26.07.04, 10:06
Myślę, że pora się trochę "poprzedstawiać", a właściwie opowiedzieć o kimś,
kto "prowadzi" mnie do takich mam jak wy.

Wszystko w moim zyciu do czasu ślubu przebiegało wręcz baśniowo. Miłość tak
mocna i dobra przyszła wcześnie (miałam 17 lat), rozwijające studia,
perspektywa pracy, mieszkanie, które spadło z nieba, bajeczny ślub i podróż
do Grecji. Pamiętam, że płakałam w ramionach męża, mówiąc, że musi wydarzyć
się coś strasznego, że ludziom się nie układa tak dobrze w życiu, że to
wszystko jest nierzeczywiste.
W podróży poślubnej zaszłam w ciążę. Oszaleliśmy ze szczęścia. Już od dawna
myśleliśmy o dziecku.
Problemy zaczęły się w czwartym miesiącu. Ostre skurcze, dwa tygodnie w
szpitalu, rozrastający się mieśniak macicy, dużo znaków zapytania.
Nie zapomnę jak mocno modliłam się o życie dla naszego dziecka klęcząc w
szpitalnej kaplicy. Chyba już nigdy potem nie modliłam się tak żarliwie.
Wróciłam do domu. Leżałam. Nie ustawiono mi dobrze leków (nad moim lekarzem
odbył się nawet sąd lekarski) i nagle dostałam rozwarcia na 8 cm. W szpitalu
musiałam błagać o próbę zatrzymania porodu - usłyszałam, że za pół godziny
uodzi się córeczka i nie mam histeryzować, bo niczego nie da się zrobić.
Jednak podano mi leki mówiąc,że bez sensu to wszystko...
Dziś trudno mi w to uwierzyć, ale naprawdę mój poród trwał 5 dni. Leżałam
bez ruchu z pośladkami uniesionymi wyżej niż głowa, nie mogłam spać, musiałam
zaakceptować podsuwacz i brak intymnośći. Ponoć "pobiłam" szpitalny rekord.
Udało sie natomiast podać mi sterydy na rozwój pęcherzyków płucnych u małej.
Jestem pewna, że tylko dzięki temu mieliśmy ją tak długo... Bogu dziękuję za
ten czas.
Zaczęłam krwawić, w czasie badania odeszły wody. Koniec - trzeba rodzić. Dla
jej dobra zrobiono cesarkę. Od razu OIOM i równia pochyła. Zapalenie płuc, 3
wylewy, zamartwica jelit...

Miała caarną czuprynkę, ważyla kilogram, raz ścisnęła mój palec, serce
zaczynało jej bić szybciej gdy śpiewałam przy niej piosenki.

Nikt nie zechciał się podjąć operacji jelit - lekarze bali się, że nie
przeżyje znieczulenia. Chcieliśmy podpisać zgodę na operację mimo to -
najgorszym było zostawić ją w tym stanie i nie zrobić nic. Cierpiała
nieziemsko. Nic nie zostało z twarzy maleńkiego dziecka. Była jak mała szara
sówka. Zmęczona, zbolała, cierpiąca.
Ostatniego dnia była już w śpiączce, wyciszona lekami antypadaczkowymi
(drgawki powylewowe). Jej typowe tętno to 144 uderzenia na minutę. Teraz było
już ok 130, 120. Nie miałam siły do niej mówić. Bezmyślnie patrzyłam na
monitory, na nią... I naraz przypomniałam sobie pewną śmieszną rzecz i
parsknęłam śmiechem. Mała "zaczęła się budzić".
Serce biło szybciej, choć pielęgnierki mówiły, że to niemożliwe, że nie w tym
stanie. Ona po prostu wiedziała, że jesteśmy.
Wtedy powiedzałam, że nie odejdę od niej póki nie będzie jej serduszko biło
w "stałym", typowym dla niej rytmie - 144. Śpiewałam, śmiałam się. Tętno
rosło: 135, 138, 140, 142, wreszcie 143 uderzenia na minutę. I ani drgnie
wyżej. Powiedzałam, że rozumiem - ona nie chce byśmy odchodzili. Nie miałam
już sił. Rana po cesarce ropiała, gorączkowałam, nie spałam po nocach co
kilka godzin dzwoniąc na OIOM. Ale byłam przy niej.
Powiedziałam, że jeśli nie ma sił już walczyć to nie pogniewam się na nią.
Pozwalam jej odejść, odpocząć, oderwać się od nieznośnego bólu.
Kocham ją i obiecuję, że przetrzymam tę rozłąkę, że nie utonę.
Nagle 144. Ani odrobinkę wyżej. To był znak. "Idz już mamo". Odeszliśmy
czując, że to nasze ostatnie tu spotkanie. Za dwie godziny Martynki już nie
było.


Teraz jestem mamą Martynki i Bartusia. Bartuś rówinież jest wcześniakiem.
Urodził sie tylko 10 dni póżniej. Jest tu. Zyje i ma się dobrze. Ma w końcu
dwóch aniołów stróżów.
Przeszliśmy z nim przez ten sam oddział, na którym umarła Martynka. Po
urodzeniu wyglądał jak ona - ten sam czarny łepek, trochę więcej ponad
kilogram. Koszmar niepewności, strach nie do opisania.
Potem dwie operacje - pierwsza bardzo poważna. Mógł nie przeżyc...

Teraz próbuję czasem strząsnąć z siebie tamte wspomnienia jak zwierzęta
strząsają wode z sierści. Nie da się.

Za to zostaliśmy ociosani z martwienia się nieistotnymi sprawami. Oto jedyny
plus.

Pewnie jeszcze napiszę - to też pomaga.

Bardzo tęsknię za Małą. I trzymam się dzielnie.
Obserwuj wątek
    • natkaszczerbatka Re: o zorce 26.07.04, 10:46
      znowu się popłakałam. I cóż robić? Dobrze, że masz Bartusia. Powód do radości.
      Pamiętam, że kiedy wróciłam ze szpitala po tym jak urodził się martwy Bruno,
      rzuciłam się w stęsknione moją długą nieobecnoscią (z powodu pobytu w szpitalu)
      ramiona mojej córeczki. Wypisałam ją na miesiąc z przedszkola, żeby być cały
      czas z Nią. Często bawiłyśmy się jak poprzednio w mamę, siostrę i braciszka - a
      braciszkiem była lalka bobas - którego nazwaliśmy Bruno - jeszcze na początku
      mojej ciaży - jako przygotowanie Ani do roli starszej siostry. Do dziś to nasza
      ulubiona zabawa. Chcąc nie chcą stała się chyba świetną terapią. Czasami, po
      kryjomu, kiedy nikt nie widzi biorę Brunka - lalkę, przytulam mocno i mówię do
      niego "mój syneczku!", to chyba nie jest normalne, ale co zrobić. POzdrawiam.
      Natka Szczerbatka

      • melka_x Re: o zorce 26.07.04, 12:09
        Czasami, po
        > kryjomu, kiedy nikt nie widzi biorę Brunka - lalkę, przytulam mocno i mówię
        do
        > niego "mój syneczku!", to chyba nie jest normalne, ale co zrobić.

        Natko myślę, że nienormalna jest śmierć dzieci, a nie nasze zachowanie. Ja
        często recytuję Natalii na grobie książeczki, których nauczyłam się na pamięc
        czytając je przy inkubatorze. A kiedy zamykam grób zawsze mówię "cześć myszko".
        Czy to jest nienormalne? Na pewno nie bardziej, niż to że naszych dzieci nie
        ma.
        Sciskam
    • melka_x Re: o zorce 26.07.04, 12:05
      Zorko jak wiele wspólnych doświadczeń
      Ściskam - Magda
    • agablues Re: o zorce 26.07.04, 12:06
      Zorko, przytulam mocno, buziaczek dla Bartusia.
      Aga
    • czaroffnica24 Re: o zorce 26.07.04, 13:12
      Ja co noc mówię dobranoc mój robaczku... i posyłam buziaka w niebo. Codziennie
      z nim rozmawiam, opowiadam co u mnie, już od ponad dwóch lat...

      Bardzo pomogła mi książka Gro Rosth "Kim byłeś?" Requiem dla dziecka.

      Zacytuję fragment, bardzo piękny:
      "Wiem, że jesteś tam w górze.
      Nawet jeśli akurat teraz nie mogę cię dojrzeć. Leżę w łóżku i czekam na moment,
      gdy chmura się przesunie. Twój tata śpi. Dużo dzisiaj o tobie rozmawialiśmy.
      Babcia też przy tym była. Rozpłakała się, gdy zagraliśmy twoją melodyjkę.
      Wiesz, tę z pozytywki. Dziś wieczór znów ci ją zaśpiewam. Cichutko, żeby nie
      obudzić tatusia. On nie wie, że się nocą spotykamy. Tak jest najlepiej, to
      nasza mała tajemnica.
      Chmura zaraz zniknie.
      No, już jesteś, mój słodki promyczku.

      Migotliwa gwiazdko z mgły,
      kim ty jesteś, powiedz mi.
      Świecisz jasno w ciemną noc.
      Błyszczysz niby skarbów moc.
      Migotliwa gwiazdko z mgły,
      kim ty jesteś, powiedz mi."

      Tak rozpoczyna się pamiętnik kobiety, która walczyła o życie swojego dziecka i
      która pochowała swojego maluszka. A kończy jeszcze piękniej:

      "Wieczór jest mroźny, niebo wygwieżdżone. Dopiero co się położyliśmy. Roger
      natychmiast zasnął, a ja leżę trzymając w ramionach zwierzaka-przytulaka z
      kolekcji Olego Mortena i spoglądam w czerń nieba. Jest tam jedna gwiazda, która
      świeci silniej od innych. Przyciąga wzrok, nie mogę się od niej oderwać; po
      plecach przebiega mi dreszcz. Zaczarowana gwiazda nie uwalnia mojego
      spojrzenia. Oczywiście, że jest zaczarowana; przecież to Ole Morten, to on
      mruga do mnie z wieczornego nieba. Nucę cichutko, choć wystarczająco głośno, by
      Ole Morten mnie usłyszał.

      Migotliwa gwiazdko z mgły,
      kim ty jesteś, powiedz mi.
      Świecisz jasno w ciemną noc.
      Błyszczysz niby skarbów moc.
      Migotliwa gwiazdko z mgły,
      kim ty jesteś, powiedz mi.

      Teraz już wiem."
    • mab5 Re: o zorce 26.07.04, 13:35
      Dzięki zorka, że to napisałaś....
      że głośno i prosto w twarz powiedziałas, że z tego koszmaru związanego z
      porodem przedwczesnym, szpitalem i walką o życie dziecka ważącego mniej niż
      torebka cukru...-nie da się zapomnieć, nie da się z tego otrząsnąć...
      dzięki temu, że to napisałaś przynajmniej wiem, że ... ze mną wszystko w
      porządku, że to normalne...
      pozdrawiam Cię serdecznie
      Magda
    • annall Re: o zorce 26.07.04, 13:35
      Zorko-ściskam gorąco, całuski dla synka.
      Ania mama dwóch Aniołków i chorego synka
    • ewamonika1 Re: o zorce 26.07.04, 13:57
      Zorko,
      Napisałam na adres gazetowy.
      ewa
    • zorka7 Re: o zorce 26.07.04, 16:48
      Dziekuję wam!...

      Tym bardziej ze WRESZCIE straciłam to nieznośne poczucie wyjątkowości.
      Już od dawna szukam w sieci stron dla osieroconych rodziców - bywało, że
      trafiałam jak kulą w płot i zmykałam w siną dal (np. jedna z właścicielek forum
      o dzieciach, na ktorym było pod-forum Aniołki, potrafiła banować zwierzające
      się ze straty dziecka mamy za... ortografy, albo za to, ze post o podobnej
      treści był już kilka miesięcy temu - ludzie są niemożliwi: ))) ).
      Tu czuję się "u siebie". Bardzo buduje mnie, że nie muszę wszystkiego
      wyjaśniać, że... wy po prostu WCIECIE. Że nie muszę się tłumaczyć z kina na
      dzień przed pogrzebem, ani ze stania na torach kolejowych, gdy już wszyscy
      myśleli, że żałobę mam za sobą - bo w końcu przepisowy rok ( ;) ) minął, z
      siedzenia pół dnia bezmyślnie w fotelu, zaprzestania pracy, trudności z
      akceptacją swojego ciała.
      Nie muszę tłumaczyć. Boże, co za ulga.
      • mharrison Re: o zorce 26.07.04, 19:22

        Oh Zorka,
        Ja, podobnie jak Melka, odnalazlam wiele podobieństw między naszymi
        życiorysami.
        Te 17 lat, szkoła, studia, praca, wielka miłość, ogólna szczęśliwość i ...
        strach, że jest nam za dobrze, że coś może się stać.

        I pozwolenie dziecku na odejście i "poprawa" jego stanu tuż przed.
        A książkę czytalam Alkowi gdy był nieprzytomny, a ostatni rodział po śmierci.

        Zorka obawiam się, że normalna całkiem jesteś -:).

        Magda
        • grzalka Re: o zorce 26.07.04, 19:39
          Zorko:))
          Jak milo Cie widziec...czytalam Cie na tym forum, o ktorym piszesz, potem na
          innym, kiedy urodzil sie Bartus i walczyl o zycie. Ciesze sie, ze wygral.
          Pieknie piszesz.
          pozdrawiam serdecznie :)
    • tiya Re: o zorce 27.07.04, 08:38
      Zorko... Chcę coś napisać, ale nic mądrego nie przychodzi mi do głowy. Ale Ty
      wiesz... Ściskam mocno.
      • anatewka Re: o zorce 03.08.04, 21:48
        Za kazdym razem kiedy slucham/czytam o Martynce mysle sobie jak bogate i
        intensywne bylo to wasze krotkie bycie z nia tu na ziemi... To wasze wielkie
        bogactwo!
        Usciski dla wspanialego Herkulesa!
        • zorka7 Re: o zorce 03.08.04, 21:59
          O - jak dobrze cie widziec, Anatewko...

          Przy okazji zerknęłam na zdjęcia Wojtusia. Rośnie ze ho ho. I taki bysty. :)))



          Nasze dzieci mają wspaniałych aniołów strózy...
    • alana5 Re: o zorce 04.08.04, 00:17
      Jak lekko, gdy głośno wypowiadasz moje myśli.
      Pozdrawiam, buziaki dla Pieszczoszka.
      Alicja-mama Aniołka Czarusia
    • aniao3 Re: o zorce 04.08.04, 22:24
      Zorko, Zorko kochana, dobrze ze napisalas.
      To wszytko jest tak nienormalne (Melka ma racje, smierc dzieci nie jest
      normalna) ze nasze zachowanie - nie innym je oceniac.

      Ciesze sie ze jestes
      sciskam
      anka
    • gizmag Re: do zorki. 09.08.04, 09:33
      Cześć kochana .Poznałyśmy sie na forum które juz nie isnieje nie pamietam
      nazwy.Jestem mamą Weroniczki która umarła w 41 tygodniu ciąży,napewno
      pamietasz.Teraz mija póltora roku od jej smierci a ja jestem w 26 tygodniu
      ciązy i wiem juz ze to chłopiec.Długo zwlekałam z decyzja o ponownym zajsciu w
      ciaże ,w rocznice smierci Weroniczki byłam u niej na grobie i poprosiłam ją o
      znak czy chce mieć rodzeństwo i udało sie za pierwszym razem.W marcu
      dowiedziałam sie że jestem w ciaży.Tak więc i mnie zaświeciło
      słoneczko.Pozdrawiam Cię serdecznie i gorace ucałowania dla dzieciaczków.

      magda i 26 tyg.chłop jak dab.
      • zorka7 Re: do zorki. 09.08.04, 19:43
        Pamiętam. :)

        Życzę zdrowia dla małego-wielkiego "dębu", który w tobie rośnie.

        A wiesz? Bartuś na chrzciny od chrzestnej dostał właśnie takie małe drzewko -
        teraz rosną razem.
        • pesteczka5 Re: do zorki. 12.08.04, 02:16
          Zorko
          pozdrawiam Cię najcieplej i najserdeczniej

          Piszesz pięknie...
          Czemu tak jest, że ból otwiera, uświadamia, uwrażliwia, wypala jak najlepszą
          cegłę. Z dobrej gliny. Mocną. Prawdziwą cegłę.

          Ilekroć drżę o życie i zdrowie moich dzieci
          a parę takich okazji było, po ostatnich miesiącach chudsza jestem trochę:-)
          myślę, wiem, do czego to potrzebne
          w każdej chwili strachu, bólu bardziej wiem, czuję blisko moje dzieci
          wisząc nad ich szpitalnymi łóżeczkami
          i proszę - Boże, pozwól zostać cegłą niedoskonałą



          Westchnienie dla Twojej córeńki i buziaczki dla Bartusia:-)

    • zorka7 Re: o zorce 12.08.04, 09:54
      Myślę i czuję podobnie...- cegła...

      Zawsze mówiłam o "ociosaniu", ale przecież o to samo chodzi.
      To wszystko, czego doświadczyłam, sprawiło, ze "ociosano mnie" z niepotrzebnych
      problemów, zamartwiań cerą, tym, ze nie zdążyłam na autobus czy zapomniałam o
      wizycie u dentysty, tym, ze ktoś mnie nie lubi czy nie rozumie.

      Ale... również w czasie owej "obróbki" ktoś odrąbał mi ...kawał serca.

      Tak jak w "Małym Księciu" mówił lis - nie ma tak, by na jednej planecie były
      tylko kury. Zawsze towarzyszą im myśliwi. Nie chcesz myśliwych - nie masz kur.
    • calineczka71 Re: o zorce 12.08.04, 10:07
      Mamy wiele wspólnego.
      Jakze zmieniamy pogląd na świat po takich przeżyciach.
      Calineczka mama dwóch Aniołków
      • alina1 Re: o zorce 14.08.04, 23:22
        Zorko cieszę się, że odnalazłaś swoje miejsce wśród osób, które cię rozumieją.
        To ważne by ktoś rozumiał co czujemy.
        Cieszę się, że Bartuś rośnie. :)))
    • ewa5005 Re: o zorce 15.08.04, 07:15
      >>>>Zawsze mówiłam o "ociosaniu", ale przecież o to samo chodzi.
      To wszystko, czego doświadczyłam, sprawiło, ze "ociosano mnie" z niepotrzebnych
      problemów, zamartwiań cerą, tym, ze nie zdążyłam na autobus czy zapomniałam o
      wizycie u dentysty, tym, ze ktoś mnie nie lubi czy nie rozumie.

      Ale... również w czasie owej "obróbki" ktoś odrąbał mi ...kawał serca. <<<<<<

      Moje baśniowe życie skończyło się 25 maja tego roku. Miałam rodzić za 3-4
      tygodnie a tu nagle moje duże zdrowe Misie "po prostu" przestały się we mnie
      ruszać. Odeszły a wraz z nimi część mnie umarła. Ze stanu bezgranicznego
      szczęścia wpadłam w czarną dziurę.
      nigdy nie zrozumiem dlaczego one, dlaczego ja? Dlaczego to się dzieje nam
      wszystkim i naszym dzieciom?
      Trzymaj się Zorka,
      gratuluję synka i bardzo pozdrawiam
      • zorka7 Re: o zorce 15.08.04, 09:03
        ewa5005 napisała:

        >
        > Moje baśniowe życie skończyło się 25 maja tego roku. Miałam rodzić za 3-4
        > tygodnie a tu nagle moje duże zdrowe Misie "po prostu" przestały się we mnie
        > ruszać. Odeszły a wraz z nimi część mnie umarła. Ze stanu bezgranicznego
        > szczęścia wpadłam w czarną dziurę.
        > nigdy nie zrozumiem dlaczego one, dlaczego ja? Dlaczego to się dzieje nam
        > wszystkim i naszym dzieciom?
        > Trzymaj się Zorka,
        > gratuluję synka i bardzo pozdrawiam

        Hej... Jesteś MAMĄ. Słyszysz? Z czarnej dziury się wychodzi... Do czego? Może
        do czegoś pieknego i dobrego. Może do innych ludzi.

        Jak się wściekam na Boga, że odebrał mi Małą, że przytuliłam ją dopiero gdy...
        już jej tu nie było, to potem dochodzę do wniosku, że przecież setki kobiet,
        mądrych i dobrych, nigdy nie doświadczyły ciąży, tego najpiękniejszego,
        metafizycznego stanu. I próbuję dziekować za te dni, za falujący brzuch,
        kopniaki Malutkiej, pierwszą ciążową sukienkę, poranne mdłości, nabrzmiałe od
        mleka piersi...

        Przytulam cię mocno, mamo Misiów. Wiedz, że jestem tuż obok.
        • ewa5005 Re: o zorce 16.08.04, 19:28
          Zorka, masz rację - jestem mamą, wszystkie jesteśmy. Przecież nasze dzieci
          spędziły z nami szmat czasu w naszych brzuszkach.
          i nie żałuję że byłam w ciąży choć tak strasznie się skończyła. przez 7,5
          miesiąca zżyłam się z Misiami i bardzo pokochałam. Grzes był straszny
          wiercipięta a Igorek takim leniuszkiem raczej.
          Wiem, ze w niebie są szczęśliwe, ale szkoda że nie są tu , ze mną....
          może już od września będziemy im szykować ziemskie rodzeństwo.
          pozdrawiam.
          • zorka7 Re: o zorce 16.08.04, 20:55
            Szykujcie, szykujcie. Tylko zrób sobie generalny przegląd i - jakby co - remont
            podwozia. ;)

            Grześ i Igor - ładne imiona. :)
    • martagoryczka Re: o zorce 16.08.04, 23:01

      "Światu będzie brakować Tę Trochę Miłości" - Nasze Aniołki zostaną w naszych
      wspomnieniach i "nadrąbanych" sercach. I mimo, że kalekie te nasze serca to
      jednak bardzo kochające...

      Pozdrawiam cieplutko i ściskam
      Marta mama chorowitego "wczesnego" Maksika i Aniołeczka Wiktorii

      p.s usłyszałam niedawno, że "Anioły to motyle zesłane na ziemię, aby
      przypomnieć nam o miłości do osób które odeszły" - każdego dnia wypatruj
      Motyla...
    • vinga_o Re: o zorce 17.08.04, 10:53
      Zorko kochana, to co opisałaś jest w swoim tragiźmie paradoksalnie piękne, bo
      pokazałaś prawdziwą miłość macierzyńską, walkę i wybór między własnym bólem a
      cierpieniem dziecka. Mam nadzieję, że kiedy już ja stanę przed tym wyborem, być
      może niedługo, również będę się umiała pożegnać z moją chorą córeczką.
      Ewuniu trzymam kciuki za Wasze starania i już zacznę się modlić za zdrowie
      Waszej małej kruszynki.
      Pozdrawiam i ściskam wszystkie "ociosane" mamy, mnie los też zaczął ciosać ...
    • mamatymka01 Re: o zorce 15.10.04, 15:21
      Droga Pani Agnieszko,

      Jakos tak dziwnie losy doprowadziły mnie do Pani. Najpierw głeboko mną poruszył
      artykuł w Polityce, dziś trafiłam na artykuł o Pani w Gazecie Wyborczej, a
      póżniej popłakałam się nad Pani wzruszającą ale dającą zarazem nadzieję
      opowieścią na forum.

      Jestem reżyserem i pracuję w naszym regionalnym ośrodku TVP w Poznaniu. Robię
      filmy dokumentalne i reportaże- dla TVP 1 i "Magazynu Ekspresu Reporterów"
      TVP 2. Od wielu lat w moich filmach zajmuję się losami ludzi, szukam zwłaszcza
      takich historii, "codziennych bohaterów", ludzi, którzy przezywają cięzkie
      chwile, ale jednak znajdują siły, by przezwyciężać słabość i dodawać innym,
      przeżywającym byc może podobne dramaty, otuchy. za moje filmy dostaję wiele
      nagród, co upewnia mnie, że idę dobra drogą, choć tak niepopularną w
      dzisiejszych mediach, gdzie mało jest miejsca na dobro.
      Przyznam się też, że nie byłam świadoma, przez jakie
      trudności "administracyjno-urzędnicze" muszą przechodzić dotknięte taką
      tragedią Mamy. Dobrze, ze dzięki artykułom w prasie to tabu zaczyna być
      przełamywane. Myślę też , że Pani historia - w formie reportażu TV poszerzona
      być może o rozmowy z ekspertami i urzędnikami w studio mogłaby być takim
      kolejnym kamieniem milowym w poprawie tej okropnej sytuacji, a jednocześnie
      dodać innym nadziei, wbrew nadziei.
      Jeśli uzna Pani, że warto się w taką misję zaangażować, to bardzo proszę o
      kontakt- monika.gorska@g.pl, albo tel 0607/926.906

      Pozdrawiam serdecznie,
      Monika Górska
      samotna mama 3,5 letniego Tymka
      • zorka7 Re: o zorce 15.10.04, 20:25
        Bardzo dziękuję. Siadam do maila.
        • wustyle Re: o zorce 16.10.04, 16:59
          zorka
          ty juz wiesz co '-)

          seb
    • agacz2905 Re: o zorce 16.10.04, 21:33
      Zorko!
      Czytałam wywiad w piątkowej "Wyborczej". To co robisz jest ważne - myślę, że
      nie tylko dla tych mam, które straciły swoje dzieci. Myślę, że dla wszyskich
      matek, dla wszystkich mądrych rodziców. Wkurza mnie ta zmowa milczenia wokół
      poronień, przedwczesnych porodów, zmarłych dzieci, które nie miały jak i nie
      miały kiedy zaistnieć jako Dzieci. Mi jest tylko tyle niezręcznie mówić o mojej
      stracie, ponieważ mój mąz jest ojcem dwójki moich żyjących dzieci - nie był zaś
      ojcem pierwszego, utraconego dziecka. Pozdrawiam Cię
      Agnieszka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka