meti84
03.07.06, 20:38
Witam wszystkich! W sobote poznym wieczorem spotkalo mnie cos, co w ciagu
siedmiu lat mojej choroby nigdy wczesniej mi sie nie zdazylo. A mianowicie
wybralam sie z przyjaciolka na dyskoteke. Dotarlysmy tam okolo 23-ciej.
Kupilysmy sobie po piwku, usiadlysmy, no ale moj ukochany robaczek dal o
sobie znac. W zyciu nie widzialam takich pustych i glupich ochroniarzy. Nie
chcieli mnie wypuscic. W koncu sie udalo, ale wyszlam sama. Kumpela pozniej
do mnie doszla. Ale bylo troche poznawo, bo ze mna bylo coraz gorzej. Tak
moze bysmy zdazyly dojsc do domu. Oczywiscie zaden z ochroniarzy nie podszedl
mimo prosb mojej przyjaciolki. No i w koncu przyszedl atak. Jestem troche
ciezsza od niej i nie byla w stanie zlagodzic wypadku. A ja tez durna,
zamiast usiasc na ziemi, to siedzialam na lawce... W kazdym razie polecialam
twarza prosto na betonowy chodnik. Mozecie sobie wyobrazic jak teraz
wygladam, bo sila takiego upadku jest ogromna. Mam zdarta i opuchnieta lewa
strone twarzy i gorna warge z lewej strony. Pomogly nam jakies dziewczyny,
ktore pierwszy raz w zyciu widzialam na oczy. A Ci, ktorzy mieli taki
obowiazek po prostu to olali....