Dawno tu nie pisałam, ale się poskarżę...
Ania właśnie poszła do szkoły i sie okazało, ze mam niewychowane
dziecko. Chodzi do klasy specjalnej dla niedosłyszących i się
momentami zachowuje poniżej krytyki. Tłucze kumpliusiłuje rządzić i
w ogóle. Na dzisiaj zostałam wezwana specjalnie w celu posłuchania,
jakie mam "miłe" dziecko

W dodatku pani psycholog [która
uporczywie stara sie młodą nauczyć kilku znaków migowych mimo
naszych protestów i zasady w szkole, ze
nie uczą migania
stwierdziła, ze nie wierzy, że Ania w domu takie jazdy robi
zdecydowanie rzadziej niż w szkole i w ogóle wszystkie niedosłyszące
dzieci są nerwowe. No, to ostatnie to już chyba nie całkiem
prawda... Znam Ankę na tyle dobrze, że wiem, ze lubi sobie
powymuszać, ale nerwowa nie jest. Wkurza się tylko, jak jej sie coś
każe, albo czegoś zabrania, a ona ma swoją wizję.
No przyznaję bez bicia, że trochę na za dużo jej pozwalaliśmy, ale
to raczej nie dlatego, ze "biedne dziecko", tylko dlatego, żeby była
jak najbardziej samodzielna. No i zdziczała.
I jak ja mam ja teraz przekonać, żeby się zachowywała stosownie?