Dodaj do ulubionych

blad lekarza

29.10.04, 17:33
coraz mocniej dociera do mnie ze (rozmowy z poloznymi i innymi lekarzami)
ogromna czesc winy za smierc mojego dziecka jest po stronie gin, ktora
prowadzac moja ciaze "zapomniala" o kilku waznych sprawach. Czy ktos ma
jakies doswiadczenia w walce z lekarzem w udowodnieniu jego bledu lub
niedopatrzenia. Warto walczyc na drodze sadowej? O co?
Obserwuj wątek
    • katlin25 Re: blad lekarza 29.10.04, 18:00
      wiesz nie wiem,ale w moim przypadku to za barzdo boli a walka z lekarzami
      rozdrapywałaby to na nowo,a i tak pewnie sie z nimi nie wygra.moja córeczka jak
      się okazało po ostatecznym wyniku sekcji zmarła na wirusowe zapalenie płuc
      (miała 7 miesięcy).lekarze dzień przed jej smiercią odesłali nas ze szpitala
      mówiąc,że to coś neurologicznego,a w dzień jej śmierci pani neurolog
      stwierdziła padaczkę,a ona zwyczajnie się dusiła .... nie wiem naprawdę czy
      warto to nie zwróci życia naszych dzieci i nie cofnie czasu,może tylko bardziej
      boleć.a z drugiej strony nie powinno się pozwalać aby to wszystko tak
      przechodziło jakby nic się nie stało.... nie wiem też się czasami zastanawiam
    • prusiu1 Re: blad lekarza 29.10.04, 19:42
      Cześć, Okti
      chociaz jestem prawnikiemm do dnia dzisiejszego nie zdecydowałe się na
      pociągnięcie do jakiejś odpowiedzialności lekarza, choć pytań i zastrzeżeń
      pojawia się coraz więcej.
      żona pyta dlaczego gin nie zareagował odpowiednio szybko, dlaczego nie był
      czujny, nawet madopiekuńczy, o zgorzo urzekł nas nawet takim, powtarzanym do
      dziś owiedzeniem, że ciąża to nie choroba.
      A jednak to na 90% ciąża spowodowała wszystkie nasze kłopoty, paradoksalnie
      jedynym na prawdę skutecznym lekarstwem, na to co nam si przdażyło był poród,
      bardzo wczesny poród.
      pytania pojawiały sie dalej, min. po forumowym spotkaiu, dlaczego nie podano
      żonie sulfaktanu ( sory nie wiem jak się to pisze) przed porodem tylko już
      dziecku po urodzeniu.
      czy mozna było konsultowac , czekać ryzykować, odpowiedź jeką prawnika jest taka
      że unas nie ma standardów postepowania w medycynie, jasnych przejrzystych
      procedór i czytelnych nawet dla laika motywów podejmowanych przez lekarzy decyzji.
      Ta odpowiedź w żadnym razie nie uspokaja ojca, nawet ojca prawnika, a ne pewno
      nie daje uspokoić myśli mamy.
      to tyle o nas nie zdecydowaliśmy się, może nawet lepiej że nie wiemy, jak było
      "medycznie" na prawdę, dziś mamy swojego aniołka Wiktorię, wiele przeżyc inne
      spojrzenie na świat. W tej tragedii poznaliśmy wspaniałych ludzi ( forumowiczki
      i forumowicze to do was! :)) ), poznaliśmy sie też na ludziach.
      Rozważam tak tu sobie, aby da odpowiedź czy warto walczyć i o co.
      Byliśmy ubezpieczeni i pobraliśmy świadczenia z PZU, o zgorozo nawet dwa z
      tytułu urodzenia i śmierci dziecka ale to świadczenie wynikało z zawartej przez
      nas umowy ubezpieczenia.
      Problem powstyaje gdy odszkodowania ma byc wypłacone z powdou czyjegoś
      zawinienia, jest to element kary dla lekarza, choć mając ubezpieczenie z
      pewnościa tego nie odczuje, ale zawsze nachodzi sie po sądach i może będzie
      musiuał sie tłumaczyć przed oraganami swojego samorządu, może nawet przed
      prokuratorem, pytanie tylko czy o to Wam chodzi?
      A może raczej prewencja , wyeliminowanie " Złego lekarza" z rynku usług
      medycznych. Ciśnie mi się na usta odpowidź jego obrońcy, ale ile dzieci
      uratował, ilu kobietom pomógł, jednym słowem :jak bardzo był dobrym lekarzem w
      bardzo prostych przypadkach.
      Przemyślcie decyzje reszta to technika procesowa, sucha prawie bez enocji
      wzruszeń, pozew odszkodowanie, skazanie, biegli rozprawy i Wasze łzy i lub
      satysfakcja.
      Pozdrawiam Prusiu Tata Aniołka Wiktori i Mąż Bilboa
    • betty69 Re: blad lekarza 29.10.04, 20:13
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=14197000&v=2&s=0
      przeczytaj w podanym powyzej watku wypowiedzi andrzeja - andrzej_pietruczanis.
      nie odwazylismy sie do tej pory zaangazowac w nasza sprawe prawnikow.
      po pierwsze - trudno jest udowodnic lekarzom ich bledy, po drugie boje sie przezywania wszystkiego
      od poczatku i rozdrapywania ran, nie mam na to sily, po trzecie nie wroci to zycia mojej Lauruni.

      pozdrawiam
      beata
      • anatewka Re: blad lekarza 30.10.04, 00:50
        Moim zdaniem wszystko zalezy od wielu okolicznosci ale czasami warto wytoczyc
        sprawe lekarzom. Nie wiem jak to jest w sprawach cywilnych (tu mozna dochodzic
        odszkodowania za strarty), ale w sprawach karnych (np. nieumyslne spowodowanie
        smierci czy utraty zdrowia) ma to sens o tyle, ze taki lekarz moze zostac
        odsuniety od wykonywania zawodu na jakis czas. W naszej miejscowosci pamietam
        sprawe takiej lekarki, dziecko zmarlo przy porodzie z jej winy i kobieta miala
        zakaz wykonywania zawodu na 2 lata (chyba). Teraz juz przyjmuje prywatnie ale
        mysle ze to wszystko dalo jej "nauczke" i ze teraz bedzie berdzo ostrozna.
        Jezeli wytoczenie sprawy spowoduje ze lekarz zacznie porzadniej wykonywac swoja
        prace to to naprawde ma sens. Moze przez to ze tamci rodzice walczyli, udalo
        sie uratowac inne dzieci?
        Inna sprawa to trudnosc jaka mozna napotkac w Kodeksie Karnym,
        dotyczaca "statusu prawnego" dziecka narodzonego w wyniku martwego porodu.
        Dziecko ktore umarlo w lonie matki nie jest w swietle naszego prawa "osoba"
        ochraniana przez panstwo. NIe mozna zastosowac wobec niego art. o nieumyslnym
        spowodowaniu smierci. Jesli dziecko urodziloby sie zywe i umarlo w minute po
        urodzeniu juz mozna by zarzucic lekarzowi (w przypadku jego bledow oczywiscie)
        nieumyslne spowodowanie smierci, ale jesli dziecko urodzilo sie martwe takiej
        mozliwosci nie ma. Litera prawa to cos tak zimnego i odartego z uczuc, ze na
        pewno wielu rodzicow z tego forum wyszloby z sali sadowej jeszcze bardziej
        poranionym niz wczesniej... :(
        • okti22 Re: blad lekarza 31.10.04, 09:09
          dziekuje za info. Wazne rzeczy mi przekazalas
      • okti22 Re: blad lekarza 31.10.04, 09:11
        masz racje
        to wszystko tak mnie boli, ze z rozpaczy przychodza mi do glowy rozne czasami
        nienajlepsze pomysly. Chyba i tak nie mialabym sily walczyc. Chcialabym zamknac
        juz ten rozdxzial i skupic sie na przyszlosci, ale tak mi ciezko
    • marta_i_koty Re: blad lekarza 31.10.04, 22:39
      Mój lekarz ( prowadził obie moje ciąże ) też zapomniał o ważnej rzeczy :
      pierwszy poród miał miejsce w 27 tyg., córeczka żyła 6 dni... Druga ciąża też
      zakończyła się w 27 tyg...I też chciałam go zaskarżyć, ale nie sądzę, czy
      wygranie takiej sprawy jest w Polsce możliwe. Znana jest przecież solidarność
      lekarska... Przykre natomiast jest to, że często ci, którzy mają pomagać,
      szkodzą...Pozdrawiam, trzymaj się, Marta
      • kleo10 Re: blad lekarza 01.11.04, 10:11
        Ja podobnie jak prusiu jestem prawnikiem. Po przedwczesnym porodzie (25tg.)
        poświęciłam wiele czasu by ustalić "dlaczego" i "kto zawinił". Nie mam
        wątpliwości że winę ponoszę ja, bo jak głupia zawierzyłam lekarzom Ja też
        słyszałam słynne "ciąża to nie choroba". I tak w ciągu tygodnia z
        bezproblemowej ciąży, stałam się mamą wcześniaczka, po drodze zaliczając
        operację wyrostka (czuję że niepotrzebną) i 7-dniowy poród. Dodam że po
        operacji wyrostka nie przeniesiono mnie na patologię ciąży (leżałam na
        chirurgii), pielęgniarka z ginekologii przyszła do mnie raz zbadać puls. Tylko
        dzięki temu, że tego dnia na dyżurze był bardzo dobry lekarz (jedyny który na
        nocnym dyżurze przychodził do pacjentek) i udało mi sie go ściągnąć na
        chirurgię, nie urodziłam od razu, daleko od jakiejkolwiek pomocy
        neonatologicznej. Ani mnie ani synkowi też nie podano sterydów. Co więcej był
        traktowany jak martwy płód bez szans na przeżycie. Synek żyje i ma się w
        dobrze. Nosi okulary i aparaty słuchowe.
        Walka o jego życie trwała przez pierwsze trzy miesiące. Mój mąż (też prawnik)
        codziennie namawiał mnie na proces. Odbyłam kilka nieprzyjemnych rozmów
        wydobywając dokumentację lekarską. Lekarze uważają ja za swoją własność a
        pacjentowi powinien wystarczyć wypis. Jest to niezgodne z przepisami, które
        wyraźnie dają prawo do uzyskania kopii całości dokumentacji, czyli kopii każdej
        kartki znajdujacej się w karcie. Na marginesie dodam, iż jedno z
        najistotniejszych badań (badanie okulistyczne stwierdzające że wszystko jest w
        porządku, podczas gdy następne badanie za 4 dni wykazało bardzo zaawansowaną
        retinopatię, którą w ostatniej chwili udało się zatrzymać operacyjnie) zaginęło
        w podejrzanych okolicznościach.
        Jednak nie zdecydowaliśmy się na pozew. Nawet pisząc ten list jestem rozdarta.
        Z jednej strony znam realia sądów i wiem że taka sprawa poza ewidentnymi
        przypadkami jest trudna do wygrania. I trudna do zniesienia emocjonalnego. Sąd
        jest okropną bezduszną instytucją gdzie każda sprawa jest de facto numerkiem do
        załatwienia. Z drugiej strony jeżeli nikt nie będzie walczył, niedobrzy lekarze
        będą bezkarni. Nie jestem z siebie dumna, że zrezygnowałam.
    • igga-81 Re: blad lekarza 01.11.04, 12:41
      biegłam z umierającym dzieckiem do szpitala. A tam dowiedziałam się, że nie
      przyjmą jej, bo z dzieckiem trzeba do dziecięcego!!!! i zawołali karetke. 15
      minut. Nikt jej usg nie zrobił, za to wzięli ją na tomografię która niczego nie
      wykazała. USG zrobione było ok 4 godziny po wypadku. Laura zmarła na stole.
    • zzz12 Re: blad lekarza 01.11.04, 14:11
      Moze moj post na tym forum jest nie na miejscu, ale... czy mozna
      przezywac "zalobe", mimo, ze dziecko zyje? Moglam miec zdrowe, normalne
      dziecko. Jestem lekarzem, rodzilam w szpitalu w ktorym pracowalam. Po
      znajomosci potraktowano mie szczegolnie: porod byl jednym wielkim bledem w
      sztuce, czemu - z braku wlasnej swiadomosci, jako nie-ginekolog - nie
      potrafilam zapobiec (ani ja, ani moj maz). Po latach dowiaduje sie, co zrobiono
      zle i czemu zawdzieczam, ze zamiast zdrowej, normalnej coreczki mam uposledzone
      dziecko. Dlaczego bezradnie musze patrzec na jej napady padaczkowe, bezsilna,
      nie mogac w niczym pomoc. Dlaczego nie zostane babcia jej dzieci, dlaczego nie
      bedziemy swietowac razem zdanej matury. Nie zaskarzylam lekarza, nie mam sily
      wracac do tych wydarzen, chcialabym wziac jakies lekarstwo na zapomnienie, zeby
      moc wymazac z pamieci tamte przezycia,zeby przestac wyplakiwac sie mezowi w
      nocy w mankiet, choc przeciez jestem szczesciara: moja corka zyje. Nazwisko
      lekarza, ktorego wyobrazni starczylo jedynie do konca wlasnego dyzuru, bez
      zastanowienia, jaka przyszlosc szykuje dziecku, wymazalam z pamieci.
    • dadgana Re: blad lekarza 01.11.04, 15:47
      wiem co czujesz...ja straciłam córcie w 21 tyg. ciązy przez lekarza...nawet nie
      mam siły o tym mówic.Ale pwoiem Ci jedno,jesli masz siły WALCZ!pozbaw
      skurwysyna praw do wykonywania zawodu!!!!!ja tego nie zrobiłam...żałuje ,
      bardzo żałuję!Pomysl sobie jesli u Ciebei popełniła błąd to moze u jakiejś
      innej matki tez.może "pomylic" się jeszcze raz , moze inna mama stracić dziecko
      przez nią!.
      Bądz dzielna , nic nie przywróci zycia Twojemu dziecku, ale mozesz ostrzec inne
      przed ta gin.
      Idz do prawnika , wex wszystkie dokumenty ciążowe , karte , obraz z usg. ,
      badania wszystko.Porozmawiaj z prawnikiem (prawniczka) niech prtzygotuje Ciebei
      do tego....najlepiej prywatnie , ale to sa ogromne koszty.
      Życzę Ci wygranej , życzę Ci szczescia i cierpliwosci i wytrwałości!
      Trzymaj się Kochana.
      Jeśli nie załozysz procesu pamietaj przestrzegaj innych przed ta babą.
      Twój Aniołek zawsze będzie z Toba , a ta "lekarka" i tak ma ryse na sumieniu
      która mam nadzieję zadawac jej będzie codzienny ogromny ból.Moze to jest
      bezczelne co powiedziałam , ale wiedz , ze ja wiem co tzn. rodzić martwe
      dziecko bo lekarz "pomylił" zastrzyki wiem co to za ból....jakby mi ktoś dał
      pistolet wtedy bez mrugniecia okiem strzeliłabym mu prosto w serce.
      teraz ból minął , a pojawiła się nadzieja ...nadzieja , ze wszystko będzie
      dobrze.
      Mója Córcia Kochana ma dzis na grobie pieknego duzego Anioła i iwanuszki i
      lampeczki, ale jak mówi moja babcia -"To takie maleństwa nam swiecą , a nie my
      im".
      powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka