Dodaj do ulubionych

Protegowany Marka Kuchcińskiego

13.07.10, 23:20
“Pinek” zawsze miał wielkie aspiracje i chciał być na świeczniku, marzył, aby się z nim liczono. Ten wywodzący się z rodu sędziów i prokuratorów niepozorny człowieczek z ul. Śnigurskiego (dom rodzinny) zawsze miał też niemałe pieniądze. Nie stronił od alkoholu i już jako licealista miał z nim duże problemy. To alkohol sprawił, że nie ukończył studiów w Lublinie i musiał poprzestać na karierze celnika, rozpoczętej dzięki rodzinnym koneksjom i znajomościom. Zaczynał na pociągach relacji Lwów – Przemyśl, gdzie można było skubnąć 100 zielonych „papierów” od przedziału. Niezła kasa jak na lata 80. i początki „kariery” zawodowej…
Od pyłku do mrówek

Po szlifowaniu wagonów nadszedł czas „awansu” na przejście drogowe w Medyce a tam już istne Eldorado – całe TIRY wypchane gorzałą i fajkami. Niestety, szczęście nie trwa wiecznie, chłop moczy dupę i za karę (może z litości?) trafia na 2 lata na „pyłek”- do odpraw wagonów z rudą w Medyce. Tragedia! Nic nie można zakombinować, żadnej doli, katastrofa, bida z nędzą a człowiek do dużej już kasy przyzwyczajony. Na całe szczęście, 2 lata pokuty szybko mija i Pinio wraca na przejście drogowe w Medyce, i to w dobrym momencie. Widzą to sąsiedzi Pinia, gdy wieczorową porą zaczynają się pielgrzymki wdzięcznych „mrówek” do jego mieszkania. Ludzie walą jak w dym z suvenirami - dowodami wdzięczności za pomoc w przerzucie przez granicę fajek i gorzały w ilościach hurtowych. Ilu wśród tych pątników było „tirowców”, to pozostaje słodką tajemnicą nie tylko Pinka, ale i tych smutnych panów, którzy od dłuższego już czasu mieli na niego oko.


Jest granica, są souveniry, jest i kasa - duża, coraz większa. Co z nią robić: wpłacać na własne konto lub połowicy? Owszem, dla picu parę groszy można, ale co dalej? Inwestować! – powiedziała pewnej nocy sama Matka Boska Pograniczna, objawiając się Pinkowi. – Najlepiej w antyki! – doradziła: obrazy znanych mistrzów, porcelanę, srebro i inne bajery. Zawsze można się wyłgać, że to po prababci lub dziadku, zwłaszcza, gdy pochodzi się z przedwojennej bogatej rodziny. No, ale ile można w końcu tych rupieci w chacie upchać? A co tu, k…, muzeum?! Pinek zaczął kombinować, co dalej i wykombinował: dobrą inwestycją są lokaty, niekoniecznie bankowe! Sprawdzają się ludzie-„słupy”, na których nazwiska zawsze można założyć jakiś interes i dzięki temu być krytym w razie czego. Tak powstaje kilka wypożyczalni kaset video (3 Maja, Kmity, Smolki), na podstawionych ludzi otwiera się i inne biznesy. Rusza także biznesowy świat małżonka, oficjalnie jedynie współwłaścicielka zakładu fryzjerskiego ”Paradise” przy ul. Chopina (w domu kolegi, celnika Tomka U.).


Lata 90., Pinek (wciąż jeszcze zachowując instynkt samozachowawczy) przestaje się już tajniaczyć. A co, na granicy OK - ruch jak diabli, kasy w bród, czas zaszaleć. Pozbywa się nędznego już fiata tipo, by móc szpanować modną wtedy hondą w czerwonym kolorze. Jako człowiek głęboko prorodzinny i solidarny załatwia pracę w UC swojemu szwagrowi, a ten już po kilku miesiącach harówy na przejściu drogowym w Medyce zamienia starego poldka na nowego forda combi. Ma się rozumieć, odłożył na to z gołej pensji celnika!
W świecie polityki

Czas płynie, a fura szmalu już nie cieszy i pełni szczęścia nie daje. Szczęściu trzeba pomóc - Pinek wchodzi w świat polityki. Na początek odnawia znajomość z Markiem K., znanym dziś posłem o ksywie „Członek”, szefem Zarządu Wojewódzkiego Porozumienia Centrum w Przemyślu. Pinek zaczyna go odwiedzać w biurze PC nad „empikiem” codziennie i robi, co tylko może, aby dorwać się wreszcie do „koryta”. Marka K. zna dobrze, są prawie w jednym wieku, żona Pinia mieszkała z rodzicami w tej samej kamienicy na Matejki, gdzie mieszkał Marek K. (teraz mieszka mama posła i szwagier Pinia: już nie celnik, bo dostał kopa z UC). Pinek dla kariery gotów jest zrobić wszystko, może nawet buty czyścić. W końcu swój cel osiąga, ale za jaką cenę, tego nie wie nikt, bo to słodka tajemnica obu panów.


Po długim nachodzeniu i przesiadywaniu u Marka K., dzięki niemu i jego 2 znajomym (słownie: trzy głosy) Pinek zostaje „blokowym” na Starym Mieście. Niczym cieć Stanisław Anioł z serialu „Alternatywy 4”, zaciera ręce i staje się bardzo „ważny”, szczególnie na ulicy Kmity gdzie mieszka. To już polityk pełną gębą - z byle kim nie rozmawia, byle komu się nie ukłoni. Oczywiście nie zna już kolegów, z którymi wypił morze gorzały. Zapomina o nich i nie chce rozmawiać, choć nie zapytają ile tych esperali pod skórę sobie już wszywał..
Pan radny

Jako „blokowy” z początku sprawował się jako tako, ale później robił już tylko to, co musiał. Nie raz lenistwo wypominał mu ówczesny radny Stanisław W., ale Pinio to olewał, bo miał już na celowniku inny cel – mandat radnego Rady Miasta. Bardzo pomógł mu w tym Marek K., życzliwie i praktycznie doradzając, jak zapewnić sobie głosy wyborców: komu wciskać kit, kogo podejść podstępem, kogo zrobić w bambuko itd.


Pomny takich cennych wskazówek, Pinek nachodzi sąsiadach i znajomych, a także, co dziwne, swoich dawnych kolesiów od upojnych libacji: już się z nimi przeprosił, są potrzebni, by tylko na niego oddali głosy. Obiecuje wszystkim złote góry i leje wodę, jak każdy kto chce zostać radnym i wydaje mu się, że będzie miał władzę i możliwości realizacji obietnic.

Kumpli z „Drewutni” (piwiarnia obok hotelu Gromady) już w dniu wyborów Pinio nęci i wabi obietnicą postawienia dwóch beczek piwa, gdy tylko zagłosują na niego w komisji wyborczej w SP Nr 1 przy ul. Sienkiewicza. Kolesie nie zawodzą, z zadania się wywiązują, ale piwa do dziś nie zobaczyli, na co są liczni świadkowie… W dniu głosowania “Pinek” cały dzień przestał pod „jedynką” i nerwowo szacował swoje szanse, patrząc, kto z jego „parafii” idzie do urny. Musiał stracić wiele nerwów, może bardziej tamtej wyborczej niedzieli posiwiał, ale Panem Radnym został!


Błyskawicznie na taką okoliczność zmienił obyczaje. Jak nigdy dotąd nie chodził do kościoła, tak odtąd co niedziela z całą rodzina zaczął bywać w Katedrze. Widzą to ludzie i własnym oczom nie wierzą. - Nawrócił się czy co? Może coś mu się pomyliło, może chory? - pytają siebie nawzajem, zwłaszcza ci, którzy znają Pinka z czasów, gdy ostro ćwiczył gorzałę a często słuchał przy tym płyt (chodnikowych) na Kmity, pod domem gdzie mieszka.


Nowa funkcja, to nowe możliwości i większa siła przebicia. Salon „Paradise” przenosi się do „Gromada” a oboje państwo P. to już państwo przez duże P. Bywają na przemyskich salonach biznesowo-politycznych, obracają się w wielkim świecie, w otoczeniu milionerów, którzy zaczynali od szmuglu za granicę majtek, dżinsów i tandetnych chustek. To jest to, sami swoi, ten styl i szpan! Państwo Piniostwo nie rozmawia już z byle kim, zwłaszcza z nędznymi mieszczuchami, bo nie wypada elicie miasta z pospólstwem się zadawać. Na jednej z balang śmietany towarzyskiej radny Pinek chwali się już, że załatwił „dziadom” postawienie nowego muru oporowego na ul. Kmity! Jak zwykle, pomny rad „Członka” kituje, bo żadna w tym jego zasługa, a zwykłe zrządzenie losu …

(Przemysław Kmita)
Obserwuj wątek
    • Gość: O! Re: Protegowany Marka Kuchcińskiego IP: 79.139.112.* 14.07.10, 08:02
      Demon 1903 - myslę że jak znam Pinia( jeszcze z młodych lat) to
      wszystko co piszesz jest prawdą . Wprawdzie jak go znalem byl
      poczciwym dośc sympatycznym mlodym człowiekiem co z Markiem Ła..ką
      bardzo sie kumplował i nawet ostro balował . Wydaje mi sie że
      niewdzięcznik "Olał" potem swojego najbliższego kumpla ( bo czasem
      widywalem Marka dość wynedzniałego i dziwilem się że Pinio -taki
      szpan i "Gość " separuje sie od jego towarzystwa) Oh jacy koledzy
      są czasem przewrotni wobec tych ktorym w zyciu sie nie poszczęściło
      a przecież prawdziwych przyjaciół poznaje sie w biedzie.
      Nie mniej Panie lub Pani demon1903 masz dobre rozeznanie i jak dla
      mnie piszesz przystepnie oraz wiarygodnie. Myslę ze w innych
      sprawach też możesz mieć wiele do powiedzenia - O!
      Dawaj więc z grubej rury i tylko prawdę a zyskasz więlu sympatyków
      nie tylko w mojej skronej osobie -O!
      Masz U Mnie PLUS i to Plus jakiegonie ma nikt u nikogo ...( a
      była taka piosenka za PRLu. I było nawet nasze stare i urocze
      Tango przemyskie ....)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka