Nie ma nikt tak.
Dziesiątki koleżanek, z pracy, osiedla, sklepu, szkoły.
Niektóre nawet "lecące" (jakieś desperatki) bo która normalna zainteresuje się nieudacznikiem.
Jedna mi nawet do pracy przychodzi "pogadać", jak pójdę odwiedzić z powodów zakupowych urzędowych dawne miejsca pracy zawsze koleżanki mile witają.
Tylko co z tego.
Jak ja chcę panią, to ona mnie nie.
Jak pani chce mnie, to ja jej nie.
Zostają wszystkie koleżankami.