Edukacja

11.09.09, 21:36
Trochę nie na temat, bo o książkach może być tu tylko przy okazji.
Ale natchnęło mnie do założenia tego tematu podczas czytania różnych
wątków tu na forum, choć nie tylko, bo trend jest ogólny. Dlaczego
jest taki pęd do przyspieszania edukacji? Małe dzieci (3-8 lat)
oglądają filmy dla starszych, czytają lektury na wyrost, rodzice
rozważają, jak najszybciej 'dać' je do szkoły.
    • mika_p Re: Edukacja 12.09.09, 01:34
      To nie jest trend ogólny, bo równie silny jest trend "nie odbierać dzieciom
      dzieciństwa".
      A pęd bierze się, moim zdaniem, z podążania za dzieckiem.
      Osobiście z własnej inicjatywy nie kupiłabym przedszkolakowi atlasu
      geograficznego, ale mój Pierworodny zdradzał pod koniec przedszkola tego typu
      pasje, więc pojawiły się w domu różne atlasy dla dzieci, a za nimi wydawnictwa
      encyklopedyczne. Albo wraz z nimi. Do tego podły rynek wypuścił wtedy zeszyty
      "Scooby Doo poznaje tajemnice świata" i z nich moje dziecko zaczerpnęło wiedzę,
      którą przeciętny człowiek z pokolenia jego rodziców przyswajał raczej w
      okolicach dwudziestki niz siódemki.

      Zauważ, że tu na forum są rodzice oczytani i ich dzieci raczej przez osmozę
      wchłaniają pewne tematy, które przeciętne dziecko musi opracować samodzielnie na
      żądanie szkoły.

      A przy drugim dziecku to już w ogóle kosmos i masakra. Bo jak starsze ogląda
      Brainiaca czy "Jak to jest zrobione", a młodsze mimochodem chłonie, to z tego
      mimochodu rodzą się pytania, które przeciętnemu dziecku w wieku
      wczesnoprzedszkolnym w ogóle nie przyszłyby do głowy.
      • katrio_na Re: Edukacja 12.09.09, 10:28
        Mysle, ze sugerowanie sie tylko forum daje raczej okrojony poglad na
        rzeczywistosc.
        Po pierwsze to wyselekcjonowana spolecznosc a po drugie slowem
        pisanym mozna wszystko ;)

        Ale faktycznie w jakiejs czesci masz racje - dostep do informacji
        jest wiekszy, swiadomosc wychowania wieksza - w duzych miastach to
        juz nie podworko wychowuje dziecko, produktywniej spedzamy czas z
        dzieckiem i swiadomie chyba bardziej chcemy z nim spedzac czas.

        Dlatego fajnie jest to wszystko wyposrodkowac ale przyznam Ci sie,
        ze az czasami sie zastanawiam czy jakos to nie jest nie tak, iz 7
        letni facet ktory ma ponadprzecietna wiedze nadal wierzy w
        kransoludki i czasami slysze jak z nimi monologuje.

        A posylanie dzieci za wszelka cene wczesniej do szkoly (nie mowie o
        ministerstwie bo to jakby nie patrzec tworzenie wczesniejszego
        rocznika ktory zarobi na nasze emerytury itp ale to temat rzeka) i
        na wszelakie zajecia dodatkowe tak, ze biedaczek o 18 ma juz
        wszystkie dosc i nawet nie mial czasu przejechac sie na rowerze to
        juz moja kochana jedynie ambicja rodzicow.
        Jakos zauwazam, ze im wiecej rodzic spelniony sam w sobie,
        niezaleznie czy zawodowo, czy poprzez wyksztalcenie czy cokolwiek
        innego - tym dziecku po prostu szczesliwiej sie zyje na tym
        swiecie ;)
        • mamapodziomka Re: Edukacja 12.09.09, 12:26
          Moja corka poszla do pierwszej klasy majac niespelna 6 lat, bo w takim wieku
          dzieci ida do szkoly tu gdzie mieszkam. Opoznic nie mozna bez papierow od
          roznych poradni, program trudny nie jest, wiec mysle, ze tragedii nie bedzie.
          Kognitywnie mloda da sobie rade na pewno, emocjonalnie momentami bywa trudniej,
          ale panie wiedza, ze maja w klasie szesciolatki i odpowiednio do tego ustawiaja
          wymagania.

          Natomiast co do tysiaca zajec dodatkowych... Mloda ma dwa razy w tygodniu
          fortepian, dwa razy w tygodniu taniec i raz polska szkole. Potwornie duzo jak na
          jeszcze-pieciolatke. Co prawda oprocz polskiego, wszystko ma w szkole, a
          siedziec w niej musi do 17, bo ja pracuje, ale zajec jest duzo. Finansowo -
          gdyby z czegos zrezygnowac to bym sobie mogla pozwolic na fryzjera na przyklad
          ;) Aaaale, te zajecia to tez jest juz kompromis w stosunku do tego na co mloda
          chodzic by chciala. Arabski, karate, skrzypce, zajecia w muzeum i basen w tym
          roku nie wchodza w gre ;) ale kazda z tych decyzji okupiona zostala dwiema
          nocami ryku. Po prostu ten typ chyba tak ma, ze wszelkiego rodzaju zajecia
          uwielbia, nie meczy jej to specjalnie i na kazde czeka z utesknieniem. A pewnie
          gdybym wczesniej o takiej ilosci zajec uslyszala to popukalabym sie w glowe.
          Takze czasem naprawde trudno ocenic, a jeszcze trudniej jest podjac decyzje w
          stosunku do swojego dziecka, na ile pozwolic mu decydowac, i to i w sytuacji
          jesli nie chce chodzic na nic, i jesli chce chodzic na wszystko ;)
      • mama_kotula Re: Edukacja 12.09.09, 15:55
        ===============
        Zauważ, że tu na forum są rodzice oczytani i ich dzieci raczej przez osmozę
        wchłaniają pewne tematy, które przeciętne dziecko musi opracować samodzielnie na
        żądanie szkoły.
        ===============

        O to to, ja jak najbardziej jestem za teorią osmozy.
        - Mama, o czym czytasz?
        - o hobbicie.
        - A co to hobbit?
        - Synu, daj mi poczytać, potem ci powiem.
        - A poczytasz na głos?

        --> i zamiennie: mama, co oglądasz (Gwiezdne Wojny, Kroniki Spiderwick, Ziemia
        bez księżyca) i tak dalej.

        W domu są książki fantasy - bo ja je lubię. Syn po nie sięga i czyta. Jak mu się
        spodoba, to czyta, jak nie to nie.
        Wczoraj przed snem studiował podręcznik do Warhammera, bo zgarnął pierwszą
        książkę jaką zobaczył na moim biurku. Nie sądzę, aby to była edukacja za wszelką
        cenę :P
        • verdana Re: Edukacja 12.09.09, 17:02
          Sądzac z reakcji na obniżenie wieku szkolnego i komitetach "Ratuj
          dziecko", to my jesteśmy jakieś dziwne.
          Dla mnie przyspiesenia edukacji nie ma - gdy czytam XIX wieczne
          poradniki, to tam zupelnie normalne jest, ze uczy się czytac 5-6
          latki. A jedna dama miała taki system, ze brała swoje 6-letni
          dziecko i uczyla go alfabetu w jeden dzień. Jedono się nie nauczyło -
          uznala, ze jest opóxnione w rozwoju.
          • abepe Re: Edukacja 13.09.09, 11:59
            Swojego sześciolatka, choć czyta i pisze, nie zapisaliśmy do
            pierwszej klasy, tylko do zerówki ze względu na jego problemy z
            kontaktem z rówieśnikami. Baliśmy się, że się biedaczek zestresuje
            tłumem dzieci i nie będzie się mógł skupić na nauce. Tymczasem
            zabrał się ochoczo do zabawy z dziećmi i marudzi, że bawią się tylko
            raz dziennie. Tłumaczę, mu, że to zerówka i, że musi się uczyć.
            Patrzy na mnie zdziwiony, bo na razie program z nauką czegokolwiek
            nie ma nic wspólnego. Obawiam się, że wyhodujemy innny problem -
            nauka szkolna to nuda. Na razie więc mamy zamiar zapisać go do
            świetlicy na dodatkowe zajęcia z zabawy z dziećmi:))

            Do tej pory na dodatkowe zajęcia nie chodził - w przedszkolu była
            rytmika, angielski (mało skuteczny), tańce (w stylu disco:)
            Wczesna edukacja odbywała się mimochodem w domu:)

            Patrząc na jego zainteresowania - przydałoby się jakieś kółko
            paleontologiczne, lekcje muzealne oraz zespół wokalny (najlepiej
            ciężki rock:)

            Znaleźliśmy infomację o zapisach do młodzików w klubie piłkarskim.
            Już chcieliśmy młodszego zgłosić:) Ale dwulatków nie chcą, musi
            cztery lata poczekać:)
            • abepe Re: Edukacja 13.09.09, 12:04
              Aha, zapomniałam napisać: Trend jest, moim zdaniem kilkutorowy - 1)
              strach, że dziecko będzie z tyłu w wyścigu szczurów,2) podążanie za
              zainteresowaniami dziecka, 3)niewiedza rodziców, co dziecko w danym
              wieku jest stanie przyswoić.

              Nasz sześciolatek oglądał kilka filmów z wyższej wiekowo półki
              (dokumantalnych), przeczytaliśmy kilka trudnych książek, chodzimy po
              muzeach (także z dwulatkiem). Ale robimy wszystko obserując, czy
              rozumieją, czy ich to interesuje, czy są w stanie "przejść"
              emocjonalnie.
              Ale mamy poczucie, że jesteśmy mało edukacyjni.
              • beataj02 Re: Edukacja 13.09.09, 14:03
                abepe napisała:
                > Nasz sześciolatek oglądał kilka filmów z wyższej wiekowo półki
                > (dokumantalnych), przeczytaliśmy kilka trudnych książek, chodzimy
                > po muzeach (także z dwulatkiem). Ale robimy wszystko obserując,
                > czy rozumieją, czy ich to interesuje, czy są w stanie "przejść"
                > emocjonalnie.

                To samo u nas, choć chyba jeszcze trudniej, bo musimy znaleźć takie coś, co
                zainteresuje 15-to i 5-latka. Na szczęście Starszy jest rozsądny i godzi się na
                bardziej dziecinne "coś" od czasu do czasu, a Młodszy właśnie dzięki Starszemu
                "łyka" i interesuje się ciut na wyrost, więc można znaleźć złoty środek.
                Co do trendu, to mnie przeraża wizja zapisywania kilkulatka na co się da, tylko
                po to, by nie odstawał od innych dzieci. Za to jeśli coś go interesuje i chce,
                to proszę bardzo, nie stawiam oporu. I myślę, że często to życie dookoła wymusza
                takie reakcje. Ja widzę różnicę w ilości i rodzaju wiedzy, jaką jest
                bombardowany Młody, nie tylko pomiędzy pokoleniem (ja - on), ale również
                pomiędzy chłopakami, a to przecież tylko (lub aż) 10 lat.
                U nas za chwilkę zacznie się basen w wymiarze intensywnym, bo Młody pokochał
                wodę i trzeba wykorzystać, że jeszcze nie przynosi chorób z przedszkola ;-) -
                nie jest to czysta edukacja, ale też się przyda.
              • mama_kotula Abepe - OT 13.09.09, 14:52
                Przepraszam, że jeszcze planów nie podesłałam, ale mi w weekend dodatkowe zlecenia nagle wyskoczyły i nie miałam czasu poszukać.

                A teraz robimy z zerówkowiczem tamburyn z papierowych talerzy i kapsli, więc też nam trochę zejdzie - pewnie dopiero wieczorem na spokojnie siądę do komputera.
                • abepe Re: Abepe - OT 13.09.09, 15:55
                  Spokojnie, spokojnie. Podeślesz, jak będziesz miała czas. Tymczasowo
                  mąż zrobił sobie plan w excelu.

                  My też dzisiaj siedzieliśmy w edukacji - odrabialiśmy lekcje z
                  okresu choroby (rysunek dziecka z ulubioną zabawką - wyszedł
                  komiks:). Potem wzięliśmy się za dodawanie, odejmowanie i rysowanie
                  ilości do liczb (do rysowania musi być motywacja, jak już jest, to
                  wychodzi - 12 pięknych Bzyk-Bzyk, czy 11 wampirów:)
                  • mama_kotula Re: Abepe - OT 13.09.09, 17:57
                    Ok, to ja wieczorem już postaram się przysiąść i poszukać. Znalazłam bardzo fajny kreator planów, ale po niemiecku - może przefotoszopuję gify na polski i też prześlę.

                    Tymczasem chwalę się dzisiejszymi dziełkami ;-) (na końcu albumu):

                    www.facebook.com/album.php?aid=3866&id=1770893276&l=c4b517fc53
                    I mam nadzieję, że nauczyciel nie powie dziecince, że mu to mama zrobiła (bo mama ograniczyła się do wywiercenia dziurek w kapslach oraz do obsługi super glue). Zresztą praca miała być z definicji wspólna ;)
                    • mama_kotula Re: Abepe - OT 13.09.09, 21:31
                      I kolejny przykład osmozy ;-), dosłownie sprzed minuty:
                      - Mamo, a włącz to czego słuchałaś wczoraj jak ja szedłem spać.
                      - Co mam włączyć?
                      - To o chłopcu co znalazł smocze jajo i myślał, że to kamień, i chciał nim zapłacić za jedzenie. A potem mu się wykluł smok. Bo ja chcę wiedzieć, co było dalej.

                      No i słuchamy, ja i 6-latek... "Eragona" słuchamy.
                      • abepe Re: Abepe - OT 13.09.09, 21:51
                        Mamo_kotulo, podeślę Ci nasze dzieła dzisiejsze (mąż się pyta,
                        dlaczego robię dokumentację fotograficzną dzieł papierowych:)

                        U nas osmoza polega na uprzykrzaniu się ojcu podczas jego posiedzeń
                        z albumami oraz przeszkadzaniu w słuchaniu muzyki - co to było?
                        jeszcze raz to pierwsze! to nie, tamto było lepsze!!! (w
                        wersji "małomównego" - nie dlaaaaaaaa!!! (tzn. nie gra))
                        Już się cieszę na relacje z Warszawskiej Jesieni - świetne są do
                        kolacji:)
                        • mama_kotula Re: Abepe - OT 13.09.09, 22:06
                          ===========================
                          Mamo_kotulo, podeślę Ci nasze dzieła dzisiejsze (mąż się pyta,
                          dlaczego robię dokumentację fotograficzną dzieł papierowych:)
                          ===========================

                          No ja sporo tej dokumentacji robię :)
                          Teraz nie mam aparatu, więc komórką jadę chociaż dla uwiecznienia. Zresztą nie tylko dzieł, ogólnie sobie nasz homeschool uwieczniam.

                          Ot na przykład
                          - Szymon bawi się ułamkami:
                          www.facebook.com/photo.php?pid=56124&id=1770893276
                          - Ania robi to, do czego jest stworzona kobieta ;););) - ćwiczenia na motorykę mniejszą ;)
                          www.facebook.com/photo.php?pid=59626&id=1770893276
                          - Szymon szyje bałwana ze skarpetki (cała seria jest w mojej galerii na fotoforum):
                          fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/1576386,2,39,snowman2
                          - Pierwsze spotkanie z filcem - kociak Ani (projekt i wykonanie w całości jej):
                          fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/1966271,2,1,Picture-004
                          i niedźwiadek Szymka (jak wyżej, brudny już jak nieszczęście):
                          fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/1966275,2,1,Picture-003
                          i jeszcze trochę tego mam, niech sobie siedzi, może kiedyś blog założę instruktażowy, to będzie jak znalazł ;)
              • steffa Re: Edukacja 17.09.09, 00:39
                "Nasz sześciolatek oglądał kilka filmów z wyższej wiekowo półki
                (dokumantalnych), przeczytaliśmy kilka trudnych książek, chodzimy po
                muzeach (także z dwulatkiem). Ale robimy wszystko obserując, czy
                rozumieją, czy ich to interesuje, czy są w stanie "przejść"
                emocjonalnie."
                Chyba chodzi mi w tym wszystkim, żeby nie szukać dziecku rozwoju na siłę, tylko
                obserwować. Co innego, gdy dziecko uczestniczy w zainteresowaniach rodziców
                (chyba, że jest to miłość do filmów porno) i przez osmozę przyswaja klimat.
                Jestem za tym, żeby dzieci od zarania miały kontakt ze sztuką wysokich lotów.
                Czyli te nieszczęsne podręczniki po prostu MUSZĄ być dobrze ilustrowane. No i
                na wystawy do centrum sztuki współczesnej też zabierałam syna. ;-) Nie wszystko
                mu służyło jednak.
          • anndelumester Re: Edukacja 14.09.09, 13:09
            verdana napisała:

            > Sądzac z reakcji na obniżenie wieku szkolnego i komitetach "Ratuj
            > dziecko", to my jesteśmy jakieś dziwne.
            > Dla mnie przyspiesenia edukacji nie ma - gdy czytam XIX wieczne
            > poradniki, to tam zupelnie normalne jest, ze uczy się czytac 5-6
            > latki. A jedna dama miała taki system, ze brała swoje 6-letni
            > dziecko i uczyla go alfabetu w jeden dzień. Jedono się nie nauczyło -
            > uznala, ze jest opóxnione w rozwoju.

            Ja mam bardzo podobne refleksje. Lektura dzienników , pamiętników, wspomnień
            niekoniecznie z XIX wieku, ale z wieku XX wskazuje, że ci, dla których edukacja
            dzieci była czymś normalnym aplikowali ją potomstwu raczej wcześnie, dość
            obficie i szczerze wątpię czy mój syn by przeżył ówczesne metody ( choć czasem
            myślę, że edukacja trzciną czy bykowcem nie była taka zła ;) W każdym razie
            porównując jego edukację i edukację jego przodków, to niestety wychodzi na to,
            że jest opóźniony. BTW kilka dni temu z koleżanką na ten temat rozmawiałam i dla
            jej ojca - który odebrał dość staranną edukacje przedwojenną - teraźniejsze
            traktowanie 6 latków jak osobników bardzo specjalnej troski jest skandalem.
    • steffa Re: Edukacja 14.09.09, 12:50
      Przyspieszenie edukacji jest bezsporne. Oczywiście można cytować perwersje z
      wyższych sfer sprzed ponad stu lat, ale zakrawa to na ćwiczenia z demagogii. ;)
      Przecież nie stosowano tych metod na skalę masową, a masy, wręcz przeciwnie,
      czytać nie potrafiły, nawet w wieku lat 60. Przyspieszenie jest samoistne,
      wynika z rytmu cywilizacyjnego. Dzieci w większych miastach poddawane są w
      ciągu godziny wielu bodźcom, jest ich o wiele więcej niż chociażby 30 lat temu.
      Te na wsiach, czerpią nie z życia codziennego, bo za oknem może krowa ryczeć li
      i jedynie, ale wystarczy włączyć TV i przyswajać 'nowoczesne tempo'. Dziwi mnie:
      1. gdy mówi się, że dziecko już nauczyło się liter i cyfr, więc co ono biedne
      będzie robiło w zerówce (w domyśle: nudziło się),
      2. zapisywanie 6 latków na zajęcia WYRÓWNAWCZE z czytania.
      Przedszkole wg mnie nie służy nauce liter. W przedszkolu dziecko powinno się
      przede wszystkim twórczo bawić oraz socjalizować. Jeśli po przyswojeniu
      alfabetu się nudzi, świadczy to źle o wychowawcach.
      A teraz z własnego podwórka. Moi rodzice byli bardzo liberalni i choć o wielkim
      tempie życia nie ma co mówić w przypadku Warszawy lat 70, to jednak miałam
      całkowitą wolność w wyborze lektury, rodzice, a szczególnie ojciec traktowali
      mnie partnersko, jako 7-8 latka musiałam obowiązkowo oglądać programy o sztuce w
      tv, oczywiście filmy dla dorosłych nie były mi obce. Efekt - schizy spowodowane
      "materiałem" na wyrost, poczucie bycia bardziej doroślejszą.
      P.S. Oczywiście, że podpisałam się pod akcją 'Ratujmy maluchy'. Choć nie wynika
      to w linii prostej z poglądów, które prezentuję w tym wątku.
      • mama_kotula Re: Edukacja 14.09.09, 15:02
        Steffo droga, mnie też dziwi jak ktoś twierdzi, że jego dziecko już umie czytać i pisać, więc w szkole będzie się nudzić. Czemu zresztą daję na bieżąco wyraz w wątkach na Starszym Dziecku - przed wakacjami jedna z pań wyrażała tam oburzenie na temat nowej podstawy programowej, że jej synek (który oczywiście umie czytać i pisać) ulegnie odmóżdżeniu i się zanudzi robiąc szlaczki - a teraz odszczekuje, bo okazuje się, że jej syn ma bardzo duże problemy z aklimatyzacją w szkole.

        Mój sześciolatek umie czytać, pisać drukowanymi, i w niektórych dziedzinach ma wiedzę porównywalną z wiedzą licealistów. I co? I pstro. Ma problemy z motoryką mniejszą, więc nie nudzi się, bo te nieszczęsne szlaczki idą mu bardzo powoli (z tego względu też nie będzie w klasie z młodszą siostrą, która po 2 dniach nauki-zabawy bezproblemowo odwzorowuje pismo pisane, bo ona z kolei ma genialną motorykę i chyba intuicyjne wyczucie liniatury). Ma problemy z socjalizacją (w sumie to mogę nawet napisać, że on się w ogóle nie socjalizuje). Ma problemy z dostosowaniem się do szkolnych reguł. I to będzie głównie przez ten rok ćwiczył, a nie czytanie i pisanie. A szkołę swoją uwielbia.


        Dla mnie szkoła/przedszkole, to głównie socjalizacja, bo tego im w domu nie zapewnię. I nawet by mi nie przyszło do głowy, aby wysunąć wnioski, że dziecko będzie się w szkole nudzić, bo umie pisać i czytać.
        Oczywiście, wszystko zależy od tego, czy trafi na mądrego nauczyciela - ale nawet tych mniej mądrych da się przekonać.

        Ot przykład z własnego podwórka, z zeszłego roku, grupa córki - kiedy dzieci miały narysować tyle kółek ile sylab w wyrazie, córka dodatkowo była proszona o podpisanie wyrazu.
        Teraz panie twierdzą, że im nie wolno uczyć - ale jak dziecko chce, to przecież nie zabronią. Dlatego dzisiaj zaniosłam do przedszkola teczkę worksheetów, ktore młoda będzie dostawać jako "zadanie domowe" (to nawet nie tyle edukacja, co rozwój emocjonalny - dziecinka chce się czuć ważna jak starszy brat i mieć zadawane do domu - no to przez jakiś czas tak będziemy się bawić).

        O zajęciach wyrównawczych z czytania nie słyszałam, poważnie. A nie, przepraszam, kiedyś na Starszym jedna pani pytała o takie, ale wyszłam z założenia że to troll internetowy.



        ==============================================================
        jako 7-8 latka musiałam obowiązkowo oglądać programy o sztuce
        w tv, oczywiście filmy dla dorosłych nie były mi obce
        ==============================================================

        No i tu chyba jest pies pogrzebany, bo niby "wolność wyboru", a jednak byłaś w pewien sposób zmuszana do podążania za tym, co proponują rodzice ("obowiązkowo").
        A u nas jest na odwrót - ja podążam za tym, co lubią dzieci. A dzieci różnie - pierwsza opcja jest taka "mama to lubi, więc to musi być fajne", ale przeważnie pomysły poddają same dzieci.
        I kluczem do wszystkiego jest "nic na siłę". Jak oglądam film, przysiada się jedno z drugim - ale jak je nudzi, to wracają do zabawy, a ja dalej oglądam.

        I tak samo z książkami - często mamy tak, że dziecko zainteresowane jest jedynie fragmentem, a nie książką jako całością. I tak, na przykład, synowi czytałam fragmenty książek z cyklu o Smoczych Jeźdźcach z Pern - bo to smoczy maniak i interesuje go wszystko, co ze smokami związane - całych książek pewnie by nie strawił, bo najzwyczajniej jest na to za mały. Ale smakowite fragmenty o wylęgu smoków jak najbardziej. To samo, zapewne, będzie z Eragonem - bo na całość mu jednak nie pozwolę.
        • mama_kotula Re: Edukacja 14.09.09, 15:27
          A do tego, co jeszcze mi się nasunęło.

          Wczesne czytanie nie jest celem edukacji samym w sobie. Jest zdobyciem narzędzia do tejże, narzędzia do rozwijania zainteresowań. Co widzę po dzieciach własnych.
          I między innymi dlatego jestem za tym, aby dziecko czytało wcześnie - nie w wieku 2-3 lat, bo to akurat jest bez sensu - ale taki czytający pięciolatek ma więcej możliwości aby dowiadywać się nowych rzeczy, niż jego nieczytający kolega. Choćby ze względu na to, że może się dowiedzieć czegoś nawet jeśli rodzic akurat nie ma czasu.

          Innym narzędziem wg mnie jest znajomość angielskiego + znajomość obslugi komputera/Internetu - większość znakomitych filmów i materiałów jest dostępna po angielsku i to też jest bariera, kiedy dziecko nie może korzystać, skoro chce (a matka akurat nie ma czasu robić za tłumacza symultanicznego, czego zresztą nie cierpi).

          A bardzo często jest tak, że dziecko do lat 6 traktuje się jak osobnika upośledzonego umysłowo. I jak już np. komputer dla 4-5-latka - to nic innego jak malowanie w Paincie (najbardziej chory pomysł imho), jak "edukacyjne" strony stworzone specjalnie dla dzieci typu niejaka ciufcia (tak, tu jestem skrzywiona, ale tej strony nie cierpię) - a nikt już nie pomyśli, aby dziecku pokazać np. virtual manipulatives (wiadomo, że lepiej na żywo, ale przeważnie się takowych nie posiada) czy jakiekolwiek filmy na youtube (choćby film jak kura znosi jajko, mam w ulubionych i córka bardzo lubi do niego wracać, ostatnio porównywała składanie jajek przez kurę, węża i żółwia - wszystko z filmów z jutuba). Nikt nie pokaże takiemu dziecku choćby obsługi google graficznego (bo niby po co, mały jest). I potem pojawiają się opinie, że 9-latkowi komputer jest zbędny, bo on nic konstruktywnego na nim nie zrobi. No oczywiście, jeśli do tej pory malował w paincie i grał w wyścigi samochodowe to faktycznie mu niepotrzebny.
          • verdana Re: Edukacja 14.09.09, 22:13
            Otóż to, narzędzia, nie cele..
            Nie mowiac już o tym, ze edkacja zwolniła - i fakt, ze część
            spoleczństwa niegdys edukacji była pozbawiona nie jest w ogóle
            żadnym argumentem. To jest kompletnie inna kwestia, bez cienia
            związku z tematem.
            Z racji pracy przeczytalam niemal wszystkie podreczniki dla dzieci
            (od 6 do 10 lat) z lat 1785 do 2000, a obcnie już nie tak
            systematcznie przeglądam współczesne.
            Nigdy, ale to nigdy, dzieci nie byly traktowane tak infantylnie jak
            teraz. Mimo, ze teraz przychodza do szkoly ze znacznie większa
            wiedza, traktuje sie je jak "maluchy". To zupelnie nowe zjawisko.
            • uccello biedne "maluchy": 15.09.09, 10:12
              >Mimo, ze teraz przychodza do szkoly ze znacznie większa
              > wiedza, traktuje sie je jak "maluchy". To zupelnie nowe zjawisko.

              Kiedy zwróciłam uwagę redaktorom i wydawcy podręczników na ten
              właśnie problem, usłyszałam ,że stosują zasadę równania w dół.
              Podręczniki do nauczania początkowego mają być skrojone na miarę
              dziecka słabiej cztającego, tak, aby ono nie nabawiło się aby
              kompleksów, już na początku edukacji. Ma to też konsekwencje przy
              projektowaniu ilustracji, powinny być one idealnie "równoległe" do
              tekstu. Bez żadnych dodatków, śmichów chichów i pobocznych akcji ,
              co mogło by dzieci rozproszyć. Ot, li i jedynie, wersja dla
              analfabetów.

              Niedościgłym wzorem przedstawiania postaci są podręczniki z lat 60,
              ot dziewuszka czarnuszka z białą opaską nad grzywką , pantofelkach z
              paseczkiem do białych skarpeteczek, tu wesoły piegusek w okularach,
              ojejej ile śmiechu zapomniał dziś worka/śniadania/podręcznika, przez
              swego pieska Karuska strasznego niecnotę, babunia o dobrotliwej
              twarzy ( obowiazkowo: okulary , siwy koczek, fotel bujany ,otwarta
              księga pełna prze-pięk-nych baśni na kolanach) , jak dziadziuś to
              wiadomo, wąsy, sweter i fajeczka,itd. Wiecie o co mi chodzi.

              I tak, dzieci przez CZTERY KOLEJNE LATA dowiadują się z
              podręcznika ,że przyszła jesień, wraz z opadajacymi liśćmi i grypą
              płynnie przechodzą w sanki-bałwanki , pieśni o najpiękniejszej
              choince, potem nadchodzi wiosna-radosna i wyjazd na wakacje. Czte-ry-
              ra-zy-pod-rząd! Upupiające, nudne i przewidywalne do bólu. Katorga
              smętku i nudy.
              • mama_kotula Re: biedne "maluchy": 15.09.09, 10:33
                ==============================
                Niedościgłym wzorem przedstawiania postaci są podręczniki z lat 60,
                ==============================

                A tu się bardzo pozytywnie wyróżniają podręczniki Nowej Ery "Już w szkole", bardziej podobne do "Świerszczyka" niż do podręcznika :) - o czym zapewne Uccello wie, bo właśnie dostrzegłam jej nazwisko w gronie twórców :), oraz jeszcze parę innych miłych nazwisk, w tym przynajmniej jedno forumowe.

                Jak również seria "Raz Dwa Trzy - teraz my!", akurat nie mogę w tej chwili zobaczyć, kto się do tego przyczynił, bo te podręczniki syn ma w szkole.
                W ogóle wg mnie Nowa Era rządzi ;-).
                • zuzannao Re: biedne "maluchy": 15.09.09, 10:41
                  Prawda to, prawda. Podpisuję się obiema rękami. Szymon od dwóch tygodni uczy się
                  z tych podręczników i nie widzę, żeby specjalnie cierpiał.
              • mama_kotula Re: biedne "maluchy": 15.09.09, 10:36
                ================================
                I tak, dzieci przez CZTERY KOLEJNE LATA dowiadują się z
                podręcznika ,że przyszła jesień,
                ================================

                Ale to jest od xx lat ;)
                Pozwolę sobie zacytować z książki wydanej po raz pierwszy w roku 1979:

                - Bzdury! Nie mogłam mówić czegoś podobnego - obruszyła się starsza pani. - Dorota ma palto, palto, rozumiesz? A wiesz, dlaczego: ma palto, a nie: ma jelito?
                - Bo idzie jesień - odparł Tomcio ze zniechęceniem. W ciągu dwóch miesięcy nauki szkolnej przekonał się, że ilekroć go pytano o przyczynę jakiegoś zjawiska, zawsze miała ona związek z nadejściem jesieni. Tym razem jednak nie trafił.
                • uccello taka to historia -jesień, wiatr i oratoria 15.09.09, 11:47
                  "- Bo idzie jesień - odparł Tomcio ze zniechęceniem. W ciągu dwóch
                  miesięcy nauki szkolnej przekonał się, że ilekroć go pytano o
                  przyczynę jakiegoś zjawiska, zawsze miała ona związek z nadejściem
                  jesieni."

                  uwielbiam ten fragment Kłamczuchy do tego stopnia, że zdarza mi się
                  na czyjeś dramatyczne pytanie DLACZEGO, NO POWIEDZ MI DLA CZE GO?
                  odpowiedzieć filuternie "bo idzie jesień?"
              • zuzannao babcia z podręcznika 15.09.09, 10:37
                Ach, Uccello, z ust mi to wyjęłaś! Nam kiedyś odesłali ilustrację do
                poprawienia, bo babcia miała na nogach buty przypominające trampki. A przecież
                babcia powinna być obuta w eleganckie pantofle. Na nasze argumenty, że babcia
                nosi trampki, bo od eleganckich pantofli puchną jej nogi, odpowiedziano, że w
                trampkach jest zbyt młodzieńcza. Babcia to babcia i koniec. A że większość
                znanych nam babć to całkiem młodzieńczo wyglądające osoby w odzieży sportowej,
                no to już trudno.
                Musi być tak, jak w podręcznikach, które autorzy pamiętają z własnego dzieciństwa.
                • uccello syndrom inżyniera Mamonia 15.09.09, 11:28
                  O ile dzieci przyjmują podręczniki Nowej Ery dobrze ( uprzejmie się
                  dziwiąc ich nieco naiwnej treści), to dla większości PAŃ
                  NAUCZYCIELEK (a to one decydują przecież które zestawy książek
                  zaordynować klasie) ilustracje -oprócz malowanych szyte, robione ze
                  sznurka, plasteliny, układane z liści i owoców, przestrzenne z
                  papieru, fotograficzne scenki z dziećmi w kostiumach na tle mini
                  teatralnych dekoracji, nie są bynajmniej ciekawe czy inspirujące a
                  po prostu DZIWACZNE, więc teraz trwa praca nad uśrednianiem i
                  unormalnianiem oprawy graficznej.
                  • mama_kotula Re: syndrom inżyniera Mamonia 15.09.09, 11:47
                    Ponieważ dobre i BEZPIECZNE jest to, co nie wymaga wysiłku. A takie ilustracje, droga Uccello, są niebezpieczne - bo mogą o zgrozo inspirować.

                    Nie daj boziu dzieci zachcą zrobić podobną wyklejankę z liści i co? Pani Nauczycielka ma iść z dziećmi na dwór i pozbierać te liście, a potem kleić? Albo, co gorsza, dzieci zechcą coś uszyć - bo im się spodoba - i jak to, siedmiolatkowi dać igłę do ręki? Albo jeszcze gorzej - dziecko uzna, że na tej ilustracji nie jest miś, tylko myszka i na pytanie ile misiów jest na obrazku napisze źle. Nie, nie. Miś ma wyraźnie wyglądać jak miś i nie może być zrobiony z kawałków owoców.

                    Absolutnie. Bezpieczna jest Dorota i Inka. Ela ma korale, Maryla ma loki, Lilka ma kokardy. A Zygmunt zgubił zegarek i wywiesił ogłoszenie "Zgubiłem zegarek. Zygmunt Zawada". A tam było błoto i Łatek ma brudne łapy. A Poldek ma palto i kaptur. I "Pawełku, płot był bez bramy, a teraz brama gotowa".

                    I bardzo mnie zasmuciło info o "unormalnieniu" oprawy graficznej podręczników Nowej Ery.
                  • adota Re: syndrom inżyniera Mamonia 15.09.09, 12:07
                    O, to niedobrze. Moja starsza córeczka dzięki tym podręcznikom świetnie sobie
                    radzi z polskim (mieszkamy od trzech lat za granicą) i miałam nadzieję, że
                    młodszej zaordynuję to samo. Chyba kupię na zapas;)

                    adota
                    • tattarak Re: syndrom inżyniera Mamonia 15.09.09, 13:51
                      adota napisała:
                      >Chyba kupię na zapas;)

                      Ja kupiłam na zapas :) Serio. Kupiłam dla siebie, dla inspiracji, bo
                      nigdy jeszcze nie widziałam tak ładnych podręczników. Podręcznik "Raz,
                      dwa, trzy teraz my" też jest bardzo udany...
                  • zuzannao Re: syndrom inżyniera Mamonia 15.09.09, 12:07
                    No nie, Uccello, to niemożliwe! A ja się już tak cieszyłam, że przez trzy lata
                    będzie nam towarzyszyła taka piękna seria! Może przekaż wydawnictwu, że nasze
                    Panie Nauczycielki powiedziały, że to najlepsze i najładniejsze podręczniki na
                    rynku i że korzystają z nich od lat, nie wyobrażając sobie zmiany. A dzieci
                    chyba w ogóle nie dziwią się naiwnej treści tego, co chcą im przekazać dorośli.
                    One sądzą, że tak musi być, bo przecież dorośli po prostu są tacy naiwni...
                    • uccello kółko zamknięte 15.09.09, 12:51
                      To się sprowadza do wypowiedzi nauczycielki w czasie jednej z prób
                      focusowych
                      -bo o! proszę ( tu gest ręki w stronę podręcznika z ilustracją która
                      jest jednym wielkim deja vu, kalką, czkawką i banałem) TU, TO JA
                      WIEM CO MAM POWIEDZIEĆ, a tu ruch ręki w stronę naszych realizacji
                      TO JA ZUPEŁNIE NIE WIEM...

                      Przysięgam ,że nie przemawia przeze mnie li i jedynie urażona miłość
                      własna. Rozumiałabym ,że ktoś jest bardziej konserwatywny, ma
                      odmienny gust, albo skłonności w stronę spokojnego, rzetelnego
                      realizmu, jako stylu najbardziej czytelnego dla dziecka, ale nie! -
                      najbardziej nauczycielkom i przedszkolankom podobają się takie
                      jakieś psia mać nieudolne graficznie karykaturki, za to szczelnie
                      wpisujące się w STEROTYP, że tak zacną zababmoszowaną babunię z
                      księgą i w koczku przywołam po raz kolejny.

                      Twórczego, świeżego podejścia potrzebuje najwyraźniej nie tylko
                      system edukacji dzieci, ale i przyszłych nauczycieli. Wiem ,że na
                      szczęście są nauczyciele wyjątkowi, ale nie rozumiem czemu ramy ich
                      kształcenia są tak ciasne i zachowawcze.
                      • mama_kotula Re: kółko zamknięte 15.09.09, 12:56
                        ==========================================================
                        -bo o! proszę ( tu gest ręki w stronę podręcznika z ilustracją która
                        jest jednym wielkim deja vu, kalką, czkawką i banałem) TU, TO JA
                        WIEM CO MAM POWIEDZIEĆ, a tu ruch ręki w stronę naszych realizacji
                        TO JA ZUPEŁNIE NIE WIEM...
                        ==========================================================

                        No więc tak jak przypuszczałam - to, co wymaga wysiłku od nauczyciela, jest be.
                        To, co jest tradycyjne, jest cacy. Przykre to jest niesamowicie :(.
                      • anndelumester Re: kółko zamknięte 15.09.09, 12:58
                        > najbardziej nauczycielkom i przedszkolankom podobają się takie
                        > jakieś psia mać nieudolne graficznie karykaturki, za to szczelnie
                        > wpisujące się w STEROTYP, że tak zacną zababmoszowaną babunię z
                        > księgą i w koczku przywołam po raz kolejny.
                        Czytałas w DF o gustach Polaków.
                        No to to jest ksiązkowa wersja paździochowych mebli "wenge" i domku dworku z
                        balkonem :p
                        Co do kształcenia nauczycieli - ja mam wypaczone wizje bo bazuję tu na opinii
                        mojej matki, która ma bardzo złe zdanie na temat czynnika ludzkiego
                        wybierającego ten kierunek studiów.
                        • mama_kotula Re: kółko zamknięte 15.09.09, 13:10
                          ===================================
                          Co do kształcenia nauczycieli - ja mam wypaczone wizje bo bazuję tu na opinii mojej matki, która ma bardzo złe zdanie na temat czynnika ludzkiego wybierającego ten kierunek studiów.
                          ===================================

                          Ooo, to zupełnie tak jak ja i moja mama ;-)

                          Tak, wiem, że nie można się uprzedzać do grup zawodowych, ale niemal z całkowitą pewnością mogę po kilkunastu zdaniach wymienionych z osobą - na forum, czy w realu - mogę stwierdzić, że mam do czynienia z nauczycielką (szczególnie nauczania zintegrowanego) - co przeważnie osoba potwierdza i dziwi się, skąd wiem.

                          I tak, wiem, że są normalni i bardzo przyzwoici nauczyciele. Niestety, w większości akademiccy.
                          • uccello poważnie i z ręką na sercu: 15.09.09, 13:16
                            Mam nadzieję,że się odezwie tu jakaś nauczycielka pierwszych klas i
                            obali nasze stereotypy widzenia nauczycielskiej braci
                            • anndelumester Re: poważnie i z ręką na sercu: 15.09.09, 13:28
                              Wychowawczyni mojego syna jest bardzo OK - no na poziomie jest, co widac było na
                              pierwszy, drugi i trzeci rzut oka. A jak już rozpoznała Pana Kuleczkę i
                              zachwyciła alfabetem Kropkowym to dostała 100 pkt bonusowych ;)
                              Ja miałam straszne lęki , ze trafi się dziecku taka pani jaką ja miałam w szkole
                              - trepiszon z awansu społecznego z trudem posługujący się poprawną polszczyzną i
                              dziwiący się na głos wszystkiemu co dla niej nieznane - a ponieważ zazwyczaj
                              odrabiałam lekcje z moja babcią - malarką, moje prace domowe były dla pani S.
                              zbyt odjechane, wklejonego do zeszytu Piłsudskiego by Kossak (z okazji jakiejś
                              tam lekcji o patriotyzmie;)) wzięła za mojego dziadka, a moją matkę wezwała do
                              szkoły bo wyszło na jaw , że czytam sama(!!!!) absolutnie niemoralną mitologie
                              grecką. No rozpaczliwe babsko było po całości.
                            • mama_kotula Re: poważnie i z ręką na sercu: 15.09.09, 13:31
                              Myślisz, Elu, że to STEREOTYPY?
                              Ja myślę, że na czymś one jednak się opierają. I wiem, niestety, że jak ktoś najbardziej krzyczy na forum, że dzieciom i rodzicom się w głowie poprzewracało, to na 99% jest to nauczyciel. I jak ktoś ma problem z wnioskowaniem logicznym, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jest to nauczyciel. I jak ktoś jest miły i słodki do bólu, a głupiutki jak szczypiorek na wiosnę, to będzie to nauczycielka zintegrowanego. I odwrotnie - jeśli wiem, że mam do czynienia z nauczycielką, to mogę być niemal prawie pewna, że w swoich wypowiedziach bedzie posługiwał się paskudnymi uogólnieniami i stereotypami, i jak ktoś nie przyjmuje do wiadomości, że dzieci są różne - to też to będzie prawdopodobnie nauczyciel.

                              Tak, wiem, jestem skrzywiona. I tak, wiem, że są nauczyciele z prawdziwego zdarzenia, którym się CHCE.

                              Ot choćby - bardzo ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła nauczycielka syna - realizują teraz moduł "ja i moja rodzina" - dostałam wczoraj kartkę z pytaniem, czy syn będzie robił drzewo genealogiczne rodziny własnej, bo z jego wypowiedzi na lekcji wynikało, że rodzina jest patchworkowa (oj bardzo nawet, przeszywana i łatana w kilku pokoleniach :D:D), więc jeśli byłoby to problemem, to proszę wybrać dowolny ród np. królewski (czy bohaterów z książki) i zrobić niewielkie drzewko. Czyli - myśli, angażuje się, interesuje się, indywidualnie podchodzi do ucznia.
                              • uccello stereotypy na temat nauczycieli 15.09.09, 13:47
                                Chciałam po prostu, żeby przedstawił swoją perspektywę problemu
                                światły przedstawiciel tego zawodu. To ,że czyta brombę i interesują
                                go dyskusje na temat książek dla dzieci wzmocniło by moją wiarę w
                                Ludzkość. Niby się wie, że nauczyciele (tak jak dzieci:) SĄ RÓŻNI,
                                ale nie pomijam żadnej okazji by wzmocnić się w myśleniu pozytywnym:)

                                Ciekawa jestem po prostu argumentów, czy pomysłów na temat reform
                                nauczania( i początkowego i akademickiego w szkołach pedagogicznych)
                                praktyka tego zawodu.
                      • adota Re: kółko zamknięte 15.09.09, 16:23
                        Ucello,

                        Nie wiem co to są próby focusowe, ale może próba nauczycieli biorących w nich
                        udział była niereprezentatywna? Może potrzebne są opinie z innych źródeł? Nam
                        "Już w szkole" poleciła znajoma nauczycielka I-III (kiedy szukałam podręcznika
                        do pracy w domu dla dziecka uczącego się pisać i czytać za granicą), dorzuciła
                        praktyczne porady dla mnie itd. Wiem, że w jej szkole wszystkie nauczycielki
                        używają tej serii. Może poprosić je o kontakt? Czy to już musztarda po obiedzie?

                        adota
                        • uccello Re: kółko zamknięte 15.09.09, 20:38
                          Cienką, ach cienką zaiste jest granica między zaniepokojeniem
                          zjawiskiem uśredniania i równania w dół w edukacji najmłodszych, a
                          omawianiem publicznie wewnętrznej polityki firmy z którą
                          współpracuję. Same rozumiecie -nie chcę być nielojalna. Problem
                          wydaje mi się jednak poważny i wart dyskusji, chodzi w końcu o to
                          jakimi środkami i sposobami mebluje się głowy dzieci.
                          Z tego co wiem, Nowa Era podchodzi bardzo poważnie do rozmowy z
                          metodykami nauczania i nauczycielami na temat przygotowywanego
                          materiału. Nie opiera się tylko na opiniach pedagogów w Warszawie,
                          ale złożony materiał do podręczników pokazywany jest też w małych
                          miastach i miasteczkach. I jeśli większość pań przedszkolanek powie
                          z niezachwianą pewnością, że starszy przedszkolak nie jest w stanie
                          odczytać ilustracji , która nie ma wypełnionego kolorem czarnego
                          konturu , to takie ilustacje po prostu z podręcznika wypadają. I
                          zastępowane są graficznym nijakim fast foodem.

                          Najdziwniejsze dla mnie jest to ,że tego materiału nie pokazuje się
                          dzieciom, no ale przyjęło się już na amen w polskiej szkole ,że
                          nauczyciel po prostu WIE LEPIEJ.

                          • mama_kotula Re: kółko zamknięte 15.09.09, 21:23
                            ====================================
                            Najdziwniejsze dla mnie jest to ,że tego materiału nie pokazuje się
                            dzieciom, no ale przyjęło się już na amen w polskiej szkole ,że
                            nauczyciel po prostu WIE LEPIEJ.
                            =====================================

                            A właściwie dlaczego nie pokazuje się dzieciom?
                            Wydawnictwo wydaje się poważnie podchodzić do tematu i taki podstawowy błąd popełnia? W końcu są to podręczniki dla dzieci, a nie dla nauczycieli. Gdzie tu dbałość o głównego odbiorcę produktu? Mało to profesjonalne wg mnie. Pani Nauczycielka wie najlepiej a ty dziecko łykaj wszystko, co ci Pani Nauczycielka pokaże, bo Pani Nauczycielka jest guru, nawet jeśli od 25 lat naucza ze starych podręczników w wiejskiej zerówce i się nie dokształca.
                    • anndelumester Mamonie gamonie won! 15.09.09, 12:53
                      Ja protestuje!


                      > Panie Nauczycielki powiedziały, że to najlepsze i najładniejsze podręczniki na
                      > rynku i że korzystają z nich od lat, nie wyobrażając sobie zmiany.
                      U nas wychowawczyni mówi o tych podręcznikach podobnie!
                      Przez to że pani w szkole wybrała te podręczniki dziecko ma w ogóle ochotę do
                      nich zaglądać!
                      • mamapodziomka Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 13:51
                        NIE! Nie zgadzam sie i juz.

                        "Przerobilam" z mloda Entliczka-pentliczka i kontynuujemy teraz "Juz w szkole"
                        (nowa podstawe) i choc po Entliczku jestem troszenke rozczarowana, to jednak
                        nadal jest bardzo fajnie. Przede wszystkim obrazki sa dla nas bardzo wazne bo
                        zachecaja do rozmowy, opowiadania, wzbogacania slownictwa, co dla nas jest
                        najwazniejsze. Teksty moze i sa nieco naiwne, ale Lalka nie ma nawet 6 lat
                        skonczonych, a jej slownictwo w polskim jest ograniczone, wiec chyba specjalnie
                        jej to nie przeszkadza. W kazdym razie cieszy ja, ze rozumie co czyta i na tym
                        etapie uwazam to za najwazniejsze ;)

                        W polskiej szkolce zalapala sie na "Ekoludka" i tutaj dopiero widac roznice.
                        Nie, zeby ten ekoludek byl jakis szczegolnie brzydki, ale kompletnie brakuje mu
                        polotu, no i w 100% odpowiedzia na kazde pytanie jest - bo idzie jesien ;)
                        Jesien jest na absolutnie kazdej stronie i mnie by sie juz uszami wylala po
                        drugich zajeciach ;)

                        Zeby bylo smieszniej, to Ekoludek jest starszy i zgodny ze stara podstawa
                        programowa, na dodatek pani uznala, ze skoro Ala zna wszystkie samgloski, to
                        przez czesc pierwsza przeskocza i dostanie od razu drugi tom (w klasie jest 7
                        dzieci, od 1 do 3 klasy, wiec i tak zajecia prowadzone sa indywidualnie). Takze
                        bedzie miala zime juz we wrzesniu ;) tez malo fajnie w sumie...

                        Ale zmierzajac do sedna, od kiedy beda sprzedawane te zohydzone "Juz w szkole"?
                        Wolalabym kupic na zapas te starsze, ladniejsze, ale nie wiem ktore. Wczesniej
                        mialam zamiar trzymac sie nowej podstawy programowej, ale nie da sie w ten
                        sposob zgromadzic zapasow, bo drugiej klasy w nowej wersji jeszcze nie ma.
                        Ciekawe czy przeskok na druga klase wg. starej podstawy bylby duzym szokiem dla
                        mlodej? Kupowania drugi raz pierwszej klasy wg. starej podstawy wolalabym
                        uniknac, bo to sie juz troche drogo robi...

                        Acha i jeszcze jedno, pani pozyczyla sobie od nas "Juz w szkole", bo jej sie
                        bardzo spodobalo. Podejrzewam, ze pewnie na razie skonczy sie na skserowaniu
                        paru stron dla dzieci, ale zawsze to jakis poczatek dywersji, bo tak, to
                        Ekoludka uzywaja od przynajmniej 8 lat...
                        • verdana Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 14:13
                          Pozwole sobie moze zacytowac sama siebie, bo uwazam, ze to jedno
                          zdanie w zyciu mi sie udało.
                          „dzieci otrzymują obraz świata »przesunięty« o kilka, kilkanaście
                          lub nawet kilkadziesiąt lat w przeszłość, realia świata dzieciństwa
                          własnych dziadków, wymieszane, w dość przypadkowy sposób i w
                          przypadkowych proporcjach, ze światem współczesnym. (…) Treści
                          ukryte pochodzą często z innej epoki lub niosą inne przesłania
                          moralne niż te, które przyświecały autorom podręczników”.
                          • uccello Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 20:40
                            Verdano! mogłabyś rozwinąć zdanie:
                            >Treści ukryte pochodzą często z innej epoki lub niosą inne
                            >przesłania moralne niż te, które przyświecały autorom
                            >podręczników”.

                            te treści ukryte, mnie zwłaszcza intrygują.
                            • abepe Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 21:34
                              Powinnam powiedzieć - dobrze Wam, dlaczego tylko my mamy męczyć oczy
                              koszmarkami z mac edukacji? Ale jednak szkoda i mnie tych
                              niegrzecznych nowych er (to chyba kupię też na zapas).

                              A u nas wesoło po rozpoczeciu edukacji religijnej. Po dwóch
                              katechezach nasz zerówkowicz stwierdził, że nie chce dorosnąć, tylko
                              zaraz umrzeć i iść do nieba do aniołów. A koledze z okazji urodzin
                              życzył, żeby śmierć była miła!!!!!!!!!!!!!!!
                              • mama_kotula Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 21:47
                                Ja dzisiaj przepytałam zerówkowicza na okoliczność stosunku do podręczników
                                Nowej Ery, stwierdził że są bardzo ładne i jak się człowiek nudzi na lekcji to
                                może sobie pooglądać i znaleźć różne takie malutkie szczególiki na obrazkach, co
                                ich od razu nie widać - i wtedy się człowiek nie nudzi.



                                I czy mi się dobrze wydaje, że w "1,2,3 teraz my!" w jednej z części siedzi
                                sobie przycupnięta ukradkiem Katastrofcia? (a przynajmniej chociaż jej dawno
                                zaginiona siostra bliźniaczka, bardzo podobna?)
                                • adota Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 22:07
                                  Powiedzcie mi proszę jak się ma "Już w szkole" do "1, 2, 3 teraz my" i do "NOWE
                                  Już w szkole".
                                  Mamy "Już w szkole". To nowe jest przeznaczone dla dzieci, które zaczynają
                                  szkołę w wieku 6 lat, tak? A 1, 2, 3 teraz my"?

                                  Dziękuję,
                                  adota
                                  • mama_kotula Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 22:18
                                    Adota, ja nie mam pojęcia prawdę mówiąc.
                                    Syn korzysta w zerówce z ... *sprawdza napisy na segregatorze* ... "Już w szkole" - i to jest imho to stare wydanie, mimo że naklejka na segregatorze głosi "materiał zgodny z nową podstawą programową dla dzieci sześcioletnich w przedszkolach i oddziałach przedszkolnych w szkołach podstawowych". Co najśmieszniejsze, starego wydania nie można już dostać, próbuję właśnie desperacko dokupić "Papierowe składanki" i zeszłoroczne wydanie z nadtytułem "już w szkole" jest niedostępne, musiałam zakupić tegoroczne, które imo niczym poza tytułem się nie różni.


                                    Tyle że mi się to, za przeproszeniem, kupy nie trzyma, ale ja się już gubię w tych wszystkich podstawach :/, kto komu i jak co każe robić. U córki lat 5 jest realizowana nowa podstawa dla pięciolatków - czyli zero nauki, w przyszłym roku będzie w pierwszej klasie z nową podstawą, czyli będzie robić to, co syn teraz robi w zerówce.



                                    Albo zostanie w przedszkolnej pseudozerówce, która się nie będzie zwała zerówką tylko ma to jakąś hybrydową nazwę i kolejny rok będzie się obijać.

                                    I mi się to nie uśmiecha, bo będę mieć dwójkę dzieci w różnym wieku w dwóch pierwszych klasach w tej samej szkole (!!) realizujących różne programy. Paranoja?

                                    Zerówka do której uczęszcza syn korzysta również z "1,2,3 teraz my", przeznaczonego dla klas pierwszych realizujących starą podstawę - bo zerówka ta składa się z dzieci wybitnych ;-)

                                    Powoli zaczyna mi się kręcić w głowie od tych podstaw i czuję, że zwariuję :)
                                    • abepe Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 22:32
                                      mama_kotula napisała:

                                      > I mi się to nie uśmiecha, bo będę mieć dwójkę dzieci w różnym
                                      wieku w dwóch pie
                                      > rwszych klasach w tej samej szkole (!!) realizujących różne
                                      programy. Paranoja?

                                      A po coś sobie tak gęsto te dzieci urodziła:)
                                      Ja mam różnicę 3,5 roku, która z 4 lat różnicy rocznikowej zmniejszy
                                      się do 3, dzięki temu, że młodszy będzie pierwszym (a może drugim?:)
                                      obowiązkowym rocznikiem pięciolatków-zerówkowiczów:)
                                      Właśnie zaczęłam namawiać bratową, żeby bratanicę (obecnie w
                                      pięciolatkach) puściła w przyszłym roku do pierwszej klasy. Ale
                                      teraz się zastanawiam, bo co powie nasz starszy, jak jego do tej
                                      pory młodsza kuzynka nagle go dogoni w poziomie szkolnym;)?
                                      • mama_kotula Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 22:39
                                        ===================
                                        A po coś sobie tak gęsto te dzieci urodziła:)
                                        ===================

                                        Bo nie wiedziałam w 2004 że je dopadnie klątwa reformy edukacji ;-)

                                        No i nie spodziewałam się, że będę mieć aspergeryka z syndromem "muszę być najlepszy, a jak nie najlepszy to chociaż lepszy niż siostra".
                                        I tak sobie myślę, że najlepszym wyjściem będzie naukowe szczegółowe wyłożenie mu co to reforma i jak działa, bo inaczej bedzie miał wielkie poczucie krzywdy, że siostra idzie do pierwszej klasy pomijając zerówkę i kurde rysuje te litery lepiej niż on.

                                        Nota bene dzisiaj młody przyniósł uwagę "Notorycznie spada z krzesła na podłogę" ;-). Wyjaśniłam pani, że to już niezależne od niego i zupełnie poważnie zaproponowałam, aby siedział - miast na krześle - na piłce do skakania, bo z niej nie spada ;). Szkoła eksperymentalna, więc duże szanse na to, aby przystali na ten pomysł.
                                        • abepe Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 23:01
                                          mama_kotula napisała:
                                          >
                                          > No i nie spodziewałam się, że będę mieć aspergeryka z
                                          syndromem "muszę być najl
                                          > epszy, a jak nie najlepszy to chociaż lepszy niż siostra".
                                          > I tak sobie myślę, że najlepszym wyjściem będzie naukowe
                                          szczegółowe wyłożenie
                                          > mu co to reforma i jak działa, bo inaczej bedzie miał wielkie
                                          poczucie krzywdy,
                                          > że siostra idzie do pierwszej klasy pomijając zerówkę i kurde
                                          rysuje te litery
                                          > lepiej niż on.

                                          Lepiej nie wykładaj, bo będziesz musiała przyznać, że go nie
                                          puściłaś do pierwszej klasy bez zerówki a mogłaś!!! I dlaczego nie
                                          poszedł? Bo gorszy? A siostra lepsza?

                                          > Nota bene dzisiaj młody przyniósł uwagę "Notorycznie spada z
                                          krzesła na podłogę
                                          > " ;-). Wyjaśniłam pani, że to już niezależne od niego i zupełnie
                                          poważnie zapro
                                          > ponowałam, aby siedział - miast na krześle - na piłce do skakania,
                                          bo z niej ni
                                          > e spada ;). Szkoła eksperymentalna, więc duże szanse na to, aby
                                          przystali na te
                                          > n pomysł.

                                          Ja mam ubaw, jak ktoś mówi, żebyśmy uważali, żeby mały sobie krzywdy
                                          nie zrobił. Zawsze odpowiadam, że bardziej trzeba uważać na
                                          starszego:) A przepraszam, poprawia mu się, przestał się przewracać
                                          podczas siedzenia na podłodze:)

                                          Okropnie dużo uwag w tej Waszej szkole!
                                          • mama_kotula Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 23:14
                                            Uwagi są konieczne - to nie tyle uwagi, co informacje na temat dziecka, bo rodzic nie ma żadnego innego kontaktu z nauczycielem, tylko pisemny przez zeszyt korespondencji. I konsekwencji nie ma, ot, po prostu wymiana informacji, które w normalnych szkołach są przekazywane ustnie.

                                            A dzisiaj to było zapewne usprawiedliwienie dla tego wielkiego guza na łbie ;).
                                            Podczas siedzenia na podłodze również zdarza mu się przewrócić, o dziwo najlepiej sobie radzi balansując na piłce. A na krześle to jest normalnie fascynujące - siedzi nieruchomo i nagle buch nie ma go, jest pod krzesłem.
                                            I dość mało pocieszające jest to, że ja, dobiegając 30-tki, nadal spadam z tych krzeseł ;D.

                                            A i tak najbardziej się dzisiaj uśmiałam, jak słyszałam wykład pana kierowcy busa (gdy odbierałam Szymka) - pan kierowca zwrócił się do chłopców "nie dokuczajcie dziewczynkom, nie wolno im dokuczać! bo potem się mszczą... jako żony" ;-).
                                            Nota bene paradoksalnie to ja się cieszę, że Szymon dokucza dziewczynkom ;-), i to dokucza w taki typowy sześciolatkowy sposób, w dodatku - ach i och - z kolegą z klasy.
                            • verdana Re: Mamonie gamonie won! 15.09.09, 22:33
                              To spróbuję.
                              Treści ukryte to te, o ktorych podrecznik nie mowi wprost. jest
                              czytanka np. o typowej rodzine , a na obrazku jest pokoj z
                              kominkiem, nad kominkiem kandelabry, stylowe portrety. Przekaz
                              ukryty - rodzina normalna to rodzina zamożna. Jest o
                              rownouprawnieniu - a na rysunkach obok siebie mama odkurza, a tata
                              czyta gazetę. Na jednej stronie dluga czytanka o wlasciwym
                              odrzywianiu, a dwadziescia stron dalej - stół nakryty na przyjęcie -
                              ciastka, torty, oranżada. Czytanka o koniecznosci pomagnia sobie, a
                              potem "Przyjaciele" Mickiewicza i Krasickiego, oraz utwór
                              twierdzacy, ze jedyna osoba, ktora cie nie opusci i nadstawi ze
                              ciebie karku - jesteś ty sam... Wszystko z zycia (a własciwie z
                              podreczników) wziete.
                              Czyli tresci oficjalne, wykladane w czytankach, kłóca się z tym, co
                              dziecko widzi na obrazkach albo w tekstach literackich,
                              umieszczanych z innych, pozawychowawczych powodów.
        • steffa Re: Edukacja 17.09.09, 00:41
          Wolność wyboru w wykonaniu dziecka to wieczna zabawa. Trzeba czasem
          wypośrodkować trochę tę wolność. ;) Pamiętam, że wszyscy latali po podwórki, a
          ja wkuwałam angielski. No i ojciec wolał, żebym oglądała o Ermitażu, nie o
          Pchle Szachrajce.
          • mama_kotula Re: Edukacja 17.09.09, 01:10
            =============================
            Wolność wyboru w wykonaniu dziecka to wieczna zabawa. Trzeba czasem
            wypośrodkować trochę tę wolność. ;)
            =============================

            A to już zależy od tego, co dziecko uznaje za "zabawę".
            Zabawa to nie, wbrew pozorom, latanie po podwórku i budowanie z klocków. Zabawa to ROBIENIE TEGO, CO SIĘ LUBI.

            A dzieci lubią naprawdę różne rzeczy. Są i takie, co lubią o Ermitażu, a są i takie, co dla zabawy rozwiązują zadania na ułamki albo bawią się systemem dwójkowym (piątkowym, szestnastkowym).

            Znam jedną taką, co w wieku lat 10 w wakacje przerobiła DLA ZABAWY i PRZYJEMNOŚCI wszystkie zadania z repetytorium gramatyki języka niemieckiego. Bo była to dla niej lepsza zabawa niż latanie po podwórku.



            "Wieczna zabawa" bardzo niefajnie skłania mi się do sformułowania "szczęśliwe beztroskie dzieciństwo", na które to sformułowanie mam okrrropną alergię, bo jest wyświechtanym frazesem.
            • adota Re: Edukacja 17.09.09, 11:46
              mama_kotula napisała:

              > A to już zależy od tego, co dziecko uznaje za "zabawę".
              > Zabawa to nie, wbrew pozorom, latanie po podwórku i budowanie z klocków. Zabawa
              > to ROBIENIE TEGO, CO SIĘ LUBI.

              Moja córka chodziła dwa lata do przedszkola w Polsce (miała 3 i 4 lata). Później
              wyjechaliśmy do Włoch i poszła do grupy przedszkolnej w szkole europejskiej.
              Zauważyliśmy, że miała dużo więcej do zrobienia, nawet prace domowe. No i lekcje
              z języka. Martwiliśmy się czy nie jest zmęczona tą nauką. A ona nam powiedziała,
              że to jest świetna szkoła, bo się w ogóle nie uczą, tylko cały czas bawią, a w
              Polsce trzeba było się dużo uczyć (dopytaliśmy o to "dużo uczyć" i okazało się,
              że rysowanie na komendę z zakazem odchodzenia od stolika było ciężką pracą) :)

              A wracając do nauczycielek. Dziś mieliśmy pierwsze dłuższe spotkanie rodzice +
              dzieci + pani ze zwiedzaniem klasy. Pani z pomocą swojego brata zbudowała w
              klasie drewniany, dwupoziomowy podest, imitujący domek na drzewie - miejsce do
              czytania :) Teraz moją małą sofę, poduchy na podłodze i ten domek i każdy dzień
              zaczyna się od książek:)

              adota

              adota
              • mama_kotula Re: Edukacja 17.09.09, 12:05
                No i dokładnie o to chodzi.
                Mój syn nie cierpiał przedszkola, do szkoły leci jak na skrzydłach.

                Podpytuję, co robią w szkole. No więc w szkole - pani im czyta, i one czytają sobie nawzajem, grają w rózne gry, robią teatrzyki (syn przeszczęśliwy, bo dzisiaj będzie na angielskim występował w roli smoka, wczoraj się dialogów uczył i ryk ćwiczył), na muzyce grają na instrumentach różnych.
                W dodatku pani nie miała do niego pretensji, że przeszkadza, kiedy stwierdził że od 5 da się odjąć 8 bo wychodzi -3 (w przedszkolu został dosłownie opierdzielony - i ja też - że się mądrzy i dezorganizuje zajęcia, bo pani chciała wyłożyć dzieciom, że nie można odjąć większej liczby od mniejszej), tylko powiedziała, aby to pokazał na osi liczbowej na tablicy magnetycznej.
                Aaaaa i jeszcze "jakieś tam zadania" robią w książkach i na kserówkach. A czasem jest takie fajne rysowanie i się chodzi naokoło stołu i tańczy i rysuje i skacze - i wcale nie trzeba siedzieć na krześle jak w przedszkolu (edukacja przez ruch pani Doroty Dziamskiej :))

                W przyszłym tygodniu szkoła organizuje Święto Ziemniaka ;), każde dziecko ze szkoły ma przygotować jedną kartkę do szkolnej książki kucharskiej - z potrawą z ziemniaków - na poniedziałek to mają, wczoraj dziecię prawie 2 godziny siedziało i dłubało tę kartkę, rysowało, wyklejało, pisało z językiem na brodzie, i to z dziką radością i samo z siebie.

                On po prostu lubi się uczyć, lubi przyswajać wiedzę, lubi się dzielić tą wiedzą, ja widzę, że to chłonie wszystko i normalnie czuję, że tak samo ma wyrzuty endorfin jak ja, kiedy się czegoś uczę (tak, wiem, dziwni być może jesteśmy ;-)).

                I ja wierzę, że w tej szkole się zsocjalizuje przez 2 miesiące bardziej, niż przez kilka lat w przedszkolu, bo taka atmosfera, kiedy on robi to, co lubi, bardzo sprzyja socjalizacji.
                • abepe Re: Edukacja 17.09.09, 20:54
                  Nie dobijajcie mnie. Moje dziecko chodzi do masowej szkoły w Polsce
                  :((
                  Wyjechać? Wziąć dodatkowy etat, żeby zarobić na czesne w prywatnej?
                  :((((((((
                  • mama_kotula Re: Edukacja 17.09.09, 21:17
                    Dobiję cię dzisiejszym tekstem młodego socjopatycznego aspergeryka.

                    "Mamo, jutro będę w busie znowu siedział z Olą, bo uwielbiam z nią rozmawiać. Dzisiaj rozmawialiśmy o wszystkim co jest w autobusie i śmialiśmy się, że przez to nieszczelne okno kapie deszcz na Dominikę i Michała, a na nas nie".

                    Czy ja już mówiłam, że kocham tę szkołę i to, co robi z moim dzieckiem?
                    Zapewne za kilka dni mu się odmieni i znowu zapomni, co to znaczy "rozmawiać" albo i nawet "odzywać się". Ale na razie moje serce śpieeewa.

                    Czesne u nas wynosi 410 PLN miesięcznie. Dałabyś radę, to tyle co przedszkole.
                    • adota Re: Edukacja 17.09.09, 21:34
                      > Czesne u nas wynosi 410 PLN miesięcznie.

                      No a u nas szkoła jest za darmo, bo państwowa. I głupio mi to pisać, ale każde
                      dziecko dostaje w szkole ciepły obiad, podręczniki i wszystkie potrzebne
                      materiały. Zdaje się, że z obiadami to jest ewenement w Europie, z którego
                      Finlandia jest bardzo dumna.

                      adota

                      • abepe Re: Edukacja 17.09.09, 22:11
                        adota napisała:

                        > No a u nas szkoła jest za darmo, bo państwowa. I głupio mi to
                        pisać, ale każde
                        > dziecko dostaje w szkole ciepły obiad, podręczniki i wszystkie
                        potrzebne
                        > materiały. Zdaje się, że z obiadami to jest ewenement w Europie, z
                        którego
                        > Finlandia jest bardzo dumna.

                        Czekaj, czekaj. Z Włoch do Finlandii? Nie było szoku termicznego;)?
                        • adota Re: Edukacja 18.09.09, 08:41
                          Przeprowadziliśmy się w lecie, więc tylko zamieniliśmy czterdzieści stopni na
                          trzydzieści ;) A nasza pierwsza zima tutaj była cieplejsza niż w Polsce! I to
                          był prawdziwy szok ;)

                          adota
                    • abepe Re: Edukacja 17.09.09, 22:10
                      mama_kotula napisała:

                      > Dobiję cię dzisiejszym tekstem młodego socjopatycznego aspergeryka.
                      >
                      > "Mamo, jutro będę w busie znowu siedział z Olą, bo uwielbiam z nią
                      rozmawiać. D
                      > zisiaj rozmawialiśmy o wszystkim co jest w autobusie i śmialiśmy
                      się, że przez
                      > to nieszczelne okno kapie deszcz na Dominikę i Michała, a na nas
                      nie".

                      Nie dobijesz mnie:)
                      Ja dziś usłyszałam: "Mam nową koleżankę Weronikę, bawiła się ze mną,
                      powiedziała, że lubi chłopców. Układaliśmy razem puzzle ze
                      Spidermanem. Ona ogląda Spidermana i ma nawet jeden ołówek ze
                      Spidermanem":)))) (Mój syn w życiu Spidermana nie oglądał:)

                      >
                      > Czy ja już mówiłam, że kocham tę szkołę i to, co robi z moim
                      dzieckiem?
                      > Zapewne za kilka dni mu się odmieni i znowu zapomni, co to
                      znaczy "rozmawiać" a
                      > lbo i nawet "odzywać się". Ale na razie moje serce śpieeewa.

                      Bardzo się cieszę!!!

                      > Czesne u nas wynosi 410 PLN miesięcznie. Dałabyś radę, to tyle co
                      przedszkole.

                      Ha! To mniej niż opłata za nasze nieszczęsne przedszkole, które
                      przekszałciło się niespodziewanie z samorządowego w niepubliczne i z
                      którego z hukiem dziecię wypisałam rok temu na znak protestu!
                      Za takie warunki, które opisujesz można faktycznie tyle płacić. Za
                      35 dzieci w grupie, nieefektywne zajęcia dodatkowe oraz leczenie
                      słabej grafomotoryki rysunkami - nie!!!
                      • mama_kotula Re: Edukacja 17.09.09, 22:34
                        No dobrze, przyznaję się, nie wliczyłam kosztów ukrytych czyli busa, za który płacę więcej niż za czesne. Ale oczywiscie, nikt mi nie kazał mieszkać 20 km od szkoły, prawda, a i jazda busem obowiązkowa nie jest, można dzieciątko wozić pksem albo samochodem.

                        Ale to i tak nadal wychodzi mniej niż większość prywatnych szkółek w Warszawie na przykład (bez busa, samo czesne - przeważnie trzeba wyłożyć około 900-1000 zł, z tego co piszą ludzie na forach).

                        Czy ja już mówiłam, że szkoła organizuje w wybrane soboty wycieczki w góry, po naszej stronie i czeskiej (zerówkowicze z rodzicami, ale już od pierwszej klasy dziecięta mogą same)? ;-) W tym roku harmonogram obejmuje 11 wycieczek, w tym jedną rowerową.

                        I że ma własny stok i wyciąg narciarski? :P
                        • abepe Re: Edukacja 17.09.09, 22:49
                          Tak, pamiętam, że wspominałaś o drogim busie i domyśliłam się, że to
                          nie w ramach tych 410 zł:)

                          W naszym "prywatnym" przedszkolu też były wycieczki - jedna rocznie,
                          checheche, np. na plażę w Rzucewie (bo to taka atrakcja dla dzieci
                          znad morza:) albo na strusią fermę. Gdy raz dzieci wybierały się do
                          miejskiego parku - pani informowała z dwutygodniowym
                          wyprzedzeniem:)))))))))))
                          Nie śmiałam proponować lekcji w Akwarium Gdyńskim (niestety tylko
                          dla grup przedszkolnych i szkolnych, więc rodzinnie nie mogliśmy
                          pojechać).

                          Ale wyprawkę mieliśmy z www.nowaszkola.pl :))))))
                        • anials Re: Edukacja 18.09.09, 10:28
                          Czytam i jestem pod niesamowitym wrażeniem!!!
                          Co to za szkoła taka cudna - mogłabyś zdradzić mamo-kotulo?
                          • mama_kotula Re: Edukacja 18.09.09, 10:35
                            Chyba podałam już tyle informacji, łącznie z lokalizacją, że można sobie
                            wyszukać w google.com.
                            Aniu, na priv link wysłałam :).
            • steffa Re: Edukacja 17.09.09, 23:43
              W moich czasach zabawa to było bieganie po osiedlu. Zabaw stricte edukacyjnych
              nie pamiętam. ;) A teraz dzieci na dwór nie wychodzą, więc i zabawa najczęściej
              równa się 'coś twórczego pod okiem rodziców'. Ja byłam pod oknem rodziców.
              • mama_kotula Re: Edukacja 18.09.09, 00:01
                =================================
                W moich czasach zabawa to było bieganie po osiedlu. Zabaw stricte edukacyjnych nie pamiętam. ;) A teraz dzieci na dwór nie wychodzą, więc i zabawa najczęściej równa się 'coś twórczego pod okiem rodziców'.
                =================================

                W tym momencie dziękuję za dyskusję i kończę temat, ode mnie tyle.

                Primo, dlatego że ja akurat pamiętam zabawy edukacyjne. Tyle, że wtedy nie zwało się to "zabawą edukacyjną" a po prostu "zabawą".

                Przymiotnik "edukacyjny" nie był tak wyświechtany i przewleczony przez wszelkie opłotki marketingowe jak teraz.
                Krótko mówiąc - w czasach niemowlęco-toddlerowych mama i dziadek bawili się ze mną w coś, co teraz można kupić za ciężkie pieniądze pod nazwą Zabaw Fundamentalnych.
                Potem miałam coś w rodzaju homeschoolingu, kiedy ja uczęszczałam do przedszkola a moja siostra chodziła już do szkoły - czyli moja siostra zadanie domowe z geografii, a ja z dziadziusiem studiowałam atlas i szukaliśmy różnych miejsc. Moja siostra zadanie domowe z matematyki - ja w tym czasie "Geometria na wesoło" bądź zmuszałam mamusię, aby mi robiła całą stronę słupków, "tylko aby były trudne mamo!". Moja siostra zadanie domowe z polskiego, ja z mamą robiłyśmy książeczkę na ten sam temat. I tak dalej. Język rosyjski przyswoiłam nie-mam-pojęcia-jak w czasie gdy moja siostra chodziła do piątej klasy. Słuchałam, jak ona się uczy i czytałam jej książkę, a potem gryzmoliłam bukwy w zeszycie w 3 linie (potem na długo, długo zapomniałam - na studiach na kursie rosyjskiego dla początkujących nie musiałam uczyć się nic, bo mi się pamięć odblokowała). W domu była masa książek rozmaitych i zawsze mogłam po nie sięgnąć. I sięgałam.
                Fakt, na pewno ma tu wpływ to, że czytałam od 3 roku życia, no i że jestem ekhem ekhem zaburzona ;-).

                Dziadek mnie "edukował" plastycznie, nauczył mnie tysiąca różnych technik. I tak dalej.

                Oczywiście, poza tym bawiłam się prawie jak normalne dziecko. I po podwórku też biegałam, z kolegą przedszkolnym tropiąc złowrogiego "faceta". I na bez wchodziłam, i w piaskownicy grzebałam, i na trzepaku ręce łamałam.

                A secundo dlatego wymiksowuję sie z dyskusji, że nie zamierzam dyskutować z hasłem "teraz dzieci na dwór nie wychodzą itp", ponieważ hasła kłócą się z moimi doświadczeniami i bardzo, ale to bardzo - wybacz - pachną kolejnym frazesem z cyklu "szczęśliwe dzieciństwo na dworze kiedyś a zamknięte w domu pokolenie komputera i TV dzisiaj".

                Miłej nocy życzę.
                • abepe Re: Edukacja 18.09.09, 08:48
                  Kotulko droga, myślę jednak, że Twoja rodzina była specyficzna. Nie
                  każdy ma takie (przepraszam:) edukacyjne zdolności. Nie każdy
                  spontanicznie i ciekawie umie dziecko poprowadzić, podążyć za jego
                  zainteresowaniami i nauczyć czegoś w zabawie.
                  I nie każdy ma do dyspozyji dziadka.

                  Moje dzieci na dwór same nie wychodzą. Na naszym osiedlu nie ma
                  bezpiecznego miejsca do zabawy, a nie wyobrażam sobie mojego dziecka
                  bawiącego się przy śmietniku, między pędzącymi, mimo strefy
                  zamieszkania samochodami.
                  Plac zabaw ma powstać, mam nadzieję, że zanim starszy pójdzie do
                  gimnazjum:)
                  Na razie wolę, żeby chłopcy biegali po mieszkaniu.
                  Nasza szkoła ma jedną ważną zaletę - jest w pobliżu naszego osiedla
                  i nareszcie zaczynamy poznawać dzieci z sąsiedztwa, a ja mam okazję
                  popatrzeć na ich rodziców. Może zacznie się odwiedzanie:)
                  • mama_kotula Re: Edukacja 18.09.09, 09:33
                    Ale ja też nie wychodziłam na dwór sama w wieku lat 4, 5, 6. Zawsze był ze mną albo dziadek (moja niania odkąd skończyłam pół roku do 4 r.ż kiedy to poszłam do zerówki :)), albo babcia, albo sąsiadka ;) albo - później - starsza siostra.
                    Sama wychodziłam na dwór jak już byłam w szkole podstawowej - gdzieś tak od drugiej klasy (do pierwszej poszłam jako niespełna 6-latka), a i to tylko na podwórku u babci, bo wydawało się bezpieczniejsze niż nasz plac. Małe kameralne podwórko przy kamienicy, po drugiej stronie ulicy boisko szkolne, ruch uliczny zamknięty od 7-17, zawsze na podwórku przynajmniej 1-2 znajome osoby dorosłe - kontra wielki plac zabaw z metalowymi sprzętami na nowym osiedlu, okolony ulicami z 3 stron, praktycznie anonimowo.

                    A ze szkoły wracałam sama dopiero od 4 klasy :), a i na początku na przystanek szłam z nauczycielem, a z końcowego mnie odbierała babcia.

                    Ale ja nie o tym chciałam.

                    Bo tak sobie myślę, że zarówno 20 czy 30 lat temu, jak i teraz, były, upraszczając maksymalnie, 2 typy rodziców.

                    Typ 1 to typ "niewiele mu trzeba, wychowa i wyedukuje się samo, na naukę ma czas i niech się bawi i korzysta maksymalnie póki może" oraz typ 2, który jednak zakładał coś w rodzaju stymulacji edukacyjnej (brrrrrrr! sama nie wierzę, że użyłam tego sformułowania) dziecka, nie na siłę, ale w toku podążania za dzieckiem i obserwacji możliwości tegoż.

                    Teraz powstał jeszcze trzeci typ - typ z rosnącą "świadomością edukacyjną" - czyli typ który gdzieś tam w mądrych czasopismach przeczytał, że jego dziecko zginie bez stymulacji i edukacji i zabiera się za to ekhem, od tej drugiej strony. Ten typ wyrósł z typu "samo się wyedukuje i wychowa", i ma wewnętrzną sprzeczność między tym, co do tej pory wyznawał i tym, co - wedle mądrych zaleceń - powinien robić. Typ ten desperacko łapie każdą okazję, aby dziecko edukować, ale - nie dla samej wiedzy i tych endorfinek, mniam, mniam - ale, w swoim mniemaniu, aby czegoś nie zaniedbać. I typ ten podświadomie przekazuje dziecku przekaz, że nauka nie jest w sumie niczym fajnym, ale bez niej nic się nie osiągnie, więc zapisujemy dziecko tu, tam i siam, szkolimy Domanem i Helen Doron, chodzimy na 150 warsztatów zaleconych nam przez rewelacyjnych specjalistów od marketingu, kupujemy od telemarketera 150 serii edukacyjnych itd., a dziecko gdzieś w tym ginie.

                    A generalnie wszystko sprowadza się do tego, aby podążać za dzieckiem. Gdyby moje dzieci nie miały bulimicznego głodu wiedzy, to tak samo jak teraz robiłabym z nimi to, co chcą robić.
                    • alistar1 Re: Edukacja 18.09.09, 09:52
                      Czy to aby nie za duże uproszczenie jednak? Opcja "niech się bawi
                      póki może" w połączeniu z opcją rodzicielskiej stymulacji, o której
                      piszesz, opartej na obserwacji własnego dziecka i podążaniu za jego
                      zainteresowaniami i możliwościami, wydają mi się całkiem rozsądnym i
                      zdrowym sposobem wychowania. Na wszystko jest czas i miejsce, tak na
                      beztroską zabawę, jak na naukę. A poza tym zabawa to także forma
                      nauki:) Edykacja dzieci "bo ktoś coś, a moje dziecko nie, więc chyba
                      powinnam" jest z założenia dość śmieszne.
                      • mama_kotula Re: Edukacja 18.09.09, 10:07
                        ===============================
                        Opcja "niech się bawi
                        póki może" w połączeniu z opcją rodzicielskiej stymulacji, o której
                        piszesz, opartej na obserwacji własnego dziecka i podążaniu za jego
                        zainteresowaniami i możliwościami, wydają mi się całkiem rozsądnym i
                        zdrowym sposobem wychowania.
                        ===============================

                        To właśnie miałam na myśli, określając mój drugi typ :).

                        Przy okazji - nie lubię określenia "beztroska zabawa". Dla mnie jest ono niejednoznaczne i znowu ociera się o frazes, tak samo jak "beztroskie szczęśliwe dzieciństwo".

                        Moja definicja "beztroskiej zabawy" brzmi

                        "robienie tego, na co się ma ochotę i co się lubi robić"

                        Może to być oblężenie twierdzy zbudowanej z krzeseł, może to być włażenie na drzewa, a może to być rozwiązywanie zadań przy użyciu piankowych modeli ułamków i pisanie rosyjskich literek w zeszycie. Bo ludzie są różni. A dzieci to też ludzie.
                        I zauważ, że dorośli mają różne sposoby na spędzanie wolnego czasu. Dla kogoś dłubanie szydełkiem w kordonku to żmudna nudna mrówcza praca, dla kogoś innego wspaniały relaks. Z kolei ta druga osoba może uważać, że nauka języka obcego jest świetnym odprężającym zajęciem (tak, wczoraj ponownie zaczęłam się uczyć hiszpańskiego ;)), a powszechnie uznane stereotypowe formy relaksu pt. wyjście z przyjaciółmi do pubu tudzież wizyta u kosmetyczki to udręka jakich mało i nuda (ja mam przy takich zajęciach mniej więcej po godzinie wewnętrzny sygnał: "tracisz czas!" i zaczyna mi się tęsknić za moimi rozlicznymi samotnymi stymulującymi hobby).




                        =============================
                        Edykacja dzieci "bo ktoś coś, a moje dziecko nie, więc chyba
                        powinnam" jest z założenia dość śmieszne.
                        =============================

                        No to mój typ 3 :). I niestety istnieje w rzeczywistości.
    • steffa Re: Edukacja i takie tam... 17.09.09, 00:34
      No i odpłynęło trochę w bok, ale to fajne. ;)
      Prawdą jest, że dzieci przy okazji są ogłupiane. Ot, taka nasza dwoistość
      narodowa - z jednej strony wymagamy niewiadomoczego, z drugiej upupiamy, bo mały
      to człowiek (?) i niepoważny. Pamiętam, gdy mój chyba ok. 3-letni syn próbował
      sobie w sklepie 'coś załatwić', sprzedawczynie często udawały, że go... nie
      widzą. Ale 'grzeczności' i podporządkowania społeczeństwu wymaga się już chyba
      od noworodków.
      Co do podręczników - nie znam, ale jak chwalicie to chyba sobie kupię te, co
      zaraz mogą zniknąć. Mój syn nie ma w szkole książek, więc od niego nie mogę
      podkraść. Nóż się otwiera w kieszeni przy opowieści ucello. Niby o tym
      wszystkim wiem, ale gdy to słyszę i tak się wkurzam po raz setny.
      Zajęcia wyrównawcze to fakt, nie bajki, dzieje się tak najczęściej w mniejszych
      miastach, ale nie tylko. Matki - przerażone - że dziecko 'nie da sobie rady' w
      pierwszej klasie wynajmują do przysposobienia kogoś, bo same nie mają
      cierpliwości (to w rodzinach, gdzie bardzo chce się najlepszej edukacji dla
      dzieci, ale tę misję zrzuca się na osoby z zewnątrz, bo matki albo jej nie mają,
      albo nie mają czasu i ochoty).
      A tak na marginesie: mój syn nie korzysta z komputera w ogóle, tv prawie nie
      ogląda, kina się boi, szyje niezłe rzeczy, umie czytać, ale nie czyta (za trudne).
      PS. Poprzednio dałam plamę w stopniowaniu przymiotników, ale to wina
      niedokładnej edycji, nie edukacji. ;P
Pełna wersja