Zaczynam normalnieć i znowu wszystko mnie cieszy. Wyjazd do Francji
zaskoczył mnie bardzo pozytywanie, weekedowy wypad z dziewczynami
zaowocował fantastycznymi rozmowami, dowcipów nasłuchałam się do
bólu, za tydzień wyjazd do rodziny, w pracy też dobrze. Mam
wrażenie, że znowu kontroluję własne życie, trudne decyzje podjęte i
to o niebo lepsze niż takie egzystowania z dnia na dzień w
zawieszeniu. Narobiłam trochę błędów, w sumie szkoda, że nowa
znajomość nie wyszła, ale przynajmniej "poćwiczyłam". Bo z miłością
jak z rozmowami rekrutacyjnymi - te pierwsze zawsze są schrzanione.
Trzeba nabrać trochę "ogłady", techniki, opanować się te nieznośne
emocje. U mnie lekko i "do przodu". Ściskam Was mocno i fajnie, że
jest gdzie i do kogo napisać

))