pamietam zimę, w czasie której spacery były fajne, ale dopiero jak byłam na dworze. A wczesniej był karkołomny moment - ubieranie: miałam wtedy 5-ciolatka, który ubierał się sam, ale z problemami, miałam 3-latka, który był na etapie - "ja sam" i roczniaka, który nic nie mówił, tylko pracowicie wyswobadzał się z ubranej odzieży, a jak bylismy gotowi, to i tak ktoś ze starszych oznajmiał, że chce siusiu, albo (ze wskazaniem na 3.latka) mówił, że juz to siusiu zrobił - do spodni.
Jest trochę takich karkołomnych momentów w życiu wielodzietnych. W zależności od wieku dzieci zaminiają się atrakcje. Na przykład teraz starsza dziatwa podrosła i najbardzierj emocjonujące są poranki, ale nie będę ich opisywać, bo często to co się dzieje wcale nie jest śmieszne

A jak u Was??
(Rhynox Ty też sobie coś fajnego

przypomni)