Dodaj do ulubionych

O Gongorze

26.06.10, 19:12
.. dla Pani, której się zdaje, że zapachy Arabii nie mogą. Autorstwa
poety, którego ojciec nazywał się (...) no jak? I znał trochę łacinę
i arabski.

Mars to wojna. Feb to słońce. Neptun
to morze, którego nie widzą moje oczy,
gdyż bóstwo je zaciera. Takie szczątki
wygnały Boga, co jest Trzema i Jednym
z mojego bezsennego serca. Przeznaczenie
narzuca mi tę osobliwą idolatrię.
Jestem ciągle oblegany przez mitologie.
Nic nie poradzę. Wergiliusz rzucił urok.
Wergiliusz i łacina. Sprawiłem, że każda
strofa jest mozolnym labiryntem
poprzetykanych haseł, jest warownią
wzbronioną dla tłumu, co jest niemal niczym.
Widzę w czasie, jak umyka sztywna
strzała, i w biegu rzeki kryształ,
i perły w zbolałych łzach.
Taki jest mój dziwaczny los poety.
Cóż mnie obchodzą drwiny albo rozgłos?
Przemieniłem w złoto żywe włosy.
Któż mi powie, czy w tajemnym archiwum Boga
są litery mojego imienia?

Chcę powrócić do rzeczy zwyczajnych:
do wody, chleba, dzbana, do róż...
Obserwuj wątek
    • wampir-wampir I jeszcze jeden... 26.06.10, 19:29
      ... autorstwa wariata. A co:

      forum.gazeta.pl/forum/w,10967,113301753,113301753,Dzezem.html
      • wampir-wampir I o moczymordzie... 26.06.10, 20:50
        ... autorstwa moczymordy:

        Nasze sny w stanie wojny
        Takie są zbyt dosłowne
        Tajemniczych w nich nie ma nadznaczeń
        Taki ot socrealizm
        Zwykłe dzienne obawy
        Symboliki nie trzeba tłumaczyć
        Bo na przykład zasypiamy
        Przytuleni, nie wiem czemu
        Częściej śni się twoje ciało
        A nie ciała ze snu kobiet
        Dzwonek do dzrwi, łomotanie
        Odjeżdżamy rozdzieleni przez tajniaków
        W milicyjnym radiowozie
        Ja dworcowa poczekalnia
        Nienormalnie wielka cela
        Wprowadzają mnie, poznaję może
        Stu lub dwustu mężczyzn
        Wszystkich tych, z którymi kiedyś
        Choć przez jedną noc siedziałem
        Na komendach dzielnicowych i aresztach
        Nie jest źle, widzicie sami
        Właśnie biorą nas do łaźni
        W nagim tłumie ktoś pół żartem
        Pyta "czy nie puszczą gazu?"
        Więc pocieszam ukradzionym
        Bratkowskiemu porzekadłem
        Że to jednak chyba faszyzm z ludzką twarzą

        Wasze sny w stanie wojny
        Pewnie też są dosłowne
        Taki sam pewnie w nich socrealizm
        Chociaż nie znam was z bliska
        Senne władzy obawy
        Czasem staram się sobie wyobrazić
        Bo na przykład wasz gabinet
        Towarzyszka sekretarka
        Tyłem w oknie odwrócona
        Odkrywacie w niej kobietę
        Chcecie ją od tyłu objąć
        A ta krzyczy przerażona
        "Ludzie, ludzie towarzyszu, ludzie są pod komitetem"

        Z obu snów zbyt dosłownych
        Trudno coś prorokować
        Trzeba czekać na finał
        Może dobry lub zły
        Mój sen zresztą się sprawdził
        Właśnie wracam z więzienia
        Ale nie chciałbym z wami
        Się zamienić na sny

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka