anda8
07.03.05, 20:08
to jest historia o moim bracie.
Jego żona zachorowała na raka po urodzeniu trzeciego dziecka. Zbyszek często
musiał wyjeżdżac z domu, do Małgosi i wtedy cała rodzina opiekowała się
dzieciakami. Kiedy umierała Małgosia, umarł jego ojciec a mój stryjek. Na
pogrzebie Małgosi ( 29 lat) płakałam jak oszalała.
Za rok Patrycja, córka Zbyszka zachorowała na guza mózgu. Zbyszek oszalał,
jeździł po całym kraju, sprzedawał wszystko co miał, żeby ją ratować. Zmarła
po dwóch latach po smierci matki. Na pogrzebie bylismy tak cicho,głucha
cisza, kiedy ksiądz kazał modlic się za grzechy zmarłej. Potem straciłam z
nim kontakt, bo sama miałam problemy ze swoim maleństwem, ale ciagle myslałam
o nim o tym co się stało. Kiedy zachorował Rafałek, nie mogłam w to uwierzyć.
Zbyszek tym razem powiedział, niech on tylko tak nie cierpi. Pomogli mu
ludzie z lubelskiego hospicjum. Jemu i najstarszemu synkowi, który miał juz
wtedy około 13 lat i wszystko rozumiał i pamiętał: smierc matki, siostry...
Rafałek zmarł dwa lata po smierci Patrycji.
Nie płakałam długo, ciągle słyszałam słowa księdza, który nie mógł opanowac
szlochu: synu, ja juz nie umiem Cie pocieszyć.
Minął rok, mineły dwa. Marcin jest zdrowy. Wszyscy boimy się ciagle.
Wczoraj przysniła mi sie Małgosia. powiedział mi, że te małe dzieci były jej
bardzo potrzebne, bo nawet nie zdązyła sie nimi nacieszyć. Marcina oddała
Zbyszkowi i niech narazie tak zostanie.
Serce mi stanęło chyba i rycze już cały dzień.
To chyba jedynewytłumaczenie tej tragedi, która dotknęła mojego brata i całą
rodzinę.