Dodaj do ulubionych

Kolejny kamień do udźwignięcia...

20.09.06, 21:29
Nie sądziłam,że tak zaboli.Dowiedziałam się,że siostra mojego męża jest w
ciąży.Od zawsze spotykaliśmy się u teściów na niedzielnych obiadach.Mój mąż
jest mocno związany z rodzeństwem.Jego brat też niedługo będzie się żenił.

Gdy się dowiedziałam...płakałam pół nocy...nie umiem się cieszyć...czy to
normalne?

Kolejny kamień do udźwignięcia...Powiedziałam męzowi,że nie będę tam
jeździć,że nie mogę...czy tak będzie wyglądało moje zycie?Bez Nadusi i bez
rodzinnych spotkań?
Obserwuj wątek
    • edyta7705 Re: Kolejny kamień do udźwignięcia... 20.09.06, 21:37
      Chyba zawsze będzie nas boleć to co nam w tak brutalny sposób zostało zabrane.
      Ja też nie mogłam znieść własnych myśli gdy okazało się że będę pracować z
      kobietą w bliźniaczej ciąży (ja starciłam jednego bliźniaka). Bałam się
      własnych myśli i zachowania. Nie mogłam patrzeć na nią i myśleć o tym co
      przeżyłam. Nie wiem czy uda nam się z tym kiedykolwiek pogodzić i tak poprostu
      cieszyć się szczęściem innych kobiet. To takie trudne, jak napisałaś kolejny
      kamień do udźwignięcia.
      Czasami myślę sobie że może powinnyśmy być bardziej dumne z siebie, że mimo
      takich doświadczeń podnosimy się z ziemi idziemy dalej przez życie, raz
      załamane innym razem "wesołe" na swój sposób. Tylko czemu tą dumą nie są nasze
      dzieci, ale ból po nich..?
      Życzę wytrwałości, siły i ogromu miłości od Twojego Aniołka - może Nadusia
      pomoże Ci dźwigać ten kamień bólu.
      Mama Konradka (21m.) Nikodemka (02.12.04 - 29.12.04) i Fasoleczki (8tc)
    • hania731 Re: Kolejny kamień do udźwignięcia... 20.09.06, 22:09
      Małgosiu!Wiem jak Ci ciężko.Jak straciłam Hanię,moja siostra,chrzestna matka
      Hani była już w ciąży,tak się cieszyłyśmy,że będziemy mieć znowu razem dzieci
      (starsze córeczki nasze są równolatkami),a tymczasem to ona w zaawansowanej
      ciąży żegnała zamiast mnie hanię,bo ja leżałam wtedy po operacji w Warszawie,a
      potem urodził się chłopczyk.jej też było ciężko,bo przecież każdy z naszej
      rodziny,kto popatrzył na niego myslał o tym,że nie ma Hani.A ja teraz jestem
      chrzestną matką jego właśnie,bardzo się zniego cieszę,nigdy nie przyszło mi do
      głowy,aby myśleć dlaczego ona jest a Hani nie ma,ale bardzo często przychodzą
      mi do głowy takie myśli,dlaczego hani też nie ma.Im bardziej go kocham ,tym
      bardziej tęsknię za Hanią.
      A jednocześnie jest to brutalna prawda,że choćbym nie wiem jak chciała,żeby
      było inaczej,to nie będzie,a życie toczy się dalej,bez naszych aniołków
      niestety.Myślę,że to Hania dała mi siły,żeby przywitać mojego siostrzeńca.
      A druga siostra będzie rodzić w grudniu.I jak mam jej zazdrościć,jak po
      poronieniu trzy lata temu,przez te lata nie mogła zajść w ciążę i dwa tygodnie
      po śmierci Hani zdarzył się cud i jest w ciąży.
      Myślimy,że to nasz aniołek pomógł Cioci.
      Ale ja też mam przykre myśli.One dotyczą tych dalszych w rodzinie,z którymi nie
      jestem tak blisko związana jak z siostrami i niestety tu po prostu nie mogę
      zrozumieć,że one mają,a ja nie.też nie chciałam jechać do kuzynki męża i nadal
      nie chcę,bo urodziła córeczkę niedawno i czuję się tam intruzem.Bo ona ma ,a my
      nie.
      małgosiu!Wytrwałości,wytrzymasz i będziesz patrzyć na to dziecko,ale to co
      bedzie się działo w Twoim sercu,to tylko Ty bedziesz wiedzieć.
      Pozdrawiam.
      • magapi Re: Do hani731 20.09.06, 22:13
        Napisałam do Ciebie na adres gazetowy...
    • magapi Re: Kolejny kamień do udźwignięcia... 22.09.06, 08:06
      Juz nie chce więcej by umierały dzieci,nie chcę by cierpiały...jeśli tylko
      Panie Boże możesz mnie wysłuchać...daj mi ten prezent na urodziny.Uratuj
      kogoś,wiem,że potrafisz.Dziekuję!!!
    • magapi Re Ja i nie-ja... 23.09.06, 12:27
      W mojej głowie setki mysli,strzepki zdarzeń...rok temu powiedziałam rodzicom i
      tesciom o Nadusi...czułam,że będzie dziewczynka.A dziś siostra mojego męża jest
      szczęśliwa i dumna bo ma w sobie dzidziusia.

      Nie potrafie wyzbyć sie tego potwornego uczucia zazdrości...proszę Boga by mi
      je zabrał...czy mam utracić kontakty rodzinne,czy to jeszcze nie koniec,czy
      jestem silniejsza niż myślałam???

      W mojej głowie zawierucha...szatan walczy z aniołem...jeszcze jestem przy
      zdrowych zmysłach...nie chcę sięgać po uspokajacze...nie chcę być
      obojętna...nieczuła...nie chce by mówili...<ale ona się trzyma...jest taka
      dzielna>

      Chciałabym krzyczeć...nie jestem dzielna...jestem przygnieciona,nieutulona w
      bólu...mój Anioł odszedł...moja nadzieja...a ja udaję,że żyję,udaję,że
      pracuję,że rozmawiam,że oddycham...tylko ja wiem,że udaję...i Wy...Kochane
      Dziewczyny...
      • ulapola Re: Re Ja i nie-ja... 24.09.06, 09:06
        Wiesz, jestem teraz w podobnej sytuacji.Za cztery dni minie rok jak zmarła moja
        druga córka, która miała miesiąc.Pierwsze dziecko urodziłam martwe.Odsunęłam
        się od prawie wszystkich znajomych,sąsiadów, ludzi, którzy mają małe dzieci.Jak
        widze dawno niewidzianą znajomą z wózkiem to poprostu uciekam, udaje,że się
        śpiesze itp.Panicznie się boje małych dzieci i kobiet w ciąży.A raczej swojej
        reakcji bo nie wiem jak mam się zachować.No bo niby co mam mówić oh jak fajnie
        jesteś w ciąży, a w duchu moje dzieci nie żyją.Nawet kiedy ktoś mi mówi ,że
        komuś tam się urodziła córka czy tp.to milcze i jest mi strasznie żle i
        przykro.Poprostu to wszystko kojaży nam się z jednym, ze śmiercią naszych
        dzieci.Pisze, że jestem w podobnej sytuacji, ponieważ nie udało mi się uciec od
        tego do końca. Dopadło mnie w postaci ciąży mojej przyjaciółki, a raczej
        dziewczyny , która traktuję jak siostrę.Jest w trzecim miesięcu, na pocztku się
        nawet cieszyłam i teraz też.Ale dopada mnie panika i coraz częściej myślę o tym
        co będzie jak urośnie jej brzuch, a potem urodzi.Jak sie zachowam itp.Nie chce
        okazywać zazdrości, ani żeby ktoś się nade mną litował.I nie wiem jak to bedzie
        dalej skoro już teraz zaczynam się czuć jak zbity pies,intruz,ktoś
        niepotrzebny.I co najgorsze wstydze się tego co mi się przytrafiło.Jest mi
        wstyd,ze moje dzieci umarły.Nie wiem moze to ma być dla mnie próba oswajania
        się z takimi rzeczami.Tak sobie to tłumacze.Ale nie wiem, poprostu nie wiem jak
        to będzie dalej i mam nadzieje ,ze odnajdziemy siły, by się z tym jednak
        zmierzyć.
        pozdrawiam
        • magapi Re: Re Ja i nie-ja... 26.09.06, 15:26
          Wiesz ostatnio,kiedy nie miałam siły jechac do tesciowej i szwagierki w
          ciązy...upadłam na podłogę w łazience i modliłam się,by zabrano mi to potworne
          uczucie zazdrości...zostałam wysłuchana.Dopiero wieczorem,gdy wracalismy do
          domu,po policzkach płynęły mi łzy...nie wiem ile razy jeszcze będę mogła liczyć
          na wsparcie mojego Aniołka...ale wierzę,że jakloś dam radę...czego i Tobie
          życzę.

          Bała sie wrócić do pracy...ale to było dobre posunięcie...nadal boję sie
          wychodzić,robić zakupy itp....ale bronię się przed całkowitym
          szaleństwem,bronie się przed całkowitym odsunięciem od świata i ludzi.
          • martica5 Re: Re Ja i nie-ja... 26.09.06, 17:01
            Wiesz jak chodziłam w ciąży , w ciąży była też moja koleżanka mieliśmy prawie ten sam termin , planowania wspólnych spacerów wiedzieliśmy że będziemy miały chłopaków a to że będą się przyjaźnić i tam takie gadania kobitek w ciązy ale tak się nie stało urodziłam 22 lipca i odrazu dostałam wyrok wada genetyczna póżniej jak mój igork przestał oddychać okazało się że ma wadę serca poźniej okazało się jest to wada która zdarza się raz na dwa lata na całym świecie , koleżanka urodziła 23 sierpnia , cale te planowanie poszłow diabły ja tak chciałam żeby mój mały był , 3 miesiące w centrum w Warszawie , jak wróciłam do domu to nie mogłam za bardzo nikogo przyjmować bo mały nie był wogóle szczepiony w grudniu trafiliśmy znowu do centrum podjeli decyzje o operacji niestety nie obudził się , koleżanka odwiedziła mnie po świętach powiedziałam jej żeby się tylko na mnie nie obraziła ale nie chce narazie widzieć jej małego bo mi chyba by serce pękło , po dwóch miesiącach wróciłam do pracy ale oczywiście nie byłam tą samą martą nie uśmiechałam się byłam już zbędna , kolejny mały cios , później kumpel niespodziewanie nas odwiedził z żoną i ich nowonarodzoną córeczką nie chciałam w duszy jej zobaczyć ale powiedział sobie a co mi ta mała zrobiła podeszłam do wózka i zatkało mnie łzy poleciały mi po policzku , jak chodziłam po mieście i widziałam kobitki z wózkami ściskało i ściska mnie do tej pory w sercu i łzy się kręcą , ta moja koleżanka z dwa miesiące temu zaskoczyła mnie siedziałam sobie nawet nie zauważyłam że weszła do domu wsadziła mi swojego małego w ramiona pomyślałam sobie boże dlaczego ty zabrałeś moje szczęście i od tamtej pory jakoś tą barjerę trochę przełamałam ale wcale nie jest łatwo i tak zostanie do końca życia ........
            Marta mama Aniołka Igorka
            www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec300.htm
    • monikarz Re: Kolejny kamień do udźwignięcia... 26.09.06, 18:22
      w ostatnim trymetrze ciąży przez 43 dni leżałam na patologii ciąży na
      podtrzymaniu. Ja leżałam a wokól mnie przewijało się wiele dziewczyn, kobiet,
      które przychodziły tylko na 3 doby do szpitala i wychodziły... Magda, Monika,
      Emila, Kasia, Natalia, Dominika, Wiesia, Agnieszka i wiele wiele innych... Z
      niektórymi się zaprzyjaźniłam, kilka wie o śmierci Tymusia, lecz wiele z nich
      nie...
      Wracając ostatnio z cmentarza widziałam Kasię-rodzi w październiku, udałam że
      jej nie widzę, bo co miałam jej powiedzieć??????? I przede wszystkim jak?????
      Innym razem widziałam inną dziewczynę, szła z wózeczkiem, ja na przeciwko niej,
      nie miałam jak uciec, spojrzała na mój brzuch, na twarz. Skuliłam się w środku
      i uciekłam. Nie wiem czy się domyśliła, byłam ubrana na czarno...
      A dzisiaj też w drodze na cmentarz widziałam kobietę, z która leżałam... Szła
      szybko z synem prowadząc go do szkoły... Miała czarne okulary, czarną bluzkę,
      czarną spódnicę... Powinna być jeszcze w ciąży... nie była...
      Chciałam cos powiedzieć, porozmawiać... nie zatrzymała się, a poznała mnie na
      pewno...
      Mam nadzieję, że ubiór był przypadkowy a dzidzuś leży w domku ze swoim tatą...

      przed ciążą i w trakcie ciąży dużo pisałam na forach internetowych tych typowo
      babskich,
      mam z nich kilka wirtualnych koleżanek, one wiedzą...
      czasami odzywają się z pocieszeniem - to miłe z ich strony...
      ale ja już nie mogę wchodzić na te strony...
      ta radość ich z macierzyństwa bardzo mnie boli, bo ja się nie mogę radością
      podzielić, a smutkiem nie potrafię i nie chcę...
      Monika
    • magapi Re: Kamień pierwszy... 27.09.06, 12:33
      ..to wiadomość o śmierci.Wiadomość,której nigdy nie chciało sie
      usłyszeć.Wiadomość na tyle niewiarygodna,że nie możemy uwierzyć...choć
      widzimy,że nie ma oddechu,bicia
      serca...okrutna,obezwładniająca,powalająca...jak to?Przecież było tutaj ze
      mną,moje dziecko,wynoszone w brzuchu,wymarzone w sercu,zapisane na zawsze w
      pamięci...?Jak to,tak nagle...i już nie zapłacze?Nie zmienimy pieluszki?Nie
      pokażemy grzechotki?
      Wiadomość...wydaje się,że najgorsza...
    • magapi Re: Kamień drugi... 27.09.06, 12:36
      ...to przeżyć pogrzeb własnego dziecka...oddać je ziemi,Bogu.Pozwolić by
      zasypali je,zamknęli przed światem...rzucić garść ziemi...połozyć kwiaty i
      znicz...i pójść z rodziną na stypę...udawać,że jakoś sobie radzę,że...
    • magapi Re: Kamień trzeci... 27.09.06, 12:38
      ... to wstawać codziennie,gotować,prać i sprzatać...chodzic do koscioła i
      zarzekać się...ja nie gniewam sie na Pana Boga...
      Trzeci kamień to udawać,że w domu jest prawie tak samo jak było...
    • magapi Re: Kamień czwarty... 27.09.06, 12:41
      ...spakować łóżeczko,wózek,ubranka,zabawki...postawić zdjęcie sypialni...
    • magapi Re: Kamień piąty... 27.09.06, 12:42
      ...spojrzeć ludziom w oczy,odezwać się...pójśc do sklepu...wrócic do pracy...
    • magapi Re: Kamień szósty... 27.09.06, 12:43
      ...patrzeć na mamy i dzieci,udawać,że jest ok...
    • magapi Re: Kamień siódmy... 27.09.06, 12:44
      ...informować przypadkowo spotkane osoby,że nie ma naszego szczęscia...
    • magapi Re: Kamień ósmy... 27.09.06, 12:44
      ...dowiadywać się o ciązach w rodzinie,u znajomych...
      • hania731 Re: Kamień dziewiąty... 27.09.06, 15:03
        Tłumaczyć codziennie starszej córce,że tak być musiało i udawać,że się to
        rozumie.
        Odpowiadać na jej pytania,a dlaczego to nsz dziuś właśnie odszedł.
        Potakiwać codziennym uwagom na widok innych malutkich dzieci:Mamuś,a nasza
        hania umiałaby to już robić?
        A hani kupiłybyśmy też taka zabawkę?
        mamo,czy nam się jeszcze kiedyś urodzi nowy dziuś?
        Mamo!Kiedy bedziemy znowu mieli nowego dzidziusia,jak pan Bóg nam zabrał
        jednego,to niech nam da nowego!
        • martica5 Re: Kamień dziesiąty... 27.09.06, 15:15
          Być pogodną osobą ale tak się nie da......
          • magapi Re: Kamień jedenasty... 28.09.06, 16:40
            ...ustawiać meble w innym miejscu,nie myśleć już gdzie będzie przeciąg,gdzie
            będzie duszno...wykorzystać przewijak jako mebel łazienkowy<przecież mąż tak
            pięknie go pomalował...szkoda???>...już firanka nie musi być w kolorowe
            wzorki...a ja mogę namalować jakiś widoczek,obraz dla dorosłych...nie wesołe
            kotki i puchate misie...i wiatr może tańczyć po domu...bo nikogo nie przeziębi...
            • martica5 Re: Kamień dwunasty... 28.09.06, 18:25
              kupywać znicze ,kwiaty, zamiast ubranek soczków grzechotek zabawek
              • martica5 Re: Kamień trzynasty... 28.09.06, 18:26
                zastanawiać się czy pech nie dopadnie następnym razem..............
    • magapi Re: Kamień czternasty... 29.09.06, 07:53
      ...to wybaczyć sobie,że może coś się zaniedbało,czegos się zapomniało,że...może
      trochę za mało się czuwało i martwiło...że sie nie zauważyło,że to już
      przychodzi śmierć i że nie pobiegło się błagać o jeszcze kilka chwil tylko
      rozpaczało się nad swoim losem...wybaczyć krótkie żałobne pożegnanie...
    • magapi Re: Kamień pietnasty... 29.09.06, 07:53
      ...wybaczyć Bogu...
    • magapi Re: Kamień szesnasty... 29.09.06, 07:55
      ...wybaczyć sobie niecodzienne spacery na cmentarz,ukradzione złymi rękami
      kwiaty,znicze,aniołki...zakurzony kamień granitowy...zimny wiatr...a Ty bez
      kocyka...
      • martica5 Re: Kamień siedemnasty... 29.09.06, 08:38
        piękne marzenia prysły, nigdy nie usłysze słowa mama nie będe widziała jak dorasta przedszkole szkoła dziewczyna studia ślub wnuki nigdy sie nie przekonam ........................
        Marta mama Aniołka Igorka
    • magapi Re: Kamień osiemnasty... 30.09.06, 13:37
      Bosą stópką strącasz moje sny...wiem,że jesteś tuż obok...a jednak nie mogę Cie
      dotknąć Córeczko...już ubranka pachną wywietrzałą miłością,gdy oczy przymykam
      nie słyszę Twego kwilenia...tak blisko jesteś i tak daleko...i nie mogę Cię
      dotknąć...choćbym życie oddała...nie dotknę Cię...nigdy...
    • magapi Re: Kamień dziewiętnasty... 02.10.06, 05:50
      ...wstać rano i strzepując resztki snów odnajdywać w nich drogowskaz na
      dzisiejszy dzień...nie myśleć o przyszłości...nie być już rozsądnym i
      zapobiegliwym,gospodarnym i przewidującym...pomyśleć,czy kwiaty na grobie nie
      zmokły a znicz nie zagasł...i iść do pracy z podniesionym czołem...
    • magapi Re: Kamień dwudziesty... 11.10.06, 08:03
      ...wybaczać sobie momenty niepamięci i zapomnienia...przepraszać,że dzisiaj
      znowu na cmentarzu nikogo nie było...resztkami wspomnień ratować miłość...
      • a.zaborowska1 Re: Kamień dwudziesty... 11.10.06, 20:46
        Wybierać osobiście ciuszki do trumny gdy pani w sklepie pyta - A ile dziecko ma?

        pocieszać 7-letnią dziewczynkę, która płaczę że znowu będzie sama ...i dzieci w
        szkole się śmieją, że ona ma siostre Anioła ...
    • magapi Re: Kamień dwudziesty pierwszy... 27.10.06, 11:31
      ... 1 listopada...
      • joanna238 Re: Kamień dwudziesty pierwszy... 27.10.06, 11:38
        Wiem...nie chcę myśleć do przodu
    • monikarz kamień dwudziesty drugi... 27.10.06, 12:08
      teraz juz wiem...
      poznałam prawdę...
      życie cudem jest...
    • magapi Re: Kamień dwudziestytrzeci... 28.10.06, 20:31
      Uświadomić sobie,że już nie będą pytać,nie będą wspominać...nawet zapomną,że
      istniała ta mała istotka...ona pozostanie tylko w sercach swoich
      rodziców...targana żałością niespełnienia,pragnieniem poznania wzrastania i
      codziennych postępów...uśmiechów i płaczów,pretensji i pytań,pierwszych
      kroków,słów ,rysunków...
    • magapi Re: Kamień dwudziestyczwarty... 03.11.06, 17:03
      ...udawać,że to nic takiego,że się odnalazło zawieruszoną gdzieś butelkę do
      mleka,smoczek...jakiś maleńki śpioszek i grzechotkę...odciągacz pokarmu...
    • magapi Re: zmiany... 05.12.06, 22:01
      Niewiele ponad pięć miesięcy temu zamknęła oczka moja maleńka
      Nadusia.Pielęgnując każdego dnia pamięć o niej,układając w sercu wszystkie
      żale,tęsknoty,pytania bez odpowiedzi...zmieniam się...już nie myślę co będzie za
      rok,dwa...potrafię sięgnąć myślami najwyżej do kolejnego dnia...pracuję,z dnia
      na dzień wracając do dawnego rytmu i poziomu...codzienne sprawy nie przytłaczają
      boleśnie...boję się powiedzieć,że odzyskuję radość...na ile jest to
      możliwe...nie pragnę już rozpaczliwie,nie tęsknię w sposób nieopanowany...nie
      wpadłam w depresję...nie mam nerwicy...mój Anioł mnie wybawił????
      Boję się przyznać,że można dalej żyć,bez Niej...że można oddychać...rozmawiać i
      śmiać się...inaczej a jednak...boję się przyznać,że tracę ten swoisty rodzaj
      wiecznego utrapienia,codziennej męczarni...nie płaczę nieutulenie,nie milczę
      uporczywie...odnalazłam na nowo siebie,córkę i męża...a nad nami czuwa
      Anioł,Nadusia,której fizycznie nie pamiętam...duchowo miłuję...modlitwą
      ogarniam...i jeszcze nie wiem dlaczego Bóg tak chciał,ale czuję,że prawda się
      przybliża...a ja powoli ,zawieszona pomiędzy niebem i ziemią,ląduję w naszej
      szarej rzeczywistości...bogatsza i jednocześnie biedniejsza...taki dziwny układ
      przeciwności...a może jednak oszalałam?????
      • hania731 Re: zmiany... 05.12.06, 22:50
        Małgosiu KOchana!
        Pięknie ujęłas wszystko to co sama bym napisała.
        Nie oszalałaś,albo oszlałyśmy obie.
        Dziekuję Ci!
      • danusia1958 Re: zmiany... 06.12.06, 02:02
        Malgosiu...
        "Na twarzy usmiech a w sercu jeszcze bol...
        to najtrudniejsza z zyciowych rol...
        nie zawsze widac smutku odbicie...
        gdy lzy z oczu sie leja...
        bywa, ze w sercu lamie sie zycie...a usta sie smieja..."

        przytulam cieplutko
        pozdrawiam

        babcia Aniolka Natalki i 8mcy
        Julkiwww.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec410.htm
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka