Dodaj do ulubionych

Czasem myślę...

29.09.06, 17:22
...że Bóg mnie,nas oszczędził...zabierając nam Nadusię.Tak sobie po prostu
dedykuję,że skoro Bóg nam daje to co jesteśmy w stanie udźwignąć,to muszę być
słabą kobietą...bo nie zaufał mi,nie dał szansy walki z chorobą,dbania o
wszystko...choć wydaje mi się,że chcieliśmy ją taka jaka była,pokochaliśmy ją
całą i chorą...może Bóg wie,ze to dla nas za dużo,że stać nas tylko na
opłakiwanie mogiły,krótkie wspomnienia...

...nie wiem,może grzeszę...tak sobie tylko rozmyślam...bo widzę wysiłek matek
wychowujących niepełnosprawne dzieci,widzę smutek w ich oczach,żal i
pragnienie ulgi.Spotykam się nadal z tym,że ludzie ustosunkowując się do tego
co się stało,mówią...tak jest lepiej,może byłoby to wielkie cierpienie...ale
przecież chcieliśmy ją taka jaka się urodziła,pogodziliśmy się z tym
Boże...czyż nie???

...czasem myślę,że dla niej jest tak lepiej...nie cierpi...juz sama nie
wiem,czy ja nie wariuję???
Obserwuj wątek
    • monikarz Re: Czasem myślę... 29.09.06, 18:18
      A ja myślę, że Bóg daje nam taki krzyż jaki potrafimy unieść...
      Nam sie przydarzył ten najgorszy, najcięższy... Bóg wiedział, że jestesmy
      takimi ludźmi, którzy potrafią go unieść, którzy się nie poddadzą i będę go
      dźwigać do końca swej drogi tak jak Jezus...
      Mamy teraz taką swoją drogę krzyżową, będzie nam ciężko, będziemy się potykać,
      upadać ale dalej będziemy iść, będziemy walczyć aby dojść do końca naszej
      drogi, jaką jest życie.
      Niepełnosprawnośc dziecka to inny rodzaj krzyża... nie nam został on
      przydzielony...

      Czasami tak sobie myślę dlaczego my? Może właśnie dlatego, że jesteśmy mimo
      wszystko silni, że ten krzyz jest na naszą miarę. Bóg nam zaufał, zaufał, że
      będziemy opłakiwać nasze Aniołki, że o nich nie zapomnimy, ze będą zawsze w
      naszych sercach.
    • magapi Re: Czasem myślę... 30.09.06, 11:06
      Czasem mam bardzo złe myśli...chcę przenieść się gdzieś i nie dźwigać tego
      krzyża.Wielokrotnie słyszałam zapewnienia,że taki los będzie zrekompensowany w
      przyszłości...po śmierci...ale ja nie umiem czekać...oddałabym życie wieczne za
      możliwość życia w normalnej rodzinie,gdzie moja córka ma rodzeństwo,gdzie mamy
      dzieci i codzienne problemy.Tak,myślę,że zdecydowałabym się na taki krok,a może
      mówię to dlatego,że jest to niemożliwe?

      Zasypiam i myślę,jak by było,gdyby spała obok...budzę się i nasłuchuję czy nie
      płacze...a może ja po prostu rozpaczam nad sobą,może egoistycznie zazdroszczę
      tego cudownego układu matka-małe dziecko innym kobietom.Może to właśnie to
      egoistyczne uczucie...a może to niespełnione macierzyństwo?

      Nadal nie wierzę,że odeszła...takie małe dzieci nie mogą odchodzić...czy nie ma
      innych sposobów doświadczania człowieka...jeszcze je poznam.Czas mija,a ja tłukę
      się o ściany rzeczywistości,płaczę do wewnątrz,rozpaczam w skrytości...nad
      sobą,nad maleńką istotką,która nigdy nie dorośnie...
    • agamama123 Re: Czasem myślę... 30.09.06, 12:52
      Każdy z nas ma swój krzyż...na miarę naszych możliwości. Moim jest dwójka dzieci
      niepełnosprawnych. Dźwigam ten krzyz i ciesze się, że jesli miał być to jest
      właśnie taki... Bo wiem, ze tego najciezszego bym nie uniosła... Nie
      przetrwałabym smierci swoich dzieci... Wiem to... Bo wiem jakie miałam mysli gdy
      z Kacprem było juz tak xle...gdy kazali nam sie żegnać...
      Jesteście dzielniejsze ode mnie... Chylę przed Wami czoła...
    • magapi Re: Czasem myślę... 30.09.06, 19:36
      ...że smutek opanował moje serce i nie zdołam zdecydować się na kolejne
      dziecko...bo jaka byłaby ta ciąża...smutna...
    • mamapiotrka Re: Czasem myślę... 30.09.06, 21:04
      Myślę, że śmierć .... szczególnie dziecka (ale w ogóle żadna) nie pochodzi od
      Boga. Czytam od miesięcy Wasze forum i niekiedy ryczę jak bóbr. I myślę, że
      Bóg, który daje życie i błogosławi mu i który sam jest Życiem, nigdy by życia
      nie przekreslił. I myślę, że on też ryczy zając Wasze historie i obejmuje Was
      mocno, żebyście nie poleciały na dno, żeby nadszedł dzień, kiedy spotkacie
      swoje dzieci. I to, że jest to forum, jest jakimś znakiem, że i Wy kurczowo
      resztkami sił trzymacie się Jego rąk, żeby na to dno nie polecieć, żeby być
      pięknymi matkami dla swoich dzieci.
      A jeśli ktoś uważa, że lepiej, że dziecko, które było chore umarło, to sam jest
      CHORY na chorobę, która uśmierciła jego duszę i żyje sobie ot tak, nawet o tym
      nie wiedząc.
      • hania731 Re: Czasem myślę... 01.10.06, 09:10
        Jeżeli wierzymy w Boga,że on istnieje,to wiemy,że od niego pochodzi wszystko i
        życie i śmierć.Tylko w przypadku naszych aniołków przyszła ona o wiele za
        wcześnie.Jeszcze jak byłam szczęśliwą bezgranicznie osobą z jednym dzieckeim i
        planującą drugą były u nas rekolekcje i przyjechał bardzo mądry ksiądz i
        powiedział,że jak umiera ktoś a zwłąszcza młody lub dobry to wszyscy
        mówią,dlaczego właśnie jego Pan Bóg zabrał do siebie,a nie patrzymy na to w ten
        sposób,że pan Bóg zabiera ludzi w najlepszym dla nich momencie.
        Mnie też nie przekonują wszystkie tłumaczenia,być może za mało wierzę,ale
        bynajmniej nie chcę wchodzić teraz na tematy teologiczne,bo nie mam siły na ich
        roztrząsanie.
        Nie wszyscy mówiąc,że lepiej dla dziecka,że umarło myślą tylko o wygodzie
        rodziców.Ktoś kto widział jak nasze dzieci nieraz cierpią,pasma operacji,walki
        o wkłucie dożylnie,szereg leków niezbędnych do przeżycia,a niszczących inne
        organy ich malutkich ciałek,ten na prawdę wie co mówi.
        Ja w głębi duszy wiem,że Hani jest tam lepiej,ona już nierpi,nikt jej nie
        skrzywdzi,a to nam tu na ziemi jest bardzo źle,bo najnormalniej po ludzku
        cierpimy i usycham z tęsknoty za moją malutką uśmiechnietą córeczką.
        I co z tego,że wiele dałabym,żeby siedzieć teraz znowu z nią w szpitalu,daleko
        od domu i starszej zaniedbywanej wtedy bardzo córeczki,nie bedę tego miała.
        I już chyba zawsze będę rozdarta między zyciem ,a śmiercią,między moją starszą
        z krwi i kości córeczką,a naszym aniołkiem.
        Pozdrawiam Was dziewczyny ciepło.
    • monikarz Re: Czasem myślę... 01.10.06, 11:43
      Tymoteuszek jest moim jedynym dzieckiem, moim jedynym aniołkiem.
      Nie mam czym zapełnić ramion i strasznie przez to cierpię
      Bardzo chciałabym aby miał rodzeństwo...
      Ale też zdaję sobie sprawę, że kolejna ciąża nie będzie taka niewinna,
      beztroska. I taka szczęśliwa, bo zawsze pozostanie cień i ból...
      Wiem, ze będę panikować, żwymyślać różne objawy... Wiem, że moja psychika może
      zaszkodzić ciąży...
      Ale tego nie da się zmienić
      Wiem też że Tymoteuszek będzie nad nami czuwał i dbało o nas...
    • danusia1958 Re: Czasem myślę... 01.10.06, 22:28
      Malgosiu...nikt nie moze stracic z oczu tego czego pragnie najbardziej...nawet
      wtedy kiedy przychodza chwile gdy ci sie zdaje , ze caly swiat i inni sa
      silniejsi , prawda tkwi w tym by sie nie poddac...czasami najblizsza przyszlosc
      jest pelna bolu i niepokoju alenigdy nie oskarzaj sie... nie mow o sobie , ze
      jestes slaba kobieta...ze Bog ci nie zaufal...Malgosiu uwierz...jestes
      wspaniala i silna kobieta , matka , ktorej wlasnie tobie powierzono goscine dla
      twojego Aniolka...Malgosiu ktos powiedzial"...Jestes kims niezastapionymi
      jedynym w tym wlasnie miejscu w ktorym sie znajdujesz, w tym odcinku czasu w
      ktorym zyjesz i dla tych z ktorymi wlasnie jestes"....pozdrawiam cie milutko i
      dziekuje ze o mnie pamietasz...babcia Aniolka Natalki...dla Aniolkow(*******)
      • magapi Re: Czasem myślę... 02.10.06, 05:42
        Tak sobie tylko grzesznie myślę czasem,że Bóg w swojej dobroci nie może bez
        powodu zabierać dzieci,nie może ich wykorzystywać dla celów wyższych...chyba
        nie...jaki sens ma zatem męczarnia dzieci bitych,głodnych i niechcianych,które
        tu na ziemi przechodzą straszne piekło???
        • magapi Re: Czasem myślę... 03.10.06, 22:38
          ...że ból mój stał się normalny...nie boli,nie paraliżuje,nie zabija...ten ból
          jest tylko świadomością niemocy...dotknięcia jej policzków,paluszków,powąchania
          czuprynki...tak,to taka wielka niemoc i świadomość jej nieskończoności...to
          powoduje moje nieskończone szukanie odpowiedzi na pytania,na które odpowiedzi
          zwyczajnie nie ma...
          • danusia1958 Re: Czasem myślę... 04.10.06, 00:24
            ....serce...niby jest jakpiesc czlowieka...podzielone na czesci...milosc ,
            sila , wiara i nadzieja...gdzies tamna samym dnie sa marzenia...duze , male i
            te najmniejsze...niesmiale o leprzym jutrze...Malgosiu... milosc juz masz ,
            ktora daje ci sile w nadzieje i wiare...wiec siegnij na dno swego serca i
            wyciagnij niesmiale marzenia leprzego jutra... ja wiem , ze ci ciezko...ktos
            moze powiedziec , ze nie ja stracilam dziecko...to byla wnuczka...ale ja patrze
            na moja corke...patrze na nia z wiadomym mi bolem...ona stracila
            coreczke...nigdy nie wnikne w glab jej serca ale widze jak podnosi i wyciaga
            z z uporem z dna swego serca te swoje malutkie marzenia...o slicznym
            pomniczku , o kwiatkach dla Natalki , o pamieci by Julka Ja poznala...Jest w
            niej jakas sila przetrwania...ta sila dzieli sie ze mna...Ta sila to nowe
            buciki dla Julki , zabawki , sukienka...to laurka dla dziadka , ktory ma
            urodziny , dla mnie portrecik Natalki na imieniny...Malgosiu ja nie moge
            wniknac w twoje serce i uczucia...nie do konca znam dno serce mojej corki...nie
            moge wskazac ani tobie ani jej czy innym tu aniolkowym mamom cudownego
            lekarstwa na cale zlo...ale wiesz przeciez jak zawsze zycze ci bys odzyskala
            wiare w leprze jutro , porannego slonca , by cie ogrzalo swymi promieniami i
            dalo sile przetrwania...spojrzenia na coreczke , ktora cie
            potrzebuje...Malgosiu...idz w strone slonca...ono wszystkich
            ogrzewa...pozdrawiam cie milutko i serdecznie babcia Aniolka Natalki
            • monikarz Re: Czasem myślę... 04.10.06, 08:37
              Danusiu, to jest takie piękne co napisałaś
            • hania731 Re: Czasem myślę... 04.10.06, 13:22
              Danusiu!
              Dziękuję za to co napisałaś,bo ja mam bardzo duze wyrzuty gdy zaczynam iść w
              stronę słońca,bo jakaś część mojej duszy chce zostać w cieniu i rozmyślać o
              Hani.
              Patrzę na moją mamę i oprócz mojego bólu widzę jeszcze jej ból i to jest nie do
              zniesienia.
              To mama wsadziła Hanię do trumienki w Warszawie,bo mąż pojechał załatwiać
              sprawy związane z pogrzebem,a ja leżałam pogrążona w śnie narkotycznym po
              operacji pobrania wątroby i ta świadomość tego bólu mojej mamy wtedy jest dla
              mnie straszna.ale człowiek wszystko przeżyje,tylko co w nim pozostanie?
            • magapi Re: Kolejny raz... 04.10.06, 22:45
              Dziękuję raz jeszcze Danusiu za Twoje przedziwnie mądre
              rady,wskazówki...słowa,po których chce się żyć.Może tak być musi...po prostu
              musimy żyć dalej ...pamiętać...ale żyć.Dziękuję i pozdrawiam...Może to jest ta
              dziwna tajemnica i ten,kto ją odkryje...znajdzie lekarstwo na przyszłość...
            • danusia1958 Re: Czasem myślę... 04.10.06, 23:09
              .......i dziekuje Tobie Malgosiu i innym mamom...Wy tez dajecie mi sile i
              wiare...wiele sie tu na tym forum nauczylam...tu i na Dlaczego...dziekuje...
    • danusia1958 Re: Czasem myślę... 04.10.06, 23:04
      ....Malgosiu...jesli choc jedna z mych rad ukoi choc troche wasze serca...to
      warto zyc ...i widze zycia sens...pozdrawiam milutko...babcia Aniolka Natalki
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka