monte_we_mgle
26.06.10, 04:00
Właśnie miałem iść z suką na spacer. Suka wywija ogonem i patrzy
biednie na mnie. Wiec zapiąłem gadzinę na smycz z obróżką, ma bowiem
te dni, że jakiś kundel mógłby ją dopaść zostawiając w darze psiaki,
z którymi nie miałbym co zrobić.
Sam też się postanowiłem ubrać. Jako, że wieczorną porę spędziłem w
spodenkach krótkich, sądziłem, że jeszcze ciepło jest, aby w
szortach wyjść z psem. I w trykocie. Wychodząc z domu kątem oka mego
bystrego zauważyłem, że na termometrze temperatura niebezpiecznie
obniżyła się. Ubrałem zatem płaszczyk na dni słotne. Kiedym palto na
me umęczone dniem całym barki wciągał, przypomniałem sobie, iż dziś
w sklepie zakupiłem parę ślicznych lakierek. Chcąc je rozchodzić,
wzułem skórzane obuwie na me zgrabne nogi. Pies coś mruknął jak mnie
ujrzał. Nie patrząc w lustro wyszedłem na wieczorny spacer na Lipniak
(co ciekawe i zaskakujące zwany jest on potocznie Lipniakiem). I
kiedy mój pies wesoło baraszkował w krzakach, ja szedłem sobie w
lakierkach krótkich spodniach i płaszczyku. Nie muszę dodawać, iż
szortów spod palcina nie było widać. Napotkałem znajomą twarz mej
koleżanki, która odrzekła tylko: "o ****, ty już zupełnie jesteś
*****, o ****". Uznałem, że przeholowała z alkoholem. Dopiero jak
wróciłem do domu (my home is my castle, powiadam), więc jak w mym
castle ujrzałem swój konterfekt w lustrze, zrozumiałem dlaczego
matki na mój widok odwracały lica swych małych pociech, a koleżanka
obrzuciła mnie obelgami najgorszego sortu. O żesz *****.
Teraz siedzę w kącie i buczę na głos, bo wkrótce trzeba będzie
stawić czoła mieszkańcom, którzy będą mnie pokazywać swymi palcyma i
mówić będą szeptem: "O, to ten co podwóje życie prowadzi. W dzień
całkiem miły, a wieczorem bestyja bezwstydna".