Dodaj do ulubionych

nie ma już mojej ADUSI

21.03.05, 01:44
Jest mi bardzo ciężko i nie wiem...Moja księżniczka zmarła miesiąc temu do
dziś nie mogę w to uwierzyć.Miała 7 lat nie mogła się już doczekać swoich
nadchodzących 8 urodzin które obchodziłaby w maju.Miała wadę serca-
kardiomiopatię przerostową.Wszystko do tej pory było dobrze jeżdziłyśmy co
pół roku do krakowa na kontrolę do dnia 14 lutego kiedy zawiozłam ją do
przyjęcia na oddział TYLKO na kontrolne badania -echo i holter.MOJA KOCHANA
CÓRUSIA nie była nawet doby w szpitalu bo gdy 15 lutego rano poszła na
badanie krwi...ZMARŁA NAGLE.Nikt z lekarzy nie umiał mi wytłumaczyć jak to
się stało powiedzieli ż tak bywa.A mnie najbardziej boli to że nigdy nie
dowiem się co się stało...ADA była cudowna chodziła do szkoły muzycznej grała
na gitarze była śliczna miała cudowne loki i nieustający uśmiech na twarzy i
setki razy dziennie powtarzała mi MIMI KOCHAM CIĘ -brakuje mi tego.Nie wiem
co mam z sobą zrobić nie chce mi się żyć.Ada nigdy nie narzekała na złe
samopoczucie nigdy a to miały być tylko kontrolne badania......
Obserwuj wątek
    • izabelski Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 02:11
      Bardzo ci wspolczuje i nie wiem czy moge pocieszyc wiecej niz przeslanie moich
      Aniolow dla ciebie...
      Przytulam cie serdecznie
      • zorka7 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 08:37
        Chyba czytałam już o twojej córeczce na tym forum...

        Jest mi bardzo smutno i źle, bo wszystko układa się naopak...
        Sił i wiary w sens życzę...
        • j0204 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 09:45
          Strasznie mi przykro.
          Przytulam mocno.
          • mamawikusia Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 10:07
            Bardzo Ci wspólczuje.
            Musimy wierzyć ,ze To wszystko ma jakis sens,którego my ludzie nie jesteśmy w
            stanie objąć umysłem.
            Przytulam Cię mocno.
    • f.gosia1 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 10:28
      Tak bardzo mi przykro. Pomodlę się za Twoją Adusię i zapalę jej światełko.

      Czy poniższy post nie dotyczył czasami Twojej córeczki czy tylko zbieg
      okoliczności.


      Śmierć w "zabiegówce".
      Autor: arv123
      Data: 16.02.2005 11:17 + dodaj do ulubionych wątków

      + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      Postanowiłem Wam napisać o tragedii która miała miejsce wczoraj (15.02.2005)
      na oddziale kardiologii (VI) Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego na
      Prokocimiu w Krakowie. W poniedziałek na oddział przyjęto ok. siedmioletnią
      dziewczynkę. Zasłyszałem, że na obserwację w związku z arytmią serca. Wczoraj
      rano pielęgniarka zabrała ją do "zabiegówki". Prawdopodobnie wenflon lub
      pobranie krwi. Podobno po paru krzykach wystraszonego dziecka na oddziale
      rozpoczęła się bieganina. Do zabiegówki pobiegło kilku lekarzy. Blade
      pielęgniarki pędem nosiły sprzęt i wykonywały telefony (ponoć na OIOM).

      Dziewczynka zmarła.

      Słyszałem już o różnych historiach. Wielokrotnie nieudane wkłucia. Dzieci pod
      tlenem po wyjściu z zabiegówki. Podawane w nocy środki uspokajające. Ale po
      wczorajszym dniu jestem wstrząsnięty i przerażony.

      W zabiegówce nie ma nawet jednej zabawki. Pielęgniarki twierdzą, że
      mają "dużo" dzieci i brakuje im czasu na "cackanie" się. Przerażone dzieci
      oglądają wkłucia i własną krew kapiącą do próbówek lub z wenflonu. Rodzice są
      wypraszani na czas trwania zabiegu, podobno dziecko bez rodzica "broni" się
      krócej.

      CO ROBIĆ, JAK OCHRONIĆ WŁASNE DZIECKO ?!?!?!?!?!?!?



      • anuszka_bishi_buluu Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 10:55
        Kochana, mój synek też zmarł podczas badań kontrolnych. Sama ne wiem po co ja
        go do tego szpitala przywiozłam??? Czasami czuję że to moja wina, że gdybyśmy
        zostali w domu wszystko byłoby dobrze....Po co mi to było, po co ta kontrola???
        Dla Ady (*)(*)(*)(*)(*)
        Dla Ciebie duzo siły i żebyś nie miała takich mysli jak ja..
        Dorota mama Aniołka Marcinka
      • agnes022 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 22:50
        Ja jestem na tej stronie po raz pierwszy.Niemogąc znależć sobie miejsca
        zaczęłam szukać....sama nie wiem czego.Gdzie mogłabym znaleść ten post a
        konkretnie czy jest możliwość kontaktu z autorem? Czuję się coraz gorzej nie
        wiem na ile starczy mi sił.Serdecznie dziękuję za ciepłe słowa i czekam na
        odpowiedż
        Agnieszka
    • aania25 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 14:58
      Kochana, coz mozna powiedziec wobec takiej straty, przytulam Cie mocno i
      ocieram lzy Twoje.

      Ania
    • martenko Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 15:21
      Kochanie jestem z Tobą sercem i myslami.
      A to swiatełko (*)(*)(*) dla Twojej księżniczki.
    • melka_x Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 15:37
      Tak bardzo mi przykro, nic wiecej nie napisze, bo wiem ze nie ma slow, ktore
      moglyby Cie pocieszyc.
      • ulkar Re: nie ma już mojej ADUSI 24.03.05, 12:00
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=11769136&a=11769136
        Tak jakbym czytała historie mego Tomka. Paskudna, podstepna kardiomiopatia,
        zabiera najlepsze z tego świata. A może to boski sposób na przeniesienie ich w
        lepszy swiat ... dlatego czekam...
    • anaisz Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 15:58
      (*)...
    • tana22 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 16:58
      Dla Aduni (*)(*)(*)...
      Dla Ciebie ciepłe myśli...
    • jk1968 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 17:20
      Boże jakie to życie jest okrótne - brak słów.
      Bądź dzielna
      ADO - światełko dla Ciebie (*)

      Mama Aniołka Martynki
    • annall Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 18:52
      Bardzo mi przykro...
      Cóż mogę napisać...przytulam cieplutko i życzę sił...
      Ania
      • joannajarek Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 19:32
        Niestety nic wiecej nie umiem napisac jak tylko ze jest mi bardzo , bardzo
        przykro.
        Trzymaj sie dzielnie.
        Asia
    • marzekal Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 21:33
      Tak bardzo mi przykro. Wspieram Cię modlitwą, trzymaj się cieplutko. Dla Adusi
      (*)(*)(*)
    • pullpecja Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 21:38
      Szok... bardzo mi przykro.
      Mogę tylko Ci napisać, że jestem tu i myślę o twoim skarbie.
      Taka mała kobieta, a teraz duży aniołek...
      (*)

      Moja córeńka miała Zespół Fallota. Dawali jej 95% procent szans na przeżycie
      operacji i powrót do zdrowia -niespodziewanie te 5% przeważyło szalę i jej
      serce przestało pracować (w niespełna dobę po operacji). Też miałam świadomość,
      że Patrynia jest chora -ale nigdy nie wątpiłam w to, że będzie w przyszłości po
      korekcie serca zupełnie zdrowym dzieckiem. A tu, taki szok...

      Bardzo Ci współczuje. Przykro mi, że Ciebie też to cierpienie dotknęło.
      Przytulam mocno.
    • betty69 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 21:42
      Strasznie mi przykro. Nic wiecej nie potrafie napisac... :(

      Pozdrawiam
      B.
    • agacz2905 Re: nie ma już mojej ADUSI 21.03.05, 21:58
      Niesamowicie mi przykro z powodu Twojej córki. Przyjmij wyrazy współczucia i
      szczere życzenia wielu sił i woli przetrwania w żałobie, jaką przeżywasz.
      Agnieszka
    • kingan75 Re: nie ma już mojej ADUSI 23.03.05, 14:44
      Mnie też jest bardzo przykro. Do tej pory nie mogę się z tym pogodzić. Poznałam
      Pani córeczkę osobiście, leżała w tej samej salce co mój synek. Mimo krótkiego
      jej pobytu zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Dużo o sobie nam opowiadała: o grze na
      gitarze, o swoim braciszku, o książkach, które przeczytała. Mój synek bardzo
      chętnie z nią się bawił, ponieważ miała dużo ciekawych pomysłów na zabawę z
      maluchem. Miło było ją słuchać, ponieważ mimo 8 lat bardzo pięknie się
      wysławiała i ciekawie i była bardzo samodzielna. Tamtego ranka nawet
      zaproponowałam jej, że pomogę jej upiąć włosy ale podziękowała i powiedziała,
      że sobie poradzi, ponieważ ma już prawie 8 lat. Potem wyszła ..........
      A później Pani weszła do pokoju i zapytała mnie: "a gdzie jest Adrianka?", nie
      wiedziałam co mam Pani powiedzieć........
      Pozdrawiam
      • mama38 do agnes022 23.03.05, 15:28
        Tak mi przykro i znów nie ma odpowiedzi dlaczego...
        odbierz proszę pocztę gazetową
    • igga-81 Re: nie ma już mojej ADUSI 23.03.05, 19:01
      tak bardzo mi przykro...
      znam dobrze te wszystkie ucZucia:(
      pozdrawiam Cie serdecznie i przytulam wirtualnie
    • ulkar Re: nie ma już mojej ADUSI 24.03.05, 12:01
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=11769136&a=11769136
      Tak jakbym czytała historie mego Tomka. Paskudna, podstepna kardiomiopatia,
      zabiera najlepsze z tego świata. A może to boski sposób na przeniesienie ich w
      lepszy swiat ... dlatego czekam...
    • ulkar agnes022 24.03.05, 12:03
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24429&w=17883606
    • gosiap10 Re: nie ma już mojej ADUSI 24.03.05, 12:17
      Co moge Tobie napisac, gdy brakuje mi slow?!
      Ze mi przykro? - To duzo za malo, by wyrazic to co dzieje sie teraz w moim
      sercu!
      Mysle o Twojej Adusi od dnia, gdy dowiedzialam sie o niej z postu arv123 na tym
      forum. Nie wiem, co zdarzylo sie rzeczywiscie w gabinecie zabiegowym, ale
      odpowiedz pielegniarek, ze tak bywa - przeraza mnie.
      Adusi - slicznej Krolewnie wysylam modlitwy i swiatelka (*)(*)(*)
      • ulkar Re: nie ma już mojej ADUSI 24.03.05, 12:27
        Gosia, to jest właśnie kardiomiopatia przerostowa. Jak było z moim Tomkiem? 10
        min wczesniej rozmawiałam z nim. Nic sie nie działo. NIC!! siedział i grał w
        grę. Nie biegał, nie przesilał się. Chwila, moment, i najprawdopodobniej silna
        arytmia komorowa...
    • agafa30 Re: nie ma już mojej ADUSI 24.03.05, 13:47
      bardzo mi przykro, bardzo Ci współczuję i przytulam mocno. Życzę Ci dużo, dużo
      sił. I zaglądaj tu, jesteśmy.
      Mnie bardzo pomogło to forum przetrwać najgorsze chwile po śmierci mojej
      córeczki. I pomaga nadal, przetrwać powracające wciąż chwile ogromnego bólu.
      Mam nadzieję, że Tobie też da nadzieję i wiarę w przyszłość.
      Agnieszka.
    • pielekar Re: nie ma już mojej ADUSI 19.05.05, 08:48
      Szanowny Panie arvt123
      To wielkie nieporozumienie i brak odpowiedzialnośći,że na podstawie zasłyszanej
      gdzieś plotki,nie znając faktycznej sytuacji,formuje Pan publicznie opinie
      krzywdzące personel medyczny oraz godzące w dobre imie szpitala.
      Każdego dnia lekarze i pielęgniarki naszego oddziału WALCZĄ o życie naszych
      MAŁYCH PACJENTÓW z wadami i chorobami serca.
      Niestety,zdarza się,że w walce o zdrowie dzieci jesteśmy czesami bezsilni.
      ODEJŚCIE DZIECKA,TO ZA KAŻDYM RAZEM RÓWNIEŻ DLA NAS OSOBISTA TRAGEDIA.
      Nie dostrzeganie naszego trudu i publiczne oskarżanie nie mające jakichkolwiek
      podstaw jest WIELKĄ NIEGODZIWOŚCIĄ.
      W obecnej sytuacji w służbie zdrowia NAJCENNIESZYM WYNAGRODZENIEM za naszą
      ciężką pracę jest SZACUNEK I UZNANIE naszych MAŁYCH PACJENTÓW i ich rodziców.
      Ci pierwsi zawsze potrafią DZIĘKOWAĆ swoją RADOŚŚCIĄ i UŚMIECHEM.Ci
      drudzy,nierzadko,tak jak Pan,odwdzięczają się OBMAWIANIEM,PLOTKAMI,OSZCZERSTWEM
      I NIEGODZIWOŚĆĄ.
      ZESPÓŁ PIELĘGNIAREK KLINIKI
      KARDIOLOGII
      USD KRAKÓW O.VI.
      • mamagaby Re: nie ma już mojej ADUSI 19.05.05, 09:48
        Szanowny Zespole Pielęgniarek Kliniki Kardiologii USD Kraków o.VI!

        Są ludzie i ludziska a także pielęgniarki i pielęgniarki. Proszę nie zapominać,
        że w szpitalu znajdują się przede wszystkim chore dzieci i ich przerażeni
        chorobą rodzice.Bezsenosowne jest wartościowanie danych zachowań bo niestety
        każdy z nas jest ulepiony z innej gliny i nie działamy wg określonego
        schematu. Sytuacja w służbie zdrowia jest i była trudna, praca pielęgniarki
        jest ciężka ale aby okazać serce i dobrą wolę nie potrzebne są pieniądze i nie
        wypomina się ile włożyło się trudu.Szacunek należy się każdemu człowiekowi bez
        względu na to, czy jest pacjentem, rodzicem , dzieckiem czy
        pielęgniarką.zapewniam,że na życzliwe traktowanie raczej odpowiada się
        uśmiechem i zaufaniem.
        Odejście dziecka to przede wszystkim osobista tragedia rodziców!
        WIELKĄ NIEGODZIWOŚCIĄ JEST BRAK ZROZUMIENIA CIERPIĄCEGO DZIECKA.Moje dziecko
        zostało potraktowane niegodziwie, bo ja jako rodzic zrobiłam wszystko, żeby
        mojemu dziecku nie bolało wkłucie igłą (zastosowałam maść emla),zaś
        pielęgniarka z premedytacją wkuła się obok znieczulonego miejsca. Proszę
        odpowiedzieć sobie na pytanie czy to jest szacunek czy całkowite oddanie, czy
        krzywda personelu medycznego czy po prostu...Moja córka doskonale pamięta tą
        sytuację, pomimo że wydarzyła się trzy lata temu. W chwili obecnej za dwa
        tygodnie będzie miała ponownie zabieg operacyjny i mając 8 lat zadaje pytanie,
        czy nikt jej nie oszuka.
        pozdrawiam
        ula
      • vinga_o do zespołu pielęgniarek 19.05.05, 13:23
        Szanowny Zespole Pielęgniarek.
        Prosiłam na privie, aby wkleić ten post w odpowiednim wątku, najprawdopodobniej
        "Śmierć w zabiegówce", a w tym wątku nie widzę, aby wypowiadał się arv123.
        Nie rozumiem, dlaczego wklejacie ponownie ten sam post w tym wątku? Myślałam, że
        to pomyłka. Wasz post nie pasuje do tego wątku, więc zostanie usunięty.
      • arv123 Re: nie ma już mojej ADUSI 19.05.05, 19:47
        Szanowne Panie Pielęgniarki.

        Nigdy moim zamiarem nie było formułowanie krzywdzących personel medyczny lub
        dobre imię szpitala opinii. Zdaję sobie sprawę ile dzieci zostało uratowanych
        dzięki Waszej ciężkiej pracy i poświęceniu. Wiem dobrze, że mimo widocznej
        czasem rutyny bardzo przeżywacie niepowodzenia będące jednocześnie czyjąś
        tragedią. Moją intecją nie było szukanie przyczyn lub osób odpowiedzialnych
        tragicznej śmierci Adusi ani formułowanie jakichkolwiek oskarżeń. Zdaję sobie
        sprawę, że w wielu przypadkach każdy - nawet najlepszy lekarz - jest bezsilny
        wobec natury i choroby dziecka. Jako rodzic, oddając dziecko w ręce lekarza
        okazuję mu najwyższe zaufanie i wiem, że zgodnie z przysięgą lekarską zrobi
        wszystko aby uratować jego kruche życie. Jednak nigdy nie zaakceptuję - nawet
        koniecznego - cierpienia dziecka.
        Proszę uczciwie odpowiedzieć:
        - czy warunki panujące w szpitalu sprzyjają komfortowi dzieci ?
        - czy jesteście w stanie zapewnić 100% troskliwą opiekę ?
        - czy zdarzają się przypadki odparzeń u niemowląt ?
        - czy znacie przypadek podduszenia przez sznurek balonika ? Gdzie był wtedy
        personel ?
        - czy słyszałyście o "usmażeniu" dziecka zepsutą lampą do naświetleń (inny
        szpital) ? Wiecie ile to trwało ?
        - ile dzieci przypada na jedną pielęgniarkę ?
        - czy środki przeciwbólowe po operacji podawane są u Was regularnie czy na
        żądanie ? Kto poprosi o ich podanie gdy nie ma rodzica ? Dwuletnie dziecko ?
        - czy wyposażenie zabiegówki sprzyja łagodzeniu stresu ?
        - czy stres w przypadku serca po operacji może wywołać takie powikłania jak
        migotanie ?
        - czy dziecko musi widzieć kapiącą krew do próbówki ?
        - czy są metody łagodzące ból przy wkłuciach ? Jak często są stosowane ? (nawet
        zimny okład przy bolesnym zastrzyku)
        - jak zapobiegać zatykaniu się wejść ? (heparyna?)
        - jak znieczulacie zakładanie drena ?

        Nie wydaje mi się również aby podane przeze mnie informacje mijały się z prawdą.
        Każdy obecny tu rodzic poda przynajmniej jeden podobny przykład.
        To nie obmawianie, oszczerstwa, niegodziwość i krzywdzące opinie. To dramatyczne
        wołanie przerażonego rodzica: "Czy tak musi być?".

        Ja wiem, że nie ma pieniędzy, że pielęgniarki wyjeżdżają na zachód, że jesteśmy
        bezilni, że taki system. Ale ja tego nie zaakceptuję. Gdy przyjadę na Prokocim
        na kolejną operację, wiem że bez wenflonu się nie obejdzie. Ale gdy usłyszę
        płacz dziecka na zabiegówce to przypomnę sobie Adę i zacisnę zęby. I choćbym
        miał koczować z rodziną przy windzie, zrobię wszystko aby złagodzić ból i stres
        mojego i innych dzieci. Za te same pieniądze, z Wami, w tym systemie.

        ---
        Arv123.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka