olusia-so
19.06.08, 15:21
Moja Hania odeszła w sobotę nad ranem. W piątek dostałam wysokiej
gorączki, internista powiedział wirus proszę brac paracetamol. W
nocy poczułam się gorzej na Izbie Przyjęc stwierdzono że wszystko ok
tylko ta gorączka pewnie infekcja gardła. Jeszcze o 5 rano było
słycha tentno Małej. O 6 rano już nie. Usg natychmiast już za późno.
Lekarce przykro , wszystkim przykro, a do mnie nie dociera co mówią.
Przyjeżdża mąż, musimy natychmiast urodzic. Poród bolał , brak
motywacji. Hania pojawia się na świecie o 9.30. Mamy czas aby ją
przytuli pożegnac. Resztę pamiętam jak przez mgłę. Nie wiem jak
znaleźc siłe by życ, funkcjonowac. Tak mi jej brakuje..