Macierzyństwo non-fiction

23.05.12, 12:32
Zakładam wątek o książce (jak sądzę) dla dorosłych :) Matek.
czarne.com.pl/?a=3544
"Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego"
Bo chyba, z tego co czytam, w zajawkach (książka ma swoją premierę?) temat dotyczy i nas;
Nie tylko dlatego, żeśmy w większości Matki.
Bo chodzi jeszcze o NUDĘ intelektualną tych, którzy mają małe dzieci....

"Opisy macierzyństwa zazwyczaj ociekają lukrem. Pisze się o maluszkach, bobasach i nieustającej radości bycia matką. Od tej słodyczy bolą zęby. A jak jest naprawdę, wiedzą ci, którzy mają małe dzieci. Problem polega na tym, że zazwyczaj o tym nie mówią. Joanna Woźniczko-Czeczott w swojej do szpiku kości prawdziwej i jednocześnie bardzo zabawnej książce przerywa zmowę milczenia. Macierzyństwo jest bowiem rewolucją, w wyniku której nie tylko coś zyskujemy, ale i coś tracimy. Czeczott pisze o terrorze metod wychowawczych i diet dla matek karmiących, o potwornej nudzie spacerów, wyjałowieniu intelektualnym, wypadaniu włosów i o wściekłości. Nazywa śmiało to, co niemal wszyscy rodzice znają z autopsji, ale do czego często wstydzą się przyznać. Dzięki tej książce odzyskują głos".
Justyna Sobolewska


Odezwę się jak dorwę książkę; ale hasło o wyjałowieniu intelektualnym matek porusza mnie.
Bo w takim razie jestem już totalnie jałowa, skoro ślęczę nad "książeczkami" dla dzieci
Zresztą chyba rozmawiałyśmy o tym nie raz...
MAcierzyństwo bez lukru tak, tylko dlaczego od razu takie stereotypy i popadnie w przesadę w drugą stronę?
    • basca_basca Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 13:08
      Ta książka raczej nie jest odkrywcza. Jest chyba magazyn Bachor. Słyszałam o podobnych watkach.
      Książki nie czytałam, ale z recenzji wnioskuje że oddala się od prawdy o macierzyństwie. Reprezentuje tylko skrajną reakcję na lukrowatość macierzyństwa w mediach.
      • zo_79 Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 14:49
        Jako że jestem właśnie w końcówce ciąży z trzecim potomkiem temat jest mi bliski, chociaż otępienie intelektualne jakie przeżywam zrzucam raczej na karb zmęczenia niż bycia matką. Wydaje mi się, że autorka brnie w stereotypy. Takie problemy dotyczą głównie pierworodnych, kiedy życie faktycznie zmienia perspektywę, a zwłaszcza jeśli brak odskoczni od pieluch, zupek i piaskownicy. Kolejne dzieci nie mają wyjścia, muszą wtopić się w nurt rodziny i to jest według mnie fajne i miłe w tym wszystkim.
      • ciocia_rada Re: Macierzyństwo non-fiction 04.06.12, 13:06
        zo_79,
        myślę podobnie jak Ty. Zamiast gazetowego lukru, znajdę złość na niewyspanie, zmęczenie, ten sam tryb życia: jedzenie, pielucha, zabawa, spanie. Kurdę, książka ma dać mi rozrywkę, a nie mam sobie przypominać, że wczoraj znowu robiłam to samo co dziś, i jutro też pewnie będę to robić, i że jestem skrajnie wyczerpana, bo jeszcze w pracy nie tak i się łatwo wkurzam na wszystkich dookoła. Po co mam o tym czytać i sobie przypominać? By zobaczyć, że ktoś ma tak jak ja albo gorzej. Świadomość, że ktoś ma gorzej nie poprawia mi samopoczucia :PP.
    • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 14:41
      Mnie też zawsze szokuje to rzekome wyjałowienie intelektualne. Mam dwoje dzieci - każde o kompletnie innym charakterze od urodzenia, każde silnie stymulowało mnie do myślenia. Właśnie dlatego, że nie było cukierkowo i idealnie jak na reklamie.

      Oczywiście, obraz rodzicielstwa w mediach jest mylący. Długo zastanawiałam się jakim cudem ludzie się na niego nabierają. Ale, rzeczywiście, nabierają i potem czują oszukani.
      Pewnie, ja też czułam wściekłość, zmęczenie itd. i gdy słyszałam - "po roczku będzie już z górki" wiedziałam, że to kłamstwo. Prawdziwe wyzwania zaczynają się gdy dziecko trzeba zacząć "wychowywać". Ale to nadal nie są wyzwania ogłupiające. Bycie rodzicem silnie stymuluję myślenie;))

      Podkreślam - bycie rodzicem, nie matką. Obraz w mediach pokazuje najczęściej szczęśliwe rodziny, a wiele kobiet zostaje z dzieckiem samych, bo ojciec musi się wyspać, nie potrafi przewijać, bo mu śmierdzi, żelazko jest za trudne w obsłudze itd. I tę frustrację rozumiem w zupełności - faceci często zawodzą i skazują swoje żony na bycie gotowym do obsługi dziecka 24 godziny na dobę. Są takie kobiety, które świetnie się w tym zrealizują, ale większość jednak chciałaby mieć w ojcu dziecka oparcie.
      Doradziłam kiedyś koleżance - nie decyduj się na dziecko, na które on naciska, dopóki on nie zacznie zajmować się domem i częściej w nim przebywać. Jej się wydawało, że dziecko go zmieni. Jej macierzyństwo było, chyba nadal jest mocno frustrujące. Bo on się nie zmienił.

    • bruy-ere Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 16:17
      Widzę, że dziewczyny, że jesteście do tej książki nastawione troszkę na "nie" ;-) A ja jestem jej ciekawa.
      Wydaje mi się, że ktoś używając terminu "wyjałowienie intelektualne" ma na myśli matki naprawdę małych dzieci, przebywające przez większość dnia same z maluchem, których życie to tylko karmienie/przewijanie/spacer itp.
      I nie obruszajmy się, że termin dotyczy nas, bo nie dotyczy - czytając dziecku książki, a w naszym przypadku dużo książek, rozwiajamy się, prowokujemy dzieci do zadawania pytań, musimy na nie odpowiadać, podziwiamy piękne ilustracje itd. To chyba działa tak, że im większe dziecko, tym większe wyzwania intelektualne.

      A odlukrowanie jest potrzebne bardzo. Przekonałam się o tym na własnej skórze - moja wizja macierzyństwa a realna sytuacja to 2 zupełnie inne rzeczywistości. Apebe dziwi się, że ludzie są nawini i "łykają" to, co przedstawiają media. Ale to nie tylko media tak działają - "realne" matki również nabierają wody w usta. Skąd zatem można dowiedzieć, się jak jest naprawdę? Tyle znam matek, w rodzinie, wśród znajomych i żadna (!) nigdy (!) nawet nie zająknęła się o tym, że tęskni za życiem "przeddzieciowym" jest jej ciężko, jest zmęczona, ma dość czy nie daje rady. Za to każda chętnie opowiadała, jak wspaniale jest być matką i jak świetnie się w tej roli odnajdują.
      Ja osobiście mówię o swoich odczuciach szczerze, czym nieraz budzę zdziwienie - nikt otwarcie o "takich rzeczach" nie mówi, nie ma takiego zwyczaju.
      • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 16:39
        Jestem na "nie" w stosunku do określenia, że macierzyństwo wyjaławia intelektualnie. Nigdy nie przeczytałam tylu książek co podczas karmienia piersią!
        A gdybym nie miała dzieci nie trafiłabym na forum i nie poznała wielu stymulujących intelektualnie osób:)
        Jasne, jesteśmy źle przygotowani do rodzicielstwa i należy głośno podkreślać fakt, że dziecko zmienia rodzinę, sposób spędzania czasu, układy małżeńskie. Pracuję z rodzicami małych dzieci i widzę morze frustracji przy wielkich pokładach dobrej woli ze strony matek.
        Ale fragmenty, które widzę na stronie mnie denerwują. Potargana matka? Rany! To wina dziecka? Gdy byłam w ciąży i niewygodnie było mi się schylać do ich mycia - bez wahania obcięłam włosy do pasa prawie na zapałkę. Przecież odrosną. (Teraz mam bardzo długie i czesanie zajmuje mi 3 minuty). Jak słyszę, że kobiety narzekają, że przez "siedzenie" w domu z dzieckiem zaniedbały się i chodzą po domu w dresie pytam - dlaczego nie kupią sobie ładnego dresu?
        Wrócę do tego co napisałam wcześniej - gdyby bardziej starali się ojcowie wiele kobiet nie czułoby się sfrustrowanych. Mam wrażenie, że większość kobiecych problemów z dziećmi wynika z tego, że czują się same!!!
        • bruy-ere Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 16:59
          "Ale nie znam takiego cyklu zdjęć, w którym na jednym potargana matka gotuje, a niemowlę na niezbyt czystej podłodze bawi się pokrywką słoika..."

          Przecież tu nie chodzi o to, że to wina dziecka, tylko o to, że tej matki nikt nie pokazuje na zdjęciu takiej, jaka jest naprawdę. Chodzi o przedstawienie prawdziwego obrazu matki małego dziecka, będącego w opozycji do tego lukrowanego, jaki się najczęściej pokazuje.
          • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 20:37
            bruy-ere napisała:

            > "Ale nie znam takiego cyklu zdjęć, w którym na jednym potargana matka gotuje, a
            > niemowlę na niezbyt czystej podłodze bawi się pokrywką słoika..."
            >
            > Przecież tu nie chodzi o to, że to wina dziecka, tylko o to, że tej matki nikt
            > nie pokazuje na zdjęciu takiej, jaka jest naprawdę. Chodzi o przedstawienie pra
            > wdziwego obrazu matki małego dziecka, będącego w opozycji do tego lukrowanego,
            > jaki się najczęściej pokazuje.

            Nie jest to bezpośrednia wina dziecka, ale sytuacji bycia matką, czyli z dzieckiem się wiąże. Nie rozumiem pretensji o brak zdjęć. Ja takie zdjęcia mam, bo i tak zdarzało mi się wyglądać.
            Ale ten cytat sugeruje, że "potargana matka" jest jedynym prawdziwym obrazem matki a to nieprawda.
            Lukrowanego obrazu nie lubię. Nie raz deklarowałam swoją niechęć do książki "Kiedyś", właśnie dlatego, że tam macierzyństwo jest takie słodkie i bezproblemowe.
        • steffa Re: macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 19:58
          Ja tam byłam potargana, w piżamie, nieumyta i głodna, a do tego jeszcze zapłakana, gdy ojciec mojego dziecka wracał o 18 z pracy. I wcale nie miałam depresji poporodowej, i wcale nie chodziło o to, że byłam nie przygotowana. Choć - owszem - byłam nieprzygotowana na taki hardcore. Znajomi przestali nas odwiedzać, bo nie dało się rozmawiać przy wrzeszczącym dziecku, żadna przyjaciółka nie miała potomstwa i nie bardzo chciała gadać o dzieciach, straciłam starą siebie, a na sali porodowej (operacyjnej, ściśle mówiąc) nie narodziła się ''nowa-ja''. Nie mówię o książce, bo jej nie czytałam, ale to zapewne dla takich, jak ja sprzed dzisięciu lat. Ofiar spacerów (dziecko wrzeszczy w wózku, więc trzeba zapylać dookoła stawu w ekspresowym tempie), ofiar zamknięcia w domu, ludzi, którzy nie potrafią uprawiać piaskownicowego small-talku, bo nigdy nie mieli psa (tylko kota), ludzi, którzy nigdy nie gadali do siebie i nie umieli zdrabniać. Trzy lata minęły, gdy zaczęłam dochodzić do siebie. Nie pamiętam prawie niczego sprzed ''wybuchu atomowego". Choć do pracy pierwszy raz poszłam, gdy mój syn miał trzy tygodnie - na chwilkę. Choć gdy miał siedem miesięcy, jeździł ze mną do pracy. I nigdy nie był przeszkodą w tym sensie. Ale wywrócił mój świat i musiałam się do tego przyzwyczaić. To nie przychodzi od razu.
          • abepe Re: macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 20:58
            Steffo - tak, część matek tak ma. Muszę przeczytać tę książkę, bo opis ze strony sugeruje, że wszystkie. A to nie jest prawda! Niedawno zaproponowałam sąsiadce, której urodziła się druga córka a mąż długo pracuje, że mogę jej jakoś pomóc w opiece nad dziewczynkami. A okazuje się, że ona sama wspiera inną matkę, która jest w gorszej sytuacji (urodziło jej się dziecko z poważnymi problemami). I widzę, że wspólnota matek jest bardzo dużą pomocą. U nas takie ruchy dopiero raczkują. Ale wiele matek korzysta na przykład z forów, spotykają się, wspierają. Przez jakiś czas spotykałam się z matkami z Klubu Kangura. Towarzysko, bo akurat mój młodszy syn był dzieckiem, przy którym się odpoczywało. Pewnie, że były to rozmowy głównie o dziecięcych kupkach oraz wiązaniu chust, ale wcale nie czułam się ogłupiona!
            BTW - nie wiem jak Ty, Moniko, ale ja bardzo żałuję, że przy pierwszym synu nie miałam chusty. Myślę, że byłoby mi o niebo łatwiej!
            • steffa Re: macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 09:59
              Może i tak. Wtedy naprawdę nie było wielu rzeczy dla dzieci, które teraz są oczywistością. Tych chust, spotkań, pibrzdyli wielu. Nie było nawet haendemu. ;-)
              Ale nie lubię patrzeć wstecz z myślą, ''co by było gdyby".
              • modrooczka Re: macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 10:23
                Chusty to jedyna rzecz, której chciałam używać przy najstarszej, ale w Polsce jeszcze nie było a nie miałam tyle pieniędzy żeby sobie sprowadzać z Niemiec. Cała reszta się bardzo przez ostatnie 10 lat nie zmieniła chyba. Ponieważ z czasem z młodej matki, którą trzeba pouczać stałam się wielodzietną matką, nad którą trzeba się litować lub krytykować, to problemy z tej ksiazki chyba mnie już nie dotyczą. Tak czy inaczej z biblioteki wezmę, jeśli będzie.
          • basca_basca Re: macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 09:36
            U mnie tez różnie bywało, ale nie mogę sprowadzić okresu wczesnej opieki nad dzieckiem tylko do tych momentów. Po prostu było różnie: ciężko i jednocześnie bardzo przyjemnie, kiedy np przytulało się niemowlę.
      • gopio1 Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 17:36
        bruy-ere napisała:
        > Tyle znam matek, w rodzinie, wśród znajomych i żadna (!) nigdy (!) nawet nie zająknęła się o tym, że tęskni za życiem "przeddzieciowym"

        Może zwyczajnie nie tęsknią? Ja tam nie tęsknię.

        Nastawiona na "nie" nie jestem, ale też nie jestem na "tak". Po prostu ta książka nie jest dla mnie. Nie lubię tego typu literatury. Ale na pewno nie jest tak, że autorka przerywa zmowę milczenia - takich książek, felietonów, refleksji było już mnóstwo.
        • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 20:46
          gopio1 napisała:

          > bruy-ere napisała:
          > > Tyle znam matek, w rodzinie, wśród znajomych i żadna (!) nigdy (!) nawet
          > nie zająknęła się o tym, że tęskni za życiem "przeddzieciowym"
          >
          > Może zwyczajnie nie tęsknią? Ja tam nie tęsknię.

          Właśnie, ja też nie tęsknię. Ale też nigdy nie ukrywałam, że ze starszym synem przeszłam przez mękę. Był bardzo absorbujący, nie spał w dzień, wciąż płakał, miał kolkę, alergie itd. Zawsze powtarzam, że było bardzo ciężko, ale warto było przez to przejść. Być może mam łatwiej, bo pracuję z rodzicami, którzy mają o wiele trudniej. I dziękuję Bogu, że nam się przytrafiły tylko "kolki".
          • bruy-ere Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 21:03
            Nie no jasne, Wy nie tęsknicie, ale można założyć, że wśród dużej grupy matek statystycznie ileś tam tęskni, tylko w życiu się do tego nie przyzna i właśnie o ten fakt kultywowania pewnego tabu mi chodzi.
            • modrooczka Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 21:15
              Ale czemu nie? Często rozmawiam z koleżankami. Wiele z nich tęskni za wolnością, za tym, żeby się wyspać w niedzielę, za czystym domem, za ciszą. Każda z nas kocha swoje dzieci. Jedno drugiego nie wyklucza.
            • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 22:31
              bruy-ere napisała:

              > Nie no jasne, Wy nie tęsknicie, ale można założyć, że wśród dużej grupy matek s
              > tatystycznie ileś tam tęskni, tylko w życiu się do tego nie przyzna i właśnie o
              > ten fakt kultywowania pewnego tabu mi chodzi.

              Znam jedną która głosi tę prawdę o swoim macierzyństwie bardzo głośno. Ale przyznać muszę, że długo przyzwyczajałam się do jej postawy. O jej dziecku dowiedziałam się ze słów: "A ja niestety jestem w ciąży" i od 8 lat kontynuuje tę linię macierzyństwa. Dziecko też jest uświadomione. Tyle, że ona nigdy dzieci mieć nie chciała, po kilkunastu latach małżeństwa uległa namowom męża. Faktycznie nie znam kobiety, która po urodzeniu upragnionego dziecka przyznałaby się do tego, że jednak wolałaby być bezdzietna. Nie wiem czy to kultywowanie tabu czy poczucie odpowiedzialności za podjętą wcześniej decyzję.
              • bruy-ere Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 22:47
                Widzę, że kompletnie się nie rozumiemy. W żadnym wypadku nie chodzi mi o głoszenie wszem i wobec "żałuję, że mam dzieci" (które moje słowa mogły wywołać takie skojarzenia???) Chodzi mi o zwykłe przyznanie się do zmęczenia, niewyspania, tego, że czasem ma się dość. Przez wiele lat nie spotkałam ani jednej matki, która by się do tego przyznała. O takie tabu mi chodzi, a nie o jakieś ukryte pragnienie bezdzietności poniewczasie.
                • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 23:01
                  bruy-ere napisała:

                  > Widzę, że kompletnie się nie rozumiemy. W żadnym wypadku nie chodzi mi o głosze
                  > nie wszem i wobec "żałuję, że mam dzieci" (które moje słowa mogły wywołać taki
                  > e skojarzenia???) Chodzi mi o zwykłe przyznanie się do zmęczenia, niewyspania,
                  > tego, że czasem ma się dość. Przez wiele lat nie spotkałam ani jednej matki, kt
                  > óra by się do tego przyznała. O takie tabu mi chodzi, a nie o jakieś ukryte pra
                  > gnienie bezdzietności poniewczasie.

                  Tak, chyba źle Cię zrozumiałam. W związku z tym, że znam całkiem spore grono matek, które przyznają się do zmęczenia i nie jest to dla mnie temat tabu - uznałam, że chodzi Ci o cięższy kaliber wyznania (czyli - żałuję, że mam dziecko).
                • rzezucha.ma Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 00:06
                  bruy-ere napisała:

                  >Chodzi mi o zwykłe przyznanie się do zmęczenia, niewyspania,
                  > tego, że czasem ma się dość. Przez wiele lat nie spotkałam ani jednej matki, kt
                  > óra by się do tego przyznała. O takie tabu mi chodzi, a nie o jakieś ukryte pra
                  > gnienie bezdzietności poniewczasie.

                  Coś w tym jest. Kiedyś powiedziałam mimochodem znajomym, gdy miałam gorszy dzień, a akurat się spotkaliśmy, że mam DZIŚ dość, że czuję się jak mleczarnia i przewijak w jednym i łeee ;) Oni po miesiącu, może dwóch (a spotykamy się regularnie, co tydzień prawie) nagle z troską pytali, czy mi JUŻ przeszło, czy lepiej się czuję!
                  Czyli albo nie narzekasz i masz lukrowany raj, albo narzekasz, więc masz depresję i dziecka chcesz się pozbyć. Stereotypy mają się dobrze. Takie czy siakie.

                  Ale poza tym znam dziewczyny, które mówią o tym o czym piszesz. Ale jednak wymaga to chyba pewnego stopnia zażyłości.
                • modrooczka Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 00:09
                  Jak to możliwe? Pytam serio, może mam inne koleżanki, ale na babskich pogaduchach nie raz mowa o tym, że ktoś ma dosyć, że najchętniej by spakował walizki i wyszedł z domu w sina dal, o ile nie bałby się, że zabije go tęsknota za dziećmi. Niektóre nienawidzą gotować, większość nie znosi wymyślać, co będzie na obiad (zwłaszcza kiedy trzeba uwzględnić, że Zdzisio nie zje żadnych zielonych warzyw a Kasia nie jada makaronu ani ryżu). Żadna z moich koleżanek nie lubi bałaganu, który produkuje rodzina. Nikt nie lubi uwiązania za nogę do kaloryfera, kiedy nie można wyjść na kawę, bo mąż jeszcze z pracy nie wrócił. (Albo gorzej, nie można wyjść do swojej pracy bo opiekunka jest chora). Gdzie tu tabu?
                  • rzezucha.ma Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 00:16
                    Sama napisałaś: "na babskich pogaduchach" czyli w kręgu tych 'co już wiedzą".
                    ktoś, kto dziecka się dopiero spodziewa (pierwszego) z reguły na takowych nie bywa/nie chce bywac/nie jest dopuszczony... Co innego gadanie między sobą, co innego odpowiedź na pytanie "co mnie czeka?". Chyba o to tu chodzi.
                    • modrooczka Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 00:49
                      Akurat w kręgu najbliższych koleżanek mam dzieciate i bezdzietne. Czasem bezdzietne się denerwują, jak wymieniamy się informacjami o promocjach na pieluch, czasem dzieciate, jak bezdzietne za długo pławią się w opisie swojej podróży dookoła świata ale tak ogólnie, jakbym miała opowiedzieć o blaskach i cieniach życia singla z wyboru to bym potrafiła, podobnie jak moja przyjaciółka chyba by dobrze wiedziała, jakie są blaski i cienie mojego. A nawet więcej wie o cieniach, bo nigdy nie miała dziecka i nie wie, ile to może wnieść w życie.
                  • bruy-ere Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 08:42
                    modrooczka napisała:

                    > Jak to możliwe?

                    Sama się nad tym zastanawiam i nie wiem. W rodzinie multum dzieci, kilka koleżanek też młodo urodziło. Teraz kiedy już sama mam dzieci i rozmawiam z innymi matkami, to oczywiście jest już inna dyskusja, nie owijamy w bawełnę, mówimy o blaskach i cieniach. I kiedy młodsze bezdzietne koleżanki przysłuchują się nam (bo nie chowamy się z tym po kątach), to z jednej strony są zdziwione, bo jak do tej pory słyszały tylko radosne świergotanie w temacie dzieci, a z drugiej wręcz dziękują, że mówimy szczerze i wiedzą na co mają się przygotować.
          • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 23.05.12, 22:40
            To w ogóle nie jest kwestia ''tęsknoty'' i ''wyboru''. Straszne jest to wieczne porównywanie - kto ma lepiej ja czy moja bezdzietna koleżanka. Kto ma lepiej - ja czy moja koleżanka z dzieckiem-rośliną. Brrr. Sęk w tym, że odbiera się prawo narzekania kobietom, które urodziły zdrowe dziecko, nic im nie zagraża, mąż ich nie rzucił i nawet pracy nie straciły, a jednak coś w życiu tymczasowo straciły - SIEBIE. Zawsze będę pamiętać to uczucie, nawet jako starowinka.
            • anna_mrozi emocje 23.05.12, 22:59
              Zobaczcie jakie emocje wywołuje sam temat - macierzyństwo. Lukrowane czy nie.
              Sukces książki murowany?

              Ciekawa jestem jej bardzo, choć temat nie nowy. Czy książka zdoła powiedzieć coś nowego, jeśli w hasłowych komentarzach ucieka się do schematów?

              Wiadomo, że naszych odczuć, wizji macierzyństwa jest wiele. Szkoda, że ciężko o takie rozmowy w realu (kręgi kobiece :)

              Mnie poruszyło w informacjach jednak coś innego - że hasło "dziecko", "dla dziecka" kojarzone jest wciąż z "odmóżdżaniem". Nie jest to dobre "dla sprawy", o którą wiele z nas walczy...
              • steffa Re: emocje 23.05.12, 23:03
                E. Ja bym nie kupiła, bo nie mam już tego problemu. 10 lat temu bym kupiła (może ;-)).
                • chaber69 Re: emocje 24.05.12, 09:42
                  A ja właśnie kupiłam książkę do biblioteki, a przy okazji S. Chutnik "Mama ma zawsze rację". Wezmę sobie na weekend i poczytam dokładnie.
                  Z czasu po Wielkim Wybuchu u siebie pamiętam, że dziecko bardzo szybko zaczęło przesypiać całe noce a w dzień też spało i jadło tzn. po konsumpcji natychmiast zasypiało i spało do czasu następnej konsumpcji, która następowała jak w zegarku co trzy godziny. Ze strony małżonka zero pomocy, pomagała mi mama przede wszystkim, ale nie było tego dużo w czym mogła pomóc. Jak dziecko trochę podrosło, zaraz po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy i w zasadzie całe dzieciństwo zajmowała się córką babcia i prababcia. Ja byłam mamą weekendową i wieczorową. Chociaż co do tych weekendów to też nie zawsze. Bo kiedy córka się urodziła zaczęłam studia, skończyłam studia, skończyłam dwie podyplomówki i niezliczoną ilość kursów jak to w przypadku kogoś, kto pracuje w oświacie. A z urlopu macierzyńskiego pamiętam jedno - przeczytałam wówczas bardzo dużo książek, bo dziecko ciągle spało. No a ja mam bardzo swobodny stosunek do sprzątania. Pralka sama prała, jadłam niewiele, bo wtedy tak miałam, małżonek skoro nie pomagał, to posiłki sam musiał sobie robić, sam prać, etc. A co do grona przyjaciół - ponieważ miałam ich niewielu, to nie było żadnej różnicy. Ci co byli przed i z którymi się spotykałam, zostali i po w 100%.
              • basca_basca Re: emocje 24.05.12, 09:33
                Macierzyństwo wywołuje we mnie emocje. Ale ani lukrowane ani to skrajnie "odmóżdżające".
                Książki nie kupię.
                Co do przekazu medialnego, to promuje też wizje kobiety, której dawne problemy maleją. U mnie się to tak nie zmieniło. Dalej stresują mnie rzeczy, które napinały przed macierzyństwem.
            • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 22:44
              steffa napisała:

              > To w ogóle nie jest kwestia ''tęsknoty'' i ''wyboru''. Straszne jest to wieczn
              > e porównywanie - kto ma lepiej ja czy moja bezdzietna koleżanka. Kto ma lepiej
              > - ja czy moja koleżanka z dzieckiem-rośliną. Brrr. Sęk w tym, że odbiera się
              > prawo narzekania kobietom, które urodziły zdrowe dziecko, nic im nie zagraża,
              > mąż ich nie rzucił i nawet pracy nie straciły, a jednak coś w życiu tymczasowo
              > straciły - SIEBIE. Zawsze będę pamiętać to uczucie, nawet jako starowinka.

              We mnie temat budzi silne uczucia, bo nie dotyczy tylko mnie, ale dziesiątek, setek już rodziców z którymi pracuję. Pozwalam im na narzekanie, mam wrażenie, że nawet zachęcam. Czasem mniej czasu poświęcam podczas konsultacji na to, czego ode mnie wymaga NFZ, czyli ocenę rozwoju dziecka a skupiam się na problemach z karmieniem, spaniem itd., bo wiem, że te problemy potrafią zdominować funkcjonowanie rodziny.
              Porównania nasuwają mi się niestety często, bo inaczej rozmawiam z rodzicami niemowlaka, który trafił do nas z powodu asymetrii i o którym wiem, że pożegna się z nami gdy zacznie chodzić a inaczej z rodzicami, którzy najprawdopodobniej do końca życia (swojego lub dziecka) będą się nim zajmować tak jak zajmują się teraz. Nie mówię tym pierwszym - co mi tu ględzicie, cieszcie się, że macie zdrowe dziecko, tylko szukamy sposób radzenia sobie samodzielnie czy znalezienia pomocy na zewnątrz.

              Steffo - myślę i myślę i nie wiem, co oznacza utrata SIEBIE! Wszystko, co straciłam rodząc dzieci przewidywałam, że stracę. Faktycznie, podczas pierwszego porodu dotarła do mnie przerażająca nieco świadomość nieuchronności tego, co się zacznie dziać już wkrótce, świadomość tego, że nie można się z tego wypisać przez wiele następnych lat. Ale tak naprawdę przeczuwałam to wcześniej, tylko chyba nie nazywałam tego.
              • zuzannao Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 09:27
                A ja chyba wiem, co Steffa ma na myśli, chociaż nie wiem, czy potrafiłabym to wytłumaczyć. Dla mnie, jedynaczki, silnie przywiązanej do posiadania jakiejś własnej przestrzeni, chyba najtrudniejszy w początkach macierzyństwa, a jeszcze trudniejszy przy drugim dziecku był brak własnego pokoju, zarówno naprawdę jak i w przenośni. Brak miejsca, w którym można byłoby być sobą i na przykład - trochę popracować. W tej chwili wywalczyłam sobie taką przestrzeń i strzegę jej bardzo. W ogóle, w moim przypadku, czyli osoby wykonującej wolny zawód (a nawet dwóch takich osób), najistotniejsze jest "prawo do pracy". Bardzo długo praca była dla nas luksusem, w zasadzie do dzisiaj nie miewamy czasu wolnego - bo po położeniu dzieci i wykonaniu wszystkich obowiązków nadchodzą wreszcie cenne chwile, które można przeznaczyć na pracę. W moim przypadku dało to chyba rezultat pozytywny - dysponując tak malą ilością czasu łatwiej mi przyszło zdecydować, że są takie prace, na które tracić go nie warto i zrozumieć, co tak naprawdę chcę robić. Ale bywało naprawdę ciężko. Z tym, że doświadczenie nasze, obojga rodziców, było takie samo, bo od początku równo dzieliliśmy wszystkie obowiązki (z wyjątkiem karmienia piersią:)), więc nie mogę powiedzieć, żeby to była jakaś specyfika macierzyństwa.
                • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 06.06.12, 23:47
                  Przepraszam, nie zauważyłam. Te rozgałęzienia w wątkach powodują, że nie mogę znaleźć końca. Jest tak trochę, jak powiedziała Zuzanna - też jestem jedynaczką, która od wielu lat nie ma własnego pokoju, a zawsze miała. Też wywalczyłam sobie przestrzeń, swoje biurko, przy którym nikomu nie wolno zasiadać (dla zasady). Utrata siebie odbyła się jednak na wielu poziomach. Nie byłam dawną sobą - pożegnałam się z ciałem, przyzwyczajeniami, zniknęła ''mojość'' dawna, a zanim pojawiła się nowa, byłam tylko cieniem mojego dziecka. W swojej głowie, bo pewnie otoczenie nie zauważyło braku kontinuum. Ja zresztą nawet nie pamiętam wielu rzecz sprzed urodzenia syna. Tak jakbym to nie była ja. Organicznie to przeżyłam.
    • pepperann Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 11:50
      No, ja miałam taki okres wyjałowienia. A w każdym razie wyalienowania z życia normalnych dorosłych. Szłam na spotkanie i miałam poczucie, że wszyscy opowiadają o tym, jak się rozwijaja w pracy, gdzie byli, co widzieli, a ja mogę opowiedzieć o moich dzieciach wiele ciekawych anegdotek, których nikt nie chce słuchać zapewne. Kiedy urodziłam młodszą córkę, starsza miała półtora roku. Przez pierwsze pół roku bycia z nimi na pewno intelektualnie się cofałam, bo nawet gazety nie miałam czasu/siły przeczytać. Przy karmieniu czytałam na okrętkę "Maks na krzesło. Maks bam". Co nie zmienia tego, że bardzo dobrze wspominam ten czas i na pewno się mocno rozwinęłam - emocjonalnie, jakiejś życiowej mądrości nabyłam. Ale intelektualnie się wyjałowiłam z pewnością, zwłaszcza że z bólem serca zrezygnowałam ze studiów doktoranckich.

      Macierzyństwo straszliwe emocje rzeczywiście budzi. Ja np. czuję się oceniana przez bezdzietne koleżanki jako ta która zdradziła feministyczne ideały i która ma fałszywą świadomość "mówisz, że się w tym spełniasz, ale tylko odtwarzasz schematy' - brrr :-)


      Myślę, że jest duży ruch "odkłamywania" macierzyństwa, ale często jest to przesadna reakcja, odchył w drugą stronę, że tak powiem. Wtedy z kolei można mieć poczucie, że macierzyństwo to : depresja poporodowa, bezsenność, zniszczona figura, zaprzepaszczone dobre relacje z mężem, złamana kariera zawodowa, ciągła frustracja i niedorastania do włąsnych ideałów. A przecież nie jest to też prawda.
    • ash3 Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 12:46
      Wyjałowienie - dla mnie nie jest to wartościujace określenie, po prostu odnosi się do takiej monokulturowej specyfiki tego okresu.
      To jest przyjemne, bo zagląda sie jakby do swego wnętrza, ale w pewnym momencie coś się dzieje i rzeczywiście następuje zapadanie się w sobie. Wydaje mi się, że to specyficzne uczucie. Nie wiem, czy można rozciągnąć to na jakąś zbiorowość i czy coś z tego wynika.
      (Dla mnie wczesne macierzyństwo było czasem chaosu i nieogarniętej powtarzalności zarazem.)
      • rykam Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 13:14
        ash3 napisała:
        > (Dla mnie wczesne macierzyństwo było czasem chaosu i nieogarniętej powtarzalnoś
        > ci zarazem.)

        Hyh :) Zdefiniowałaś moje życie odkąd dziecię zaczęło się poruszać z prędkością światła ;) Wcześniej jakoś nie było szczególnie traumatycznie. Nastawiłam się, że może być lepiej ale może i być gorzej i było chyba bliżej tej pierwszej wersji, więc nie miałam zbyt wielu powodów do narzekania. No i wiedziałam, że to przejściowe i faktycznie szybko minęło. Ale czas chyba zaczął bardziej galopować, mam takie wrażenie zwłaszcza jak zdarzy mi się czasem zajrzeć na jakieś starsze zdjęcie potomkini, a nie robię tego często ;)
        A co do sprzed i po to też nie tęsknię i moje wcześniejsze życie zdaje mi się być nudne, bez wyrazu, niepełne i dopiero z pojawieniem się córki nabrało większego sensu, znaczenia. Ciężko to chyba wytłumaczyć :)
        • rosario.o Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 13:36
          rykam napisała:
          > A co do sprzed i po to też nie tęsknię i moje wcześniejsze życie zdaje mi się b
          > yć nudne, bez wyrazu, niepełne i dopiero z pojawieniem się córki nabrało większ
          > ego sensu, znaczenia. Ciężko to chyba wytłumaczyć :)

          Właśnie, to jest ciekawe zagadnienie. Bardzo często słyszę opinie typu: po urodzeniu dziecka stałam się innym człowiekiem, moje życie stało się pełne, czuję, że nareszcie ma sens itp.
          Dlatego spodziewałam się, że u mnie też nastąpią tego typu wielkie zmiany egzystencjalne i ... nic, wcale nie mam poczucia, że dopiero teraz żyję pełnią życia, a wcześniej było gorzej. Ale to być może wynika z tego, że także przez urodzeniem dzieci (których posiadanie było chyba największym marzeniem) byłam osobą szczęśliwą i zadowoloną ze swojego życia, które absolutnie nie było nudne.
          • rykam Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 13:56
            Mówiłam, że to ciężko wytłumaczyć :)
            Innym człowiekiem się nie stałam, byłam i jestem osobą szczęśliwą i zadowoloną ze swojego życia (typ: niepoprawny optymista ;) Dużo się u mnie działo - poznawanie nowych miejsc, osób itp. i wtedy się nie nudziłam ;) Ale to tak jak z singla przechodzi się w parę i te wszystkie nowości, radości, szczęścia itp. dzieli się razem i wtedy ta radość, szczęście są podwójne, tak w przypadku dojścia dziecka to się jakby jeszcze rozmnożyło ;) i ta radość ze wspólnego przeżywania, możliwość dzielenia razem różnych świetnych rzeczy jeszcze wzrosła. Takie mam wrażenie :) Tym bardziej, że się niczego takiego nie spodziewałam i nie miałam jakichś szczególnych oczekiwań w temacie jak to będzie potem, razem itp. :) Ale to takie subiektywne odczucie i jak wszystkie inne - ciężko przełożyć na słowa :)
            Albo może jeszcze inaczej :) Będąc w związku czy mając dzieci w pewnym zakresie można nadal żyć życiem singla: jak dziecko śpi u dziadków, wyjedzie na kolonie, mąż w delegacji itp. a będąc singlem czy parą bez dzieci ciężko wskoczyć w te wszystkie okołodzieciowe atrakcje.
            Tak mi się skojarzyło: ryms.pl/artykul_szczegoly/100/index.html :)

            PS. Dotąd bardzo stroniłam od wszelkich for, patrząc podejrzliwie na te wszystkie wspaniałe rady i dziwne komentarze itp. itd. ale to forum uwielbiam ;] Dyskusje obierają bardzo ciekawe i nieoczekiwane kierunki :P
          • ap77 Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 14:01
            a ja tesknie ze czasem przed-dzieckiem, ale nie zamienilabym sie teraz:)
            Dla mnie macierzynstwo, to przede wszystkim odpowiedzialnosc i dojrzewanie. A co za tym idzie swiadome wychowywanie dziecka. Tego sie trzeba nauczyc wg mnie.
            Ja caly czas sie ucze.
            I wkurza mnie jak ktos mowi, "dziecko niczego nie zmienilo".
            Nie mam teraz czasu wiecej pisac....:(
            • zo_79 Re: Macierzyństwo non-fiction 24.05.12, 15:01
              ap77 napisała:
              > Dla mnie macierzynstwo, to przede wszystkim odpowiedzialnosc i dojrzewanie. A c
              > o za tym idzie swiadome wychowywanie dziecka. Tego sie trzeba nauczyc wg mnie.
              > Ja caly czas sie ucze.
              > I wkurza mnie jak ktos mowi, "dziecko niczego nie zmienilo".

              ap77 myślę, że to co piszesz jest kluczowe, też to tak widzę. Pierwsze dziecko było dla mnie rewolucją, zwłaszcza że jako jedynaczka nie miałam pojęcia z czym to się je. Ten okres na szczęście mam już za sobą i nie chciałabym do niego wracać. Ale traktuję go jako rodzaj szkoły, coś bez czego nie da się pójść dalej. Przez 10 lat wszystko się zmieniło. Dzisiaj rodzicielstwo to kawałek życia, z którym nie chciałabym się rozstać - oswojony i zaakceptowany ze wszystkimi plusami i minusami tej sytuacji. A najbardziej cieszy mnie w nim dojrzewanie relacji, kiedy dzieci rosną i potrzebują mnie wciąż w nowy sposób, a ja widzę jak się zmieniają i takie przyziemne rzeczy jak zarwane noce, alergie, adhd itp. stają się zaakceptowaną codziennością lub mglistym wspomnieniem. I jak tak patrzę na mamy z pierwszymi dziećmi w wózkach to cieszę się, że moje w brzuchu jest już trzecie i to zupełnie inna bajka, o której sądzę, że w tej książce nie ma ani słowa.
              • chaber69 Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 09:45
                Wczoraj udało mi się znaleźć chwilę wolną i przeczytałam, a właściwie to przeleciałam tekst, bo ostatnio tak mam.
                Moja córka musiała użyć słuchawek, żeby nie słuchać moich ryków tzn. wybuchów nieopanowanego śmiechu, bo są takie momenty, kiedy się nie mogłam powstrzymać, zwłaszcza kiedy autorka przytacza teksty niektórych, hmmmm, kołysanek. Niektóre smaczki czytałam jej na głos (jeszcze przed słuchawkami) i jak powiedziała - to ją tylko umocniło w decyzji na przyszłość nie posiadania dzieci. Moje pragnienie zostania wkrótce babcią coraz bardziej się oddala. W każdym razie dziecię już dawno zadeklarowało niechęć do związków poświadczonych przez papier, a co do dzieci to tak naprawdę przyczyną jest przede wszystkim możliwość odziedziczenia chorób, na które choruje. Cóż za odpowiedzialna postawa - można by rzec, gdyby nie to, że ta możliwość dziedziczenia nie jest procentowa duża. Przede wszystkim moje dziecię bierze pod uwagę swoje wygodnictwo. Wstawać w nocy? Kilka razy? W życiu! Pocieszam się tym, że będąc w jej wieku również uświadamiałam wszystkich naokoło, że najbardziej nie lubię dzieci i psów, a teraz bez psa nie wyobrażam sobie życia, a bez dziecka... Powiem tak - nie mogę się doczekać następnego roku, kiedy będzie miała osiemnaście lat. Pierwsze wakacje po jej 18- tce i mamusia pakuje kufry i wyjeżdża na tydzień sama gdziekolwiek, ale pewnie w góry, bez żadnej przyczepki.
                Wracam do książki. Autorka nie twierdzi, że przeciera szlaki i o tym wspomina, że uświadamiając sobie pewne rzeczy, sprawdza to i owo i ze zdziwieniem przyjęła fakt, że nie jest sama, że istnieją także inni rodzice, którzy myślą podobnie, ale raczej nie są to osoby z jej najbliższego otoczenia. Pisze m. in o Stowarzyszeniu Złych Matek, które ogłaszają wszem i wobec prowokacyjnie, że nie prasują ubranek, nie wyparzają butelek i nie gotują wody na kąpiel. O gotowaniu wody nie słyszałam, ale pozostałe kwestie są mi bardzo bliskie. Prasowanie zarzuciłam chyba po 2 miesiącach, a butelek nie wyparzałam nigdy i nic dziecku się nie stało. Czyli jestem zła matką...
                Jeszcze coś mi się przypomniało - autorka wspomina o parze, której urodziło się dziecko. Po narodzinach para nie zmieniła absolutnie swoich zwyczajów. Jakaś impreza? Nie ma problemu, dziecko zabieramy ze sobą, wyjście do klubu - nie ma problemu itd. Dziecko zabierane było wszędzie tam, gdzie chcieli iść. I nic się nie stało. Ponieważ było do tego przyzwyczajone od zawsze żadne bodźce typu hałas czy muzyka jemu nie przeszkadzały. Dziecko ma się bardzo dobrze.
                To tyle na gorąco.
                • basca_basca Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 10:11
                  > Dziecko zabierane było wszędzie tam, gdzie chcieli iść. I nic się
                  > nie stało. Ponieważ było do tego przyzwyczajone od zawsze żadne bodźce typu hał
                  > as czy muzyka jemu nie przeszkadzały. Dziecko ma się bardzo dobrze.

                  Gdyby mieli mój egzemplarz, to jednak musieli by zmienili swój tryb życia;)
                  • modrooczka Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 14:04
                    Mam taką koleżankę, która deklarowała, z dziecko w jej życiu nic nie zmieni. Potem urodził się synek i natychmiast dostał kolek. Nie minęły 3 tygodnie jak cała rodzina miała co do minuty ustabilizowany tryb życia, zero dodatkowych bodźców - tylko w ten sposób mały zasypiał normalnie.
                    Jeśli chodzi o tabu, to już go chyba nie ma. w dobie internetu, kiedy każda kandydatka na matkę może wejść na dowolne forum internetowe i poczytać o wszystkich problemach macierzyństwa chyba wszystko jest jawne?
                    • chaber69 Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 14:28
                      Jak czytam o tych kolkach, to błogosławię fakt, iż nie wiem co to jest, bo moje dziecię nie miało - a przynajmniej nie miało podczas mojej obecności w pieleszach domowych. Ale też nie przypominam sobie, żeby moja matka cokolwiek wspominała na ten temat. Niemniej jednak przez pierwsze trzy czy cztery miesiące byłam w domu, to chyba bym zauważyła. Generalnie jestem pechowcem, a tu - nawet nie spostrzegłam, że byłam szczęściarą pod tym względem.
                  • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 15:56
                    I mój. ;-)
                    Moje dziecko uparcie od dzisięciu lat wstaje o 5:30 i od razu mnie budzi.
                    • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 19:12
                      steffa napisała:

                      > I mój. ;-)
                      > Moje dziecko uparcie od dzisięciu lat wstaje o 5:30 i od razu mnie budzi.

                      Oj, to straszne! Moi dają pospać i do 10 (nie mówię, że nie przychodzą,ale głównie zajmują się sobą).
                      • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 26.05.12, 00:17
                        Mój syn zajmuje się mną. Tylko formy budzenia ma coraz bardziej wyszukane (choć nie bardzo ;-))
                    • bruy-ere Re: Macierzyństwo non-fiction 25.05.12, 21:05
                      > Moje dziecko uparcie od dziesięciu lat wstaje o 5:30 i od razu mnie budzi.

                      Moje niestety też, tzn. nie od 10 lat, bo ma 2, ale i tak jestem wykończona...
                      • poppy76 Re: Macierzyństwo non-fiction 26.05.12, 00:17
                        E tam, i tak macie dobrze. Moja cora zaczela przesypiac 8-9h na dobe jak skonczyla rok i rzucila drzemki. Zasypia na noc ok polnocy, i od urodzenia kazdy sen przed 22 jest traktowany jako drzemka i zmylka dla starych.
                        Wlasnie ide jej poczytac ksiazke na dobranoc:)
                        Ja akurat wiedzialam z czym sie je to cale macierzynstwo, nawet kolki mnie tak nie wymeczyly, ale nie spodziewalam sie, ze do tego stopnia bedzie mi brakowalo czasu dla siebie, bo tez i nie przyszlo mi do glowy, ze dziecko moze spac tak niewiele:D
                        • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 27.05.12, 23:44
                          Ale widzisz: cokolwiek o macierzyństwie się nie powie - dobrego czy złego - podlega to licytacji. ;-)
                • basca_basca Re: Macierzyństwo non-fiction 28.05.12, 10:58
                  > Jeszcze coś mi się przypomniało - autorka wspomina o parze, której urodziło się
                  > dziecko. Po narodzinach para nie zmieniła absolutnie swoich zwyczajów.
                  Tak się ostatnio zastanowiłam, że to jakieś nienaturalne. Nawet jak mam gości w domu, to przecież staram się w jakimś zakresie dopasować do nich, a oni do mnie. No więc nie umiem zrozumieć rodziców, którzy nie zmieniają nic a nic swoich zwyczajów, kiedy pojawia się na świecie ICH dziecko.
                  • ap77 Re: Macierzyństwo non-fiction 28.05.12, 11:58
                    moze sie tak zdarzyc:)
                    Znam dziecko, ktore jako niemowle pieknie jadlo-spalo-jadlo-spalo. Jak podroslo to samo sie bawilo, samo jadlo, samo usypialo. Nie robilo scen, histerii, nie gadalo i pytalo non stop;), nie chorowalo! itp itd. Samo sie chowalo, np. bez czytania, bez rytmu dnia, bez konsekwencji...

                    Tylko czy jest ok?
      • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 07.06.12, 00:02
        Ja jeszcze o tym ''zaglądaniu do wnętrza'' chciałabym dorzucić - otóż akurat nie za bardzo tam zaglądałam, a jak już to widziałam dziurę. Po tym, co aktualnie leżało obok i wrzeszczało. ;-)
        • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 08.06.12, 17:12
          Proszę, czytają nas: www.edziecko.pl/rodzice/1,79353,11893349,Prawdziwy_obraz_macierzynstwa___co_to_takiego_.html

          • bruy-ere Re: Macierzyństwo non-fiction 08.06.12, 21:20
            abepe napisała:

            > Proszę, czytają nas: www.edziecko.pl/rodzice/1,79353,11893349,Prawdziwy_obraz_macierzynstwa___co_to_takiego_.html

            Lub napisała to jedna z nas ;-)
          • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 08.06.12, 22:10
            A w którym paragrafie? ;-)
    • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 26.05.12, 01:00
      Przyczyną tego, że kobiety są generalnie mądrzejsze od mężczyzn, była konieczność spędzania czasu z dziećmi. Bycie z dziećmi pozwala na rozwój emocjonalny.

      Bardzo wartościowy tekst:
      tygodnik.onet.pl/33,0,75899,1,artykul.html
      • ap77 a propos IQ mam:) 27.05.12, 22:44
        przypomniala mi sie taka ksiazka "Umysl mamy"
        merlin.pl/Umysl-mamy-Jak-macierzynstwo-rozwija-nasza-inteligencje_Katherine-Ellison/browse/product/1,589716.html#fullinfo
    • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 02.06.12, 00:43
      Hihuhihu
      www.tvp.pl/styl-zycia/magazyny-sniadaniowe/pytanie-na-sniadanie/wideo/ksiazki-dla-dzieci-malych-i-duzych/7536539
      • basca_basca Re: Macierzyństwo non-fiction 02.06.12, 11:36
        Ja dalej utwierdzam się w przekonaniu, że teza o wierze młodych kobiet w macierzyństwo lukrowane jest mocno naciągana. Macierzyństwo zaskakuje, ale chyba trzeba być tak bardzo oderwanym od rzeczywistości, żeby wierzyć w medialny przekaz o ślicznym i bezproblemowym bobasku.
        Co nie zmienia faktu, ze komuś może być potrzebna jest ta książka.
        • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 02.06.12, 14:59
          Ja w tym miejscu wyciągam bardzo niemodne i medialnie niewygodne słowo - POŚWIĘCENIE. Już raz nawet nim odstraszyłam ponoć przynajmniej jedna osobę. ;-) Ale tak jest. Czasem trzeba coś poświęcić.
          • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 02.06.12, 15:34
            steffa napisała:

            > Ja w tym miejscu wyciągam bardzo niemodne i medialnie niewygodne słowo - POŚWIĘ
            > CENIE. Już raz nawet nim odstraszyłam ponoć przynajmniej jedna osobę. ;-) Ale
            > tak jest. Czasem trzeba coś poświęcić.

            Ja mam z tym słowem problem. Bo uważam, że jeżeli nawet coś poświęcam to dla MOJEGO dziecka, które jest silnie związane z moim odczuwaniem siebie.
            Cierpiąc z powodu migren, bo nie mogłam wziąć leku w ciąży czy karmiąc piersią nie miałam poczucia, że się poświęcam. Będąc na rygorystycznej diecie, która miała doprowadzić do eliminacji alergii pokarmowej a doprowadziła do tego, że przy wzroście 170 ważyłam 49 kg także nie (oczywiście wiedziałam, że ze względów zdrowotnych nie może to trwać długo). Na pewno już o tym pisałam, może przynudzam, ale to dla mnie dobry przykład, bo otoczenie mi współczuło, że się tak poświęcam. A ja nie mam natury cierpiętnicy. Gdyby mi to doskwierało - to bym zrezygnowała (i zrezygnowałam z karmienia piersią młodszego, gdy miał 16 m-cy, bo dłużej nie mogłam wytrzymać migren).

            Zastanawiam się czy pojawia się u mnie poczucie poświecenia w stosunku do dzieci. Tak, raz powiedziałam młodszemu, nie jeżeli będzie się tak fatalnie zachowywał przestanę płacić za jego treningi a zamiast tego kupię sobie wreszcie nowe buty! Ale, z drugiej strony - większą przyjemność sprawia mi obserwowanie jego sukcesów z piłką niż nowe buty. Przepraszam, że poświecenie sprowadziłam do sfery materialnej, ale w tym momencie tylko ten problem przyszedł mi do głowy.
            • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 03.06.12, 01:55
              Dlaczego od razu ''cierpiętnica''. Poświęcenie = oddanie, wyrzeczenie, ofiara. Ofiara w znaczeniu dar. Daruję dzieciom, oddaję się im, wyrzekam czasem siebie. Daję, żeby dostać. Dostać nie w prostej linii, czyli ''na starość się mną zaopiekują''. Dostać świadomość, że jest im dobrze.
              • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 03.06.12, 13:39
                steffa napisała:

                > Dlaczego od razu ''cierpiętnica''. Poświęcenie = oddanie, wyrzeczenie, ofiara.
                > Ofiara w znaczeniu dar. Daruję dzieciom, oddaję się im, wyrzekam czasem siebi
                > e. Daję, żeby dostać. Dostać nie w prostej linii, czyli ''na starość się mną
                > zaopiekują''. Dostać świadomość, że jest im dobrze.

                Miałam na myśli cierpiętnictwo w znaczeniu nadmiernego poświęcenia, nieadekwatnego do potrzeb osoby dla której się poświęcam, takiego, które jest wbrew zdrowemu rozsądkowi.
                Moje przejście na restrykcyjną dietę eliminacyjną dlatego, że u dziecka DZIESIĘCIOMIESIĘCZNEGO pojawiły się plamy, które mogły ale nie musiały być objawem alergii, przez niektóre osoby (np. naszą lekarkę rodzinną) było postrzegane jako takie właśnie cierpiętnictwo. Bo przecież łatwiej było tak duże już dziecko odstawić od piersi. Dla mnie jednak karmienie piersią było tak dużą radością, że jedzenie samych ziemniaków i pieczywa ryżowego z duszonymi jabłkami (oraz rezygnacja ze słodyczy i kawy z mlekiem!!!) nie stanowiło problemu. Ale wiedziałam też, że jeżeli tylko schudnę za bardzo i zacznę się źle czuć będę musiała dietę zakończyć. I tak też się stało.

                Poświęcenie w takim znaczeniu, jak opisałaś, Steffo, znam. Czuję nadal sprzeciw wobec nazywania tego w ten sposób, ale właściwie nie ma teraz znaczenia nazwa tylko samo zjawisko. Tak, jeżeli takie poświecenie masz na myśli - poświęcam się :))))) I robię to nie dla nich, tylko dla siebie. Ale też dość dużo wymagam - możliwości spania w weekend do 10, jedzenia warzyw i owoców i zrozumienia dlaczego nie kupuję im wszystkich upragnionych kart piłkarskich itd. i komórek;)

        • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 02.06.12, 15:15
          A zastanawiałam się czy rzeczywiście o trudach rodzicielstwa rozmawiam tylko w gronie innych rodziców i wydaje mi się, że nie! Na pewno dużo rozmawiamy w pracy (taka praca, że sprawy cudzych dzieci wciąż na tapecie, więc i o własnych mówi się dużo) a grono mamy bardzo zróżnicowane wiekowo i pod względem "stanu cywilnego". I okazuje się, że np. jedna z dziewczyn całkiem sporo wie bo ma dwie bratanice, inne - znajomych z dziećmi.

          Myślę, że pewne rzeczy w praktyce okazują się trudniejsze niż nam się to mogło wydawać (kolki, nieprzespane noce, przywiązanie do dziecka), ale moim zdaniem teraz jest coraz więcej miejsc gdzie można z dzieckiem wyjść czy o problemach porozmawiać i poszukać rozwiązania. Jasne, że bardzo trudno jest gdy młodzi rodzice zostają z dzieckiem sami, nie mają wsparcia. Dużym problemem jest to, że często za wszelką cenę staramy się być najlepsi we wszystkim. Wtedy trudno przyznać się do zmęczenia, zniechęcenia, poczucia porażki. Pamiętam, że dla mnie pewnego rodzaju porażką była konieczność podania starszemu smoczka, bo założyłam sobie, że poradzimy sobie bez. Potem postukałam się w głowę i odpuściłam.
          • ap77 jeszcze jedna pozycja na temat 03.06.12, 21:46
            sklep.czaskultury.pl/index.php?mod=produkt&id=116
      • rzezucha.ma Re: Macierzyństwo non-fiction 04.06.12, 09:24
        Czy tylko ja mam wrażenie, że oglądam dyskusję niewidomych o kolorach?
        • rykam Re: Macierzyństwo non-fiction 04.06.12, 09:34
          I jak to mówią: psy szczekają a karawana jedzie dalej ;)
        • basca_basca Re: Macierzyństwo non-fiction 04.06.12, 09:49
          haha, a nawet te osoby nie dzieciate: Szczuka i zdaje się ta pani prowadząca jakoś nie żyją w iluzji kolorowego li tylko macierzyństwa ;)
          • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 00:32
            Dzieci to taki temat, na który wszyscy mają coś do powiedzenia. Dopiero jak mają swoje, dowiadują się jak bardzo się mylili.
            • basca_basca Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 20:58
              A swoją droga program wyemitowany w dzień dziecka. Tytuł o książkach dla dzieci, a tu...
              No tak, przecież programy o książkach dla dzieci zalewają nas nieustannie w tv ;)
              • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 21:33
                Dobra, kupię tę książkę jeżeli jest w niej fragment o koszmarze odrabiania lekcji z dzieckiem, któremu obcy jest wszelki wysiłek!!!

                Jak dobrze, że wkrótce wakacje!!!
                • basca_basca Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 21:45
                  Może w takim razie Kępińskiego "Lęk", akurat wznowili;)
                  • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 21:52
                    basca_basca napisała:

                    > Może w takim razie Kępińskiego "Lęk", akurat wznowili;)

                    Komu proponujesz? Mnie? Mnie w tym momencie jakaś behawioralka bardziej potrzebna niż psychologia humanistyczna;)
                    • basca_basca Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 22:04
                      hahaha
                      To dla równowagi :D Jeśli macierzyństwo to tylko frustracja, a frustracja może zrodzić nerwicę, to na nerwice Kępiński ;)
                      • steffa Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 22:55
                        Takie coś o odrabianiu lekcji to ja też proszę.
                • zuzannao Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 23:20
                  "Z dzieckiem, któremu obcy jest wszelki wysiłek" - aaa, skąd ja to znam!
                  W ogóle myślę, że zbyt dużo miejsca poświęca się trudnościom pojawiającym się w związku z niemowlętami i małymi dziećmi, a ja mam wrażenie, że z czasem macierzyństwo staje się coraz trudniejsze. Już nie pod względem technicznym, jak przy obsłudze noworodka, ale w innych aspektach. A może to ja się coraz bardziej starzeję?
                  • abepe Re: Macierzyństwo non-fiction 06.06.12, 23:26
                    zuzannao napisała:

                    > "Z dzieckiem, któremu obcy jest wszelki wysiłek" - aaa, skąd ja to znam!

                    Zasilamy szeregi "zdolnych ale leniwych"? Brrrr

                    > W ogóle myślę, że zbyt dużo miejsca poświęca się trudnościom pojawiającym się w
                    > związku z niemowlętami i małymi dziećmi, a ja mam wrażenie, że z czasem macier
                    > zyństwo staje się coraz trudniejsze. Już nie pod względem technicznym, jak przy
                    > obsłudze noworodka, ale w innych aspektach. A może to ja się coraz bardziej st
                    > arzeję?

                    Zawsze wiedziałam, że to, co to co doskwiera na początku to tylko zmęczenie i lęk, potem zaczyna się intensywna praca intelektualna!
                    Wsparciem mogą być Talki za swoimi felietonami - Dziecko dla odważnych (bardzo dobry tytuł zbioru).
    • agisek Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 12:44
      Intensywnie rozmyślam jak to ze mną i z macierzyństwem było. Tak sobie myślę, że jakieś sygnały na temat tego, że jest ciężko musiały do mnie docierać. Lekceważyłam je, w swojej pysze myślałam, że to tylko kwestia odpowiedniego przygotowania się. Poczytam trochę, dowiem się, wprowadzę innowacyjne rozwiązania i w połączeniu z moim anielskim charakterem osiągnę zachwycający efekt przykładowego rodzicielstwa ;-). Myślałam sobie nawet, że tak się już w ostatnich latach napracowałam, że chętnie sobie posiedzę z dziećmi w domu i odpocznę. Wielkie było moje zdziwienie, gdy dzieci pojawiły się na świecie i okazało się, że tak ciężko to nie tyrałam jeszcze w całym moim życiu ;-). Wówczas takie książki jak "Zła matka" przydawały mi się i pozwalały mi nabrać dystansu do sytuacji w jakiej się znalazłam.
      • bruy-ere Re: Macierzyństwo non-fiction 05.06.12, 16:37
        Agisek, w sumie mogłabym się podpisać, pod tym, co napisałaś :-) Szczególnie bliski jest mi fragment o wierze w swoje wyjątkowe zdolności organizacyjne i chęć odpoczynku od intensywnej pracy zawodowej (zakończona ekstremalnym zmęczeniem i powrotem do pracy jako mniejsca błogostanu ;-)).
        • ap77 Przeczytalam do konca... 15.06.12, 00:13
          Fajna ta ksiazka, taka prawdziwa, i straszna i smieszna jednoczesnie.
          Niektore zdania sa o mnie:) O moich odczuciach, w 100 procentach celne. Tak bylo!

          I ja juz jestem w kolejnej fazie macierzynstwa, teraz spokojnie plywam w jeziorze (kto czytal ten wie o co chodzi:)
          • bruy-ere Re: Przeczytalam do konca... 15.06.12, 09:43
            Jestem w połowie. Bardzo mi się podoba i mogłabym podpisać się praktycznie pod wszystkim.
          • basca_basca Re: Przeczytalam do konca... 15.06.12, 09:49
            Ta twoja recenzja brzmi dużo bardziej zachęcająco niż co poniektóre w necie;)
            • ap77 Re: Przeczytalam do konca... 15.06.12, 10:02
              i fajnie, ze ona jest polska, a nie jakies nierealne historie z Ameryki
Inne wątki na temat:
Pełna wersja