26.09.08, 15:18
Dawno tu nie pisałam, ale się poskarżę...
Ania właśnie poszła do szkoły i sie okazało, ze mam niewychowane
dziecko. Chodzi do klasy specjalnej dla niedosłyszących i się
momentami zachowuje poniżej krytyki. Tłucze kumpliusiłuje rządzić i
w ogóle. Na dzisiaj zostałam wezwana specjalnie w celu posłuchania,
jakie mam "miłe" dziecko uncertain W dodatku pani psycholog [która
uporczywie stara sie młodą nauczyć kilku znaków migowych mimo
naszych protestów i zasady w szkole, ze nie uczą migania
stwierdziła, ze nie wierzy, że Ania w domu takie jazdy robi
zdecydowanie rzadziej niż w szkole i w ogóle wszystkie niedosłyszące
dzieci są nerwowe. No, to ostatnie to już chyba nie całkiem
prawda... Znam Ankę na tyle dobrze, że wiem, ze lubi sobie
powymuszać, ale nerwowa nie jest. Wkurza się tylko, jak jej sie coś
każe, albo czegoś zabrania, a ona ma swoją wizję.
No przyznaję bez bicia, że trochę na za dużo jej pozwalaliśmy, ale
to raczej nie dlatego, ze "biedne dziecko", tylko dlatego, żeby była
jak najbardziej samodzielna. No i zdziczała.
I jak ja mam ja teraz przekonać, żeby się zachowywała stosownie? indifferent
Obserwuj wątek
    • fogito Re: Buuuu... 26.09.08, 21:47
      hihihi może to działa na zasadzie niedaleko pada jabłko od
      jabłoni smile Mój Mały ponoć bardzo spokojny w przedszkolu a w domu
      wręcz przeciwnie - ale to po mamusi, która zawsze była cicha jak
      myszka w szkole i tylko w szkole surprised
      A tak poważnie, to powiedz Pani, żeby sobie te teorie wsadziła do
      buta. Lepiej zeby córka tłukła kumli niż żeby kumle tłukli ją smile A
      rządzenie na pewno jej się w małżeństwie przyda więc niech
      dziewczyna ćwiczy smile
      ps. a co to znaczy zachowywać się stosownie - to znaczy siedzieć
      cicho jak trusia???
    • anamalia Re: Buuuu... 26.09.08, 21:59
      Ty jej raczej nie przekonasz, troche duza juz jest wink
      Ale kumple zawsze moga, ze dwa razy spuszcza jej lanie, albo nie
      beda sie chcieli z nia bawic to od razu zobaczy co sie jej oplaca.
      Dzieci szybko sie ucza spolecznych zachowan. Nie martw sie, to
      dopiero pierwszy miesiac.
      A co to za szkola dla nieslyszacych w ktorej zasada jest brak
      migowego?
      • bj32 Re: Buuuu... 02.10.08, 11:09
        A ona nie tłucze bez powodu. Już w przedszkolu panie mówiły, że Ania
        po tym, jak ją Adaś sprał za agresje to sie nauczyła wyłącznie
        oddawaćbig_grin
        Szkoła dla niedosłyszących. Nacisk na mowę. Tam dzieciaki
        migają, nauczyciele też umieją, ale generalnie naciskają właśnie na
        mówienie. Podobno. Bo po tym miesiacu to średnio to widzę u
        niektórych...
        Wiem, ze znaki od dzieciaków bedzie przynosiła. Ale to, czego sie
        sama nauczy to inna sprawa. Grunt, zeby jej specjalnie nie uczyć.
    • zona_mi Re: Buuuu... 27.09.08, 08:03
      Sama jesteś niewychowana, to co się dziwisz... ;P
      Stawiaj granice bliżej i konsekwentnie - nie widzę innej metody.
      Nawet jeśli Twój chwilowy komfort miałby odejść w nieokreśloną
      przyszłość.
      No i wsparcie pana i władcy - jeżeli jest minimalne albo żadne, to
      tym bardziej na nie nie licz, tylko weź się sama.
      • bj32 Re: Buuuu... 27.09.08, 19:00
        A wiesz..., w ogóle wszyscy, nie tylko Zona. Poobserwowałam ją sobie
        dzisiaj w lesie. Na grzybach. Kurczę: dziecko posłuszne: babci
        słucha, mnie, młodszego kuzyna, wujka, starszej kuzynki... No, miewa
        wapory, ale nie jakieś wielkie i można opanować.
        Owszem, miewa dni, że jest gorsza od bólu, ale kto nie miewa? [W
        każdym razie niedaleko jabłko od jabłoni w tej kwestiibig_grin]. No i
        jednak mi wychodzi, ze to nie my mamy problem, tylko nauczycielki.
        Bo Ania "dorozwinięta manipulacyjnie" i korzysta z możliwych
        środków.
        Mój chwilowy komfort zazwyczaj jest gdzieś tam, a pan i władca...
        Ha! Chyba zaczyna przyswajać. Opornie i powoli, ale Ty, Zona, jako
        posiadaczka pełnosprawnych dzieci dwojga w wieku młodym nie wszystko
        kumasz. Jak to szło w tej reklamie pralki? "On ma tylko tę jedną"wink
        • zona_mi Re: Buuuu... 28.09.08, 14:34
          > No, miewa wapory, ale nie jakieś wielkie i można opanować.

          Pytanie tylko, czy kazdemu to samo nie przeszkadza - moje dzieci
          mogą robić rożne rzeczy, które dla mnie nie są problemem i w ogóle
          ich nie rozpatruję, ale już mój ukochany mąż przeżywa je ciężko -
          może jesteś po prostu strasznie tolerancyjna, a inni ludzie
          mniej i dlatego Ani trudniej jest zrozumieć (poza problemem z
          komunikacją), że coś tam może być przez innych nie do zaakceptowania.
          To w dużej mierze wynika z przystosowania rodziców do życia w
          społeczeństwie wszak.

          > jednak mi wychodzi, ze to nie my mamy problem, tylko nauczycielki.

          Nie wiem - moim zdaniem to jest problem, z którym wspólnie musicie
          sobie poradzić, bo jeśli Ania będzie miała robioną wodę z mózgu, to
          do niczego dobrego nie doprowadzi.

          > Ty, Zona, jako posiadaczka pełnosprawnych dzieci dwojga w wieku
          młodym nie wszystko kumasz.

          No. Nie kumam o co chodzi z tą pralką.
          • bj32 Re: Buuuu... 28.09.08, 16:21
            Z pralką to reklama była, że facetowi nie robiło różnicy, ile koszul
            może wrzucić do prania, bo i tak miał tylko jednąwink

            Nie jestem strasznie tolerancyjna. I właściwie jak Ania
            chodziła do przedszkola, to nie było takich problemów, ze
            nieposłuszna, że ucieka [a chodzili przecież i na wycieczki i gdzie
            tam sie chodzi z przedszkola], ze sie upiera stawiać na swoim...
            Miała zawsze jasno wyznaczone granice, co jej wolno, a czego nie.
            Tewraz to mam wrażenie, ze to jest próba sił: na ile sobie może
            pozwolić w szkole. To początek, pierwsza klasa. Wiecej obowiązków,
            inne obowiązki... Ja w domu sadzam ją do lekcji i jak coś spartaczy,
            to musi poprawić i nie ma, że boli. I poprawia. Czasem tylko
            mieśmiało zaprotestuje, ale robi i cześć. I tak jest ze wszystkim,
            nie tylko z lekcjami. Obowiązki wykonuje. Czasem trafi się bunt, ale
            generalnie to zachowuje sie jak wszystkie dzieci.
            To nie jest kwestia mojego nieprzystosowania do życia w
            społeczeństwie. Fakt, że wielki ze mnie dziwak i oryginał nie
            oznacza nieprzystosowania. Ja od początku paniom mówiłam, ze Ania
            jest dużą indywidualnością i trzeba do niej stanowczo. No, ale,
            kurczę, skoro przez dwie i pół godziny trzy nauczycielki nie mogą
            przekonać jednej siedmiolatki, że ma pokolorować łabędzia na
            niebiesko to czy cos ze mna jest nie tak, z Anią, czy z trzema
            nauczycielkami?
            Nawiasem mówiąc za troszkę bezsensowne uważam, ze skoro w zadaniu
            jest "dowolny kolor" i dziecko chce pomarańczowy, to wpierać jej
            niebieski...uncertain Ale to inna sprawa.
            • zona_mi Re: Buuuu... 28.09.08, 17:13
              > Nie jestem strasznie tolerancyjna.

              Jesteś, jesteś. Wiele rzeczy Ci nie przeszkadza, Ci mówię.

              > Tewraz to mam wrażenie, ze to jest próba sił: na ile sobie może
              > pozwolić w szkole.

              Może i tak - muszą się dotrzeć i tyle - tak ona, jak i panie.

              > Nawiasem mówiąc za troszkę bezsensowne uważam, ze skoro w zadaniu
              > jest "dowolny kolor" i dziecko chce pomarańczowy, to wpierać jej
              > niebieski...uncertain

              A ona wiedziała, że kolor ma być dowolny, czy od razu jej zlecono na
              niebiesko?
              • bj32 Re: Buuuu... 30.09.08, 17:06
                Nie wiem dokładnie. Jeszcze dopytam, bo w trakcie debaty przyszło
                kilka osób. Ale wcześniej jak miała zlecenie pokolorowania na
                konkretny kolor to nie było problemu.
                Co do tego, ze wiele mi nie przeszkadza, to owszem, pewne rzeczy mi
                nie przeszkadzają z tych, co przeszkadzaja innym. Ale to działa w
                obie strony. Nie wyobrażam sobie, zeby ania do babci, cioci czy pani
                w sklepie waliła na *ty*. A spotykałam się z takimi przypadkami. Ale
                serio nie zauważyłam, żeby Ania była rozpuszczona...
            • fogito Re: Buuuu... 28.09.08, 17:18
              Powiem szczerze, że ja tu nie widzę problemu. Przynajmniej
              wnioskując na podstawie twojej wypowiedzi. Nauczyciel na pewno
              powinien pozwolić dziecku na wybór koloru zwłaszcza, że ani
              niebieski ani pomarańczowy, to nie są naturalne barwy łabędzia.
              Dlaczego niebieski według nauczyciela był lepszy nie wiem i nie
              rozumiem.
              Szkoda, że nie możesz posłać dziecko do szkoły montessori - tam na
              pewno zaakceptowanoby pomarańczowego łabędzia smile
              • bj32 Re: Buuuu... 30.09.08, 17:09
                Wiesz, to szkoła specjalna dla słabosłyszących... [znaczy klasa taka
                w normalnej szkole, ale liczy sie jako niby osobna szkoła]. Nie mogę
                sie czepiać tak ogólnie.
                Też nie wiem, czemu niebieski lepszy niz pomarańczowy czy
                jakikolwiek inny.
                Ale rozmawiałam z psycholog w PZG i też stwierdziła, ze łamanie Ani
                przyniesie odwrotny do zamierzonego efekt...
                • anamalia Re: Buuuu... 30.09.08, 19:36
                  hehehe, to jakies skrzywienie rehabilitantek i nauczycielek,
                  ja tez juz slyszalam, ze "jak na obrazku nie bedzie tła to nie ma
                  punktu" big_grin , albo ze piesek MUSI byc brązowy.!!! A potem narzekaja
                  ze spoleczenstwo takie malo kreatywne wink
                  picasso chyba by nie przeszedł takiej edukacji.
                • fogito Re: Buuuu... 30.09.08, 20:22
                  'łamanie dziecka' brrrr brzmi jak pruskie wychowanie sad a wydawałoby
                  się, że kreatywność powinna być w cenie. Zdaje się, że równaja
                  wszystkich pod linijke i główną zasadą jest nie wychylać się
                  z 'pomarańczowym łabędziem'. Może porozmawiaj z tyi nauczycielkami,
                  co to nie rozumieją indywidualnego podejścia do tematu.
                  • bj32 Re: Buuuu... 02.10.08, 10:59
                    Ano porozmawiałam. Nękałam wczoraj przez godzine i oto co mi wyszło:
                    Wychowawczyni otóż uznała, ze dziecku należy przekazać komunikat, że
                    pewne zadania musi wykonywać tak, jak życzy sobie nauczyciel.
                    No i pięknie, cudnie i wspaniale. Zgadzam sie, że tak czasem trzeba.
                    Tyle, ze:
                    a) wcześniej nie było z Ania pod tym względem problemów;
                    b) później też nie;
                    c) po awanturze zostałam wezwana i poinformowana uprzejmie, ze czeka
                    mnie miesiąc albo i dwa cieżkiej pracy nad wychowaniem Ani.
                    No ja przepraszam, ale ktoś tu chyba wybrał doskonały sposób i
                    moment na wysyłanie dziecku i mi komunikatów, kto w szkole rządzi.
                    Gdzie sens, gdzie logika?
                    Tłumaczę uprzejmie, że przy odrabianiu lekcji na ten przykład jeśli
                    Ania zrobi coś niestarannie, to zmazuje i robi jeszcze raz. Albo ja
                    zmazuję, a ona robi jeszcze raz. Oczywiście bywają protesty, ale, na
                    litość, trwa to kwadrans przy wyjątkowo cieżkim dniu, a nie dwie i
                    pół godziny. To kto tu właściwie ma problem i z czym? Czy ja zatem
                    powinnam zostawać z nią w szkole? Czy co? I jak?

                    Owszem, nawet psycholog z PZG twierdzi, że jeśli chodzi o rozwój
                    emocjonalny Ania ma pewne reakcje, których w tym wieku mieć nie
                    powinna. Ale ja pamiętam siebie i że też tak robiłam.
                    No i teraz tak: pani z PZG do której mam zaufanie, chociaż jest
                    młodą dość osobą, która zna Anie i mnie twierdzi, że Ania ma
                    charakterek po mnie. Pani wychowawczyni z długoletnim stażem, która
                    praktycznie nie zna nas i my nie znamy jej twierdzi, ze to
                    nieprawda, nie jest to kwestia dziedziczenia, tylko... mam
                    rozpuszczone dziecko. Na moje uprzejme pytanie, jak zatem
                    przeciwdziałać niepożądanym zachowaniom odpowiedź jest
                    jedna: "stanowczo dać Ani do zrozumienia, że tak sie nie robi. A jak
                    dać jej do zrozumienia? No... stanowczo.
                    Logiczne. Konstruktywne. Ania wie, ze na przykład nie wolno pluć.
                    Została o tym poinformowana bardzo stanowczo. Na rozmaite sposoby. I
                    nic. Kombinujemy dalej.
                    Dodatkowo okazuje sie, ze dwóch rok starszych chłopców w zeszym roku
                    miało ten sam problem co Ania: opóźnienie w rozwoju emocjonalnym.
                    A wcześniej wiedziałam, ze podobno "takiego dziecka jak Ania to pani
                    wychowawczyni jeszcze nie miała". No to się pytam teraz: czy dzieci
                    niedosłyszące miewają tak, czy ja jestem niedorozwinieta jako matka?

                    Kolejna kwestia, która mnie doprowadza do rozpaczy to sposób
                    przemawiania do mnie: "nie wiem, jak to pani powiedzieć, zeby pani
                    zrozumiała...", "ja pani mogę nie mówić o pewnych zachowaniach
                    Ani...", "wie pani, ja jestem dorosła i mam doświadczenie z takimi
                    dziećmi..." i tym podobne. Kurde no! Specjalnie dopadam kobietę,
                    zeby ustalić plan działania, maltretuję ją pytaniami, żeby mieć
                    wgląd w sytuację, a ona nie wie, jak mi powiedzieć. No to jej mówię,
                    żeby najlepiej wprost, bo ten język najłatwiej przyswajam i nawet
                    jak mi złe w oku błyśnie to żeby sie nie przejmowała, bo błyśnie i
                    zniknie i bać się mnie nie ma powodów. I co ma do rzeczy jej
                    wieloletnie doświadczenie? W kwestii Anki najlepiej znam sie ja. I
                    zeby Anka wyszła na ludzi, to musimy współdziałać, a nie, ze ona mi
                    nie powie. Czy mi na prawdę tak głupio z pyska patrzy? No ludzie...

                    I ostatnia rzecz: miganie. Nosz kurde. Będę musiała chyba z panią
                    szkolną psycholog porozmawiać dobitniej. Bo ja rozumiem, ze trudno
                    dziecku powiedzieć "toaleta" i szybciej będzie znakiem.
                    Ale "dom", "szkoła" czy "cześć"??? No i zaobserwowałam, ze ona
                    migają niekontrolowanie. W trakcie rozmowy z dziećmi ręce im sie
                    ruszaja niezależnie i chyba nie zdaja sobie sprawy.
                    Ja wiem, ze u wielu dzieci słowo idzie za gestem. Ale Ania pewne
                    rzeczy już mówi i należy do typu, który nauczywszy się migać
                    prawdopodobnie poniechałby dźwięków.
                    A mi tu pani tłumaczu jedna, ze to tylko kilka podstawowych znaków,
                    druga, ze skoro Ania i tak dużo się porozumiewa gestem, to moze
                    lepiej ogólnie stosowanym, a nie własnym... Cholera, nie po to ją
                    dałam do tej szkoły, w której podobno uczą mówić, zeby zaczęła
                    migać. Idiotkę ze mnie robią, czy co?

                    Przypuszczam, ze faktycznie czeka mnie miesiac czy dwa cieżkiej
                    pracyuncertain To co nad Anią to jedno. To, co nad paniami, to drugie... I
                    z paniami chyba mi będzie duuuużo trudniej.

                    ALe sie rozpisałam. Ciekawe, czy ktoś przez to przebrnie.
                    • anamalia Re: Buuuu... 02.10.08, 12:09
                      melduje ze przebrnelam i nie bylo to dla mnie zadna męką smile
                      ja tez nielubie jak mi sie dziecko ustawia, cala chora jestem na
                      mysl ze ktos chce mi go lamac, wychowywac i jeszcze domaga sie zebym
                      ja w domu konsekwentnie stosowala ich metody. Moj tez pluje jak sie
                      bardzo zdenerwuje, wtedy ja stosuje odosobnienie 3minutowe. Pomaga
                      troche.
                      • sylwia11022000 Re: Buuuu... 02.10.08, 13:27
                        no to bu....
                        ale trafiliście na zatwardziały personel, wyjątkowo toporne baby.
                        praca to czeka was właśnie nad nim- a jak "stanowczo dać PANIOM-
                        ZWŁASZCZA TEJ OD MIGANIA- do zrozumienia, że tak się nie robi. A jak
                        dać im do zrozumienia? No... stanowczo"
                        z córką jestem pewna że się unormuje - dojrzeje, uspołeczni się -ale
                        z personelem tej placówki to chyba reforma jest nie możliwa. kto
                        powiedział że wszyscy musimy być tacy sami. Po prostu leniwym babom
                        nie chce się podejść indywidualnie do twojej małej i koniec.
                        • bj32 Re: Buuuu... 02.10.08, 15:15
                          Dramatem jest dla mnie, że wychowawczyni z uporem maniaka twierdzi,
                          ze nie chce Ani łamać. Zatem nie wiem, po co ta poroniona akcja z
                          kredką... Na drążenie usłyszałam, ze ona juz widziała, ze musi.
                          Czyli rozmydliła zagadnienie.
                          Z upiorną psycholog rzecz ma się o tyle gorzej, ze ona po pierwsze
                          nie słucha, co sie do niej mówi, po drugie wie lepiej, po trzecie po
                          lekcjach jeszcze ma pod opieką internat i mam wrażenie, ze cierpi na
                          zboczenie zawodowe. Boję sie trochę, ze jak nie zdzierżę i stanowczo
                          zaczne wyjaśniać, to sprawa ruszy w kierunku dyrektora - człowieka
                          przytomnego i uczynnego, a już całkiem wolałabym uniknąć choćby
                          gróźb wycieczki do kuratorium. Temu bym nie chciała, bo potem na
                          Ankę mogą krzywo patrzeć...
                          • fogito Re: Buuuu... 02.10.08, 18:57
                            No cóż, moja mama kilka razy była w kuratorium w mojej sprawie w
                            trakcie podstawówki i nie byłam szykanowana przez nauczycieli, bo za
                            bardzo się bali, że mamie naskarże. Moja mama była wtedy
                            nauczycielem w liceum i nie pozwalała, żeby nauczyciele w mojej
                            podstawówce wyczyniali cuda. Oj działo się działo ale mama zawsze
                            miała racje i dlatego zawsze tę walkę wygrywała. Ciało pedagogiczne
                            w podstawówce odetchnęło jak ją skończyłam. Byłam wzorową uczennicą,
                            ale nie byłam osiołkiem, który posłusznie wykonywał polecenia.
                            Potrafiłam się postawić nauczycielowi jak nie miał racji i to bardzo
                            się nie podobało owym nauczycielom.
                            Moja rada dla Ciebie - nie pozwól, żeby traktowano twoje dziecko
                            gorzej tylko dlatego, że ma niedosłuch. Dzieci są różne i konkretne
                            zachowania często są wynikiem zewnętrznego nacisku. To, że córka ma
                            własne zdanie jest plusem a nie minusem. Gorzej bedzie jak zacznie
                            bezmyslnie wykonywać polecenia nauczyciela, który nie potrafi
                            wytłumaczyć dlaczego łabędź ma być niebieski.
                            Wiadomo, że w szkole obowiązuje dyscyplina, ale wydaje mi się, że w
                            tym wypadku jest to jednak przypięcie łatki - dziecko z niedosłuchem
                            to trudne dziecko. Dla mnie to kompletna bzdura, bo mój syn ma
                            niedosłuch i jest najspokojniejszym egzemplarzem w przedszkolu,
                            gdzie nie ma innych niedosłyszących dzieci. To nie on gryzie, to nie
                            on histeryzuje i to nie on kopie w brzuch i bije inne dzieci.
                            Jeśli nie dojdziesz do porozumienia z nauczycielami i psychologiem
                            (!) to idź na rozmowę z dyrektorem. I nie daj sobie w kaszę
                            dmuchać smile
                            • Gość: mamabeatki Re: Buuuu... IP: *.serv-net.pl 02.10.08, 20:33
                              Witam. Ja nie rozumiem dlaczego te zachowania wiązane są z
                              niedosłuchem. Moja Beatka chodzi do zwykłego przedszkola, jest
                              jedynym dzieckiem z niedosłuchem, wogole jedynym dzieckiem z
                              niepełnosprawnością. Jest spokojna, chętnie się bawi, ma swoje
                              koleżanki. Panie nie mogą się jej nachwalić że taka grzeczna i
                              mądra. A jaka niby ma być? A już do szewskiej pasji doprowadzają
                              mnie słowa: " boże ona niesłyszy a jak pięknie mówi. Podziwiam
                              panią". No żesz ! Co tu podziwiać. Mam najukochańsze dziecko na
                              świeci i nie potrzebny mi czyjś podziw czy czyjeś współczucie.
                              • fogito Re: Buuuu... 02.10.08, 21:15
                                Święte słowa! Wielu ludziom i niestety jeszcze wielu 'pedagogom'
                                wydaje się, że jak niedosłyszy to głupie. Tak jakby słyszenie
                                gwarantowało wysoki stopień IQ. I potem się dziwują, że to są
                                normalne dzieci często będące o wiele bardziej do przodu niż
                                rówieśnicy i często również lepiej mówią, bo nieustannie ćwiczą u
                                logopedów.
                                I po raz kolejny zacytuję lekarza mojego syna - "Nieważne jakie
                                uszy - ważne co pomiędzy uszami".
                                Pozdrawiam
                                • bj32 Re: Buuuu... 03.10.08, 11:07
                                  Nie no, łatka nie jest przypieta ze względu na niedosłuch, tylko
                                  chyba na płeć... W klasach 1 - 3 uczą sie te dzieci częściowo razem,
                                  jest ich ośmioro, w tym trzy dziewczynki. Cała ósemka niedosłyszy, a
                                  wychowawczyni ma wieloletnią praktykę.
                                  W pierwszej klasie jest ich czwórka: Ania i trzech chłopców. Z
                                  jednym z nich, Mateuszem, który powtarza klasę, a w zeszłym roku
                                  podobnież też był opóźniony emocjonalnie [acz "nie aż tak jak Ania",
                                  sic!] Ania sie tłucze od dnia rozpoczęcia roku szkolnego. Co nie
                                  znaczy, ze się nie lubią.
                                  Ale jak słyszę "chłopcy są spokojni, a Ania cośtam..." to mam
                                  przeczucie, ze jako dziewczynka powinna być grzeczna. Jaaaaasne.
                                  Facetka, która kocha miecze, karabiny, samochody i puzzle i wbić ją
                                  w sukienkę można, a owszem, jak jest gorąco, ale nie różowąwink
                                  Wszyscy wiedzą, ze ma wysokie IQ [w wieku 3 lat była na 10 stenie, w
                                  zeszłym roku na 5-6, ale obniżyły jej zadania "mówione".

                                  Ja wiem, jak sie walczy z nauczycielami. I że mozna wygrać. Ale...
                                  dopiero, jak Ania bedzie mi mogła powiedzieć, że ktoś jej robi
                                  świństwa.
                                  Na razie gadałam z logopedą z PZG, która powiedziała, ze względem
                                  migania chętnie sie przejdzie do tej szkoły, bo dwóch z trzech
                                  chłopców też jest pod jej opieką tak jak Ania.
                                  Kurczę, nie dociera do tych niewiast, ze jakkolwiek często za gestem
                                  idzie słowo, tak u Ani efekt moze być odwrotny, bo to nietypowe
                                  dziecko. [Nie jest geniuszem, Boze broń, ale jest indywidualistką.]
                                  A ja wolę nie ryzykować.
                                  Najgorsze jest to, ze momentami czuję sie tam traktowana jak
                                  smarkacz i matka specjalnej troski.

                                  A dzisiaj sobie gadałam z nauczycielką WF i była zachwycona, ze Ania
                                  jest szalenie sprawna ruchowo i wybitnie skoordynowana psycho-
                                  ruchowo. I ona też ma syna niedosłyszącego głęboko, tyle, ze chłopak
                                  juz studiuje. I uważa, ze jednak miganie byłoby słuszna, ale decyzja
                                  należy do nas. No to ja jestem ciekawa, kiej cholery ta psycholog
                                  taka uparta? Nie dociera do niej prosty komunikat "nie uczyć Ani
                                  migania"? Na plaster jej "dom" znakiem, skoro i literówką i mówiony
                                  rozumie?

                                  A w ogóle wczoraj znów była walna bitwa, ale tym razem tylko
                                  godzinę, rozwiązana podstępem i tym razem Ania nie miała racjibig_grin
                                  Miała narysować Adama, który ma samolot i sie zaparła, że Adam ma
                                  być dziewczynką. Taka G. I. Janewink Złamała gumkę do mazania,
                                  orzekła, że to wychowawczyni, a w domu na moje zapytanie zawstydziła
                                  sie srodzewink Ale reszta bandy zaczęła sie bawić takimi puzzlami,
                                  które lubi i szybko narysowała Adama w wersji męskiejwink Czyli można
                                  sie z nią dogadać, byle nie przemocą. Znaczy ja to wiem, a panie
                                  chyba dopiero odkrywają.
                                  Mam nadzieję, ze sie to wszystko z czasem ułoży z sensem...

                                  I dzieki Wam za wsparciesmile
                                  • fogito Re: Buuuu... 03.10.08, 11:52
                                    hihihi zaczynam lubic Twoją Anię smile Ja też nienawidziłam zakładać
                                    spódnic i sukienek i zwykle tego nie robiłam. Latałam w spodniach i
                                    wyłącznie z chłopakami i oczywiście chciałam być chłopcem. Mama już
                                    miała iść ze mna do psychologa, ale dostałam okresu i w wieku 12 lat
                                    upadła moja teoria o byciu chłopakiem. Ja nawet zmuszałam mamę, żeby
                                    mówiła do mnie synku surprised
                                    A co do chłopaków, to zgodnie ze światowymi trendami są teraz o
                                    wiele spokojniejsi niż dziewczyny, które przejmuja męskie role big_grin
                                    Mój spokojny facet tez został pogryziony przez dziewczynę i to dwa
                                    razy!
                                    W każdym razie myślę, że Mała da sobie radę w życiu.

                                    ps. czy rysowanie Adama ma coś wspólnego z tym bibilijnym... może to
                                    wczesna edukacja seksualna smile
                                    • bj32 Re: Buuuu... 03.10.08, 21:14
                                      Hihihi teżsmile Ona lubi kiecki. Jak byliśmy w środę po kapcie do
                                      szkoły, to se nawet kazała kupić jedną spódnicę. W panterkęsmilesmile
                                      Ja tez wolałam łazić po drzewach. Chociaż chłopakiem nie chciałam
                                      być. Ania też nie chce. Życzy sobie mieć warkocz, czasem upiera się
                                      na kieckę, kilka razy uparła się na zakup cieni [takich dla dzieci],
                                      które potem wysypała na kupkę, wymieszała i rozdmuchała po całym
                                      mieszkaniu... Raz nawet widziałam jak kąpała jedną ze swoich
                                      nielicznych lal. Barbie chyba. Wygladało to jak pławienie
                                      wiedźmysmilesmile
                                      Mała da sobie na pewno. Skoro ja przeżyłam, ona ma moje cechy, a
                                      jeszcze wpajam jej dość nowoczesne zachowania i poglądy, to musi
                                      sobie daćsmile
                                      Co do ps. to chodziło tylko o to, że "Adam ma samolot". W
                                      podręczniku [nie wiem, czy dla wszystkich klas pierwszych, czy tylko
                                      dla specjalnych] na początek jest wyraz "szkoła". Debilizm. Dwuznak
                                      na wejście. U nas mają specjalny jakiś tryb wprowadzania liter, żeby
                                      to miało ręce i nogi.

                                      No właśnie. Ja się uczyłam z podręcznika "LITERY", gdzie była Adam,
                                      Dorotka, Inka... I jakoś czytam. Maniacko i pasjami. I zazwyczaj
                                      rozumiem to, co czytam. Teraz "czytanie globalne" powoduje, ze mam w
                                      domu ponalepiać etykiety, a dziecie powinno wiedzieć w pierwszej
                                      klasie, co to "sz", bo ma w domu nalepki: "szafa", "szelki"
                                      i "szprychy". Dodatkowo metoda Domana na uczenie czytania
                                      dziewieciomiesieczniaków powoduje, ze nie tylko nasze, ale i
                                      wszystkie dzieci powiiny iść do szkoły wyedukowane najmarniej na
                                      poziomie czwartej klasy szkoły podstawowej, a najlepiej pierwszej
                                      gimnazjum.
                                      Nie wie ktoś, po co? I po co w takim razie szkoła?
                                      • fogito Re: Buuuu... 03.10.08, 22:19
                                        hmm to dzieciaki nie uczą się teraz z takiego elementarza Falskiego,
                                        gdzie pierwszym zdaniem jest 'Ala ma kota'? Pamiętam to do dzisiaj i
                                        mam zamiar uczyć mojego syna czytania właśnie z tego elementarza.
                                        A co do dzisiejszych zwyczajów, to teraz jest wyścig szczurów i nie
                                        wypada nie umieć czytać w wieku 3 lat! Mój jest opóźniony znacznie,
                                        bo ma 4,5 i nie czyta jeszcze! Jak miał 3 lata to pedagog w poradni
                                        ze zdumieniem stwierdziła, że on myszki od komputera nie umie
                                        obsługiwać! Ja do niej na to, że dzieciak ma zakaz zbliżania się do
                                        komputera i dlatego nie umie. Przyznała mi rację, ale minę miała
                                        średnią.
                                        Pociesza mnie fakt, że mój brat zaczął się uczyć czytać i pisać w
                                        pierwszej klasie podstawówki - o zgrozo! - i nie przeszkodziło mu to
                                        Politechniki skończyć smile
                                        • bj32 Re: Buuuu... 04.10.08, 19:26
                                          Iiii. To w ogóle głupoty są. Myśmy łazili po drzewach, grali w
                                          piłkę, tłukli sie z kumplami, piliśmy surową wodę i bywali na
                                          obiedzie u kolezanek, szwendaliśmy sie po dworze do 21.00 i też
                                          wiekszość wyszła na ludzi. Nikt nie chodził w wieku lat siedmiu na
                                          informatykę, angielski i golfa, a jednak ludzie znają temat i
                                          dogadują sie na świecie. Teraz dzieciaki nie mają za grosz
                                          dzieciństwa, bo trzeba sie uczyć, zeby mieć lepszy start. Jakby
                                          zakuwanie słówek od dziewiątego miesiąca zycia miało coś pomóc.
                                          Anka kompa obsługuje, z myszką radzi sobie lepiej niż jej rodzony
                                          tato, ale jak miała trzy lata to też miała zakaz. U nas w poradni
                                          nikt nawet nie sprawdzał, czy umie obsługiwać czy nie.
                                          Na angielski w szkole też nie chodzi, bo wbrew skretynieniu
                                          towarzyszy z MEN ciało pedagogiczne wykombinowało, jak obejść
                                          obowiązek.
                                          Kurde, żeby dzieci, które nawet po polsku nie mówią musiały się
                                          uczyć angielskiego to debilizm, nie?
                                          • fogito Re: Buuuu... 04.10.08, 19:46
                                            U nas sprawa myszki wyszła przy okazji wizyty u logopedy, który
                                            włączył program logopedyczny w komputerzesmile
                                            A co do angielskiego, to my akurat się uczymy, ale na równi z
                                            polskim.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka