j0204
07.09.04, 15:37
Bedąc na cmentarzu u Sylwuni, widziałam grupę dzieci które wraz z panią
wychowawczynią "zwiedzały" cmentarz.
kolejnym etapem "wycieczki" była kwatera dziecięca. Nie wiem czy pani
wychowawczyni mnie nie widziała (choć to nie możliwe, bo stała prawie obok
mnie) zatrzymała się własnmie koło mnie i zaczęła wypytywać dzieci, w jakie
sposób umierają takie maleństwa.
Opowiadała im o medycynie, o tym że rodzą się chore dzieci i musza odejść, o
boleści i żałobie jaka pozostaje w rodzicach.
Mi łzy zaczęły lecieć jak oszlałe. Nagle zdrętwiałam i nie byłam w stanie się
ruszyć i odejść by tego nie słuchać. dzieci gapiły się na mnie jak
zaczarowane, chyba widziły, że zaczęłam płakać, były jak osłupiałe.
Na koniec padło zdanie : "I po dziecku pozostaje grób"
Nic dodać nic ująć.
Miałam sporo czasu by sobie to przemyśleć. z jednej strony dobrze że
dzieciaki wiedzą,że są w niebie takie święte dzieci. Może ta wycieczka miała
na celu pokazanie tego, co stała się w Oseti.
Z drugiej strony czułam,że ta pani nie była przygotowana by opowiadać do
końca o tym dzieciom.No i te piękne końcowe zdanie, które wycięło mnie z
ziemi.
Przecież nam nie pozostał tylko grób!!!! - chciałam krzyknąć. Ale ...
Czy trzeba to komentować? powiedzcie sami.