nata76
03.02.08, 09:52
Od dłuzszego czasu zastanawiam się, czesto wspólnie z Nordynka, jak
to jest. Czy dziecko jest jak ta przysłowiowa walizka, co się
włozy,to się wyjmie?
Na ile geny determinuja zachowanie dziecka, a na ile nasze z
dzieckiem postępowanie???
Zawsze byłam zwolenniczką terorii,że dziecko rodzi sie jak biała
karta i od nas zalezy, jakie bedzie. Ze jesli mu damy
miłosć,czułość,uwagę,mądre reguły, to wystarczy. W takim razie skąd
w rodzeństwach takie róznice. Zdarza sie przeciez,ze dzieci a rózne.
Ba, sa dzieci,które "łatwiej" kochac, a niektóre naprawdę trudno
polubić.....
MOje rozmyslana rozpoczełam od obserwacji własnych dzieci i dzieci
znajomych. Zwłaszcza zauwazyłam wsrós rodziny, znajomych zupełny
brak powiazania przyczynowo0skutkowego miedzy zachowaniem dzieci,a
postępowaniem rodziców. np. chłopiec boi sie panicznie lekarza-
rodzice sie dziwia-ale...słysze w trakicie pobytu u nich jak
nagminnie strasza chłopca,ze jak bedzie niegrzeczny,to go odwioza do
szitala i dostanie zastrzyk. no moze to taki uproszczony
przykład,ale rozumiecie o co mi chodzi???ale... w takkim razie skąd
u mojej córki histeria wrecz na widok obcego lekarza(bo do stałych
juz jest przywiazana), czy ja cos zle zrobiłam?choc bardzo staram
sie oswajac rzeczywistosc z dziecmi...
i nie chodzi tu o tego lekarza, traktuje to "przykładowo". Chodzi o
to na ile mamy wpływ na dzieci a na ile nie. czy moge/powinnam sie
obwiniac, jesli dziecko jest np.płaczliwe z natury, boi sie
ciemnosci itp. czy cos juz jest "w dziecku"?dlaczego w takim razie
jedno np. tej cimnosc sie boi, drugiego to nie rusza? czy sa to
jakies nawet NIEUSWIADOMIONE błedy wychpowawcze, nieumyslne słowo,
gest?czy raczej nie nalezy sie tak rozdrabniac?
no i pozniej, jak wychowywac????czy w karnosci,zeby dziecko
było "grzeczne", czy inaczej???ale to juz temat na osobny wątek....