26.01.05, 14:51
Czy to nie jest trochę tak, że cmentarze są dla żywych?
Piszemy o naszych Aniołkach - wierzymy, że są już zdrowe i radosne w niebie
albo tuż obok nas. A mimo to mówimy, że idziemy do Jasia czy do Małgosi na
cmentarz. Przecież tych dzieci nie ma w zimnym, ciemnym grobie. Kto normalny
by chciał żeby tam były? Tam spoczywaja tylko ich ciała. Czy mimo wszystko nie
lepiej z premedytacja mówić, że idzie się na cmentarz na grób Jasia czy Małgosi?
Co myślicie na ten temat?
Obserwuj wątek
    • mmmmmm2 Re: Cmentarz 26.01.05, 15:13
      Ja właśnie tak traktuję cmentarz. Na początku kilka razy przemknęło mi przez
      myśl, wieczorem jak wiał wiatr i padał deszcz, że zostawiam moją córeczkę w
      takie zimno a sama idę do ciepłego domku. A teraz raczej traktuję cmentarz nie
      jako miejsce w którym leży moje dziecko tylko jako miejsce grobu. Wiem, że dużo
      forumowiczów i forumowiczek chodzi na cmentarz, rozmawia z dzieckiem, dobrze
      się tam czują. Ja raczej nie - odmówię modlitwę, zapalę znicz i już. Chyba
      częściowo sama to w sobie "wyćwiczyłam" bo pomimo pozorów jestem w gruncie
      rzeczy miękka, a moja wyobraźnia jest wybujała. Jak mąż sklejał grobek z
      granitu, myślałam - zamiast łóżeczka - i w płacz. Jak przynosiłam ładne znicze -
      myślałam - zamiast zabawek - i w płacz, chryzantemy - zamiast słodyczy - i w
      płacz. A teraz przy grobie - raczej nie myślę.
      Pozdrawiam
      Ewa - mama Aniołka Julii
    • asia.miniaczek Re: Cmentarz 26.01.05, 15:19
      po odejściu Zuzanki, zawsze kiedy wybieramy sie na cmentarz mówimy, ze idziemy
      do Myszki, Zuzanki ...
      nigdy nie mówimy idziemy na cmentarz.
      Bardzo często mówie o niej w czasie teraźniejszym...mój mąz podobnie.
      Pewnie tak już zostanie.
      I będziemy mówić idziemy do naszej Myszeczki...
      • j0204 Re: Cmentarz 26.01.05, 15:40
        osobiście myślę, ze mówienie zarówno ,ze idę do Sylwi, czy na cmentarz jest
        dobre. Oczywiście, ze naszych dzieci tam nie ma. Ale jest ten symbol, pamięć,
        miłość. Myślę,ze dla naszych dzieci, nie ma znaczenia jak mówimy - to tylko
        kwestia osobistego wymówienia tego zdania.
        Moze jest nam trochę łatwiej, jak powiemy ze idziemy do .......(imię dziecka)
        niż, ze idziemy na cmentarz? Moze to jeszcze taka forma obronna przed tym, co
        sie stało na zawsze?
    • mamabenia Re: Cmentarz 26.01.05, 16:55
      Nasz Benuś istnieje dla nas w czterech miejscach (jeśli można to tak ująć). W
      domu, na cmentarzu, w internecie, a przede wszystkim w Niebie.
      Łóżeczko stoi wciąż w tym samym miejscu (teraz znajdują się tam Jego rzeczy ze
      szpitala - ubranka, pampersy, maści, oliwka, smoczek etc.). Zawsze mieliśmy
      przez całą noc (kiedy był w domu) zapaloną nocną lampkę - tak zostało do
      dzisiaj.
      Mieszkamy w Krakowie, ale Benio jest pochowany w Świątnikach Górnych (25 km).
      Jest dobry dojazd więc staramy się przynajmniej 2, 3 razy odwiedzać Jego
      grobek. Czasami rzadziej. Przebywamy tam niedługo (ze zrozumiałych przyczyn:
      dwójka dzieciaków w domu, praca itp.), jednak ta krótka chwila jest bardzo
      mistycznym doznaniem.
      Zrobiłem Benusiowi stronę www.beniamin.net ,która w pewien sposób koi nasz
      wielki ból. Istnieje w wirtualnym świecie. Przy okazji Forum spotkaliśmy też
      cierpienie innych rodziców i łączymy się z nimi w bólu i modlitwie, wciąż mając
      nadzieję że ma ono jakiś głębszy sens.
      Przede wszystkim nasz Aniołek istnieje w Niebie, gdzie bryka z innymi
      dzieciakami, którym nie było dane lepiej poznać tego naszego świata. Podczas
      pobytu w Prokocimiu zapoznaliśmy się z kilkoma rodzicami, których Dzieciaczki
      odeszły kilka chwil przed Beniem (wiek: od 8 mies. - 11 lat). Mocno wierzymy,
      że ich teraźniejszy świat to po prostu Raj. Dlatego uważam, że nieważne jest
      czy idziemy do dziecka czy na grób dziecka, tylko że możemy z nim pobyć sam na
      sam i powspominać te najpiękniejsze w życiu chwile kiedy byliśmy razem.
      Czasami nasz stan (rodziców, których dzieci odeszły) jest swego rodzaju
      schizofrenią. Z jednej strony musimy egzystować w rzeczywistości, z drugiej -
      wciąż chcemy i jesteśmy z naszymi Aniołkami.
      pozdrawiam, życząc mnóstwo sił i wiary w sens, tego co się stało
      maciek rajczyk
    • fibo1 Re: Cmentarz 27.01.05, 00:28
      Oczywiście, że cmentarze są dla żywych. Wszystko co robimy tu, w tym świecie-
      jest dla żywych. Ale piękne złudzenia pomagają nam, żywym żyć dalej. Kosmyk
      włosów mojej córci noszony na szyi w medalionie pomaga mnie a nie jej. Pokój z
      rzeczami jest świadectwem jej życia potrzebnym mnie, pomnik i jego otoczenie na
      cmentarzu to moje miejsce, gdzie skupienie i tęsknota znajdują najlepsze ujście.
      Zawsze mówię: idę do Marty. Nie dbam o prawdę przekazu, poprawność gramatyczną i
      precyzję określenia. Ja naprawdę idę do niej niezależnie od tego jakby
      filozofować na temat jej obecnego miejsca pobytu. Ponieważ nie potrafię odnaleźć
      Marty ziemskimi zmysłami, więc pilnuję choć mogiły. Ja. Dla siebie. Dla niej nic
      już nie mogę zrobić oprócz zachowania pamięci i miłości. Mógłbym pewnie znaleźć
      sobie dowolne miejsce do tych medytacji, ale tam jest jej ciało. Może też czasem
      je odwiedza?
      Przecież wiem, ona umarła i nigdy nie wróci tu do mnie. To ja muszę się
      pofatygować do niej. Póki co radzę sobie stosując kontrolowaną iluzję i sadząc
      kwiaty myślę- to dla ciebie bąku. I naprawdę czuję jak udaje, że się obraziła o
      tego bąka. I uśmiecham się do niej.
      To był główny problem po jej odejściu: wszyscy mówili- trzymaj się, to okropne
      co przeżywasz, strasznie cierpisz stary itd itp. A ja prosiłem żeby nie mówili o
      mnie. Ja żyję. Byle jak i zdawkowo, ale teoretycznie jeszcze mogę wszystko. A
      jej już nie ma. To jej żałujcie, to nad nią płaczcie, nie nad żywym. To ona
      zderzyła się z Nieodwracalnym. Już tu nie wróci nigdy. Wiem to. Wiem to. Wiem
      to. I wiem, że na cmentarzu idę do grobu Marty i ciała Marty. Ale skoro nigdy
      już w życiu nie pójdę po prostu do mojej córci żywej, to niech mi ten placyk i
      pomnik wystarczy.
      Podsumowując: tak, moim zdaniem kult zmarłych, kult grobu to iluzja. Dla
      bezradnych i zrozpaczonych. To forma radzenia sobie (jedna z wielu),
      przedłużania poprzez ułudę swoich związków z Nieobecnym. Proteza, obraza logiki.
      Tak. I co z tego?

      PS- Chcę też wyraźnie powiedzieć, że uważam każdą metodę radzenia sobie z
      sytuacją za dobrą. Również np. artykułowanie szczerej do szpiku prawdy. Tylko
      akurat w mojej sytuacji to nie ma sensu. Kiedy mówię: idę do Marty, nie muszę
      podkreślać, że idę na grób Marty. Wszyscy wiedzą gdzie idę.
    • agablues Re: Cmentarz 28.01.05, 14:16
      My własnie sobie o tym wczoraj rozmawialiśmy.
      Jest zimno, szybko zapada zmierzch, pracuję - nie mam juz tak dużo czasu na
      codzienne wizyty na cmentarzu. Za mną przeziębienie, nie wychodziłam z domu
      przez tydzień. Ostatnio zachorował mój mąż i tez kilka dni nie był. I własnie
      wczoraj powiedział - ona tam leży sama, w zimnym grobie. Ja tak tego nie chcę
      pojmować. Tam leży tylko jej ciałko, które już nie czuje zimna. A gdzie jest
      moja Iga? Nie wiem czy to jest jakieś miejsce. Na pewno jest w moim sercu.
      Zawsze. Na pewno jest gdzieś niedaleko, w innej postaci i wiem, ze jakoś nad
      nami czuwa. Nasz Ksiądz mówi, ze mamy swoją własną Swiętą. Być może. Jest
      nieustannie w mojej głowie.
      Tam jest tylko miejsce jej pochówku. Bardzo ważne dla nas miejsce, bo tam
      zostało jej ciałko. jak często mogę, tak często bywam, ale jesli nie mogę, nie
      traktuję tego, jakbym ją zostawiła. Ona jest ze mną.
      Mówic każdy może jak chce - tak by było mu z tym dobrze.

      Aga
    • bunio1 Re: Cmentarz 28.01.05, 14:52
      Ja zawsze mówie , że ide do Bunia , wiem że Jego tam nie ma bo sam z żoną
      przygotowójąc do odejścia mówiliśmy Jemu , że idzie do ANIOŁKÓW i że będzie w
      górze się bawić z innymi aniołkami takimi jak On.Obiecywałem Jemu że tam nie
      będzie cierpienia i problemów a tylko zabawa z innymi aniołkami , a On mi
      mówił ,że nie będzie tam jego Musi Tatusia Dziadków Kolegów i Koleżanek.Boże
      jak ciężko jest mi to pisać,przepraszam ale będzie bez zakończenia.
      Tak długo czekałem a tak szybko odszedł.Pamiętajmy o naszych aniołkach.
      • heath2 Re: Cmentarz 28.01.05, 19:48
        Trochę nie na temat. Czytałam Bunia i znowu ryczę. Nie wyobrażam sobie, że
        miałabym swoje czy jakiekolwiek dziecko przygotowywać do śmiercI!Tak bardzo,
        bardzo Wam współczuję, Wam - rodzicom dzieci, które żyły i nagle musiały
        zrozumieć, co to śmierć, oczekiwać jej...Podziwiam Waszą siłę bo ja bym
        zwariowała.Smierći dziecka nie da się porównać z żadnym nieszczęściem.To
        niewyobrażalny, niukojony ból.Jestem sercem z Wami, Waszymi dziećmi i moim
        oczywiście też.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka