joamol
24.11.05, 18:40
Jutro mija trzy miesiące odkąd urodziłam Karolinkę.
Tamtego dnia skończyła się nadzieja. Dostałam nareszcie skurczów i mogłam
uwolnić się od mojego dziecka, od martwego płodu, jak to ciągle słyszałam.
Urodziła się taka duża i zupełnie w terminie. Całą ciążę się trzęsłam czy
dotrzymam, a tu się nagle okazało, że problem jest wywołać. Jestem chyba
silna z natury. Nie załamałam się, nie wrzeszczałam, poukładałam myśli,
wiedziałam, że trzeba urodzić, pochować, żyć.
Kazali chodzić z kroplówką, chodziłam, kazali leżeć, leżałam, zabraniali
jeść, nie jadłam, zabraniali pić, nie piłam. Kazali się skupić, urodziłam.
Potem pochowaliśmy nasze marzenia wraz z małą białą trumienką. Wszyscy się
rozeszli.
Wyjechałam, spotkałam się z przyjaciółmi, wiedziałam, że życie płynie dalej.
Nie lubię obarczać innych swoim bólem. Myślałam, że trzeba sobie jakoś
radzić, czuję wokół zmęczenie moimi opowieściami, irytację.
Chciałabym popłakać nad złamanym paznokciem, niemodnym płaszczem, za niską
premią Przyszło mi płakać nad straconym dzieckiem. Płaczę rzadko, kiedy
naprawdę nie mogę się powstrzymać. Co rano walczę, żeby wstać, co wieczór
walczę, żeby spać. Ale wstaję i śpię. Staram się z całych sił o normalność.
Śmieję się, żartuję, układam sobie w życiu co mam do poukładania. Zrobiłam
dziesiątki badań, zwiedziłam gabinety. Każdej laborantce, lekarzowi od nowa
opowiedziałam ze spokojem swoją historię, bez płaczu, bez obwiniania. Myślę o
kolejnej ciąży.
Dostaję smsy od koleżanek ze szpitala o szczęśliwych narodzinach, piękne
zdjęcia pięknych dzieciaczków od znajomych i cieszę się, że śmierć dziecka
jest rzadkością a nie regułą, ale nie umiem uchronić się przed tym
pytaniem "dlaczego ja?" Przez to pytanie chyba nie umiem się cieszyć ich
szczęściem tak, jakbym chciała.
Moi bliscy coraz częściej odbierają mi prawo do płaczu, bólu, złości,
słabości. Wychodzą z założenia, że to wzmaga mój żal i smutek. Słyszę, że
czas się pozbierać. Ja uważam, że pozbierałam się już dawno. Czasem po prostu
mam mniej siły, czasem mi ciężko, czasem się zbyt wiele ode mnie oczekuje.
Tak jak teraz, gdy tyle cudzego szczęścia wokół mnie. Ale przecież znowu
wstanę, uśmiechnę się, pójdę do pracy. Zapalę lampkę Lolce.