IP: *.107.112.131.mediahost.pl 11.07.13, 13:54
najarałem się
Obserwuj wątek
    • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 11.07.13, 16:00
      Robert Francis

      Tak, co?

      Co by zrobiła ziemia bez swych świętych durniów
      ogrodu rozmaitości ciamajd i bałwanów
      gamoniów oferm jodlujących głuptaków
      i wszystkich innych z Breughela
      pod tłustą gębą księżyca?

      Bez kabotynów kretynów kosmicznych
      osłów jawohl jawohl z całym ich
      wrzaskiem bekiem piwem rykiem
      swych gburów tępaków chamów
      pod ryżą gębą księżyca?

      tłum. Grzegorz Musiał

      wersja oryginalna pt. „Yes, What?”
      w temacie Poezja anglojęzyczna
      Aktywny ten cenzor?!
      • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 11.07.13, 16:06
        Wielki gadający łeb

        Szedł powoli ulicą, z trudem podnosił
        ciężkie od szarej codzienności stopy.
        Myślał o tym, że powinien już napisać coś
        nowego, ale aby coś napisać powinien teraz
        co najmniej płynąć, albo lepiej - lecieć,
        unosić się na skrzydłach nieskrępowanej
        twórczej wyobraźni.

        Tymczasem z trudem unosił stopy, człapał
        niemrawo do domu, wysterylizowany
        z wszelkich pomysłów na utwór literacki. Wiedział,
        że jeśli w tym stanie usiądzie przy komputerze,
        współczesnej odmianie czystej kartki papieru,
        będzie to czas stracony, zarówno dla kultury
        narodowej, jak i dla niego samego.

        Udając, że nie patrzy, zerkał na kwitnące drzewa,
        udając, że nie słucha, nucił pod nosem melodię
        płynącego obok górskiego strumienia. Ale ani
        połyskujące bielą kwiaty na drzewach, ani śpiew
        strumienia, nie wydały mu się na tyle interesujące,
        aby coś więcej o nich napisać ponad banały,
        zalegające biblioteczne regały, starsze siostry
        internetowych portali.

        Bez żadnego pomysłu, nie tylko na dojrzały poemat,
        ale nawet na malutki, skromniutki wierszyczek,
        zamknął za sobą drzwi mieszkania. Jak co wieczór,
        nie będąc wcale głodny, zajrzał do lodówki
        i kredensu, szukając, co by tu zjeść w ten smutny,
        pusty od wrażeń wieczór. Uwolniony od wszelkiej
        refleksji nad światem i sobą, włączył telewizor
        i rozłożył się w swojej ulubionej pozycji
        bezmyślnego mieszczucha.

        I nagle rozbłysła ta wyczekiwana poetycka gwiazda,
        która zawsze dawała mu impuls i twórczą potencję.
        Błękitny ekran wypełnił wielki gadający łeb ulubionego
        - ponad wszystko i wszystkich - parlamentarnego idioty.
        Tak, to było właśnie to, czego mu dzisiaj brakowało
        do twórczej pracy.

        Wielki tłusty łeb, osadzony - bez szyi - na drogim,
        markowym garniturze. Wyłupiaste oczy - od hodowanej
        pieczołowicie przez lata głupoty - które nie zdradzały
        ani cienia przynależności do gatunku homo sapiens.
        Już sam ten widok wywołał w nim najsubtelniejsze emocje,
        zaś słowa, które wypływały - o jakże melodyjnie -
        - z tego tępego łba, nic nieznaczące, bezbarwne, puste,
        dopełniły tylko w nim stan najwyższego poetyckiego uniesienia.

        O, kretynie najdroższy, Wielki Kreatorze wyobraźni,
        z nieba mi spadasz. Żadne kwiaty na drzewach,
        żaden śpiew strumienia, ani oniryczny powiew wiosny,
        nie wprawiły mnie w stan tak twórczy i radosny,
        jak twój wielki, durny łeb, gadający bez sensu z telewizora,
        osadzony bez szyi, ale pod kwiecistym krawatem,
        na garniturze od Armaniego.

        Oto temat godny współczesnej sztuki. Porzućcie te
        pachnące kwiaty, melodyjne strumienie i inne
        martwe rekwizyty. Nic nie jest tak piękne
        i poetyckie zarazem jak żywy, uśmiechnięty,
        zadowolony z siebie wielki łeb Pana Posła,
        wyrzucający z siebie miliony, biliony, a nawet
        więcej - najgłupszych na świecie słów.

        Szukasz tematu na utwór literacki?
        Włącz telewizor!
      • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 11.07.13, 16:36
        BARAN 21.03 - 20.04

        Urodzeni pod tym znakiem są z natury ociężali umysłowo i z trudem uczą się najprostszych czynności. Tylko podwójnym kursem powtórkowym można skłonić Barana do przyswojenia minimum wiedzy. W pracy osoby spod tego znaku dzięki swojej tępocie dezorganizują wszystko, dzięki czemu awansują na wysokie stanowiska. W kontaktach towarzyskich Barany są z reguły niezmiernie uciążliwe i przy najmniejszym pretekście wywołują karczemne burdy i pijatyki.

        BYK 21.04 - 21.05

        Wdzięk powiatowego Casanovy i skłonności do preferowania swojego gatunku. Niczym nie zmącone przekonanie, że jest pępkiem świata. Lubi się mizdrzyć. Najbliższą rodzinę traktuje ozięble z domieszką ironii od urodzenia do późnej starości. Nigdy niczego nie czyta, chodź o wszystkim ma z góry wyrobione zdanie. Poci się.

        BLI-NIĘTA 22.05 - 21.06

        Ludzie spod tego znaku nie osiągają w ogóle dojrzałości, zarówno intelektualnej jak i uczuciowej. Jedyne, co naprawdę potrafią to raz w tygodniu wypełnić kupon totolotka. Niezdarnie ukrywają, że największą przyjemność sprawia im dłubanie w nosie. Zapraszając takiego do domu należy pamiętać, że kradnie. Koniecznie przed wyjściem rewidować.

        KO-IOROŻEC 22.12 - 20.01

        Każde zdrowe i dbające o swój rozwój społeczeństwo powinno natychmiast izolować wszystkie Koziorożce. Koziorożec, sam alkoholik i analfabeta, chętnie szuka partnera, póki nie popadnie w impotencję. Nadaję się do kopania rowów ale tylko pod nadzorem. W życiu rodzinnym przeważnie trzyma z teściową.

        LEF 23.07 - 23.08

        Urodzeni pod znakiem Lwa mają od dzieciństwa skłonność do narkomani, pijaństwa i najbardziej brutalnej rozpusty. Nie lubią się uczyć, z trudem kończą szkoły, nawet specjalne. Uwielbiają krzywoprzysięstwo, stawanie przed sądem. Zdemaskowani wywołują awantury i dantejskie sceny. W życiu rodzinnym Lwy w szczęściu nie uczestniczą. Znak sprzyjający - drogowy: ślepa uliczka.

        PANA 23.08 - 22.09

        Przez całe życie towarzyszy im stres wynikający z seksualnego nie wyżycia. Sprawa jest beznadziejna, bo Panny zarówno rodzaju męskiego jak i żeńskiego jako partner erotyczny wykazują wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinice nerwic. Umysłowo Panna pozostaje 100% dziewicą.

        RAK 22.06 - 22.07

        Szkoda słów. Nie pomoże nawet oddział zamknięty. Urodzeni pod tym znakiem oszukują, zdradzają, uwielbiają podłożyć świnię. Rakom nie można wieżyc nigdy i w niczym. Jeżeli Rak twierdzi, że ceni twoja przyjaźń to możesz mieć pewność, że przed godziną napisał na ciebie donos. Raki stale komuś czegoś zazdroszczą. Po 25 roku życia łysieją, garbią się i tracą zęby.

        RYBY 21.02 - 20.03

        Bez przerwy udają. Ciągłe niepowodzenia i nieporozumienia w pracy i w domu. Prochu na pewno nie wymyślą. Ryba sprawdza się wyłącznie jako kontroler biletów. Uwielbia brazylijskie telenowele. Broń Boże nie dopuszczać do urządzeń bardziej skomplikowanych niż tłuczek do kartofli, bo zepsuje. Znak sprzyjający - żaden.

        SKORPION 24.10 - 22.11

        Ma manie prześladowczą. Nic nie jest w stanie zmienić jego przekonania, że w licznych stałych niepowodzeniach życiowych Skorpionom winien jest zawsze ktoś inny a nie on sam. Ze strachu atakuje pierwszy i od tyłu. Z przyjemnością opluwa wszystkich dookoła. Po cichu dręczy zwierzęta i marzy o posadzie dozorcy w ZOO.

        SZCZELEC 23.11 - 21.12

        Osobnik spod tego znaku ma dużo energii i pomysłowości - urodzony działacz społeczny. Oczywiście, do czego się nie weźmie - spartoli. W dzieciństwie zabiera młodszym cukierki. Ma skłonność do podglądania w toaletach i kradzieży papieru toaletowego. Na starość spisuje wspomnienia od początku do końca zmyślone.

        WAGA 23.09 - 23.10

        Trzeba mieć prawdziwego pecha, żeby się urodzić pod tym znakiem. To przesądza właściwie o wszystkim. Wagi mają krótką pamięć, wzrok, dwie lewe ręce, tępy słuch i dowcip, a ambicje zawodowe i poczucie humoru w zaniku. Nie maja szczęścia do pieniędzy, powodzenia w miłości, rozumu i zdrowia. Ze względu na to, co Wagi maja i to czego nie mają - są idealnymi małżonkami.

        WODNIK 21.01 - 20.02

        Ma pociąg do gastronomii kategorii IV. Nigdy nie oddaje pożyczonych pieniędzy. Mężczyźni spod tego znaku wcześniej czy później okazują się ekshibicjonistami a kobiety nimfomankami. W zakładach penitencjarnych czują się nieźle.


        • wampir-wampir Re: wesoło 11.07.13, 17:13
          Horoskop według Tyma, zdaje się, że prototyp tego wyżej ;-)))

          Baran
          21.III - 20.IV Mars

          Baran to złośliwa małpa i jest ogólnie głupi. Głupi i zarozumiały. Baran dużo
          czyta, przeważnie gazety, z których nic nie rozumie. Dlatego Baran dzwoni po
          znajomych, o których wie, że oni rozumieją, co czytają (to są głównie Wagi),
          żeby się od nich dowiedzieć, o czym czytał.
          Baran jest uparty jak osioł, a w dodatku sam się nie myje i innym też nie da
          się umyć.
          Jak Baran posprząta, to robi się jeszcze większy bałagan. Dlatego Baran ma
          bałagan coraz większy, bo Baran sprząta.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i
          Pol Pot.

          Byk
          21.IV - 20.V Wenus

          Kobieta urodzona pod znakiem Byka jest głupsza niż grubsza i ryczy na męża,
          którego zdradza. A zdradza go ta łajza stale i jeszcze kłamie, że była u krawcowej. Tylko że jak gdzieś wychodzi (a ciągle gdzieś wychodzi, bo chwili
          w domu nie usiedzi), to zawsze się skarży, że nie ma co na
          siebie włożyć. Nie ma co włożyć, a nago nie wyjdzie, dlatego kobieta Byk
          nigdy nigdzie nie wychodzi, tylko siedzi w domu i zagęszcza atmosferę. Byk w
          rodzinie to rozkład każdego małżeństwa. Nawet u sąsiadów.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

          Bliźnięta
          21.V - 21.VI Merkury

          Bliźnięta to przede wszystkim zboczeńcy i drobna administracja. Narkotyki u
          Bliźniąt to rzecz pewna. Poza tym - kazirodztwo: córka z matką do kina, matka z ojcem do łóżka, słowem wszystkie orientacje! Ponad 95 proc. Bliźniąt przez
          całe życie siedzi w więzieniu.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

          Rak
          22.VI - 22.VII Księżyc

          Rak to złodziej i narkoman. Zawsze spocony ze strachu, bo chodzi tyłem i boi się, że na coś wpadnie. Rak nie pachnie zbyt ładnie. Panuje opinia, że Rak to
          chodzący fetor!
          Nawet, jeśli się myje. Gdy Rak się nie myje, fetor jest trochę mniejszy. Dlatego Raki się nie myją.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

          Lew
          3.VII - 23.VIII Słońce

          Lew to moczymorda i kanalia. Najczęściej pseudointeligent i zarozumialec.
          Lubi się popisywać w towarzystwie znajomością np. twierdzenia Pitagorasa,
          że "ciało wrzucone do wody traci tyle na wartości, ile wypiera". Uwielbia być
          politykiem, więc często jest. Lew nie zmienia skarpetek, dlatego można go rozpoznać nawet w zupełnych ciemnościach.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.

          Panna
          24.VIII - 22.IX Merkury

          Panna to najgorsza swołocz. Sama nie zje i drugiemu nie da. Zakłamana
          szantrapa - jedną ręką pisze, a drugą ręką ściera. Więc nawet nie wiadomo, co ta łajza napisała. Panna, gdyby mogła, to by cały świat w łyżce wody utopiła -
          takie skąpiradło.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i
          Pol Pot.

          Waga
          23.IX - 23.X Merkury

          Waga to odwaga, wdzięk i inteligencja. Duża wrażliwość. Waga jest samodzielna i opiekuńcza. Urodzeni pod znakiem Wagi to ludzie odpowiedzialni i pracowici,
          zorganizowani i godni zaufania, wszystkie swe talenty poświęcają dla dobra ogółu. Wagi są mądre, szczere i uczciwe. Waga ma tak, że gdyby kogoś
          oszukała, to by się ze wstydu spaliła. Oszczędna dla siebie i szczodra dla innych, oto cała Waga.

          Spod znaku Wagi: Kościuszko, Szopen, Beethoven, Cervantes, Washington,
          Kopernik, Czajkowski, Einstein, Miłosz, Szymborska, Wolszczan, Małysz, Curie-
          Skłodowska, Szekspir, Wieniawski, Chrobry... i Stanisław Tym.

          Skorpion
          24 X - 22 XI Mars i Pluton

          Kleptoman i intrygant. Rozwali każde małżeństwo. Własne także. Skorpion ma
          często braki w uzębieniu. Leń i aspołecznik. Jeśli zrobi niechcący coś
          pożytecznego - ciężko to odchorowuje. Skorpion często bywa sadystą i wtedy
          jest dentystą. Wówczas jego pacjenci mają braki w uzębieniu.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i
          Pol Pot.

          Strzelec
          23.XI - 21.XII Jowisz

          Strzelec to moczymorda i ochlapus, zawsze się załapie na krzywego ryja, A tak
          się schla, że się uwali i leży. Gdy tylko wstanie i ma możliwość, to zawsze
          zdradzi ojczyznę. Poza tym Strzelec to polityczna huśtawka, anarchista i
          podziemie gospodarcze. A już przynajmniej mafia albo
          gangster. Czasami aż się inni zastanawiają, skąd się bierze i jak się mieści
          tyle świństwa w jednym człowieku. U urodzonych pod znakiem Strzelca zawsze
          się zmieści. Dzieci Strzelca i Panny to najgorsza zaraza. Jak uczciwy
          policjant kogoś goni, to wiadomo, że to Waga goni Strzelca. Wśród Strzelców
          jest dużo zboczeńców, dlatego rodzi się u nich najwięcej Bliźniaków i w końcu
          nie wiadomo, które gorsze i to jest najgorsze.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i
          Pol Pot.

          Koziorożec
          22.XII - 20.I Saturn

          Koziorożec jest wyjątkowo abominacyjny. Zawsze się ślini. Udaje przed tobą
          przyjaciela, ale tylko po to, żeby cię okraść lub oszukać, a praktycznie i
          jedno, i drugie. I jeszcze ci żonę zbałamuci, szczególnie gdy masz żonę Pannę
          albo Byka. Koziorożec, gdy już nie ma kogo oszukać, to od samego siebie
          pożyczy sto złotych i nigdy nie odda. Kłamie nawet wtedy, gdy
          mówi "dobranoc".

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i
          Pol Pot.

          Wodnik
          21.I - 19.II Uran i Saturn

          Wodnika łatwo poznać po tym, że stale coś pierze, a wszystko ma brudne. Wbrew
          nazwie znaku Wodnik niczego nie pierze w wodzie, tylko wszystko chemicznie,
          dlatego śmierdzi siarkowodorem, chlorkiem rtęci, nitrodwuetylotoluenem,
          dwuchloro-dwufenylorójmetyloheksanem oraz przeterminowaną naftaliną.
          Karaluchy, mole i przędziorki czują się u Wodnika jak Ryby w wodzie.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i
          Pol Pot.

          Ryby
          20.II - 20.III Neptun i Jowisz

          Ryby to chodząca nieuczciwość i korupcja. Ryby czują się u Wodnika jak
          karaluchy, mole i przędziorki. Mówi się, że rybka lubi pływać. Owszem, ale
          tylko w przemycanym alkoholu, na którym społeczeństwo straci, a Ryby zarobią
          brudne pieniądze, które upiorą i wydadzą na wódę. Upiorą u Wodnika, bo to
          dobrana para, czyli trójkąt: Ryby - Wodnik. Ale Ryby gorsze.

          Urodzeni pod znakiem: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i
          Pol Pot.
          • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 11.07.13, 18:04
            Sowiecki cyrk państwowy numer 17 nie ma powodzenia. Trybuny świecą pustkami. Dyrektor wpada na genialny pomysł: ogłasza, że gwoździem przedstawienia będzie rewelacyjny numer specjalny, a komu się on nie spodoba, dostanie zwrot dziesięciokrotnej ceny biletu. Publiczność szturmuje kasy, bilety są wyprzedane na miesiąc naprzód.
            Podczas pierwszego przedstawienia dyrektor zapowiada:
            - A teraz nasz numer specjalny. Komu się nie spodoba, otrzyma w kasie dziesięciokrotną cenę biletu. Towarzysze, orkiestra naszej bohaterskiej KGB odegra Międzynarodówkę.
            • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 11.07.13, 19:20
              Manager ze swoją świtą obszedł już wszystkie zakamarki fabryki,porozmawiał z kilkoma uśmiechniętymi (i o dziwo znającymi doskonale język angielski) robotnikami, aż na koniec dotarł do hali produkcyjnej. Po chwili zauważył dwóch stojących naprzeciw siebie gości w zaplamionych kombinezonach, mocno gestykulujących i przekrzykujących warkot maszyn. "Pewnie rozmawiają o jakichś ważnych sprawach produkcyjnych" - pomyślał manager, skinął na swoją osobistą tłumaczkę i powiedział:
              - Proszę podkraść się do nich niezauważenie, podsłuchać o czym mówią, przetłumaczyć na angielski i wieczorem dostarczyć mi spisaną rozmowę. Jestem przecież fachowcem i zdaję sobie sprawę z tego, że więcej
              dowiem się o problemach zakładu z takiej rozmowy, niż ze wszystkich papierów i ocen prywatyzacyjnych.

              Wieczorem, po powrocie do hotelu zastał na łóżku kartkę z zapisem rozmowy:

              Majster do robotnika: "...wstępuję w intymne związki seksualne z tobą i twoją mamą, ty, kobieta lekkich obyczajów, nawet gwałconej tokarki, kobieta lekkich obyczajów, nie możesz, kobieta lekkich obyczajów,
              prawidłowo włączyć. Dyrektor, kobieta lekkich obyczajów, polecił w żeński organ rozrodczy, kobieta lekkich obyczajów, wejść z tobą w intymne związki seksualne w tylnej linii bioder, kobieta lekkich
              obyczajów, jeśli przez ciebie pasywny homoseksualisto znowu nie wykonamy, kobieta lekkich obyczajów, tego nie podobnego do męskiego organu rozrodczego planu, kobieta lekkich obyczajów, który musi zrobić gwałcona z tyłu w linii bioder fabryka."

              Robotnik do majstra: "Majster to mógł wstąpić w intymne związki seksualne ze swoją mamusią, ja już wstąpiłem w intymne związki seksualne w tylnej linii bioder z panem dyrektorem, i nie będę wchodził w takie związki, kobieta lekkich obyczajów z gwałconymi tokarkami. A co najważniejsze na męskim organie rozrodczym wiszą mi wszystkie, kobieta lekkich obyczajów, plany tego gwałconego zakładu."
              • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 11.07.13, 22:39
                Jesteś najdroższa mi potrzebna
                jak kornikowi kawał drewna.
                Jak rdzy żelazo (kuj póki gorące),
                jak świetlikowi dupsko świecące.
                Jak komunistom pierwszy maja
                i jak Guciowi pszczółka Maja.
                Jak Górniakowej hymn narodowy,
                jak Oleksemu samochód nowy.
                Jak Marii Rokicie gęsta peruka
                i jak choince dziecioł co puka.
                Jak Millerowi plan Hausnera,
                jak na zakaźnym jasna cholera.
                Jak Lepperowi Samoobrona,
                bo ja bez Ciebie z pewnoscią skonam.
                • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 12.07.13, 06:30
                  Wraca dresiarz z Paryża i opowiada swojej żonie, co tam widział:
                  - Wiesz, Zocha, idę, patrzę, a tu wielki plac! Patrzę na lewo... och...eć można! Patrzę przed siebie... O rzesz kurde mać! Patrzę na prawo... O ja cię pie......
                  Zocha zaczyna płakać... Dres pyta:
                  - Zocha, co Ci sie stało?
                  Ta odpowiada:
                  - O Boże, jak tam musi być pięknie.
                  • Gość: fiki miki Re: wesoło IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.13, 07:37
                    Ale ubaw!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 12.07.13, 20:13
                      Dwie siostry zakonne, Matematyka i Logika, przechadzają się po parku blisko zakonu. Jest późno i zaczyna się ściemniać.
                      SM: zauważyłaś tego mężczyznę, który nas śledzi? Kto wie,czego
                      chce od nas...
                      SL: to logiczne chce nas zgwałcić.
                      SM: o Boże, o Boże, zbliża się do nas dogoni nas za 5min i 18sek.
                      Co robimy?
                      SL: jedyne logiczne rozwiązanie to przyspieszyć kroku.
                      SM: o Boże, o Boże, to nic nie dało.
                      SL: Oczywiście, logicznie rzecz biorąc on także przyspieszył.
                      SM: o Boże, o Boże, dystans się zmniejszył, dogoni nas za 1min
                      i 44sek.
                      SL: jedyne logiczne rozwiązanie, to sie rozdzielić: ty idź na prawo ja na lewo. Logicznie rzecz biorąc,nie może iść
                      za obiema.
                      Mężczyzna decyduje się iść za siostrą Logika.
                      Siostra Matematyka dociera do zakonu cała i zdrowa,ale,bardzo zaniepokojona o drugą, która wraca kilka minut później.
                      SM: Siostro Logiko, o Boże dzięki, o Boże Opowiadaj, opowiadaj !
                      SL: logicznie rzecz biorąc mężczyzna mógł iść tylko za jedną z nas i wybrał mnie.
                      SM: (trochę wkurzona) tak, tak wiem, a potem ?
                      SL: zgodnie z zasadami logiki, ja biegłam coraz szybciej i tak
                      samo robił on!
                      SM: tak, tak, a potem?
                      SL: zgodnie z logiką, dogonił mnie.
                      SM: o Boże, o Boże i co zrobiłaś?
                      SL: jedyną logiczną w tej sytuacji rzecz: podciągnęłam habit do góry!
                      M: o Boże, o mój Boże! a on?
                      SL: zgodnie z zasadami logiki: opuścił spodnie!
                      SM: o Jezus Maria! I co się stało?
                      SL: logiczne Siostra z podkasanym habitem biegnie szybciej niż
                      mężczyzna z opuszczonymi spodniami !
                      A dla tych, którzy myśleli o świństwach... pięć zdrowasiek!!! Wink
                      • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 13.07.13, 16:15
                        Wybrał się facet na wycieczkę po Polsce. W jednym z miast wszedł do sklepu w celu kupienia jakiejś ciekawej suweniry. Sklepik był mały, ale mieściło się w nim chyba wszystko - od pocztówek, przez doniczki i antyki, aż po magiczne kamienie. Facet się rozgląda, nie może się na nic zdecydować. Lecz nagle jego wzrok padł na drewnianą figurkę kota i patrzy na cenę - Figurka kota 10zł, Historia kota - 1000zł. Facet, nie namyślając się długo, wziął figurkę i podszedł do lady. Stary subiekt zapytał:
                        - Z historią czy bez?
                        - Daj se pan spokój, biorę kota i wychodzę.
                        Stary uśmiechnął się pod nosem:
                        - Tak pan teraz mówi... I tak pan przyjdzie po historię...
                        Facet nie powiedział już nic, tylko pomyślał, jak można być tak poj***nym i płacić 1000zł za jakąś tam historię kota. Zapłacił, podziękował i wyszedł. I nagle zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Idąc z figurką w torbie, usłyszał miauczenie kotów. Potem zobaczył, że idzie za nim jakiś kot. Potem następny. I następny. I jeszcze inny. Z każdego zakamarka wyłaniały się koty i szły za facetem, który kupił figurkę kota. Koleś trochę się przestraszył i zaczął uciekać. Koty za nim. Przyspieszył. Koty za nim. Zwolnił. Koty też zwolniły. Stanął. I wokół niego stanęło kilkaset kotów.
                        No k***a, co jest?! O co w tym chodzi?!
                        Niewiele myśląc, facet wyciągnął z torby tę figurkę i wrzucił ją do rzeki. Wszystkie koty skoczyły też do wody i wszystkie się utopiły. Facet wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Chwilę stał jak wryty, ale nagle pognał w stronę sklepiku, w którym był wcześniej. Wpada zdyszany do środka, a stary subiekt zaczął rechotać.
                        - Heheheh ehehheh, wiedziałem, że pan przyjdzie po historię...
                        - Panie! - przerwał facet. - j***ć tę historię!!! Ma pan może figurkę banderowca?
                        • Gość: pysio Re: wesoło IP: *.alfaks.com 14.07.13, 07:27
                          Przed bitwą pod Grunwaldem spotykają się obie armie. Zadowoleni z tego, że się wzajemnie odnaleźli urządzają imprezkę.
                          W krzyżackim obozie wszyscy napie**oleni, klina klinem popychają, sytuacja trwa kilka dni. Pewnego poranka budzi się Wielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierając podawaną mu flaszkę, pyta sługi:
                          - Co to my dzisiaj mamy?
                          - Dzisiaj ma być bitwa, Wielki Mistrzu...
                          - O k...a... - powiedział skacowany Mistrz przecierając twarz.
                          Gdy już po paru głębszych Mistrz zaczął kontaktować, doszedł do wniosku, że zamiast wymordowywać się wzajemnie można by wystawić do walki po jednym rycerzu z obu stron i wygra ta strona, której rycerz zwycięży. Nie będzie musiało tylu ginąć. Jak pomyślał - tak zrobił. Wysłali więc kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gości z jednym mieczem?) z poselstwem do Polaków. A tam... balanga na całego! Trzeba znaleźć Jagiełłę! Po pewnym czasie odnaleźli go w końcu naj***nego w stogu siana. Przystał Na wszystko, co mu powiedzieli...
                          Teraz trzeba wybrać odważnego do walki. Krzyżacy nie mieli z tym większego problemu - wybrali oczywiście Zygfryda de Loewe - najmężniejszego z mężnych. Był to rycerz z drewna nie strugany. 3,80 wzrostu, 2,40 w barach. Teraz trzeba znaleźć dla niego konia. Niestety, jakiego by nie przyprowadzili, to albo się załamywał albo Zygfryd kolanami o ziemie szorował... Sytuacja beznadziejna. Na szczęście Wielki Mistrz miał znajomości u Hannibala.
                          - Masz tu ode mnie tego słoniokonia - na pewno będzie dobry.
                          Rzeczywiście, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykał. Kolejny problem to miecz: szukają i szukają, ale żaden nie jest dobry. Największy miecz jaki znaleźli w całych Prusach to Zygfryd w trzech palcach trzymał! To przecież bez sensu! Poszli więc do kowala, aby wykuł odpowiednie oręże. Kowal wykuł najpotężniejszy miecz jaki istniał - siedmiometrowy! Zygfryd zważył go w ręku, jak machnął, to za jednym zamachem ściął 14 dębów! No, tym to mogę walczyć! Pozostała jeszcze zbroja. Jakiej by nie znaleźli to albo za mała, albo jakaś taka lekka... Ostatecznie stary znajomy kowal wykuł odpowiednią zbroję dla Zygfryda. Zajebista płytówka - pasowała jak ulał, zdobiona złotem i nader wszystko wytrzymała. Zygfryd był gotowy do walki.
                          Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem. Jagiełło szuka ochotnika, ale nikt się nie zgłasza. Król postanawia wziąć ich sposobem - polewa dodatkową porcję miodu (wiele razy). Niestety, nawet totalnie naj***ni nie chcą walczyć. Jagiełło poszedł do starego druha - Zawiszy Czarnego. Niestety, ten nie był skory do opuszczania domu.
                          - Ubrudzę się tylko, jeszcze może mi się coś stać... Daj mi spokój!
                          Kolejny był Maćko z Bogdańca - ale ten również nie był chętny.
                          - Tu Jagienka na mnie czeka, a ja się będę gdzieś po jakiś polach bitwy chędożył? Nie ma mowy! Następny Jurand - ale ten ma oczy wyj***ne! BEZNADZIEJA!
                          Załamany Król wziął sznur i poszedł do lasu się powiesić. Idzie i nagle widzi: jakiś kurdupel - metr dwadzieścia - konus taki, ubrany w marną skórzaną kurteczkę, z zardzewiałą szabelką u pasa, opiera się o drzewo i napruty jak worek... spawa.
                          U Króla pojawiła się iskierka nadziei, takie małe światełko w tunelu. Podchodzi i pyta, czy ten się zgodzi na walkę.
                          - No pewnie! - odpowiedział napie**olony totalnie głos. Nie był w stanie powiedzieć nic więcej.
                          Teraz trzeba go wyposażyć. I tu problem. Jakiego konia by nie znaleźli, to dla małego Polaczka olbrzym. Nie utrzymałby go nawet. Olali sprawę. Teraz miecz. Niestety, nawet najmniejszego nie był w stanie unieść. Wyluzowali.
                          Jeszcze zbroja. Ale jakiej by nie przynieśli, to dla naszego bohatera jak dom wielka - popijawy by mógł w środku urządzać. Dali se siana. Zostawili mu tylko to co miał - cienką skórę i przerdzewiałą szabelkę. Na koniec poprosili tylko o jedno:
                          - Po wszystkim możesz robić co chcesz, ale w dzień bitwy, na Boga, przyjdź trzeźwy!
                          Słonce wzeszło, obie armie stoją naprzeciwko siebie. Z szeregu krzyżackiego wyłania się wspaniały rycerz. Ale gdzie Polak???... Szukają go i szukają. W końcu znaleźli - oczywiście napie**olony jak dzwonek. Mimo to tanio skóry nie sprzedamy. Cucą go i wypychają. Na ugiętych nogach, zataczając się wychodzi na pole bitwy. Naprzeciw niemu wielki Zygfryd de Loewe w błyszczącej złotem zbroi, z wyk***istym mieczem, na potężnym słoniokoniu. Spina wierzchowca i rusza do ataku. Pędzi z ogromną prędkością, ziemia drży pod kopytami słoniokonia, drugie słonce błyszczy na złotej piersi Zygfryda (wielki miecz zasłania to pierwsze).
                          Jagiełło wytrzeźwiał natychmiast i pojął co zrobił. "Ja pie**olę! Przecież on zaraz zmiażdży naszego i wpadnie w nas - rozniesie nas w puch. Jesteśmy już martwi!" - pomyślał zasłaniając twarz.
                          - W NOGI, ku..., W NOGI!!! - krzyczy Król i wszyscy sp***alają gdzie popadnie. Zygfryd de Loewe na swym słoniokoniu wpada na kurdupla Polaka - huk, trzask, uniósł się tylko kurz i dym... Wielki Mistrz podjeżdża na miejsce potyczki, aby pogratulować swojemu zwycięstwa. Kurz opada, a tu straszny widok: słoniokoń leży z obciętymi nogami, parenaście metrów dalej Zygfryd (całe piszczele ma pokrwawione), a Polak stoi niewzruszony opierając się o szablę i mówi:
                          - Gdyby nie było "W NOGI", to bym cię k...a zaj***ł..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka