Dodaj do ulubionych

Jestem tak rozzalona...

15.08.05, 13:14
3 dni temu mialam zabieg. Aniolek mial 7 tyg i widzialam jak bije mu serduszko. To byla ciaza pozamaciczna.
Wlasnie...dla wszytskich to byla CIAZA. A dla mnie to bylo DZIECKO. Moje dziecko. Dziecko, ktoremu bilo juz serduszko. I pewnie zawsze bede sie zastanawiac, czy byloby podobne do mojej starszej corci, jak mialoby na imie, czy byloby chlopcem czy dziewczynka...
Wczoraj wrocilam ze szpitala. Patrzylam na moja starsza corke i ryczalam. "MAZ" (bo nie ma sensu juz chyba nazywac go bez cudzyslowu) stwierdzil, ze "jego znajoma stracila 2 ciaze i jakos nie robi z tego takiej afery jak ja".
Zabraklo mi slow....
Nikt nie wie jak ze mna rozmawiac, co mowic. Nikt nie potrafi pojac, ze ja wiem i pamietam, ze bylam w ciazy. Mysla, ze lepiej bedzie udawac, ze w ogole w ciazy nie bylam.
Nawet wlasny maz...

A tak swoja droga...Zastanawialam sie...
Czy skoro moj Aniolek mial juz bijace serduszko, to mial tez i dusze i poszedl do Nieba?

Jedynie tutaj moge o tym pogadac...przykre to z jednej strony...
Obserwuj wątek
    • ancia11 Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 14:11
      Mocno przytulam Cię do mojego serca. I napewno twój dzidziuś jest już w Niebie
      i bawi się razem z moją Darcią i patrzą na Nas z Góry.
      Pozdrawiam gorąco Ania mama Daniela 3lata i 8 miesięcy i Aniołka Darii
    • iromanczuk Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 18:01
      Witaj!
      Jest mi bardzo przykro. Ja straciłam swoje dziecko dwa i pół miesiąca temu, w
      przeciwieństwie do Ciebie wiem, że był to synek, urodził się martwy w 34 tc.
      Wciąż nie wiem właściwie co się stało, ale bardzo cierpię, dlatego wiem co
      czujesz i wiem co czuje każda kobieta w takiej sytuacji. Myślę, że nasze
      dzieciaczki są w niebie i jest im tam dobrze. Pozdrawiam Cię gorąco.
    • wustyle Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 18:10
      mezczyzni czasem nie potrafia zrozumiec...
      czasem wytwarzaja plaszcz ochronny, bagatelizujac tragedie zeby nie pokazac jak cierpia
      czasem po prostu nie chca pamietac
      wiem, ze to przykre, powinnas liczyc przede wszystkim na meza
      trzymaj sie
    • ela2225 Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 18:45
      Wiem że Ci bardzo żle i żadne najcieplejsze słowa Ci nie pomogą ale ja wierzę
      że mój synek zaopiekuję się twoim dzieciątkiem tam gdzieś gdziekolwiek to jest.
      zapalam mu światełko (*)(*)(*)
      Trzymaj się ciepło i zaglądaj do nas na forum
      Pozdrawiam
      Ela mama aniołka Pawełka
    • igga-81 Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 19:04
      Twoje Dziecko zylo i mialo dusze, jestem o tym przekonana...

      Mam nadzieje, ze w koncu czas ukoi nieco Twoj bol.
      Ciesz sie, ze zdrowej i zywej corci...
    • szymus4 Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 21:56
      kochana! wiem co to zanczy, sama straciłam ciążę (i jednocześnie DZIECKO)
      pozamaciczna w 7 tyg. Też się do końca życia będę zastanawiać czy to był by
      chłpoiec czy dziewczynka, lecz odpowiedzi niema... ściskam cię mocno, dodam że
      pózniej urodziłam Szmonka w 27 tc. lecz też odszedł następnego dnia...starszych
      dzieci niemam. Proszę kochaj mocno córcię, nie pozwól aby kiedykolwiek poczuła
      że Ci niewystarcza...palę światełka dla twojego aniołka (*)(*)(*) mężczyźni
      przeżywają żal inaczej, my kobietki potrzebujemy się dzilić naszym bólem, ale
      pwenie Twój mąż równie bardzo cierpi tylko wewnętrznie i stara się być silnym
      aby cię potrzymać..przytulcie się do siebie.
      • kas1enka Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 22:06
        Dziekuje Wam wsyztskim za Wasze cieple slowa. Duzo znacza...
        Szymus4: niestety...nie moge sie przytulic do meza. Wyjechal dzis...i juz bedzie wracal tylko do starszej corki...Zostalam dzis zupelnie sama z bolacym brzuchem po zabiegu, z bolaca dusza i sercem, ze starsza corcia, ktora musze sie zajac...I powiem szczerze ze NIE MAM POJECIA skad brac dalej sily...
        • szymus4 Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 22:34
          kochana, szkoda że nie możesz się przytulić do męża, przytulam Cię wirtualnie
          jak mogę najmocniej. Lecz przeraża mnie myśl, że "będzie wracał tylo do
          starczej córki"...co mogę przez nią rozumieć? błagam Cię masz dla kogo żyć,
          Twoja córeczka potrzebuje Ciebie, Twojej miłosci.
          Mnie przestał brzuch boleć mocno po około 1,5 tygodnia od operacji
          lalaroskopowej.
          • kas1enka Szymus4 15.08.05, 22:51
            Dzieki za ten uscisk...Ja nie moge ale i chyba nie chce juz przytulic sie do mojego meza...Po tym wsyztskim co dzis od niego uslyszalam juz nie...Szymus kochana..moj maz dzis ode mnie odszedl. Powiedzial, ze byl ze mna dlatego, ze okazalo sie ze jestem w ciazy. Mimo, ze zapewnial o milosci...Mial kogos. Moze ma nadal...O tym tez sie dopiero dowiedzialam. A wczoraj, gdy cichutko sobie plakalam myslac o Aniolku, uslyszalam ze jego znajoma stracila 2 ciaze i nie robila z tego takiej afery jak ja. Potem jeszcze uslyzalam ze mnie nienawidzi, a gdy zaczelam juz szlochac spazmatycznie to sila wepchnal mnie do kibla zbeym sie uspokoila...Bo jak nie to zabierze mi dziecko, bo ja jestem chyba niezrownowazona skoro sie tak zachowuje BEZ POWODU
            Co ty na to? I gdzie mam szukac tych sil...No gdzie
            • szymus4 Re: Szymus4 17.08.05, 13:27
              Witaj, czy dzisaj już brzuszek mniej boli po operacji?
              rzeczywiście brak słów co do zachowania męża. Wczoraj miną 6 tydzień od śmierci
              mojego synka, byłam u niego na grobie i modliłam się za wszystkie aniołki oraz
              Ciebie aby było już tylko lepiej...uważam że płacz jest wyrazem żalu, a nie
              oznaką niezrównoważenia, szczególnie w tak krótkim czasie po stracie dziecka,
              ale również jajowodu, co jest niestety nieodwracalne! ja czulam jakbym straciła
              100% szans na zostanie kiedykolwiak mamą, jakbym straciła swoją kobiecość.
              Jestem myślami z tobą i wierzę, że jest na świecie mężczyzna, który zasługuje
              na Twoją miłość...napisz jeszcze jak się czujesz...
              • kas1enka Re: Szymus4 17.08.05, 14:00
                Dzieki za modlitwe i przykro mi ogromnie...Fizycznie czuje sie juz calkiem dobrze. Psychicznie niestety nie. Bylam dzis w kosciele. I jakos nie uzyskalam odpowiedzi na sto pytan...Nie zdziwilo mnie to...
                Moze to glupie, ale zawsze gdy wstaje rano i klade sie spac, patrze w niebo i mowie mojemu Aniolkowi "dzien dobry" czy "dobranoc". I przykro mi tylko, ze jego "tata" pewnie nawet juz o nim nie wspomina, bo ma przeciez tysiac innych wanziejszych rzeczy na glowie...
                Szymus4, kochana, a Ty? Jak Ty sie czujesz?
                Sciskam goraco
                • szymus4 Re: Szymus4 17.08.05, 22:16
                  dziekuje że pytasz, fizycznie ok. Wiesz, tak bardzo chciałabym być w ciąży, ale
                  wiem że to nie takie łatwe z połową przydatków i dzisiaj mam 15 dzien cyklu i
                  bardzo chciałabym spróbować bo mam wrażenie, że mogę stracić jedną z szans na
                  poczęcie. Lecz moja gin. powiedziała żeby zaczekać 3 mieś, ale nie wytłumaczyła
                  dalczego jest dobrze czekać? Idę jutro do niej, może zobaczę pęcheżyk graffa
                  po stronie gdzie mam jajowód to chyba się niepowstrzymam od próby, chyba że mi
                  wytłumaczy rzeczowo, że lepiej poczekać.
                  Podoba mi się pomysł witania Aniołka rano i żegnania wieczorem.
                  Wiesz, moze być tak, że Twój mąż tylko struga twardziela, ale gdzieś w głębi to
                  go wstrząsneło(w koncu powiedział, że chciał być przy Tobie skoro bedziecie
                  mieli dziecko!, czyli jednak dziecko było od początku!). Trudno cokolwiek
                  powiedzieć ponieważ nie znam człowieka. Czy on sam sobie zaprzecza???
                  Cieszę się, że już chociaż fizycznie lepiej się czujesz. Sciskam mocno.
    • marudka1980 Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 22:57
      napewno mialo duszyczke dzis pomodle sie za twojego anolka.Jezeli chodzi o twoj
      stan to wierze ze bardzo to cie boli a mezowi powiedz ze ty nie jestes jego
      znajoma.Ja tez poronilam tzn.samoistne poronienie nastapilo bardzo szybko
      jednak my z mezem czekalismy na to i czesto robilam testy wyszedl poz.nie
      mialam miesiaczki itp.potem zaczelam zle sie czuc az w koncu chlusnelo ze mnie
      i po wszystkim.Plakalam razem z mezem jednak krotko potem zaszlam ponownie w
      ciaze cala przelezalam w szpitalu i mam synka 5 miesiecy.Duzo lez wylalam ale
      moj stan polepszyl sie dzieki mojemu mezowi mysle ze to on jest teraz tobie
      najbardziej potrzebny-porozmawiaj z nim spokojnie On napewno tez to przezywa w
      sobie z tad takie slowa padaja w twoim kierunku.glowa do gory sciskam cie
      cieplutko
    • cn_tower Re: Jestem tak rozzalona... 15.08.05, 23:18
      Kasienko! a pomysl czy chcialabys aby taki petak(przepraszam ale napisalabym
      mocniejsze slowa ale nie wiem czy przejda)byl dalej z Toba, teraz bedziesz
      cierpiec i to jest naturalne ale potem przyjdzie ulga, i wtedy bedziesz go tak
      szczerze nienawiedziec za kazde jego slowo, bol przechodzi, strata Twojego
      dzieciatka jest strata najwieksza ale przyjdzie czas gdy zaczeniesz czuc Jego
      obecnosc i swiadomosc ze jest teraz w niebie, patrzy na Ciebie i bola Go Twoje
      lzy, On chce miec silna mame bo zawsze bedziesz miala juz dwoje dzieci, ja wiem
      jak bardzo Cie boli to co Cie dotknelo(jedynie ze strony meza) ale bedziesz
      silniejsza i juz nikt Cie nie skrzywdzi a ja WIEM ze gdzies jest mezczyzna
      ktory da Ci tyle szczescia na ile zaslugujesz... musisz starac sie teraz zyc
      dla Twojej coreczki i Twojego Aniolka, tule Cie mocno i nie poddawaj sie,
      przeciez sama wiesz ze On nie jest tego wart...
      • kas1enka cn_tower 15.08.05, 23:38
        Dziekuje. Naprawde. Wy naprawde jestescie wspaniale. Boli mnie to, ze on chyba nawet przez chwile nie poczul sie ojcem Aniolka. Dla niego to byla "tylko ciaza". Pewnie, ze boli, ze teoretycznie najblizsza osoba wypiela sie na mnie 3 dni "po".
        Ale masz racje. JUz zawsze bede mama 2 dzieci. I z jednej strony..nie zrozumcie mnie zle...ale z jednej strony boli mnie to do zywego, ze tego mlodszego nigdy nie zobacze i nie przytule..a z drugiej ciesze sie, ze bedzie na nas partrzyl i mam nadzieje czuwal nad nami...I ze ZAWSZE juz bede wiedziala, ze gdzies tam na gorze jest MOJ aniolek, moje drugie Dziecko...
        • wustyle Re: cn_tower 16.08.05, 13:10
          ja tez jestem wspaniala? '-)
          • nnika5 wustyle 16.08.05, 13:36
            NIe, mam nadzieje, ze Ty jestes wspanialy:)
            • wustyle Re: wustyle 16.08.05, 14:38
              ferdynand '-)
    • mamajaromira Re: Jestem tak rozzalona... 16.08.05, 13:59
      Twój Aniołek ma napewno śliczną, malutką duszyczką i jest teraz pod najlepszą
      opieką wszystkich naszych forumowych Aniołków. Jak kiedyś napisała Malomi, to
      są nasi Święci (i nie ma znaczenia ile czasu byli tu na ziemi), więc bądź
      pewna, że będzie teraz czuwał nad Tobą i siostrzyczką.
      Co do męża, to powiem Ci że wielu, naprawdę wielu facetów nie zdaje
      tego "egzaminu" z dojrzałości emocjonalnej. I zdawałoby się, że Ci wspaniali,
      kochający i czuli mężczyżni, z którymi stawałyśmy przed ołtarzem i z którymi
      niejednokrotnie przeżyłyśmy szczęśliwie lata nawet, w obliczu takiej tragedii
      okazują się zupełnie obcymi. Zero zrozumienia, a czasami tylko litość, bo nawet
      współczuciem tego nazwać nie można. Tak jakby to cierpienie dotyczyło tylko nas
      matek. To cholernie boli, wiem bo sama przez to przeszłam. I tak naprawdę
      tłumaczenie, że oni to inaczej przeżywają jakoś mało do mnie dociera. Myślę, że
      to jest zwykły brak wrażliwości.
      A Twój "mąż" to rzeczywiście żal komentować...
      Życzę Ci dużo siły i wsparcia z nieba na ten ciężki czas. Myśl teraz o sobie i
      córci.
      Ściskam Cię mocno.
      monika

      A Tobie Wustyle bardzo dobrze wychodzi bycie kobitką;))
      • mruwa9 Re: Jestem tak rozzalona... 16.08.05, 15:09
        Nie obrazcie sie za to co napisze, ale poniekad czuje sie upowazniona..i nie
        jestem zadnym trollem, nie mam zamiaru nikogo urazic. Sama stracilam ciaze w
        8tc wiele lat temu.. i w kazda miesiecznice utraty dzieciatka wyplakiwalam sie
        w mankiet mezowi, wyobrazajac sobie, jakie by ono teraz bylo gdyby... Potem
        doczekalam sie trojki dzieci (jedno niepelnosprawne) i -moze w to nie
        uwierzycie- kolejne dzieci sa w stanie wynagrodzic strate, chociazby jako
        terapia zajeciowa (czlowiek nie ma czasu na rozmyslania i wspominania). Jestem
        juz zupelnie pogodzona z tym, ze zapewne ten pierwszy zarodek (teraz dla mnie
        tylko zarodek, juz nie dziecko, z ktorym wieczorami rozmawialam, gadalam do
        brzucha) widocznie rzeczywiscie nie mial szans na przezycie, ze byl nie do
        uratowania... Moze moj model myslenia i przezywania- po kilku bolesnych
        kopniakach od zycia- zmienil sie w kierunku "meskim", bo widze i czuje, ze
        facetow najzwyczajniej w swiecie meczy takie ciagle wracanie, drazenie,
        rozdrapywanie rany, ktora de facto nie jest ich wlasna rana. Z jednej strony
        komu, jak nie mezowi/partnerowi mamy sie wyplakac i pouzalac, z drugiej- on tez
        ma swoje uczucia, ma prawo byc zniecierpliwiony, zmeczony gadaniem ciagle o tym
        samym...Sila rzeczy faceci nie sa poddani dzialaniu hormonow ciazowych
        (bezposrednio ;-) ), wiec ich odczuwanie ciazy i jej straty jest znacznie
        ograniczone... Moze czasem - mimo tego wielkiego bolu- warto wczuc sie w
        sytuacje partnera? To tak na marginesie...
        • kas1enka mruwa9 16.08.05, 15:22
          Na pewno w duzej mierze masz racje. I pewnie nie bylabym tak rozzalona, gdybym faktycznie ktorys miesiac z kolei chodzila i ryczala w poduszke. Po pierwsze to wsyztsko mialo miejsce 2 dni po fakcie, a poza tym znajac mojego meza nie mowilam nic, nie zalilam sie, nie zastanawialam sie glosno jakie by bylo to dziecko (dla mnie nadal dziecko). Po prostu lecialy mi lzy. TYLKO. Nic mu nie mowilam. Ale jemu nawet to przeszkadzalo. Przeszkadzaly mu nawet moje lzy! o, przepraszam. Raz tylko powiedzialam, jeszcze orzed zabiegiem, ze przeraza mnie to, ze jemu bije serce, zyje, ma sie dobrze i nawet nie wie ze za kilka godzin zostanie po prostu odessane. I wtedy sie na mnie wydarl, ze mam o tym nie myslec, wiec juz nic wiecej na ten temat nie mowilam. Ani przed, ani po.
          Ale chyba ryczec do jasnej ch*** moge...W czym mu to przeszkadza???
    • eborejszo Re: Jestem tak rozzalona... 16.08.05, 19:59
      b.Ci współczuję po stracie maleństwa. Co do męża - sądzę, że bez tego pacana
      będzie Ci lepiej. I nie chodzi mi o brak zrozumienia - może nie mógł, ale o
      brak elementarnej przyzwoitości.
      • wustyle Re: Jestem tak rozzalona... 16.08.05, 20:31
        dziewczynki, apeluje o spokoj w sprawie meza
        zauwazylem kilka naprawde radykalnych opinii - nie bronie meza kas1enki ale po kilku literkach
        napisanych pod wplywem impulsu nie mozna oceniac czlowieka ktorego wcale nie znamy
        • kas1enka Re: Jestem tak rozzalona... 16.08.05, 21:14
          Nie bronie swojego meza ani go nie stawiam pod szubienica. Wustyle: wierz mi lub nie, ale te literki nie byly pisane pod wplywem impulsu. Niestety. Za rok powiedzialabym Ci to samo. Przykre to, ale jest to po prostu odzwierciedlenie faktow. A najgorsze jest to, ze mi tego dupka teraz brakuje. Bo jest mi tak cholernie...samotnie.
          • wustyle Re: Jestem tak rozzalona... 16.08.05, 21:53
            i wlasnie o to mi chodzilo
            o Twoja opinie, krotka ale dokladna
    • marcel25 Re: Jestem tak rozzalona... 16.08.05, 22:10
      Witaj Kas1enka,
      Rozumiem Twój ból po stracie dzieciątka. Przeżyłam to samo parę lat temu i wciąż
      boli. Rozumiem także samotność, którą teraz czujesz; w takiej chwili nie powinno
      się być samym. Wysyłam ciepłe uściski. Popatrz na swoją starszą córeczkę, czerp
      siłę z miłości, która jest między wami.
      Marta
    • dawida_24 Re: Jestem tak rozzalona... 17.08.05, 10:02
      Widzisz, ty słyszałaś bijące serduszko. A ja nie słyszałam, bo gin poprzedni
      miał stare usg bez dźwięku. Za to tydzień przed odejściem aniołka, widziałam
      (11tc) jak się ruszał. Ile razy ja myślałam, dlaczego odszedł, skoro już był
      taki ruchliwy? I dlaczego nie zdążyłam usłyszeć jego serduszka. Minęło dwa lata
      a ja wciąż o tym myślę. Zwłaszcza teraz gdy mam problemy z zajściem w ciążę
      • kas1enka dawida_24 17.08.05, 11:10
        Przykro mi..Ale chyba powinnysmy wierzyc, ze Aniolkom jest dobrze gdzie sa i beda sie wstawiac do Boga o to, zeby Nam -ich Mamom udalo sie miec na ziemi ich mlodsze rodzenstwo:) Uda nam sie. Zobaczysz.
        Goraco Cie sciskam
        • dawida_24 Re: dawida_24 17.08.05, 14:11
          nie wiem, czasem mam takie straszliwe myśli, że żyć mi się nie chce. Po nich
          znowu przychodzi nadzieja. Tak jak wczoraj, gdy na usg wyszło, że pękł mi
          pęcherzyk bez podania pregnylu. Co z tego, ja w tym roku zaszłam dwa razy i
          aniołki sobie uciekły. Może mnie nie chcą....
    • amfs Re: Jestem tak rozzalona... 20.08.05, 23:18
      jak ja Cię dobrze rozumiem :((( odpisałam Ci zresztą w innym wątku - moje
      dziecko żyło zaledwie 21 dni od zapłodnienia i tylko dla mnie było dzieckiem
      :(( opłakiwałam je ponad rok do samego bólu po stracie maluszka dołączył ból,
      że nikt nie traktował go osobowo! A ja mocno, naprawdę mocno wierzę, że jak już
      umrę to spotkam mojego aniołka, bo on tam gdzieś jest i czeka na mnie i może
      opiekuje się mną z góry, może modli się za mnie?
    • tomeczqu Re: Jestem tak rozzalona... 25.08.05, 23:15
      Twoje młodsze dzieciątko zostało Aniołem Stróżem starszego.
      Ech.. A mąż... Może przeżywa to na swój sposób, albo... Sam nie wiem, ale w
      takich momentach wstydzę sie, że jestem mężczyzną.
      Kasieńko! Trzymaj się, nie wstydź łez. Życzę dużo siły!!! Pomodlę się za Was.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka