kazze 04.04.12, 00:03 Mogę prosić o jakieś chłopięce polecenia i propozycje? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
abepe Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 04.04.12, 12:47 Najpierw - większość obrazkowych z przedziału 3+, na przykład z zakamarków, czy bony. Potem serie: Biuro detektywistyczne Lassego i Mai - Widmarka Geronimo Stilton Maja Bursztyn - Pauli Danziger Amy i przyjaciele- Diany Kimpton Odpowiedz Link
steffa Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 04.04.12, 13:42 No, dobrze. Szukałam pod hasłem ''samodzielne czytanie'' i oto wynik: forum.gazeta.pl/forum/w,16375,29521703,,pierwsze_ksiazki_do_samodzielnego_czytania.html?v=2 forum.gazeta.pl/forum/w,16375,19407124,,Pierwsza_ksiazka_do_samodzielnego_czytania.html?v=2 forum.gazeta.pl/forum/w,16375,110588313,,Ksiazka_dla_6_latki_do_samodzielnego_czytania.html?v=2 forum.gazeta.pl/forum/w,16375,131275921,,czytanie_przez_dziecko.html?v=2 forum.gazeta.pl/forum/w,16375,131335003,,co_dla_8_latki_na_zachete_.html?v=2 forum.gazeta.pl/forum/w,16375,83153534,,Ksiazka_dla_7_latki_zaczynajacej_czytac_jaka_.html?v=2 Warto poszukać. Odpowiedz Link
steffa Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 04.04.12, 13:44 Ale ale: ważne jest to, czy Twój syn w ogóle lubi czytać i czy czyta płynnie. Bo jeśli nie, powinien zacząć od tych najprostszych i z obrazkami. Niby poniżej swoich zainteresowań. Mellopsy, Felek i Tola i takie tam. Odpowiedz Link
bimim Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 04.04.12, 14:06 U nas sprawdza się serię Pierwsze czytanki (większe litery), Gucio i Cezar i jak pisała abepe książki dla młodszych, w których jest mniej tekstu. Nasza Marysia właśnie też jest na tym etapie. W ostatnią sobotę zanim wstała przeczytała przyniesioną z biblioteki Oliwię z Egmontu. Zainteresowaniem powinny się cieszyć chyba też Przygody rodziny Mellopsów. U nas czekają w kolejce. Odpowiedz Link
mamachlopca1 Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 10.04.12, 11:27 a u mojego pierwszaka wszystkie ksiazki "dla maluchow" sa nie do przelkniecia-wstyd brac nawet do reki Franklina;) za to czyta magiczny domek-po kolei cala seria leci.z racji milosci do lego ninjago takie ksiazeczki o poszczegolnych bohaterach;)no i jszcze czyta encyklopedie-glownie o dinozaurach ale i inne-gdzie podpisy sa w miare duzymi literami i nie na cala strone-np te larousse. aha,czyta tez koszmarnego karolka-sa takie ksiazeczki z ciut wiekszymi literkami i Domek,Design-a teraz kupilam mu sztuke i z wielkim zapalem ja oglada?podczytuje? jeszcze czyta ksiazki typu-kto kogo zjada,co z ciebie wyrosnie,zwierzaki cudaki.one tez nie maja opowiadan a mozna swobodnie przeczytac fragment i sie nie zmeczyc;) Odpowiedz Link
abepe Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 02.05.12, 12:49 Z nowości: Felek i Tola Do sprawdzenia: Moje szczęśliwe życie - zerknijcie do środka, wydaje się, że to będzie bardzo dobra lektura dla początkujących. Odpowiedz Link
feli.x Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 02.05.12, 22:57 Polecam książki z serii Franklin. Polecam też książki (7 części) o Kapitanie Majtasie wyd. Egmont. :) Obecnie nie do kupienia. Ale w dobrze zaopatrzonej bibliotece powinny być. "Cykl książek Dava Pilkeya, opowiadający o niesfornych chłopcach i ich wymyślonym bohaterze. Integralną część utworów stanowią ilustracje, mające niekiedy formę komiksu."(Wikipedia) Wydawnictwo Sowa - Book House swego czasu miało taką serię "Już czytam!". "Każda pozycja to zabawna treść, piękne, humorystyczne ilustracje i duża czcionka, która pozwoli dziecku podjąć pierwsze próby samodzielnej lektury. Czytelnik pozna naprawdę niesamowite przygody młodych bohaterów i ich przyjaciół." (ze strony wydawnictwa) Na końcu każdej książki są wskazówki pomagające w nauce czytania. Jak się poszuka w internetowych księgarniach można kupić książki nawet po 2.15zł za szt. (np. bookador.pl). Oto tytuły: Akcja morze, Andzia i duch pana Baryłki, Doskonały potwór, Fiord i zagubiony naszyjnik, Gdzie jest Kunegunda?, Krzyś i gang Pelargonii, Michał i złoty puchar, Monia ratuje Faraona, Pies Hokus Pokus, Pies Tropiciel i chciwa Nina, Przerażony pies, Przyjaciele na zawsze, Słoń w składzie porcelany, Tajemnica weneckiej maski, Upiorne Andrzejki, Zbawcy książek, Bury Miś próbuje schudnąć, Zima królewny Róży, Koniec z wygłupami, Dbajmy o włosy, Uparta Lusia, Cena sprzeda, Dziwni klienci, Szpital dla zwierząt czarodziejki doktor Imeldy Odpowiedz Link
steffa Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 17.02.13, 01:19 Ostrzegam (ale o tym za chwilę)! Seria składa się z trzech książek, Nie ma Tusionka, Po drugiej stronie kałuży, Wielki dramat Zizi. Zrobiona jest na podobieństwo Cwaniaczka - czyli duże litery zintegrowane z ilustracjami - idea, choć nie oryginalna - super. Mój syn cały czas lubi takie książki, bo łatwo mu im udowodnić, że je szybko przeczyta. Książki zaczynają się wprowadzeniem, czyli kto jest kto i po co, więc można je czytać w dowolnej kolejności, a potem jest akcja, którą sugeruje tytuł. Niestety (a może na szczęście) jako pierwszą, przeczytałam ostatnią z wymienionych, Wielki dramat Zizi. Chłopaki, Maks i Kapsel, czekają na Zizi, a ta nie przychodzi. Okazuje się, że siedzi w domu i płacze. Matka Zizi mówi: - Nie mam pojęcia, co się dzieje. Zosieńka od wczoraj płacze. Zamknęła się w swoim pokoju i nie chce otworzyć. Może wy wiecie, o co chodzi?(!) Zizi ma kumpli bardziej rozgarniętych niż matkę, więc po chwili już wiedzą. Pewien chłopak powiedział do Zizi o jej ojcu "dziad", a o ich samochodzie "grat". No i tragedia. Zizi wyglądała, jakby się dusiła. Co robić? Szaman przenosi całą trójkę do domu oskarżyciela. Młodzieniec miał język na wierzchu, gila zwisającego z nosa i spocone czoło. Oraz: Zauważayliście, że on nie ma ani jednej książki? A także: Ojciec Wiciaka [imię oskarżyciela] zdecydowanie nie był Batmanem. Stał po środku pomieszczenia i kołysał niecierpliwie biodrami. Miał krótkie nogi, krótkie ręce i palce zażółcone od papierosów. Jego wielka głowę oblepiały tłuste strąki.[...] Ojciec chce wiedzieć, gdzie podział się pilot (Dla ojca Wiciaka brak pilota oznaczał katastrofę.) Tata! Maam! Jest na kiblu! Pomiędzy cytatami niewidoczne dzieci nabijają się z Wiciaka, jego ojca Pelka (tak nazywa go niewidoczna matka Wiciaka, całe szczęście, że niewidoczna, bo drżę na samą myśl, czym uraczyłaby mnie Anita Głowińska.), ich glutów, telewizora, słownictwa i wyglądu. - A Wiciak? Myślicie, że to zdrobnienie od Witka? - zapytał Maks. - Mam wujka Witka. Jest bardzo fajny. Nie słyszałam, żeby ktoś tak do niego mówił - wtrąciła Zosia. Finał? Mama Zosi odetchnęła. Najważniejsze, że córka wraca do formy. Kurtyna. Powiem więc o formie pisarki - Ż E N A D A . Jestem przeciwniczką namolnego dydaktyzmu, ale o wiele większą głupoty. JAK można napisać coś tak głupiego, szkodliwego i prostackiego?! Rozumiem, że "dzieci takie są". Tak, dzieci potrafią cierpieć, bo ktoś powiedział, że "nasz landrower jest brzydki". Tak, słyszałam coś takiego. Mój syn, czterolatek, powiedział tak kiedyś do drugiego czterolatka i tamten płakał przez piętnaście minut. Tak, dzieci lubią się naśmiewać z innych, od glutów wyrzucać, mówić: "nie podchodź do mnie, bo śmierdzisz." Czemu ma jednak służyć ten prostacki portret dwóch światów, "kulturalnych dzieci klasy średniej" i "zagluconego pospólstwa o wątpliwych korzeniach", które spotykają się w walce o samochód? (Ha! jednak wąskie horyzonty mają obydwie grupy.) Ojciec Wiciaka jest prostakiem (mówi półsłówkami), ma wielki brzuch (od piwa?) i wielki telewizor. Jego syn jest tępym matołem przed komputerem, a z nosa mu cieknie. Głowińska do spółki ze swoimi wyimaginowanymi dziećmi rechocze i w tekście i w rysunkach. Wiciak? Bo to jest od: Mama! Wicieka mi glut! Boldowanie autorki. Pelosław Glut. Wiciak i Pelosław Glutowie. / Dzień dobry. Jestem Pelosław Glut. Będę was uczył glutowania... Dzieci mają skłonności do okrucieństwa w grupie, większość wyrasta z tego w procesie socjalizacji, faza analna też w końcu u większości mija. Nie widzę ani jednego pozytywu tej stereotypowej do bólu, bez polotu złośliwej i schlebiającej najniższym gustom książki. Jeśli komukolwiek w wydawnictwie Media Rodzina się podobała, współczuję. I nie chcę więcej. Macie mój bojkot. Anito Głowińska! Poczytaj sobie sama! PS. Mój syn to przeczytał, beztrosko porzuciłam tę rzecz na stole. Żałuję, że tyle bezwartościowego próchna do głowy mu weszło. Czerstwe dowcipasy. Odpowiedz Link
bbkk Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 17.02.13, 13:53 Jestem w ciężkim szoku że coś takiego w ogóle zostało wydane. Smutne to. Dziękuję za ostrzeżenie. Odpowiedz Link
kosmik9 Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 12.04.13, 10:23 No muszę coś napisać, bo niedowierzam opinii. Ja czytałam "Wielki dramat Zizi". Rozmawiałam na ten temat nawet z zaprzyjaźnionymi rodzicami, po przeczytaniu opinii steffy. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że ksiażka jest świetnie napisana, jest dowcipna i ma głęboki sens. Dlatego postanowiłam zareagować. Steffa kompletnie nie zrozumiała, o czym książka jest. Może książka przycisnęła jakiś czuły punkt? Ciekawe, co steffę tak wzburzyło, dowcipy na temat smarków czy opis domu, w którym liczy się tylko to, co się ma. A może oburzył fakt, że ktoś nazwał chamstwo po imieniu? Ksiażka psychologicznie jest bardzo wiarygodna i POMOCNA. Steffa nie zwróciła uwagi na to, że: a) poczucie krzywdy i upokorzenie bohaterki jest autentyczne. b) dziewczynka ma prawo do silnego przeżywania, każdy jest inny, czyż nie?. c) chłopaczek (chodzi o Wiciaka) ma chamskie maniery i jest niereformowalny, są tacy czyż nie? d) warto dać dzieciom autonomię w radzeniu sobie w życiu (niech rodzice nie czepiają się pazurami, nie zawsze pomagają ich życiowe mądrości, czasem więcej dobrego może zdziałać zrozumienie u przyjaciół). e) dzieci znalazły świetny pomysł radzenia sobie ze stresem. f) pomysł jest niegroźny, bo nikogo nie obraża. g) NIKOGO nie obraża. Steffa tak. Ciekawe, co steffa by wolała? Może lepiej, gdyby się dzieciaki (już nie czterolatki!!!) odegrały dając w zęby? Fajnie, mogłyby się zaczaić i pobić gościa... Albo może bardziej kulturalnie, bo mniej krwawo, niechby się zaczęły wulgarnie wyzywać. Zamiast cytowanych żartów: "mama, wicieka mi glut", coś dorosłego: "ja ci przypie... ty chu..." Tak jak często to słychać na ulicy. Uważam, że pomysł na odreagowanie jest genialny. Nareszcie konkretna podpowiedź, a nie dobre rady i ciągłe zakazy. Glut jest niegroźny. całkowicie pokojowy, i ileż dostarcza emocji! Wbrew pozorom, ten glut łagodzi obyczaje. Gratuluję odwagi i przenikliwości autorce i wydawnictwu. Oczywiście mój syn czytał też inne książki z tej serii. W klasie zrobiły furorę. "Nie ma Tusionka" i o Kałuży. Naprawdę fajne pozycje. Dzieci mają świetną nauczycielkę. Przygotowała lekcję o pozorach. O ocenianiu sytuacji na podstawie domysłow, ocenianiu innych po pozorach itd. Przydały się ksiażki p. Anity Głowińskiej Odpowiedz Link
bruy-ere Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 12.04.13, 16:37 Kosmik, czy masz jakieś powiązania z autorką, wydawnictwem? Nie mogę się oprzeć takiemu wrażeniu widząc z jak wielkim zaangażowaniem i niejaką urazą bronisz tej książki, przy czym masz na podorędziu jej dogłębą analizę (czytaj = wiesz dokładnie co autor miał na myśli). I trochę niedowierzam, że aż tylu zaprzyjaźnionych rodziców to czytało. Odpowiedz Link
abepe Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 12.04.13, 17:07 Kosmik - czym sobie Steffa zasłużyła na zwracanie się do niej w trzeciej osobie???? Na jej miejscu nie odpowiedziałabym na Twoje pytania: "Ciekawe, co steffę tak wzburzyło, dowcipy na temat smarków czy opis domu, w którym liczy się tylko to, co się ma. A może oburzył fakt, że ktoś nazwał chamstwo po imieniu?", ponieważ nie zwracasz się do niej. Reszta forum ma na nie odpowiedzieć? Odpowiedz Link
steffa Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 12.04.13, 18:08 Kosmik9, naprawdę trzeba mocno "niedowierzać", żeby się zalogować po raz pierwszy i wpisać. Wierzę w to. To autentyczne. Ja jednak właściwie wszystko już napisałam. Nawet postarałam się o dosyć długi wpis jak na to forum. Potem przez chwilę pożałowałam, że nie poświęciłam tej książce osobnego wątku. ŻEBY NIKT GO NIE PRZEGAPIŁ. MNIE (steffę=Panią Zorro=Monikę Obuchow) zbulwersowała i zdaje sobie sprawę, że ludzi o podobnym poziomie empatii i wiedzy na temat możliwości literatury dla dzieci może ta opowieść zbulwersować. Powodów jest wiele. Nie wyłuszczałam ich tu drobiazgowo, bo wierzę w inteligencję czytających. To wyjątkowe forum. Zacytowałam i tak tylko fragmenty, ułamek możliwości tej książki. Cóż, czekam teraz na certyfikat od psychologa, że poleca, bo > a) poczucie krzywdy i upokorzenie bohaterki jest autentyczne. > b) dziewczynka ma prawo do silnego przeżywania, każdy jest inny, czyż nie?. > c) chłopaczek (chodzi o Wiciaka) ma chamskie maniery i jest niereformowalny, są > tacy czyż nie? > d) warto dać dzieciom autonomię w radzeniu sobie w życiu (niech rodzice nie cze > piają się pazurami, nie zawsze pomagają ich życiowe mądrości, czasem więcej dob > rego może zdziałać zrozumienie u przyjaciół). > e) dzieci znalazły świetny pomysł radzenia sobie ze stresem. > f) pomysł jest niegroźny, bo nikogo nie obraża. > g) NIKOGO nie obraża. Odpowiedz Link
kosmik9 Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 13.04.13, 14:58 Bruy-ere, nie napisałam, że "wielu" rodziców. Jeśli taki stworzyłam klimat - sorry. Dwoje oprocz mnie. Ale sensownych, koleżanka jest po socjologii.Faktycznie emocjolanie podeszłam do wszystkiego,bo moje dziecko miało podobny problem. To pewnie stąd moje zaangażowanie takie. no i zanim odpowiedziałam na wpis, pogrzebałam w internecie. Nie czuję się mocna w przedstawianiu argumentów. Trafiłam na komentarz autorki na jednym z portali. Abepe, nie chciałąm nikogo urazić. Ta trzecia osoba, to dlatego, że poddałam się nastrojowi stworzonemu przez steffę. Steffo, właściwie o co chodz? Chętnie napisałabym np. a ja jestem Ania Zielonka chociaż nie jestem i chcę zachować dykrecję ze wzgledu na syna. Kiedy napadłaś na książkę, to poczułam się, po prostu jakby ktoś napadł na mnie. Bo mój syn okropnie kiedyś przeżył parszywe zachowanie kolegi, który był po prostu wrednym dupkiem. Skończyło sie a właściwie dopiero zaczęło się wszystko dotkliwym pobiciem. Nikomu nie życzę. Teraz chodzimy do psychologa. Odpowiedz Link
abepe Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 14.04.13, 10:17 kosmik9 napisała: > Steffo, właściwie o co chodz? Chętnie napisałabym np. a ja jestem Ania Zielonk > a chociaż nie jestem i chcę zachować dykrecję ze wzgledu na syna. Myślę, że chodzi o to, że Steffa nie "napadła" na książkę jako osoba anonimowa, tylko krytykuje ją z pełną świadomością tego, że pisze jako osoba znana nam z imienia i nazwiska (bo łatwo krytykować anonimowo, prawda?) Kiedy napadła > ś na książkę, to poczułam się, po prostu jakby ktoś napadł na mnie. Bo mój syn > okropnie kiedyś przeżył parszywe zachowanie kolegi, który był po prostu wrednym > dupkiem. Skończyło sie a właściwie dopiero zaczęło się wszystko dotkliwym po > biciem. Nikomu nie życzę. Teraz chodzimy do psychologa. Mam wrażenie, że krytyka dotyczy mniej problemu bohaterki a bardziej przedstawienia rodziny "dręczyciela" z podziałem na kulturalnych i chamów. Nie czytałam książki, więc nie będę się silić na analizę. Dodam tylko, że mój syn też przeżył kiedyś w sumie identyczną krytykę - kolega powiedział mu, że jeżeli jego ojciec ma opla to musi być dziadem. Syn się bardzo przejął, ale do głowy nam nie wpadło, żeby mu tłumaczyć, że na pewno rodzina kolegi to chamy z wielkim telewizorem nie posiadający księgozbioru. Jestem psycholożką dziecięcą. Odpowiedz Link
martele Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 14.04.13, 11:39 > Mam wrażenie, że krytyka dotyczy mniej problemu bohaterki a bardziej przedstawi > enia rodziny "dręczyciela" z podziałem na kulturalnych i chamów. Nie czytałam k > siążki, więc nie będę się silić na analizę. Dodam tylko, że mój syn też przeżył > kiedyś w sumie identyczną krytykę - kolega powiedział mu, że jeżeli jego ojcie > c ma opla to musi być dziadem. Syn się bardzo przejął, ale do głowy nam nie wpa > dło, żeby mu tłumaczyć, że na pewno rodzina kolegi to chamy z wielkim telewizor > em nie posiadający księgozbioru. Jestem psycholożką dziecięcą. Abepe, chciałabym zauważyć, że w mojej książce nikt nie tłumaczy, że rodzina kolegi to chamy. Dzieci, aby pomóc głęboko zranionej przyjaciółce, wyobrażają sobie nieznanego chłopaka z podwórka, jako zasmarkanego dzieciaka. Owszem, nie przebierają w środkach. Żarty o glutach rzeczywiście, z punktu widzenia dorosłego czytelnika, nie są apetyczne, ale mimo wsystko są niewinne! Dorośli często w podobnej sytuacji odreagowują na najbliższych lub pomagają sobie wulgarnym słownictwem. A to właśnie jest naganne! Chłopcy starają się zrobic wszystko, aby ośmieszyć w oczach koleżanki jej "gnębiciela", jednak nie robią tym nikomu krzywdy. Ten swoisty seans terapeutyczny odbywa się w ścisłej tajemnicy. Nikt poza nimi nie ma do niego dostępu. Myślę, że to ważne! Ich zachowanie nawiązuje do metody, chyba od dawna znanej w psychologii, czyli wizualizacji (proszę mnie poprawić, jeśli się mylę). Odpowiedz Link
abepe Re: 14.04.13, 11:55 Pani Anito (jeżeli mogę się tak do Pani zwrócić), myślę od godziny nad odpowiedzią na Pani post. Postaram się to zrobić po południu. Pozdrawiam Odpowiedz Link
abepe Re: 14.04.13, 23:28 martele napisał(a): > Abepe, chciałabym zauważyć, że w mojej książce nikt nie tłumaczy, że rodzina ko > legi to chamy. Odniosłam się do wypowiedzi kosmik9: A może oburzył fakt, że ktoś nazwał chamstwo po imieniu? c) chłopaczek (chodzi o Wiciaka) ma chamskie maniery i jest niereformowalny, są tacy czyż nie? > Dzieci, aby pomóc głęboko zranionej przyjaciółce, wyobrażają sobie niezn > anego chłopaka z podwórka, jako zasmarkanego dzieciaka. Owszem, nie przebierają > w środkach. Żarty o glutach rzeczywiście, z punktu widzenia dorosłego czytelni > ka, nie są apetyczne, ale mimo wsystko są niewinne! Dorośli często w podobnej s > ytuacji odreagowują na najbliższych lub pomagają sobie wulgarnym słownictwem. > A to właśnie jest naganne! > > Chłopcy starają się zrobic wszystko, aby ośmieszyć w oczach koleżanki jej "gnęb > iciela", jednak nie robią tym nikomu krzywdy. Ten swoisty seans terapeutyczny o > dbywa się w ścisłej tajemnicy. Nikt poza nimi nie ma do niego dostępu. Myślę, ż > e to ważne! Ich zachowanie nawiązuje do metody, chyba od dawna znanej w psychol > ogii, czyli wizualizacji (proszę mnie poprawić, jeśli się mylę). Moim zdaniem zastosowana metoda "terapeutyczna" jest szkodliwa. (Przypominam - piszę nie przeczytawszy książki, odpowiadam na wypowiedzi Autorki na forum i na portalu dzieci.poznań) W opisanym przypadku dzieci symbolicznie poniżają przeciwnika, próbują pomóc koleżance utwierdzając ją w przekonaniu, że nie powinna się przejmować zdaniem Wiciaka, bo należy pogardzać nim i jego rodziną. A nie tędy droga. Cóż zrobi Zizia, gdy przykrość w przyszłości sprawi jej osoba, której w myślach poniżyć nie będzie w stanie, bo będzie autorytetem i nie będzie umiała wyobrazić sobie nic ośmieszającego? Czy metodę te ma stosować w każdej konfliktowej sytuacji? Metoda polegająca na udowadnianiu sobie, że jest się lepszym ma bardzo krótki zasięg. O wiele większą pomocą byłoby wsparcie dziewczynki w inny sposób - pokazanie Wiciakowi, że nie zgadzają się, żeby sprawiał przykrość ich przyjaciółce, że stoją za nią murem? Albo wspólne znalezienie kontrargumentów dla opinii Wiciaka, żeby przekonać ją, że nie miał racji? Pisze Pani w swojej odpowiedzi Natalii Minge: Chciałabym powiedzieć, że całkowicie rozumiem Pani zdziwienie. Zdziwieniem zareagowali również rodzice dziewczynki, kiedy dowiedzieli się, o co chodzi. Nie mogli jednak zaprzeczać uczuciom. Dla ich córki dramat był wielki. Tym większy, im mniejsza była umiejętność poradzenia sobie z nim. Dziewczynka nie potrafiła zareagować tak, jak to Pani proponuje. Taką ma wrażliwość. Ponieważ jednak rodzice dziewczynki są ludźmi mądrymi i współczującymi - potraktowali sprawę poważnie. Rozmawiali, pocieszali, tłumaczyli. Sęk w tym, że to nie przyniosło pożądanego rezultatu. Rodzice się jednak nie poddawali i podjęli jeszcze jedną próbę - postanowili zbagatelizować sprawę (daj spokój, nie przejmuj się takimi bzdurami, machnij na to ręką, chłopak plecie, nie jest wart uwagi). To jednak sprawiło, że dziewczynka miała uczucie całkowitego niezrozumienia i zniechęciło do dalszych zwierzeń. Naprawdę trudno mi uwierzyć w to, że opinia kolegi o tym, że samochód rodziny jest gratem, którą rodzice zbagatelizowali, spowodowałaby trwałą utratę zaufania do rodziców. Wizualizacja jest metodą, która zwiększa dostępność, wyobrażając sobie pewne zachowanie jesteśmy bardziej skłonni tak właśnie się w przyszłości zachować, w myślach ćwiczymy to zachowanie. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że przyjaciele Zizi przećwiczywszy obśmianie rodziny Wiciaka zaczną chichotać na jego widok lub na sam dźwięk jego imienia. A to na pewno nie poprawi sytuacji, może prowadzić do eskalacji konfliktu. Nie chcę być adwokatem steffy, ale muszę odnieść się do kilku fragmentów wypowiedzi P. Anity Głowińskiej do steffy skierowanej. martele napisał(a): > Zastanawiałam się, czy odpisać. Pomyślałam jednak, że tak, bo to jedyna możliwo > ść obrony, jaką mam. > Jestem autorką książki. Nie jestem osobą znaną (co, jak sądzę Panią nie zmartwi > ). Nie przeprowadza się ze mną wywiadów, więc nie mam innej możliwości przedsta > wienia własnego punktu widzenia, poza miejscem na forum. Robię to pierwszy raz, > więc proszę wybaczyć ewentualną nieporadność. Bardzo dobrze. Myślę, że to właściwe miejsce. Zapewniam, że na tym forum Pani nazwisko nie jest nieznane. > Kosmiku, dziękuję za wsparcie, ale może nie wdawaj się w dyskusję w cudzej spra > wie, bo to może kosztować. Nie rozumiem. To nie jest dyskusja w czyjejś sprawie. To jest dyskusja w sprawie książki. I nie wiem jakie mają byc koszty wypowiadania się w tej sprawie? > Być oblanym pomyjami zdecydowanie przyjemne nie jest. > Czytałam Pani wpis wielokrotnie. Starałam się zrozumieć, dlaczego zmieszała mni > e Pani z błotem. Z powodu tych zdań przeczytałam jeszcze kilka razy post steffy. Uważam, że nie mieszają nikogo z błotem. Owszem, wypowiedź steffy jest pewną emocji krytyką książki. Myślę, że mieszanka glutów i stereotypów dzielących świat na mogła je wywołać. Jakiś czas temu była tu dyskusja wywołana problemem dzielenia w literaturze świata na kulturalny i prostacki: forum.gazeta.pl/forum/w,16375,139127613,,Zosia_z_ulicy_kociej_znacie_.html?v=2&wv.x=1 W domu wszelkie przejawy rechotu (pozwoliłam sobie pożyczyc od Pani to okre > ślenie), są konsekwentnie tępione i nie pozwalam na to, zwłaszcza w internecie, > kiedy jest się anonimem. Myślę, że chodziło o rechot bohaterów. Podejrzewam, że obśmiewając rodzinę Wiciaka nie uśmiechali się z sympatią. Dlatego oskarżenia o prostactwo sprawiły w mojej głow > ie dużo zamieszania. Nigdy nie myślałam, że ktoś mógłby mnie tak nazwać (przeci > wnie, słyszałam częściej antonimy tego słowa). Nikt Pani tak nie nazwał. Styl książki - owszem. Rzeczywiście padły słowa: Powiem więc o formie pisarki - Ż E N A D A . i z nich nie będę steffy tłumaczyć. Mam nadzieję, że sama je uzasadni. Dobranoc. Odpowiedz Link
martele Re: 15.04.13, 22:07 Abepe, Twoje przemyślenia są interesujące. Dziękuję za rzeczowe argumenty. Nie mam teraz głowy, aby odpowiedziec, ale na pewno to zrobię. (Dzien miałam okropnie zajęty i jeszcze trochę pracy przede mną, a rano wstać trzeba). Tymczasem: dobrej nocy. Odpowiedz Link
martele Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 14.04.13, 00:55 Dobry wieczór. Zastanawiałam się, czy odpisać. Pomyślałam jednak, że tak, bo to jedyna możliwość obrony, jaką mam. Jestem autorką książki. Nie jestem osobą znaną (co, jak sądzę Panią nie zmartwi). Nie przeprowadza się ze mną wywiadów, więc nie mam innej możliwości przedstawienia własnego punktu widzenia, poza miejscem na forum. Robię to pierwszy raz, więc proszę wybaczyć ewentualną nieporadność. Pani wpis znam od początku. Starałam się o nim nie myśleć i nie reagować. Teraz ośmieliła mnie kosmik8. Kosmiku, dziękuję za wsparcie, ale może nie wdawaj się w dyskusję w cudzej sprawie, bo to może kosztować. Nie będę opisywać, co czułam po przeczytaniu Pani opinii. Do tej pory moje książki były bardzo dobrze odbierane, a tu taka niespodzianka. Być oblanym pomyjami zdecydowanie przyjemne nie jest. Czytałam Pani wpis wielokrotnie. Starałam się zrozumieć, dlaczego zmieszała mnie Pani z błotem. I mimo lawiny uczuć, która mnie oblala podczas lektury, pomyślałam, że może ma Pani rację? Może to ja przeholowałam i napisałam coś, czego nie powinnam była napisać? Do tej pory sobie ufałam. Nie zabrzmi to może skromnie, chcę jednak powiedzieć, że staram się w życiu szanować drugiego człowieka. Uczę tego również moje dzieci. W domu wszelkie przejawy rechotu (pozwoliłam sobie pożyczyc od Pani to określenie), są konsekwentnie tępione i nie pozwalam na to, zwłaszcza w internecie, kiedy jest się anonimem. Dlatego oskarżenia o prostactwo sprawiły w mojej głowie dużo zamieszania. Nigdy nie myślałam, że ktoś mógłby mnie tak nazwać (przeciwnie, słyszałam częściej antonimy tego słowa). Ale nie upieram się, że zawsze mam rację, więc zwyczajnie zaczęłam mieć wątpliwości... A co, jeśli rację ma Pani, a ja mam jedynie zbyt dobre samopoczucie? Naprawdę, bardzo chciałabym wiedzieć, co szczególnie Panią tak odpycha w książce. Choćby po to, aby odpowiedzieć na zarzuty. Póki co wiem, że mamy (delikatnie mowiąc) dalece odmienne spojrzenie, ale – jak wspomniałam – ja się nie betonuję. Słucham innych, konfrontuję ich zdanie z własnymi odczuciami. Daję się przekonać. Ponieważ nie chcę tu nadużywać cierpliwości, nie będę cytować własnej wypowiedzi z jednego z poznańskich portali. Jednak, gdyby Pani miała wolę i czas, to proszę tam zajrzec. (Chętnie podam adres, ale nie wiem, czy to jest w zwyczaju na forach). Przedstawiłam tam dość szeroko swój punkt widzenia. Może sprawi, że spojrzy Pani nieco inaczej na książkę? Pozdrawiam serdecznie, Anita Głowińska P.S. Swoją drogą, ciekawa jestem, czy zna Pani inne moje książki? Odpowiedz Link
rykam Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 14.04.13, 08:25 martele napisał(a): > Ponieważ nie chcę tu nadużywać cierpliwości, nie będę cytować własnej wypowiedz > i z jednego z poznańskich portali. Jednak, gdyby Pani miała wolę i czas, to pro > szę tam zajrzec. (Chętnie podam adres, ale nie wiem, czy to jest w zwyczaju na > forach). Przedstawiłam tam dość szeroko swój punkt widzenia. Adresy jak najbardziej mile widziane. Opinia Natalii Minge i komentarz Autorki: dzieci POZNAŃ Odpowiedz Link
martele Re: Książka dla 7-latka do samodzielnego czytania 14.04.13, 11:49 > Adresy jak najbardziej mile widziane. > Opinia Natalii Minge i komentarz Autorki: dzieci POZNAŃ Dziękuję za odpowiedź :) Wyjaśnię, że do p. Natalii Minge napisałam na adres mailowy. To ona zaproponowała mi, aby dołączyć mój komentarz na stronie. Oczywiście, skorzystałam i podziękowałam. Odpowiedz Link
steffa Re: Wiciak i spółka 15.04.13, 23:31 Szanowna Pani Anito! Moja recenzja utrzymana była w retoryce, bliskiej wymowie książki. Podszyłam się pod nią w pewnym sensie, a "Głowińska" w tekście jest podmiotem literackim, Pani "zamierzeniem pisarskim". Owszem, rozumiem, że słowa, które w niej umieszczam są nieprzyjemne - tak, jak nieprzyjemne było czytanie opowieści, której jest Pani autorką, jednak w żadnym miejscu NIE "zmieszałam PANI z błotem". Wizja, którą przedstawia się dzieciom jako formę wyjścia ze stresującej sytuacji, widnieje co gorsza pod niewinnie brzmiącym hasłem "książki do pierwszego czytania". I tu trzeba oddzielić twórcę od jego dzieła. TA książka się Pani nie udała, i nie ma znaczenia, czy czytałam cokolwiek innego. PANI nie znam, więc nie mogę o PANI niczego powiedzieć, szczególnie pisząc o dziele. Gdybym wyciągała wnioski na temat twórcy na podstawie jego dzieła, musiałabym od razu zgłosić policji moje zaniepokojenie faktem, że David Lynch chodzi wolny po tym świecie. TA książka jest szkodliwa z wielu powodów i jeśli jakikolwiek psycholog przepisałby ją jako rzecz terapeutyczną, radziłabym mu ponowne studia. Przedstawianie sobie adwersarza w poniżających sytuacjach NIE JEST sposobem na odreagowanie własnej traumy. Do sugestii kosmik9 (przepraszam, jeśli nie zapamiętałam dokładnie "loginu") nie odniosę się, przepraszam Cię, kosmik9, ale są wulgarne dosłownie, a i personalne odniesienia nie są dla mnie jasne. Całe szczęście życie i terapia proponuje całą rozpiętość rozwiązań, które mieszczą się znakomicie pomiędzy jednym, a drugim. TA książka sugeruje dzieciom niewłaściwe rozwiązania i żeruje na nienawiści pomiędzy grupami społecznymi, także na stereotypowym podziale na dobro (klasa średnia) i zło (prostaki o miernych możliwościach językowych). Dzieci, którym przyszło żyć z rodzicami o niskim poziomie empatii NIE MOGĄ być obiektem szyderstwa w książkach dla dzieci, cokolwiek by nie powiedziały - jak się bowiem ma czuć potencjalny czytelnik tej książki, syn/córka wiciakopodobny/a? TA książka może polaryzować społeczność szkolną - jest bowiem pożywką dla wszystkich, którzy chcieliby się wyśmiewać z kogokolwiek tylko dlatego, że ten ktoś ma nierozgarniętego ojca i wielki telewizor. Jest także NIEPRAWDĄ: źródłem zła nie są ludzie o niższym IQ, historia kryminologii mówi wręcz inaczej. A tak na marginesie: to nie dzieci w książce sobie coś WYOBRAŻAJĄ, lecz autor każe im sobie to wyobrazić. Sam proces "wyobrażania sobie" podchodzi niestety niebezpiecznie pod PODGLĄDANIE. Wszystko zależy od zrozumienia figury "magiczne przeniesienie". I na koniec: matka, która tak lekce sobie waży nieznanego pochodzenia traumę swojego (małego!) dziecka i oddaje rozwiązanie w ręce innych dzieci nadaje się do reedukacji. Skucha na całej linii. Pani Anito, ja nie bagatelizuję problemu ("powiedział, że nasz samochód to grat, a mój ojciec to dziad"), dzieci mają problemy na swoją miarę, ale wybrała Pani niewłaściwy i wysoce szkodliwy sposób zarówno jego przedstawienia, jak i rozwiązania, tłumaczenie dla poznańskiego portalu jeszcze bardziej mnie zniesmaczyło. Czy Pani rzeczywiście sądzi, że "NIKT ich nie słyszy"?! Jaki nakład miała książka? Tysiąc? Dwa tysiące? Ile osób przeczyta ją powtórnie? Usłyszy to, co najmniej dwa tysiące osób. I to MNIE jest przykro, bo wiem, że odbędzie się to bez Pani (wy)tłumaczeń. PS. Tak dla wyjaśnienia: nawet, gdy "nikt nie słyszy", nie przestawiam swoich adwersarzy w ten sposób. Jak powiedział Jego Świątobliwość Dalajlama: "nie można szerzyć pokoju, będąc złym". Odpowiedz Link
oqo_loco Re: Ja pozwalam wszystkie książki czytać 21.04.13, 02:07 "Dorośli uważają jedne książki za pożyteczne, drugie za szkodliwe, te za mądre, tamte - za głupie. Ja pozwalam wszystkie książki czytać, bo nie chcę, żeby czytali w tajemnicy. I zauważyłem, że jedne książki zachęcają do czytania, a drugie zniechęcają - i wcale nie książki psują, tylko porządny szuka porządnych książek, tak samo jak kolegów. Niech szuka, niech się myli i błądzi, aż znajdzie dobre towarzystwo książek, bo trudne niecierpliwią tylko i gniewają. Wychowawca powinien być cierpliwy: niech czeka, aż rozwiną się zdolności i rozwinie się życzliwość dla dobrych książek". Janusz Korczak, "Prawidła życia" Czasem trudno o tę cierpliwość u mnie. Ale myślę, że warto się strać. Wszystko, aby udzielić dziecku w sferze kultury tyle wolności co sobie. Słowem, przeczytamy tę kontrowersyjną pozycję, by ćwiczyć cierpliwość i życzliwość ;) Odpowiedz Link
abepe Re: Ja pozwalam wszystkie książki czytać 21.04.13, 21:21 I dobrze. Chętnie Poznam kolejną opinię! Odpowiedz Link