puuchatek
23.06.04, 12:17
Pewnie już wiele razy o tym było, ale co tam.
Jestem tatą Piotrusia - 2 lata i 4 miesiące
Mój synek zachorował. Okazało się, że to nic superpoważnego - ale musieliśy
kilka dni zostać w szpitalu. Jego Mama musiała zostać w domu z jego siostrą
(6 miesięcy), którą karmi. No, ale tatuś był na miejscu, na szczęście!
Byliśmy w szpitalu 3 dni. Szpital jak z bajki (albo amerykańskich filmów) -
supernowoczesny, oddany do użytku 2 lata temu. Wspaniali lekarze, świetne
pielęgniarki, wszyscy naprawdę bez zarzutu. Małe, przytulne pokoiki (w naszym
byliśmy tylko we dwóch).
I co?
I to i tak za mało.
Mój synek był bardzo dzielny (tylko na widok wchodzących do pokoju lekarzy
urządzał dziki wrzask :). Ale wiem, że był dzielny, bo był ze mną.
W sąsiednim pokoju leżał mały chłpiec - miał niecałe półtora roku. Zapalenie
płuc. Nic wielkiego - trochę gorączki, katar. Leki.
Tyle, że leżał tam SAM. Jego matka nie mogła (a jak się później dowiedizałem -
po prostu nie chciała) z nim być.
Półtoraroczne dziecko, które płakało i wyciągało rączki do każdego
przechodzącego człowieka. Przecież taki maluch BOI SIĘ BYĆ SAM, po prostu.
Pielegniarki naprawdę się nim zajmowały - ale przecież miały takich 30 na
oddziale.
Kiedy mój synek spał, chodziłem do niego do pokoju - zagadałem, albo siadłem
na krześle i czytałem gazetę. Sama obecność wystarczała, żeby się uspokoił.
Nie mogłem wziąć go na ręce, przytulić - bo przecież tylko zrobiłbym mu
krzywdę (no bo jak - wziąć i odłożyć? I pójść? Byłoby jeszcze gorzej...)
Wieczorem, kiedy mój mały już spał, zajrzałem do niego znowu. Była cisza,
myślałem, że już śpi.
Nie spał. Leżał w łóżeczku, taki maleńki, zwinięty w kulkę, zmęczony płaczem
i gapił się w ścianę.
UCIEKŁEM z tego pokoju. Poryczałem się jak dziecko.
Potworne jest takie poczucie bezsilności. To, że NIC nie mozna zrobić...
Jak już ochłonąłem, zacząłem myśleć na spokojnie.
I wymyśliłem, że jednak COŚ można zrobić. Chce zorganizować w tym szpitalu
(na oddziale pediatrycznym) grupę wolontariuszy, którzy pomagaliby takim
samotnym dzieciom. Starszym - poczytali, młodsze - po prostu potrzymali za
rękę przy zasypianiu. Rozmawiałem już nawet z lekarzami - są za.
Trzymajcie za mni kciuki. Muszę to zrobić, muszę - bo mi sumienie żyć nie da.