      Nie znoszę! Muszę od razu wszystko wytłumaczyć, dojść do
      porozumienia. Ale... wiem (co z tego zresztą wink), że mój mąż
      potrzebuje odczekać i nie ma ochoty słuchać moich wyjaśnień
      od razu. To ciche czekanie jest mi bardzo ciężko wytrzymać.
    • justyna.ada Re: "ciche dni" 06.04.09, 10:43
      Może czasem się przydaje, gdy ludzie mają rzeczywiście potrzebę
      przemyślenia czegoś trudnego w samotności i spokoju.

      Ale generalnie jako "metoda komunikacji" polegająca de facto na jej
      braku, są do kitu. To jest szantaż i forma przemocy psychicznej
      stosowana przez osobę która nie umie się komunikować, a w ten
      sposób osiąga dominację, bez potrzeby argumentowania swoich racji.
      A ten drugi niech się męczy, jeśli chce zmiany. Takie jest moje
      zdanie bo takie mam doświadczenia.
      No chyba, że ktoś jest tak pokrzywdzony i pobity psychicznie, że
      się w ten sposób broni... Albo np. cierpi na depresję czy cos w tym
      stylu.
    • otryt Re: "ciche dni" 06.04.09, 14:39
      Myślę, że są dwa rodzaje milczenia. Pierwszy rodzaj jest naturalną
      chęcią odczekania aż opadną emocje, aż będzie można rzecz na
      spokojnie przemyśleć, aż przebrzmi żal. Przy bardzo dużych krzywdach
      może on trwać dość długo. Drugi rodzaj jest formą manipulacji, próbą
      ukarania tej drugiej, najczęściej wrażliwszej strony, która tak
      bardzo chce zażegnania konfliktu, że gotowa jest dać sporo, aby
      tylko minęły już te ciche dni. Osoby manipulujące poczuciem winy
      drugiej osoby w ten sposób próbują nierzadko coś ugrać dla siebie
      lub zdominować drugą osobę. Myślę, że warto rozpoznać, z którym
      rodzajem milczenia mamy do czynienia? Niestety, ten drugi bardzo źle
      rokuje. Osoba milcząca, bo ją boli dusza chodzi strapiona, źle się
      czuje także wśród innych ludzi i w innych sytuacjach. Osoba
      manipulująca ma się świetnie, tylko w obecności drugiej osoby, którą
      chce ukarać zachowuje wyniosłe milczenie. Te ciche dni mogą
      występować w różnych relacjach, także między rodzicami a dziećmi,
      rodzeństwem i innych ważnych relacjach.
      • szymama Re: "ciche dni" 07.04.09, 09:48
        oboje nie znamy takiej metody. Dla mnie osobiscie to bardzo
        ponizajace jest. Nie stosujemy. Owszem, czasami sie spieramy,
        klocimy, w moim wykonaniu nawet krzyczymy wink ale nigdy, przenigdy
        nie stosujemy cichych dni. Zreszta siedzenie cicho to nie w mojej
        naturze jest wink
    • 11.jula Re: "ciche dni" 07.04.09, 10:31
      Ja się przez pewien krótki czas nie odzywam, ale to dlatego żeby zapanować nad
      swoją złością, emocjami. Po prostu muszę się wyciszyć żeby potem na nowo, na
      spokojnie podjąć temat. trwa to różnie od paru minut do 2 godzin. Jednak nie
      dopuszczam aby położyć się spać w milczeniu. Zwłaszcza po tym co spotkało
      koleżankę. Ona właśnie kiedyś pokłóciła się na maxa z mężem, nieodzywała się
      cały dzień, poszli spać zagniewani, rano on poszedł do pracy, po drodze miał
      wypadek, niestety nie przeżył. Ona do dziś dnia, a minęło parę lat nie może
      sobie tego wybaczyć, że w gniewie się rozstali.
      • mamalgosia Re: "ciche dni" 07.04.09, 16:09
        A wiesz... to też mi przychodzi do głowy. Z nerwicą lękową takie
        wyobrażenia zdarzają się aż zbyt często - że widzę kogoś po raz
        ostatni, że co by było gdyby to miały być nasze ostatnie słowa,
        nasze ostatnie spotkanie... To bardzo zmienia optykę
    • anngal Re: "ciche dni" 14.04.09, 11:09
      U nas są ,,ciche dni". Nie dlatego, że popieram tę metodę.
      Uważam, ,,że nic na siłę". Nie będę się dwoić i troić po to ,żeby
      mąż się odezwał. U nas jest wtedy jeszcze gorzej. Muszę przeczekać.
      Wejść, że tak powiem, w odpowiedni moment. Każdy zwiazek jest inny.
      Czasem po prostu nie mam siły się odzywać. Jednak wiem, że długie
      milczenie bardzo oddala od siebie i staram się o tym pamiętać. Na
      pewno nie wystarczy tylko to, że ja chcę przerwać milczenie. Poza
      tym ,,ciche dni" mogą być właśnie czasem na przemyślenia lub
      są ,,dniami mniej intensywnej rozmowy"
    • atama Re: "ciche dni" 16.04.09, 09:01
      Ciche dni w sensie nie odzywania się do siebie "za karę" są dla mnie
      nie do zaakceptowania. Boję się, że wtedy powstają trwałe rysy,
      pęknięcia.
      Ostatnio jednak mieliśmy jakąś drażliwą sprawę do omówienia, a w
      świąteczno-rodzinnym rejwachu nie było na to miejsca. Siłą rzeczy
      musieliśmy wyczekać chwili samotności i... to było bardzo dobre.
      Emocje zdążyły opaść, ostudziliśmy się oboje i nasza rozmowa od
      samego początku była rzeczowa i do końca spokojna. Teoretycznie o
      tym wiedziałam. W praktyce nigdy nie wytrzymałam. Nigdy nie wyszłam
      na chwilę, żeby się ostudzić, ochłonąć. Ponoć kobieta myśli gdy
      mówi, więc od razu sprawa na wokandę szła. Szczodrze okraszona
      emocjami wink
      Teraz się przekonałam, że i bardzo trudna rozmowa może wyglądać
      zupełnie inaczej. I chcę odkładać drażliwe tematy na trochę później.
      Czyli cisza, ale nie na parę dni i nie w sensie traktowania się jak
      powietrze. Po prostu odłożenie drażliwego tematu na chwilę.
    • minerwamcg Re: "ciche dni" 16.04.09, 09:36
      Nie da rady. Fizycznie smile Zanadto gadatliwi jesteśmy. Kłócimy się
      czasem okropnie (do legendy rodzinnej przeszedł nóż, którym cisnęłam
      o podłogę, a on się wbił z tak komiksowym "brdiągg!", że zaczęliśmy
      się śmiać i było po kłótni), ale za bardzo chcemy dopowiedzieć
      wszystko do końca, żeby potem został jeszcze jakiś czas na
      milczenie. Ciche półgodziny, kiedy musimy odparować - to tak, to się
      zdarza.
      Arthur podpowiada, że może dobrze by nam zrobiło posiadanie w domu
      kilku sztuk tandetnej porcelany na wagę smile
      • mamalgosia niszczenie przedmiotów 16.04.09, 09:48
        Nie tak dawno czytałam opowiadanie Gaardera (wspominanego tutaj), o
        mężczyźnie, który dowiedziawszy się, że ma raka, wchodzi do sklepu z
        porcelaną i wytłukuje cały towar.
        I mówi on na przykład tak: "Byłem wściekły. Coś musiało zapłacić za
        moją śmierć"
        Albo:
        "-Na podstawie tego, co pan ujawnił, uważam, że jest pan ogromnie
        niezrównoważony.
        - To prawda. Po stłuczeniu kilkuset kryształowych mis człowiek staje
        się niezrównoważony. Śmierć przestaje się wydawać tak bezsensowna.
        Ma się większy porządek w rachunkach. Zapewniam pana, panie
        prokuratozre, że ani jeden z tych wazonów nie został zbity na próżno.
        - Ale musi pan chyba przyznać, że stłuczenie kryształów i porcelany
        za osiemset pięćdziesiąt tysięcy koron jest bezsensowne.
        - Tłuczenie porcelany może mieć wielki sens, panie prokuratorze"
        • minerwamcg Re: niszczenie przedmiotów 16.04.09, 10:00
          Nie, nie, porcelana do kłócenia się musi spełniać dwa warunki: być
          tania, żeby nie budzić ekonomicznych wyrzutów sumienia, i paskudna -
          żeby tłukąc miało się dodatkową satysfakcję, że uwalnia się świat od
          czegoś ohydnego. Zniszczyć ładne zawsze szkoda.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka