Dodaj do ulubionych

Walczą o diety

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.10, 20:28
Powstał Wyborczy Komitet Organizacyjny "Nasz Przemyśl”złożony z samych "zasłużonych" dla naszego miasta.
Zapewne pamiętamy ich "zasługi"
Wydaje mi się że powinniśmy temu gremium to przypomieć.Lista zapewne nie będzie krótka.
Obserwuj wątek
    • Gość: pysio Re: Walczą o diety IP: 213.25.24.* 16.05.10, 20:35
      Nazwa adekwatna i nie pozostawiająca złudzeń! Ich Przemyśl? Dobre sobie. Chyba
      wprowadzą prawa wojenne przećwiczone na psach.
      • wampir-wampir Re: Walczą o diety 16.05.10, 21:07
        Takie macie władze, jakie sobie wybieracie. Ja też takie mam. W
        Lublinie rządzili już chyba wszyscy, ze wszystkich opcji i wszyscy z
        wyjątkiem Pawła Bryłowskiego byli do niczego. A i on po
        prezydentowaniu z sukcesami, potraktował to jako trampolinę do
        krajowej polityki, a gdy nie wygrał wyborów parlamentarnych, w ogóle
        dał sobie spokój z działalnością publiczną. Nie mam pojęcia na kogo
        zagłosuję w następnych samorządowych. Pewnie przeciwko kompletnym
        idiotom, czyli na idiotę niekompletnego, ale jednak idiotę :-(((
    • venus99 Re: Walczą o diety 16.05.10, 21:09
      radni nie powinni otrzymywać żadnych diet.być radnym to
      zaszczyt i obowiązek wobec miasta w którym się mieszka a nie
      dodatkowe żródło dochodów.
    • Gość: Land Lover Re: Walczą o diety IP: *.perr.cable.virginmedia.com 16.05.10, 21:09
      W pewnym sensie jest to towarzystwo wzajemnej adoracji, ale zwracają uwagę m.in.
      na katastrofalny stan finansów miasta. Aż 10-krotny (z 14 do 140 mln zł!) wzrost
      jego całkowitego zadłużenia w okresie 2002-2009 obciąża radosną twórczość
      rządzącej miastem ferajny z PiS.
    • Gość: Kazek Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.10, 21:12
      niech zgadnę :) ci zasłużeni to pewnie Stan "Finger" - czyli Stasek, pewnie
      Bronek, Jurek Grucha i temu podobni zasłużeni czyli dawni kumple Januszka z
      najlepszej dla tej ekipy kadencji najlepszego z prezydentów Mariana :) nie wiem
      jak inni ale ja wyjeżdżam, bo to będzie "Ich Przemyśl"
    • Gość: Olo Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.10, 13:08
      "Liderzy" są, więc trzeba znaleźć chętnych, którzy zapełnią dalsze miejsca na liście komitetu. Jeden mandat to około 1000 głosów na listę, a niektórym kandydatom wystarczyło niecałe 200 głosów, żeby załapać się do rady.

      Wyniki głosowania i wyniki wyborów do Rady Miejskiej w Przemyślu 2006

      Szkoda, że mieszkańcy poszczególnych ulic, osiedli czy dzielnic nie są w stanie się zorganizować i wystawić własnych kandydatów w swoim okręgu wyborczym. Do tego nie trzeba ani loga znanej partii, ani wielkich pieniędzy na kampanię. Łatwiej i chętniej ludzie pójdą do urn i oddadzą swój głos na sąsiada, którego znają, który cieszy się dobrą opinią, niż na lokalnych samorządowców, którzy od wielu lat się nie sprawdzają.
      • Gość: kres Re: Walczą o diety IP: 79.139.106.* 17.05.10, 14:46
        w jaki sposób odsunąć gości którzy się nie sprawdzili? Nie po raz
        pierwszy zajmujemy się tym tematem,niestety skończy się jak
        zawsze,będziemy wybierac spośród wystawionych przez partie
        polityczne lub takie komitety.Idea Ola,napewno słuszna i porządana
        nie ma szans na powodzenie.Przynajmniej jak na razie wszystko na to
        wskazuje.Co w takim razie robić? Czy ktoś zna odpowiedż ?
        Pomimo że wybór radnych wydaje się nieco mniej istotny a na pierwszy
        plan wysuwa się wybór prezydenta to problem jest w zasadzie ten
        sam.Bowiem też będziemy wybierać spośrod kandydatów poszczególnych
        partii lub komitetów. I raczej nie będą to nowi ludzie.
        Na razie zastanawiamy się w jaki sposób wybrać tych wlaściwych od
        których zechcemy usłyszeć jakie mają pomysły na rządzenie. A
        rządzenie to pieniądze/nie tylko a jednak najważniejsze/ Gdzie
        pozyskać, komu zabrać,co zlkwidować lub ograniczyć,jak rozsądniej
        wydawać? Na te te pytania politycy nie odpowiedzą i na żadne inne
        które mogą zaowocować spadkiem poparcia.Dlatego następni wybrani
        również będą mieli jeden pomysł:jak brakuje to do banku.
        • Gość: Kizior Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.10, 18:05
          po czynach ich poznacie . . . czasem trzeba się nieco wysilić ale można
          sprawdzić co taki gostek robił przez cztery lata albo pytać na tzw "otwartych
          spotkaniach" ale konkrety a nie pierdzielenie że nie mogli, bo radni mogą bardzo
          dużo ale ....
        • Gość: Olo Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.10, 20:52
          W tej chwili ani nie mamy wyrazistego prezydenta (jak np. Rzeszów, Krosno czy Stalowa Wola), ani merytorycznie pracującej rady, która umie podejmować pragmatyczne decyzje. Kto by nie został wybrany do władz miejskich, będzie zmuszony gospodarować tym co jest. W następnej kadencji możliwości zaciągnięcia kredytów będą mocno ograniczone.

          W ostatnich wyborach samorządowych nie poszło do urn ponad 58 procent uprawnionych do głosowania. Gdyby tylko 1/3 z nich (około 10 000 mieszkańców) poszła i oddała swój głos na dwa, trzy komitety wyborcze stworzone przez mieszkańców, to miałyby one szanse na obsadzenie około połowy miejsc w radzie.

          W kilka miesięcy trudno zorganizować sprawnie działającą strukturę, która dorównałaby partiom politycznym. Można jednak stworzyć alternatywę w postaci listy wyborczej, na której znajdą się osoby wskazane przez samych mieszkańców, a nie przez polityczne interesy. Przede wszystkim potrzebna jest dyskusja o tym co trzeba zmienić. To w jej trakcie pojawią się różne pomysły, które mogą zyskać szersze poparcie, a także różne kandydatury.
          • Gość: kres Re: Walczą o diety IP: 79.139.106.* 17.05.10, 22:45
            mieszkancy nie chcą słuchać prawdy,dlatego wybierają polityków.A
            oni wszystko mogą obiecać,jak nie spelniają obietnic to najwyzej
            popsioczą na nich i wybierają następnych ktorzy znowu coś
            naobiecują.A prawda jest gorzka,pieniedzy nie starcza ,aby cokolwiek
            zrobić bierze się kredyty.Polityk padnie na kolana przed
            kosciołem,ugnie przed związkowcami,lawiruje i wije sie aby tylko
            poparcie nie spadło no i zeby znowu wybrali.A prawda jest taka że
            należy podjąc trudne decyzje,niewdzieczne,nie popularne.One
            przyniosą efekty nie od razu lecz z opóznieniem.tylko kto tak
            naprawde tego chce?
            • Gość: PM Re: Walczą o diety IP: *.adsl.inetia.pl 17.05.10, 23:32
              Obawiam się, że problem z wyborami samorządowymi jest zdecydowanie
              szerszy i głębszy niż wygląda to na pierwszy rzut oka.
              Idea wystawienia lokalnych komitetów wyborczych jest moim skromnym
              zdaniem jak najbardziej słuszna i godna poparcia. Jest z nią jednak
              kilka problemów mniejszych i jeden większy. Trudno do takich
              komitetów "zwerbować" ludzi, którzy chcieliby się zaangażować,
              wyłożyć własną kasę na kampanię wyborczą, druk plakatów, ulotek itd.
              i którzy wiedziliby po co idą do wyoborów i co chcą i mogą zrobić,
              gdy już znajdą się w składzie RM. Drugi problem to organizacja
              takiego komitetu, a to wcale nie jest taka prosta sprawa poprowadzić
              to od poczatku do końca, porozliczać, poskładać sprawozdania
              finansowe itd. I po trzecie wreszcie, takie listy praktycznie zawsze
              ponoszą klęksę w wyborach, bo znaczna częśc wyborców generalnie
              wszystkie wybory ma w d...., no powiedzmy w "dużym poważaniu", a ci,
              którzy już się pofatygują kierują się w przygniatającej większości
              partyjnymi sympatiami i antypatiami i tak też głosują. I nawet nie
              widzą w tym swojej głupoty, bo przecież jak 10%, ale to już max.
              podejmowanych w RM decyzji ma cokolwiek wspólnego z przekonaniami
              politycznymi, ideologicznymi czy jak je tam nazwiemy,
              determinującymi partyjną identyfikację, to wszystko. Reszta dotyczy
              spraw przyziemnych: drogi, chodnika, mostu, odremontowania
              kamienicy, ściągnięcia inwestycji itd. I od lat się pytam ludzi, czy
              ktoś z nich widział pisowską dziurę w jezdni, albo sldowskie
              połamane ławki, które trzeba naprawić, albo może platformerski
              krzywy chodnik, który trzeba wymienić? Ale skutek jest taki, że
              wybory do RM są odzwierciedleniem partyjnego poparcia i choćby
              taki "kandydat" niczym się nie interesował i nic nie potrafił i nic
              go nie obchodziło co w Przemyślu trzeba zmienić, poprawić, to i tak
              jak jest wystawiony na odpowienim miejscu listy przez partię, to
              wchodzi do RM.
              • Gość: pysio Re: Walczą o diety IP: 213.25.24.* 18.05.10, 07:38
                Po to żeby w wyborach startowali 'odpowiedni" kandydaci każdy ustrój ma swoje
                sposoby! Komuna listę frontu jedności narodu a teraz; Kasa! Czy ktoś ma pojecie
                jaka to kwota? Na pewno stać na nią nielicznych lub finansowanie z podatków. O
                dotacji z kasy państwowej decyduje już rządzący i pytanie komu on ją przyzna? Tu
                nie chodzi o metody ale o efekt końcowy. Okazuje się że nie ma różnicy.
                Kandydatami mogą być tylko i wyłącznie swoi!!!
                • Gość: Olo Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.10, 15:43
                  Mieszkańcy przede wszystkim są zmuszeni do głosowania na partie, ponieważ ordynacja wyborcza preferuje listy, a nie kandydatów, którzy uzyskali największą ilość głosów. Nie tyle chcą słuchać prawdy, ale oczekują czegoś prawdziwego.

                  Potrzeby "zwerbowania" ludzi do lokalnych komitetów wyborczych specjalnie nie trzeba, jeśli zbierze się grupa ludzi myślących podobnie o sprawach miasta. Jeżeli uda im się zidentyfikować podstawowe problemy, dojdą do wspólnych wniosków oraz ustalą co i jak chcą zrobić, to będą już mieli z górki. Wielkie pieniądze też nie są potrzebne, choć partyjne komitety będą miały kosztowne i bardzo kolorowe materiały reklamowe.

                  Na tle tej feerii barw partyjnych bardzo będą na siebie zwracały uwagę na przykład czarno-białe plakaty z konkretna treścią, a nie z wyretuszowaną w Photoshopie kolorową twarzą kandydata. Koszty stosunkowo niewielkie, wystarczy dobry pomysł, ktoś z zacięciem plastycznym i ksero w formacie A3. Przemyśl jest stosunkowo mały, a na poszczególnych ulicach czy w dzielnicach ludzie w większości znają się z widzenia. Zamiast oklejać swoją podobizną całe miasto, lepiej zainwestować swój czas w bezpośredni kontakt z wyborcą. Jedyny "koszt" dla kandydata to poświęcony na to czas, ale efekt o wiele lepszy i trwalszy niż setki plakatów. Wyborca to również kopalnia wiedzy, która może być bardzo pomocna i inspirująca, szczególnie dla tego, kto chce coś robić dla miasta i jego mieszkańców, a nie tylko pokazać się i bić rekordy w ilości uściśniętych dłoni. Taki sposób prowadzenia kampanii nie tylko pozwoli zwrócić uwagę na to co chce się zrobić, ale może spowodować, że nie będzie to kolejny, nudny wyścig kolorowych plakatowych "ryjków", ale ciekawa debata o sprawach miasta.

                  Ryzyko porażki wyborczej zawsze istnieje. Gdyby go nie było, ubieganie się o mandat społeczny nie miałoby sensu. Łatwo obywatelskie komitety w starciu z partiami nie mają. Ich przegrana to nie tyle kwestia ilości pieniędzy przeznaczonych na kampanię, ale przede wszystkim słabi kandydaci posiadający słabe programy wyborcze oraz nieudolne próby prowadzenia kampanii w stylu jaki narzuciły duże partie. Dla osób, które chcą współrządzić miastem, wpływać na życie dziesiątek tysięcy ludzi, głosować nad przeznaczaniem milionów złotych na różne cele, rozliczenie się ze skromnej kampanii wyborczej nie powinno być większym problemem.
                  • Gość: PM Re: Walczą o diety IP: *.adsl.inetia.pl 18.05.10, 18:34
                    "Mieszkańcy przede wszystkim są zmuszeni do głosowania na partie,
                    ponieważ ordynacja wyborcza preferuje listy, a nie kandydatów,
                    którzy uzyskali największą ilość głosów."
                    Nieprawda! To fakt, że ordynacja w dużych gminach preferuje listy
                    wyborcze, bo jest proporcjonalna, ale to wcale nie oznacza, że
                    ktokolwiek jest zmuszony głosować na listy partyjne! Równie dobrze
                    może głosować na listę czy ściślej - kandydata lokalnego komitetu
                    wyborczego.

                    "Potrzeby "zwerbowania" ludzi do lokalnych komitetów wyborczych
                    specjalnie nie trzeba, jeśli zbierze się grupa ludzi myślących
                    podobnie o sprawach miasta. Jeżeli uda im się zidentyfikować
                    podstawowe problemy, dojdą do wspólnych wniosków oraz ustalą co i
                    jak chcą zrobić, to będą już mieli z górki. Wielkie pieniądze też
                    nie są potrzebne, choć partyjne komitety będą miały kosztowne i
                    bardzo kolorowe materiały reklamowe."
                    Niby prawda, tylko spróbuj zebrać, nie mówię dużo, ale z 20 osób i
                    porozmawiać z nimi o problemach tego miasta. Gwarantuję Ci, że
                    bardzo szybko w wielu sprawach zgodzicie sie co do problemów, ich
                    skali czy też sposobów ich rozwiązania. Głowę daję. Ale po tym
                    wszystkim spróbuj im powiedzieć, że skoro się zgadzamy, to załóżmy
                    komitet wyborczy i wystartujmy w wyborach! Zobaczysz sam jaki będzie
                    odzew tych samych osób, którzy przed pięcioma minutami się z Tobą
                    ochoczo zgadzali co do problemów i sposobów ich rozwiązania. Polecam!

                    "Na tle tej feerii barw partyjnych bardzo będą na siebie zwracały
                    uwagę na przykład czarno-białe plakaty z konkretna treścią, a nie z
                    wyretuszowaną w Photoshopie kolorową twarzą kandydata. Koszty
                    stosunkowo niewielkie, wystarczy dobry pomysł, ktoś z zacięciem
                    plastycznym i ksero w formacie A3...."
                    To wszystko prawda co piszesz, tyle tylko, że kandydat z logo PiS,
                    PO czy SLD na swoim plakacie jest już w chwili startu o 5 długości
                    lepszy od każdego, którego plakat zdobi logo np komitetu
                    wyborczego "Rozwój Przemyśla". I gwarantuję każdemu, że taki
                    kandydat, choćby potem z nikim nie rozmawiał żadnych ulotek plakatów
                    itd nie miał a został wystawiony na 1 miejscu swojej partyjnej listy
                    wyborczej i tak zdobędzie więcej głosów niż każdy kandydat a
                    anonimowego komitetu wyborczego, chociażby ten zelówki schodził i
                    gardło zdarł rozmawiając z wyborcami. Stawiam na to dolary przeciwko
                    orzechom.

                    "Ryzyko porażki wyborczej zawsze istnieje. Gdyby go nie było,
                    ubieganie się o mandat społeczny nie miałoby sensu. Łatwo
                    obywatelskie komitety w starciu z partiami nie mają. Ich przegrana
                    to nie tyle kwestia ilości pieniędzy przeznaczonych na kampanię, ale
                    przede wszystkim słabi kandydaci posiadający słabe programy wyborcze
                    oraz nieudolne próby prowadzenia kampanii w stylu jaki narzuciły
                    duże partie."
                    Kiedyś miałem okazję z bardzo bliska przyglądać się jak wygląda
                    kampania wyborcza prowadzona przez partyjny komitet wyborczy, w
                    dodatku na codzień partii dosyć niemrawej. Chciałbym aby każdy, kto
                    mówi o niezależnym komitecie wyborczym, niepartyjnym itd. mógł to
                    zobaczyć. To była dobrze zorganizowana maszyneria w pełni
                    profesjonalna, i ludzie dla których to była już rutyna i wszystkie
                    chwyty mieli e przećwiczone i ograne. A widziałem, że inne komitety
                    były o wiele lepiej zorganizowane.
                    • Gość: Olo Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.10, 15:26
                      Gość portalu: PM napisał(a):

                      > "Mieszkańcy przede wszystkim są zmuszeni do głosowania na partie,
                      > ponieważ ordynacja wyborcza preferuje listy, a nie kandydatów,
                      > którzy uzyskali największą ilość głosów."
                      > Nieprawda! To fakt, że ordynacja w dużych gminach preferuje listy
                      > wyborcze, bo jest proporcjonalna, ale to wcale nie oznacza, że
                      > ktokolwiek jest zmuszony głosować na listy partyjne! Równie dobrze
                      > może głosować na listę czy ściślej - kandydata lokalnego komitetu
                      > wyborczego.

                      Jeżeli na tym forum przyjęta zostanie zasada, że wpisy będą dostępne publicznie dopiero po uzyskaniu akceptacji od co najmniej pięciu użytkowników tego forum, to będzie to preferowanie wpisów o określonej treści, czy zmuszanie do pisania w określony sposób?

                      Zwiększanie czyichś szans powoduje, że szanse kogoś innego się zmniejszają. W przypadku systemu proporcjonalnego, preferowanie, czyli dawanie pierwszeństwa jednym nad innymi, przedkładanie jednych nad drugimi jest niczym innym tylko gwarantowaniem sobie przywilejów, które zmniejszają szanse, czy możliwości innych. Eliminuje się w ten sposób z wyścigu o mandat społeczny potencjalnych konkurentów, którzy są w stanie samodzielnie zdobyć ilość głosów gwarantującą zasiadanie w radzie miejskiej, na rzecz tych, którzy samodzielnie nie są w stanie tego dokonać, ale działają w grupie. Zmusza się w ten sposób, czy też wymusza na wyborcach głosowanie na partyjne listy.

                      Sam zwróciłeś uwagę na to, że społeczne komitety najczęściej ponoszą klęskę, ale przyczyny tego stanu rzeczy należy upatrywać również w ordynacji wyborczej, która jest od dawna krytykowana. Jeżeli społeczne komitety nie są w stanie zdobyć choćby kilku mandatów, to jest to wyraźny sygnał dla wyborców, że oddanie głosu na takie komitety wyborcze najczęściej są zmarnowanymi głosami. Politycy przebąkują od czasu do czasu, że trzeba zastanowić się nad zmianą przepisów, tylko te zmiany mogą się skończyć dotkliwą porażką dla ich "partyjnych dołów".

                      Mieszkańcy tworzą społeczność lokalną, wspólnotę potrzeb i interesów, w której funkcjonują jednostki wybijające się ponad przeciętność w różnych sferach życia miasta. Wśród nich także można znaleźć te posiadające wiedzę i umiejętności oraz zaufanie społeczne predystynujące je do zasiadania we władzach miejskich. Partiom tacy kandydaci najczęściej nie są potrzebni na listach. Sami się do nich nie garną, ponieważ ich celem jest współpraca nad rozwiązywaniem problemów miasta, a nie walka o władzę i polityczne interesy. Brak alternatywnych list wyborczych wobec partyjnych sprzyja tylko upolitycznieniu kampanii wyborczej i utrzymywaniu monopoli partyjnych w samorządzie miejskim.

                      Sztuczne reguły ograniczają możliwość skorzystania z szerokiej palety kandydatów i powodują, że wybierający jest zmuszony zagłosować na tych, których podsuwają mu partyjne komitety wyborcze, a nie na tych którzy się najlepiej do współrządzenia miastem nadają. Nie jest to sytuacja sprzyjająca budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, zaangażowanego w sprawy społeczności lokalnej, ale nie są to też warunki w których nie da się tego w mieście zmienić. Rosnące niezadowolenie Przemyślan dosyć wyraźnie widoczne było w wynikach referendum w sprawie Rynku. Daje się je odczuć także w innych sprawach. To, czy znajdzie ono ujście w najbliższych wyborach w postaci oddania głosów na inną partię czy też na niezwiązaną z polityką grupę mieszkańców zależy od tego, czy mieszkańcy będą sami poszukiwali takiej alternatywy.


                      > Niby prawda, tylko spróbuj zebrać, nie mówię dużo, ale z 20 osób i
                      > porozmawiać z nimi o problemach tego miasta. Gwarantuję Ci, że
                      > bardzo szybko w wielu sprawach zgodzicie sie co do problemów, ich
                      > skali czy też sposobów ich rozwiązania. Głowę daję. Ale po tym
                      > wszystkim spróbuj im powiedzieć, że skoro się zgadzamy, to załóżmy
                      > komitet wyborczy i wystartujmy w wyborach! Zobaczysz sam jaki będzie
                      > odzew tych samych osób, którzy przed pięcioma minutami się z Tobą
                      > ochoczo zgadzali co do problemów i sposobów ich rozwiązania. Polecam!

                      Z tym dawaniem głowy byłbym ostrożny. Poszukaj w sieci co robiła w Łodzi Grupa Pewnych Osób. Przykład ten pokazuje, że niekoniecznie trzeba zakładać komitet wyborczy, aby zmieniać miasto.


                      > To wszystko prawda co piszesz, tyle tylko, że kandydat z logo PiS,
                      > PO czy SLD na swoim plakacie jest już w chwili startu o 5 długości
                      > lepszy od każdego, którego plakat zdobi logo np komitetu
                      > wyborczego "Rozwój Przemyśla". I gwarantuję każdemu, że taki
                      > kandydat, choćby potem z nikim nie rozmawiał żadnych ulotek plakatów
                      > itd nie miał a został wystawiony na 1 miejscu swojej partyjnej listy
                      > wyborczej i tak zdobędzie więcej głosów niż każdy kandydat a
                      > anonimowego komitetu wyborczego, chociażby ten zelówki schodził i
                      > gardło zdarł rozmawiając z wyborcami. Stawiam na to dolary przeciwko
                      > orzechom.

                      Mnie nie chodzi o wyścig na loga tylko o dyskusję o sprawach miasta - stawianie pytań i wspólne poszukiwanie z mieszkańcami odpowiedzi na nie. Publiczna debata pomiędzy tymi którzy do tej pory rządzili i tymi którzy chcą rządzić byłaby bardzo potrzebna i owocna. Taką serię debat można zorganizować choćby w Rynku, zamiast chować się na spotkaniach przedwyborczych ze zwolennikami w małych salkach.


                      > Kiedyś miałem okazję z bardzo bliska przyglądać się jak wygląda
                      > kampania wyborcza prowadzona przez partyjny komitet wyborczy, w
                      > dodatku na codzień partii dosyć niemrawej. Chciałbym aby każdy, kto
                      > mówi o niezależnym komitecie wyborczym, niepartyjnym itd. mógł to
                      > zobaczyć. To była dobrze zorganizowana maszyneria w pełni
                      > profesjonalna, i ludzie dla których to była już rutyna i wszystkie
                      > chwyty mieli e przećwiczone i ograne. A widziałem, że inne komitety
                      > były o wiele lepiej zorganizowane.

                      Gdyby opozycja w PRL-u zwracała uwagę nie na to co chce zrobić, tylko z jaką maszynerią partyjno-rządową przyjdzie się jej zmagać, to komuna nigdy by się nie skończyła.
                      • Gość: dark Re: Walczą o diety IP: 77.236.0.* 19.05.10, 15:37
                        Czyli jest szansa na zmiany ?
                      • Gość: PM Re: Walczą o diety IP: *.adsl.inetia.pl 19.05.10, 23:40
                        "Jeżeli na tym forum przyjęta zostanie zasada, że wpisy będą
                        dostępne publicznie dopiero po uzyskaniu akceptacji od co najmniej
                        pięciu użytkowników tego forum, to będzie to preferowanie wpisów o
                        określonej treści, czy zmuszanie do pisania w określony sposób?"
                        Oczywiście, to byłoby wyraźne faworyzowanie określonych postaw, albo
                        inaczej, postawienie bariery znacznie utrudniającej swobodną
                        dyskusję przy całej gamie poglądów i różnicy zdań. Ale przy
                        wystawieniu listy w wyborach samorządowych takie bariery nie
                        obowiązują! Każdy komitet może taką listę wystawić. Zgodnie z
                        ordynacją, komitet wyborczy może utworzyć 5 obywateli, zarejestrować
                        go i prowadzić kampanię tak jak duże partie polityczne. I chyba nikt
                        nie twierdzi, że te 5 obywateli to jest bariera utrudniająca start w
                        wyborach smaorządowych! Przy starcie nikt nikogo nie preferuje, nikt
                        nie daje nikomu pierwszeństwa, nikt nie gwarantuje sobie przywilejów
                        kosztem innych. Wymogi formalne są identyczne dla wszystkich
                        komitetów. To co dalej piszesz, to oczywiście prawda, że ordynacja
                        proporcjonalna bardziej preferuje "grę zespołową" niż solistów. Może
                        ordynacja mieszana albo większościowa jest tu jakimś wyjściem? Nie
                        wiem, całkiem możliwe. Tyle tylko że jak sam stwierdziłeś, taka
                        zmiana nie jest w interesie partii politycznych, szczególnie tych
                        dużych i silnych, a takie zawsze rządzą. Tak więc na to by
                        specjalnie nie liczył. Piszesz dalej o "wybijających się
                        jednostkach", które jak rozumiem byłyby idealnymi kandydatami na
                        radnych, tylko że partyjniacy nie chcą ich dopuścić na swoje listy.
                        Uwierz mi, nie zawsze tak jest. Często komitety rozglądają sie za
                        takimi ludźmi, bo na takiej współpracy, czy może raczej afiliacji
                        skorzystałyby obie strony. Niestety takich osób nie widać. A może
                        się mylę? Chciałbym poznać nazwiska chociaż ze 2-3 takich osób.

                        "Z tym dawaniem głowy byłbym ostrożny. Poszukaj w sieci co robiła w
                        Łodzi Grupa Pewnych Osób. Przykład ten pokazuje, że niekoniecznie
                        trzeba zakładać komitet wyborczy, aby zmieniać miasto."
                        Nigdy nie twierdziłem, że do zmiany miasta konieczny jest komitet
                        wyborczy. Można próbować inaczej. Tyle tylko, że najcześciej nie
                        wystarczy mieć racji, ale trzeba mieć i siłę, przełożenie tych racji
                        na podejmowane decyzje, a tego inaczej nie da się osiągnąć niż mając
                        wpływ na decyzje rady poprzez swoich kandydatów. W przeciwnym razie
                        to od woli a częściej od widzimisię władz samorządowych zależy, czy
                        zaakceptują stanowisko i argumenty takiej grupy, czy też je oleją i
                        będą robili swoje.

                        "Mnie nie chodzi o wyścig na loga tylko o dyskusję o sprawach
                        miasta - stawianie pytań i wspólne poszukiwanie z mieszkańcami
                        odpowiedzi na nie. Publiczna debata pomiędzy tymi którzy do tej pory
                        rządzili i tymi którzy chcą rządzić byłaby bardzo potrzebna i
                        owocna. Taką serię debat można zorganizować choćby w Rynku, zamiast
                        chować się na spotkaniach przedwyborczych ze zwolennikami w małych
                        salkach."
                        Fajnie. Ale wiesz kiedy takie coś miałoby miejsce? tylko i wyłącznie
                        wtedy, jakby kandydaci z tych mocnych komitetów,zbrojnych w partyjne
                        loga przekalkulowali, że taki manewr się im opłaci - czytaj da im
                        większe poparcie wyborców. jeśli nie, to żadnej takiej debaty
                        wymarzonej przez idealistów nigdy nie będzie i szkoda sobie tym
                        zawracać głowy.

                        • Gość: Olo Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.10, 16:20
                          Gość portalu: PM napisał(a):

                          > Oczywiście, to byłoby wyraźne faworyzowanie określonych postaw, albo
                          > inaczej, postawienie bariery znacznie utrudniającej swobodną
                          > dyskusję przy całej gamie poglądów i różnicy zdań. Ale przy
                          > wystawieniu listy w wyborach samorządowych takie bariery nie
                          > obowiązują! Każdy komitet może taką listę wystawić. Zgodnie z
                          > ordynacją, komitet wyborczy może utworzyć 5 obywateli, zarejestrować
                          > go i prowadzić kampanię tak jak duże partie polityczne. I chyba nikt
                          > nie twierdzi, że te 5 obywateli to jest bariera utrudniająca start w
                          > wyborach smaorządowych! Przy starcie nikt nikogo nie preferuje, nikt
                          > nie daje nikomu pierwszeństwa, nikt nie gwarantuje sobie przywilejów
                          > kosztem innych. Wymogi formalne są identyczne dla wszystkich
                          > komitetów. To co dalej piszesz, to oczywiście prawda, że ordynacja
                          > proporcjonalna bardziej preferuje "grę zespołową" niż solistów. Może
                          > ordynacja mieszana albo większościowa jest tu jakimś wyjściem? Nie
                          > wiem, całkiem możliwe. Tyle tylko że jak sam stwierdziłeś, taka
                          > zmiana nie jest w interesie partii politycznych, szczególnie tych
                          > dużych i silnych, a takie zawsze rządzą. Tak więc na to by
                          > specjalnie nie liczył. Piszesz dalej o "wybijających się
                          > jednostkach", które jak rozumiem byłyby idealnymi kandydatami na
                          > radnych, tylko że partyjniacy nie chcą ich dopuścić na swoje listy.
                          > Uwierz mi, nie zawsze tak jest. Często komitety rozglądają sie za
                          > takimi ludźmi, bo na takiej współpracy, czy może raczej afiliacji
                          > skorzystałyby obie strony. Niestety takich osób nie widać. A może
                          > się mylę? Chciałbym poznać nazwiska chociaż ze 2-3 takich osób.
                          >

                          Przykład z akceptowaniem wpisów na forum dałem tylko po to, aby pokazać, że upieranie się przy określeniu "preferuje" nie ma większego sensu. Pisanie o równych szansach na starcie w wyborach samorządowych można porównać do opowiadania o gospodarce wolnorynkowej, w której wszyscy mają równe szanse, ale mały sklep osiedlowy najczęściej nie wytrzymuje konkurencji z supermarketem. Preferencje nie powinny służyć umacnianiu pozycji silniejszego, tylko sprzyjać słabszym, wyrównywać szanse. Z jednej strony państwo ochrania swoich obywateli przed praktykami monopolistycznymi firm, z drugiej strony nie dostrzega, że podobnej praktyki monopolistyczne mają miejsce w lokalnych samorządach. Najważniejsze nie jest zachowanie pozorów na starcie, tylko wynik na mecie. W poprzednich postach wskazywałem na elementy, które na to wpływają, więc nie będę ich powtarzał.

                          Partie sięgają po kandydatów niezależnych, którzy mają jakieś poparcie społeczności lokalnej najczęściej po to, aby zebrać większą ilość głosów na liście, a nie po to żeby coś zrobić w mieście. Ordynacja preferuje listy, więc na pierwszym miejscu umieszcza się partyjnego lidera, potem kilku członków partii i kilka osób bezpartyjnych, nazywanych także kandydatami niezależnymi. Wśród tych ostatnich najczęściej można znaleźć osoby wykonujące wolne zawody, lokalnych społeczników, itp.. Lista taka sprawia wrażenie bardziej obywatelskiej. Po wygranych wyborach niewiele się zmienia, ponieważ to co dzieje się w radzie zdominowane zostaje przez partyjne utarczki. Dla większości ludzi zasiadanie we władzach miejskich jest równoznaczne z zajmowaniem się polityką, a nie z zajmowaniem się sprawami miasta. W związku z tym nie ma się co dziwić, ze wiele osób nie chce mieć nic wspólnego z lokalnym samorządem.

                          Wybijające się jednostki są nie tyle kandydatami idealnymi, ale o wiele lepszymi niż ci których nam podsuwają partie. Listę wyborczą z takimi osobami mogą stworzyć mieszkańcy poszczególnych okręgów wyborczych. Sami najlepiej wiedzą kto to może być i dla czego właśnie on. Nie spodziewaj się, że będę podawał jakiekolwiek nazwiska. Na ten temat powinni dyskutować mieszkańcy poszczególnych osiedli oraz dzielnic i to oni będą decydować czy chcą utworzyć taką listę oraz kto się na niej znajdzie.


                          > Nigdy nie twierdziłem, że do zmiany miasta konieczny jest komitet
                          > wyborczy. Można próbować inaczej. Tyle tylko, że najcześciej nie
                          > wystarczy mieć racji, ale trzeba mieć i siłę, przełożenie tych racji
                          > na podejmowane decyzje, a tego inaczej nie da się osiągnąć niż mając
                          > wpływ na decyzje rady poprzez swoich kandydatów. W przeciwnym razie
                          > to od woli a częściej od widzimisię władz samorządowych zależy, czy
                          > zaakceptują stanowisko i argumenty takiej grupy, czy też je oleją i
                          > będą robili swoje.

                          Nasze władze miejskie okopują się na zastanych pozycjach, grają na czas i zmęczenie przeciwnika. Problemów to nie rozwiązuje, ale pozwala utrzymać się na stanowiskach. Skutki mamy okazję obserwować. Trzeba tak grać jak przeciwnik pozwala, a sposobów jest wiele. Nie tyle trzeba mieć racje i siłę, ale przede wszystkim trzeba udowodnić, że władze się mylą, zrobić z tego publiczną sprawę oraz znaleźć sojuszników z którymi będzie się wywierało nacisk tak długo jak będzie to potrzebne. Z lokalnymi politykami jest jak z dziećmi. W ferworze politycznych zabaw tracą kontakt z rzeczywistością. Jak się ich nie przypilnuje, to ...


                          > Fajnie. Ale wiesz kiedy takie coś miałoby miejsce? tylko i wyłącznie
                          > wtedy, jakby kandydaci z tych mocnych komitetów,zbrojnych w partyjne
                          > loga przekalkulowali, że taki manewr się im opłaci - czytaj da im
                          > większe poparcie wyborców. jeśli nie, to żadnej takiej debaty
                          > wymarzonej przez idealistów nigdy nie będzie i szkoda sobie tym
                          > zawracać głowy.

                          Oni doskonale wiedzą, szczególnie ci którzy zasiadali we władzach miejskich, że ta część kampanii może zmniejszyć ich szanse w wyborach. To czy dojdzie do takich debat z mieszkańcami zależy przede wszystkim od tego czy pojawi się komitet wyborczy, który będzie chciał prowadzić dialog z mieszkańcami i czy ci ostatni będą tym zainteresowani. Jeżeli uda się do takich spotkań doprowadzić, to partie muszą się jakoś do nich ustosunkować. Biorąc w nich udział są zmuszone odpowiedzieć na pytania dotyczące tego co robiły do tej pory, a chwalić się specjalnie czym nie ma. Nie biorąc w nich udziału również zwiększają szanse konkurencyjnych komitetów które wezmą w nich udział. Patrząc na nasze lokalne podwórko, można się tylko zastanawiać, czy bardziej obawiają się konkurentów czy wyborców?
                          • Gość: PM Re: Walczą o diety IP: *.adsl.inetia.pl 20.05.10, 20:02
                            Merytoryczna dyskusja zawsze cieszy i jest o wiele bardziej
                            interesująca niż czysta pyskówka i napaśći na innych forumowiczów,
                            nawet jeśli prezentowane są różne stanowiska. Mam tylko wrażenie, że
                            Twoje stanowisko, z całym należnym szacunkiem, jest po prostu
                            idealistyczne w tym sensie, że masz swoją wizję, wiesz jak to
                            powinno w efekcie wyglądać, ale trudno znaleźć narzędzia, które
                            pozwoliłyby taki idealny stan osiągnąć. Polityka, to niestety sztuka
                            osiągania możliwych rzeczy, w której liczą się realne twarde i
                            przyziemne interesy, naciski, przekonania, fobie, uprzedzenia,
                            partykularyzmy itd. Zawsze tak było, jest i będzie i nic na to nie
                            poradzisz. Mówisz o wyrównywaniu szans. Ok. Ale co to znaczy? jak to
                            wg Ciebie zrobić? Żeby nie wiem jaką ordynację zastosować, i jakie
                            wprowadzić reguły gry, to zawsze dobrze zorganizowany i zasilany
                            komitet wyborczy partyjny będzie miał większe szanse niż utworzony
                            ad hoc komitet niezależny, obywatelski czy jak go tam nie nazwiemy,
                            tak samo jak duży supermarket będzie zawsze miał przewagę nad małym
                            osiedlowym sklepikiem. Piszesz że najważniejszy jest wynik na mecie.
                            No oczywiście, tylko co z tego wynika? To może od razu zadekretować
                            jaki mają mieć wynik wybory??!! Sposób konstruowania list jest
                            często taki jak piszesz, tylko co z tego? Jeśli takie osoby godzą
                            się na taki układ o jakim piszesz, to ok. Chcącemu nie dzieje sie
                            krzywda. Jeśli się nie godzą, to na siłę ich na listy nie wciągają.
                            A może zakazać prawnie konstruowania list wyborczych w taki
                            sposób ??!!
                            Piszesz że "Po wygranych wyborach niewiele się zmienia, ponieważ to
                            co dzieje się w radzie zdominowane zostaje przez partyjne utarczki."
                            Zgoda, tylko co z tego? Co najwyżej na tych ludzi można nie głosować
                            w następnych wyborach. I tylko tyle!
                            "nie ma się co dziwić, ze wiele osób nie chce mieć nic wspólnego z
                            lokalnym samorządem." I to rozwiązuje jakiś problem myślisz? Ci
                            którzy tam są na pewno z tego powodu płakać nie będą. Traci na tym
                            tylko miasto i jego mieszkańcy, że ktoś myśli że jak sie zdystansuje
                            to pokazał klasę.
                            "Wybijające się jednostki są nie tyle kandydatami idealnymi, ale o
                            wiele lepszymi niż ci których nam podsuwają partie. Listę wyborczą z
                            takimi osobami mogą stworzyć mieszkańcy poszczególnych okręgów
                            wyborczych". Jedno pytanie. To dlaczego tego nie robią ???? Mają
                            szansę !!!
                            "Nie tyle trzeba mieć racje i siłę, ale przede wszystkim trzeba
                            udowodnić, że władze się mylą, zrobić z tego publiczną sprawę oraz
                            znaleźć sojuszników z którymi będzie się wywierało nacisk tak długo
                            jak będzie to potrzebne." No pewnie, można organizować demonstracje,
                            heppeningi, zgromadzić się z transparentami pod urzędem miejskim
                            albo przykuć łańcuchem do drzewa. Można. Tylko na ile to jest
                            skuteczne i poważne? W Przemyślu przez ostatnie 20 lat była tylko
                            jedna inicjatywa, która odniosła jako taki skutek - referendum
                            zorganizowane na wniosek TUM dotyczące rynku. I tyle.
                            "Jeżeli uda się do takich spotkań doprowadzić, to partie muszą się
                            jakoś do nich ustosunkować." - ustosunkują się, a jakże. Oleją to i
                            się nie pojawią na takim show, jeśli tylko dojdą do wniosku że im
                            się to nie opłaci. I co wtedy??? Siłą ich przyprowadzić? A może
                            zagrozić delegalizacją komitetu jeśli nie będzie chciał brać w tym
                            udziału?
                            Wybacz proszę mój nieco sarkastyczny ton, nie chciałbym nikogo
                            urazić ani dyskredytować czyichkolwiek poglądów. Uważam tylko, że
                            nie wystarczy wiedzieć gdzie jest meta, ale ważniejsze jest znać
                            drogi do niej prowadzące i możliwości pójścia po nich.

                            • Gość: Olo Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.10, 13:05
                              Gość portalu: PM napisał(a):

                              > Merytoryczna dyskusja zawsze cieszy i jest o wiele bardziej
                              > interesująca niż czysta pyskówka i napaśći na innych forumowiczów,
                              > nawet jeśli prezentowane są różne stanowiska. Mam tylko wrażenie, że
                              > Twoje stanowisko, z całym należnym szacunkiem, jest po prostu
                              > idealistyczne w tym sensie, że masz swoją wizję, wiesz jak to
                              > powinno w efekcie wyglądać, ale trudno znaleźć narzędzia, które
                              > pozwoliłyby taki idealny stan osiągnąć.

                              Tego typu dyskusja, pokazanie samego problemu, różnych sposobów jego rozwiązania musi być z wielu powodów nacechowana pewnym idealizmem. Samorządność to idea do której się dąży, ale której do końca nie da się osiągnąć. Nie szukam narzędzi, tylko pokazuję różne możliwości. Ktokolwiek będzie chciał się zaangażować w sprawy miasta, będzie musiał sam lub z jakąś grupa osób znaleźć cel i środki jakimi będzie chciał to osiągnąć.

                              > Polityka, to niestety sztuka osiągania możliwych rzeczy, w której
                              > liczą się realne twarde i przyziemne interesy, naciski, przekonania,
                              > fobie, uprzedzenia, partykularyzmy itd. Zawsze tak było, jest i
                              > będzie i nic na to nie poradzisz. Mówisz o wyrównywaniu szans. Ok.
                              > Ale co to znaczy? jak to wg Ciebie zrobić? Żeby nie wiem jaką
                              > ordynację zastosować, i jakie wprowadzić reguły gry, to zawsze
                              > dobrze zorganizowany i zasilany komitet wyborczy partyjny będzie
                              > miał większe szanse niż utworzony ad hoc komitet niezależny,
                              > obywatelski czy jak go tam nie nazwiemy, tak samo jak duży
                              > supermarket będzie zawsze miał przewagę nad małym osiedlowym
                              > sklepikiem.

                              W rodzinie, szkole czy miejscu pracy znajdziesz dokładnie to samo o czym piszesz w przypadku polityki. U zwierząt żyjących stadnie można też doszukać się podobnych zachowań. Dla mnie najprostszym sposobem mogącym cokolwiek zmienić w samorządzie jest ordynacja większościowa. Liczy się przede wszystkim ilość głosów zdobytych przez konkretnych kandydatów. Najlepiej "zorganizowany i zasilany komitet wyborczy partyjny będzie miał" mniejsze szanse na zdobycie mandatu choćby z tego powodu, że jakaś grupa mieszkańców dojdzie do wniosku, że nie jest zadowolona z działalności tej partii w radzie miejskiej i jest w stanie wystawić własnego kandydata. Jeżeli 200-300 głosów wystarczy, żeby zostać radnym, to mieszkańcy kilku bloków na jednym z przemyskich osiedli są w stanie sami wybrać spośród siebie kandydata i zapewnić mu taką ilość głosów bez większego problemu.

                              Oczywiście partie nadal będą miały przewagę organizacyjną i finansową. Porównanie supermarketu z małym sklepem jest nadal aktualne, choć to specyficzny wolny rynek oparty na głosach wyborców, a zmiany na nim zachodzą raz na cztery lata. Klienci przestają chodzić na zakupy do supermarketu tylko zakładają własny sklepik. Najpewniej supermarket skupił sie na walce z innymi supermarketami i jakoś tak wyszło, że zapomniał o swoich klientach. Jego strata. Sklepik powstał z jakiegoś konkretnego powodu - zaspokojenia potrzeb, interesów grupy która go stworzyła. W tym samym czasie inne grupy też otworzyły własne sklepiki z bardzo podobnych powodów. Ich celem nie jest walka o jak największa pozycję na rynku z supermartketami, tylko załatwienie własnych spraw, dopilnowanie swoich interesów. Są zbyt małe, żeby dyktować innym warunki, nie są nastawione na walkę tak jak supermarkety, wiec muszą się dogadywać, szukać kompromisu. Ich celem nie jest dowalanie konkurentowi, bez względu na to czy ma to jakikolwiek sens.

                              > Piszesz że najważniejszy jest wynik na mecie.
                              > No oczywiście, tylko co z tego wynika? To może od razu
                              > zadekretować jaki mają mieć wynik wybory??!!

                              Odnoszę się do tego co napisałeś w poprzednim wpisie:

                              > Zgodnie z ordynacją, komitet wyborczy może utworzyć 5 obywateli,
                              > zarejestrować go i prowadzić kampanię tak jak duże partie polityczne.
                              > I chyba nikt nie twierdzi, że te 5 obywateli to jest bariera
                              > utrudniająca start w wyborach smaorządowych! Przy starcie nikt
                              > nikogo nie preferuje, nikt nie daje nikomu pierwszeństwa,
                              > nikt nie gwarantuje sobie przywilejów kosztem innych.
                              > Wymogi formalne są identyczne dla wszystkich komitetów.
                              > To co dalej piszesz, to oczywiście prawda, że ordynacja
                              > proporcjonalna bardziej preferuje "grę zespołową" niż
                              > solistów.

                              Można w tej ordynacji nawet wpisać, że komitet wyborczy może utworzyć jeden obywatel. Może on nawet dostać samodzielnie 1 000 głosów, tyle, że mandat radnego dostanie ktoś, kto ma mniej niż 200 głosów. To jest właśnie ta różnica pomiędzy startem a metą, o której pisałem. Popatrz na wyniki ostatnich wyborów samorządowych w Przemyślu.

                              > Sposób konstruowania list jest często taki jak piszesz,
                              > tylko co z tego? Jeśli takie osoby godzą się na taki układ
                              > o jakim piszesz, to ok. Chcącemu nie dzieje sie
                              > krzywda. Jeśli się nie godzą, to na siłę ich na listy nie
                              > wciągają. A może zakazać prawnie konstruowania list wyborczych w taki
                              sposób ??!!

                              Nie mam do tych ludzi pretensji o to, że decydują się na kandydowanie z list partyjnych. Jeżeli potwierdzasz, ze jest tak jak napisałem, więc w czym problem?

                              > Piszesz że "Po wygranych wyborach niewiele się zmienia, ponieważ to
                              > co dzieje się w radzie zdominowane zostaje przez partyjne utarczki."
                              > Zgoda, tylko co z tego? Co najwyżej na tych ludzi można nie głosować
                              > w następnych wyborach. I tylko tyle!

                              Generalnie, to można w ogóle nie chodzić na wybory, bo niby po co, skoro raz rządzi jedna partia, raz druga i głównie zajmują się walkami pomiędzy sobą, a nie faktycznymi problemami miasta. Może szkoda przerywać im tę zabawę i lepiej będzie jak mieszkańcy spakują walizki i osiedlą się gdzieś indziej?

                              Ciąg dalszy w następnym wpisie, ponieważ są jakieś ograniczenia ilości znaków.
                            • Gość: Olo Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.10, 13:14
                              Gość portalu: PM napisał(a):
                              > "nie ma się co dziwić, ze wiele osób nie chce mieć nic wspólnego z
                              > lokalnym samorządem." I to rozwiązuje jakiś problem myślisz? Ci
                              > którzy tam są na pewno z tego powodu płakać nie będą. Traci na tym
                              > tylko miasto i jego mieszkańcy, że ktoś myśli że jak sie zdystansuje
                              > to pokazał klasę.

                              To nie jest rozwiązanie problemu, tylko mój komentarz do tego co pisałeś wcześniej:

                              > Piszesz dalej o "wybijających się jednostkach", które jak
                              > rozumiem byłyby idealnymi kandydatami na radnych, tylko że
                              > partyjniacy nie chcą ich dopuścić na swoje listy. Uwierz mi,
                              > nie zawsze tak jest. Często komitety rozglądają sie za
                              > takimi ludźmi, bo na takiej współpracy, czy może raczej afiliacji
                              > skorzystałyby obie strony. Niestety takich osób nie widać. A może
                              > się mylę?

                              Opisałeś problem, ja napisałem skąd się on bierze:

                              "Dla większości ludzi zasiadanie we władzach miejskich jest równoznaczne z zajmowaniem się polityką, a nie z zajmowaniem się sprawami miasta. W związku z tym nie ma się co dziwić, ze wiele osób nie chce mieć nic wspólnego z lokalnym samorządem.

                              > "Wybijające się jednostki są nie tyle kandydatami idealnymi, ale o
                              > wiele lepszymi niż ci których nam podsuwają partie. Listę wyborczą z
                              > takimi osobami mogą stworzyć mieszkańcy poszczególnych okręgów
                              > wyborczych". Jedno pytanie. To dlaczego tego nie robią ???? Mają
                              > szansę !!!

                              Trochę zaczynają mnie dziwić Twoje pytania. Pisałeś o nieudanych próbach zdobywania mandatów przez komitety społeczne, ja o przyczynach takiej sytuacji, więc odpowiedź znajdziesz we wcześniejszych wpisach.

                              > No pewnie, można organizować demonstracje,
                              > heppeningi, zgromadzić się z transparentami pod
                              > urzędem miejskim albo przykuć łańcuchem do drzewa.
                              > Można. Tylko na ile to jest skuteczne i poważne?
                              > W Przemyślu przez ostatnie 20 lat była tylko
                              > jedna inicjatywa, która odniosła jako taki skutek -
                              > referendum zorganizowane na wniosek TUM dotyczące rynku.
                              > I tyle.

                              To, że była jedna, nie znaczy, że nie może być ich więcej. Gdybyś poczytał o GPO w Łodzi, to wiedziałbyś, że jest wiele sposobów, niekoniecznie tak poważnych jak referendum, przy pomocy których można nie tylko nagłaśniać problemy lokalne, ale również je rozwiązywać. To również dobry przykład na to, jak zajmowanie się wieloma drobnymi sprawami, z biegiem czasu przekłada się na zwycięstwo w referendum.

                              > "Jeżeli uda się do takich spotkań doprowadzić, to partie muszą się
                              > jakoś do nich ustosunkować." - ustosunkują się, a jakże. Oleją to i
                              > się nie pojawią na takim show, jeśli tylko dojdą do wniosku że im
                              > się to nie opłaci. I co wtedy??? Siłą ich przyprowadzić? A może
                              > zagrozić delegalizacją komitetu jeśli nie będzie chciał brać w tym
                              > udziału?

                              Jakie mogą być konsekwencje dla komitetu, który zrezygnuje z takiej debaty napisałem wcześniej, więc powtarzanie nie ma sensu. Organizowanie debat, nie tylko od święta, w czasie wyborów to standard w krajach demokratycznych. Ktokolwiek chce się zajmować sprawami publicznymi, powinien się liczyć z tym, ze musi od czasu do czasu stanąć twarzą w twarz z wyborcami, a nie chować się za plakatami wyborczymi. Posiadanie dyplomu, na którym widnieje napis "O ludziach z ludźmi”, też nie wystarczy.

                              > Wybacz proszę mój nieco sarkastyczny ton, nie chciałbym nikogo
                              > urazić ani dyskredytować czyichkolwiek poglądów. Uważam tylko, że
                              > nie wystarczy wiedzieć gdzie jest meta, ale ważniejsze jest znać
                              > drogi do niej prowadzące i możliwości pójścia po nich.

                              Nie dostrzegam w Twoich pytaniach sarkazmu. Raczej odnoszę wrażenie, jakbyś szybciej pisał niż czytał, wykonując te czynności równocześnie. Ale nie miej mi tego za złe. Podobno sarkazm, to "najwyższa forma inteligencji", więc nie każdy może go dostrzec.
                              • Gość: PM Re: Walczą o diety IP: *.adsl.inetia.pl 21.05.10, 18:12
                                Przede wszytstkim dziękuję Olo za miłą i konstruktywną dyskusję.
                                To prawda, że dyskusja o problemie, to szukanie rozwiązań jak
                                najlepszych, w wersji max idealnych, tyle tylko że zawsze jednak
                                trzeba brać poprawkę na realia. Pokazywanie możliwości to nic innego
                                jak właśnie szukanie narzędzi. To tylko kwestia semantyki ale już
                                nie podejścia.
                                Czy ordynacja większościowa to remedium na wszelkie bolączki
                                samorządu? Czy małe gminy w których obowiązuje taka ordynacja
                                funkcjonują idealnie? Czy nie ma tam partyjnych rozgrywek i
                                bezsensownych waśni bo jeden jest z PiS a drugi z PO? Są! Służę
                                przykładami. Nie wiem czy taka ordynacja jest lepsza czy gorsza a
                                raczej czy wyłonione przy takiej ordynacji władze będą lepiej
                                działały. Możliwe. Jednak widzę wiele zagrożeń z tym związanych i to
                                wcale nie teoretycznych. Ale mimo wszystko jestem przekonany że to
                                nie jedynie ordynacja wyborcza powoduje sytuację jaką widzimy. To
                                dużo szerszy problem. Dzisiaj wogóle namówić kogokolwiek do
                                zaangażowania w jakimkolwiek stowarzyszeniu, fundacji czy innej
                                organizacji, której działalność nie przynosi profitów a
                                niejednokrotnie trzeba do niej dołożyć, to cud prawdziwy. A przecież
                                to w ten sposób powinni się rodzić lokalni działacze i politycy i
                                iść do góry. A dzisiaj to niestety partie ogólnopolskie schodzą w
                                dół dokonując abordażu kolejnych instytucji i samorządów. O GPO
                                poczytałem oczywiście i patrzę na to zjawisko z nieukrywaną
                                zazdrością, ale jakoś nijak nie przystaje to do naszych przemyskich
                                warunków. Mam wrażenie że ci ludzie są z innej gliny ulepieni. Wiem
                                że jest wiele sposobów reagowania na problemy ich nagłaśniania itd.
                                Tylko znowu wracamy do kwestii wyboru narzędzi. Ja jednak wolę siłę
                                głosu radnego niż takie akcje a najlepiej jedno połączone z drugim.
                                A czy w Przemyślu ktoś próbował identyfikować takie problemy, szukać
                                możliwych rozwiązań i rozmawiać na ten temat z radnymi i przekonywać
                                ich do danego rozwiązania? Tak się składa że znam kilku radnych
                                obecnej kadencji i czasami z nimi rozmawiam. Mogę tylko powiedzieć
                                tyle, że oni naprawdę czekają na coś takiego i są gotowi takie
                                problemy przedstawiać i szukać rozwiązań. Ale jeśli myślisz, że poza
                                incydentalnymi przypadkami ktoś się do nich zgłosił przez ostatnie
                                kilka lat, to grubo się mylisz. A jeśli już, to były to najczęściej
                                sprawy typu, żeby miasto wyremontowało mu drogę i położyło chodznik
                                koło jego domu i postawiło latarnię. Co dalej to już go nie
                                obchodziło, mogło tam bagno stać, albo się zawalić wszystko. To już
                                nie jego problem. To nie jest incydentalne, to norma! A my tu o
                                samorządności, o komitetach obywatelskich i takich tam rzeczach! A
                                potem skutki są jakie są i rada jest jaka jest. Zresztą mam wrażenie
                                że Przemyśl wogóle jakoś tak karleje i to pod każdym względem.
                                • Gość: kres Re: Walczą o diety IP: 79.139.106.* 21.05.10, 21:32
                                  dlaczego ktos ma podpowiadzć radnym co mają robić?Jeśli ktoś
                                  podejmuje decyzję o możliwości zostania radnym to powinien to być
                                  człowiek z pomysłami ,znający bolączki miasta ,wychodzący naprzeciw
                                  potrzebom itd. A tu nie,wchodzi do rady klient partyjny z pusta
                                  głową i czeka az mu ktoś cos sensownego podpowie jak się uda to
                                  zbija swoj i partyjny kapitał.Są też tacy co uwazają że i tak połowa
                                  problemów sama się rozwiąże to nie ma co się spieszyć.Pomijam fakt
                                  pobierania diet których wysokość dla większości przemyślan nie jest
                                  mała. Idea czy też pomysł Ola na wymianę ludzi znajdujących sie w
                                  radzie z partyjnego nadania jest ze wszech miar słuszny,jednak
                                  bardzo trudny do zrealizowania.O stopniu trudności można się
                                  przekonać próbując rozmawiać na ten temat z ludzmi w poszczególnych
                                  radach osiedlowych.
                                  • Gość: PM Re: Walczą o diety IP: *.adsl.inetia.pl 21.05.10, 22:55
                                    Oczywiście, tyle tylko, że nie ma takiego człowieka, który by znał
                                    wszystkie bolączki miasta i miał pomysły jak je wszystkie rozwiązać,
                                    te które są w chwili wyborów i te które się pojawią w ciągu
                                    następnych 4 lat. Problemy najlepiej znaja ci, którzy są najbliżej
                                    nich, których one bezpośrednio dotykają a radny, żeby nawet był
                                    najlepszy, może często nawet nie wiedzieć o ich istnieniu. Jeśli
                                    takiemu radnemu uda się ten problem rozwiązać, albo przynajmniej
                                    pchnąć sprawy do przodu, to przecież chyba dobrze, a jak przy tym
                                    zbija swój kapitał, to jego szczęście. No chyba że chodzi o to, żeby
                                    nawet sprawy nie były rozwiązywane, byleby tylko ktoś na tym nie
                                    zarobił politycznych punktów?
                                    • Gość: kres Re: Walczą o diety IP: 79.139.106.* 22.05.10, 21:35
                                      przyglądnij się działalności naszej rady w kończącej się obecnie
                                      kadencji. Oni przede wszystkim są politykami,realizują interesy
                                      swoich partii oraz swoje osobiste a gdzieś na końcu dbają o interesy
                                      miasta i jego obywateli.To radni powinni organizować spotkania z
                                      mieszkańcami i pytać o ich problemy - o ile sami ich nie
                                      dostrzegają - a nie czekać aż ktoś się zgłosi do nich i
                                      zasygnalizuje czy poprosi.W Przemyślu jest tyle problemów do
                                      rozwiązania.Na początku kadencji powinna być stworzona lista
                                      problemow do rozwiązania, lista powinna być podana do publicznej
                                      wiadomości,w miarę upływu czasu społeczeństwo powinno się dowiadywać
                                      co zostało rozwiązane a co napotyka trudności i dlaczego. W na
                                      koniec kadencji powinno nastąpić rozliczenie z osiągnięć i
                                      porażek.Dopiero takie działanie może spowodować że mieszkańcy
                                      nabiorą zaufania i szacunku do swoich radnych.Mnie jako mieszkańca
                                      kompletnie nie interesują ich wojenki
                                      polityczne,rozgrywki ,podziały ,zmiany barw partyjnych,koalicje
                                      partyjne itp.Ja chcę widzieć działanie dla dobra miasta i jego
                                      mieszkańców.A jak jest u nas to każdy widzi.
                                    • Gość: mała pysia Re: Walczą o diety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.10, 13:57
                                      Ta, ... nie wiedzą o istnieniu problemu ...

                                      Przecież oni nie radzą sobie z prostymi sprawami, które trafiają pod obrady. Pierwszy przykład z brzegu remont Goszczyńskiego. Mało ruchliwej ulicy nie można wyremontować raz na kilkadziesiąt lat, trzeba będzie dwa razy w ciągu kilku lat. Większość w radzie da się zebrać, gdy trzeba przegłosować sprawę powstania salonu gier hazardowych, ale gdy pojawi się dość duży inwestor z branży spedycyjnej, to już nie da rady. Żeby jeszcze odłożyli swoją decyzję na później, próbowali wyjaśnić wątpliwości, poszukać innej lokalizacji dla tej inwestycji. Gdzie tam. Cichutko siedzieli gdy pojawił się pomysł zwołania referendum w sprawie Rynku, po nim również. Nie byli aktywni, gdy powstały jakieś problemy i nie wiadomo było czy Festiwal Galicja odbędzie się w Przemyślu, ale pod koniec tej kadencji raptem przypomnieli sobie, że chcą współdecydować w sprawach promocji i kultury, więc zmniejszyli budżet na te cele i oczekują, przedkładania pomysłów, aby łaskawie je mogli zaakceptować lub nie. W sprawie stoku też cisza. Gładko da się uchwalić kolejne wydatki, ale chętnych do rozliczenia się z tej inwestycji przed mieszkańcami nie ma.

                                      Takie debaty pomiędzy komitetami wyborczymi byłyby niezapomnianym doświadczeniem dla nich jak i dla nas. Jak tak sobie przypominam kto zasiada w radzie, to można się spodziewać, że niektórzy się spocili na samą myśl o występie przed większą publicznością, ambitniejsi zaczęli ćwiczyć przed lusterkiem, pozostali mają wyuczone teksty na każdą okazje i liczą, że to wystarczy. Nic to.

                                      Kabaret Neo-Nówka - Teleexpress 2007
      • Gość: Land Lover Re: Walczą o diety IP: *.perr.cable.virginmedia.com 19.05.10, 17:36
        Gość portalu: Olo napisał(a):

        > a niektórym kandydatom wystarczyło niecałe 200 głosów, żeby załapać się do rady>
        ---
        a jednemu radnemu -''pragmatykowi'' (wie, w jakim mieście żyje)- wystarczyło
        wsparcie siostry przełożonej pewnego zakonu: w zamian za załatwienie nowiutkich
        chodniczków i placyku z pięknej kostki, siostrzyczka postarała się o uprawniony
        do głosowania desant z zewnątrz, który przesądził o wyniku wyborów. Ponad 200
        tys. na kosteczkę wyłożyło miasto, a pan radny dzieki temu skasował przez 4 lata
        ponad ... 90 tys. zł diet i dodatków (za komisje itp.).Rzecz jasna - wolnych od
        podatku. Do d.upy z taką doloną demokracją.
        • Gość: Land Lover Re: Walczą o diety IP: *.perr.cable.virginmedia.com 19.05.10, 17:45
          Aha, zapomniałem. Ktoś tu wspomina nazwisko tego ''szczęściarza'' od
          zakonniczek. Pisze ktoś też o radnym, który wszedł do rady dzięki ... kilkuset
          butelkom patykiem pisanego (pod co najmniej 5 lokalami wyborczymi rozdawanego).
          Wydał na to niecałe 1000 zł (hurtownia ''Wersal''?), a odrobił już ponad ...200
          patyków (+ mieszkanie komunalne). To się nazywa kiepełe nie od parady!
    • Gość: dark Przecież jest TUM ? IP: 77.236.0.* 18.05.10, 08:23
      Nie startuje ?
      • Gość: pysio Re: Przecież jest TUM ? IP: 213.25.24.* 20.05.10, 18:19
        W tych rozważaniach brak stwierdzenia że polityka to brudna robota i nie każdy
        jest zdolny do intryg i knucia czy podkładania świni. Dlatego ludzie w pełni
        rozumiejący jak złudny i brzydki jest świat polityki po prostu nie chcą mieć z
        nim do czynienia.Doświadczony, mądry i uczciwy obywatel nigdy nie ma ochoty
        przynależeć do tego bagienka i po prostu odmawia uczestnictwa. To właśnie na tym
        najwięcej korzystają tzw. politycy.Bo gdyby zjawił się człowiek o którym wiadomo
        że jest uczciwy i powszechnie z tego znany a do tego nieprzekupny to wygrywa z
        każdym dotychczasowym politykiem. Jak dotychczas to jest tylko wybór między
        mniejszym złem albo głosowanie przeciw.
        • Gość: Prześmiewca Re: Przecież jest TUM ? IP: *.adsl.inetia.pl 21.05.10, 21:58
          Nie czytałem jednego słowa ,Ika dowiodła że polityka ją jednak uwiodła"
          • polak_katoliklive Re: Przecież jest TUM ? 21.05.10, 23:44
            najwazniejszy rzeby radne byli wierzunce , rzeby byli POLAkmi PRawdziewymy co wy
            wjary rzemsku - pratulickom wierzom i Pipierza Pulaka Jana Pagwła Drugego i
            beskupa Mnihalik cu dobży rzondzi rzy lyudzi mogum du kunścioła hodzijc siem
            modlyć du Pam Boga. Te radne som dobre naszymu Parpitrzowy Poklakowi pontamnę
            wybódowaly co sika w gure i na duł jak je ciepłu. i niech kuministy leniny het
            idom nieh sy siebi murdujom bo radny som wierzuncy a nie smu rzadny
            praindueurupejski rzy gadajmom rzy my jakieś indjany a dzie my piura mamy rzy my
            indjany takie co jabył na filmi w bałtyku zy Stachym Kislakiem cu na
            grynwaldziekiej ulicy w bloku retencyjnym mieszka. Ty bandytu jedyn ty!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka