gaja.oliwna
06.04.08, 13:34
Witam grono doktorantów i z góry uprzedzam, że nie będę przesadnie
miła - musicie mi to wybaczyć.
Cieszę się, że znalazłam to forum bo mogę teraz podzielić się z Wami
moimi refleksjami na temat całej tej farsy jaką stanowią studia
doktoranckie.
Na wstępie napiszę tylko, że wiem że pewien odstetek doktorantów to
poważni ludzie, prawdziwi pasjonaci nauki, którzy coś osiagną kiedyś
będą coś znaczyć. Niestety nie zalicza się do nich "bohater"
niniejszego wątku, facet mojej serdeczniej przyjaciółki.
Otóż ów pan zaraz po studiach magisterskich, na których jeszcze się
starał poszedł na studia doktoranckie (dzienne, nieodpłatne, bez
stypendium) i na tym jego doktorantowanie się skończyło. Nigdy nie
krył, że dzieki temu nie musi (?!) iść do pracy ani rejestrować się
jako bezrobotny, wręcz się tym szczycił, że ma teraz luz i tak
dalej. Nigdy nie słyszało się żeby coś pisał, publikował, jeździł do
innych miast na konferencje. Żadnych zajęć też nie prowadził a wiem,
że doktoranci często to robią w ramach obowiązków. Czasem podejmuje
się na krótko jakichś prac dorywczych jak go najdzie ochota.
Zapytany zawsze odpowiada, że jego doktorat jest na etapie
przemysleń. Sytuacja ta ciągnie się już od kilku lat.
Niestety związała się z nim moja bliska przyjaciółka, na początku
była zaślepiona i nic do niej nie docierało, teraz trochę przejrzała
na oczy, ale nadal słyszę, że on taki kochany i w ogóle. Owszem
facet jest bardzo miły, dowcipny, wygadany, dużo czyta, umie się
bawić, ale to taki Piotruś Pan niby inteligentny ale chyba bez
ambicji, żeby w przyszłosci zarobić na dom utrzymanie rodziny itd.
Takie dorosłe dziecko. I właśnie dla takich dużych dzieci są moim
zdaniem te przereklamowane studia doktorskie zwłaszcza
humanistyczne. Takie przedszkole dla dużych chłopców.
Boję sie, że moja psiapsiółka zmarnuje sobie życie u boku takiego
człowieka.
Przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale musiałam to z siebie wyrzucic.