wolka.77
18.03.09, 11:30
Minął miesiąc od śmierci naszej małej Agatki.Odeszła tak nagle, mimo
zapewnień lekarzy, że wszystko jest w porządku.Było już sześć dni po
terminie. Jeszcze dzień przed odejściem mojego maleństwa nst
wskazywało,że jest ok,ruchy prawidłowe,lekarz kazał jechać do domu i
czekać jeszcze 5 dni, a nazajutrz kopniaki ustały, nie czułam ich,
kiedy się rano obudziłam, szpital, cesarskie cięcie i informacja,
że Agatka nie żyje, umarła we mnie, odeszła tak cichutko w nocy. Nie
mogę się pozbierać, lekarze rozkładają ręce. Zamiast zmieniać
pieluszki, zmieniam znicze na jej grobie. Serce mam rozbite na
miliard kawałków.Tak czekaliśmy na nią.Moja starsza córeczka Łucja
pociesza mnie, że dzidzia jest w niebie i że nie mam płakać,ale to
tak strasznie boli. Mam wyrzuty sumienia, kiedy się próbuję
uśmiechnąć,zrobić coś przy sobie. Boję się ludzi, boję się wrócić do
pracy, wiem,że nikt mnie nie skrzywdzi, ale nie mogę się przemóc.
Najlepiej ciągle siedziałabym w domu i tylko pod osłoną nocy
chodziła na cmentarz do mojego Maleństwa.Modlę się codziennie i
próbuję sobie tłumaczyć dlaczego?
Mama Łucji (4,5 roku) i Aniołka Agatki(*)14.02.09