lideczka_27 01.11.04, 00:08 Takie proste acz intymne nieco pytanie mam do mam Czy przy kolejnym porodzie nacinają w tym samym miejscu? Przepraszam za tak banalne pytanie, ale ostatnio się nad tym zastanowiłam i pojęcia nie mam. A dla mnie ma to znaczenie. pozdrawiam lidka Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
grrrrw Re: techniczne pytanie ;) 01.11.04, 11:24 Nie, obok. Najczesciej z drugiej strony. Miejsce jest zalezne od miejscowej tradycji nacinania. U nas nacinali "na godzinę 17 i 19". Ale czasem nacinają "na 14 i 11". Odpowiedz Link
verdana Re: techniczne pytanie ;) 01.11.04, 13:46 A mnie trzykrotnie nacieli w idealnie tym samym miejscu. Mam tylko jedną bliznę. Odpowiedz Link
ma.pi Re: techniczne pytanie ;) 01.11.04, 20:49 Mnie nacieli dokladnie w tym samym miejscu. pozdr. Odpowiedz Link
michatka Re: techniczne pytanie ;) 01.11.04, 21:31 a mnie za drugim razem nie nacięli w ogóle, za co byłam ogromnie wdzięczna Odpowiedz Link
barbamama Re: techniczne pytanie ;) 02.11.04, 07:44 Przy drugim porodzie nacieli dokładnie w tym samym miejscu . Maćka urodziłam bez nacinania ))))))))))) Rany jaka super sprawa, biegałam, chodziłam, właziłam na łózko i z łózka w pieknym tempie znaczy normalnie aaaaa a gdzie moja sygnaturka??? Odpowiedz Link
wieczna-gosia Re: techniczne pytanie ;) 02.11.04, 07:49 coraz czesciej przy kolejnym porodzie po prostu NIE nacinaja ) Ale jak nacinaja to na ogol po starej bliznie. Mnie nie nacieli ani razu Odpowiedz Link
justinka_27 Re: techniczne pytanie ;) 02.11.04, 11:51 Mnie cieli dwa razy w tym samym miejscu,trzeci raz nie cieli,ale szyli,a dwa ostatnie ani nie cieli,ani nie szyli.Z najmłodszym przymaszerowałam sama z porodówki na salę,a inne mamy myślały że jestem już grubo po porodzie i przenieśli mnie z innej sali. Odpowiedz Link
jol5.po Re: techniczne pytanie ;) 02.11.04, 13:08 mnie nacinali też dwa razy, potem 2 razy już nie, a ostatnio troche pekła skóra, bo małyn jakoś t5ak śmiesznie ułozył główkę, więc nie nacinali, ale zsywali. Na ciąży było trochę wątków o nacinaniu. Tam możesz poszukać. Niestety nie mam pojęcia, czy nacinana byłam w tym samym miejscy, czy w innym, nie mówiąc już o pękaniu, które w ogóle odbyło się bez odgórnego planu pozdrawiam Jola Odpowiedz Link
agax3 Re: techniczne pytanie ;) 02.11.04, 16:33 Właśnie jestem swieżo po porodzie (2 tyg.) w którym obyło sie bez nacinania i zszywania - cudownie nie mieć bolącego krocza, mogłam od razu po porodzie przemaszerować z porodówki na swoje łóźko. To był mój czwarty poród i po raz pierwszy się tak udało. Przy pierwszym i trzecim mnie nacieli - w tym samym mniej więcej miejscu (na 19-tej), przy drugim trochę pękłam, więc był mały szew. Polecam wszystkim jak się da bez nacinania bo można szybciej cieszyć się dzieckiem jak się człowiek lepiej czuje. Odpowiedz Link
lideczka_27 Dziękuję za tak liczne wypowiedzi :) 02.11.04, 22:53 Wiecie, nie mam nic przeciwko nacinaniu, byłam psychicznie przygotowana - nie bolało, poczułam coś na kształt ukłucia a i zszycie jakoś łagodnie przeszłam (mam dużą tolerancję bólu, rodziłam bez znieczulenia i nie mogę powiedzieć, że ciężko to przeżyłam; śmiem powiedzieć, że przy bólu zęba to był dla mnie pryszcz )) Ale całkiem poważnie: moja mama przy trzecim dziecku pękła i potem przeżywała koszmar. Więc tak nastawiona do tematu nacięcia podeszłam na luzie. A teraz pytam, czy nacinają w tym samym miejscu, bo jednak ta blizna daje mi pewien dyskomfort przy współżyciu. Mój syn ma dopiero 17 miesięcy, więc blizna choć ładnie zagojona, jest jednak wyczuwana jako martwy punkt, który daje niemiłe wrażenie przy dotykaniu. Myślę, że z czasem problem całkiem zniknie i chciałam się dowiedzieć, czy mam szanse lub czy ewentualnie będę mogła prosić położną, by mnie ciachnęła w tym samym miejscu - nie chcę więcej takich "niemiłych" blizn. Teraz, gdy poczytałam, że udało się bez nacięcia i byłyście zadowolone, to sobie myślę, że też bym tak chciała. PS. Mimo iż byłam nacinana - po szpitalu latałam jak fryga. Nie żebym się do tego paliła - po prostu nie miałyśmy żadnej opieki i dzieci praktycznie były całkowicie od nas zależne – po tych dwóch godzinach, gdy można było poleżeć po porodzie, już trzeba było samej nosić, przewijać, chodzić do toalety (chodziłyśmy dwójkami, bo nie wszystkie czuły się na siłach). Ponieważ nie radziłam sobie z karmieniem piersią na leżąco (małe brodawki, mały prężył się, nie chciał chwytać) więc karmiłam go...na siedząco, całym tyłkiem. Dopiero po 7 godzinach przyszła inna zmiana i kochane położne, które doradziły, nie darły się, nie robiły foch. No ale to było za późno - nabawiłam się krwiaka. Moja matula napatrzeć się nie mogła, że jestem tak ruchliwa po wyjściu ze szpitala, bo ona po ścianach chodziła. Cóż, gdy miało się taki trening Dobrze, że to drugi raz i jestem już kumata pozdrawiam wszystkie mamusie i jeszcze raz dzięki lidka Odpowiedz Link