ogromne zmiany...

27.05.09, 08:54
Czy zdarzały się Wam w życiu ogromne zmiany ? Wyobraźcie sobie, że macie to
życie dość poukładane, wiecie co ma się wydarzyć za pół roku, ono sobie idzie
niezależnym, wypracowanym przez lata trybem...
Zmiana może polegać tylko(?) ewentualnie na zmianie pracy - na trochę inną ,
ale lepszą, bądź zmianie mieszkania na inną dzielnicę czy dokształceniu.
Ale może też polegać na całkowitym zwrocie akcji - zostawiacie wszystko, co
znacie, to cale ciepełko z jego problemami i podejmujecie się czegoś zupełnie
nowego w zupełnie nowym miejscu. Wiąże się z tym i ryzyko ( bo skoro nowe, nie
wiecie jeszcze , jak to będzie, zbyt wiele niewiadomych) ale i możliwość
strzału w dziesiątkę.
Wiem, że niektórzy z Was zmieniali w swoim życiu sporo, podzielcie się
przemyśleniami, proszę.
    • ewa_g96 Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 09:39
      Oj zdarzały mi się zmiany ogromne i pewnie jeszcze zdarzą. Pierwsza wielka
      zmiana to nieplanowana ciąża w młodym wieku i świat który stanął na głowie,
      wszystko inne i nowe, w ogóle tamten rok gdy córka przyszła na świat był rokiem
      zmian bo i rozpoczęłam studia i rozpoczęło się moje małżeństwo i wkroczyłam w
      dorosłe życie. To był trudny rok, bardzo. Później też były zmiany po drodze a
      ostatnia to wyjazd do Anglii - zmiana w której do dziś nie potrafię się odnaleźć
      ale pomału pomału idzie na przód. Nie jest lekko, wszystko inne, tęsknota
      ogromna za Polską. Dopiero niedawno słowa księdza że Polska jest tam gdzie my
      jesteśmy uświadomiły nam jak wiele od nas zależy. A i tak na marginesie to ja
      nie lubię zmian, lubię poukładane życie i plany na następny dzień, nie lubię
      ryzyka, boję się niepewności.
      Nie wiem czy o takie zmiany Ci chodziło Mader no i ja niestety nie umiem ładnie
      pisać smile
      • mader1 Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 09:56
        Umiesz ładnie pisać smile Bardzo ładnie napisałas o swojej ciąży i całej tej
        sytuacji smile rozumiem, że zmiana choć była ogromna i na wielu frontach,
        zakończyła sie sukcesami wink)))

        a
        > ostatnia to wyjazd do Anglii - zmiana w której do dziś nie potrafię się odnaleź
        > ć
        > ale pomału pomału idzie na przód. Nie jest lekko, wszystko inne, tęsknota
        > ogromna za Polską. Dopiero niedawno słowa księdza że Polska jest tam gdzie my
        > jesteśmy uświadomiły nam jak wiele od nas zależy

        Jak rozmawiam z ludźmi, okazuje się, że nikt nie lubi ryzykować zbyt wiele. Im
        więcej ryzykuje, tym mniej lubi. Łatwiej jeszcze ryzykować jak się nie ma nic i
        tylko za siebie. Zdecydowanie trudniej, gdy obszar ryzyka obejmuje też inne
        osoby w rodzinie. Przypomniał mi się fragment z " Lata Muminków"
        " Bardzo ostrożnie, żeby nie zbudzić dwudziestu czworga dzieci, wstał i
        popatrzył na mokry las.
        Na dywanie z białych kwiatów przypominających małe gwiazdki rosły piękne,
        zielone paprocie, ale Włóczykij pomyslał z goryczą, iż wolałby, żeby to była rzepa.
        " Każdy się pewnie robi taki, kiedy zostanie ojcem - pomyslał.- Co ja im dziś
        dam do jedzenie ? Mi niewiele potrzebuje, ale one zjedzą cały plecak"
        No a są jeszcze inne strawy oprócz jedzenia wink

        Napisałaś, że nie lubisz zmian i boisz się niepewności. Rozumiem, że pierwsza
        zmiana " działa się" w wyniku ciąży, skończenia szkoły, własnym torem. Trudno
        było zadecydować Ci o tej drugiej, wyjazdowej, wywracającej całe zycie zmianie ?
        • anndelumester Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 10:40
          Moze nie będzie lepiej, ale za to będzie inaczej wink to jedna ze złotych myśli,
          którą się pocieszam ....czasami. Teraz jestem w trakcie duzej zmiany życiowej, a
          w zasadzie zmian - bo to zawsze idzie stadami.
          Ale...gdy sobie przypominam wszystkie te decyzje zmianowe - studiów, potem prac
          i zawodów, miast, domów..wychodzi mi, ze zawsze kończyło się dobrze i bardzo
          dobrze, wiec mam się czym pocieszać smile
          • szczur.w.sosie Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 11:05
            Może nie takie wielkie te zmiany były...
            Raz siedząc w pracy na przerwie przeglądałam poniedziałkowy dodatek do GW i po
            przeczytaniu dość atrakcyjnego ogłoszenia, zdecydowałam, że jadę do Anglii.
            Miałam 3 m-ce na zrobienie prawa jazdy i przygotowanie się. Smutno było, bo mąż
            z dzieckiem miał później przyjechać...
            Po paru latach w Anglii, spakowaliśmy manatki i pojechaliśmy nieco dalej - coś
            nowego chcieliśmy zobaczyć i przeżyć.
            Teraz życie w obcym kraju już nie jest trudne, inne - przyzwyczailiśmy się.
            Ale to nie są wielkie zmiany...
            Na pewno niespodziewaną rzeczą, która wszystko wywróciła do góry nogami były
            narodziny synka 3 m-ce wcześniej niż należało...Ale to już nie od nas zależało...
    • maika7 Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 10:58
      Podstawową zmianą była u mnie zmiana... światopoglądu. Tak dawno, ze już nie
      pamiętam początków życia po zmianie. Nieplanowana. Trudno ocenić czy była to
      zmiana dobra czy zła. Na pewno przynosząca spokój, porządkująca sens życia.
      Wiążąca się z przestawieniem sposobu myślenia i odnalezieniem w nowych warunkach
      w odmienności od najbliższej rodziny.

      Dość znaczącą zmianą była zmiana miejsca zamieszkania. Z centrum dużego,
      wojewódzkiego miasta wyjechałam na wieś. To była bardzo dobra zmiana - po ponad
      dwudziestu latach jestem tego pewna. Lubię tę moją wieś ze wszystkimi jej
      plusami i minusami.

      Zmiany oczywiste się chyba nie liczą, bo dotyczą prawie wszystkich wink) Mąż,
      dzieci. Nauka życia we dwojkę, trojkę, czwórkęsmile)

      Zmieniłam swój stosunek do zawodu i pracy. Z biernego ("do końca będę w obsłudze
      placówki") na czynny ("a co tam, rozwinę sobie skrzydła i polatam trochę"). To
      też była dobra zmiana.


      Teraz stoję przed zmianą, która miala być inna. Za rok młodsze dziecko miało
      wyfrunać z domu, a ja i M. mieliśmy od nowa nauczyć się smakować czas we dwoje.
      Ale własnie zapadają decyzje o powiększeniu mieszkania i opieką nad
      "Przesadzonym Starym Drzewem". Nauka życia we troje. Nauka łagodzenia stresu i
      dawania na co dzień poczucia, że "Stare Drzewo" jest kochane i potrzebne. Dla
      nas to w sumie zaledwie zmianka. Dla "Starego Drzewa" rewolucja życiowa.
      Zamknięcie kolejnego etapu zycia. Tej zmiany sie boję. Bo czuję się
      odpowiedzialna za samopoczucie "Starego Drzewa". A nasze wzajemne relacje były
      dość szorstkie. Niby to tez jest zmiana naturalnie wynikająca z rozwoju rodziny.
      Ale.. ale się boję tak, jak dawno się nie bałam.
      • mader1 Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 11:46
        > Teraz stoję przed zmianą, która miala być inna. Za rok młodsze dziecko miało
        > wyfrunać z domu, a ja i M. mieliśmy od nowa nauczyć się smakować czas we dwoje.
        > Ale własnie zapadają decyzje o powiększeniu mieszkania i opieką nad
        > "Przesadzonym Starym Drzewem". Nauka życia we troje. Nauka łagodzenia stresu i
        > dawania na co dzień poczucia, że "Stare Drzewo" jest kochane i potrzebne. Dla
        > nas to w sumie zaledwie zmianka. Dla "Starego Drzewa" rewolucja życiowa.
        > Zamknięcie kolejnego etapu zycia. Tej zmiany sie boję. Bo czuję się
        > odpowiedzialna za samopoczucie "Starego Drzewa". A nasze wzajemne relacje były
        > dość szorstkie. Niby to tez jest zmiana naturalnie wynikająca z rozwoju rodziny
        > .
        > Ale.. ale się boję tak, jak dawno się nie bałam.

        Bardzo dobrze to rozumiem, bo my jesteśmy w trakcie takiej sytuacji - jeszcze
        stoimy " w rozkroku", ale już w trakcie. I okazuje się, że to nie jest " takie
        proste". Na początek - który trwa długo, ten początek - wszyscy zrozumieliśmy,
        że... przede wszystkim nie da się, jak to Ty piszesz " we troje" - w naszym
        przypadku to "w sześcioro" jeszcze, ale idea ta sama. to zupełnie inna sytuacja
        niż te, które przeżywaliśmy do tej pory. Bo Stare Drzewo traktuje " bycie we
        troje", jak dawne bycie matką ( ojcem) z niedużymi dziećmi ( trzeba doradzić,
        zarządzić, zapobiec i nauczyć, ochronić przed porażkami i WYTŁUMACZYĆ), a Stare
        Dzieci mają tendencję traktowania DRZEWA, jak jeszcze jednego, choć dorosłego
        dziecka - zwłaszcza, że domaga się uwagi, czasu i " wspólnej zabawy" nawet w
        czasie, gdy trzeba przeczytać artykuł.
        Oprócz " we troje" czy " w sześcioro" musi istnieć jakiś niezależny świat
        Starego Drzewa. I to jak najszybciej. I w przypadku przeprowadzki, trzeba mu ten
        świat oswoić i podpowiedzieć. A Stare Drzewo musi " się zgodzić", co proste nie
        jest wink
        • maika7 Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 12:20
          mader1 napisała:

          > Bardzo dobrze to rozumiem, bo my jesteśmy w trakcie takiej sytuacji - jeszcze
          > stoimy " w rozkroku", ale już w trakcie. I okazuje się, że to nie jest " takie
          > proste". Na początek - który trwa długo, ten początek - wszyscy zrozumieliśmy,
          > że... przede wszystkim nie da się, jak to Ty piszesz " we troje" - w naszym
          > przypadku to "w sześcioro" jeszcze, ale idea ta sama. to zupełnie inna sytuacja
          > niż te, które przeżywaliśmy do tej pory.

          My też jeszcze w rozkroku. I na razie nas będzie czworo. Na razie decyzje sie
          ważą. Głownie w głowie Mamy. My jesteśmy zdecydowani. Trzeba przeorganizować
          nasze życie. Czas nadszedł. Problem największy - jak dać Mamie poczucie
          bezpieczeństwa w nowym miejcu. TAM zostawia swoich przyjaciół, swoich lekarzy,
          swoje mieszkanie, swoje całe życie od 15 chyba roku, kiedy przyjechała do tego
          miasta. Groby bliskich. Tam zostawia też poczucie swojej niezależności. Jak
          zbudować poczucie bezpieczeństw TU? Jak zapewnić jednocześnie niezależnośc i
          dykretną, ale konieczną pomoc?


          I to, co piszesz:
          > Bo Stare Drzewo traktuje " bycie we
          > troje", jak dawne bycie matką ( ojcem) z niedużymi dziećmi ( trzeba doradzić,
          zarządzić, zapobiec i nauczyć, ochronić przed porażkami i WYTŁUMACZYĆ)

          No właśnie. Nauka ustawiania granic od nowa. Nauka wzajemnego szanowania swoich
          prywatnych psychicznych terytoriów. A jak się nie da, to nauka dla Starych
          Dzieci życia z tym, że nadchodzi czas akceptacji pomimo. W końcu teraz to Stare
          Dzieci sa bardziej plastyczne. Starym Drzewom już się za bardzo kształtu korony
          nie zmieni.

          > a Stare
          > Dzieci mają tendencję traktowania DRZEWA, jak jeszcze jednego, choć dorosłego
          > dziecka - zwłaszcza, że domaga się uwagi, czasu i " wspólnej zabawy" nawet w
          > czasie, gdy trzeba przeczytać artykuł.

          Tak - umieć dyskretnie towarzyszyć, a nie nadopiekować się. Szanować wybory,
          przyzwyczajenia, jednocześnie dawać uważność, nauczyć sie głaskać, współbyć.


          > Oprócz " we troje" czy " w sześcioro" musi istnieć jakiś niezależny świat
          > Starego Drzewa. I to jak najszybciej. I w przypadku przeprowadzki, trzeba mu ten
          > świat oswoić i podpowiedzieć. A Stare Drzewo musi " się zgodzić", co proste
          nie jest wink

          To jest chyba najtrudniejsze sad Ograniczona sprawnośc i postępujaca utrata
          wzroku ograniczają mocno dostępność światów Staremu Drzewu.
          Ale cos trzeba bedzie wymyślić.

          Najśmieszniejsze jest to, ze tak wiele teraz zależy od... tego czy ściana
          dzieląca mozliwą do zagospodarowania większą przestrzeń jest nośna czy działowa.
          Jesli dzialowa, to wszystko powinno pójśc łatwiej. Bo otworzy nam nowe
          terytorium, które moze da Staremu Drzewu poczucie, ze jest na swoim, ale
          jedocześnie blisko swoich. A wszystkim da niezbedną prywatność.

          Adaptacji spokojnie przebiegających Twoich Starych Drzew i pozostałych
          Różnowiekowych Drzew w Twoim Sadzie Mader smile)


    • nati1011 Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 11:46
      nie lubię zmian. WIem, ze niosą szanse, ale ja nie lubie i sie boje.
      Tak jak pisalas - latwiej ryzykowac samemu. Odkad mam 2 dzieci
      jestem baaaardzo oporna na zmiany. smile
    • ula27121 Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 12:28
      Ja jak zachodzę w ciążę, to mam jakoś tak więcej odwagi do zmian. Będąc z
      pierwszym kupowaliśmy mieszkanie, robiłam specjalizacje.
      Będąc w drugiej podjęłam decyzje o rezygnacji z pracy nie mając pewności czy uda
      mi się dostać podobną a na tym mi wtedy zależało.
      Teraz myślę o kolejnej i jakoś tak mi się wszystko układa, że mam nadzieję
      przyszłej wiosny zrezygnować z pracy w budżetówce i zająć się jedynie własną
      działalnością.
      Nie są to może jakieś straszne rewolucje, jednak dla mnie jest to rezygnacja z
      czegoś pewnego. Z tej stabilizacji, którą mam ale której równocześnie nie umiem
      chyba znieść....(mój mąż to 3 światy ma ze mną:/)

      Ale równocześnie jestem w tym wszystkim ostrożna bo ze względu na dzieci (
      !!!),absorbujące życie zawodowe mojego męża ( emocjonalnie i czasowo), oraz
      fakt, że lada dzień zamieszkamy na wsi "zapadłej" ( bez szkoły, przedszkola,
      autobusów i lekarza) muszę mierzyć siły na zamiary.
    • ewa_g96 Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 12:56
      >Łatwiej jeszcze ryzykować jak się nie ma nic i
      >tylko za siebie. Zdecydowanie trudniej, gdy obszar ryzyka obejmuje >też inne
      osoby w rodzinie.
      Oj tak zgadzam się w 100%. Decyzja o wyjeździe nie była łatwa: mamy 3 dzieci:
      13, 11 i 2,5 roczne i dla nich to też było wyzwanie, nowe szkoły, język,
      kultura, przyjaciele pozostawieni w kraju, bardzo to trudne było i jest ponieważ
      my wiemy, że nam pod względem finansowym tutaj jest lepiej ale dzieci nie do
      końca to pojmują. Nadal nie mam pewności czy tu zostaniemy ze względu na
      dzieci, które dopiero od niedawna zaczynają się aklimatyzować ale strasznie
      tęsknią. Dajemy sobie jeszcze czas na poukładanie spraw tutaj a za rok
      zobaczymy czy wracamy czy zostajemy.
      • szczur.w.sosie Re: ogromne zmiany... 27.05.09, 13:24
        Ja spojrzałam na to tak - gdyby nie dzieci, nie chciałoby mi się tyłka ruszyć,
        by coś zmienić. A tak, to wiem, że daję dzieciom przygodę, szansę na poznanie
        nowych kultur, języka itp.
        A jak życie nabiera rozpędu, tzn coś się dzieje (jakieś inwestycje, zmiany,
        przeprowadzki, nowe szkoły, prace, samochody) to nie jest nudno i monotonniesmile i
        chce się żyćsmile
        No, ale ja to jak nie mam takich planów to nie mam motywacji, by rano wstać...
        • szymama Re: ogromne zmiany... 28.05.09, 17:15
          tak, zdarzyly mi sie.
          Jedna tak byla calkowita wyprowadzka z Polski. Wczesniej
          pomieszkiwalam w roznych krajach, ale to byla taka studencka zabawa.
          I kiedy w PL mialam swoja prace, ktora kochalam, ktora przynosila
          jakies w miare dochody, mojemu mezowi zachcialo sie zmian.
          Wyjechal na kontrakt, ja pojechalam raz do niego, pojechalam drugi,
          a potem juz nie wrocilam.
          Nie bylo latwo: nowy kraj, brak znajomych, na poczatku brak pracy,
          tesknota z krajem, mam, przyjaciolmi.
          Sprzedalismy w Pl mieszkanie.
          Moze kiedys wrocimy. Moze. nasz dom jest teraz tutaj gdziej jestemy.
          Tu nasze dzieci sie urodzily, maja szkole, przyjaciol, maja swoj
          swiat. I my juz tez.
          Ale zmiana byla ogromna, przezylam ja okropnie, moze z tego wzgledu,
          ze byl to nie jako wybor pomiedzy krajem a malzenstwem. Do dzis tego
          nie jestm pewna.
          uwielbiam zmiany. I jesli teraz trzeba bylo by mi zaczynac jeszcze
          raz, zaryzykowalabym.
    • dorotkak Re: ogromne zmiany... 28.05.09, 19:19
      wiesz ja to jestem królową codziennoścismile niczego bardziej nie niż niespiesznych
      chwil w we wlasnym domu czy ogrodzie, prasowania, prania, gotowania, czytania
      ksiazek a nawet nudzenia sie.
      Zmian boje sie jak ogniasad abym dojrzala do zmiany pracy to naparwde musialo
      dojsc do trzesienia ziemii, obecna to juz oby ostatnia.
      Lubie to co mam - nie zaluje tego czego nie mam.
      Najgorsza zmiana byla nieoczekiwana i niespodziewana smierc mojego Taty i takich
      zmian boje sie njbardziejsad((
      • kim5 Re: ogromne zmiany... 29.05.09, 09:41
        Nie zadaję sobie pytania, czy lubię radykalne zmiany, bo niestety te
        zmiany rzadko pytają nas o zdanie, czy właśnie teraz ich sobie
        życzymy.
        Jedyne, co mogę zrobić ze swojej strony, to jak najlepiej je przejść
        i jak najmniej poranić siebie i innych.
        Miałam 25 lat, kiedy rozstałam się z mężem. Musiałam wynająć sobie
        mieszkanie (za pół mojej ówczesnej pensji, szaleństwo) i nauczyć sie
        żyć sama.
        Całe moje dorosłe życie rozsypało się.
        Rodzice byli daleko.
        Byłam SAMA.
        Ale nade wszystko wiedziałam, że muszę, chcę być szczęsliwa, że czas
        płynie i będzie lepiej.
        Ta zmiana sprawiła, że nabrałam takiej wewnętrznej siły, że niewiele
        rzeczy jest w stanie mnie teraz złamać.
        Że sobie poradzę.
        Ale nade wszystko wiem, ile pomocy mogę dostać od ludzi, którzy są
        wokół mnie. Dostałam wtedy tyle bezinteresownej pomocy, że cały czas
        staram się spłacić ten dług. Spotkałam na swojej drodze tylu dobrych
        ludzi...
        Zmiany są wpisane w nasze życie, więc szukajmy siły w Bogu, w sobie,
        w innych ludziach, żeby stały się wzbogacającym doświadczeniem, a
        nie przyginały nas do ziemi.
      • sulla Re: ogromne zmiany... 29.05.09, 12:28
        Dorotka, ja mam zdecydowanie tak jak Ty. Łącznie ze śmiercią Taty...
        Jak już zmiany nadchodzą, to stawiam im czoła i daję radę. Ale sama z siebie
        rzadko je inicjuję, nie jestem zwolenniczką zmian.

        Największe zmiany w moim życiu,oprócz odejścia Taty, to urodzenie dziecka. Tu
        akurat zdecydowaliśmy się świadomie, ale nie spodziewałam się, że zmiana będzie
        aż tak ogromna. Ale nigdy nie pomyślałam, ze chciałabym powrotu do dawnego życia smile
    • maadzik3 Re: ogromne zmiany... 29.05.09, 10:44
      Co najmniej dwa razy przewrocilam wlasne zycie do gory nogami. Nie jest to
      latwe. Zawsze stresujace. Czasem depresyjnogenne. Sa tez plusy. Ostatniej
      rewolucji dokonalam rok temu (fakt, spiritus movens byl moj maz, decyzja
      ostateczna moja). Wyjechalismy do Irlandii gdyz on dostal tu prace ktora mu sie
      marzyla. Maz jest bardzo zadowolony. Syn nauczyl sie angielskiego i chodzi do
      bardzo dobrej szkoly, ale teskni za dziadkami i rozpacza czasem z powodu psa
      ktory zostal z moja ciocia a byl nasz ukochany (ja tez czasem rozpaczam). Ja
      poszlam na kurs ksiegowosci, skonczylam, wpadlam w depresje z powodu braku pracy
      (recesja jest tu ogromna, wiedzac co sie szykuje chyba bym sie nie zdecydowala,
      ale rok temu nikt tego nie przewidywal). Niemniej pojawila sie zapowiedz pracy w
      niskim wymiarze godzin - zobaczymy czy sie uda.
      nie wiem czy tu zostaniemy czy wrocimy do Polski czy pojedziemy jeszcze gdzie
      indziej. Wiem ze sa ewidentne plusy, ewidentne minusy i ze "ciekawe zycie" to i
      przeklenstwo i blogoslawienstwo. Ale mimo wysokich kosztow wciaz mysle ze lepiej
      zalowac tego co sie zrobilo (jesli juz) niz tego ze sie nie zrobilosmile
    • minerwamcg Re: ogromne zmiany... 29.05.09, 11:36
      Dla mnie wielką zmianą była przeprowadzka do Warszawy i małżeństwo -
      po całym dotychczasowym życiu przeżytym w Krakowie, w tym samym
      mieszkaniu, wśród tych samych ludzi, z których owszem, ubyli
      dziadkowie i ojciec, ale nie przybył nikt nowy...
      Przez pewien czas towarzyszyło mi lekkie zdziwienie - to ja, czy nie
      ja? Wszystko, co do tej pory wydawało mi się organiczną częścią
      mojego życia, bez czego, jak sądziłam, nie umiałabym funkcjonować,
      nagle znikło albo zmieniło się w coś zupełnie innego. I to w sposób
      tak naturalny, że nie mogłam się nadziwić, jak wiele w życiu
      człowieka może się zmienić, bynajmniej nie wprowadzając jakiejś
      rewolucji - normalnie, zwyczajnie: było tak, jest inaczej. I ja w
      tym wszystkim? Czasem wydawało mi się, że dawna Minerwa jest kimś,
      kogo znałam, a kto był i zniknął, umarł albo wyjechał na zawsze - w
      każdym razie, że to nie mogłam być ja.
      I że tamto życie było na niby. Prawdziwe jest teraz - pełniejsze,
      bogatsze, szczęśliwsze.
    • otryt Re: ogromne zmiany... 01.06.09, 10:44
      O, jaki ciekawy temat i jakie ciekawe wypowiedzi! Wypisałem sobie 8
      dat - 8 słupów milowych w moim życiu. Każdy z tych słupów określa,
      kim jestem dzisiaj. W jakiś sposób mocno mnie ukształtował. Ostatni
      z nich 15 lat temu. Czyżbym przestał się zmieniać? W ostatnim czasie
      jest morze zmian, ale takich drobniejszych. Czy one są mniej ważne
      od tych wielkich? Temat rzeka.
      • f-olka Re: ogromne zmiany... 03.06.09, 20:05
        i w moim życiu zmiany były przeogromne.
        I jedna największa dzięki której dane mi było moje życie po raz drugi. Od
        tamtych chwil wszystko jest cudem. Cudem mam dwoje dzieci, cudem wygrałam walkę
        o życie.

        I z perspektywy czasu widzę, że wszystko ma swój cel.

        Teraz szykuje się kolejna wielka zmiana, ale patrzę na nią z radością i
        nadzieję, że dobry Bóg pokieruje moimi działaniami właściwie smile
    • ese1 Re: ogromne zmiany... 03.06.09, 21:13
      tak, moje zycie to ciagle zmiany
      mysle ze to tez troche zalezy od tego, ze ja tych zmian zawsze szukalam sama.
      Nie boje sie zmian.

      Wyprowadzka do niemiec - przerwalam prace aby byc z dziecmi. Pozniej powrot do
      pracy i kolejna przeprowadzka z polnocy na poludnie - 800km i ogromny strach czy
      dzieci beze mnie, czy ja bez dzieci prawie caly dzien, czy damy sobie rade.
      teraz dzieci ida do szkoly, wiec znalezlismy mieszkanie obok szkoly, aby bylo im
      latwiej, kolejna przyprowadzka, teraz tylko 20km i znow jakies ryzyko, nowa
      organizacja dnia. I to na pewno jeszcze nie koniec. Nie zamierzam w tym kraju
      wiecznie mieszkac

      cos zawsze sie jakos dzieje... trzeba tylko ufac, ze bedzie dobrze. w koncu
      jestesmy tutaj tylko pielgrzymami
    • ruda110 Re: ogromne zmiany... 06.06.09, 21:54
      Był w moim życiu taki dzień, po którym nic nie zostało na tym samym miejscu.
      Życie zmieniło rytm, a ja z mojego świata przeniosłam się w inną rzeczywistość.
      To był dzień kiedy dowiedzieliśmy się, że nasza druga córeczka jest śmiertelnie
      chora, a my z mężem jesteśmy nosicielami jej choroby. Tak zaczęło się życie z
      wyrokiem śmierci i chociaż Maleńka od trzech lat jest u Boga nie wróciliśmy już
      tacy sami do starego świata. Ale nie chciałam tu nikogo zasmucać, tym bardziej,
      że dostrzegam jak wiele w tym co się do tej pory wydarzyło był Bożej Mądrości i
      błogosławieństwa. Choć bardzo tęsknię za Maleńką to mam za co Bogu dziękować i
      wiele powodów by czuć się szczęśliwa. Mogę zaręczyć, że z wielkiej tragedii Bóg
      może wydobyć dobro i za to chwała Panu.
      • ruda110 Re: ogromne zmiany... 06.06.09, 21:59
        I muszę dodać, że zawsze bałam się wszelkich zmian i ... nadal się boję, ale
        staram się ufać. Taka jestem baba, która nad wszystkim chce czuć kontrolę i
        wszystkim sterować, a tu się okazuje, że bez ufności ani rusz, bo wiele jest w
        naszym życiu kwestii, w których nikt nas o zmiany nie pyta. Ależ to trudne smile
    • mmb Re: ogromne zmiany... 08.06.09, 14:57
      2 lata temu zdecydowałam się na zmianę która wtedy wydawała mi się wielkim
      skokiem w nieznane.
      Teraz przede mną kolejna zmiana przy której tamta wydaje się niczym smile
      Z jednej strony jestem na nią coraz bardziej zdecydowana a z drugiej strony boję
      się bo jest to na prawdę rzucenie tego wszystkiego co znam i rozpoczęcie
      zupełnie nowego rozdziału w moim życiu.
      ..
      Na pewno będę jeszcze wielokrotnie prosić na forum o modlitwę o Boże prowadzenie
      i łaskę poznania właściwych wyborów nim wykonam ten skok w nieznane.
Pełna wersja