lonas1
05.07.06, 08:59
Był ciepły dzień majowy, jeden z pierwszych po tej strasznie długiej zimie.
Pawełek zdał już wszystkie egzaminy do szkoły średniej, czekał na wyniki.
Złożyliśmy papiery do liceum. To blisko mojej pracy i mieliśmy sie umawiać
zawsze po lekcjach na przystanku i razem wracać do domu. Rano poszedł
poprawić jeszcze stopień z biologii. Miał na mnie czekac na przystanku... Nie
czekał. Pisałam, dzwoniłam ... I cisza... Pojechał tylko z kolegą do
sklepu... Miał wrócić po 15 do domu... Nie wrócił, wpadł pod samochód 6
przystanków od domu... zginął na miejscu. Nie było mnie przy nim wtedy kiedy
mnie najbardziej potrzebował. Synku, ja tak bardzo Cię kocham, i czekam, cały
czas czekam że przyjdziesz... To tak strasznie boli... juz półtora miesiąca
minęło a ja ciągle myślę że wejdziesz i powiesz "Nooo, czeeeść" I znowu
będziemy razem, będziemy rozmawiać, wszystko mi opowiesz tak jak zwykle,
znowu pójdziemy na spacer, na lody... I będziesz... Jeśli możesz synku, wróć
do mnie, ja tak strasznie tęsknię... Mówią mi: weź sie w garść bo musisz, ja
nie umiem... ja dzisiaj nic nie potrafię... Tak bardzo Cię kocham Synku, ale
TY wiesz o tym prawda? Tyle razy Ci to mówiłam, ty się złościłeś, ale ja
teraz nie żałuję że zdążyłam Ci to powiedzieć tyle razy... Kocham Cię, wróć
do mamy
www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec367.htm