Dodaj do ulubionych

Szpital...

23.06.04, 12:17
Pewnie już wiele razy o tym było, ale co tam.

Jestem tatą Piotrusia - 2 lata i 4 miesiące
Mój synek zachorował. Okazało się, że to nic superpoważnego - ale musieliśy
kilka dni zostać w szpitalu. Jego Mama musiała zostać w domu z jego siostrą
(6 miesięcy), którą karmi. No, ale tatuś był na miejscu, na szczęście!

Byliśmy w szpitalu 3 dni. Szpital jak z bajki (albo amerykańskich filmów) -
supernowoczesny, oddany do użytku 2 lata temu. Wspaniali lekarze, świetne
pielęgniarki, wszyscy naprawdę bez zarzutu. Małe, przytulne pokoiki (w naszym
byliśmy tylko we dwóch).
I co?
I to i tak za mało.
Mój synek był bardzo dzielny (tylko na widok wchodzących do pokoju lekarzy
urządzał dziki wrzask :). Ale wiem, że był dzielny, bo był ze mną.
W sąsiednim pokoju leżał mały chłpiec - miał niecałe półtora roku. Zapalenie
płuc. Nic wielkiego - trochę gorączki, katar. Leki.
Tyle, że leżał tam SAM. Jego matka nie mogła (a jak się później dowiedizałem -
po prostu nie chciała) z nim być.
Półtoraroczne dziecko, które płakało i wyciągało rączki do każdego
przechodzącego człowieka. Przecież taki maluch BOI SIĘ BYĆ SAM, po prostu.
Pielegniarki naprawdę się nim zajmowały - ale przecież miały takich 30 na
oddziale.

Kiedy mój synek spał, chodziłem do niego do pokoju - zagadałem, albo siadłem
na krześle i czytałem gazetę. Sama obecność wystarczała, żeby się uspokoił.
Nie mogłem wziąć go na ręce, przytulić - bo przecież tylko zrobiłbym mu
krzywdę (no bo jak - wziąć i odłożyć? I pójść? Byłoby jeszcze gorzej...)
Wieczorem, kiedy mój mały już spał, zajrzałem do niego znowu. Była cisza,
myślałem, że już śpi.
Nie spał. Leżał w łóżeczku, taki maleńki, zwinięty w kulkę, zmęczony płaczem
i gapił się w ścianę.
UCIEKŁEM z tego pokoju. Poryczałem się jak dziecko.
Potworne jest takie poczucie bezsilności. To, że NIC nie mozna zrobić...

Jak już ochłonąłem, zacząłem myśleć na spokojnie.
I wymyśliłem, że jednak COŚ można zrobić. Chce zorganizować w tym szpitalu
(na oddziale pediatrycznym) grupę wolontariuszy, którzy pomagaliby takim
samotnym dzieciom. Starszym - poczytali, młodsze - po prostu potrzymali za
rękę przy zasypianiu. Rozmawiałem już nawet z lekarzami - są za.
Trzymajcie za mni kciuki. Muszę to zrobić, muszę - bo mi sumienie żyć nie da.
Obserwuj wątek
    • polusiewka Re: Szpital... 23.06.04, 12:27
      Tato Piotrusia,
      kiedy czytalam twój post to najzupelniej w świecie zaszkilły mi się oczy.Twój
      pomysl jest świetny, trzymam kciuki, jeżeli naprawdę masz możliwość
      zorganizowania takiej grupy to nie rezygnuj ,to naprawdę duża sprawa. Pozdrawiam
      • sloggi Re: Szpital... 23.06.04, 12:32
        Fantastyczny pomysł.
        • sizi1 Re: Szpital... 23.06.04, 12:40
          .. nie umiem skomentować zachowania tej "matki".
          Npisz może jaki to szpital a na pewno znajdziesz chętnych do pomocy...
    • mab5 Re: Szpital... 23.06.04, 12:46
      Pomysł świetny, problem - bardziej powszechny niż nam się wydaje...
      Kto wie, może warto byłoby zarządzić taką akcję na większą skalę, bo przecież
      nie tylko w tym szpitalu są maluchy opuszczone, smutne....
      Wiem o czym mówisz pisząc, że nie możesz tego zapomnieć...
      widok dziecka wystraszonego i opuszczonego zarazem na długo zapada w pamięci...
      Popieram akcję i życzę powodzenia, by udała się choć w jednym szpitalu !!!
      • puuchatek Re: Szpital... 23.06.04, 12:58
        Najpierw do Sizi:
        Mnie też najpierw zatrzęsło, zwłaszcza, że dowiedziałem się jeszcze
        innych "miłych" rzeczy...
        ALE - w tym, co chcę zrobić, to NIE MA ZNACZENIA. Nie obchodzi mnie, czy to
        dziecko jest samo, bo matka (...ojciec...) jest "zła", czy dlatego, że naprawdę
        nie może z nim być (przecież i tak bywa). Chcę po prostu, żeby ktoś był.

        mab5 - Z tego, co wiem, to w niektórych szpitalach to działa (w Centrum ZDrowia
        Dziecka kiedyś działało). Tu jest o tyle dobra sytuacja, że ten szpital jest
        naprawdę inny, niż polska średnia. Mam wrażenie, że nie tylko zbudowany, ale i
        zarządzany na miarę XXI w.
        Dwa dni po wyjściu, kiedy wpadłem po odbiór jakichś jeszcze papierów,
        dowiedziałem się, że ten maluch już wyszedł - ale też że ostatnie 2 noce
        spędził... w pokoju pielęgniarek, które wzięły go do siebie, żeby nie był sam.
        No,powiedzcie sami, czy często spotykaliście się z takimi postawami personelu
        medycznego w polskich szpitalach? Nie mam słów uznania dla tych pielęgniarek.
        Dla lekarzy zresztą też!
        Czekałem (mocno przerażony) na izbie przyjęć z (równie przerażonym) Piotrusiem,
        który nagle późnym wieczorem zaczął potwornie kaszleć, tak, że nie mógł złapać
        oddechu i zaczynał się dusić. Przybiegł pediatra z oddziału i ZANIM W OGÓLE
        ZDĄŻYŁ GO ZBADAĆ - usłyszał jak kaszle i powiedział "zapalenie krtani". Potem
        go zbadał, potem pełne badania (krew, moczm RTG) - i oczywiście miał rację!

        Jaki szpital, ktoś pytał? Szpital Zachodni w Grodzisku Mazowieckim.
        • mab5 Re: Szpital... 23.06.04, 13:39
          no to aż pozazdrościć, że macie taki szpital pod ręką ...
          możecie przynajmniej czuc się bezpiecznie :)))
    • lolka11 Re: Szpital... 23.06.04, 12:58
      Siedze i placze.., ale to nie pierwszy raz na tym forum.
      Swietny pomysl. Moja coreczka tez kiedys lezala w szpitalu w W-wie na Litewskiej
      (dzieki Bogu tylko 3 dni) i tam tez bylo kilka takich "samotnych" maluszkow.
      Serce sie kraja. Tez bym sie przylaczyla do akcji, ale mieszkam z granica. Bede
      Cie mocno dopingowac i mysle, ze Agablues tez cos wymysli.

      Pozdrowienia
      Dorota
      • natder Re: Szpital... 23.06.04, 13:04
        Kiedyś spędziłam cztery tygodnie w szpitalu z chorą, sześciomiesięczną córką...
        Mnóstwo dzieci z domu dziecka tam leżało... dzieci z chorobą sierocą. Do dziś
        śnią mi się huśtające się w przód i w tył dzieci o smutnych oczach...
        Zapewnienie im towarzystwa to byłaby wielka sprawa...
        Dziwne, tyle mówi się o akcji "Rodzić po ludzku", o prawach małego pacjenta a
        nikt nie myśli o tych najbardziej skrzywdzonych przez los, o dzieciach bez
        wsparcia, o tych dzieciach które na swoich rodziców nie mogą liczyć... Ech,
        dziwny jest ten świat...
    • lolka11 Re: Szpital... 23.06.04, 13:09
      To znowu ja, moze by ten post umiescic na edziecku lub emamie?

      Dorota
    • agablues Re: Szpital... 23.06.04, 13:18
      Pomysł świetny, na pewno warty jest szerszego propagowania. do naszego hospicjum
      zgłasza się sporo wolontariuszy, czasami jest ich za dużo. Poza tym, wolontariat
      w hospicjum jest specyficzny - wiadomo, że dziecko odejdzie, nie każdy potrafi
      sobie z tym poradzić. A kontakt z dziećmi na zwykłym oddziale, to coś innego. Tu
      wiadomo,ze dziecko zostanie wypisane do domu - najczęściej zdrowe.
      Bardzo się cieszę, że tutaj są ludzie, którzy chcą coś zrobić, poprawić
      rzeczywistość. Myślę, że ten pomysł mógłby pójść do wszelkich szkół
      pedagogicznych i pielęgniarskich. Także wszelkie grupy kościelne - typu Swiatło
      i Życie mogłyby się włączyć.
      Mam wrażenie, że dużo osób - zwłaszcza młodych - jest chętnych pomagać. To budujące.
      Pozdrawiam całą rodzinkę Aga
      • puuchatek Re: Szpital... 23.06.04, 13:24
        agablues napisała:

        > Pomysł świetny, na pewno warty jest szerszego propagowania. do naszego
        hospicjum zgłasza się sporo wolontariuszy, czasami jest ich za dużo.

        Za dużo? To rzadko słyszany zwrot w takich sytuacjach... Budzi nadzieję. :)

        >Poza tym, wolontariat w hospicjum jest specyficzny - wiadomo, że dziecko
        > odejdzie, nie każdy potrafi
        > sobie z tym poradzić. A kontakt z dziećmi na zwykłym oddziale, to coś innego.

        Też tak pomyślałem.

        > Tu
        > wiadomo,ze dziecko zostanie wypisane do domu - najczęściej zdrowe.
        > Bardzo się cieszę, że tutaj są ludzie, którzy chcą coś zrobić, poprawić
        > rzeczywistość. Myślę, że ten pomysł mógłby pójść do wszelkich szkół
        > pedagogicznych i pielęgniarskich. Także wszelkie grupy kościelne - typu
        > Swiatło
        > i Życie mogłyby się włączyć.

        Sam jestem akurat członkiem Ruchu, o którym mówisz (od 20 lat, obecnie już w
        jego "gałęzi rodzinnej", czyli "Domowym Kościele" - i od razu myślałem o tym,
        żeby także tą drogą poszukać chetnych.

        Mam prośbę - może do tych wolontariuszy, których u Was "za dużo" dałoby się
        dotrzeć? Napisz do mnie, proszę. Chętnie skorzystam z Twojego doświadczenia...

        jakby link nie działał, to puuchatek@gazeta.pl

        A jakby i to nie chciało - napisz tutaj, prześlę Ci inny adres.
        Dzięki.
        • mamamon Re: Szpital... 23.06.04, 14:57
          Puchatku! To wspanialy, genialny, cudowny pomysl!!! Bardzo chcialabym sie
          zaangazowac na tyle, ile moge. Napisalam do Ciebie na adres gazety. Czekam na
          odpowiedz.
        • agablues Re: Szpital... 24.06.04, 00:40
          Dzisiaj się będę widziała z ludźmi z hospicjum, porozmawiam o tym.
          A.
    • wrona72 Re: Szpital... 23.06.04, 15:03
      Nie mogę sie pozbierać. To kolejna niewybaczalna niesprawiedliwość, która
      dotyka niewinne istoty. Straszny jest ich ból i strach, ale jeszcze gorsze jest
      to, że one bazkrytycznie ufają rodzicom.Ich milość,do matki czy ojca, tych,
      którzy zostawiają ich na pastwę losu w najtrudniejszych chwilach życia, jest
      bezgraniczna. Założę się, że, gdy po to Dzieciątko przyszla matka(?), ono ufnie
      wyciągnęło do niej ręce.
      Wolnotariat, to piekny pomysł. Gdy zdrowie Michala, choć troszeczkęsię poprawi,
      zajmę się tym w mieście w ktorym mieszkam. Nie potrafiłabym nie.
    • grzegorz.ulasiuk Re: Szpital... 23.06.04, 16:35
      Puuchatku,
      ja też jestem tatą, tyle że trójki dzieci. Podobne sytuacje widziałem, też
      współczułem i płakałem. Chciałem pomóc nie wiedziałem jak. A uważam się za
      zaradnego człowieka. Nie potrafiłem pomóc.Jesteś Wielkim Człowiekiem. Mam
      nadzieję że uda Ci się zrealizować ten wspaniały pomysł.
      pozdrawiam Ciebie i Wszystkich - Grzegorz
      • joannajarek Re: Szpital... 23.06.04, 18:11
        Z calego serca popieram ten pomysl. Zeby tylko sie udalo.
        Takim maluchom, ba nawet tym wiekszym jest zawsze potrzebna jakas pomocna
        dlon, chocby tylko zeby byc przy nich , chwile porozmnawiac, poczytac.
        Moja Karolina tez lezala kilka lat temu w szpitalu na zapalenie pluc. Ja
        mialam taka mozliwosc ze lezalam 2 tygodnie razem z nia i stawalam na glowie
        zeby moje dziecko nie myslalo o lekarzach i zmianie wenflonu , ale przez szybe
        lezaly maluszki do ktorych rodzice przychodzili sporadycznie a nawet czasem
        wcale. Bardzo plakaly szczegolnie w nocy. Czesto tam chodzilam ale i tak to
        wszystko bylo malo.
        Trzymam kciuki. Asia
        • puuchatek Re: Szpital... 23.06.04, 23:56
          Kochani,
          dzięki za wszystkie ciepłe słowa. To, że do Was o tym napisałem, to także dla
          mnie ważne - bo stanowi dodatkowy doping, żeby sprawy nie zaniedbać. Na razie
          jestem na etapie rozmów z władzami szpitala - generalnie pomysł jest
          zaakceptowany, trzeba jeszcze trochę "formalności" dogadać (jakie badania muszą
          mieć tacy wolontariusze? Czy muszą jakieś deklaracje podpisywać? etc., etc.)
          Dopiero, jak to wszystko będę wiedział (to pewnie zajmie jeszcze ze dwa
          tygodnie...) będę mógł realnie zacząć działać - coś ogłaszać, uruchamiać,
          rozmawiać z ludźmi.
          Poztaram się Wam na bieżąco informować.
          Jakby ktoś chciał pomóc (czy to sam się włączyć, czy poradzić, podzielić się
          doświadczeniem) - piszcie tutaj (będę zaglądał), albo mailem na
          puuchatek@gazeta.pl

          Nie ma rzeczy niemożliwych.
          • puuchatek Re: Szpital... 23.06.04, 23:58
            puuchatek napisał:

            > Poztaram się Wam na bieżąco informować.

            "POZTARAM"!
            No, nieźle. Chyba juz naprawdę jest późno :)
            Znaczy - pora spać.
    • ali_bey Re: Szpital... 24.06.04, 00:10
      No gratuluje pomysłu!!!Jest naprawdę świetny.Może tak udałby sie akcję
      rozszerzyć na całą Polskę.......ah marzenia.
      Sama , gdy Kubuś lezał w klinice, napatrzyłam się na takie
      dzieciaczki.Najbardziej było mi żal maluszka do którego rodzice w czasie ponad
      miesięcznego pobytu nie przyszli ani razu bo mały był z bliźniaków i oni
      zajmowali sie "tym drugim".Słodki był...a te jego oczy.Jakgdyby ktos w maleńkim
      ciałku umieścił dorosłą i świadomą sytacji duszę.Kiedy przyszła pora wypisu
      ojciec ( i babcia) maluszka pojawili się ,żeby poinformowac szpital,że jeszcze
      nie moga go wziąść do domu bo nie sa przygotowani.Aż się we mnie zagotowało.
      Ale, ale trochę odbiegłam od tematu.Puuchatku mocno trzymam kciuki za
      powodzenie i realizacje pomysłu.Oczywiście,życzę również dużo zdrówka dla
      Piotrusia.
    • blanca31 Re: Szpital... 24.06.04, 10:09
      Ja też byłam ostatnio w szpitalu z moja małą i widziałam dzieci które były same
      zdane na walkę z chorobą. Zupełny brak kogoś bliskiego. A w dodatku te
      najbardziej chore i maluteńkie same. Przecież taki maluch, wcześniak potrzebuje
      najbardziej maminego ciepła. Jedna dzieczynka może dwuletnia, poparzona i nawet
      nikt do niej nie zajrzał. Spłakana nie wiem czy z bólu czy z tęsknoty.
      Straszne, ktos powiedział, że tutaj w szpitalu jest inny świat i to chyba
      prawda. Na zewnąrz ludzie martwią się taki przyziemnymi sprawami a nie wiedzą
      nie doceniją co naprawdę posiadają.
      • norah75 Re: Szpital... 24.06.04, 15:24
        z wielką chęcia przyłacze się do akcji - mieszkam w Warszawie nie mam dzieci
        więc mogę pomóc. Pozdrawiam was wszystkich wspaniałych forumowiczów
    • puuchatek Aktualizacja 15.07.04, 16:58
      Kochani,
      obiecałem, że będę informował, co się dzieje, więc pozwalam sobie podbić wątek.

      Jestem już po konsuktacjach:
      - z dyrektorem szpitala (dyrektorką właściwie) - która propozycję przyjęła
      bardzo pozytywnie;
      - z ordynatorką oddziału pdeiatrycznego - jak wyżej.

      Lekarka, która prowadziła mojego Piotrusia, została wyznaczona (na własną
      prośbę) do pilotowania tego projektu od strony szpitala. Teraz trwają jeszcze
      różne kołowrotki formalne, np. lekarz zakładowy jest na urlopie, i dopiero jak
      wróci za parę dni, to będzie można się szczegółowo dowiedzieć, jakie badania
      muszą przejść tacy wolontariusze etc. (swoją drogą - to zabawne: lekarz
      zakładowy w szpitalu. To tak, jakby w bazie wojskowej był indtruktor
      przysposobienia obronnego ;)

      Sprawa idzie do przodu. Dosyć wolno na razie - ale może to i lepiej, bo mam
      świadomość, że będę się mógł tym wszystkim zająć już "na spokojnie", z
      mniejszymi emocjami...

      Prawdopodobnie - konkretne działania ruszą od września.

      Były tu osoby, które deklarowały chęć pomocy - proszę o kontakt na adres
      mailowy puuchatek@gazeta.pl

      Do połowy sierpnia jestem w domu. Na ostatnie 2 tygodnie sierpnia wyjeżdżamy na
      wakacje - ale nic to, piszcie, najwyżej odpowiem z opóźnieniem.

      Aha - chetnym do współpracy przypominam, że chodzi p szpital w Grodzisku
      Mazowieckim (pociągiem 40 min z Warszawy Śródmieście). To nie tak daleko, ja
      codziennie dojeżdżam do pracy do Warszawy :)

      Nie ma rzeczy niemożliwych!
    • iza_luiza Re: Szpital... 15.07.04, 21:31
      Kiedy to czytam przypomina mi się jak moja córka była w szpitalu. Miała wtedy
      roczek, to był akurat Sylwester parę lat temu. Siedziałam z nią na sali, ona z
      wenflonem siedziała mi prawie całą noc na kolanach, bo była tak chora,
      przerażona i zapłakana, że nie dała się położyć do łóżeczka. I matka przyniosła
      chłopczyka, malutkiego - ok. pół roczku. Miał to samo co moja córka
      (Rotawirus), pielęgniarka położyła go do łóżeczka, matka zniknęła (w końcu to
      Sylwester). Ten chłopczyk był strasznie chory, miał kompletnie zapchany nosek i
      nie mógł oddychać, cały czas się krztusił, płakał, nie mógł zasnąć.
      Pielęgniarka przyszła i przywiązała go za rączki do łóżeczka żeby sobie nie
      wyjął wenflonu i poszła na imprezkę. I on biedny leżał całą noc taki
      przywiązany na wznak jak Chrystus i płakał, chlipał, sapał, krztusił się. Do
      dziś ten obraz staje mi przed oczami i płakać mi się chce. Czy ta matka aż tak
      dobrze się bawiła, że mogła go tak z czystym sumieniem zostawić ? Mało tego,
      przywiozła go i zostawiła jak stał, żadnej pieluszki, ubranek, chusteczek -
      nic. Następnego dnia się pojawiła na kacu późnym popołudniem. Chyba nie muszę
      pisać jakimi spojrzeniami ją witałysmy...
      Puuuchatku. Ja do dziś nie mogę się z tego otrząsnąć. Jesteś wielki. Są takie
      dzieciaczki i one tego naprawde potrzebują.
      • puuchatek Re: Szpital... 15.07.04, 21:42
        Ech...

        Ja też nie potrafię tego zrozumieć. NIE POTRAFIĘ. NIe jestem sobie w stanie
        wyobrazić, że mógłbym mojego malucha zostawić tam samego.

        Ale - wiem (już się przy okazji całej tej sprawy różnych historii
        nasłuchałem...), że różnie bywa. Są tacy rodzice, o jakich piszesz... ALe są i
        tacy, którzy z różnych przyczyn NA PRAWDĘ nie mogą być z dzieckiem w szpitalu.
        Znam i takż historię - matka z trójką dzieci (starsze 3 lata, młodsze bliźniaki
        niecały roczek). Mąż zginął w wypadku. Trzylatek chory - a maluchów NIE MA Z
        KIM zostawić.

        Ja nie chcę oceniać rodziców. To nie moja rola. Ja chcę, żeby w takich
        sytuacjach był tam ktoś, kto tej sytuacji zaradzi. I tyle.

        I daltego czekam także na Wasze wsparcie (a choćby tylko duchowe...) :)
        • alana5 Re: Szpital... 15.07.04, 21:47
          Duchowo wspieram Cię całym sercem, ale fizycznie jeszcze nie pora. Widok
          każdego chorego Maluszka stawia mi przed oczami mojego umierającego Czarusia i
          kicha z bycia pomocnym. To co robisz jest piękne i godne podziwu. Mi na razie
          wstyd,ale obiecuję pracować nad sobą.
          Alicja - mama Czarka
    • aniao3 Re: Szpital... 15.07.04, 21:48
      Piekny pomysl, jestem calym sercem za...
      Ciekawe, ze kilka dni temu czytalam w Polityce stary artykul o wodwach - co
      wypelnia im zycie poza wspomnieniami i tam jedna z pan mowila ze jezdzi na
      stale "dyzury" do szpitala jako woluntariuszka. Dokladnie tak jak piszesz -
      czyta ksiazki dzieciom, trzyma za lapki, po prostu jest z tymi, zk torymi nikt
      nie moze/nie chce byc.
      Wiec mysle ze sa w Poslce szpitale, ktore bardzo chetnie by widzialy u siebie
      woluntariuszy ktorzy po prostu by z takimi maluszkami byli.
      Trzymam kciuki za ten pomysl
      anka
    • oyate Re: Szpital... 16.07.04, 08:22
      To jest pomysł genialny. U nas w szpitalu to jest tragedia. wprawdzie nie
      widziałam aby jakieś dziecko było samo (może matki już wiedzą że w naszym
      szpitalu się samych dzieci nie zostawia). Mojej córeczce (wtedy 8 miesięcy ale
      6 kg wagi) chcięli przywiązać rączkę do łóżeczka aby kroplówka leciała!!
      Nie zgodziłam się i powiedziałam że jak Kasiunia uśnie to ustawię tak jej
      rączkę aby kroplówka leciała. Ile się nasłuchałam za to!
      Pamiętam też podejście pielęgniarek do 16 miesięcznego chłopczyka. Z mamą tego
      chłopca stałyśmy na dworze a przez okno obserwowałyśmy jak chłopcu zakładali
      welfron (któryś z rzędu- u nas matki nie mogą być przy tym zabiegu!) Dosłownie
      jak to dziecko zaczęło się wyrywać a one zaczęły krzyczeć (do takiego małego
      dziecka), że ma się uspokoić, przestać uciekać i wszystko zrobiły z taką
      agresją, że dziwiło mnie że ta stojąca ze mną matka nie zareagowała.Ja to bym
      chyba tam szpital rozniosła.
      • puuchatek Re: Szpital... 16.07.04, 12:27
        Oyate, a co to za szpital????

        Kurczę, chciałbym zobaczyć pielęgniarkę, która by mnie zmusiła do wyjścia,
        kiedy zakładała Piotrusiowi wenflon. (No i chciałbym zobaczyć, znając mojego
        synka, jak by jej się to udało bez mojej pomocy ;)

        Dziwne zwyczaje.
        Tu akurat (w Szpitalu Zachodnim) takich kłopotów zupełnie nie ma. Każdy rodzic,
        który chce (i może) jest z dzieckiem cały czas. A pielęgnierki są takie, że
        czoło chylę przed nimi. Podobno tam jest taka ordynatorka (dr Mrozińska się
        nazywa), która bardzo uważnie dobiera zespół. Słyszałem, że mówi, że do pracy
        na pdeiatrii nie wystarczy być dobrą pielęgniarką - trzeba jeszcze lubić
        dzieci...
        • monkastonka Re: Szpital... 03.08.04, 15:33
          Drogi puuchatku super pomysł i świetnie że jesteś takim tatą.
          To prawda że nie zawsze jest tak że rodzice nie chcą być z dzieckiem.
          Mój synek miał 6 m-cy jak trafił do szpitala po szczepionce jak to pani dr.
          stwierdziła że jest zdrowy a nie był. Żeby być przy dziecku trzeba było
          zapłacić 25 zł za dobę.
          Były małe dzieci bez rodziców malutka dziewczynka błąkajaca się i patrzaca ze
          łzami w oczach jak inni rodzice tulą swoje dzieci.Dowiedziałam się potem że jej
          mama jest samotna ma jeszcze 5 dzieci i zupełny brak pieniędzy na opłacenie
          ewentualnego swojego pobytu w szpitalu.
          Zostawianie dziecka samego nie ważne ile ma lat przez rodziców którzy poprostu
          nie chcą się nimi zajmować uważam za draństwo nie wyobrażam sobie spokojnie
          siedzieć w domku i oglądać tv wiedząc że w szpitalu jest mój synek
          Trzymam kciuki za twój pomysł
          Napisz jak sprawa się ma.
          Monika mamusia Maciusia
    • monidob Re: Szpital... 03.08.04, 13:38
      Puuchatku czytałam o Twoim pomysle tak ze dwa tygodnie temu, potem mi sie
      przerwało (urlop) mam pytanie czy masz jakies konkrety ? tzn mowiłes ze
      pogadasz jakie kryteria tacy ludzie musza spełniac - zdrowie badania do kogo w
      szpitalu trzeba uderzyc - ja mieszkam na jelonkach w wawie zamierzałam o tym
      pogadac ze znajomymi i lokalnym ksiedzem - byłoby łatwiej jesli beda miała
      wiedziała jak to sie robi
      Pozdrawiam Monika
      prosze o ew kontakt na monidob@poczta.onet.pl
      • oyate Do Puuchatek 25.08.04, 14:43
        dopiero teraz przeczytałam twój post. Pytałeś o szpital w którym nie pozwala
        się zostać rodzicom przy np. zakładaniu welfronu. Nie wiem czy to ważne, bo to
        jest szpital w małej 10 tyś miejscowości a nie w Warszawie.
        Nie wiem z czego wynika ten fakt ale podejżewam, że to raczej pielęgniarki się
        boją, że zostaną oskarżone o niezdarność czy coś w tym stylu.
        A-cha mowa o szpitalu w Wieruszowie woj. łódzkie.
        • katse Re: Do Puuchatek 25.08.04, 16:09
          nie. nie moge.
          dlaczego.

          dlaczego. pamietam jak moja siostra jako niespelna roczne dziecko byla w
          szpitalu - problemy z nerkami. nie mogl z nia byc nikt. zupelnie. mimo ze
          chetnch bylo masa.
          ot procedury szpitalne.
          codziennie jezdzila do niej mama. ale nie chcieli jej dawac dziecka, bo znowu
          zacznie plakac.

          po 10 dniach to dziecko wrocilo do domu jak warzywo.
          dzisiaj jest 18 letnia dziewczyna. okropnie zamknieta w sobie. kto wie, czy to
          nie te 10 dni...

    • hubcio14 Re: Szpital... 26.08.04, 08:34
      Skąd ja to znam. Przez te kilka miesiecy spędzonych w szpitalach napatrzyłam
      się na takie biednie dzieci. Serce się kraje na ich widok. Kiedy Hubcio leżał
      w szpitalu u nas w Rzeszowie niedawno na wakacjach było troszkę lepiej. Były
      tam wolontariuszki. Młode dziewczyny chyba studenki medycyny zajmowały się
      takimi samotnymi dzecmi. Ale kiedy byłam w Prokocimiu było zupelnie inaczej.
      Tam nitk się nie przejmuje płaczącymi, przesikanymi czasami głodnymi dziećmi
      (zalerzy na jakim oddziale). To straszne, ze niektóre pielęgnarki są tak
      nieludzkie. Choć zdarza się to żadko. Niestety ja nie mogłam do nich iść i
      tylko patrzyłam przez szybę.

      Dorota
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka