Dodaj do ulubionych

"Klabing" po przemysku

14.02.09, 12:27
Temat ten poniekąd można traktować jako response na tematy: "gdzie mozna potańczyc w Przemyslu??" oraz "Gdzie można NIE potańczyć w Przemyślu".

Wszystko oczywiście zależy od tego jak zdefiniujemy sobie pojęcie "życie klubowe". Jeśli pozostaniemy jedynie w płaszczyźnie "zespołu zachowań związanych z weekendowym imprezowaniem" to temat ten uważam za zamknięty. Jeśli spróbujemy potraktować to pojęcie szerzej to dostaniemy niemalże kompletny styl życia. Dla mnie clubbing łączy wiele elementów: zabawę, spotkanie, rozmowę, muzykę, erotykę, otwartość i ciekawość świata...Życie klubowe ogarnia ogromny obszar zachowań społecznych, a jego jakość w dużej mierze świadczy o jakości i poziomie dyskursu społecznego w danym mieście. A w Przemyślu z tym jest naprawdę kiepsko...

Wracając do sedna tematu. Byłem wczoraj w jednym z przemyskich klubów (bynajmniej nie mam zamiaru tutaj niczego reklamować) i "TO", co w nim zastałem mógłbym nazwać jedynie i po prostu DYSKOTEKĄ. Widać, że tym co najtrudniej jest zmienić – była, jest i raczej będzie mentalność ludzi w mieście. Nie rozumiem jak można być tak beznadziejmym żeby podchodzić co chwilę do prowadzącego imprezę, aby: "włączył taki, a taki utwór", "wpuścił coś bardziej znanego" czy też "przeszedł na inne klimaty". widać było, że DJ miał jakąś koncepcję prowadzenia imprezy, próbował grać szeroko rozumianą muzykę klubową, ale niestety klienteli to za bardzo się nie spodobało. Klientela przyszła się pokazać i "potyniać" przy klimatach z tandetnych rozgłośni radiowych serwujących niewymagającą muzyczną papkę. Taki rodzaj "muzyki"? (w sumie to ciężko nawet nazwać to muzyką) przecież mogą sobie wpuścić np. ze swojego "wypasionego empetrójkacza" i pobawić się w zaciszu swojego ogniska domowego.

Uważam, że o gustach trzeba dyskutować i złe gusta trzeba piętnować. Bo niby czym się różni moher spod znaku RM od (pseudo)clubbingowca spod znaku radiowej tandety. Jeden i drugi dostaje "produkt" niewymagający przetworzenia przez ich mózg.

Masa jest okropna, masa jest beznadziejna, masa niczym się nie wyróżnia, masa jest nudna... Clubbing w swoich założeniach nigdy nie miał być kulturą masową (z drugiej strony oczywiście nie można przyczepić clubbingowi etykietki kultury wyższej), a robienie na siłę z niego pożywki dla mas wychodzi po prostu beznadziejnie. Upodobania muzyczne przemyślan są żałosne. Ich edukacja muzyczna zapewne polega jedynie na obowiązkowej obecności przed TV w czasie wielkich festiwali muzycznych pokroju Opola czy Sopotu. A miernoty tam co nie miara - zarówno polskiej jak i światowej. Owszem często goszczą na tych festiwalowych festynach "gwiazdy światowego formatu", które to albo lata swojej świetności mają za sobą, albo są o dziwo bardziej popularne w Polsce niż w swoich ojczystych krajach czy też grają idealną muzykę do kotleta. Zwyczajnie śmieszy mnie brak otwartości na nowe gatunki muzyki tych "liberalnych Polaków" (przynajmniej większość z nas za takich się uważa).

Wracając do wczorajszego "clubbingu"... Klimat był nijaki. W powietrzu unosił się pierwiastek wyczekiwania na jakiś wielki radiowy hicior przy którym można było "potyniać"? i zejść z dancefloora jak tylko pojawi się coś nieznanego. Atmosfera wśród bawiących się parkiecie była strasznie ciężka - dało się wyczuć sztywność i zamkniętość, robienie tego wszystkiego na pokaz. Brakowało otwartości, radości i spontaniczności... Lokal zamykał swoje podwoje już o godzinie 2.00 trzymając się twardo ram czasowych (o ile takie były wyznaczone). W większych miastach Polski w niedziele czy też poniedziałki imprezy trwają standardowo do 3.00 - a przecież są to zwykłe dni robocze, a noc z piątku na sobotę to zdaje się jest tzw. weekend.

Nie mówię, że jest tylko jeden właściwy i słuszny model clubbingu. Czy to muzyka house, industrial, breakbeat, 2step, minimal, electro czy disco - jeśli jest dobrze grana, to należy się jej uwaga. Czego mi BRAKUJE u ludzi na imprezach w przemyskich klubach? Głodu czegoś nowego, powiewu świeżości połączonego ze świadomością, bo takie doznania niesie szeroko rozumiana muzyka i obyczajowość klubowa, tworzona przecież przez młodych dla młodych, bez cienia szacunku dla tradycji i z nieustającym imperatywem zaskakiwania.
Obserwuj wątek
    • Gość: andrej Re: "Klabing" po przemysku IP: 82.160.240.* 14.02.09, 14:50
      Nic dodać, nic ująć :>
      Najbardziej irytujące jest to, ze - jak w "Misiu" Barei -
      zdecydowana wiekszosc lubi tylko to, co zna i tylko przy tym sie
      chce bawic... I imperatyw zaskakiwania ma w głębokim poważaniu :]
      • Gość: jobrave Re: "Klabing" po przemysku IP: 89.195.64.* 14.02.09, 17:33
        Przepraszam, nie żeby się czepiać, ale nie w "Misiu", tylko w "Rejsie
        M. Piwowskiego (ale to naprawdę nie przez złośliwość :)].
        Tak, w jednym z założonych przeze mnie wątków ("Gdzie można nie
        potańczyć w Przemyślu") w dość -przyznaję - wulgarnej formie
        napisałem, co sądzę przemyskich lokalach rozrywkowych i matołkach
        gibających się do arcydzieł Dody, Flinty i innego
        andrzejewiczopodobnego chłamu. I tak niestety już będzie, motłoch
        płaci, motłoch wymaga. Motłoch słucha RMF i tego samo motłoch chce
        słuchać w klubach, a raczej w "klubach". Z w/w powodów, jak bywam w
        Przemyślu, mój clubbing wygląda nastepująco: zaczynam "Pod Bocianem",
        później "Medosz" na rogu Dworskiego i Tarnawskiego, nastepnie
        "Baryłeczka" na Smolki, i znów Dworskiego (róg Reytana)- bar do
        którego wchodzi sie po schodkach, poźniej "El Torrero", "Krokodyl",
        "Absynt" i "Podcienia". W pierwszych pięciu lokalach spotykam starych
        przemyślaków, którzy mówią po naszemu, czyli po przemysku i mają
        naprawdę dużo do powiedzenia, choć to emeryci, renciści, bezrobotni i
        połświatek, ale trafiają się, nauczyciele, adwokaci, architekci,
        którzy nie lubia pretensjonalnych miejsc, ale przede wszystkim ci
        ludzie są autentyczni. "Absynt" i "Podcienia", to z kolei miejsca ze
        świetną atmosferą, dobrą muzyką, niestety czasem sie zdarza, że
        zabłądzą tam goście w rodzaju: "byłoby spoko, ale muza chu***jowa.
        Polecam więc clubbing po mojemu,przynajmniej można się fajnie upić i
        posłuchać ciekawych opowiesci.
        • Gość: andrej Re: "Klabing" po przemysku IP: 82.160.240.* 14.02.09, 18:12
          rzeczywiscie, Rejs :)
          Jesli ruszam na Rynek, posiedziec i pogadac przy piwku, to
          rzeczywiscie tylko Podcienia :)
          Absynt spoko, ale jak dla mnie jest tam... za cicho :) Mam wrazenie,
          ze wszyscy moga slyszec o czym rozmawiam
          pzdr,
        • Gość: abp Re: "Klabing" po przemysku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.09, 20:29
          "Magnolia" - stare czasy. kto pamieta tę "piwiarnię" z przełomu
          lat 70-80 ?
          • jobrave Re: "Klabing" po przemysku 15.02.09, 21:11
            Pamiętam z lat dziecinnych "Magnolia" wlasność pani Heleny
            Drogokupiec,pomnę jeszcze czasy kiedy w drugiej sali byl bilard z
            grzybkiem i najlepszy byl niejaki Bolek - facet w bialej koszuli, w
            krawacie na gumce, z gołą panienką, a z tylnej kieszeni wystawal mu
            grzebień z Bardotką na rękojesci, a piwo było z Ostrowa
        • Gość: witos Re: "Klabing" po przemysku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.10, 18:03
          \Jobrave!! Zaskoczyłeś mnie totalnie. Twój post jest w całości po
          mojej myśli. Zaproponowałbym jeszcze Akwarium przy ul.
          Rogozinskiego. Masz rację, dziś młodzież podskoki w stylu człowieka
          z epoki kamienia łupanego, nazywa tańcem. Szkoda że te młode małpki
          ktoś takiego "tańca" nauczył, a najgorsze jest to że ta młodzież
          tego samego nauczy swoje potomstwo. Minie kolejne dwa-trzy
          pokolenia, nim wróci elegancja taneczna. Szkoda ze tak jest.
    • Gość: aa Re: "Klabing" po przemysku IP: *.adsl.inetia.pl 15.02.09, 17:51
      zgadzam sie:)
      swego czasu mniej wiecej rok temu napisalem na innym przmeyskim forum cos
      podobny temat. mianowicie moja wyprawa z kumplami po przemyskich lokalach
      gastronomicznych i tylko dyskotekowych i jak to sie skonczylo? dostalem po
      glowie ze glosze fanaberie i jak mi nie pasuje zebym sobie jezdzil do krakowa na
      imprezy.
      widze ze kolega w tym arttykule wyzej ma podobne zdanie co ja. tak trzymac.
      ciesze sie, ze jednak nie jestem sam w swoich pogladach:) przemyski clubingu
      przebywaj!!!! czas chyba zaczac zagluszac radio eska hehe
    • Gość: pitchfork Re: "Klabing" po przemysku IP: *.eu.org 09.01.10, 13:46
      Ja również czekam na selekcję staranną i bezlitosną dla muzycznego plastiku.
      Ale takie rzeczy to tylko nie w tym mieście, ehhh ludu przemyski...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka