karolimy
03.06.06, 15:22
Witam Was serdecznie!
Jestem mamą Karolka, dziesiecio miesiecznego cud-chlopczyka, ktorego
rokowania ciagle są niepewne, ale który miał żyć kilkanascie dni. O naszym
malym problemie(chorobie) i wielkiej radosc (Karolku) mozna znaleść wiecej
informacji na wątku agenezja ciała modzelowatego.
Jestem mamą Karolka a jego tatą jest Zbyszek, mój ukochany mąż i przyjaciel.
Chcę napisać Wam o nim kilka słów a to dlatego, że obserwuje pewną tedencję
do hm...traktowania ojców jako osób nie w pełni zdolnych do pełnienia funkcji
ojca dla swoich dzieci.
Wiem z czego to wynika: nie trudno znalezc nieodpowiedzialnych facetów,
których zupełnie nie obchodzi los własnych dzieci, albo takich którzy sami
boja się tej odpowiedzialności i pozwalają na postrzeganie ich jako
nieporadnych tatusiów.
Dlatego chce napisac o mądrym mężczyznie, ktory jest wspaniałym mężem i
wspaniałym tatą.
Kiedy rodził sie Karolek wiedzielismy, ze bedzie bardzo chory. Zbyszek
ochrzcił go juz w pierwszym dniu, bo każda chwila niosła niepewność.Kilka
pierwszych dni dla Zbyszka wygladaly tak: najpierw do mnie do szpitala, potem
do szpitala na intensywną do Karolka, potem do mnie i znowu do maleńkiego a
wieczorem do - zamkniętych już-klasztorów klauzulowych z prośbą o modlitwę za
synka, za nas. Pukał, aż mu otworzono.Co półtorej godziny dzwonił do szpitala
pytać o stan zdrowia maleńkiego.
Przez wiele tygodni na pytanie o stan zdrowia Karolka słyszelismy: stan
krytyczny ale stabilny.A potem przez wiele kolejnych tygodni : stan ciezki
ale stabilny.
Przez cały tamten czas Zbyszek był dla mnie prawdziwym przyjecielem,
prawdziwym mężem. Bardzo często jemu samemu brakowalo sił, ale zawsze
znajdował dla mnie czas, wyrozumiałość, zawsze otaczał troską.Nigdy wtedy ani
teraz, nie mialam poczucia braku bezpieczenstwa.Dużo czasu poświęcał na
modlitwę, na owoce której nie musieliśmy długo czekać - wielu ludzi pytało
nas:skąd wy macie tyle siły i radości?
Jeśli prawdą jest, że najwiekszym darem jaki ojciec może dać swoim dzieciom
jest milosc do ich matki, to nasz synek ma te dar w obfitości.
Myslę, że dzieki postawie mojego męża w tamtym koszmarnym czasie bylam w
stanie prawie przez pół roku znosic naszemu synkowi na intensywną terapię
pokarm ( każda mama wie jak stres wpływa na ilość pokarmu, na ktorego brak ja
raczej nie moglam narzekac).
Może właśnie za to jego piękne ojostwo Bóg dal mu - m.in.-taki prezent:
dokładnie w dniu jedo urzodzin, Karol pierwszy raz w życiu dostał bulekę(mial
wtedy 3 miesiace).A ta pierwsza butelka byla od ...taty! Karol wypił pieknie
swoje pierwsze 70 ml, bez ulewania i marudzenia:)
Dzisiaj nasz synek kończy 10 miesiecy. Ciagle jest w szpitalu, w najbliższych
miesiącach bez widoków na wyjście.Jesteśmy u niego codziennie. Zbyszek
wymyśla dla niego kołysanki i wierszyki, bawi sie z nim, ćwiczy,wychodzi na
spacery, kąpie, pielęgnuje(odsysa, podaje leki, robi inhalacje itd).I choc
sam jest bardzo zmeczony codzienną pracą i szpitalem, nie zapomina że ja
bardzo kocham dostawać kwiaty:)
Czasami mamy odmienne zdanie na temat postępowania w konkretnych sytuacjach z
Karolem. Wtedy bywa, że podąsamy sie na siebie, ale nie trwa to zbyt dlugo,
bo staje sie to nudne i głupie.Dobrze nam ze sobą, wiec po co to psuć.
Czesto z przyjemnością słucham wypowiadane przez personel medyczny i naszych
znajomych pełne ciepła i podziwu opinie o Zbyszku jako o ojcu i mężu.
Taki jest tata Karola
Wiem, że takich ojców i mężów jest wielu.
Chciałabym, żeby ten wątek był poświecony właśnie im.
Pozdrawiam, Ania