19.07.04, 09:00

Kopiuję krótki artykuł nt. jednego ze sposobów ratowania chorego dziecka.
Pomysł kontrowersyjny, ale myślę, że na naszym forum dużo głębiej zrozumiany
(lub nie) niż gdzie indziej.
Zawsze gdy słyszę o takich próbach, zastanawiam się, czy kolejne dziecko
urodziłoby się, gdyby nie trzeba było ratować chorego. Czy takie dziecko jest
potem zwyczajnie kochane, czy misja, do której zostało powołane, przesłania
wszystko inne? A co się dzieje, jeśli pomoc jest niewystarczająca i chore
rodzeństwo umiera? Jak wtedy wygląda stosunek do tego z dzieci, które nie zdo
łało pomóc? Jak potem żyć z takim obciążeniem? Co Wy o tym sądzicie?

Zamów sobie dziecko

Potomkowie genetycznie projektowani

Małżeństwo z Irlandii zwróciło się do lekarzy o skonstruowanie genów ich
przyszłego dziecka tak, by jego grupa krwi była taka sama jak ich dwuletniego
syna.

Krew nienarodzonego dziecka ma pomóc w leczeniu Joshuy Fletchera, który ma
rzadką odmianę anemii. Jedyną metodą leczenia jest wstrzykiwanie odpowiedniej
krwi, która pobudza organizm do produkcji zdrowych krwinek. Nikt z rodziny
nie ma odpowiedniej krwi, ratunkiem dla chłopca jest więc brat lub siostra
zaprojektowana genetycznie. Z punktu widzenia nauki zadanie jest wykonalne -
tworzy się embriony i wybiera najbardziej odpowiadający genom Joshuy.
Embriolodzy obawiają się jednak, że nowe dziecko także może być chore.

Organizacje antyaborcyjne i religijne twierdzą, że takie eksperymenty są
nieetyczne i że w przyszłości do takich doświadczeń może dochodzić z powodów
estetycznych. - Jeżeli ma się śmiertelnie chore dziecko i codziennie patrzy
się na jego agonię - mówi dr Taranissi, który podjął się leczenia Joshuy -
szuka się każdej metody, by mu pomóc.

Data: 2004-07-19
-----------------
pozdr.
ewa
Obserwuj wątek
    • aniao3 Re: ratunek? 21.07.04, 23:31
      Kochana, ten temat to puszka pandory, mam wrazenie ze jakis czas temu byl na
      ciazy i porodzie. I tam oczywiscie dziewczyny (niektore) mialy duza latwosc w
      wyglaszaniu kategorycznych sadow.
      Ja mysle ze to jak takie drugie dziecko bedzie traktowane w duzej mierze zalezy
      od rodziny. Przeciez w normalnym zyciu tez rodzi sie wiele dzieci po smierci
      pierwszego dziecka i sa rodziny ktore potrafia z tym normalnie zyc, a sa i
      takie gdzie do konca zycia bedzie sie temu dziecku wyrzucalo, ze nie jest swoim
      zmarlym bratem/siostra.
      A ja nie mam watpliwosci, ze jesli rodzenstwo mialoby uratwoac moje zyjace juz
      dziecko to bym sie na to zdecydowala. I kochala to kolejne jako niespodziewany
      dar od losu, choc bardzo bym chciala nie byc wystawiana na takie proby.
      sciskam
      anka
    • melka_x Re: ratunek? 22.07.04, 08:43
      Zawsze łatwiej rozważać teorię. Ja nie mam wątpliwości, gdyby pojawienie się
      rodzeństwa miało uratować Natalię zrobiłabym to.
      Sam problem, że powodem pojawienia się na świecie kolejnego dziecka jest
      choroba starszego jest według mnie sztucznym problemem. Po pierwsze większość z
      tych rodziców pewnie i tak chciała mieć drugie dziecko, po drugie niby czemu
      ten powód miałby być gorszy od np. chęci zapewnienie jedynakowi rodzeństwa?
      Zresztą myślę, że przy każdym dziecku, decyzja o ciąży jest podyktowana
      egoistycznymi względami. Przecież nawet jeśli myślimy "chcę powołać nowe
      życie", to i tak najważniejsze w tym zdaniu jest to "chcę". Chcemy mieć dzieci,
      bo chcemy kogoś obadarzyć miłością, ale nie da się ukryć, że z biologicznego
      punktu widzenia odzywa się po prostu instynkt macierzyński. Zgadzam się z tym,
      że kiedy dziecko już pojawia się na świecie (a nawet wcześniej, w okresie
      płodowym) to kochamy je nieegoistycznie, ale sama decyzja to zawsze wynik
      naszych chęci, naszych życzeń i NASZYCH marzeń o dzieciach. Pisałam o tym
      kiedyś na ciąży czy emamie, i ogromna część bya zbulwersowana.

      Natomiast rzeczywistym problemem jest selekcjonowanie embrionów. Gdyby to miało
      uratować życie Natalii zdecydowałabym się (choć nie bez wątpliwości), rozumiem
      jednak osoby, które nie akceptują takich metod. Było nie było to jest
      otwieranie niezbezpiecznej furtki. Bo skoro dajemy sobie prawo do decydowania o
      tym, który embrion na życie zasługuje, to co dalej? Z drugiej strony i tak już
      dawno poszliśmy dalej zgadzajać się na aborcję w przypadku ciężkich wad płodu.
      I nawet nie mamy pojęcia, ile razy o losie embrionów powstałych w wyniku
      naturalnego zapłodnienia zdecydowała natura, przecież tylko 1 zapłodnionemu
      jaju na 4 udaje się zagnieździć w macicy, reszta jako za słaba i/lub obciążona
      wadami zostaje wydalona z miesiączką. Czy możemy uzurpować sobie podobne prawa?
      Moja pierwsza myśl brzmi NIE, ale wszystkie te rozważania teoetyczne biorą w
      łeb, gdy pomyślę, że to mogłoby uratować życie Natalii.
      • aniao3 Re: ratunek? 22.07.04, 19:52
        inna sprawa - zdanie ktore przy pierwszym czytaniu przeoczylam: co robic gdy
        istnieje powazne ryzyko, ze to kolejne dizecko bedzie tez chore nieuleczalnie
        na ta sama chorobe? Tu przyznaje ze nie wiem, po prostu nie wiem co bym
        zrobila, choc jak trafnie melka_x zauwazyla, wszystkie madre spekulacje biora w
        leb gdy pomysle ze mogloby to uroatowac zycie Malgorzatki.
        Wiem ze wtedy zrobilabym absolutnie wszystko i poszla kazda droga, byle ja
        uratowac.
        Sciskam
        anka
        • amania Re: ratunek? 22.07.04, 20:08
          Gdybym tylko mogła uratować Alicję, zdecydowałabym się na następne dziecko.
          To samo zrobiłabym dla Marysi. Dla każdego mojego dziecka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka