Dodaj do ulubionych

Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko

28.02.04, 20:52
Od pewnego czasu chodzi za mną ten temat , może czas go zacząć? Skłania mnie
do tego dyskusja wywołana przez Sandrę - nienawidzę!

Nie potrafimy rozmawiać na trudne tematy, o nieszczęściu, chorobie, śmierci.
Nie wiemy co robić kiedy ktoś przy nas płacze, przeżywa ból. Do czasu...kiedy
nas to nie dosięgnie. Jeszcze pół roku temu ja też się bałam słuchać o
ludzkich tragediach, nie wiedziałam jak zareagować kiedy znajoma mówiła o
śmierci swojego dziecka i płakała, choć minęło 10 lat.

Teraz jestem w podobnej sytuacji,moje dziecko jest chore i nie ma żadnych
szans na to, że będzie zdrowe. Kiedy próbuję o tym mówić znajomym, oni
pospiesznie mówią - będzie dobrze i zmieniają temat. Właściwie tylko tutaj
mogę mówić o tym swobodnie, nie bojąc się, że ktoś się wystraszy. Bo muszę
myśleć o tych, którym mówię prawdę - żeby się nie wystraszyli i żeby nie
uciekli, żebym nagle nie została sama. A tutaj, gdy mówię o swoim codziennym
życiu - słyszę, że jestem dzielna, że mnie podziwiają...Cóż z tego?

Proponuję byśmy powiedzieli tym innym, których nieszczęscie nie dotknęło, jak
mają z nami rozmawiać.

czego tak naprawdę potrzebujemy.
Czego od nich oczekujemy.
Co nas drażni w ich wypowiedziach.
Dlaczego się czasmi odsuwamy od nich i nic nie mamy ochoty mówić, a innym
razem właśnie chcemy pogadać, szczerze.

Mam nadzieję, że pomoże to nam i im. Może ktoś to przeczyta, zapamięta a
potem może spotka taką osobę jak my, po przejściach i jeśli będzie chciał
wesprzeć czy pocieszyć - będzie to potrafił.
Obserwuj wątek
    • malomi Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 29.02.04, 10:36
      Ja straciłam dziziusia w 4 miesiącu ciąży. Szczerze mówiąc dręczą mnie
      pytania "Jak się czujesz?" Tak naprawdę nikt nie chce wiedzieć jak naprawdę się
      czuje, jedyną odpowiedź jaką dopuszczają pytający, to jest "dobrze". Tak
      naprawdę znajomi, ludzie obok nas nie chcą słuchać o naszych tragediach. Nie
      chcą żebyśmy nakładali na nich nasz ból i cierpienie. Z drugiej strony mam
      wrażenie, że niektórzy są spragnieni naszych zwierzeń, tylko po to żeby mieć
      kolejny temat do rozmów, plotek. "A wiesz co się przytrafiło mojej
      koleżance....straszna historia" Nie chce słyszeć, że będzie dobrze, bo nigdy
      nie będzie. Nigdy moje serce się z tym nie pogodzi. Wystarczy uśmiech i
      świadomość że to co mnie spotkało nie jest obojętne dla innych, mimo że sznują
      to, że nie chce ciągle o tym mówić.
    • aniao3 Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 29.02.04, 19:33
      Uf dziewczyny - trudny temat. I chyba od razu trafilyscie w sedno. Ludzie nie
      chca slyszec prawdy. Pytania jak sie czujesz - ale bez oczekiwania ze sie
      szczerze wypowiesz. I takie zaglaskiwanie - ze bedzie dobrze, choc czesto
      wiadomo jak u ciebie Aga - ze byc dobrze po prostu nie moze.
      Jak stracilam Malgorzatke (29 tc) to wiedzialam, ze musze jakos pomoc moim
      znajomym tez przez to przejsc. Rozeslalam dwa rodzaje e-maili. Krotszy do
      dalszych znajomych i taki bardziej osobisty do blizszych. Wiekszosc odpisala,
      niektorzy zadzwonili. Tylko ci, co mieli za soba jakies tragedie, potrafili
      mnie wysluchac lub po prostu porozmawiac.
      I na szczerosc w moim bolu pozwolilam sobie tylko wobec kilku bardzo bliskich
      osob. Wiekszosci staralam sie mowic ze to tragedia, ale fizycznie jest juz
      dobrze a psychicznie potrzebuje wiecej czasu. I koniec rozmowy o mnie.
      Bo masz racje Aga -ze ludzie wobec tragedii wola uciec, zbyc frazesem i miec z
      nieszczesciem jak najmniej doczynienia.
      Jak ktos mi mowi ze bedzie dobrze, to staram sie mu powiedziec, ze wiem ,ze
      bedizemy jeszcze kiedys z moim mezem bardzo szczesliwi, ale na razie
      potrzebujemy wiecej czasu by jakos pogodzic sie z ta tragedia. I ze Malgorzatki
      nikt nam nie zastapi.
      I czesto mowie tez, ze nie jestem dzielna - jestem po prostu normalna.
      Mysle, ze jedyne czego potrzebuje to czasu, zrozumienia i ciszy. Mam takie
      wrazenie, ze spotkania z ludzmi staly sie dla mnie bardzo frustrujace, bo
      czesto nie mam ochoty mowic co czuje, a z drugiej strony nie mam tez ochoty
      mowic o rzeczach niewaznych. I czuje sie troszke w prozni...
      Wy pewnie macie tak samo.
      Szczerze mowiac, nie wiem jak rozmawiac z ludzmi. Najlatwiej jest mi z tymi,
      ktorzy nic o mnie nie wiedza, a ja wtedy udaje, ze wszystko jest ok...
      Sciskam was mocno
      anka
      • helena29 Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 31.03.04, 01:20
        Nie zgadzam sie ze ci "szczesliwi" nie chca mowic o tragedii, ze nie chca
        sluchac. Mysle ze nie po prostu nie wiedza jak i o czym rozmawiac z rodzicami
        ktorzy stracili dziecko. Nie chca zaczynac rozmowy, chca pocieszac, nie wiedza
        jak, nie chca zaczynac tematu bo sie boja ze wywolaja tym jeszcze wiekszy bol.
        Ja nie stracilam dziecka, ale moja znajoma tak. Bylam w ciazy, przypadkowo sie
        spotkalysmy,ja nie wiedzialam jak mam reagowac, jak z nia rozmawiac. Balam sie
        zaczac rozmowe aby czyms jej nie urazic. Nie wiem czego ta osoba odemnie
        oczekuje, dlatego czytam wasze posty, dziekuje ze przedstawiacie swoja
        sytuacje, ze mowicie czego oczekujecie od otoczenia. Bardzo te informacje sa
        nam potrzebne. Pamietam ze po tym jak moja znajoma poronila w 3 miesiacu, nie
        wiedzialam czy sie o to pytac. Uwazalam ze jak ona sama o tym nie mowi to nie
        bede pytac jak sobie radzi. I tak udawalysmy ze nic sie nie stalo, a przeciez
        wiem ze to tragedia. Z checia bym z nia na ten temat porozmawiala, wsparla ale
        nie wiem czy ona tego oczekiwala. To jest bardzo trudne dla Was ale tez i dla
        waszej rodziny, znajomych, dlatego mowcie im otwarcie jezeli cos was drazni w
        ich wypowiedziach, czy co potrzebujecie uslyszec. Bardzo przezywam wasze
        historie i naprawde mimo iz tego nie doswiadczylam wiem jak to boli. Jestem z
        Wami i dziekuje Wam za to ze dzielicie sie swoimi uczuciami.
        • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 31.03.04, 01:52
          jednak warto było narażać się na zarzuty, że wytyczne, że narzucam co pisać,
          myśleć.
          Pozdrawiam serdecznie - Aga
          • tyska_edziecko Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 31.03.04, 10:12
            Witam.
            Czytam Wasz forum od chwili jego powstania. Chciałam Wam opowiedzieć o tym, co
            czuję. Kiedy 13 lat temu byłam w ciąży ja i moja koleżanka, właściwie
            przyjaciółka, obie modliłyśmy się o zdrowe i całe dziecko. Obie brałyśmy leki
            na podtrzymanie ciąży. Obie bardzo chciałyśmy córeczki. MOją córkę urodziłam w
            8 m-cu ciąży i wydawało mi sie,że się świat zawalił, bo były problemy z
            serduszkiem, bo była chudziuteńka i siniały jej usteczka. W końcu wyszłyśmy ze
            szpital,a życie potoczyło się dalej. Jakiś czas potem moja koleżanka również
            wylądowała na porodówce. Dziecko urodziło się b. chore, problem z przepukliną
            wada kręgosłupa i inne towarzyszące dolegliwości. Natychmiastowa operacja.
            Myśmy ten moment z mężem tak przeżyli,że nie mogliśmy się pozbierać, czułam,
            jakby to także nasz świat się zawalił. Minęło trochę lat i wiecie co? Nasz
            córki są NAJLEPSZYMI PRZYJACIÓŁKAMI. Niepełnosprawność nie jest zupełnie
            przeszkodą, bo przecież mają swoje sprawy (chłopaki np. ;-)).
            Wiem, że to frazes , ale uważam , że to,jak dzieci zwracają uwagę na
            niepełnosprawność, zależy w dużej mierze od tego, jak na kalectwo patrza
            rodzice. Wierzcie mi, to nie jest tak,że każdy odsuwa od siebie cudzą
            rozpacz ze strachu, to wynika także z tego, że wielu Waszych znajomych
            poprostu prostu na swój sposób jest pogrążonych w głębokim żalu,że
            nieszczęście związane z chorobą dziecka Wam się przytrafiło. Wiem, co mówię,
            bo to siedzi we mnie przez ten cały czas.
            KOńcże już, bo czuję że się zaczynam plątać, Dziękuję,że mnie wysłuchałyście,
            wiem,że rozumiecie, co chciałam Wam przekazać.
    • ewetka Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 29.02.04, 23:52
      Piszę z perspektywy człowieka, którego los jeszce nie doświadczył tak ciężko
      jak Was.
      To prawda. Nie potrafimy rozmawiać na trudne tematy. Nigdy nie wiem co
      powiedzieć, kiedy ktoś przeżywa jakąś tragedię. Boję się odezwać, bo nie wiem
      czy nie sprawię jeszcze większego bólu. Poza tym każda próba pocieszenia, czy
      zapewnianie, że się rozumie, wydaje mi się śmieszna. Bo faktycznie zrozumie
      tylko ten, kto cierpiał. A słowa: "współczuję" wydają mi się bardzo nie na
      miejscu. Nikt przeciez nie chce współczucia. Sama staram się zawsze omijać
      szerokim łukiem takie tematy, nigdy nie wypytuję i nie dociekam. Wychodzę z
      założenia, że jeśli ktoś ma potrzebę, to się wygada. A ja nie chcę nikomu swoją
      ciekawością, a może wścibstwem sprawiać bólu, potęgować go, przypominać. Może
      wynika to z tego, że większość ludzi zamyka się w sobie i nie potrafi
      powiedzieć co czuje. Tak naprawdę po przeczytaniu wszystkich postów w dalszym
      ciągu nie wiem jak się zachować. niektórzy mają potrzebę wygadania się, a inni
      chcą zapomnieć. Trudno samemu domyślić się jak się w danej sytuacji zachować.
      Z jednym jeszcze się zgodzę., choć sama w poprzednim poście palnęłam taką
      głupotę. Słowa ;Podziwiam... Może to wyprowadzić człowieka z równowagi.
      Jestem z Wami całym swoim sercem. Będę się za was modlić. Mam nadzieję, że w
      końcu będę potrafiła się odnaleźć w takich sytuacjach, nie sprawiając nikomu
      bólu, nie wprawiając go w złość czy zakłopotanie, a oferując poprostu szczerą
      przyjaźń.
      Ewa
      • aniao3 Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 01.03.04, 17:44
        Witaj Ewetka!
        ja tak sobie mysle, ze czasem najlepiej jest po prostu najprosciej.
        Sama pameitam jak nie wiedzialam jak sie zachowac u znajomych, ktorych synek
        zmarl nagle w wieku 3 lat. Omijac temat i udawac ze tego dziecka nie bylo? Czy
        pytac? Teraz wiem, ze wole gdy ktos mnie po prostu spyta "czy moge ci jakos
        pomoc? jak chcesz pogadac to dzwon, jak wolisz bysmy o tym nie mowili to daj
        znac". I wtedy ja czuje sie bezpiecznie, ze nie musze niczego udawac.
        Bo masz racje, ze dopoki sie nie przezylo nieszczecia to mowienie ze sobie
        czlowiek moze je wyobrazic nie jest najlepszym pomyslem.
        Sciskam was mocno
        anka
        • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 01.03.04, 19:08
          Zgadzam się z Anią. Mnie tylko jedna koleżanka, na wiadomość, że mam chore
          dziecko, zapytała czy może jakoś mi pomóc. Oczywiście nie może, ale to było miłe
          i takie proste. Inna sprawa czy ofiarując komuś pomoc, rzeczywiście jest się
          gotowym ją nieść.
          Myślę również, że jak nie wiadomo co powiedzieć, to lepiej nic nie mówić lub po
          prostu powiedzieć to. Nie ma w tym nic złego i niestosownego, a jest się
          przynajmniej szczerym. Mnie by wystarczyły np. słowa - "tak mi przykro",
          mogłabym odpowiedzieć " mnie też jest przykro ". tylko tyle.
          koleżanka jest z wykształcenia psychologiem
    • kasia_kp ...jesteście troche niesprawiedliwe .... 02.03.04, 10:55
      --------------------------------------------------------------------------------
      ......... być może znowu Was rozdraznie kochane ,"smutne" mamy ale troche żle
      oceniacie osoby które nie moga Wam pomóc a jednoczesnie chcą Was wesprzeć
      dobrym słowem !!!!
      Denerwuja Was słowa które normalnemu człowiekowi pierwsze sie cisna na
      usta .Podziwiam , jesteście dzielne , jesteśmy z Wami , szanujemy to Wam sie
      nie podoba co innego mozemy napisac zebyście wiedzialy ze dostrzegamy Wasze
      smutki i cierpienie ..... mam wrazenie ze rzeczywiscie lepiej zamilknac ale i
      to znów uznajecie za naganne.

      Pozdrawiam

      • aniao3 Re: ...jesteście troche niesprawiedliwe .... 02.03.04, 13:17
        Kasiu!
        Odpisalam ci juz tam gdzie wkleilas przez przypadek ten watek, ale wracam tutaj
        do tematu :)
        mysle ze chodzi glownie o to, ze zadna z nas nie czuje sie dzielna. I podziw
        wprawia nas w zaklopotanie? bo co wtedy mamy powiedziec? Ach to nic, damy sobie
        rade? no pewnie ze zawsze, w kazdej sytuacji czlowiek daje sobie rade, bo po
        prostu musi zyc.
        A slowa: jestem z toba sa dla mnie jak najbardziej ok, bo daja mzoliwosc
        jakiegos dialogu dalej.
        Ja mysle, ze caly problem polega na tym jak to sie mowi i w jakiej sytuacji i
        jakich slow uzywajac -to sa niuansy, ale z nich wiele wynika.
        Moja przyjaciolka zostala sama z malenkimi blizniakami bo maz wybral wolnosc.
        I do szalu ja doprowadzalo jak znajomi (nie z netu, ale z zycia obok) mowili
        jej - jaka ty jestes dzielna! I... nic wiecej. Zero proby realnej pomocy (mzoe
        ci zrobic zakupy, moze czegos potrzebujesz, moze cie zawiezc z chlopakami do
        lekarza). A czy ona naprawde byla dzielna - nie sadze, po prostu jakos
        usilowala przezyc kolejny dzien? Bo jaki miala wybor? Oddac dzieci do domu
        dziecka, albo skoczyc z nimi przez okno?
        Wiec ja mysle, ze czasem mamy jakos przez los poszkodowane ,chcialyby po prostu
        moc normalnie porozmawiac. I byc wysluchane, i wiedziec ze beda zrozumiane.A
        nie postawione na koturnie dzielnosci, z ktora nie wiadomo co zrobic...
        I ta oferowana pomoc to przeciez moze byc cos naprawde calkiem malego, albo
        nawet wystarczy po prostu wiedziec, ze sie nie jest w prozni. Ze jest ktos na
        kogo mozna liczyc, chocby po to by sie wyplakac przez telefon.
        Sciskam cie Kasiu i dzieki ze piszesz. Bo choc milczenie ponoc zlotem, to mysle
        ze tylko w rozmowie mozemy sie jakos siebie nauczyc rozumiec.
        Mysle ze to dla nas wszystkich wazne, by sie nauczyc jak byc obok i razem
        Anka
      • agablues Re: ...jesteście troche niesprawiedliwe .... 02.03.04, 14:23
        po to właśnie powstał ten wątek, zebyś Kasiu wiedziała co czujemy, kiedy
        słyszymy, ze jesteśmy dzielne, wspaniałe. My nie chcemy oceniać osób, które chcą
        nas wesprzeć, mamy odwagę powiedzieć Wam,że takie słowa wcale nam nie pomagają,
        czasami wręcz drażnią. I dlatego prosiłam , aby wypowiedziały się dziewczyny JAK
        możecie nas wesprzeć. Ja też mogę powiedzieć, ze jesteś trochę niesprawiedliwa -
        nie dość, że mam chore dziecko,to jeszcze niejako jestem zmuszana słuchać słów,
        które mnie rozdrażniają i jeszcze mam udawać, ze jest ok, bo Wam bedzie przykro.
        To w końcu o co chodzi, żebyście Wy sie lepiej poczuły czy my?
        Czy rozumiesz o co mi chodzi? Nie ma zrozumienia między nami, albo raczej jest
        ono rzadkie i po to powstał ten wątek zeby cos zmienić. Wierz mi, nie jest nam
        łatwo i naprawde potrzebujemy wsparcia, nie peanów na naszą czesc.

        Ja też kiedyś pewnie tak mówiłam, bo nie wiedziałam. I wiem, że mogłam dodatkowo
        kogoś denerwować, teraz możemy to zmienić.
        • kasia_kp Re: ...jesteście troche niesprawiedliwe .... 02.03.04, 14:47
          Droga Ago !
          A w jaki sposób mogła bym ja Wam pomóc .... materialnie nie jestem w stanie ,
          fizycznie podejrzewam ze nie bardzo , duchowo nie modle sie (nie wierze w
          takiego boga który sprawia tyle bólu !!!)Jak .....?
          • agablues Re: ...jesteście troche niesprawiedliwe .... 02.03.04, 15:03
            droga Kasiu
            Na pewno nie pomożesz mi i innym mamom, które straciły dziecko zamieszczając
            link ze zdjęciem swojego zdrowego dziecka. Mnie już tak nie boli, ale inną mamę
            może to bardzo zranić.
            Mam wrażenie, że nie chodzi Ci o pomoc dla nas tylko dla siebie, tak jakbyś
            chciała się poczuć lepiej naszym kosztem.
            Jednak powiem Ci jak możesz pomóc - jeśli nie mi to jakiejś innej dziewczynie.
            Możesz powstrzymać się od egzaltacji i nie mówić pierwszych słów jakie Ci się
            cisną na usta, możesz spokojnie powiedzieć
            Przykro mi, że znalazłaś się w takiej sytuacji, przykro mi, że Cię to spotkało.
            Czy mogę Ci jakoś pomóc? Czy chcesz o tym porozmawiać czy wolisz o tym nie mówić?
            I możesz uszanować decyzję tej osoby - rzeczywiście jej wysłuchać lub z nią
            pomilczeć.
            Mnie możesz wesprzeć życząc mi, aby czas jaki pozostał mojej córeczce upłynął
            nam szczęśliwie i życzyć mi wytrwałości i siły do życia, kiedy jej zabraknie
            • kasia_kp Re: ...jesteście troche niesprawiedliwe .... 02.03.04, 15:26
              Ago .....
              widzisz masz najlepszy dowód dlaczego ludzie czasami odsuwają się od ludzi
              którzy cierpia .niechcący nie skasowałam tych zdjęc ( w poprzednich to
              zrobiłam) bo za szybko go wysłałam i..... być moze sprawie tym komuś ból . NIe
              chciała bym (jestem na siebie zła ze moge komus zrobic przykrośc).
              Przykro mi ze napisałaś , ze mogłaś tak pomyśleć ze chce się poczuć lepiej
              Waszym kosztem ( ja chciałam pomóc ).Same odrzucacie pomoc innych czasami
              moze i rzeczywiście w nieudolny sposó próbowaną nieśc .Widzisz ja chciałam być
              z Wami -tak jak tylko to potrafie .Ale swoja obecnościa sprawiłam tylko
              kłopot .Więć juz nie będę pisać i przedłużac być moze nieprzyjenego tematu.

              Pozdrawiam Was bardzo ciepło !
              Kasia
              P.s.
              I mimo wszystko jestem z WAMI !!!
              • agablues Re: ...jesteście troche niesprawiedliwe .... 02.03.04, 17:56
                To nie kłopot, mysle, ze takie rozmowy sa potrzebne .

                Ja tez nie chciałam zrobić Tobie przykrości, spróbuj nas zrozumieć. Mamy swoje
                problemy i musimy myśleć jak nie urazic/ wystraszyc innych.Kiedy nie ma
                porozumienia - lepiej jest milczec. Ale jesli chcecie rzeczywiscie pomóc - moze
                tu - u zródeł znajdziesz odpowiedź JAK. I jesli ktos bedzie chciał, nauczy sie tego.

                Chce Ci jeszcze zwrócić uwagę, ze w wielu zyciowych sytuacjach, nawet nie tak
                poważnych jak nasze, nie mówi sie tego co pierwsze przyjdzie na mysl, czsami
                trzeba ugryźć sie w język, albo przemilczeć. Takie sytuacje jak nasze wymagaja
                taktu i delikatnosci, niczego wiecej.

                pozdrawiam Ciebie i Twojego synka - Aga
              • agablues Do Kasi... 02.03.04, 22:35
                Ja zadawałam
                sobie wielokrotnie pytanie - jak mam żyć obok Tych ludzi, nie sprawiając im
                bólu i cierpienia... i doszłam do jednego wniosku, trzeba się połączyć z Tą
                rodziną wsłuchując się w ich potrzeby...teraz już wiem. Wszyscy nauczyliśmy
                się żyć starając się stawić czoło ich cierpieniu...wiemy, że mają potrzebę
                rozmawiania na temat córeczki, wspominania jej. Nikt nie próbuje ich
                przekonywać do tego, że drugie dziecko pozwoli im zapomnieć, że oddanie
                rzeczy po córeczce coś zmieni...żyją w taki sposób w jaki potrafią żyć z tą
                tragedią, tak aby było im łatwiej. My pomagamy im swoją przyjaźnią, pamięcią.
                Rozmawiamy z nimi wtedy kiedy tego potrzebują, czasami nawet udaje nam się
                doprowadzić ich do szczerego uśmiechu. Czasami nas proszą o wspólny wyjazd na
                cmentarz...właśnie mija rok od tej tragedii a my naprawdę wciąż uczymy się
                żyć z tą rodziną (dzisiaj już przyjaciółmi) - naprawdę nie jest to łatwe,



                To jest fragment z innego wątku, napisała go mama, która najpierw obserwowała a
                potem uczestniczyła w dramacie znajomej rodziny. To jest wg mnie prawdziwe
                współodczuwanie, wsparcie i pomoc. ta dziewczyna zanim cokolwiek powiedziała,
                głęboko zastanowiła się jak może pomóc.
                • kasia_kp Re: Do Kasi... 03.03.04, 16:23
                  witam Cie Ago !

                  wczoraj duzo myslalam o naszej rozmowie i wiesz to jest rzeczywiscie
                  problem... z jednej strony cierpiacy ludzie a z drugiej ludzie którzy chcieli
                  by im pomóc ale nie bardzo wiedza jak (nie mam na mysli tu litosci !!!)
                  ..... ?
                  Mysle: wsrod ludzi którzy cierpia tez sa rózne osoby kazdy inaczej przezywa
                  swoje cierpienie. Wydaje mi sie ze powinni oni smiało i wprost mówic jakiego
                  rodzaju potrzebuja (oczekuja)pomocy i czy wogóle jej chca .Prawda ?

                  Pdejrzewam ze uniknelibysmy wtedy obu stronnych niepotrzebnych zalów i
                  nieporozumień.
                  Wniosek : rozmawiać, rozmawiać i jeszcze rozmawiać !!!!

                  Pozdrawiam
                  Cie , Malutka i Wszyskie Mamy .

                  Ps.
                  Jak podoba ci sie pytanie .Czy chcesz o tym rozmawiac ?Czy bardziej na miejscu
                  jest w jaki sposób moge Ci pomóc? :-)
                  • agablues Re: Do Kasi... 03.03.04, 16:46
                    Cześć Kasiu
                    właśnie, wczoraj odnosiłam wrażenie, że trochę zbyt emocjonalnie do tego
                    podchodzisz, z jednej strony chcesz pomóc, próbujesz, a jeśli ja szczerze mówię,
                    że nie tak, Ty się jakby obruszasz i masz lekką do mnie pretensję, bo powinnam
                    docenić Twój gest. Cieszę się, że wzięłaś to na spokój. O to właśnie chodzi,
                    żeby kilka razy zastanowić się. Wiesz, jeśli masz do czynienia z osobą tak
                    bardzo dotkniętą przez los, trzeba cierpliwości i uważności. Musisz liczyć się z
                    tym, że może w pierwszej chwili nie będzie reakcji, albo będzie ona nie taka
                    jakbyś chciała. Masz rację każdy przeżywa inaczej i cała sztuka polega na tym ,
                    żeby się wczuć. Oczywiście to nie jest wcale łatwe, ale jeśli już chcesz komuś
                    pomóc, nie może to być sobie ot tak. Albo robisz coś z serca, albo nie rób tego
                    wcale. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi.

                    powtórzę raz jeszcze - po to powstał ten wątek , aby ułatwić dialog.

                    Myślę, że oba pytania są dobre. Pamietaj tylko,że oferując pomoc ktoś może
                    rzeczywiście chcieć z niej skorzystać

                    Pozdrawiam - Aga

                    p.s

                    > Wniosek : rozmawiać, rozmawiać i jeszcze rozmawiać !!!!

                    Tylko nie zagadać; czasami mozna razem pomilczeć i też jest dobrze :)
    • hubcio14 Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 02.03.04, 22:33
      Cześć dziweczyny.
      Choroba lub strata dziecka to najgorsza żecz jaka może spotkać rodziców. Ja
      odkąd pamiętam szalałam za dziećmi. I tak po dwóch latach małżeństwa urodził
      nam się synek. Całą ciąże czułam się świetnie i nic mi nie dolegało, chodziłam
      do lekarza nawet dwóch dla pewności a tu.... No właśnie nasz ukochany
      upragniony synek urodziła się ciężko chory. Już na samym starcie nie najlepiej
      mu poszło. Urodził się przez cesarskie cięcie w zamartwicy. Jego skala Abgar
      wyglądała tak 2/2/4/7. Nasz Hubercik urodził się z rozszczepem wargi i
      podniebienia, ciężko wadą serca, tylko trzema paluszkami w lewej rąccze,
      stopami końsko-szpotawymi, wylewami krwi do mózgu, brakiem odporności, chorymi
      nerkami i chorym przewodem pokarmowym. Tak to wszystko przytrafiło się naszemu
      ukochanemu sunkowi i żaden z lekarzy do których chodziła w czasie ciąży nic mi
      nie powiedział. Dlaczego? Dlaczego nas tak okłamali? To pytanie zadaję sobie
      zawsze jak mały trafia do szpitala na kolejną operację i widzę jak cierpi.
      Czasmi ma mtego serdecznie dość i modlę się do Boga o skrócenia jego
      cierpieniom. Może wydam się Was samolubna ale nie chcę już aby nasz synek tak
      cierpiał.
      Piszecie, że każdy ze znajomych Was pociesz, mówi że będzie lepiej ale w
      rzeczywistośći tak nie jest. Zastanawiam się czasami dlaeczego Bóg pozwoli się
      urodzić tak choremu dziecku? Dlaczego wystawił go na takie cierpienia? Może
      którejś z Was miała się urodzić tak ciężko chory synek lub córeczka. To
      dlaczego mi pozwolił urodzić? Dodam, że synek urodziła się co do dnia
      wyznaczonego przez lekarzy.
      Obecnie Hbercik jest już w domu. Ale kilka pierwszych miesięcy spędził w
      szpitalach. Teraz ma skończone dwa latka, ale nidługo czekają go kolejne
      operacę.
      Zawsze będę sobie zadawać ptyanie dlaczego my? Dlaczego nasz ukochany synek?
      Pozdrawiam wszystkie mamy te przyszłe i te obecne.
      • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 02.03.04, 22:37
        Napiszę do Ciebioe na priv, postaram się jeszcze dzisiaj, zaraz
        • hubcio14 Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 02.03.04, 22:53
          agablues napisała:

          > Napiszę do Ciebioe na priv, postaram się jeszcze dzisiaj, zaraz
          Jeśli będziesz miała kłopoty to pisz na adres doorta.magda@wp.pl
        • mami2 Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 04.03.04, 12:24
          Chciałabym umieć napisać coś mądrego, ale umiem powiedzieć tylko: Przepraszam,
          że nie umiem pomóc. Wysłuchiwanie w sieci, zwierzanie się, pocieszanie, nie
          zastąpi Wam dziewczyny konkretnych działań.
          Choć wyciągnę cię na kawe, albo jak nie chcesz to posiedzimy w ciszy w domu,
          posprzątam ci mieszkanie lub ugotuję obiad, bo wiem ze ty musisz teraz
          odreagować, połozyć się i popłakać w sypialni, zajmę się twoim chorym
          dzieckiem, a ty odeśpisz nieprzespaną noc, zawiozę Cię swoim samochodem do
          lekarza, żebyś nie musiała znów angażowac swojej rodziny lub brac taryfy,
          wreszcie, umyję grób twojego dziecka, bo zbliżają się święta, a ty masz tysiące
          myśli i spraw na głowie. Tak dla mnie wygląda pomoc i takiej chciałabym od
          ludzi, gdybym jej potrzebowała. Dlatego umiem tylko powiedzieć : przepraszam,
          że nie umiem pomóc.
          Pozdr - mami - mama nie dokońca zdrowych dzieci
          • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 04.03.04, 12:38
            Mami, umiesz pomóc!
            U siebie na forum nie wzdychacie - ale jesteśmy dzielne!!Codziennie
            rehabilitujemy nasze dzieci - patrzcie i podziwiajcie nas!
            Bierzecie sie za konkrety, ostatnio radziłaś jak wypełnić formularz.
            Ty sama borykasz się na codzień z trudnościami i wiesz, że puste słowa nic nie
            znaczą.
            A po stracie dziecka, narodzonego czy nie - chodzi o BYCIE razem, nawet jeśli
            się rodzice izolują. Każdy potrzebuje czasu, by choć trochę uleczyć swoje rany,
            ale potem jest kolejny dzień, i kolejny, i jeszcze następny i trzeba żyć.

            My i Wy nie chcemy użalania się nad nami, nie chcemy też by nas podziwiano;
            robimy co do nas należy, jesteśmy rodzicami, naszym obowiązkiem a może raczej
            przywilejem jest opieka nad naszymi dziećmi. Chcemy by nas traktowano NORMALNIE,
            żeby ludzie się nas nie bali.


            • mami2 Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 04.03.04, 12:48
              Aga! Nie masz pojęcia jak długo czeka się na takie słowa... Czytam to i płacze
              a faceci w biurze siedzą skołowani bo nie wiedzą o co chodzi. Muszę odpocząc.
              Odezwe się jutro. Jestem jednak cholernie wrazliwą istotą. A chciałabym być
              silniejsza.
              Nie ma stowarzyszenia rodziców chorych na zespół Edwardsa, ale to nie znaczy ze
              nie moze byc. Ktoś musi je załozyc. Jezeli chcesz i masz takie potrzeby, mogę
              ci "wirtualnie" podać sposób jak to zrobić najszybciej. Obok mnie siedzi facet
              który o organizacjach pozarządowych, stowarzyszeniach wie b.b. dużo. Robi nawet
              z tego doktorat. Nie narzucam się. Daje tylko pomysł.
              Do "napisania"
              mami
              • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 04.03.04, 13:22
                Jeszcze nie czuję się na siłach. Zbyt mało jeszcze się namieszało. Na moje apele
                odezwała się jedna dziewczyna z sieci, dwie osoby za pomocą hospicjum, wiem
                tylko o 2 żyjących dziewczynkach - oprócz mojej małej. Chodzi mi to po głowie,
                ale musi dojrzeć. Myślę raczej o tym , by rodzice, którzy słyszą -
                niejednokrotnie po raz pierwszy w życiu nazwę choroby ich dziecka - dowiedzieli
                się czegoś więcej niż tylko suchych faktów z literatury medycznej. to jest
                obszar zaniebany, owszem jest jedna organizacja - GEN, ale ja dowiedziałam się o
                niej od mamy Hubcia, a nie od lekarzy, do razu po rozpoznaniu.
                Jak cos sie bedzie kluło - pewnie skorzystamy

                trzymaj sie cieplutko A
                • kalina34 Do agiblues-poszukiwanie Doroty 14.03.04, 10:53
                  Próbowałam sie do ciebie odezwać przez "Dar zycia" ale sie nie udaje, cos chyba
                  nie tak z moja albo Twoja skrzynką. Wiec kopiuje to co tam napisłam :

                  Hej Aga
                  synek mojej kolazenki urodził sie z Zespołem Edwardsa, niestety zył tylko
                  miesiąc. To było 3 lata temu. I pamietałam ze wtedy przeszukałysmy cały
                  internet w poszukiwaniu wiadomosci i znalazłysmy to

                  "Moja córeczka Basia urodziła się z Zespołem Edwardsa
                  (Trisomia 18) Ma teraz 2,5 roku. Bardzo proszę o
                  kontakt rodziców dzieci z tym zespołem.
                  Dorota Baranowska

                  dorota_b@rz.onet.pl"

                  Bardzo utkwiło mi to w pamieci, bo wszedzie napisane jest ze max 2lata, a tu
                  prosze dziecko ma 2 i poł roku. Dlatego teraz znalazłam te widomosc jeszcze
                  raz. Wiem, z twoich postów ze szukasz mamy Doroty wiec pewnie chodzi o te mamę.
                  Moze ma jeszcze ten sam adres skrzynki kontaktowej, chociaz watpię, jakis
                  dziwny jest, ale moze łatwiej Ci bedzie szukac w inetenecie "Doroty
                  Baranowskiej"
                  POWODZENIA
                  I całuski dla córeczki :-))))))
                  Kalmarka mama Oli z EEC
                  • agablues Re: Do agiblues-poszukiwanie Doroty 14.03.04, 11:47
                    Dzięki za wiadomość

                    Właśnie tej mamy szukam. Też widziałam to ogłoszenie i też próbowałam się z nią
                    skontaktować. Bez rezultatów. Dla mnie też bardzo dużym zaskoczeniem było, że
                    dziewczynka ma ponad 2 lata. Z jednej strony radość, z drugiej - jak wygląda ich
                    - rodziców i dziecka - życie. W podręcznikach piszą tylko o długości przezycia i
                    podstawowych wadach towarzyszących, i oczywiście o zaburzeniach w rozwoju. Ja
                    też szukałam dużo i nic nie znalazłam, dlatego marzy mi się, żeby nagłośnić
                    problem. Jest wprawdzie GEN, ale tam też nie ma nikogo z "naszą" wadą.

                    Ale...życie nas zaskakuje i z zupełnie nieoczekiwanej strony dostałam namiary na
                    dwie mamy - jednej dziecko ma 9 m-cy, drugiej - 2 latka. Z jedną już
                    rozmawiałyśmy i bardzo dużo mi to pomogło.Daje nadzieję. I przede wszystkim te
                    praktyczne porady, dotyczące codziennego życia. Poza tym ta mama ma tyle
                    optymizmu i miłości dla swojej córeczki, a też sporo przeszła.

                    czy mozna sie jakos skontaktowac z Twoja kolezanka?
                    Pozdrawiam cieplutko Ciebie i Olę.
                    co to jest EEC?
                    Aga
                    • kalina34 Re: Do agiblues-poszukiwanie Doroty 14.03.04, 21:29
                      To rzadko występująca forma ED czyli dysplazji ektodermalnych czyli jasniej
                      mowiąc chorób zwiazanych z ektodermą, dziedziczona autosomalnie dominujaco, od
                      form łagodnych po bardzo surowe, obejmujące prawie wszystkie objawy ED.
                      Wspólnym i najbardziej charakterystycznym objawem osób z EEC są brakujące lub
                      zniekształcone palce dłoni i stóp, poza tym anormalność włosów oraz anomalie
                      zębowe. Z moja Ola choroba obeszła sie nad wyraz łagodnie i chwała jej za to ;-
                      ). Olka ma mocno zniekształcone paluszki u rąk, brak szkliwa zebowego i
                      kiepsciutkie włosy, a pozatym wszystko OK, wiec uwazam sie za szczesciare, ze
                      moje dziecko jest własciwie zdrowe a symptomy EEC jakie ja dotkneły nie
                      zagrazaja jej życiu.
                      A co do mojej kolezanki to niestety wyjechała z kraju i jakos nam sie kontakt
                      urwał :-(, troche szkoda, ale moze chciała zostawic cała przeszłosc za soba.
                      Jej wybór.
                      Pozdrowienia odemnie i od Olki ktora czekaja az mama skonczy klikac słodko
                      zasneła
                      • agablues Re: Do agiblues-poszukiwanie Doroty 14.03.04, 22:07
                        Dzięki za fachowe wyjaśnienia. Zobacz, jakimi my rodzice, stajemy sie ekspertami
                        jeżeli chodzi o choroby naszych dzieci. ja o trisomiach słyszałam od liceum -
                        profil biol-chem - ale nigdy nie mogłam zapamietać na dłużej, który numerek jaki
                        zespół. teraz w nocy o północy mogę to wyrecytować.
                        Pytałam o koleżankę, bo ciekawi mnie czy zdecydowała się na kolejne dziecko. To
                        trudna decyzja, chociaż genetycy zapewniają, że prawdopodobieństwo jest bardzo małe.
                        Całuski dla Oleńki i dla Ciebie, a może jeszcze kogoś?
                        Aga
                        • kalina34 Re: Do agiblues-poszukiwanie Doroty 14.03.04, 22:54
                          Niestety nie wiem czy maja dziecko, ale wiem ze bardzo chcieli je miec,
                          podobnie jak Ciebie genetycy zapewniali ich ze prawdopodobienstwo ponownego
                          wystapienia tego zespołu jest praktycznie rowne 0. Kacperek był ich pierwszym
                          dzieckiem. Ale myslę ze mają, bardzo tego oboje pragneli.
                          U nas narazie stan liczbowy 2+1 , tatus mowi ze jak naprawimy pierwsze
                          postaramy sie o drugie. I tak juz naprawiamy to nasze pierwsze od 4 lat, a ja
                          juz młoda nie jestem ;-) ale sa plany ze w przyszłym roku w styczniu Olka
                          przejdzie ostatnią(6)operacje paluszków i na tym etapie bedziemy musieli
                          skonczyc, bo raczej juz nic wiecej sie zrobic nie da. Teraz to naprawianie jest
                          moja wymówką, ale tak naprawde to strasznie boje sie "powtórki z rozrywki".
                          Ale jednak chyba zaryzykujemy i juz za rok bedziemy sie starac o rodzenstwo dla
                          Oli.
                          Trzymamy kciuki (Ola troche krzywe ;-) ) zeby malutka była z wami jak najdłuzej
                          i zeby była dla Was wyłacznie małym jasnym promyczkiem szczęscia
                          Kalina
                          • agablues Kalinko 14.03.04, 23:22
                            może napiszesz co Ciebie cieszy i daje Ci siłę w walce o swoją Oleńkę?
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=11330922
          • aniao3 Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 07.03.04, 20:25
            Mami kochana!
            Ja mysle ze my w tym watku mowimy o dwoch rodzajach pomocy. Pierwsza w realu a
            druga w sieci. I jak pewnie sama wiesz najlepiej tutaj w sieci chodzi
            najbardziej o ty by sie wygadac, poradzic. Piszesz, ze to nie zastapi
            konkretnych dzialan, ale wszak my po to jestesmy na forum by pogadac. Dzialania
            dla duszy bywaja zbawienne, przeciez nie oczekujemy od siebie tutaj, ze ktos
            bedzie komus pomagac inaczej niz przez madra rozmowe. Albo przynajmniej probe
            wysluchania. Mi pomaga to odyzskac rownowage ducha, wrocic do normalengo zycia,
            bo moi znajomi w wiekszosci sie mnie boja. Nie wiedza jak rozmawiac, czy
            rozmawiac, o czym, wiec na wszelki wypadek mnie unikaja... Takie mam wrazenie...
            Nie wszyscy, ale wielu. A przeciez ja nie potrzebuje od nich realnej pomocy
            (jeszcze nie) ale chcialabym wlasnie, by czasem zadzwonili pod jakimkolwiek
            pretekstem i spytali sie jak mi jest. Pogadac, tylko tyle, czasem to jest az
            tyle. Chyba zawsze szczesliwi unikaja tych, ktorych dotknelo nieszczescie.
            Sciskam was mocno dziewczyny
            Anka
            • anatemka Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 14.03.04, 01:56
              wiecie, straciłam dziecko w 18tyg.ciąży, potem rozwiodłam sie z mężem. Po
              rozwodzie koleżanka powiedziała mi: wiesz, to dobrze ze poroniłas, nie zostałas
              teraz sama z dzieckiem. Nic nie odpowiedziałam. Zatkało mnie. Ale wiecie, teraz
              tak sobie myslę ze to była z jej strony normalna, ludzka reakcja. Lepsza niż
              niezdrowe zaineresowanie, wietrzenie sensacji i fałszywe współczucie.
              Pozdrawiam.
              • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 15.03.04, 23:07
                anatemka napisała:

                Po
                > rozwodzie koleżanka powiedziała mi: wiesz, to dobrze ze poroniłas, nie zostałas
                >
                > teraz sama z dzieckiem.
                . Ale wiecie, teraz tak sobie myslę ze to była z jej strony normalna, ludzka
                reakcja.

                A ja myślę, ze to był nietakt i brak wrażliwości.
                Wg mnie nie koleżance oceniać czy dobrze się stało czy nie. Często my sami nie
                wiemy czy cos jest dla nas dobre czy nie, a to okazuje się dopiero po pewnym
                czasie.

                Myślę, że zawsze trzeba pomyśleć zanim się coś powie, niektórzy powinni myśleć
                3x. A kiedy się staje przed osobą zranioną - zanim cokolwiek się powie, trzeba
                pomyśleć 10x, czy przypadkiem tej osobie się jeszcze nie przyłoży.

                Ja bardzo nie lubię kiedy ktoś mówi jakieś dosadne komentarze, krytykuje czy po
                prostu plecie co mu ślina na język przyniesie i mówi: przynajmniej jestem
                szczery/a. To chyba nie o to chodzi i ze szczerością nie ma wiele wspólnego.
                • melka_x Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 18.03.04, 16:41
                  O tym co boli mnie w reakcjach otoczenia napisałam już na forum "poronienia",
                  Agablues ma wkleić ten post. Czytając jednak Wasze wypowiedzi chciałam coś
                  dodać. Wiecie mnie akurat nie drażni słowo "dzielna". Tak sobie myślę, że te
                  miesiące, które spędzałam przy inkubatorze małej dają mi prawo, by usłyszec
                  słowo "dzielna". Bywały dni kiedy wydawało mi się, że nie będę mogła ustać nad
                  nią bez głosnego płaczu. A jednak stałam, mówiłam do niej, śmiałam się,
                  czytałam ksiązeczki, myłam, smarowałam oliwką, patrzyłam czy płacze, jeśli
                  cierpiała biegłam do lekarek żeby podłączono jej silniejsze leki przecibólowe,
                  albo zwiększono dawkę. I tak od rana do wieczora. Wychodziłam i myślałam, że
                  więcej tam nie przyjdę, że nie wytrzymam tego, że z każdym dniem kocham ją
                  coraz bardziej i z każdym dniem czuję się coraz gorzej i że nastepnego takiego
                  dnia już nie zniosę. Stać i patrzeć jak Twoje dziecko cierpi, Boże! Nie wiem
                  czy wiecie, ale przynajmniej na oddziale, gdzie była Natalia wielu rodziców nie
                  odwedzało swoich dzieci, albo robiło to rzadko, wizyty były krótkie. I nie
                  dlatego, że nie kochali. Komuś kto tego nie przeżył trudno to zrozumieć, ale ja
                  tych rodziców rozumiałam, można się załamać, można nie chcieć oglądac
                  cierpienia twojego dziecka, by samej cierpieć mniej. Więc, to że zawsze byłam
                  przy moim superskrzaciku wcale nie było tak oczywiste, jak mogłoby się na
                  pierwszy rzut oka wydawać. Do tego nie zrezygnowałam z pracy (choć to nie był
                  cały etat), w szpitalu odbierałam służbowe telefony przy których przecież nie
                  mogłam ryczeć, po powrocie późnym wieczorem siadałam do kompa, by pracować. Mój
                  mąż naprawdę musiał wyjechać więc formalności pogrzebowe, rejestrację zgonu,
                  wybór trumienki załatwiałam sama. Myślę, że byłam dzielna. Nie chcę medalu, ale
                  sądzę, że to stwierdzenie faktu (choć jednocześnie to przede wszystkim mojej
                  córce chciałabym powiedzieć, bo przede wszystkim to ona była dzielna!) I Ty
                  Agablues tez jesteś dzielna (nie wściekaj się proszę:)! Wiesz ile matek się
                  załamuje i nie jest z tego powodu w stanie włąsciwie się dzieckiem zająć,
                  próbować zapewnić mu w miarę normalne warunki? Naprawdę wiele takich widziałam
                  Nie potępiam ich w najmniejszym nawet stopniu, ale chcę Ci Aga powiedzieć
                  dlaczego uważam, że jesteś dzielna. Nie dlatego, że masz cięzko chorą córkę, bo
                  o to nikt nie prosi, to się może zdarzyć każdemu, i nie każdy kogo dotyka
                  tragedia jest dzielny. Ale dlatego, że choćby dla swojej córeczki radzisz
                  sobie. I AniaO, która wciąz pociesza inne smutne mamy na tym forum, której
                  starcza współczucia dla innych, mimo że sama tak niedawno straciła córkę też
                  jest dzielna! Sciskam Was wszysytkie
                  • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 18.03.04, 18:32
                    To wszystko zależy od tego jak kto powie, czy to jest rzeczywiscie stwierdzenie
                    faktu, czy hmm egzaltacja. Kiedy moja mała w szpitalu zaczeła tracić oddechy -
                    to było jak zły sen, zdawałam sobie sprawe, ze możemy ja stracic( to działo sie
                    przed postawieniem diagnozy i jeszcze wtedy nie wiadomo było, jaka to choroba).
                    Patrzyłam jak ją ratują, malutkie ciałko pośród rurek, kabelków, duzych ludzi.
                    Nie wiem czy to było celowe działanie lekarzy - kazali mi jechać do szpitala na
                    Karową po lek zapobiegajacy bezdechom, bo na Działdowskiej nie było. Pojechałam
                    i modliłam sie, zeby nie umarła beze mnie. Byłam przy niej przez prawie całe
                    trzy doby, z przerwami 4 godz. na sen w domu i prysznic - w szpitalu mogłam spac
                    na krzesłach. Jak mała zaczeła wracac do siebie - jedna pielegniarka powiedziała
                    do mnie - jest pani bardzo dzielna mamą. A dla mnie to przeciez było oczywiste,
                    ze nie moge zostawic mojej córeczki.
                    Dlatego drazni mnie to troche, te zachwyty - dla mnie nie ma powodów do
                    zachwytu, robie to, co do mnie należy.
                    Poza tym - sama wiesz - wolałabym być normalną mamą ze zdrowym dzieckiem. Podziw
                    nie jest mi potrzebny. Wiec jesli podziwiacie i uwazacie, ze jestem dzielna -
                    ok, ale nie róbcie wokół tego zbyt duzo szumu. Jezeli ktos mi mówi - podziwiam
                    cie, ze sobie dajesz rade, mam ochote zapytac - a jakie mam inne wyjscie?

                    mysle, ze cały czas chodzi tu o te zachwyty i wykrzykniki. Tak jak napisałas -
                    NIEKTÓRZY ( podkreslam, zeby zaraz dziewczyny nie pisały , ze uwazam, ze
                    wszyscy)ludzie traktuja to jak historie z tv, a to jest nasze zycie i my w tym
                    wszystkim
                    • gajdzia Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 18.03.04, 19:57
                      Kochane,
                      "Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono..."
                      Jeśli doświadczy mnie Bóg czy los w ten czy inny sposób chciałabym mieć to
                      poczucie że poradziłam sobie z sytuacją i zrobiłam wszytsko by moje dziecko
                      było szczęśliwe i czuło sie kochane i bezpieczne. To forum uświadomiło mi jakie
                      to skomplikowane i trudne ale czytam Was i wiem że to możliwe.

                      Aga, moje dziecko tez leżalo miesiąc na patologii noworodka (oddział F) na
                      Działdowskiej - druga sala po lewej stronie pod oknem... Piszę bo jakoś tak
                      przeplatają się niechcący nasze ścieżki :) Nie wiem czy miałaś tak ale ja w
                      stanie kompletnego zmęczenia miałam wizje układające sie z tych malutkich,
                      starych czarno - białych kafelków na podłodze...
                      Znmay z tego szpitala jeszcze dogłębnie oddział C...
                      pozdrawiam
                      • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 20.03.04, 20:47
                        gajdzia napisała:

                        > Aga, moje dziecko tez leżalo miesiąc na patologii noworodka (oddział F) na
                        > Działdowskiej - druga sala po lewej stronie pod oknem... Piszę bo jakoś tak
                        > przeplatają się niechcący nasze ścieżki :)

                        Gajdziu, My też leżałyśmy na tej sali! Tylko czy druga patrząć od wejścia na
                        oddział? Kiedy to było ?
                        Mnie kafelki bardzo wchodziły w oczy na samym początku. Z czasem w głowie miałam
                        wiecznie pikanie monitorów tętna. Miała moja mała i jeszcze jedno dzieciątko. Te
                        drugi nie był pierwszej świeżości, a dzieciątko było bardzo małe, więc ciągle te
                        kabelki spadały , a monitor wył. Jak wracałam na noc do domu, bez przerwy
                        słyszałam te dźwieki.
                        Pobyt w szpitalu był okropny. Najgorsze były powroty do domu i myśli, zeby tylko
                        nie umarła podczas mojej nieobecności. Jeżeli już musi się to stać, chciałam być
                        przy niej, do końca. Jest już wątek dotykający tego problemu, ale tutaj też
                        wspomnę - nie rozumiem rodziców, którzy nie chcą być w takich chwilach z
                        dzieckiem. Kiedy my tam byłyśmy, oprócz Malutkiej były też dwie inne
                        dziewczyneczki.Przez 19 dni nie było tam rodzica żadnej z nich. A jedna w tym
                        czasie umierała, przez kilkanaście godzin. Można było dojechać.
                        Działdowska, oddział F - z jednej strony oddział często ratujący zycie, ale
                        niektórzy rodzice właśnie tam zostają pozbawieni nadziei.
                        Ciekawa jestem, co sądzisz na temat personelu, jakie są Twoje dośwaidczenia. Czy
                        jest to szpital/oddział przyjazny rodzicom i dzieciom?
                        Jeżeli zechcesz napisać coś na ten temat - to może na nowym wątku? Może inne
                        mamy też podzielą się swoimi dośwaidczeniami?

                        Sciskam Cię mocno - Aga

                        Mówiąc szczerze, nie pamiętam co jest na oddziale C, dla mnie istniał tylko F.
    • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 18.03.04, 16:35
      To jest wypowiedź melki_x z zaprzyjażnionego forum Poronienie

      "Mnie wzruszyli przyjaciele, którzy odezwali się kilka dni po pogrzebie i
      powiedziali wprost, że choć bardzo nam współczują, to nie są w stanie wyobrazić
      sobie tego co czujemy i dlatego nie wiedzą jak się w stosunku do nas
      zachowywać. Dzwonić? Zapraszać gdzieś? Dać spokój? Mówić o naszej córeczce?
      Milczeć? Dzięki temu mogliśmy powiedzieć czego oczekujemy, a oni byli spokojni,
      że nas czymś nie urażą. Podobnie moja przyjaciółka. Spotkałam się w jakiś
      miesiąc po pogrzebie, rozmawiałyśmy o duperelach i w pewnym momencie ona "a co
      z najważniejszym tematem, nie będziemy o tym rozmawiać?". Natomiast reszta...:(
      Wiem, że wszyscy chcą dobrze, wiem, że każdy ma potrzebę powiedzenia czegoś co
      mogłoby pocieszyć. Tylko że jak strata jest tak świeża, nie ma słów, które
      przyniosłyby pociechę. Lepiej powiedzieć po prostu "przykro mi", lepiej zapytac
      wprost czy chcemy rozmowy o tym.

      Kiedy rozesłaliśmy mail z zawiadomieniem o pogrzebie Małej dostaliśmy odpowiedź
      od przyjaciółki mojego męża, cytuję "Nie potrafimy tutaj na ziemi zrozumieć
      boskich planów, ale musicie wierzyć, jak ja wierzę, że w tym wszystkim jest
      sens znany tylko Bogu". Co ciekawe o ile ja określiłabym się jako ktoś pomiędzy
      agnostyczką a szukająco - wątpiącą, o tyle mój mąż od lat określa się jako
      ateista. I ona o tym wiedziała. Oboje mieliśmy jej ochotę odpisać, czy byłaby
      równie mocno przekonana o sensowności boskich planów w kilka dni po smierci
      własnego dziecka. Kurczę, minęło zaledwie kilka dni, chyba nawet najmocniej
      wierzący mają jeszcze prawo kłocić się z Bogiem, buntować, wygrażać
      pięściami...Wiem, że chciała dobrze, ale...

      A z resztą znajomych? Po złożeniu kondolencji udają, że nie ma tematu.
      Rozmawiamy o pracy, o wakacjach, o najnowszym Kunderze, o Rywinie, tylko nie o
      tym co dla nas najważniejsze. I znowu: wiem, że to wynika z dobrych intencji,
      wiem, że nie chcą nas urazić, ale dla mnie nie mówić o Natalii, to tak jakby
      udawać, że jej nigdy nie było. Chcę móc czasem coś o niej powiedzieć, że np.
      ślicznie się uśmiechała itp. bez wzbudzania popłochu na twarzy słuchających i
      zmieniania tematu. Bo jedyną formą jej życia co do której nie mamy żadnej
      wątpliwości jest nasza pamięć.

      A jedna z moich przyjaciółek nie odezwała się w ogóle. Długo się łudziłam, że
      mail nie dotarł... Ot i przyjaźń...

      Taaa... co do pytania "jak się czujesz?". Nie drażni mnie, jeśli nie jest
      zadawane w biegu, jesli pytający chce prawdziwej odpowiedzi, a nie zapewnienia,
      że jest ok. Bo nic nie jest ok! Ale jak jest zadane w sposób sugerujący
      odpowiedź np "doszłas już do siebie, prawda?" to mam ochotę odgryźć takiej
      osobie ucho;). Po co pyta jak chce usłyszeć okresloną odpowiedź? Lepiej wtedy
      nie pytać wcale. Mój mąż odpowiada, że dobrze i wtedy też mam ochotę odgryźć mu
      ucho;). Ja odpowiadam "NIE".

      A już zdanie, że Bóg kazdemu przeznacza dokładnie tyle ziaren piasku ile ów
      obciążany jest w stanie unieść, cóż nie ma wielu sentensji powitarzanych równie
      bezmyślnie. Pomijając już oczywistość tego co powiedziała Ania; a co z
      pacjentami szpitali psychiatrycznych, co z samobójcami etc. jeszcze jedno mnie
      zastanawia. Skąd w kimkolwiek może być tyle przekonania na temat tego ile ja
      mogę unieść? A ja to co wielbłąd jakiś, koń pociągowy? A moja córka której
      ciągle dokładano cierpienia to niby co, współczesna wersja kilogramowego Hioba?
      I tak sobie myślę, że zdania o tym cholernym piasku wypowiadają ci, którzy
      rzeczywiście dostali go tyle, ile mogą unieść.

      Generalnie mam wrażenie, że ludzie w takich momentach mają bardzo silną
      potrzebę powiedzienia czegoś mądrego, powiedzienia czegoś co by wyjaśniło,
      uzasadniło jakoś tragedię. Tyle, że dla nich to jest oglądana tragedia, my zaś
      jesteśmy w jej środku, to bardzo zmienia perpektywę. Dla nas rodziców nie ma
      takiego sensu, nam nic nie zrekompensuje tej staty, nawet jeśli ze śmierci
      mojej córki miałoby by wyniknąć coś dobrego, nic nie jest tego warte! Ja nie
      chce słuchać o piasku, o wyższym sensie, o umiłowaniu Boga które objawia się
      zsyłaniem na mnie cierpienia itd. Ja chcę tylko usłyszeć "przykro mi". I tyle
      razy wyśmiewane zdanie "chcesz o tym porozmawiać?" Jak z demokracją, nic
      lepszego nie wymyślono.

      Uff ulżyło mi jak wywaliłam to wszystko z siebie:)"
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11916&w=11431891&a=11438167
      I jakbyś mogła Aga wkleić jeszcze fragment (myślę, że akurat Ty go dobrze
      zrozmiesz): "Kiedy odpowiadamy, że z naszym dzieckiem jest źle, kiedy mówimy,
      że nie ma już szans nie odpowiadajcie nam, że będzie dobrze, że nasze dziecko
      wyzdrowieje, bo my wiemy co mówimy. Powiedzcie, że tak bardzo Wam przykro,
      powiedzcie nawet, że będziecie się modlić o cud, ale nie mówicie, że zobaczymy,
      że będzie dobrze. Jeśli wiecie, że nasze dziecko jest w ciezkim stanie to
      pytając o nie liczcie się także z tym, że możecie usłyszeć, że ono umiera, a
      jeśli nie jesteście gotowi na taką odpowiedź nie pytajcie proszę".

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11916&w=11431891&a=11445384
    • agnieszkabryndza Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 18.03.04, 21:02
      Bylam po obydwu stronach. Urodzilam dziecko z powazna wada serca. Przeszlam
      etapt rozne od strachu przed przywiazaniem sie do dziecka , po radosc z kazdego
      wspolnego dnia. Historia naturalna tej choroby to dwadziescia procent dzieci
      dozywajacych roku. To jest wielka sztuka umiejetnosc empatii , reakcji,
      psychika matki w takim momencie jest jak czula membrana, nieznaczace gesty ,
      slowa matek zdrowych dzieci potrafia ranic bardzo gleboko, mysle sobie ze jesli
      ktos zadaje pytania "no to jak mam ci pomoc skoro nie moge finansowo etc"nie
      powinien pomagac wcale , ja rozumiem , ze nie kazdy potrafi i tez to szanuje. A
      stwierdzenia typu ja bym nie mogla , ja bym umarla no coz drogie mamy obyscie
      nie musialy sie przekonac ze dalybyscie rade, jak kazda matka, matki chorych
      dzieci nie rodza sie silniejsze, to sa takie same mlode kobiety, ktore z taka
      sama nadzieja czekaja na swoje dzieci. Podczas choroby mojego syna , podczas
      oczekiwania na operacje (pierwsze 4 m)popadlam w jakas atrofie emocjonalna,
      przetrwaly tylko te znajomosci pozbawione wspolczucia , litosci. Nie chcialam
      by ktos mi opowiadal historie co sie przytrafilo jednejh pani , nie chcialam by
      opowiadano mi ze mam sie nie martwic , ze wszystko bedzie dobrze bo wyniki
      znalam az nadto dobrze.W moim zyciu potoczylo sie tak , ze syn przeszedl
      skomplikowana operacje serca po ktorej nie ma sladu , jest zdrowym chlopcem,
      tylko ja zostalam po tamtej stronie troche, kafelki na Dzialdowskiej znam
      wysmienicie, pracuje dla fundacji zajmujacej sie dziecmi z wadami serca tyle
      potrafie i tyle moge. jesli podziwiam za cos mamy tu obecne to za prowadzenie
      na poziomie dyskusji z osobami , ktore nie maja pojecia o czym mowia . Zycie
      czasami niespodziewanie uczy nas cholernej pokory wobec samego zycia , tego ,
      ze nie ma uniwersalnych racji , ze swiat czasami ten nasz pod kancik ulozony
      rozsypuje sie , ze teorie gloszone "na sucho" sa o tzw kant d... rozbic a
      takze , ze czasami lepiej po prostu milczec , co szczegolnie polecam uwadze.
      Pozdrawiam Agnieszka
    • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko 19.03.04, 04:43
      Trochę przeczekałam, pochodziłam z tym wszystkim w głowie i spróbuję jakoś
      poukładać. Spróbuję poodpowiadać na wszystkie zarzuty (?), że nic mi się nie
      podoba i że nie pozwalam się wypowiadać swobodnie.

      Po pierwsze – to forum powstało PRZEDE WSZYSTKIM dla kobiet/rodzin chorych
      dzieci lub dla tych, którzy są po stracie dziecka. Nie było dotąd takiego
      miejsca na forum Dziecka i GW chyba też nie. Z założenia ma być miejscem, w
      którym każdy może opowiedzieć o swoich problemach, trudnościach związanych z
      tymi niełatwymi sytuacjami.

      Po drugie - jest też dla osób, które chcą pomóc lub poczytać. Osoby te mają
      okazję dowiedzieć się, co czujemy, jak to przeżywamy. Zdaję sobie sprawę, że
      dużo osób bardzo przeżywa czytając nasze historie, z każdą z nas było tak samo,–
      to normalny, ludzki odruch. Normalnym odruchem są też myśli – ja bym tego nie
      przeżyła!
      To są emocje i w pierwszych chwilach one nami rządzą.

      Po trzecie – wiem, jakie były moje myśli na zbyt emocjonalne reakcje niektórych
      postów. Z czasem okazało się, że nie ja jedna nie lubię pewnych określeń,
      frazesów. Ze tak naprawdę one nas denerwują, wcale nie pomagają. Zdałam też
      sobie sprawę, że jest tak, bo ludzie, których nie dotknęło takie nieszczęście
      nie wiedzą, co czujemy, nie wiedzą, co mówić jak się zachować. A my siedzimy
      cicho – potakujemy, uśmiechamy się i mówimy, że jest ok., kiedy wcale nie jest.
      Tak, my boimy się, żeby przypadkiem nie powiedzieć prawdy, bo komuś zrobi się
      przykro. A jak już powiemy to najczęściej, choć nie zawsze, słyszymy te
      wszystkie wyświechtane słowa. W tej sytuacji, po kilku takich rozmowach –
      wycofujemy się i nie chcemy nikim rozmawiać. Czyli - brak porozumienia.

      Dlatego pomyślałam sobie, że jest okazja to zmienić. Możemy powiedzieć prawdę,
      co nas drażni a czego oczekujemy.

      No i rozpętała się burza. Dla mnie absurdalne jest to, że niektóre dziewczyny
      mają do nas pretensje! One mogą mówić, co im ślina na język przyniesie, a my
      mamy słuchać i być wdzięczne za to, że chcą nas pocieszyć. A gdy mówimy, jakiego
      chcemy wsparcia – obrażają się, że nam dogodzić nie można, że do nas nie można
      się odezwać i w takim razie rzeczywiście lepiej nas zostawić w spokoju.
      Przyjrzyjcie się dyskusji z Kasią
      )Denerwują Was słowa, które normalnemu człowiekowi pierwsze się cisną na usta.
      Mam wrażenie ze rzeczywiście lepiej zamilknąć, ale i to znów uznajecie za naganne.
      Na szczęście Kasia póżniej zrozumiała o co nam w tym wszystkim chodzi.

      Więc mamy dwie strony – osoby, które cierpią i potrzebują wsparcia i osoby,
      które chcą pomóc, ale często nie wiedzą jak.

      To nie tak, że nam nie można dogodzić, – że my nie chcemy waszej pomocy –
      powtarzam po raz kolejny – po to powstało forum i po to powstał wątek. Chcemy. I
      chcemy wam powiedzieć jak możecie to zrobić

      1. Zastanowić się przed napisaniem każdego słowa.

      Ja wiem, że Wami rządzą emocje, chcecie się szybko podzielić myślami, na
      gorąco. Nie można jednak tak sobie mówić bez zastanowienia. Wyobraźcie sobie,
      ze macie osobę z bardzo rozległymi oparzeniami – nie dotykacie jej i nie
      działacie bez zastanowienia – myślicie jak jej pomóc, żeby nie sprawić
      dodatkowego cierpienia. Osoba, która niedawno przeżyła tragedię ma ranę na
      duszy. Czasami to tak boli, że wolałoby się ból fizyczny.
      ) psychika matki w takim momencie jest jak czuła membrana, nieznaczące gesty,
      słowa matek zdrowych dzieci potrafią ranić bardzo głęboko - Agnieszkabyndza

      Dlatego powtarzam i mogę powtarzać bez końca – zastanówcie się 10 x zanim coś
      powiecie. A przecież tu się pisze – można wszystko spokojnie przemyśleć.

      2. Musicie mieć świadomość, że nie ma recepty jak rozmawiać z takimi osobami.

      )Tak naprawdę po przeczytaniu wszystkich postów w dalszym
      ciągu nie wiem jak się zachować. Niektórzy mają potrzebę wygadania się, a inni
      chcą zapomnieć. Trudno samemu domyślić się jak się w danej sytuacji zachować. –
      Reniatoja

      Dlatego to jest takie trudne. Stoicie przed wyborem – albo powiedzieć coś
      konwencjonalnego, – od czego tak naprawdę skóra nam cierpnie, albo spróbować
      wczuć się i powiedzieć coś od serca, ryzykując, że będzie to nieporadne. Ale
      zapewniam – w takich chwilach liczy się serce. Wystarczy, że nie będziecie mówić
      hasłami, frazesami, które tak naprawdę nic nie znaczą.

      3. Nie próbujcie tłumaczyć, dlaczego tak się stało. Wierzcie, my nieustannie o
      tym myślimy i same mamy tysiące uzasadnień, a żadne tak naprawdę nie jest dobre.
      Bo nie ma na to uzasadnienia.

      )Generalnie mam wrażenie, że ludzie w takich momentach mają bardzo silną
      potrzebę powiedzenia czegoś mądrego, powiedzenia czegoś, co by wyjaśniło,
      uzasadniło jakoś tragedię. Dla nas rodziców nie ma takiego sensu, nam nic nie
      zrekompensuje tej straty, nawet, jeśli ze śmierci mojej córki miałoby by
      wyniknąć coś dobrego, nic nie jest tego warte! - Melka

      4. Są słowa, które pomagają w rozmowie.

      )"jestem z tobą" są dla mnie jak najbardziej ok, bo dają możliwość
      jakiegoś dialogu dalej - Ania
      Natomiast na słowa- hasła, frazesy – można tylko odpowiedzieć w taki sam sposób
      lub nie odpowiadać wcale

      Wy, drogie mamy pocieszycielki, macie okazję poznać prawdę. To jak ją
      przyjmiecie – czy będziecie miały nam za złe, czy się obrazicie, czy
      wyciągniecie wnioski i zastanowicie się czy można inaczej - zależy od Was.

      Na koniec wklejam nasze słowa skierowane do Was:

      ) Możesz powstrzymać się od egzaltacji i nie mówić pierwszych słów, jakie Ci się
      cisną na usta, możesz spokojnie powiedzieć
      Przykro mi, że znalazłaś się w takiej sytuacji, przykro mi, że Cię to spotkało.
      Czy mogę Ci jakoś pomóc? Czy chcesz o tym porozmawiać czy wolisz o tym nie
      mówić? - Agablues

      )Teraz wiem, ze wole, gdy ktoś mnie po prostu spyta "czy mogę ci jakoś
      pomóc? Jak chcesz pogadać to dzwon, jak wolisz byśmy o tym nie mówili to daj
      znać". I wtedy ja czuje się bezpiecznie, ze nie musze niczego udawać.
      Bo masz racje, ze dopóki się nie przeżyło nieszczęścia to mówienie ze sobie
      człowiek może je wyobrazić nie jest najlepszym pomysłem. Ania

      )Wiem, że wszyscy chcą dobrze, wiem, że każdy ma potrzebę powiedzenia czegoś, co
      mogłoby pocieszyć. Tylko, że jak strata jest tak świeża, nie ma słów, które
      przyniosłyby pociechę. Lepiej powiedzieć po prostu "przykro mi", lepiej zapytać
      wprost czy chcemy rozmowy o tym. Ja chcę tylko usłyszeć "przykro mi". I tyle
      razy wyśmiewane zdanie "chcesz o tym porozmawiać?" Jak z demokracją, nic
      lepszego nie wymyślono.- Melka

      )https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11916&w=11431891

      I chcę jeszcze dodać, że są też posty, za które jesteśmy wdzięczne

      )Boję się odezwać, bo nie wiem czy nie sprawię jeszcze większego bólu. Poza tym
      każda próba pocieszenia, czy zapewnianie, że się rozumie, wydaje mi się
      śmieszna. Bo faktycznie zrozumie tylko ten, kto cierpiał. A słowa: "współczuję"
      wydają mi się bardzo nie na miejscu. Nikt przecież nie chce współczucia. Sama
      staram się zawsze omijać szerokim łukiem takie tematy, nigdy nie wypytuję i nie
      dociekam. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ma potrzebę, to się wygada. A ja
      nie chcę nikomu swoją ciekawością, a może wścibstwem sprawiać bólu, potęgować
      go, przypominać - Ewetka

      )Chciałabym umieć napisać coś mądrego, ale umiem powiedzieć tylko: Przepraszam,
      że nie umiem pomóc. Wysłuchiwanie w sieci, zwierzanie się, pocieszanie, nie
      zastąpi Wam dziewczyny konkretnych działań.
      Choć wyciągnę cię na kawę, albo jak nie chcesz to posiedzimy w ciszy w domu,
      posprzątam ci mieszkanie lub ugotuję obiad, bo wiem ze ty musisz teraz
      odreagować, położyć się i popłakać w sypialni, zajmę się twoim chorym
      dzieckiem, a ty odeśpisz nieprzespaną noc, zawiozę Cię swoim samochodem do
      lekarza, żebyś nie musiała znów angażować swojej rodziny lub brać taryfy,
      wreszcie, umyję grób twojego dziecka, bo zbliżają się święta, a ty masz tysiące
      myśli i spraw
    • agablues Re: Do zdrowych i szczęsliwych...i nie tylko II cz 19.03.04, 04:50
      >Chciałabym umieć napisać coś mądrego, ale umiem powiedzieć tylko: Przepraszam,
      że nie umiem pomóc. Wysłuchiwanie w sieci, zwierzanie się, pocieszanie, nie
      zastąpi Wam dziewczyny konkretnych działań.
      Choć wyciągnę cię na kawę, albo jak nie chcesz to posiedzimy w ciszy w domu,
      posprzątam ci mieszkanie lub ugotuję obiad, bo wiem ze ty musisz teraz
      odreagować, położyć się i popłakać w sypialni, zajmę się twoim chorym
      dzieckiem, a ty odeśpisz nieprzespaną noc, zawiozę Cię swoim samochodem do
      lekarza, żebyś nie musiała znów angażować swojej rodziny lub brać taryfy,
      wreszcie, umyję grób twojego dziecka, bo zbliżają się święta, a ty masz tysiące
      myśli i spraw na głowie. Tak dla mnie wygląda pomoc i takiej chciałabym od
      ludzi, gdybym jej potrzebowała. Mami 2

      >W sumie chyba nigdy nie mowie jej ach, jaka ty jesteś dzielna, raczej nie,
      ale tak myślę, to fakt - Reniatoja

      >Gdy czytam o tragedii, którą jest ciężka choroba lub śmierć dziecka - myślę
      sobie: nie wytrzymałabym, wolałabym umrzeć. Ale nie dlatego, że zostawiłabym
      moje chore dziecko samo, ale dlatego, że STRACH MA OLBRZYMIE OCZY. Zanim Twoje
      dziecko zachorowało, co czułaś? To ten LĘK przed śmiercią najukochańszej
      istoty, czy Jej chorobą jest w stanie zabić wszystko. Dopiero, gdy staniemy z tą
      tragedią twarzą w twarz wyzwalamy w sobie niewyczerpalne pokłady siły. Z tych
      sił nie zdajemy sobie sprawy dopóty, dopóki nie musimy z nich korzystać.
      Gosia1-edziecko

      >Moja Babcia mawiała, że litość gorzej boli niż kopniaki. - Sloggi

      > Chłonę Wasze wypowiedzi, czego oczekujecie, co jest w stanie przynieść Wam
      ulgę, pomoc. Ale pamiętam też, jak gdy poroniłam długo oczekiwaną ciążę,
      reagowałam na pociechy w stylu - będziesz mieć następne... Myślałam sobie, cóż
      za głupota i bezmyślność - ale nie czułam urazy, starałam się przyjąć intencję,
      treść wyrzucić - przecież wiem, że nikt nie chciał mi sprawić bólu, a może sam
      tak to widział... Trudno.- Pesteczka 5

      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=11082860

      Dziękuję za WSZYSTKIE słowa pocieszenia i otuchy, pamiętajcie o tym - Aga

      P.S.
      link, który się nie wkleił - to podobna dyskusja na Poronieniu

      >forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11916&w=11431891

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka