Dodaj do ulubionych

Komunia - dla mnie raczej smutny artykul...

04.05.09, 15:21
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=94686900&a=94846067
Obserwuj wątek
    • magdalaena1977 Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 04.05.09, 16:10
      Dla mnie najgorsze było to niezdecydowanie rodziców - bo ochrzcili, posyłali na
      religię, ale do komunii już nie. Swoim zachowaniem przyczynili się do problemów
      swojej córki.
      Wyglądałoby to zupełnie inaczej, gdyby od początku jasno odcięli się od
      Kościoła, albo powiedzieli - my nie wierzymy, ale wiara jest wartością i chcemy
      , żeby nasze dziecko praktykowało.
      • mama_kasia Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 04.05.09, 16:25
        No tak, ale są też takie rodziny, gdzie wiara jakoś tak kurczy się,
        niepodlewana. Jest chrzest (bo tak się robi, bo rodzice też
        ochrzczeni, bo tradycja, bo... - rodzice w zasadzie nie zastanawiają
        się, czy Bóg jest jeszcze dla nich ważny i powodu też do końca
        sobie nie uświadamiają). Czasami z rozpędu jest jeszcze I-a Komunia,
        teraz pewnie łatwiej, bo religia w szkole i tak jakoś na religię
        się posyła.

        W mojej rodzinie było właśnie tak nijak. Ale do I-ej Komunii
        przystąpiłam (tak z rozpędu? - nie wiem, jaka była motywacja
        moich rodziców, bo do kościoła nie chodzili). Wystarczyła potem
        przeprowadzka i nie poszłam w następnym roku na religię. Pamiętam,
        że usłyszałam od kolegi w klasie słowa potępienia. Bardzo
        zabolało sad

        A jednak Bóg do siebie prowadzi smile I bardzo, bardzo mu za to
        dziękuję smile A rodzice? Nie mam jakichś złych uczuć. Raczej jest
        mi żal, że im tak trudno. Żalu, że moja droga była zagmatwana,
        nie czuję smile
        • sion2 Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 04.05.09, 21:01
          W tej konkretnej sytuacji opisanej w artykule winni sa rodzice. Po
          co chrzcili, po co posylali na religie w 1 klasie? taki
          niekonsekwentny ateizm, taki na poł gwizdka i chyba z wątpliwosciami
          na dnie duszy czy dobrze wybrali skoro jednak dziecko chrzcili i
          poslali na religie.
          Natomiast nie zgadzam sie z tym ze dzieci komunijne są "winne" albo
          ich rodzice "winni" smutku dzieci niewierzacych podczas uroczystosci
          komunijnych. Kazdy wybor rodzi okreslone konsekwencje, bycie
          wierzacym to nie tylko uroczystosci, biale sukienki i prezenty od
          cioci.
          To że ateistow jest mniejszosc to nie jest wina wierzacych i na
          pewno wierzacy nie maja obowiazku zamykac sie w domach ze swoimi
          swietami dlatego ze gdzies obok moze byc dziecko ktore nie swietuje.

          I jeszcze jedno - dziecko ktore cale dwa lata zakuwa modlitwy, uczy
          sie najwazniejszych prawd wiary, przezywa stres zwiazany z pierwsza
          spowiedzia, uczy sie zachowania w kosciele, czesto roznych wystepow
          na pamiec itd, moim zdaniem ma prawo swietowac i cieszyc sie i
          odbierac niejako "nagrode" za swoj wysilek. I wreszcie ma prawo
          cieszyc sie ze spotkania z Chrystusem.
          • verdana Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 04.05.09, 21:40
            Jesli cos jest "winne" to ewentualnie robienie z komunii klasowej
            uroczystości - z wykluczeniem niewierzacych. "Pani" w kosciele,
            nazajutrz omawianie komunii, chwalenie dzieci - z wyłączeniem
            niewierzacych. W klasie syna tak bylo.
            A w ogole nie rozumiem, jak mozna zdecydowac sie na poslanie dziecka
            do komunii, tylko dlatego, zeby bylo "jak wszystkie". Uczenie obludy
            i konformizmu.
            • magdalaena1977 Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 04.05.09, 23:23
              verdana napisała:

              > Jesli cos jest "winne" to ewentualnie robienie z komunii klasowej
              > uroczystości - z wykluczeniem niewierzacych. "Pani" w kosciele,
              > nazajutrz omawianie komunii, chwalenie dzieci - z wyłączeniem
              > niewierzacych. W klasie syna tak bylo.
              To przykre - tzn naturalnie , że dzieci się chwalą i opowiadają, bo to jednak
              ważne wydarzenie . Ale szkoła powinna zdawać sobie sprawę, że jest dla
              wszystkich i że takie przyjmowanie powszechności katolicyzmu może być przykre
              dla osób, których to nie dotyczy.
            • mama_kasia Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 08:23
              Zastanawiałabym się raczej nie, jak ukrucić praktykę
              "omawiania" Komunii w szkole przez Panią, a bardziej, jak
              włączyć w to wydarzenie np. tą jedną jedyną osobę, która
              w tym nie uczestniczyła. Przecież takie dziecko może dostać
              specjalne zaproszenie od swoich kolegów i koleżanek na
              uroczystość. Ono powinno być, moim zdaniem, potraktowane
              jako gość, oczekiwany, miły gość. I taką bym widziała
              rolę wychowawcy. Nie zabierałabym dzieciom tej klasowej
              radości, tego dzielenia się w szkole wrażeniami.
              Jeżeli rodzice tego jednego, co do Komunii nie przystąpił
              i wychowawca zachowają się mądrze, to radość będzie całej klasy.
              • verdana Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 09:12
                Nie, tego się nie da zrobić - rodzice dziecka moga sobie przecież
                wcale nie zyczyć, aby ich dziecko bylo "właczane" w to wydarzenie.
                Dotyczy to dzieci wyznajacych inna religię. Nie mam nic przeciw
                dzieleniu sie wrazeniami w szkole, nie widze też zadnego powodu, aby
                dzieci tego nie robily - ale bez wychowawcy, ktory ma zachowac w tym
                wypadku neutralność.
                • mader1 Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 09:54
                  Mam wrażenie - oczywiście do tej pory moje doświadczenia dotyczą placówek
                  państwowych w nikłym stopniu - że nie da się wyeliminować " wspominania",
                  wspólnego przeżywania i opowiadania sobie o komunii w przypadku dzieci
                  wierzących. Wiem, że nie tylko komunie są problemem. Podobnym problemem, może
                  nawet bardziej bolesnym, bo wykluczenie z nich jest oznaką barku sympatii, są
                  urodziny czy imieniny . Często, wiem, bo dzieciaki mi się zwierzają, rodziców
                  nie stać na zrobienie urodzin czy imienin dla całej klasy, a jednak chcą je
                  uczcić z rówieśnikami dziecka . Każą więc wybrać 15 osób z 28. Pół biedy, jeżeli
                  dziewczynka wybiera wszystkie dziewczynki - chłopcy przynajmniej wiedzą,
                  dlaczego ich na urodzinach nie było. Natomiast, jak wybiera część koleżanek,
                  robi się problem. One, bo to są w tym wieku małe paple jednak, pytają się,
                  podpytują , co kupić, czasem mamy umawiają się na wspólny prezent, na drugi
                  dzień wspominają pyszną zabawę. To jest problem, bo o ile wykluczenie z
                  przeżywania komunii wydaje się niezależne i od innych dzieci i od danego dziecka
                  ( nie świadczy o braku sympatii czy stosunku klasy), to wykluczenie ze wspólnych
                  imprez już je jakoś dyskwalifikuje, sygnalizuje mu - nie jesteś atrakcyjny.

                  Czy wychowawca powinien uczestniczyć w I Komunii swojej klasy ? Dlaczego nie ?
                  Jeżeli jest to teren parafii, zazwyczaj tam mieszka, zna dzieci i pewnie część
                  od dawna widuje w kościele. Wydaje mi się nienaturalne, żeby na tej akurat,
                  ważnej dla nich mszy, nie był.
                  Nie rozumiem też , dlaczego dzieci nie miałyby dać zaproszenia osobie
                  niewierzącej na komunię ? Ja przyznam, że nie miałabym nic przeciwko zaproszeniu
                  na uroczystość religijną koleżanki mojej córki - mam wrażenie, że byłoby miło,
                  gdyby ją zobaczyła. W ten spsob dostałaby sygnał " lubię Cię, chcę, żebyś była
                  ze mną w ważnym dla mnie momencie" ( no chyba żeby w tym czasie profanowano
                  symbole mojej religii). Z takiego zaproszenia można nie skorzystać, bo ma się
                  coś atrakcyjniejszego do roboty niż stanie dwie godziny w czasie mszy, ale wtedy
                  prawa i obowiązki wynikające z takiej uroczystości wydają się dziecku też
                  bardziej zrozumiałe - nie zazdrości już tego komputera ( i tak będzie go miał
                  lub ma jeszcze lepszy) - bo dewocjonaliów to chyba w tym wieku trudno zazdrościć
                  - bo wie, że kojarzą się z tym nudne ( pisaliśmy o nuuudzie mszy św.) i trudne
                  obowiązki a on robił coś bardziej atrakcyjnego w tym czasie - był na świetnej
                  wycieczce.
                  Omawiania potem w szkole na lekcjach tego tam kształcenia zintegrowanego
                  uroczystości religijnej uważam za zły pomysł.
                  Natomiast pomysł Kasi na danie sygnału niewierzącemu, że się go lubi i nie chce
                  się wykluczać z radości , za bardzo dobry.
                  • atama Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 10:25
                    Mader na serio??? Urodziny dla całej klasy??
                    Ho ho...
                    Przepraszam, że nie zasilam sensownie wątku, ale pierwszy raz coś
                    takiego spotykam. Aż mnie w siedzenie wbiło.
                    • mader1 Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 11:41
                      no. Czasem się zdarzają i dla całej klasy - my na przykład zaprosiliśmy całą ( i
                      u Najstarszej, chyba ze trzy razy, i u sredniej ze dwa) choć wcale cała nie
                      przyszła. Robiliśmy urodziny w domu. Spotkaliśmy się z zapraszaniem całej do
                      Kolorado. Natomiast częściej zaprasza się po kilkoro dzieci. One o tym rozmawiają.
                      A reszcie też jest przykro, zwłaszcza jak urodziny były jakieś super świetne i
                      jeżeli lubią solenizantkę. I też to muszą przeżyć.
                      • szczur.w.sosie Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 12:51
                        Ja nie wiem, gdzie rzeczywisty problem. Niewierzący - dziecko nie idzie do
                        komunii i koniec.
                        Ja tam nie czuję się dyskryminowana, że do meczetu ani synagogi nie chodzę.
                        Akurat moje dziecko jest jedyne w szkole, które idzie do komunii. W sumie 8
                        dzieci ze wszystkich szkół. Większość dzieci, z którymi mój syn chodzi do
                        szkoły, nie wie, co to znaczy komunia.
    • magdalaena1977 Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 09:57
      Doszłam do wniosku, że takie powszechne świętowanie komunii jest problemem
      raczej dla osób niewierzących - w sensie bez własnego obrządku religijnego. Mam
      wrażenie, że znacznie mniej to razi osoby, które mają inny własny zestaw
      uroczystości.
      W stylu "nie masz komunii, ale będziesz miał bar-micwę".

      Na jednym z moich ulubionych blogów szpitalne życie (
      morfeusz.blox.pl/html ) Morfeusz z uciechą opowiadał jak szokował panie w
      stołówce zamawiając kotlet w Popielec. Tylko, że Morfeusz jest prawosławny i ma
      po prostu inny grafik świąt i postów (równie dobre były opowieści o pani w
      szkole, która traktowała go podejrzliwie jako "syna księdza").

      Mam mieszane uczucie co do tak zwanych ślubów humanistycznych, ale niewątpliwie
      odpowiadają one na jakieś zapotrzebowanie społeczne.
    • rycerzowa Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 10:49
      Artykuł potwierdza oczywisty fakt, że katolicyzm jest elementem naszej kultury, i ktoś, kto jest "poza", czuje się wyobcowany.
      Jak można temu zaradzić? Chyba wcale nie można, dopóki, jak straszą niektórzy, nie staniemy się społeczeństwem wielokulturowym.

      Rozumiem,że dziecko cierpi, i wiem, że niewiele można my "wytłumaczyć".

      Moje osobiste wspomnienie:
      Do pierwszej Komunii ksiądz katecheta zakwalifikował mnie od razu w pierwszej klasie, udało mu się przekonać i rodziców i księdza proboszcza.
      Pamiętam ten piękny, chociaż pochmurny dzień, bardzo rodzinny, cieszyłam się przede wszystkim z przybyłych gości, specjalnie dla mnie. Koledzy nie mieli znaczenia, bo byli ze starszych klas, nie znałam ich.

      Traumę przeżyłam dwa lata później, gdy do pierwszej Komunii przystępował mój rocznik, moja klasa.
      Oficjalnie w szkole o tym się nie mówiło, to był czas religii w salkach. Ale cała klasa tym żyła, mówiło się o egzaminie (wtedy: katechizm w pytaniach i odpowiedziach na pamięć),sukienkach, o tym,jak się trzeba zachować, kto jaki wierszyk powie.
      Moja osoba znalazła się na marginesie, bardzo mnie to stresowało.

      Dzień, gdy ONI poszli do Komunii, wspominam bardzo boleśnie. Wszystkie moje bliskie koleżanki były RAZEM, pięknie ubrane bohaterki dnia. Ja niby też byłam w kościele,też przyjmowałam Komunię, ale wciśnięta w tłum, bez znaczenia.
      Po południu sesja zdjęciowa przed plebanią, cała moja klasa, ale beze mnie.
      To musiała być rzeczywiście trauma, skoro pamiętam po kilku dziesiątkach lat.

      Tłumaczenie rodziców brzmiało logicznie, ale nie zmniejszało smutku.

      Potwierdza się,że można być dzieckiem "nad wiek" rozwiniętym umysłowo, ale emocjonalnie - to niemożliwe.

      Oficjalnie niby oburza mnie posyłanie dzieci na religię i do Komunii, gdy się jest niewierzącym, ale z drugiej strony wiem,że zaoszczędza to dziecku bolesnego uczucia bycia obcym wśród swoich.
      Poza tym, tylko wtedy dziecko ma szansę jako dorosłe WYBRAĆ.
      Bo żeby wybrać, trzeba mieć z czego.
      • sulla Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 11:21
        Na tle waszych opowieści moje doświadczenia wydają się odosobnione. Ale też
        postawa moich rodziców była zupełnie ina, niż tych za rtykułu. Rodzice ateiści
        nie ochrzcili mnie -nie chodziłam na religię i nie poszłam do I komunii.Co
        ciekawe, w ogóle nie było mi z tego powodu przykro. Może dlatego, ze w tych
        czasach religia jeszcze odbywała się nie w szkole, a w salce przy kościele, i
        nie była to uroczystość ogólnoszkolna? Pamiętam, że zostałam zaproszona przez
        koleżankę z klasy na małą uroczystość komunijną i było bardzo miło. Nie czułam
        się na marginesie, nikt nie dał mi odczuć, że jestem gorsza. Gdy później sama
        wyraziłam chęć uczęszczania na religię, rodzice nie mieli nic przeciwko, a
        poźniej wspierali mnie w dorosłym życiu, gdy zdecydowałam się na chrzest. Nie
        byłam więc do niczego zmuszana ani niczego mi nie broniono, ani też nie miałam
        swoistej schizofrenii wywołanej niezrozumiałą i niekonsekwentną postawa rodziców.
        Ale gdybym była ochrzczona, chodziła na religię i nagle nie przystąpiła do I
        komunii, to bym się czuła podle.
        Wydaje mi się więc, że najważniejsze jest, aby rodzice świadomie i konsekwentnie
        żyli zgodnie ze swoimi przekonaniami, i dali dziecku prawo do własnych przekonań.

        Moja córka jako luteranka też do I komunii nie przystąpi, ale pytania, czy nie
        lepiej byłoby ochrzcić ją w KK, żeby jej nie było smutno, że nie ma białej
        sukienki jak inne dziewczynki,wydawały mi się niepoważne.
      • maika7 Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 11:38
        > Artykuł potwierdza oczywisty fakt, że katolicyzm jest elementem naszej kultur
        > y, i ktoś, kto jest "poza", czuje się wyobcowany.

        Artykuł raczej mowi o tym, ze jesteśmy rozni i mamy różne potrzeby od wczesnych
        lat. I o tym, że należy szanować wzajemne przekonania. Mam nadzieję, że Autor
        artykułu widzi problem dwustronie i w sytuacji "moi rodzice są wierzacy, a ja
        nie chcę iśc do komunii" też jest za wsłuchiwaniem się w głos dziecka i
        szanowaniem jego potrzeb....


        • verdana Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 14:54
          A dla mnie w ogóle to troche wydumany problem. Nie bylam u komunii -
          no to nie bylam. Owszem, chciałam mieć sukienke, ale argumenty mojej
          matki calkowicie mnie przekonaly - najlepszy dowod, ze pamietam je
          do dziś.
          Natomiast posylanie dziecka do komunii przez niewierzacych rodziców
          tylko po to, by nie bylo mu przykro, zeby tez miał prezenty i
          przyjęcie uważam po prostu za obrzydliwe uczenie dziecka
          konformizmu i obłudy. Nie rozumiem, jak psycholog może to zalecac
          komukolwiek.
          Bez przesady - pewne rozczarowanie dziecka, a przede wszystkim
          rezygnacja z pewnych przyjemnosci, ktore sie "nie należą" jest
          częścia wychowania - i nie nalezy rozdzierać szat, ze dziecku jest
          przykro. To żadne nieszczęście, ani coś, czemu trzeba zapobiec
          kosztem własnego i dziecka sumienia.
          Co innego, gdy dziecko deklaruje, ze jest wierzące.
          • rycerzowa Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 15:16
            verdana napisała:

            > A dla mnie w ogóle to troche wydumany problem.

            Czy nie przeczysz sama sobie?
            Czy nie napisałaś w swej książce o dzieciach z rodzin, które już nie należały do kultury żydowskiej, a nie znalazły się w chrześcijańskiej,że czuły się wyobcowane, nijakie?
            Czy nie podkreślałaś naturalnej, ludzkiej potrzeby przynależności?
            • verdana Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 15:51
              Alez nie mylmy pojęć. Te dzieci, o ktorych pisalam znajdowały
              się "pomiedzy", podobnie jak ich rodzice - z jednej kultury wyszły,
              druga ich odrzucala.
              Jesli jest tu jakas analogia, musielibysmy stwierdzic, ze wszyscy
              rodzice i dzieci aspirują do bycia w Polsce częścia KK, wszystkie
              podzielają wartosci KK, marza o nim - a ten - mimo ich aspiracji,
              odrzuca je na margines.
              Dzieci z rodzin o innej religii, dzieci z rodzin niewierzacych maja
              swoje rodziny, czesto srodowisko, ktore wcale nie chce, ani nie
              zachecaja dzieci do bycia częścią KK. Maja zatem swoje zaplecze,
              tylko inne. Gdzieś jak najbardziej przynależą. Dramatem
              asymilowanych Żydów bylo odrzucenie przez wszystkie srodowiska,
              totalna nieprzynalezność, a nie przynależność "gdzie indziej".
              Ortodoksyjni Żydzi w okresie miedzywojennym nie czuli się odrzucani
              przez Polakow (czasem dyskryminowani, ale nie odrzucani), bo wcale
              tymi Polakami i katolikami być nie chcieli.
              Rozumujac w ten sposób wstkie dzieci odstające od najbardziej
              typowych środowisk powinny się czuc odrzucone. A tak nie jest.
              • rycerzowa Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 16:45

                > Alez nie mylmy pojęć

                Ano nie mylmy.
                I nie bądźmy takimi, co to "widzą wszystko oddzielnie".

                Z opowiadań przodków i z twojej książki wiem,że najtrudniej było tym Żydom, którzy byli całkiem niewierzący. Bo grupa niewierzących (oficjalnie) wtedy nie była liczna, i nie było się za bardzo z kim identyfikować.

                Podobnie dzisiejsi polscy emigranci mają kłopoty z tożsamością. "Swoich" można odnaleźć jedynie w najbliższym kościele katolickim. A jeśli ktoś jest niewierzący? Jest nijaki, nie przyjął kultury tubylców, bo ta mu jest jeszcze obca, nie może kultywować polskich zwyczajów, bo te są katolickie.

                Nam, z wnętrza Kościoła,czasem trudno zrozumieć ludzi niewierzących, gdy marudzą, że żyją w państwie wyznaniowym. Przecież nikt ich nie dyskryminuje.
                Ale nasza kultura, ta codzienna, od przedszkola po Sejm, jest tylko katolicka. Ktoś spoza może czuć,że do nas nie należy.
                • verdana Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 17:02
                  Rycerzowo, nie będe tu streszczac książki. Przed wojną grupa
                  niewierzacych, śmiem twierdzic, byla liczniejsza niż dziś (policz
                  sobie tylko czlonkow PPS, BUND-u + dużą część lewicowych
                  intelektualistów). Ale niewierzacy i tak byli przypisanie prawnie do
                  jakiejś religii - oficjalnie niewierzacych w ogole nie było, bo w
                  paszporcie - i co więcej także w dzienniku klasowym kazdy mial
                  wpisana jakąś religię. A z wpisu wynikaly dalsze zaszłosci -
                  przymusowe uczestnictwo w nauce religii, w nabozenstwach itd.
                  Sytuacja zupełnie nieporownywalna do dzisiejszej.
                  Dzieci przypisane do religii mojzeszowej, a niewierzace - a jeszcze
                  na dobitek czujące się Polakami, czemu przeczył zapis w
                  dokumentach , byly zatem z zasadniczo innej sytuacji niż dzisiejsi
                  niewierzący.
                  Kultura polska jest nie tylko katolicka. No i co innego kultura, a
                  co innego instytucje. Instytucje dla wszystkich obywateli zgodnie z
                  Konstytucja nie sa wyznaniowe.
                  • a_weasley Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 18:00
                    Verdana napisała:

                    > niewierzacych, śmiem twierdzic, byla liczniejsza niż dziś (policz
                    > sobie tylko czlonkow PPS, BUND-u +

                    O bundowcach się nie wypowiadam, ale dlaczegóż to mianowicie każdego
                    pepesowca z automatu uznajesz za niewierzącego, nie pojmuję wcale.

                    > oficjalnie niewierzacych w ogole nie było,

                    Owszem, była kategoria "bezwyznaniowych" i to oni brali w b. zaborze
                    pruskim ślub w USC, a gdzie indziej na policji.

                    > Kultura polska jest nie tylko katolicka.

                    Nie tylko, ale w bardzo dużej przewadze. I polskie tradycje są
                    pochodzenia chrześcijańskiego, najczęściej katolickiego właśnie.
                    Może to najwyżej komuś nie odpowiadać, ale nie ma co dyskutować z
                    faktami.

                    > co innego instytucje. Instytucje dla wszystkich obywateli
                    > zgodnie z Konstytucja nie sa wyznaniowe.

                    Nie są. Ale jeśli dzieje się coś ważnego dla większości członków
                    danej społeczności, nie ma co tego eliminować z przestrzeni
                    publicznej. Bez względu na to, czy to jest Boże Narodzenie, czy I
                    Komunia właśnie, święto miasteczka, które tych trojga
                    dojeżdżających ani zieje, ani grzębi.
                    • verdana Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 12.05.09, 16:53
                      Bo marksizm w wydaniu nieobowiazkowym zaklada brak wiary religijnej.
                      Bezwyznaniowi wszelako musieli dziecko zarejestrowac w jakiejś
                      religii...
                      • a_weasley Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 12.05.09, 23:22
                        Na słowa me

                        > dlaczegóż to mianowicie każdego pepesowca z automatu
                        > uznajesz za niewierzącego, nie pojmuję wcale.

                        Verdana napisała:

                        > Bo marksizm w wydaniu nieobowiazkowym zaklada brak
                        > wiary religijnej.

                        Ale pomijając już kwestię, czy wszyscy się tym założeniem należycie
                        przejęli, mowa była o PPS, a nie o istotnie marksistowskiej KPP.
                        Zresztą PZPR też opierała się na marksizmie, a dalece nie wszyscy
                        jej członkowie byli ateistami czy choćby bezwyznaniowcami.
                        • verdana Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 13.05.09, 17:33
                          Zasadnicza większość. Naprawdę.
                          Istotnie marksistowska to byla PPS - komunizm w wydaniu KPP-owskim
                          to tylko jedna z odmian marksizmu i ogólnie wowczas potepiana przez
                          socjalistów. A PZPR na zadnym marksiźmie się nie opierala, tylko go
                          glosiła, co nie jest absolutnie tym samym.
          • a_weasley Re: Komunia - dla mnie raczej smutny artykul... 05.05.09, 18:16
            Verdana napisała:

            > A dla mnie w ogóle to troche wydumany problem. Nie
            > bylam u komunii - no to nie bylam.

            Bo albo się jest kręgowcem (i kręgowca wychowuje), albo się nie jest.

            > obrzydliwe uczenie dziecka
            > konformizmu i obłudy.

            Sam bym tego trafniej nie wyraził.

            > Nie rozumiem, jak psycholog może to zalecac komukolwiek.

            Ja wytłumaczyć chyba potrafię, ale też nie rozumiem.
            Psycholog to zaleca, bo tak jest łatwiej. A dalej to już kwestia
            systemu wartości - czy święty spokój jest tym, co na świecie
            najświętsze, czy nie.
    • a_weasley Czego nie wiemy 05.05.09, 18:11
      Nie wiemy, czy dzieweczka wierzyła, czy też tylko "interesowała się
      biblijnymi historiami". Czy żałuje, że nie przyjęła Jezusa, czy
      żałuje białej sukienki i prezentów.
      Nie wiemy, kto właściwie o tym niepójściu do I Komunii zdecydował,
      bo we wstępie jest mowa o niedopuszczeniu (rozumiem, że przez
      księdza czy katechetkę), a w tekście o żalu do rodziców, że nie
      posłali.
      Nie wiemy, czy chodziło o to, że rodzice nie chodzą do kościoła, czy
      że nie chodzi do kościoła dziecko (bo rodzicom się nie chce, a na
      pomysł poproszenia o pomoc kogoś wierzącego nie wpadli).
      Nie wiemy tego, bo w artykule jest parę zdań Kasi, parę stron
      wypowiedzi pani psycholog i ani pół słowa rodziców lub księdza.
      • atrida Re: Czego nie wiemy 12.05.09, 14:32
        Dzień dobry smile! Jestem tu od niedawna, podczytuję sobie, ale dopiero teraz
        odważyłam się mocniej zaznaczyć swoją obecność w Waszym gronie.
        Zaznaczę od razu, że jestem osobą wierzącą, tak jak i mój mąż. Wierzymy w Boga,
        ale nie w instytucji kościoła. Czytam Pismo Święte, staram się żyć według jego
        zasad (nie jest to łatwe smile ), ale to na co napatrzyłam się w instytucji
        kościoła nie ma mojej akceptacji. Wiem, brzmi to co najmniej głupawo, ale tak
        jest. Oboje jesteśmy ochrzczeni, ślubu udzielaliśmy sobie(bo przecież w istocie
        jest to sakrament między dwojgiem ludzi, nieprawdaż?) w kościele, nasz synek
        został ochrzczony i staramy się pielęgnować w nim to ziarenko wiary,które
        chrztem mu zaszczepiliśmy. Za kilka lat czeka nas jego Pierwszy Wielki Dzień. I
        tu pojawia się we mnie mnóstwo wątpliwości. Pamiętam co ja sama odczuwałam w
        Ten Dzień. I po latach wiem, że było to zbyt wcześnie, za mało rozumiałam i jak
        wielu rzeczy nie wyjaśniono mi, pozostawiając w główce mętlik. Chcę, by mój
        synek poczuł samo sedno tego Dnia, ale wiem, że to będzie praca tytaniczna, bo
        sama nie zostałam odpowiednio przygotowana. Pomijam fakt, że udział mojej
        rodziny w tych przygotowaniach był skąpy. Jak postępować, by dziecko ROZUMIAŁO
        po co jest cała "draka"? Nie chcę by Smok był przygotowany do tak ważnej
        uroczystości w sposób "nie musi rozumieć, ważne by chodził do kościoła". A takie
        właśnie stwierdzenie usłyszałam od Babci Smoka, mojej Teściowej. W związku z
        tym, czy moglibyście mnie wspomóc radą?


        --
        s2.tanoth.pl?kid=atrida - wielki wojownik wink
        smoki.nightwood.net/index.php?ref=7622 hoduję smoki, też
        chcesz smile ?
        • isma Re: Czego nie wiemy 12.05.09, 17:16
          Pozwole sobie wyrazic ostrozna opinie, ze bez wiary "w instytucje kosciola" to
          jednak sie raczej nie obejdzie, jesli synek ma "zrozumiec po co jest cala draka".
        • mader1 Re: Czego nie wiemy 13.05.09, 08:22
          kilka lat to dużo czasu. Czytanie Pisma św. to dobry kierunek...
          Kiedyś pisałyśmy o książeczkach dla maluchów w różnym wieku, może warto
          rozejrzeć się po księgarniach.
          No ale, jeżeli jesteś katoliczką, bez mszy, bez Kościoła... to jakoś nie
          wyobrażam sobie komunii - jeżeli o tym piszesz.
          • atrida Re: Czego nie wiemy 13.05.09, 10:48
            MAder - dziękuję smile. Uśmiejesz się, ale te parę słów, które napisałaś odebrałam
            jako przyjacielskie poklepanie po plecach w stylu "coś się wymyśli, będzie dobrze".
            Wiecie, nie chodzi o to, że kompletnie odrzucam kościół. Sęk w tym, że czasem
            gdy czytam Pismo, a potem idę do kościoła to widzę, że w Piśmie napisane jest
            jedno w kościele głosi się inne. I rodzi się we mnie mnóstwo wątpliwości i
            potężne zmieszanie. Nie wiem jak tłumaczyć pewne sprawy swojemu synowi - mały
            jest dociekliwy więc wiem, że objaśnianie zawiłości mnie nie ominie. I wiem, że
            moje objaśnienia będą nie tyle sprzeczne z tym czego Smok dowie się w szkole czy
            na religii. I jak postąpić? Być pokornym i tłumaczyć "po kościelnemu" czy iść
            swoją drogą? Z jednej strony w swoich własnych oczach stanę się hipokrytką wobec
            Ojca, bo wypakuję głowę młodego czymś z czym się nie zgadzam, a On o tym wie. A
            z innej, co zrobię jak młody przyjdzie i zapyta: "Mama, Bóg jest wszędzie tak?
            To czemu ksiądz nakrzyczał na mnie, że staliśmy przed kościołem bo w środku było
            dużo ludzi?" ? Wiem, są to dylematy mocno dyskusyjne, ale chcę by moje dziecko
            wiedziało co robi zakładając pierwszokomunijną albę. I nie chcę by potem
            chodziło z przymusu do kościoła. A największy problem jest w tym, że nie wiem
            jak to zrobić, bo sama byłam dzieckiem nieświadomym tego co się wokół mnie działo...
            • nati1011 Re: Czego nie wiemy 13.05.09, 21:09
              atrida napisała:

              Sęk w tym, że czasem
              > gdy czytam Pismo, a potem idę do kościoła to widzę, że w Piśmie
              napisane jest
              > jedno w kościele głosi się inne. I rodzi się we mnie mnóstwo
              wątpliwości i
              > potężne zmieszanie.

              A możesz podać konkretne przykłady? Bo ja nie przypominam sobie bym
              kiedykolwiek słyszała w Kościele - na mszy - coś co byłoby sprzeczne
              z Pismem Św. No chyba, ze masz na myśli pojedyncze wypowiedzi
              konkretnych księży (np w TV) - ale to nie to samo.

              A
              > z innej, co zrobię jak młody przyjdzie i zapyta: "Mama, Bóg jest
              wszędzie tak?
              > To czemu ksiądz nakrzyczał na mnie, że staliśmy przed kościołem bo
              w środku był
              > o
              > dużo ludzi?"

              smile)) No moge się założyć, że ksiedzu nie chodziło o brak obecności
              Boga poza kościołem, tylko o brak skupienia dzieci przed kościołem.

              • a_weasley Re: Czego nie wiemy 14.05.09, 12:18
                Nati1011 napisała co prawda nie do mnie:

                > A możesz podać konkretne przykłady? Bo ja nie przypominam
                > sobie bym kiedykolwiek słyszała w Kościele - na mszy -
                > coś co byłoby sprzeczne z Pismem Św.

                Nie wiem jak Atrida, ale ja mogę. Jeśli nie z Biblią (z Biblią
                oczywiście też, ale nie chcę wchodzić w spory dogmatyczne), to z
                nauczaniem KK.
                7 września 1980 roku w kościele Wniebowzięcia NMP we Wrocławiu na
                Ołtaszynie kaznodzieja twierdził, że s. Łucji w Fatimie objawiono,
                iż jej zmarła koleżanka jest w piekle. Tymczasem OIW KK nie naucza,
                jakobyśmy mogli o kimkolwiek mieć pewność, że jest potępiony.
                W ogólności księża katoliccy często powołują się w kazaniach na
                objawienia prywatne w sposób stwarzający groźne i bluźniercze
                (również na gruncie teologii katolickiej) mniemanie, jakoby
                stanowiły one część depozytu wiary i katolik był obowiązany w to, co
                zostało objawione np. w Fatimie, wierzyć.
                • nati1011 Re: Czego nie wiemy 14.05.09, 12:38
                  Arthur - na pewno jednemu czy drugiemu księdzu zdarzy sie czasem
                  palnąć głupstwo - jak w przytoczonym przez ciebie przykładzie. I
                  pewnie tak do końca nigdy tego nie unikniemy.

                  Mnie chodziło raczej o stwierdzenie poprzedniczki, które ja
                  zrozumiałam tak: ja uważam się za katoliczkę, ale nie zgadzam się z
                  tym co KK głosi - ogólnie. Na tyle sie nie zgadzam,ze boję sie
                  dziecko do kośioła puszczać, bo tam same bzdury usłyszy.

                  Atrida napisała:
                  "Wiecie, nie chodzi o to, że kompletnie odrzucam kościół. Sęk w tym,
                  że czasem
                  gdy czytam Pismo, a potem idę do kościoła to widzę, że w Piśmie
                  napisane jest
                  jedno w kościele głosi się inne. I rodzi się we mnie mnóstwo
                  wątpliwości i
                  potężne zmieszanie. Nie wiem jak tłumaczyć pewne sprawy swojemu
                  synowi - mały
                  jest dociekliwy więc wiem, że objaśnianie zawiłości mnie nie
                  ominie. "

                  Powtarzam - wiem, ze jeden czy drugi ksiadz lub katecheta potrafi
                  palnąć kosmiczną bzdurę. Ale to jeszcze nie oznacza, że KOściół tak
                  głosi. Mamy coś takiego jak oficjalne stanowisko KK - zawarte choćby
                  w Katechiźmie. I chciałabym wiedzieć czy autorka ma pretensje do
                  ksiedza, ze przeinacza nauczanie KK czy też jest zdania, że KK się
                  myli. Bo to jednak 2 - zupełnie różne - sytuacje.
                • nati1011 Re: Czego nie wiemy 14.05.09, 12:44
                  a co do objawień i relikwi - to też w ciagu tych 30 lat trochę sie
                  zmieniło . Ja zauwazyłam, ze jak nawet w kazaniach jakiś ksiadz
                  przywoła jakieś objawienie to od razu zaznacza, ze nalezy podchodzić
                  do tego z ostrożnością i nawet przy akceptacji Kościoła (jak Fatima)
                  nie jest to dogmat i nie trzeba w to wierzyć. Tak samo z relikwiami -
                  kiedyś wręcz obowiązkowo kazano całować, a teraz (u nas jest św.
                  Faustyna) co roku ksiadz zaznacza, ze kult relikwi jest dopuszczony
                  ale absolutnie nieobowiązkowy, i nie należy się do niego zmuszać smile

            • mader1 Re: Czego nie wiemy 14.05.09, 10:31
              > MAder - dziękuję smile. Uśmiejesz się, ale te parę słów, które napisałaś odebrałam
              > jako przyjacielskie poklepanie po plecach w stylu "coś się wymyśli, będzie dobr
              > ze".

              Bo i tak jest. Trzeba coś wymyslić wink)))
              To, że Domowe Smoki pytają i domagają się odpowiedzi, to norma jest wink I dobrze,
              że pytają i drążą. Nie trzeba im tego zabraniać.
              Ale lepiej jednak ich pytania podnosić na coraz wyższy poziom.
              W związku z mszą św. jeżeli tylko Twój Smok jest już Mądrym smokiem, a nie
              Całkiem Małym Smoczątkiem można poczytać wielokrotnie na tym forum wspominaną
              " Dla dzieci o mszy św.", wygląda ona tak
              www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2079,tytul,Dla%20dzieci%20o%20Mszy%20%C5%9Bwi%C4%99tej
              w poczytaju pewnie tańsza będzie, ale wychodzę i nie mogę szukać wink

              Tam to jest przystępnie, podstawowo... No i wiadomo dlaczego lepiej bliżej niż
              dalej od Centrum... Wielu rzeczy się " nie dosłyszy, nie dowidzi" wink)))))))
            • magdalaena1977 Re: Czego nie wiemy 14.05.09, 12:44
              atrida napisała:

              > "Mama, Bóg jest wszędzie tak? To czemu ksiądz nakrzyczał na mnie,
              > że staliśmy przed kościołem bo w środku było dużo ludzi?" ?
              Bóg jest wszędzie, ale msza jest w kościele i żeby w niej uczestniczyć potrzebna
              jest także fizyczna więź z resztą obecnych wiernych (dlatego msze święte w TV
              się "nie liczą").

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka