marzenka-dwa
21.11.07, 16:16
Dziś Julka skończyłaby 2 latka. Na urodziny obiecałam jej domek dla lalki, a
kupiłam domek dla niej! Zaczęło się od przeziębienia. 18.09.07r. trafiłam z
duszącą się córką do szpitala, stwierdzono zapalenie oskrzeli. Za 3 dni
dostała wysokiej temperatury, zaczęły się wymioty. Od lekarza
usłyszałam:"dziadki coś przynieśli, dziecko się nażarło a teraz rzyga".
Diagnoza:obustronne zapalenie płuc. Mimo ciągłych leków, było coraz gorzej.
Kolejna diagnoza:zapalenie stawów biodrowych. Tym razem leki zadziałały i
1.10.07r. wróciłyśmy do domu. Julka dostała leki, ale kiedy skończyła serię,
znów była chora. dostawała więc kolejne, silniejsze antybiotyki,były badania
krwi z których jasno wynikało że zapalenie atakuje cały organizm.
20.10.07r.wróciłam z córką do szpitala. Lekarze szukali przyczyny infekcji i
po badaniach wykryto mętny płyn w biodrach, to podobno była ropa. 24
października podano Juli krew po której mała zaczęła wracać do
zdrowia.Myślałam że najgorsze już za nami. Bardzo się pomyliłam! Czwartego
dnia po transfuzji moja mała córeczka była już podłączona do aparatów w
ciężkim stanie. Przewieziono nas do kliniki w Warszawie, tam kolejne badania i
usłyszałam WYROK: w sercu jest worek z bakteriami gronkowca złocistego. Jeśli
się urwie i popłynie z krwią do mózgu, mała nie ma szans! Później stwierdzono
że to ropień i zakwalifikowano Julkę na operacje, tylko trzeba odessać płyn z
osierdzia. Operacja udała się i widziałam ogólną poprawę. Cieszyłam się bo nie
przypuszczałam co jeszcze może się wydarzyć. 4.11.07r. w nocy zaczęłam
krzyczeć że moje dziecko umiera. Zabrano ją na OIOM a o 7 rano przyszedł do
mnie lekarz. wiedziałam po co, powiedział: "walczyła, ale nie miała szans".
Wiem, że moje dziecko zostało zarażone gronkowcem złocistym, nie wiem w którym
szpitalu, ale miał wystarczająco dużo czasu na zabicie mojej Julki.
Nieoficjalnie wiem, że jeszcze troje dzieci zastało zarażonych, a może do tej
pory więcej. Widziałam jak cierpiało moje dziecko, a ja razem z nim, i nie
chcę żeby jeszcze kogoś to spotkało. Może mój artykuł przeczyta mama której
dziecko zmarło lub zachorowało z niewiadomych przyczyn, jeśli tak to bardzo
proszę o kontakt tel.603 725 132. Wiem, że to trudne ale będę czekać na każdą
wiadomość. Na razie nikogo nie chcę oskarżać , bo nie wróci to życia mojej
córce, ale może innym dzieciom je ocali. Listy proszę kierować na adres:
iwoszot3@wp.pl.