agablues
28.02.04, 20:52
Od pewnego czasu chodzi za mną ten temat , może czas go zacząć? Skłania mnie
do tego dyskusja wywołana przez Sandrę - nienawidzę!
Nie potrafimy rozmawiać na trudne tematy, o nieszczęściu, chorobie, śmierci.
Nie wiemy co robić kiedy ktoś przy nas płacze, przeżywa ból. Do czasu...kiedy
nas to nie dosięgnie. Jeszcze pół roku temu ja też się bałam słuchać o
ludzkich tragediach, nie wiedziałam jak zareagować kiedy znajoma mówiła o
śmierci swojego dziecka i płakała, choć minęło 10 lat.
Teraz jestem w podobnej sytuacji,moje dziecko jest chore i nie ma żadnych
szans na to, że będzie zdrowe. Kiedy próbuję o tym mówić znajomym, oni
pospiesznie mówią - będzie dobrze i zmieniają temat. Właściwie tylko tutaj
mogę mówić o tym swobodnie, nie bojąc się, że ktoś się wystraszy. Bo muszę
myśleć o tych, którym mówię prawdę - żeby się nie wystraszyli i żeby nie
uciekli, żebym nagle nie została sama. A tutaj, gdy mówię o swoim codziennym
życiu - słyszę, że jestem dzielna, że mnie podziwiają...Cóż z tego?
Proponuję byśmy powiedzieli tym innym, których nieszczęscie nie dotknęło, jak
mają z nami rozmawiać.
czego tak naprawdę potrzebujemy.
Czego od nich oczekujemy.
Co nas drażni w ich wypowiedziach.
Dlaczego się czasmi odsuwamy od nich i nic nie mamy ochoty mówić, a innym
razem właśnie chcemy pogadać, szczerze.
Mam nadzieję, że pomoże to nam i im. Może ktoś to przeczyta, zapamięta a
potem może spotka taką osobę jak my, po przejściach i jeśli będzie chciał
wesprzeć czy pocieszyć - będzie to potrafił.