eleanorrigby
28.01.05, 21:46
Stół. A może powinno się pisać STÓŁ, bo to mebel magiczny. Nasza kuchnia jest
połączona z salonem, stół jest jeden i stoi w salonie, na wprost wejścia. Na
początku stał sobie skromnie, złożony i nie rzucający się w oczy. Pewnego
dnia jednak przyjechali goście, trzeba było go rozłożyć i tak już zostało.
Przy nim jemy, czytamy gazety, na niego rozlewamy poranną kawę czy herbatę.
Przy nim obieram ziemniaki i na nim rozkładam książkę. Przy nim siadamy
późnym wieczorem z mężem i długo gadamy o wszystkim. Dzieci odrabiają tu
lekcje, mimo,że w swoich pokojach mają biurka. Czasem nakrywam go ceratą, a
czasem cieniutkimm białym obrusem. Czasem jest upaprany plasteliną, czasem
wytwornym białym winem. Ciągle czymś zajęty, zastawiony. Zawsze gotowy
podstawić usłużnie blat. A kiedy przychodzą goście, rzadko korzystają z
wygodnych foteli przed kominkiem. Siadają przy NIM. Takie „drewniane serce
rodziny”. A jak jest u Was?
Kasia