Dodaj do ulubionych

karkołomne momenty

13.12.04, 10:32
pamietam zimę, w czasie której spacery były fajne, ale dopiero jak byłam na dworze. A wczesniej był karkołomny moment - ubieranie: miałam wtedy 5-ciolatka, który ubierał się sam, ale z problemami, miałam 3-latka, który był na etapie - "ja sam" i roczniaka, który nic nie mówił, tylko pracowicie wyswobadzał się z ubranej odzieży, a jak bylismy gotowi, to i tak ktoś ze starszych oznajmiał, że chce siusiu, albo (ze wskazaniem na 3.latka) mówił, że juz to siusiu zrobił - do spodni.
Jest trochę takich karkołomnych momentów w życiu wielodzietnych. W zależności od wieku dzieci zaminiają się atrakcje. Na przykład teraz starsza dziatwa podrosła i najbardzierj emocjonujące są poranki, ale nie będę ich opisywać, bo często to co się dzieje wcale nie jest śmiesznewink
A jak u Was??
(Rhynox Ty też sobie coś fajnegowink przypomni)
Obserwuj wątek
    • rhynox Re: karkołomne momenty 13.12.04, 22:16
      widzę, że wychodzenie z domu dostarcza wielu wrażeń, bo przecież pisałam o nim
      w "koszmarze wspólnego wychodzenia z domu" i swoje stanowisko podtrzymuję.

      kolejnym wg mnie karkołomnym momentem jest "wszystko przed Wiligią" Sama
      Wieczerza jest super - i nikt mi nie wmówi, że w rodzinach wielodzietnych nie
      jest fajniej wink
      Ale przed samą kolacją można oszaleć BO: zwykle jedno tylko ma w sobie na tyle
      odpowiedzialności, by pomóc w kuchni itp, reszta usiłuję przez papier wymacać
      co leży pod choinką, wyjada pierniczki w czekoladzie, przewraca się w
      najlepszych ciuchach z psem po tapczanie, włącza i wyłącza lampki na choince,
      robi deszcz konfetti żeby było ładniej, wyrywa sobie figurki z szopki, wyciąga
      spod choinki przez siebie naszykowane prezenty (tej świni nic nie dam!!!)
      A ile razy miałyście poobrywane półki w szafie przez poszukujących prezentów??
      Ale to wszystko idzie w niepamięć. Bo najważniejsze jest ... ech... chciałąm tu
      coś niebanalnego napisać, ale weny mi brak smile
      pozdrawiam
      RHYNOX
    • praktycznyprzewodnik Re: karkołomne momenty 14.12.04, 15:52
      Warta osobnego opisu jest rodzinna wizyta u lekarza.

      W punkcie a) opisujemy wizyte w poradni dla dzieci zdrowych, w punkcie b)
      chorych, a w c) u dentysty-ortodonty.

      Z kazdym urodzonym dzieckiem przybywa kocyków, pieluszek, rajtuzek, szaliczków
      i czapeczek ( w zimie).

      W lecie - dzieci zanim dotrzemy na miejsce juz wygladaja jakbyśmy wracali z
      grzybobrania. Okazuje się, ze oczywiscie zapomniałysmy wilgotnych chusteczek
      do wycierania raczek i buzi.

      Opis do punktu b:
      Poniewaz troje jest brudnych jak swieta ziemia a Czwarte chce siusiu wizyte
      zaczynamy od toalety w poradni D. Najstarsze ma pilnowac wózka. Zapomina,
      wózek, przeciazony (bo po drodze zrobiłysmy, słusznie przewidujac, ze nie da
      sie w najblizszym tygodniu wyjsc z domu nawet do zieleniaka, zakupy )
      przewraca sie z wielkim hukiem, cos sie tłucze... a to sok malinowy na
      przeziebienie.
      Panie w kolejce patrza na nas z dezaprobata.

      W tym momencie racjonalizatorski pomysł, zeby przy okazji wizyty w poradni,
      zajsc jeszcze do poradni K, który w domu wydawał się całkiem do rzeczy, budzi
      juz nasz pusty smiech.

      Wchodzimy do gabinetu. Nie wiadomo od którego rozpoczac rozbieranie, pan doktor
      radzi, zeby od Najstarszego, bo najmniej sie zdekoncertuje, a jak najmłodszy
      zacznie ryczec, to nie damy rady sie porozumiec w sprawie pozostałych.
      Najmłodszego dajemy do trzymania Najstarszej. Rozbieramy Czwarte, Trzecie i
      Drugie maja to zrobic same, ale jedno twierdzi, ze sie wstydzi, a drugie
      zaczyna płakać. Temu co sie wstydzi zapowiadamy po ciuchu, ze jak sie nie
      rozbierze NATYCHMIAST, to w domu sie przekona, co to znaczy złosliwie
      utrudniac.
      Przez moment przelatuje nam przez głowe, czy ten lekarz nie pomysli sobie, ze
      moje przesadnie wtydliwe dziecko nie jest moze wychowywane w rygoryzmie
      seksualnym, a moze co gorsza molestowane. Slady uszczypniec sa ! I nie chce
      powiedziec skad je ma !

      Nic to ! Rozbieramy na siłę Trzecie i Czwarte, w czasie, gdy lekarz je bada,
      rozwijamy Najmłodsze. Najstarsze cały czas na poziomie, współpracuje wzorowo !
      lekarz o cos pyta, my niezbyt przytomnie odpowiadamy, co gorsza w ogóle nie
      słuchamy zaleceń i wskazówek, jak dawkować leki. Jakos sobie poradzimy, tam
      jest ulotka i mamy sasiadke dyplomowaną pielegniarkę.

      Niekompletnie ubrani i z wielkim poczuciem winy za tak długie zajmowanie
      gabinetu wychodzimy na holl. Zlane potem, sciskamy w reki stos ksiazeczek i
      papierków.
      Ubieramy dzieci. ZAWSZE zostaje na "jedna śrubka" czyli jakis podkoszulek lub
      skarpetki, które nie wiadomo do kogo należą i zadne z dzieci sie do nich nie
      chce przyznać.


      Przed nami tylko odstac swoje w kolejce do apteki, która na szczescie
      znajduje sie obok, wykupic kilo leków.
      W kolejce do apteki: Czwartego na reke, Najmłodszego do wózka - pilnuje
      Najstarsza, reszta ugania sie po holu. Wcale nie robia wrazenia przeziebionych,
      szkoda, moze gdyby lały się pprzez rece, dałoby sie dało załapac bez kolejki.
      Przed nami trzy staruszki i inwalida.
      Tylko nie zapomniec, zeby pani w okienku podpisała nie tylko, ile razy co brac,
      ale jeszcze, który specyfik dla kogo i-m-i-e-n-n-i-e ! Ale i tak na pewno
      wszystko sie pomyli.

      Ktos Kto Przed Chwila Twierdził, ze nie chce mu się siusiu, woła ze bardzo
      chce .
      Chwila wahania - wchodzic po raz kolejny do toalety czy zbagatelizować.
      Bagatelizuję.
      • jol5.po Re: karkołomne momenty 15.12.04, 07:26
        smile)))))
        fajna z Was rodzinkasmile))))
        pozdrawiam przedświątecznie (wigilia już niedługowink, nie życzę chorób, a jak już będą, to niech bez lekarza się obejdziewink
        Jola
    • tarba Re: karkołomne momenty 15.12.04, 12:49
      Mój małżonek wkrótce(1/2 roku) po urodzeniu najmłodszej powiedział zebym
      odpoczęła on weźmie dzieci na spacer i do sklepu. Byliśmy na wsi więc zapakował
      najmłodszą w wózek,średniaka w nosidło na plecy a najstarszy jechał w swoim
      wózku?(inwalidzkim).I czuł się takim dobtym i zorganizowanym tatusiem,ale na
      środku pustego pola średni zakrzyknął SIKU duży wyznał że chce kupę a królewna
      zaczęła po prostu ryczeć. Od powrotu z tego spaceru mój mąż zaczął patrzeć na
      mnie z podziwem
    • justinka_27 Re: karkołomne momenty 15.12.04, 16:14
      U nas zmorą są wyprawy rowerowe.Oczywiście kiedy pozwolę jednemu zabrać rower
      chcą wszyscy.
      Koszmar nr.1-wytaszczyć wszystkie pojazdy na pole razem z wszystkimi
      uczestnikami.Duży rower(nie mieści się w piwnicy,więc jest w domu)+duży
      wózek+duża gromada=sąsiedzi czekają aż zwolnimy windę.Później gromada tłoczy
      się przed klatką,ja wynoszę resztę rowerów z piwnicy.

      Koszmar nr.2-przemieścić peleton do parku ze szczególnym uwzględnieniem
      bezpieczeństwa peletonu i otoczenia.Po drodze jedna ulica na szczęście niezbyt
      ruchliwa,starsza trójka radzi sobie sama,a ja jedną ręką pcham wózek,drugą
      przeprowadzam rowerek,a z drugiej strony wózka "uwieszona" czterolatka.

      Koszmar nr.3-w parku,zabawa w policjantów i złodziei lub wyścigi i moje
      ciągłe; "wolniej!!!!" "uważaj na dziecko/psa!!!" "oddaj jej rower!!!"(to
      najczęściej do 10-latka jeżdżącego na rowerku czterolatki)

      Koszmar nr.4-przekananie towarzystwa,że czas wracać do domu.

      Koszmar nr.5-podobny do koszmaru nr.2

      Koszmar nr.6-podobny do nr.1

      Czasami dzieciaki fundują mi dodatkowe atrakcje.Czterolatka mając trzy lata z
      hakiem uczyła się jeździć na dwóch kółkach,szło jej całkiem nieźle,był tylko
      mały problem z wykręcaniem i hamowaniem.Mając całe boisko do dyspozycji
      potrafiła zaparkować na słupie,skończyło się wielkim guzem na czole.
      Natomiast siedmiolatek mało wysportowany uparł się na zjeżdżanie z górki.Górka
      niezbyt wysoka,ale siedmiolatek na dziesięciometrowym odcinku prostej drogi
      potrafi zaliczyć pięć upadków,więc skończyło się szyciem głowy.
      • praktycznyprzewodnik Re: karkołomne momenty 15.12.04, 21:27
        Rodzinne wyprawy rowerowe tez przerabiałam. Moich wtedy czworo, a kolezanki
        troje . Razem siedem rowerów.
        Zawsze sie okazywało, ze jakis rower nie chodzi jak trzeba, a tatusiowie jakos
        bez zapału brali sie za usuwanie usterki.
        W tamta strone wyprawa szła jak nalezy, a magnesem dla mniej wytrzymałych była
        perspektywa pikniku ze wspaniałymi smakołykami autorstwa "babci Rysia" u celu
        podrózy. Powrót był zwykle horrorem. Zawsze ktos sie obraził i ogłaszał, ze
        niech sie dzieje co chce, dalej nie jedzie.

        Co do wizyt w poradni dla dzieci zdrowych, mało sie róznia od tych w poradni
        dla chorych. Ksiazeczek zdrowia tyle samo, a na wyjsciu tylez paiperków i
        skierowan. Tez , zabijcie, nie pamietamy momentu, kiedy nam do reki te
        ksiazeczki i papierki lekarz wcisnał i w domu głowimy sie, który papierek
        przypasowac do którego. Tez zawsze brakuje jeden srubki.

        Tylko dzieci w zdecydowanie lepszej kondycji.

        Szczególnie jedno, to najbardziej muzykalne, umilało nam czas w poczekalni,
        spiewajac CAŁY CZAS oczekiwania "dzinglebells".
        • jol5.po Re: karkołomne momenty 15.12.04, 21:48
          i na imię miało Rhynox???
          • rhynox Re: karkołomne momenty 16.12.04, 00:12
            NIEEEEEE
            TO NIE JA!
            • justinka_27 Re: karkołomne momenty 16.12.04, 13:25
              My do przychodni chodzimy na raty,więc nie mam takich przygód,a pani doktor
              zawsze robi szczegółową rozpiskę komu,co i kiedy.Sama jest mamą czwóreczki,więc
              pewnie rozumie że nie trudno się pogubić.
              Mam za to wieczny problem ze szczepieniami.Idę wtedy kiedy każą,ale nigdy nie
              mam pojęcia na co się właściwie szczepimy.Ostatnio pielęgniarka patrzyła trochę
              dziwnie kiedy wpadłam (oczywiście spóźniona) z moim najmłodszym i oznajmiłam,że
              wreszcie wyjątkowo jest zdrowy i można mu zrobić jakieś tam zaległe szczepienie.
              Okazało się,że zaległych szczepień jest trzy.W dodatku odesłano nas do domu,bo
              czterolatka dwa dni wcześniej dostała ospę i było duże prawdopodobieństwo,że
              mały też zachoruje.
              Spytałam przy okazji czy dowieźli już szczepionkę dla
              siedmiolatka.Sprawdziła,nie dowieźli i spytała czy był szczepiony na
              gruźlicę,bo nie może się doczytać z karty.Ja na to że nie wiem.Pamiętam że
              starsza córka miała,bo opornie się goiło,ale syna zupełnie nie pamiętam.

              Po powrocie do domu pytam siedmiolatka czy miał takie szczepienie i opisuję
              gdzie i jak wygląda miejsce po szczepieniu,produkuję się jak mogę,żeby
              zrozumiał o co mi chodzi,a on na to,czy chodzi mi o gruźlicę,bo jeśli tak to
              miał.
    • praktycznyprzewodnik Re: karkołomne momenty 16.12.04, 22:48
      Gromadne wizyty u dentysty podejmowałam zdecydowanie rzadziej.
      Ale warto wspomniec te, podczas której Trzecie udrało z fotela w takim tempie,
      ze dotarło piechota do domu sporo wczesniej niz dokonała tego Rodzinna
      Ekspedycja autobusem MZK !!!!
      • andaba Re: karkołomne momenty 20.12.04, 16:42
        Wczorajszy wieczór do takich należał.
        Nazajutrz przedszkolaki miały występ, więc wyprasowałam pieczołowicie wszystkie
        stroje. Przygotowując ubrania na jutro przypomnialam sobie, że Zbyszek oprocz
        Smoka ma jeszcze grać Krakowiaka. Strój na szczęście miał być przedszkolny, ale
        niezbędna do niego biała koszula. Sięgam do szafy, gdzie wisi takowa w stanie
        wyprania i wyprasowania. Wyciągam, aby rzucić okiem dla spokoju, a tu nici ze
        spokoju... przez środek przodu gruba flamastrowa krecha. Musiało któreś podejść
        do otwartej szafy z mazakiem... Moment paniki, ale myślę - ubierze koszulę
        Leszka, ten ma Wigilię w szkole dopiero w środę . Po chwili zastanowienia
        dochodzę do wniosku, że oprócz występu będzie barszczyk, więc jak się nie
        dopierze... Lepiej niech upaćka barszczykiem swoją niż Leszka. Nie bacząc, że
        dzień pański pakuję koszulę do miednicy, leję Vanishem, sypię proszkiem, potem
        piorę. Bawet zeszło. Wieszam na kaloryferze, żeby do jutra wyschło. Kaloryer
        zimny. Lecę do piwnicy reanimować ledwo się tlący płomień domowego ogniska.
        Wracam na górę . Andrzej ubrał sobie na głowę reklamówkę ze starannie
        poskładanymi strojami Aniołka i Smoka... Zostały wdeptane w podłogę. Zbieram,
        wygładzam, składam. Prasować powtórnie nie mam siły. Zaganiam towarzystwo do
        spania. Jeszcze siusiu, paciorek i spać... No właśnie... Siusiu... Zbyszek
        nasikał na spuszczoną klapę od ubikacji - sama ją opuściłam, padając nań bez
        sił po wywleczeniu ostatniej sztuki z wanny... No więc czysta piżamka do
        prania, czysta podłoga do mycia...
        No ale już po wszystkim. Przedstawienie się udało, Danusia pomyliła się
        zaledwie raz, Zbyszek był rewelacyjny w obydwu rolach i żadne się w barszczu
        nie wykąpało, co graniczy z cudem.
        • jol5.po Re: karkołomne momenty 20.12.04, 18:45
          smile))))
          te momenty wygladają groźnie, ale jak fajnie się je wspomina - warunek: musi upłynąć trochę czasuwink
          Anadabo - będzie co opowiadać dzieciom Twoich dorosłych dzieciwink)
          • bbas Re: karkołomne momenty 21.12.04, 22:16
            Wiecie, z tymi wizytami u lekarza to nawet nie jest tak źle u mnie. Może
            dlatego, że ja tylko z czwórką?? Panie w rejestracji uśmiechają się z sympatią
            na nasz widok, jak dzielnie kroczę z małymi. Bo sama to odwalam oczywiście -
            tatuś w pracy, nie ma zmiłuj!
            Wszystko jest w porządkum jak okres oczekiwania nie przekracza 10, góra 15
            miniut. I tak przeważnie jest. Kilka razy zaledwie zdarzyło mi się wejść do
            gabinetu spocona jak ta mysz w pogoni za biegającymi niespełna dwuletnimi
            bliźniaczkami. I oczywiście starsze nie były gorsze od małych, perfidnie
            udając, że gonią za małymi - ścigały się w najlepsze po wąskim, długim
            korytarzu.
            Ale w gabinece: full servis: matka rozbiera najpierw jedną bliźniaczkę, druga w
            tym czasie zwiedza terytorium wroga z uwagą oglądając maskotki, a starsze -
            jako dobrze wychowane dzieci - stoją z minami a'la pies pawłowa, patrząc
            łakomym wzrokiem na naklejki, leżące na biurku lekarza. Dyskretym kopem usiłuję
            zwrócić uwagę najstarszej, żeby spasowały, ale co tam! TAKICH PRZECIEŻ JESZCZE
            NIE MAMY!!
            Potem szybka zamiana bliźniaczek, pod koniec badania każę się rozbierać
            "średniej" i jakoś tak wizyta dobiega pomału końca. Jak lekarz zaczyna
            wypisywać recepty - wyganiam z gabinetu dwie starsze, z maluchami sama sobie
            poradzę i w miarę kontroluję, co lekarz usiłuje mi przekazać.
            A co do szczepień, to ja też nie mam zielonego pojęcia na co idziemy się
            szczepić. Po to są karty szczepień, żeby pielęgniarki mogły to sprawdzić. A z
            resztą ten kalendarz szczepień zmienia się prawie co roku, więc mam się go
            uczyć na pamięć?? Nigdy!!
            A!! I jeszcze te miny oczekujących w kolejce rodziców, jak wychodzę z gabinetu
            z małymi! A jak się gapią, jak ubieram towarzycho po kolei!

    • eleanorrigby Re: karkołomne momenty 23.01.05, 21:47
      Przypomniałam sobie zdarzenie z zamierzchłych czasów,kiedy miałam dwójkę małych
      dzieci.Kuba miał wtedy 4 lata, a Asia 2 i budowaliśmy dom.Maż wyjechał gdzieś
      na kilka dni zabierając samochód, a do mnie zadzwonił kierownik budowy,żeby coś
      im przywieźć (nie pamietam już co).Pogoda była ładna,więc postanowiłam zabrać
      dzieci, pojechać tam autobusem i zostać na trochę w ramach spaceru.Zabrałam
      plecak z ubrankami,pieluchy,picie itd, reklamówkę z zabawkami do piasku i torbę
      z owym czymś,co miałam dostarczyć na budowę.W każdej ręce miałam torbe i
      trzymałam za rękę dziecko (wielodzietne wiedzą,jak się to robi wink).Doszliśmy
      na przystanek i dzieciakom zachciało się siusiu.Pomagałam Asi,a Kuba sam
      załatwiał się pod drzewkiem.Prawie kończył,kiedy zobaczyłam,ze nadjeżdża
      autobus.Jednym ruchem podciagnęłam mu spodenki,złapałam torby i dzieci i
      wsiadłam do autobusu,który zaraz ruszył.No i klops-usiłując zachować równowagę
      jedną ręką wpychałam Asię na wolne miejsce razem z torbą,drugą trzymałam Kubę i
      reklamówkę.Plecak nie ułatwiał zadania.Nagle usłyszałam,że ludzie w autobusie
      głośno się śmieją.Okazało się,że podciągnęłam Kubie spodenki,ale nie
      podciągnęłam majtek.Było mu niewygodnie,więc na środku autobusu zdjął owe
      spodnie i,z gołą pupą,ze stoickim spokojem zaczął wyplątywać z nich majtki.A ja
      nie mogłam NIC zrobić, bo nie miałam wolnej ręki!Nie pamiętam,co było
      dalej,chyba w końcu posadziłam Asię,postawiłam torby i ubrałam Kubę,ale potem
      już nigdy nie pojechałam na budowę autobusem.
      Kasia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka