Dodaj do ulubionych

Zdrowi a chorzy.

08.05.04, 19:24
Ja w ogóle mam opory przed występowaniem na tym forum. Nie chcę być posądzana
o nieczułość i wtrącanie się, ale mam naprawdę pytanie, na które nie potrafię
sobie odpowiedzieć. Jak dzieci zdrowe i ich rodzice mają traktować chore
dzieci. Przeczytałam w "Celi", ze rodzice dzieci z chorobą Downa sa bardzo
sfrustrowani, bo matki w autobusie czy tramwaju odwracają wzrok, nie
usmiechają się do ich dzieci. A ja się z kolei boję, zeby ktoś nie pomyślał,
że nachalnie przyglądam się dziecku, chociaż chętnie bym się uśmiechnęła i
zagadała.
Podobny problem ma mój 9-letni syn. Do jego szkoły (klasę czy dwie wyżej)
chodzi b. niski chłopiec, wyraźnie karłowaty (nie wiem, jaka jest obecnie
poprawna politycznie nazwa tej choroby). Parę razy mój syn chciał pobawić się
z nim na korytarzu, ale został "odesłany" - chłopiec coś odburknął. Syn
twierdzi, ze tamten nie ma kolegów, bawi się zawsze sam. Czy jest jakaś
możliwość, aby przełamać opory psychiczne chłopaka, czy lepiej zostawić go w
spokoju?
Obserwuj wątek
    • mamaadama4 Re: Zdrowi a chorzy. 09.05.04, 15:04
      Nie wiem jak jest w tym konkretnym przypadku. Być może chłopak miał zły dzień.
      Prawdopodobnie gdyby nie jego ułomność w ogóle nie zwróciłabys uwagi na ta
      sytuację. I tu pojawia sie problem. Zarówno rodzice chorych dzieci jak i same
      dzieci tym się tylko różnią od zdroych, że maja pewne ograniczenia. Przecież
      nie masz oporów przed usmiechaniem się do zdrowych dzieci, więc jeżeli czujesz
      potrzebe usmiechnięcia się do dziecka chorego to po prostu to zrób nie
      zastanawiając sie nad tym. Usmiech na pewno żadnego napięcia czy niepotrzebnych
      komentarzy nie wywoła.
      Myslę, że jeżeli twoja reakcja nie będzie wywołana niezdrową ciekawością,
      będziesz miała dobre intencje, to zostana one odebrane właściwie. gdyby jednak
      ktoś nie miał ochoty na rozmowe to po prostu przeproś i tyle. Przeciez takie
      sytuacje zdarzają się nie tylko z chorymi dziećmi. Ze zdrowymi też. Czasami
      próbujemy zagadną mamę czy tatę zdrowego jak rydz dziecka a oni cos tam
      odburkna i odchodzą. Po prostu trzeba zachowywac się naturalnie a w zabawie czy
      bezpośrednim kontakcie z samym dzieckiem respektować tylko jego ograniczenia
      fizyczne, żeby nie zrobić krzywdy. W końcu z takim rodzicem mozna rozmawiać o
      tym samym co z każdym innym - o pogodzie, polityce, itd.
      Nie mozna tylko zaczynać rozmowy od pytania, co dziecku dolega, co nie znaczy,
      że ignoruje się jego obecność.
      Tak więc to zalezy od ciebie, czy chcesz teo kontaktu, bo dana osoba jest miła,
      symaptyczna i ogolnie fajna i tak jak ty ma dziecko, czy dlatego, że ma
      właśnie "takie dziecko". Namieszałam trochę, ale może ktoś napisze klarowniej
      niż ja.
      Pozdrawiam
    • anuteczek Re: Zdrowi a chorzy. 09.05.04, 20:30
      Chore dzieci należy traktować jak zdrowe, ale trzeba mieć przy tym świadomość
      ograniczeń, które uniemożliwiają im normalną zabawę.
      Zawsze możesz uśmiechnąć się do dziecka - chorego czy zdrowego - to przecież
      nic nie kosztuje.
      Najlepiej będzie jak przestaniesz zauważać chorobę czy niepełnosprawność i
      zobaczysz dziecko...
      pozdrawiam
      andzia
      • ali_bey Re: Zdrowi a chorzy/chorzy a zdrowi 09.05.04, 20:41
        A jeżeli sytacja jest odwrotna?Jezeli to rodzice chorych dzieci nie pozwalaja
        sie im bawić z dziećmi zdrowymi.Ostatnio, byłam bardzo "zdziwiona" reakcja mamy
        dzewczynki z zespołem downa.Byłam z Kubą na spacerze i w parku spotkalismy mamę
        z dziewczynką.Kiedy Kuba chciał się z nia bawić mama ostentacyjnie zabrała
        małą.Kuba prawie sie popłakał.Zastanawiałam się nad matywami jej
        postepowania,może kiedyś była w podobnej sytacji,ale rodzice tego drugiego
        dziecka",zachowywali sie nie tak jak powinni.Tylko jak powinni,nie wiem.Szkoda
        mi tylko małej Oli ,bo przeciez mama nie powinna ograniczac jej kontaktów z
        innym dziećmi tylko dlatego ,że są zdrowe lub wyglądaja na zdrowe, tak jak Kuba.
        • anuteczek Re: Zdrowi a chorzy/chorzy a zdrowi 09.05.04, 21:07
          Postaraj się ją zrozumieć, może jeszcze do tego nie dojrzała. Rozumiem, że było
          Ci bardzo przykro, ale postaraj się zrozumieć. Może trudno jej patrzeć na
          zdrowe dzieci. Uszanuj jej decyzję. Postaraj się nie oceniać, choć wiem, że to
          trudne. Możesz dalej próbować nawiązać z nią kontakt, tylko ostrożnie, małymi
          kroczkami, zacznij od uśmiechu.
          pozdrawiam
          andzia
          • mamaadama4 Re: Zdrowi a chorzy/chorzy a zdrowi 09.05.04, 21:27
            mamy zdrowych dzieci tez czasami reagują w ten sposób. Niekoniecznie musiła to
            być wynik jej doświadczeń, ale po prostu charakter. Bywaja takie osoby. I tyle.
            Nie zawsze trzeba dzielić włos na czworo i doszukiwac się jakiś ukrytych
            intencji. Jeżeli nasz działanie wynika z czystych intencji to przyjmujmy
            reakcję drugiej strony normalnie, bez pietna "inności". Myslę, że w tym
            problem.
          • ali_bey Re: Zdrowi a chorzy/chorzy a zdrowi 10.05.04, 16:32
            Nie wiem czy ją jeszcze spotkam.To było przypadkowe spotkanie w parku.Kuba jest
            bardzo towarzyski i strasznie garnie sie do dzieci i raczej nie ma problemów z
            nawiązywaniem nowych znajmości...sam fakt ,że po minucie wiedział już jak sie
            mała nazywa,dużo o nim mówi.Tylko jak sie zachwoać w podobnej sytacji.Ten
            problem dotyka mamy zarówno chorych jak i zdrowych dzieci: jak reagować na
            chore dziecko.Uważam ,że to nie ma zanczenia, bo wszystkie dzieci tak naprawde
            sa takie same, ale niestety nie każdy tak uważa.Szczególnie jest to przykre
            kiedy rodzice chorego dziecka izoluja je z powodu choroby.Anuteczku mówisz,ze
            może jeszcze nie dojrzała,ale mała miała ok 5 lat, jak długo mozna
            dojżewać.Wiem ,że może nie jestem wyrozumiała w tym momencie ale mnie chodzi o
            to dziecko.Co byście proponowały?Pozwolić matce z dzieckiem spokojnie odejść
            cczy może do niej zagadać?
    • spyheart Re: Zdrowi a chorzy. 10.05.04, 23:55
      trzeba udowodnic dobre zamiary
      sama wuesz ze najlepsza obrona jest atak
      ja tam z doswiadczennua wuem jak zacznuesz traktowac nirmalnie troche zaczepiac
      i angazowac tego chlopczyka to sie przelamie

      wiem ze trudno to zrozumiec ale tu jest duza doza nieufnosci i wytłumacz to
      swemu synkowi ze on nie chce zle dla niego tylko sie boi
      ściskam
      Basia
      • anuteczek Re: Zdrowi a chorzy. 11.05.04, 00:07
        Basia ma stuprocentwą rację,niestety na zaufanie holenderskiej mamy trzeba
        troszkę zasłużyć. Warto przeczytać wątek 'do zdrowych i szczęśliwych' - może ta
        lektura pozwoli bardziej zrozumieć motywy postępowania mamy Oli. Nie bez
        znaczenia jest tu problem epatowania litością...
        pozdrawiam
        andzia
        • katse Re: Zdrowi a chorzy. 16.05.04, 09:48
          tak to temat dokladnie dla mnie.
          i ja tez mam podobne mysli jak verdana.

          ja uwielbiam wszystkie dzieci. tych chorych bardzo mi zal i czasem mam mocno
          mokre oczy widzac takiego malucha - wtedy sie odwracam...bo chyba nie powinni
          widziec mojej zaplakanej buzi (jak placze - to widac bardzo, czerwone oczy,
          twarz, nie tylko mokre oczy). Nie chce zeby jakis czlowiek pomyslal ze sie
          odwracam bo nie chce patrzec. Ja nie chce pokazywac im swoich lez. A jak nie
          placze - bo owszem usmiecham sie. I sa mamy, ktore odwzajemniaja. I tatusiowie
          tez - bo u mnie na osiedlu to jest dwoch tatusiow co sie chorymi dzieciaczkami
          opiekuja.

          TYle musialam napisac.

          Pozdrawiam Was cieplutko,

          Ka
    • mamakaroli Re: Zdrowi a chorzy. 22.05.04, 23:17
      Myślę, że jest jeszcze jeden powód tego, że niektórzy unikają tych z nas,
      którzy mają niepełnosprawne dzieci jest to, że czują się zakłopotani tym, że
      ich dzieci są normalne i że oni nie cierpią tak jak my i ich dzieci nie cierpią
      tak dużo jak nasze dzieci. Oni czują, że nic nie mogą zrobić aby pomóc czy
      powiedzieć, że czują się bardzo zażenowani. Chciałabym, żeby wiedzieli, że się
      mylą. Miłe słowa, nieważne jak wyszukane, są pomocne. I oczywiście, sama
      przyjaźń pomaga nam nie czuć się tak oddalonymi od świata.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka