arv123
16.02.05, 11:17
Postanowiłem Wam napisać o tragedii która miała miejsce wczoraj (15.02.2005)
na oddziale kardiologii (VI) Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego na
Prokocimiu w Krakowie. W poniedziałek na oddział przyjęto ok. siedmioletnią
dziewczynkę. Zasłyszałem, że na obserwację w związku z arytmią serca. Wczoraj
rano pielęgniarka zabrała ją do "zabiegówki". Prawdopodobnie wenflon lub
pobranie krwi. Podobno po paru krzykach wystraszonego dziecka na oddziale
rozpoczęła się bieganina. Do zabiegówki pobiegło kilku lekarzy. Blade
pielęgniarki pędem nosiły sprzęt i wykonywały telefony (ponoć na OIOM).
Dziewczynka zmarła.
Słyszałem już o różnych historiach. Wielokrotnie nieudane wkłucia. Dzieci pod
tlenem po wyjściu z zabiegówki. Podawane w nocy środki uspokajające. Ale po
wczorajszym dniu jestem wstrząsnięty i przerażony.
W zabiegówce nie ma nawet jednej zabawki. Pielęgniarki twierdzą, że
mają "dużo" dzieci i brakuje im czasu na "cackanie" się. Przerażone dzieci
oglądają wkłucia i własną krew kapiącą do próbówek lub z wenflonu. Rodzice są
wypraszani na czas trwania zabiegu, podobno dziecko bez rodzica "broni" się
krócej.
CO ROBIĆ, JAK OCHRONIĆ WŁASNE DZIECKO ?!?!?!?!?!?!?