upowiec
20.04.05, 10:32
PRZEMYŚL. Ilekroć w mieście tym nazbyt długo jest za normalnie, czyli nic
spektakularnego wokół problemów narodowościowych akurat się nie dzieje, do
akcji wkraczają zdegustowane takim spokojem tzw. środowiska patriotyczne i
kombatanckie.
Tym razem zbudziła je z letargu wizja przekształcenia się przemyskiej
Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Akademię Wschodnioeuropejską, w której
strukturze, o zgrozo, miałoby też funkcjonować Collegium Ukrainicum!
Jak zaznaczono we wniosku Senatu PWSZ do resortu edukacji, powołanie tej
uczelni będzie wielce znaczącym krokiem i wyrazem edukacyjnej polityki Polski
otwartej na Ukrainę oraz inne państwa Europy Wschodniej. Obok siebie
studiować ma w Bakończycach młodzież z Polski, Ukrainy i innych państw,
której uczelnia zaoferuje studia licencjackie prowadzone według standardów
obowiązujących w UE. Zakłada się, że we współpracy z UJ i UMCS jej absolwenci
będą kontynuować studia magisterskie i doktoranckie.
Inicjatywie przyklasnął premier RP, marszałek Sejmu, ministrowie edukacji i
sportu oraz spraw zagranicznych, rzecznik praw obywatelskich,
wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, rektorzy wyższych uczelni,
przemyscy metropolici obu obrządków i władze miasta. Ale pewnie wszyscy są w
dużym błędzie, skoro "kombatanci" grzmią w surmy bojowe i odkurzają już oręż!
Dlaczego? Otóż wyrażają oni obawy, a może są już święcie przekonani, że
przyszła "Viadrina Wschodu" będzie wychowywać nam młódź w "fałszu
historycznym". Skąd takie podejrzenia? No, jakże może być inaczej, skoro
pomysłodawcy Akademii Wschodnioeuropejskiej ignorują oczywisty fakt, że
wyłączny patent na prawdę oraz prawo do interpretowania bolesnej historii
współistnienia obu narodowości mają jedynie "prawdziwi patrioci" i "prawdziwi
kombatanci", a nie byle kto, choćby nie wiedzieć jakie tytuły i zasługi
naukowe posiadał?
Wystarczy pobieżnie rzucić okiem, aby pośród dziewięciu pieczątek, jakimi
opatrzono "kombatanckie" pismo do prezydenta miasta, dostrzec kilka znanych
organizacji i nazwisk z nie tak odległej przeszłości. Tej, o której
przemyślanie chcieliby zapomnieć, bo wielu z nich już na samo wspomnienie
oblewa jeszcze rumieniec wstydu (komplikująca wizytę Jana Pawła II okupacja
Karmelu, heca z kopułą na nim, incydenty wokół festiwalu kultury ukraińskiej,
zjazd kresowian z hołubionym, jak się okazało także przez NKWD "patriotą"
prof. Prusem w roli głównej itp.).
Pamiętamy też, jak zakładano nad Sanem rozmaite
stowarzyszenia "patriotyczne" tylko po to, aby mieć pod ręką garść pieczątek
i po parę funkcji na twarz, dzięki czemu powstawały różnego rodzaju protesty
i tchnące nacjonalistyczną nutką memoriały. Słano je wojewodom oraz kolejnym
władzom miasta w imieniu 8-10 organizacji, ale dziwnych trafem pod tyloma
pieczątkami składały podpisy po 3-4 te same osoby, a wielu szeregowych
członków nie miało w ogóle pojęcia, że przeciwko czemuś ich organizacje
protestują (często z naruszeniem prawa, bo bez uchwał walnych zgromadzeń,
zarządów itd.).
Znamy nazwiska dżentelmenów, którzy firmują swoje veto dla uczelni będącej
wielką szansą dla miasta i jego młodych pokoleń, ale nie ich nazwiska są tu
istotne. Stokroć bardziej potrzebne jest powszechne zrozumienie, że uczelnia
w Bakończycach, to także duża szansa na powstrzymanie exodusu ludzi młodych z
Przemyśla, którzy dziś nie widzą dla siebie w rodzinnym mieście żadnych
perspektyw.
Młodzież ta ma jeszcze świeżo w sercach i pamięci przesłanie Jana Pawła II o
potrzebie pojednania, łączenia się i zgodnej współpracy sąsiadujących z sobą
narodów. Dlatego wizja, jaką rysują "kombatanci" zupełnie jej nie rajcuje, a
nieustępliwe "patriotyczne" stanowisko kilku starszych panów może tylko
przyspieszyć decyzję o spakowaniu walizek.
ZDZISŁAW BESZ
Super Nowości z dnia 20_04_2005