Dodaj do ulubionych

taka mala refleksja

03.01.06, 14:16
witam wszystkich,
mam pytanie, jak szybko sie zapomina ze sie kiedys samemu bylo studentem i
potrzebowalo pomocy roznych osob czy firm do napisania pracy magisterskiej/
doktorskiej/ jakiejkolwiek?
moja praca (magisterska dopiero) jest oparta na badaniach empirycznych w
formie ankiety, ktora powinny wypelnic firmy z docelowej branzy. firm tych
jest w polsce niewiele bo okolo trzydziestu, do wszystkich dzwonilam, pisalam
maile, przekonywalam, prosilam, wiekszosc sie zgodzila, ankiete dostala i tyle
ich widzialam.
po wielokrotnych probach interwencji i proszenia o odeslanie ankiety (mailem),
ktorej wypelnienie zajeloby nie wiecej niz 15 minut, stwierdzam ze nic z tego
nie bedzie i musze chyba albo zmienic temat albo metodologie.
w ciagu dwoch miesiecy dostalam raptem 2 ankiety (!), reszta obiecuje ze
odpisze i nie odpisuje. juz mam dosyc dzwonienia i żebrania o chwile czasu,
zdaje sobie sprawe ze ci ludzie sa zapracowani i nie maja czasu ale czy
naprawde juz nie pamietaja ze sami, zeby dostac ta prace, tez kiedys musieli
napisac i obronic prace dyplomowa??????? i tak samo potrzebowali czyichs 15
minut zeby moc ruszyc dalej?
to tylko taka mala refleksja na temat, jak punkt widzenia zalezy od punktu
siedzenia...
Obserwuj wątek
    • rilian Re: taka mala refleksja 03.01.06, 14:40
      hehe, miałem podobnie... pisząc doktorat opierałem się w części na ankietach
      kierowanych do proboszczów, posiadaczy pomników jana pawła ii. zwrotność była
      dość spora, bo... ok. 30%.
      • lidia.d Re: taka mala refleksja 04.01.06, 14:16
        Ja też prowadzę badanie polegające na wypełnianiu ankiet przez firmy. Wzięłam
        się na sposób i nie wysyłam ankiety, ale umawiam się na spotkanie i wypełniam
        ankietę podczas wywiadu. Ma to dwie zalety:
        1. Podczas wywiadu mogę się sporo więcej dowiedziec, usłyszec dodatkowe
        komentarze.
        2. Jeśli ktoś się już umówi na spotkanie, to rezerwuje sobie czas i prawie na
        pewno bierze udział w badaniu (Inaczej mógłby odkładac wypełnienie ankiety w
        nieskończonośc).
        Wadą takiego rozwiązania są oczywiście koszty. Ja mam to szczęście, że
        większośc firm z badanej branży mieści się w W-wie, gdzie mieszkam.
        Pozdrowienia
        Lidka
    • flamengista niestety to norma 04.01.06, 14:28
      musisz dalej ich bombardować telefonami, kiedyś może odeślą. Taka rola badacza -
      a ludziom sie zwyczajnie nie chce.

      Poruszyłaś jednak bardzo ważną kwestię. Jak szybko zapominamy, że sami byliśmy
      studentami? Czy nie wymagamy zbyt dużo, biorąc pod uwagę nasze doświadczenia?
      Albo - nie daj Boże - uważamy się za lepszych, a studentów za barachło, niegodne
      naszego czasu?

      Niestety, u mnie problem jest taki, że aż za dobrze pamiętam moje studia i
      problemy, jakie wtedy miałem. I patrząc na moich studentów (w końcu dzieli nas
      niewielka różnica lat: 6-7, oczywiście na dziennych) - to widzę, ze mam do
      czynienia z zupełnie innym pokoleniem. I czuję się stary, mimo 27 lat;)

      Zupełnie inne priorytety życiowe: ciągłe kombinowanie, wszechobecny minimalizm,
      bezradność i zwykłe lenistwo. To dominujące cechy. Powiem szczerze, jestem tym
      przerażony. Strach pomyśleć, jak to pokolenie będzie wyglądało za lat 20-cia. Ja
      na studiach faktycznie chciałem się czegoś nauczyć, byłem aktywny, szukałem
      okazji. Niemal każde wakacje przepracowane, ciągłe praktyki, koła naukowe,
      dodatkowe kursy/zajęcia.

      Teraz na plus trzeba stwierdzić, że spora część moich studentów, mimo że na
      dziennych studiach, to jednak pracuje. Ale nie po to, by się utrzymać, jak
      robili to moi koledzy. Raczej po to, by mieć na najmodniejsze ciuchy, imprezy w
      prozacu/cieniu/pewexie, siłownię, kosmetyczkę...

      Mimo, że jestem ekonomistą - trochę mnie smuci ten wszechobecny pęd do konsumpcji:/

      No, ale strasznie się rozpisałem. Sorry;)
      • hallotoja Re: niestety to norma 05.01.06, 09:23
        wiesz, ja mysle ze to nie wynika z roznicy pokolen, bo sama jestem mw to samo
        pokolenie co Ty (robie drugi dyplom) i to samo widzialam na studiach. po prostu
        Ty, jako naukowiec, osoba ambitna, podchodziles do wiedzy jak do nabytku,
        uczyles sie dla siebie i wlasnej przyszlosci. natomiast niektorzy ida po
        najmniejszej linii oporu, byle tylko zaliczyc i isc dalej (slynne 3xZ). wiec to
        jest raczej kwestia podejscia do zycia niz pokolenia.

        jedyne co mnie w tym wszystkim zasmuca i denerwuje jest to, ze ci kombinatorzy
        najczesciej najlepiej w zyciu laduja (bo przez swoje kombinatorstwo wiedza z kim
        "warto trzymac" i nawiazuja kontakty ktore ich potem w gore ciagna) a osoby
        ktore naprawde sie uczyly, chodzily na wyklady (mielismy taka kolezanke na roku
        co wszystkich w notatki zaopatrywala pod koniec semestru), zostaja rownie szybko
        zapomniane i z wrodzonej skromnosci nie potrafia sie dopomniec o swoje i
        wykonuja gdzies jakas przez nikogo nie doceniana prace.....
        • flamengista czarnowidztwo, z którym sie nie zgadzam;) 05.01.06, 09:37
          Ja byłem właśnie takim ambitnym studentem. Koledzy korzystali z moich notatek i
          wiedzy na egzaminie. I naprawdę nie mam powodów do narzekania. Pracuję w
          zawodzie, w którym czuje się spełniony, robię to co lubię. Na zrobki nie narzekam.

          Największi kombinatorzy, których znałem skończyli odpowiednio: jako sprzedawca u
          dealera samochodowego oraz jako pracownik telemarketingu. W życiu nie chciałbym
          być na ich miejscu.

          A wrodzona skromność? To nie jest rzecz dobra i powoli o niej zapominam;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka