Gość: Anioł
IP: *.dynamic.gprs.plus.pl
20.02.10, 02:11
Wszystkim należą się wyjaśnienia ode mnie. Nie wiem czemu
wybrałem taki nick, nie jestem aniołem, tak mówi moja
dziewczyna :), ale wiele mu zawdzięczam.
Mój promotor rzucił mi temat, który przyznam nie odpowiadał mi,
ale nie miałem innego wyjścia. Temat brzmiał "Powojenne stosunki
narodowościowe na terenach opuszczonych w ramach akcji Wisła".
Nie wiedziałem, jak do tego mam się zabrać, ale kolega z roku
poradził mi zajrzeć na forum Gazety Wyborczej - Przemyśl. Miał
rację. To z czym się spotkałem przeszło moje najśmielsze
oczekiwania. Bez urazy, nie miałem zamiaru nikomu sprawić
przykrości. Nie ujawniłem się od razu, gdyż uznałem, że jeżeli
każdy na forum będzie wypowiadał się na moje posty bez ogródek,
to poznam prawdziwe bolączki tej społeczności a przy tym nikt nie
będzie mogł mi zarzucić,że pisano na moje zamówienie, lecz pisano
prawdę. Bardzo mi zależało na tym, by każdy mówił to co myśli i
czuje, a nie to co wypada mówić. Wiedza, jaką zyskałem pozwoliła
mi na wyciągnięcie wniosków, z którymi uważam winienem się
podzielić, a które bardziej szczegółowo zamierzam zawrzeć w
swojej pracy naukowej. Zapewniam, że nie mam zamiaru powoływać
się na forum, więc nikt nie ma się czego obawiać. Wiem, że to
może zabrzmieć niezbyt elegancko, ale chciałbym podziękować
wszystkim autorom wpisów na mój post.
Bardzo chciałbym podziękować szczególnie niektórym forumowiczom,
którzy mocno zapadli mi w pamięć. Pozostałych przepraszam, że o
nich nie wspominam. Nie mam zbyt wiele czasu na to, bo wiecie jak
to jest ... moja dziewczyna ma mi za złe, że siedzę na forum
Przemyśla, zamiast zajmować się nią, ale to wkrótce się zmieni.
Obiecuję jej :)
Przechodzę więc do meritum sprawy. Zaznaczam, że to tylko szkic
moich spostrzeżeń, mogą nie być dokładne, może zbyt ogólnikowe,
przepraszam więc za tych, którzy mogą poczuć się urażeni. Na
terenie Polski płd.-wsch. (myślę, że nie tylko tutaj) w sercach
niektórych osób, i co ciekawe wśród tych, którzy bezpośrednio nie
doświadczyli zła w czasie II wojny światowej i w okresie
powojennym, nadal istnieje poczucie krzywdy. Nie potrafią się
pogodzić z niesprawiedliwością, z faktem, że wiele osób nie
poniosło kary za złe traktowanie, śmierć bliskich lub utratę
majątku. Stan ten wywołuje często zachowania, które są nam obce i
wywołują kontrowersje. Zrzucanie winy na wszystkich, nieważne, że
nie żyli w tym czasie i z oczywistych względów nie mogli być
sprawcami niegodziwości lub przestępstw, jest odruchem
charakterystycznym dla osób, które nie radzą sobie z brzemieniem,
jaki zostawili im rodzice, dziadkowie itp. W okresie powojennym,
do lat 90, a może i później, nie istnieli psychologowie,
psychoterapeuci ..., którzy ewentualnie mogliby ( nie wierzą do
końca w ich działanie, bo nie znam skutków ich terapii )
przyjrzeć się problemowi i pomóc poszkodowanym. Przekonanie, że
nie można żyć bezkarnie, podświadomie zmusza osoby pokrzywdzone
do szukania winnych. Działanie to, choć niczym nie
usprawiedliwione z uwagi na upływ czasu, pełni rolę
terapeutyczną. Mając "winnych" poszkodowani czują się lepiej,
zaczynają wierzyć w sprawiedliwość. I nieważne, że "winnym" jest
niewinny forumowicz, który miał dobre intencje próbując pogodzić
zwaśnione strony. Innym problemem jest to, czy członek tej czy
innej nacji winien odpowiadać za to, że do niej należy, skoro
fizycznie nikt nie ma wpływu na to, kim są jego rodzice. Poważnym
problemem dla tych, którzy czują się pokrzywdzeni przez historię,
na którą nie mieli najmniejszego wpływu, jest poczucie własnej
tożsamości. Niektórzy przyznają, że akta potwierdzające ich
przynależność do danej narodowości w wyniku różnych działań,
zarówno zamierzonych jak i przypadkowych uległy zniszczeniu. Nie
są oni przekonani w pełni kim są, co prowadzi do tego, że boją
się mówić o tym, żeby nie narazić się na szykana ze strony tych,
którym wydaje się lub są przekonani o swoim pochodzeniu i którzy
mogliby ich źle potraktować.
Ziemie płd.wsch. Polski na przestrzeni wieków były zamieszkane
przez różne narodowości, które wymieszały się w takim stopniu, że
dziś nikt nie jest pewien swego pochodzenia. Na ironię zakrawa
często fakt, że ci którzy poprzez swą krótkowzroczność kierują
się brzmieniem swego nazwiska utożsamiają się z nacją z której
ono pochodzi, a w rzeczywistości należą do innego narodu.
Dywagacje na temat swego pochodzenia i narodowości pozbawione są
w tej sytuacji sensu, a ci którzy myślą inaczej, czy prędzej czy
później muszą spotkać się z przykrą rzeczywistością. Nie chcę być
złośliwy (wybaczcie!), ale zastanawiałem się czemu osoby
szczególnie aktywne na forum (zalogowane), broniące
pokrzywdzonych Polaków posługują się nickami, których brzmienie
nie jest polskie. Dziwne jest również to, że polsko brzmiące
nicki są adoptowane przez osoby, które deklarują inną
narodowość.Czyżby bali się polskich lub ukraińskich wyrazów?
Czemu boją się używać słów wskazujących na ich narodowość? Tego
nie wiem, choć bardzo mnie to ciekawi. Nie oceniam innych,
niezalogowanych osób, bo każdy może używać nicka jakiego tylko
zechce, poza wyjątkami, co jak wiecie mogłoby zniekształcić
efekty mojej pracy. Na moją uwagę zasługuje jednak kilka osób.
Darino, potrafi zachować dystans do wszystkiego co było złe w
przeszłości, szlachetnością wykazał się Jobrave, choć jemu
(zresztą jak i radził także mnie) szczerze zalecam dystans w
sensie dosłownym od forum Przemyśla, podziwiam jego umiejętność
wzniesienia się ponad waśnie pomimo dramatycznej przeszłości
swojej rodziny. Fanka online zaskoczyła mnie swoją determinacją
w walce o sprawiedliwość, doceniam jej wysiłki, ale jeżeli mogę
jej coś doradzić: nie zbawisz świata, poświęcisz wiele czasu,
natrudzisz się i nie będziesz mieć efektów ani satysfakcji.
Podziwiam jej wiedzę, oczytanie, jesteś bardzo inteligenta,
szkoda żeby, to co posiada najlepszego, traciła na walkę z ...
wiatrakami. Przepraszam ją za te fragmenty z Pisma św. to nie
było do niej. Wiem, że kocha ludzi, a przypominanie jej o miłości
było z mej strony nie na miejscu. Nie mogę nie wspomnieć
również o Pysio, taki miły i sympatyczny nick, zwłaszcza gdy
Przemyśl walczy o misia (pysio misio), który przyszedł z Ukrainy.
Jestem pełen podziwu dla wysiłków mieszkańców za przygarnięcie
porzuconego misia, który dotarł do miasta, to przejaw szlachentej
postawy, jaką winni odznaczać się wszyscy. Niech ten miś sprawi,
że wszyscy poczują atmosferę domu, bez względu na to, gdzie
został on wybudowany. Mam nadzieję, że - jak to śpiewał Lennon -
nie będzie granic ..., i będę mógł wpaść do Lwowa, do jednej z
restauracji ... i zasiądę do stolika z Janem, Iwanem, Hansem ....
a której nazwa brzmieć będzie dziwnie, bo nie po polsku,
rosyjsku, ukraińsku, niemiecku .... poprostu ... po ludzku.
Pozdrawiam wszystkich :)
Krzysztof (Teraz mogę podać swoje imię)