Dodaj do ulubionych

Nasza historia- nie chciałam by była nasza.....

25.06.08, 14:18
Witajcie rozrywana uczuciami i t ę sknotą zdobyłam sie na opisanie
mojej historii w całości, wylewałam swoje żale na poszczególnych
wątkach, ale nigdy nie napisałam jak to sie zaczęło.
Październik 7-tego 2006 roku poszłam do lekarza bo test wykazał
poraz pierwszy w życiu dwie kreski szczęście i oczywiście strach,
szukałam lekarza znalazłam ordynatora. Nie zdiagnozował ciąży tylko
guzek, zdarł kase za wizyte i tyle...Byłam tak wściekła że nie
wzielam taxi tylko na piechote wrociłam do domu.
Pod koniec października zrobilam poraz drugi test znowu dwie kreski
pedem do lekarza poleconego przez moja znajomą uf...szczęście ciąża
fasolinka ma ok 8 tyg.jest widze widze jak pika
serduszko.RADOŚĆ.RZucam palenie z płaczem do rodziców czy nam pomoga
ja musze pracować sa za nami jasne ze pomoga, cieszą sie ogromnie.6
listopada 2006 popłudniu wróciłam z uczelni ogladałam cwiczenia fiz.
dla ciezarnych piłam mleczko bo to zdrowo podobno i ciach krew na
bieliźnie odrazu tel do mojej mamci co robic kazala jechac do
szpitala pojechalismy z mezem Ona z Tata dotarła tam taxówka. Wpadła
do pokoju pielegniarek ze corka krwawi na to pielegniarka co pani
sie denerwuje przeciez korka nie wsadzimy, według mnie bardzo
uprzejmie. Potem usg brak fasolinki pecherzyk pusty potem wywiad
jutro na czyszczenie, wytrwałam jakos noc rano pojechalam z mezem do
szpitala , wywiad , kilka godzin czekania i zabieg w narkozie
obudziłam sie powyzywałam na kobiety które wyrzucaja dzieci na
smietnik poplakalam mąz mnie ubral i pojechalam do domu. Byłam u
mamy tylko tam chcialam byc.
Postanowilam byc silna i na drugi dzien poszlam do pracy a co bede
sie uzalac nad soba nikt o ciazy nie wiedzial poza kier. Jakoś
przetrwalam kolezanka Mu opowiedziala o wszystkim.
Obserwuj wątek
    • sisi-ola Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 25.06.08, 14:34
      Później szczescie dostalismy od rodzicow mieszkanie wspaniale teraz
      bedzie juz dobrze to nic aniołek nademna czuwa tak sobie to
      tłumaczyłam.
      Dziecko??? No tak ale jeszcze jeszcze troszeczke.
      Wrzesień 2007 moja Mamcia ma wznowę zaczyna ja bolec łopatka szyja
      przrzuty do kości chyba nic mi nie mowi zazn.ze nie mieszkalam po
      slubie z nimi. Ukradkiem spotykam sie z Tata ktory mowi co dzieje
      sie kazdego dnia opracowujemy metode na walke z rakiem . Bedzie
      dobrze musi być, moja mamcia ma 45 lat jest silna twarda przeciez od
      poczatku choroby pracowała 1,5 roku nawet na chemie nie brala
      wolnego Ona da radę, tylko to musimy przetrzymać.
      Przecież zniosła b.ciezkie chemie ujeli pierś trudno byleby żyła a
      tu po pol roku wznowa.
      Pracuje do pozna bo w pracy szal wiec dajemy czadu po 10 godz.
      dziennie wieczorem tajne spotkania z tata nie moge przychodzic bo
      ona zakazala by ktokolwiek wiedzial o wznowie. Coraz bardziej mi
      slabnie boli ja bardzo spi z glowa na lawie a rano wstaje i idzie do
      pracy dobrze ze biurowej.
      J a z tata w miedzyczasie remontuje mieszkanie nie musze pisac po
      ile godzin spalam razem z mezem. Ona żyje mieszkaniem moim cieszy
      sie dziekuje jej po kilka razy w tygf. za to co nam dala jestem
      szczesliwa ze bedziemy mieszkac sami.Pokazuje jej kazda rzecz ktora
      kupilam do domu kazda chce by widziala i uczestniczyla we wszystkim
      odciagnac jej uwage od choroby i cierpienia. ona cierpi coraz
      bardziej wigilia jest tylko kilka godzin na chodzie potem juz lezy
      życzenia płacze ja z nia choc zaciskam zeby rzeby nie rzucic sie jej
      do stop i blagac jeszcze nie odchodz mamo odemnie prosze zrob cos
      obiecaj mi...
      Ostatnia sobota stycznia 2007 przeprowadzka mama siedzi w fotelu
      obserwuje co robimy cieszy sie z nami śnieg ogromny ledwo dojezdzamy
      ciezarowka na miejsce.Jets manele w domu moge ukladać parapetowka po
      przeprowadzce mamy juz nie ma nie miala sily by siedziec z nami
      wódka rozklejamy sie powoli żalimy obcy ździwieni ze mamy taka
      sytuacje
      w sobote przeprowadzka w poniedzialek przyszlam do mamy co ja widze
      Boże Ona leży Tato kupe kolder polozył bo nie mogla juz spac na
      wznak nie kontaktuje pot leje sie z niej. Ucałowalam Ja poszlam do
      łaxienki i lezalam z glowa na ziemi szlochajac bo wiedzialam ze to
      chyba poczatek konca życia mojej mamy.
      Okazalo sie ze przedawkowala leki przeciwbólowe dostala tak sie mowi
      potocznie odlotu.



      <Nasz kochany Synuś Pawełek ***Kocham Cię Synku **03.03.2008
      • sisi-ola Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 25.06.08, 14:54
        Potem pojechali resztkami sil bo nie chciala popuscic do lekarza
        onkologa ledwo wytrzymala na poczekalni leciala przez rece, ale
        oczywiscie nie pozwolila wejsc ze soba do lekarki Ona do konca nas
        odsuwala od choroby.Potem na drugi dzien szpital dostala
        naświetlania bo mila juz zespóół żyły głów. chceli zmniejszyc
        obrzeki zawozili Ja bo sama nie miala sily tylko dwa razy sama
        poszla potem nagle padla i już nigdy nie wstala o wlasnych silach.
        Naświetlania przeciez by nie dali jakby nie bylo ratunku napewno by
        nie dali musimy to jeszcze przetrwac i juz bedzie wszystko
        dobrze.toaleta problemy z wypróż. i mase innych spraw popuch. rece
        musialam popruc rekawy od pizamy by je mozna bylo zalozyc slomki bo
        nie potrafila juz sama chwycic.
        Nagle śpiaczka dostala plaster polecialam do pielegniarek pytam czy
        to morfina bo wiedzialam ze jak morfina to koniec ale nie uf...ale
        tak mnie ruszylo zapytalam sie siostry a raczej powiedzialam
        siostrzyczko lepiej to juz nie bedzie???kiwnela glowa
        przeczaco.Wtedy wyrwałam z dyźurki jak poparzona schowałam sie w
        takiej wnece na korytarzu i zaczelam plakac siostry wybiegly za mna
        bo myslaly ze do mamy pojde wiedzialam ze nie moge, kazaly mi jej
        nic nie pokazywac wariatki wiedzialam ze nie moge
        Po 2 tyg. kazali zabrac mame ale gdzie do domu nie mozemy Ja za
        bardzo boli a co jak nikt z hospisjum nie przyjedzie ja zaczyna
        bolec i juz musi miec morfiine. Wiec sama mama zaproponowala
        hospicjum byla tam juz dwa tyg. przed szpitalem pomolgli jej
        zlikwidowac bol prosili ojca by ja tam zostawil on jednak powiedzial
        kategoryczne nie, pozniej dzwonili do niego prosili mowili ze sobie
        nie poradzimy jak okazalo sie i sami sie przekonalismy ze sytuacja
        jest ciezka to modlilam sie by mieli miejce dla niej.
        Jest jest miejsce bedzie miala osobny pokoj ona cenila zawsze spokoj
        i cisze dyskrecje.
        Cieszymy sie tak jakbysmy zalatwili wczasy w sanatorium.
        Tam przez dwa tyg. ludzie pomagaja nam bardzo mamcia swiadoma jest
        do konca ja juz resztkami sil przyjezdzam wieczorami do niej chce z
        nia byc myc ja opiekowac sie przytulac tak bardzo jej potrzebuje
        musi zyc to niemożliwe ze umrze to poco jej daja tyle lekow tlumacze
        sobie glupio. Ona sie dziwi ze nie dochodzi do siebie myslala ze po
        tyg. wyjdzie. powiedziala mi ze hospicjum to nie umieralnia .
        Musialam ja pewnie czyms urazic szkoda ze nie moge sobie przypomniec
        czesniej wypowiedzianych przezemnie slow.
        Sroda popielcowa poraz pierwszy moja nasza sroda jestesmy razem mama
        juz duzo spi spie na jej kolanach bo tam ja nic nie boli Boże czemu
        Ona nie moze mnie nawet przytulic całuje mnie czasami jak ja myje i
        mam jej glowe na moim ramieniuwidze blizne na plecach czerwone juz
        cialo od lezenia szukam ran boje sie odlezyn widze plaster cholerny
        plaster z data nie nawidze tego raka moja mama miala żyć przeciez ja
        ja tak kocham .
        Byłam u Niej w niedziele caly dzien.
        w pon.umawiam sie z siostra mamy ze mnie troszke odciazy i pojedzie
        do niej wieczorem by zrobic toalete we wtorek pracuje do pozna w
        srode tez w czwartek sie juz ciesze jak jade tramwajem do pracy mam
        ze soba male soczki ze slomkami napewno beda jej smakowac dostaje
        tel. gdzie jestem mysle glupie pyt. jade do pracy gdzie mam byc
        przed 7 pw pracy dostaje wiad.ze mama odeszla rano o 6 usnela nie
        obudziala sie juz poprostu. Płacz rozpacz ból że tak musiala
        cierpiec za co to??
        Jakoś minal pogrzeb potem layto wczasy jakos doszlam powolutku do
        siebie
        • borowinka Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 25.06.08, 15:06
          [*]
          • iwon-a26 Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 25.06.08, 21:24
            wiesz to niesprawiedliwe że jeden człowiek musi znieść tyle cierpienia. czemu
            nie rozkłada się ono na innych ludzi. Widziałam że piszeż o swoim synku pawełek
            i jest data . Czy to dziecko tez straciłaś? ja mojego synka straciłam w marcu
            2008r. zmarł w 8 miesiącu ciąży
            • maretta111 Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 26.06.08, 06:29
              tak mi smutno, tyle musiałaś przejść, to straszne
              (*)(*)(*)a to twojemu aniołkowi i mamie
            • sisi-ola Re: do iwon_a26 26.06.08, 12:22
              Tak straciłam Syna w 23 tygodniu w poniedzialek skoczyl 23 tyg. jak
              sie urodzil
              • iwon-a26 Re: do iwon_a26 27.06.08, 13:53
                Tak mi przykro kochana. Tak ciężko znaleźć wiare po takiej dawce
                nieszczęścia od życia . nawet niewiem jak cię pocieszyć. Ja dalej
                nie moge dojść do siebie po śmierci syna a tobie zmarła do tego
                wszystkiego najblizsza osoba mama.

                pozdrawiam mocno
            • smutasek2008 Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 27.06.08, 00:14
              przykro mi...choć w sumie nie ma takich slów,którymi można opisać to co
              czuję.myślę,że najciężej,najbardziej boleśnie odczuwa się stratę rodziców i
              własnego dziecka.Ja podobnie do Ciebie straciłam Mamę...14 lat temu a pamiętam
              jakby to było zupełnie niedawno...Też widziałam jak uchodzi z niej życie.Zabił
              Ją rak.Wstrętny,podstępny rak.To straszne gdy się patrzy jak cierpi ktoś tak
              bardzo Ci bliski,a ty nie możesz kompletnie nic zrobić by ulżyć w cierpieniu..No
              może prawie nic bo miłość możesz dawać zawsze i to też pomaga.Przez wiele lat
              nie mogłam się pogodzić ze śmiercią Mamy.Buntowałam sie przeciwko
              wszystkiemu-ludziom,światu,Bogu.Dziś z perspektywy czasu nauczona nowymi
              doświadzeniami wiem,że tylko sobie szkodziłam,że można było inaczej...Ale
              widocznie musiałam tak właśnie przeżyć żałobe...13.czy to pechowa liczba?Miałam
              13 lat gdy zmarła Mama.13 lat pózniej Bóg wezwał do Siebie moje nowonarodzone
              dziecko...Tak kawałek po kawałku umieram.Cząstka mnie umarła ale ja żyję.Wiem,że
              moja Mama opiekuje sie teraz swoją śliczną wnusią...Ja mam dla kogo życ.Kiedyś w
              Niebie spotkamy się...Twoja Mama też opiekuje się Aniołkami,które tam
              są.(***)wszystkim naszym Aniołom tam w Niebie(***)
              • sisi-ola Re: do smutaska 27.06.08, 11:05
                Masz rację umieram powoli umieram czuje złość nerwy i wściekłość
                Jetsem czasami niemiła zła żłośliwa poprostu inna niż kiedyś. Ktoś
                powiedzial ze mi skóra zgrubiała jak do cholerki miala nie zgrubieć.
                Jka życie leje mnie po dupie od 5 lat Tylko ciesze sie ze przez 23
                lata miałam życie jak z bajki nie wszystkim to było dane.
                Bardzo wczesnie straciłaś mame rak jest straszna choroba a jeszcze
                13 lat temu ta chorobe ukrywano nie bylo takiej pomocy dla chorych i
                ich rodzin Bardzo Ci współczuje napisz mi czy teraz Ci troszke
                lepiej w życiu???Bo ja sie boje ze juz tak zostanie u mnie na zawsze
                • smutasek2008 Re: do smutaska 30.06.08, 19:06
                  Droga Sisi!Pytasz czy już lepiej mi w życiu.Ciężko tak oczywiście powiedzieć
                  tak jest lepiej.Bo jak może być lepiej gdy dwóch tak ważnych osób brakuje...Ale
                  tak,jest lepiej w porównaniu z tym co czułam kilkanaście lat temu,czy niespełna
                  rok temu.Takie wydarzenia w naszym życiu na zawsze zostawią ślad.Mój mąż mówi
                  chciałbym żebyś była jak kiedyś.Ale ja nigdy nie będę taka sama.Już nigdy nic
                  nie będzie takie samo ale nauczyłam się doceniać to co mam.Nauczyłam się cieszyć
                  drobnostkami.Ze śmiercią mamy nie mogłam sobie poradzić przez wiele,wiele
                  lat.Poznałam męża,on dał mi to czego mi tak bardzo brakowało-miłości,ciepła.I
                  chyba dopiero wtedy ten żal tak nie bolał.Ludzie mi często mówili,czas leczy
                  rany.I tak jest.Te rany nigdy się nie zagoją ale z czasem bolą mniej.Nie minął
                  jeszcze rok odkąd odeszłą moja córeczka...To jest jeszcze bardzo świeża
                  rana,jeszcze strasznie boli...ale już tak nie krwawi.Próbóję sobie jakoś
                  tłumaczyć,że moja Mama tam w Niebie opiekuję się moją córcią...Że obie już nie
                  cierpią...Że kiedyś przyjdzie czas gdy wszyscy tam się spotkamy ale ja mam
                  jeszcze tu na ziemii dużo do zrobienia.Powiem Ci szczerze że bardzo pomogło mi
                  to forum.Czytam te wszystkie straszne historie,znajduję wspólne wątki,wiem że
                  inni cierpią być może bardziej niż ja.Że może ja mogę komuś pomóc.Bo czasem
                  wystarczy tylko jeden mały gest.Ściskam Cię cieplutko.Nie poddawaj
                  się.Pamiętaj,że kiedyś limit nieszczęść musi się skończyć,że kiedyś i dla nas
                  zaświeci słońce.Pozdrawiam Cię i.... (***) światełko dla wszystkich Aniołów i
                  Aniołków.
                  • sisi-ola Re: do smutaska 01.07.08, 22:03
                    Może to wszystko za bardzo krwawii jeszcze we mnie....Masz rację
                    limit musi sie kiedyś wyczerpać, ktoś mi powiedzial ze musi byc źle
                    by było dobrze. Ja rzeczywiście mialam niesamowicie dobrze do 23 bo
                    w 2003 straciłam pierwsza bardzo bliska mi osobe moja babcie ktora
                    mnie wychowywała, odeszla nagle tlumaczylam sobie ze dobrze ze to
                    nie rak i masz za kilka lat mama tak zaczyna mi chorowac.....Wiesz
                    nie wiem czy w to wierzyć ale jeszcze przed tymi problemami z ciaza
                    w styczniu śniła mi sie moja mama która trzymała moje dziecko
                    nowonarodzone a ja przyszlam z tak jakbyn z dworu i wystraszylam sie
                    ze Go nie nakarmiłam a mama powiedziala bym sie nie martwila bo ona
                    sie nim opiekuje caly czas go trzymala i tulila może zabrały Go
                    sobie do siebie Mama i Babcia. Tylko czy one nie widza jak ja
                    cierpie??? Chce mieć dziecko ale nie teraz jeszcze nie ta decyzja
                    mnie przerasta poprostu boje sie jej podjac moze na przyszly rok na
                    wiosne kocham wiosne może wtedy....Pozdrawiam Cie serdecznie i
                    dziekuje za wsparcie.
                    • smutasek2008 Re: do smutaska 02.07.08, 13:54
                      Wiesz,ja też myślę,że mojej Mamie nie było dane zaznać bycia Babcią.I może
                      dlatego teraz...Nie chcę się zadręczać,wolę myśleć,że obie moje kochane osoby są
                      szczęśliwe,że nie muszą cierpieć.Mam wciąż w uszach słowa lekarki,która przyszła
                      w nocy po porodzie i powiedziała,że dziecko bardzo cierpi,że nie potrafią
                      pomóc,że umiera,że całe życie płodowe dzidzia cierpiała...To mnie najbardziej
                      boli-że dziecko cierpiało zanim się pojawiło na świecie,że nikt o tym nie
                      wiedział,że nikt nie mógł pomóc...Wiesz,gdy był pogrzeb Wiki..ja w pewnym
                      momencie poczułam...ulgę?Jakieś takie dziwne uczucie,spokój,że teraz Mała jest w
                      niebie,że teraz ją tuli do siebie moja Mama,że już nigdy nie będzie cierpieć...I
                      za każdym razem gdy mi tak okropnie źle to mówię sobie,że najgorsze by było
                      jakbym patrzyła na cierpienie swojego dziecka a w żaden sposób nie mogłabym
                      pomóc.A w Aniołkowie nie cierpi... (***)
                      • sisi-ola Re: do smutaska 13.07.08, 21:31
                        NaSZ SYN NIE CIERPIAAŁ BYŁ ZDROWYM DZIECIATKEM TO jA ZAWIODŁAM, TO
                        MOJE CIAŁO NIE WYtrzymało. cIEPIOE TAK CIERPIR BO Mysłalam ze
                        teraz juz tylko moze byc lepiej a tu gówno prawda.....Jestem znwu
                        sama koleznki moje urodzily a ja co ????? znowu syn tak pragnelam
                        syna nie popuszcze zobaczysz jeszcze bede miec dziecko. nie podaruje
                        Ci tego....
        • sisi-ola Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 26.06.08, 12:20
          Tak minęło lato już było ze mna nieźle mieszkaliśmy sobie w nowym
          mieszkaniu to nic że mama nie widziala jak je urzadzilam jakos sobie
          to wytlumaczylam.
          1 listopada 2007 coś mnie tknelo by zrobic test tak jakos źle sie
          czulam jakos tak slabo. Jest znowu szczescie dwie kreski szybko
          zapomnilam o wszystkich tragediach. Oczywiście na drugi dzień
          zrobilam test ponownie pozytywnie super Maz odrazu jak wszedl do
          domu widzial ze cos sie stalo dobrego podobno dawno nie mialam tak
          zadowolonej miny szczescie....mnie spotkalo wreszcie tak sie
          cieszyl;ismy...
          w poniedzialek odrazu pobieglam do lekarza jest ciąża ...:)szczesliwa
          Uzgodniłam z męzem ze nikomu nic nie powiemy tak do 12 tyg. bo
          poprzednio stracilismy fasolinke w 8 tyg. wiec nic nie zapeszam
          W środe wpadlam po pracy do domu bylo juz wtedy zimno, maz postawil
          zupe ale zobaczylam plame na bieliźnie szok zdenerwowanie żal że
          znowu straci łam zapalilam papierosa z tego wszystkiego Krzyczalam
          ze juz nie bedzie dzieci jak ta ciaze strace Maz nie wierzyl w
          strate kazal sie pakowac do szpitala.
          No cóż musialam poinformowac najblizszych.
          Krwiak ale fasolinka jest Boże jak dobrze .....
          Czekanie na serduszko bo to 4/5 tydz. byl czekalam starajac sie nie
          denerwowac biegalam do toalety jak szalona by sprawdzic czy wszystko
          ok ale bylo dobrze nic nie krwawilam.
          Jest jest serduszko piekne widzisz Panie ordynatorze a jednak jest
          chcial;es mi zrobic zabieg, a tu figa jest....leze trzxeci tydz. w
          szpitalu warunki slabe chca mnie przeniesc na sale gdzie sa
          dziewczyny z ciaza ja nie che sie zgodzic ale wreszcie ulegam Dobra
          dec. tam jest cisza spokoj Przywieźli dziewczyne na zabieg straszne
          Boże byleby tylko dotrwac do 8 tyg.juź powoli sie zaokraglalam w
          biodrach super powoli chodzić polwoli wiem przykro tak nagle leżec
          ale zobacz teraz dzidzius musi rosnac tak sobie tlumaczylam i jakos
          lecialo w 8 tyg. wyszlam ze szpitala.
          W domu tylko lezalam maz sprzatal cos tylko ugotowalam a tak nic
          ksiazki na etmat rozwoju fasolki.
          Boże jak sie ciesze bede mama czemu nic nie widac szkoda chce by
          wszyscy widzieli ze jestem w ciazy, tak sie ciesze.Ojoj w grudniu 12
          tydz. robie prenatalne uf...skacze wszystko wporzadku ale duzy maz
          sie cieszy z cala rodzinka. sylwester juz
          Styczeń brzuszek widać już fajny okraglutki teraz tylko mysle o
          dziecku glaszcze je mówimy z mezem do Niego Nie wiemy czy
          dziewczynka czy chlopczyk. Ja czuje i mowie mezowi ze to bedzie
          chlopczyk ale brzuszek mam wysoko to dziewczynke wszyscy mi
          przepowiadaja.
          Mało wychodze z domu oszczedzam sie.
          dO 1 lipca wytrzymam przywyklam do tony tabletek i lezenia
          Pod koniec stycznia okazuje sie ze zaczyna mi sie robic rozwarcie, w
          miedzy czasie zmienilam lekarza dostaje krazek ma byc ok wszystkie
          znajome mialy krazki i do porodu wytrzymaly bylam spokojna juz
          21 luty wizyta kolejan kontrolna lekarz jak mnie zbadal to widzialam
          tylko strach w jego oczach krecil glowa niemozliwe,niemozliwe.Ma
          pania kto zawiezc odrazu do kliniki? szybko trzeba szybko, jest
          b.źle mnóstwo pytań przelecialo mi przez glowe poczulam jakby ktos
          obciol mi skrzydla, tak zadzwonie zaraz pojade na lezaco dojechalam
          jakos do kliniki tam juz jak mnie polozyli to nie wstalam juz.
          Krazek sie obsunal zakazenie inni lekarze mowia ze bakterie
          przegryza pecherz nie nie przegryza bo ja jestemm silna i dzidzia
          tez kopie b.nisko, wiele razy smialam sie ze czuje hjakby dziecko
          skakalo mi po tym krazku i sie nie mylilam bylo juz pelne rozwarcie.
          Profesor wyciaga mi krazek Boże żeby nie uszkodził pecherza nie
          uszkodzil uf...znowu szczescie Doleze do lipca trudno jakos dam rade.
          leże wszyscy robia kolomnie a ja leze tylko delikatnie moge sie
          ruszac....basen nienawidze ale dostalam izolatke Nie dziala dzwonek
          wzielam tel.na dyżurke bo fachowcy robia ten dzwonek juz tydzien a
          ja przecie z bez pomocy innych nie jestem wstanie nic zrobic.
          Wytrzymamy dziecko, jesteśmy silni...damy sobie rade nie ualaj sie
          nad soba do lipca niedaleko.....nie placz to nie pomaga....
          Rozmwy z soba by nie zwariować.Lekarze wspaniali tlumacza daja
          nadzieje przychodza i jeszcze raz tlumacza beda chcieli mnie zaszyc
          w czwartek zawiezli na zabiegowy boże żeby sie udalo by nie
          uszkodzili pecherza plodowego. Niestety nie zaszyli za duze
          rozwarcie odebrakli nadzieje zrobili higiene i to wszystko.
          Spowrotem na sale.Po włożeniu wziernika lekarze ogladali stópki
          mojego dziecka zrozumialam ze jest bardzo zle, ale dalej w to nie
          wierze....jak moja mama....
          Dzidziu trzymaj sie ...proszę Cie ....tak Cie kochamy
          w Poniedzialek 3 marca 2008 pierwsza rocznica chowania mojej mamy,
          poczulam ulge tak jakby dziecko sie cofnelo kroplówki pomogly może
          choc balam siebo juz ostatnia to musoialam bardzo rozkrecic by
          powstrzymywac skurcze ja chyba nie dam juz rady skurczy postrzymac.
          Nale krew duze ilosci dzwonie komorka do dyzurki przychpoodza
          siostry poszly do lekarza zabieraja mnie na moje pyt.gdzie? kaza sie
          nie martwic ja juz wiem jade rodzic.
          Wczesniej juz sie przyzwyczailam do mysli co mnie czeka ze musze
          urodzic na poczatku plakalam jak sie dowiedzialam.
          Jetsem na sali takiej osobnej sama dostalam basen jest obchod
          lekarzy nie ma oksytocyne dostalam czekam siostry pija kawe a ja
          cholera leze i rodze dziecko wiedzac ze umrze bezemnie.Dzwonie do
          meza taty nie pozwalam im przyjezdzac nie chce naraża ich na
          dodatkowe stresy i tak sie martwia
          Przyszli lekarze wielu wiele siostr krwawie chyba mocno każa przeć,
          to pre ale nic nie wychodzi z tego ja nie doszlam do rozdzialu jak
          rodzic. Siostra mówi że jak mam to zrobić uf teraz lepiej czuje ze
          pre. Lekarze wypychaja mi dziecko naciskajac brzuch, widze jak wpada
          zespol ratowniczy dla noworodków nie mam juz sily to boli co potem
          moje dziecko, czuje ból za chwile ulge wyszla glowka sama pre dalej
          chce juz to zakonczyc.Poszlo czuje jak lekarz trzyma moje dziecko
          mam dalej zamnkniete oczy nie wiem dlaczego odcina pepowine kladzie
          na moim udzie gruba czuje otworzylam oczy widze ja kaza rodzic dalej
          lozysko jakos poszlo czyszcza boli boli dostaje narkotyk czuje ze
          odlatuje nie pytam o dziecko slysze cisze tylko.
          Leże sama bez dziecka na sali poporodowej salowa wpada z korytarza
          na skroty i nie zamyka drzwi leca do niej ugryzliwe slowa zamyka i
          ucieka. przychodza lekarze pokolei podnosza na duchu, chwala za
          odwage, nie placze dzwonie ze po wszystkim
          Jade na sale siosstra przebiera mnie zasypiam.
          Budzi mnie lekarz nowy jaki nie znam Go daje świety obrazek Syn Boże
          wiedziałam czułam zmarł nie widzialm go nie chcialam a wlasciwie to
          nikt nie pytal. Potem dochodzilam dlugo do siebie mialam problemy z
          chodzeniem z krazeniem nog lezalam 3 tyg. miednica do góry.
          Pochowałam Syna z moja Mama. Probosz cz z naszej parafii mial
          zadaleko na cmentarz nie chcial przyjechac ale maz znalazl innego
          kszuedza takze synek byl godnie pochowany.Teraz sobie śpią wnuczek z
          babcią.
          • maniula1 Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 26.06.08, 12:55
            (*)(*)(*)
            Przykro mi....
            nie wiem dlaczego tak sie dzieje,tak ciezko to wszystko zrozumiec..
            Jednak pozostawiam cie z nadzieja ze uda sie chocbys miala lezec
            cala ciaze to sie uda..
            Pozdrawiam cie i przytulam.
          • sisi-ola Re: Nasza historia- dzisiaj zły dzień 01.07.08, 21:47
            Dzisiejszy dzien mnie bardzo boli mialam termin na 1-go lipca
            dlatego modlilam sie by minal szybko.
            Czasami wydaje mi sie ze bedzie dobrze znowu sobie tłumaczę ale
            przychodza chwile gdy serce mi sie rozrywa na pół chce płakać jutro
            mojej mamy imieniny kolejny cios. Chyba znowu musze poplakac to daje
            mi sile na kolejne dni.
      • sisi-ola Re: Małe sprostowanie 27.06.08, 10:49
        Mama miala wznowe w 2006 roku przed moim pierwszym poronieniem
        pomylilam 2007 z 2006 :(

        <Nasz kochany Synuś Pawełek ***Kocham Cię Synku **03.03.2008
    • tomsmom Poplakalam sie... 26.06.08, 18:58
      To okropne przez co musialas przejsc... Ale nie trac nadziei, masz
      trzy anioly w niebie, ktore nad Toba czuwaja... Jeszcze musi byc
      pieknie...
      Swiatelka dla Twoich aniolkow: (*)(*)(*)
      • lwiontko0 (*)(*)(*) 26.06.08, 22:40

    • alfika Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 26.06.08, 22:57
      (*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)
      (*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)
      (*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)
      • michna4 Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 28.06.08, 15:15
        Czytając Twoją historię czułam jakby ktoś pisał o mnie. Mój synuś
        Mateuszek urodził się i zmarł dokładnie 03.03 ale 2003 roku w 23
        tygodniu ciąży. Scenariusz szpitalny taki sam... (okropne przeżycie)
        wcześniej byłam już po dwóch poronieniach 7 i 8 tydzień. Po tylu
        niepowodzeniach zaczęłam szukać odpowiedzi, badałam się, leczyłam
        no i w końcu zdecydowałam się na ciążę pod czujnym okiem p.
        profesor. Od początku byłam nastawiona pozytywnie: żadnego
        krwawienia, profilaktycznie założony szew i częste kontrole. Kiedy
        minął 23 tydz. wiedziałam, że będzie ok. Niestety zatrucie ciążowe
        i b. wysokie ciśnienie nie pozwoliło mi donosić ciąży do końca i 28
        tyg. urodziłam moją kruszynkę (650 gram) Walka o jej życie ciężkie
        chwile... myślalam że oszaleje tak bardzo chciałam aby żyła.
        Lekarze mówili że jest bardzo źle uprzedzali o konsekwencjach
        niedotlenienia, wyleów, retinopatii a ja nie chciałam ich słuchać
        bo wiedziałam że to była moja ostatnia ciąża i ostatnia szansa. Bóg
        dał mi córeczkę na półtora roku tylko tyle... potem ją zabrał do
        siebie wiem że jej tam dobrze, że jest pięknym aniołkiem ale ja
        zostałam bez nadzei bez chęci na dalsze życie w wieku 31 lat czułam
        taki ciężar jabym miała 90. Nienawidziłam całego świata i byłam
        pewna że już nic w życiu mnie dobrego nie spotka, pytałam dlaczego
        tak musiała cierpieć. Nie chciałam Cię przerazić wręcz odwrotnie,
        bo dzisiaj jestem najszczęśliwszą mamą na świecie. Adoptowaliśmi z
        mężem chłopca i dziewczynkę. Teraz mały bawi się z tatą a córcia
        śpi. I jeszcze jedno nigdy nie trać nadziei bo anioły czuwają nad
        nami i one Wam pomogą tak samo jak nam odszukać sens w życiu po
        burzy choć zawsze nasze dzieci będą w naszych sercach i już zawsze
        będziemy innymi ludźmi. Pozdrawiam
        • sisi-ola Re: do michna 4 30.06.08, 22:10
          Masz rację najgorszy ten ciężar czuje sie jakbym już życie miała za
          sobą nie boje sie śmierci czesto o niej myśle wiedzac ze tam bedzie
          mi lepiej bo bede z nimi wszystkimi, tak tych co sa kolo mnie takze
          kocham ale strata tylu bliskich jest dużym ciosem który zrobił ze
          mnie staruszkę szkoda nie chciałam by tak było....
          • sisi-ola Re: do michna 4 30.06.08, 22:13
            Także b.dużo przeszłaś dajesz mi nadzieje ze kiedyś bedzie l;epiej
            że także mam możliwość na szczęście. Dziękuje Ci za słowa wsparcia i
            właśnie ta nadzieje. Ciesz sie dziećmi wierze że jesteście dla nich
            i One dla Was najwiekszym skarbem Pamietaj dobro wraca.Pozdrawiam
            życząc jeszcze wiecej szcześliwych chwil:)
    • 23magdalenka Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 30.06.08, 17:11
      współczuje i mam nam nadzieje że twój ból bedzie wynagrodzony
      pozdrawiam
      • sisi-ola Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 30.06.08, 22:15
        Dziewczyny piszcie o waszym szcześciu o dzieciach o swoich
        przejściach dajecie Nam mamom aniołkowym w ten sposób wiele nadziei
        i odwagi a nam ich tak bardzo brakujje
        • michna4 Re: Nasza historia- nie chciałam by była nasza... 30.06.08, 23:11
          Życzę Ci z całych sił abyś wkrótce poczuła, że życie ma sens.
          Zawsze będziemy pamiętać i kochać swoje Aniołki. To one pomgają nam
          w życiu. Kiedy podejmowaliśmy decyzję o adopcji właśnie tych
          dzieci, nie wiedziałam czy robię dobrze - czy dzieciom będzie
          dobrze i wtedy poszłam na cmetarz i rozmyślałam. Miałam takie
          uczucie że to one wybrały nam dzieci, czułam się jakby działo się
          to obok mnie. Wiesz czasami potrzeba tylko oddać się przeznaczeniu.
          Zapytaj swoje dzieci i mamy - poproś o drogę. Myślę, że będziesz
          wiedziała co robić. Wierzę, że będziesz szczęśliwa i wiesz watro
          przejść coś tak trudnego, aby docenić uśmiech dziecka o 3 nad ranem
          i słowa mamo kocham cię. Ludzie, którym wszystko przychodzi łatwo
          nie doceniają, że mają zdrowe dzieci.
          [*] dla Pawełka [*] dla Mateuszka [*] dla Michasi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka